Podmokły zagajnik

#61
Waderka nie dostrzegłaby słońca, które budziło się do życia, gdyby nie światło przebijajace się przez jej powieki. Przez moment nawet pomyślała, że przeniosła się znów między grzyby. Uchyliła powieki i z ulga stwierdziła, że to tylko złudzenie, zimno nadal dokuczalo, była mokra i na pewno nie było tu świecącej pleśni.
Spojrzała w górę gdy poczuła coś ciepłego, okrywajacego jej ciało. Widząc Balora, uśmiechnęła się słabo i spojrzała w tym kierunku co on.
- Tam idziemy? - Mieli jeszcze do przebycia kawałek drogi, niestety część z niej dalej należała do tego błotnistego terenu.
Lilith wtuliła się w futerko samca, jednocześnie, dość ufnie, podnosząc łapek i odsłaniając gardło. Przy nikim innym by sobie na to nie pozwoliła.
- Nie zostawiaj mnie jak Ona. - Brzmiało to trochę jakby mówiła do siebie, jednak z faktu bliskości łba basiora, musiał on wszystko słyszeć.

Podmokły zagajnik

#62
- Uhmm - mruknął, co najwyraźniej według Wrony było równoznaczne z "tak" - Powinno tam być ciekawie - dodał łagodnie. Góry były niebezpieczne, ale też niezwykle piękne i nic nie mogło się im równać, no może po za gęstym rozległym lasem. Tak lasy były zdecydowanie na czele wyjątkowo krótkiej listy, rzeczy lubianych przez Balora, skoro więc los poprowadził ich w stronę skalistych grzbietów, basior nie miał ochoty zawracać. Zresztą w którą stronę, jeszcze raz przedzierać się przez paprocie i świecące grzyby, by później może trafić na kolejne bagna. Nie, zdecydowanie góry mimo swoich minusów miały jedną wielką zaletę, przy której bledły wszystkie wady, w górach nie było błota. Tak góry były chwilowo najlepszym planem jaki przychodził wilkowi do głowy.
- Marudzisz - mruknął całkiem pogodnie, trącając policzkiem łepek szczeniaka i zamykając ślepia. Lilith musiała odpocząć, to nie miał innego wyjścia jak uzbroić się w cierpliwość. Dopiero teraz dotarło do wilka, że odkąd znalazł małą, nie drażniła go nuda. Czy to dlatego, że niedawno stoczył dobrą walkę, czy może szczeniak rozpraszał samca, nie pozwalając mu się pogrążać w irytacji. Basior nie miał pojęcia, zresztą od spotkania wśród grzybów, nabrał wrażenia, że nagle wzrosła ilość rzeczy, których nie pojmował.
Westchnął głęboko, odprężając się nieco, podczas gdy śnieg bynajmniej nie miał zamiaru przestać padać. Więcej, zaczynał prószyć coraz gęściej, pokrywając ziemię i drzewa dookoła cieniutką warstwą bieli. Biały puch nie oszczędzał też czarnego samca, stopniowo przyozdabiając smolistą sierść bieluchnym kożuszkiem.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Podmokły zagajnik

#63
Spoglądała na góry, tam chyba nie ma błota, ale wysoko to. Błoto stanowiło dla niej wyzwanie, ale czy wspinaczka nie będzie jeszcze trudniejsza.
" Co cię nie zabije, to cię wzmocni. "
" Bardzo optymistycznie, a co jak zabije? "
" To się nie będziesz miała już o co martwić. "
Lilith zdała sobie sprawę, że gada sama ze sobą. Prychnęła i się zaśmiała, jednocześnie słuchając słów, właśnie wypowiadanych przez samca. Zaśmiała się jeszcze głośniej i przewróciła na grzbiet, patrząc teraz na basiora.
- Mała jestem, mogę. - Liznęła Wrone w pysk. Humor jej się bardzo poprawił, miała Balona, robiło jej się cieplej, obrali jakiś cel. Wszystko zmierza ku lepszemu, po drodze pewno pojawi się wiele trudności ale waderka teraz się tym nie przejmowała.
To białe coś spadło jej na nos, kichnęła i zmarszczyła brwi.
- To jest to badziewie? Zimne... - Mało było w tych słowach optymizmu. Może waderka zmieni zdanie, kiedy już ziemię zakryje biała pierzyna ale póki co śnieg jej się nie podobał.

Podmokły zagajnik

#64
Parsknął tylko na przesadne według niego czułości, jakby obruszony, ale tak na prawdę nie było w tym złości. Wrona należał do tych, którzy wszelkiego rodzaju fukanie, burczenie i prychanie uznawał za doskonałe zamienniki słów i z lubością je stosował. Po za tym jednym dźwiękiem, leżał niewzruszony zaczepkami szczeniaka, zastanawiając się jak można tak szybko zmieniać nastrój. Jeszcze chwilę temu Lilith była smutna i przygnębiona, teraz nagle małą opanował wyraźnie zabawowy nastrój. Rechotała bez dostrzegalnej przez Czarnego przyczyny i zaczepiała samca, a miała przecież wypoczywać.
Zapytany otworzył jedno oko, patrząc w kierunku zainteresowania samiczki - Tak, to jest śnieg. Na razie jest go niewiele, ale nie minie wiele czasu i przykryje świat grubą warstwą - zamknął z powrotem oko - Ano zimny - odezwał się niezmiennie ochrypłym głosem - I mokry też, ale szczeniaki go lubią - odetchnął głęboko, węchem sprawdzając czy nie pojawiło się żadne zagrożenie. Zagajnik jednak był niezmiennie pusty i spokojny. Nawet małe zwierzątka i ptaki nie hałasowały. Czy było dla nich jeszcze za wcześnie czy za zimno, dla wilka nie miało większego znaczenia, najważniejsze, że wciąż byli sami i nie wyczuwał zagrożenia.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Podmokły zagajnik

#65
Lilith nadal w dobrym nastroju, przewróciła się na brzuch i wtuliła w samca. Był ciepły, a samiczka bardzo lubiła ciepło. Z tego też powodu, zima raczej nie będzie jej ulubioną porą. Zapewne polubi lato, a najbardziej odpowiadać będzie jej późna wiosna, kiedy to nie jest jeszcze zbyt gorąco ale wszelkie ślady po zimnie znikają. Jest wtedy kolorowo i przyjemnie.
Lil przymknęła oczy i zwinęła się w kulkę. Miała odpocząć to chwilę odpocznie. Potem będą mogli ruszyć w dalszą drogę, w poszukiwaniu domu. Samiczka zastanawiała si,ę jak on będzie wyglądał, czy będzie ciepły i przytulny, czy będzie to dziura w ziemi czy jakaś jaskinia, a może coś zupełnie innego. Jednego Lil byłą pewna, nie chce tam śniegu. Był zimny i mokry, jak to już stwierdził basior. Jak będzie chciała coś mokrego to wejdzie do wody.

Podmokły zagajnik

#66
Gdy Lilith umilkła basior znów otworzył oczy, zerkając czy z małą wszystko w porządku. Najwyraźniej waderka postanowiła zregenerować siły, zamiast dalej drążyć temat śniegu. I dobrze, im szybciej wyruszą tym lepiej. Opady śniegu co prawda na chwilę ustały i białe połacie, zaczęły się wolniutko topić, ale taka pogoda nie będzie trwać wiecznie. Zima na razie dopiero zapowiadała swoje przyjście, ale gdy już zagości na tutejszych ziemiach, to z pewnością zawładnie nimi z pełną zaborczością. Słońce znalazło się już wysoko na niebie, ale aktualnie ginęło gdzieś w siwych chmurach, grożących nieprzygotowanym podróżnikom, wznowieniem opadów w każdej chwili.
Balor ziewnął lekko wodząc wzrokiem po okolicy. Dalej nic, cisza i spokój. Dopiero po chwili spostrzegł niewielki ruch wśród traw w pobliżu paproci. Najwyraźniej chwilowa przerwa obsypywaniu ziemi białymi płatkami, ośmieliła perliczki, które opuściły swoje kryjówki i właśnie poszukiwały pożywienia, zupełnie nieświadome obecności dwóch drapieżników, no może jednego i ćwierć, ale wciąż drapieżników. Chwilę po nich pojawiła się też niewielka grupka drobnych leśnych ptaków, które zaczęły buszować w okolicznych drzewach, zbierając uschnięte i nie opadłe owoce z rosnącej obok jarzębiny. Nie zabrakło również sójki, która przyleciała jako następna i aktualnie podejrzliwie dreptała po ziemi, na przemian szukając posiłku i zagrożenia. Wrona obserwował ten ptasi nalot, nie bez przemyśleń. Dziwne było jak świat hurtowo budził się po nocy do życia, jak nie było żywej duszy to całkowicie, nawet najmniejsza mysz się nie pokazywała, gdy zaś towarzystwo wylęgło z nor i gniazd, to jakby jakiś zlot planowało. W tym samym momencie, jakby w odpowiedzi na myśli basiora, z drzewa zbiegła ruda wiewiórka, przemykając zaraz w pobliżu nosa leżącego nieruchomo wilka, pędząc w stronę kępy krzaków rosnącej po przeciwnej stronie zagajnika, w sobie tylko znanym celu. Czarny wilk patrzył na to wszystko niewzruszony, ale bez morderczych skłonności. Drobnicy nigdy nie łapał, w końcu jaka by była z tego zabawa. Czasem jedynie gdy głód mu doskwierał, zdarzało się basiorowi łapać to co napotkał, jeśli było wystarczająco duże by zapełnić brzuch, dlatego mimo iż bez entuzjazmu, nie raz miał w menu perlicę czy zająca. Dziś był jednak syty i nie planował łowów na drób.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Podmokły zagajnik

#67
Samiczka zasnęła, lecz nie na długo. Spała całkiem niedawno, więc nawet tak krótka drzemka pozwoliła jej odzyskać siły.
Otworzyła oczy i ujrzała świat zupełnie różniący się od tego, który zapamiętała. Mniej ponury i pełen życia.
Ślepia otworzyła akurat w momencie gdy przed nimi śmignęło rude stworzonko. Zdziwiona waderka, szybko się podniosła i spojrzała za wiewiórką. Gdy ta zniknęła w krzakach, uradowana, choć nie całkiem wybudzona Lil pognała za nią. Wsadziła nos w krzaki, zwierzątka tam jednak nie było. Dostrzegła je wspinajace się na kolejne drzewo. Fuknęła na wiewiórkę i obrażona wróciła do samca.
- Idziemy? - Zapytała, energicznie przekrzywiajac łepek. Śnieg już nie padał, przez chmury przebijały się promienie słońca. Waderka stwierdziła, że w taką pogodę marsz będzie całkiem znośny.

Podmokły zagajnik

#68
Tak jak zasnęła, czyli błyskawicznie, tak też waderka się zbudziła i ni stąd ni zowąd pognała za wiewiórką. Poruszona nagłą szarżą szczeniaka, sójka zerwała do lotu z charakterystycznym wrzaskiem, płosząc inne ptaki. Poderwały się również perlice, które najlepszymi lotnikami nie były, ale właśnie przekonane o konieczności ratowania swoich żyć umykały z łopotem skrzydeł. Tak jak ptaki spokojnie żerowały, tak teraz wszystko umykały z histerycznym trzepotem skrzydeł. Nie minęło kilka sekund i znów zapanowała niezmącona cisza. Balor odwrócił wzrok od tego widowiska, obserwując poczynania Lili, których zdecydowanie nie można było nazwać polowaniem, ale na te lekcje przyjdzie jeszcze czas. Najpierw najważniejsze, czyli zapewnić sobie przetrwanie, na razie samiczka wciąż była zbyt mała i takie zabawy w pościgi były według Wrony wystarczające.
Chwilę później powróciła też sprawczyni zamieszania. Basior wreszcie wstał rozciągając grzbiet i otrzepując sierść z wilgoci, w którą zamienił się śnieg.
- Idziemy - odparł i ruszył powoli w stronę górskich łańcuchów, zostawiając odciski łap w szybko topniejącej bieli.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Podmokły zagajnik

#69
Lilith była uradowana, właściwie bez powodu. Może to dlatego, że tym razem nie śniły jej się koszmary. Choć obraz matki w umyśle samiczki wciąż był świeży i ranił, to nie powracał już tak często. Nie chciała jej, jej strata, tak przynajmniej próbowała przekonywać się waderka.
Podreptała za basiorem, robiąc malutkie ślady, obok tych dużych. Przy jednym z takich śladów przystanęła i ostrożnie położyła w nim swoją łapkę. Przyjrzała się uważnie różnicy, która swoją drogą była diametralna.
Nie trwała tak długo, pobiegła za Balorem, swoim zwyczajem, przy okazji przebiegając mu między łapami.
Nadal było tu błoto, nawet większe niż wczesniej. Do ogółu dołączył też topniejacy śnieg, więc teraz nie dość że brudna i mokra to maź była zmniejsza.
Mały wilk biegając, rozchlapywal wszystko na około. Błoto na jego ciele już przyschło, a teraz pod wpływem wilgoci odzyskiwało swoją pierwotną formę.

Podmokły zagajnik

#70
Szczeniak był chyba na słoneczne baterie, ponieważ brykał jak nakręcony. Do tego jakby Lili była nie dość brudna i ubłocona, to właśnie nadrabiała te zaległości taplając się przy każdym kroku i brudząc jeszcze bardziej. Zerkał na ten popis unosząc brew z niedowierzania, skąd tyle energii w malutkim stworzonku. Brudzenie się w błocie był w stanie uznać za działanie, mające skutek praktyczny, bo oczywiście, że raczej pierwotny cel wilczycy taki nie był, a mianowicie, działanie maskujące. Lilith aktualnie doskonale zlewała się z otoczeniem, a i zapach miała przytłumiony wonią błocka. Czemu nie, uznał basior idąc dalej jak zwykle zupełnie nie poruszony działaniem szczeniaka.
Szli skrajem rzadkiego lasku, na którego początkach wcześniej odpoczywali, a w miarę pokonywania kolejnych metrów, dało się słyszeć szum, który nasilał się z każdym krokiem. Z kolei wraz z kończącym się gajem teren zaczynał opadać, sprawiając, że wilki znalazły się na wzniesieniu.
Wtedy też oczom Balora ukazało się coś, czego obawiał się odkąd tylko do jego uszu dotarł szum, przed nimi była rzeka. Szeroka rwąca i na pewno lodowata o tej porze roku.
- Tylko tu idź powoli i uważnie - niskim głosem uprzedził małą waderę, ponieważ zdążył już zauważyć, że przeszkody losu są żadnym zagrożeniem w porównaniu z własnymi łapami szczenięcia. - Musimy podejść do brzegu i wybrać miejsce by się przeprawić - zwerbalizował swoje myśli. Tak to nie będzie proste. Bal pływał co prawda jak ryba i wodę odkąd uratowała mu życie, kochał mocniej od niejednej wydry, chociaż oczywiście darzył żywioł należnym respektem. Gorzej sprawa wyglądała z Lilith, dla której pływanie przy tak wartkim nurcie raczej nie zakończyło by się sukcesem. Zdecydowanie musiał podejść na brzeg by przyjrzeć się przeszkodzie, dopiero wtedy mógłby zaplanować dokładniej następne kroki.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron