Podmokły zagajnik

#71
Biegała raz przy Balorze, raz gdzieś za nim czy przed. Nawet udało jej się, jego też trochę wybrudzic.
Nie zwracała zbytniej uwagi na szum, w końcu natura różne dźwięki chowała zanadrzu. Dopiero widząc wielką rzekę, Lil trochę bardziej zaczęła się zastanawiać. I że ona miała tym płynąć? A nie ma jakiegoś przejścia?
Słysząc ostrzeżenie, mała waderka zwolniła, co jak co ale życie było jej drogie, kończyny też. Zbliżyła się do basiora, idąc tak by jego ciało znajdowało się między nią a wodą. Powoli podeszła z nim do brzegu i czołgając się, tak na wypadek, dotarła do koni wody. Wysunęła łepek i zaczęła pić. Woda była zimna ale przynosiła ulgę, może i jadła jakiś czas temu, ale pić nie piła. Wszystko wokół było mokre, lecz nie ma to jak świeża woda.

Podmokły zagajnik

#72
Basiorowi nie wydawało się by i on potrzebował kamuflażu, ale najwyraźniej waderka uznała inaczej, ochlapując i mażąc samca do poziomu swojej wysokości. Całe szczęście młode stworzenie było dość roztropne by opanować swoją radość, gdy tylko rzeka znalazła się w zasięgu wzroku. Mądrze też pilnowała się starszego wilka, nie stosując przesadnej samowolki, która mogła grozić wpadnięciem do wody.
Gdy Lilith gasiła pragnienie basior powoli przyglądał się rzece. W zasięgu wzroku nie było ani kamieni po których mogli by przejść, ani choćby złamanych drzew, które czasem niesione z prądem klinują się gdzieś w nurcie tworząc coś na kształt mostu. Koryto było też zbyt szerokie by dał radę je przeskoczyć. Jednak gdy patrzył w lewo miał wrażenie, że widzi zakręt. Jeśli jego przypuszczenia były by prawdziwe i bieg rzeki zakręcał, to istniała szansa, że nurt tam zwalniał. Mogło być płycej, lub tam właśnie zatrzymały się różne niesione z prądem przeszkody. Wszystko przemawiało za tym by ruszyć wzdłuż brzegu by sprawdzić.
- Nie wpadnij tylko, nie mam zamiaru cię wyławiać - burknął, na wszelki przypadek ostrzegając wilczątko ponownie i powoli ruszył tuż obok wody, idąc pod prąd. Cały czas dokładnie przyglądał się okolicy i ich przeszkodzie, co jakiś czas też łypiąc okiem na Lili, czy aby czegoś nie kombinuje. Naprawdę nie miał najmniejszej ochoty ratować dzieciaka. Miał zamiar przeprawić się bez większych kłopotów czy utrudnień i bezsensowne pływanie nie miało z tym planem nic wspólnego, z pływaniem dla przyjemności też raczej nie, w końcu trochę zimno było na kąpiele.
W miarę jak zbliżali się do dostrzeganego miejsca, czarny basior utwierdzał się w przekonaniu, że faktycznie widział zakręt. Jeszcze kilka minut marszu i został też przekonany do kolejnej swojej teorii.
Spojrzał w niebo z jawną wściekłością w oczach, tłumiąc wyrywające się z gardła warczenie - " Naprawdę ?! "
Ewidentnie ktoś na górze urządzał sobie żarty jego kosztem. Owszem zakręt był, były i kamienie, o tak, ale nic po za tym się nie pokrywało z nadziejami Wrony. Wielkie głazy porozrzucane były w obrębie koryta rzeki w taki sposób, że tworzyły wiele nieregularnych i drobnych wodospadów. Woda zamiast płynąć wolniej rwała bystro pieniąc się i tworząc małe wiry. Może w niektórych miejscach było płycej, ale tylko po to by krok dalej dno zapadało się tworząc głębokie leje ze zdradliwymi prądami. Jeśli mogło być gdzieś gorsze miejsce do przechodzenia, to Bal chwilowo go nie widział. Stanął na krawędzi, mierząc się poirytowany wzrokiem z przeszkodą i analizując jaka droga ze wszystkich złych opcji była by najkorzystniejsza. O proszę było i zwalone drzewo, dostrzegł pień zaklinowany na kamieniach gdzieś w połowie rzeki, ale było kilka "ale". Po pierwsze trzeba było do niego jakoś dotrzeć, po drugie trzeba było przedostać się z tego mokrego próchna na brzeg a była to nie mała odległość, woda zaś jakby złoszcząc się na przeszkodę zalewała ją regularnie i burzyła się groźnie wokół. Proszę bardzo, ktoś spełnił wszystkie jego prośby wypaczając je do kształtu idealnych utrudnień. Popatrzył jeszcze raz w niebo z rządzą mordu, by powrócić wzrokiem na rzekę i na wilczątko. Tak nudzić się, na pewno nie będzie mu dane. Najprawdopodobniej najpierw spróbuje przejść sam, a dopiero potem wróci po szczeniaka, tak było by najrozsądniej, uznał w swoich myślach przyglądając się niebezpiecznej toni.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Podmokły zagajnik

#73
Kiedy waderka ugasiła już pragnienie, podniosła łeb i rozejrzała się za samcem, który już powoli szedł dalej. Ostrożnie odsunęła się od wody i pognała za samcem. Znów szła tak by stał między nią a rzeką.
Patrząc na rzekę, samiczka nawet nie chciała sobie wyobrażać, co by się stalo, gdyby została porwana przez nurt. Zostałaby roztrzaskana o jakieś skały, bądź po prostu się utopiła. Żadna z tych opcji nie wydawała się za przyjemna więc Lil trzymała się jak najbliżej Wrony, a jak najdalej wody.
Kiedy dotarli do miejsca gdzie rzeka zakręcała, Lilith stanęła między przednimi łapami Balora i spoglądała na wytwór natury. Nie wyglądało to na bezpieczne miejsce, ale Lil się tu bardzo podobało. Zrobiła krok do przodu, jednocześnie wychodząc spod ciała wilka. Zafascynowana spoglądała na małe wodospady i pianę. Była dość blisko wody, więc na wypadek, obniżyła się na łapach, w ten sposób poprawiając swoją równowagę.
- Musimy przejść? A tam nie było bezpieczniej? - Odwróciła się do samca i poczuła jak się ślizga na mokrym gruncie. Szybko, trochę się ślizgając wróciła między łapy samca.

Podmokły zagajnik

#74
Mimo skupienia wzroku na rzece, basior był doskonale świadom otoczenia, w tym i poczynań wilczątka. Jak na razie waderka grzecznie stosowała się do zaleceń i uważała na rzekę, nie dodając wilkowi dodatkowych zmartwień, z czego był na swój Balowy sposób zadowolony. Spojrzał bezpośrednio na Lilith, dopiero gdy usłyszał pytanie.
- Jeśli chcemy dotrzeć do gór, nie mamy wyjścia, idąc wzdłuż rzeki, licząc, że doszlibyśmy do celu, nie tylko nadłożylibyśmy dużo drogi, ale najprawdopodobniej zima zdążyła by nas zastać w trasie, co też nie było by najlepszym obrotem spraw - dokładnie wyjaśnił Lilith - Prawdopodobnie tak, ale nie chce mi się wracać - ochryple dokończył tłumaczenie. Zdecydowanie nie chciało mu się cofać, nie znosił tego robić, po za tym czasami droga która wyglądała na łatwiejszą, potrafiła przysporzyć znacznie więcej kłopotów. W końcu tam koryto było szerokie i zapewne głębokie, dodając do tego wartki nurt i kłopoty mogły być murowane. Nawet dla dorosłego wilka takie pływanie było by wyzwaniem i prawdopodobnie woda zniosła by go niezły kawałek od początkowego miejsca, nim zdążył by wyjść na brzeg. Może nie było tego złego, musiał tylko dokładnie przemyśleć każdy krok, a była nikła szansa na ograniczenie zbędnego pływania.
- Masz tu grzecznie zaczekać, rozumiesz ? - odezwał się nieznoszącym sprzeciwu tonem, patrząc na Lilith czujnym wzrokiem.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Podmokły zagajnik

#75
Ostatnie słowa, będące jednocześnie poleceniem, przeraziły wilczatko. Miała zostać, nie iść z nim. Czy chciał ją zostawić? Ale obiecał, że tego nie zrobi. Skrajne uczucia targaly Lilith. Mimo to grzecznie skinęła łbem i odeszła jeszcze trochę od rzeki. Znalazła sobie dość wygodne miejsce, było tam mniej błota i jakaś większa kępka trawy, choć już zżółkniętej.
Ułożyła się, kilka razy zataczając niewielkie kółka i spojrzała na Balora. Oby wrócił.

Podmokły zagajnik

#76
- Dobrze - mruknął zadowolony, widząc jak waderka układa się na kępie trawy, po czym zwrócił się znów w stronę rzeki. Jak to mówią, przedstawienie czas zacząć. Stanął na samej krawędzi, po czym wybierając grzbiet jednej z kaskad, powoli wkraczał wodę. Stawiał łapy ostrożnie, jedna za drugą, dokładnie badając grunt. Woda sięgała mu do łokci i rwący prąd robił wszystko by przewrócić wilka. Kilka razy łapa czarnego omsknęła się na śliskim podłożu i faktycznie nie wiele by brakowało, a Balor spłynął by wraz z nią wprost na kolejne kamienie. Za każdym razem jednak udało się wilkowi złapać równowagę, w ostatniej chwili, ratując się przed kąpielą i obiciem o skały. Szedł już dobrą chwilę, a nawet nie zbliżył się do połowy szerokości rzeki. Mimo to jednak skupiał się na aktualnym zadaniu i wciąż metodycznie i niespiesznie szukał właściwej drogi. Gdy dotarł do jednego z większych głazów, nie bez trudu wspiął się na śliski kamień, by kolejne kroki pokonać po nim. W tym miejscu następne skały porozrzucane były gęsto, ale droga była łatwa jedynie na pierwszy rzut oka. Dwa razy musiał zawracać i wybierać inną kombinację, gdyż zbyt ryzykownie było by skakać po ciągle podmywanych wodą kamieniach, a odległość była zbyt duża na zwykły krok, z kolei woda była tu zdecydowanie zbyt głęboka, musiał by płynąć a z pewnością nie dał by rady przeciwstawić się prądowi. W końcu z mozołem po kręceniu się wśród kamieni, dotarł do zaklinowanej między nimi kłody. Wszedł i na drzewo po czym przeszedł po nim aż do jego krawędzi, Brzeg wciąż był zbyt daleko by doskoczyć, ale wyglądało na to, że najcięższą część miał za sobą. Stał tak dobrą chwilę przyglądając się uważnie i analizując w głowie dostępne opcje. Wreszcie, gdy uznał, że plan jest gotowy rozpoczął powolny marsz w drogę powrotną. Tym razem jednak szło sprawniej z uwagi na już wybraną drogę, której nie musiał tym razem szukać. Nie minęło więc wiele czasu a Wrona wyszedł na brzeg dołączając do pozostawionej Lilith.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Podmokły zagajnik

#77
Leżała tak, obserwując zmagania basiora. Droga nie należała do łatwych, a woda tam gdzie szedł Balor, zakryłaby zapewne całą waderkę, aż po czubek ogona. Z utrzymaniem równowagi na śliskim dnie rzeki też wątpiła, że sobie poradzi.
Kiedy samiec wskoczył na pniak i powoli szedł dalej, Lilith na chwilę straciła go z oczu. Zerwała się i pobiegła bliżej wody, nadal jednak zachowując pewną odległość. Już myślała, że została sama gdy dotarł do jej oczu, obraz wracajacego czarnego wilka. Uradowana, usiadła i już w spokoju czekała na Balora. Gdy tylko wyszedł na brzeg, waderka podniosła się i przytuliła do jego łapy. Nie zwracała uwagi na to, że jest ona zimna i mokra. Dla niej ważna była obecność samca, a to że mogła się do niego przytulić, utwierdziło ją w tym, że po nią wrócił i nie są to zwidy.

Podmokły zagajnik

#78
W powrotnej drodze nadal skupiał się na ostrożnym stąpaniu. Głupio by było spłynąć z rzeką w ciągu ostatnich metrów powrotnego spaceru. Nie mniej patrząc na drogę widział tez szczeniaka, który owszem czekał grzecznie, ale w zupełnie innym miejscu, wyraźnie informując Wronę, że mała musiała spacerować pod jego nieobecność. Prychnął cicho pod nosem, ciężko jednak stwierdzić czy z irytacji czy rozbawienia. Dobrze, że mała wilczyca miała dość rozsądku by trzymać się z daleka od brzegu o drobiazgi się przecież nie będzie siepał. W brew pozorom zdawał sobie sprawę, ze polecenie mogło być trudne dla Lili. Podróżowali razem dopiero dzień, a skoro młode zostawiła rodzona matka, ciężko wymagać by od razu bezgranicznie zaufała nowemu opiekunowi. Ledwie basior zdążył dotknąć łapami ziemi, a już przywarła do niego uradowana szara kulka.
- Że też wcześniej nie pomyślałem, że to taki dobry sposób by cię zostawić, no cóż teraz już za późno – zaśmiał się lekko, żartując z samiczki. Uznał że roztkliwianie się głaskanie po pleckach i obietnice „przecież cię nie zostawię” były bezcelowe. Słowa mogły kłamać, były jedynie pustymi dźwiękami. Balor zdecydowanie wolał obrócić obawy szczeniaka w żart. – Już ? Opanowałaś się bo wypadało by iść, to może dostaniemy się na drugi brzeg zanim noc nastanie – zakończył dalej nabijając się z waderki. Do wieczora mieli jeszcze sporo czasu, gdyż słońce nawet jeśli przykryte chmurami siedziało sobie wysoko na niebie, powoli zbliżając dzień do południa.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Podmokły zagajnik

#79
Pierwszą reakcją na słowa basiora był strach i niedowierzanie. Chciał ją zostawić. Dopiero po chwili zrozumiała, że się z niej nabija. Fuknęła i spojrzała oburzona na Balora.
- Zrobiłabym wszystko żeby dorosnąć i dać ci w kość. - Wystawiła jęzor w jego stronę i wręcz teatralnie odwróciła głowę.
Podeszła do wody i pacnęła ją łapą. Była nawet zmniejsza niż śnieg, a to z kolei nie spodobało się Lilith.
- Jak ja mam tam przejść? - Wskazała nosem na kamień, ktorybyl pierwszym, na jakiego wskoczył samiec. Dla niej było już w połowie drogi zbyt głęboko.

Podmokły zagajnik

#80
Najwyraźniej nie tyko bogowie byli na ziemiach Konkordii, ale i zdarzały się cuda bo właśnie po raz drugi, czarny zwykle posępny i gburowaty wilk wybuchał wesołym śmiechem, widząc oburzenie samiczki.
- O bardzo chce to zobaczyć – Wrona pośmiał się jeszcze chwile, jawnie bawiąc się kosztem obrażonego stworzonka by wreszcie opanować się patrząc jak Lilith mierzy się z rzeką.
- Ty drobinko nijak nie przejdziesz, następny przystanek byś miała dopiero gdzieś na rozlewisku – ledwie basior skończył zdanie, a złapał waderkę pyskiem, nie czekając na dalsze marudzenia Lili. Przecież zupełnie logiczne było, że nie kazał by malej przechodzić o własnych siłach, były by to zwyczajnie nie wykonalne.
Poprawił trochę uchwyt, by szczeniak nie wyśliznął się podczas przeprawy i chwyciwszy Lilith wpół niby upolowanego zająca, tylko ciut delikatniej Bal zaczął drugi kurs w poprzek rzeki.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron