Podmokły zagajnik

#101
Westchnął i się podniósł ociężale. Strasznie go męczył brak snu, a nie wiedział jak temu zaradzić. Mógłby się zabić, ale okazałby się tchórzem, bo tylko oni kończą ze sobą przez to, że nie umieją sobie poradzić z trudami życia. Może był szaleńcem? Tego nie wiedział. Przez myśl przemknęło mu, sprowokowanie jakiegoś stada do bójki i jego jakże waleczna śmierć w boju... Tyle, że nie poddałby się bez walki, a od jego kłów zginęłyby inne wilki. Znów westchnął i spojrzał na nią zbolałym spojrzeniem.
- Masz rację. Nie zrobiłbym tego. - mruknął ponuro i wstał kierując się w jej stronę z pochylonym łbem tworzącym z grzbietem i ogonem prostą linię.
Nie wiedział co zamierza zrobić. Może chciał ją sprowokować do walki, albo wystraszyć? Żadne z tych rzeczy, ale mimo wszystko zbliżał się w jej stronę.
Zatrzymał się nagle metr od niej z uniesioną przednią łapą w pół kroku. Zamykając oczy spuścił łeb warcząc cicho i potrząsnął nim z bólem. Zmęczenie źle na niego wpływało i nie wiedział co ma robić. Nie zwrócił uwagi na to, że teraz nie widział złych mar, jak zawsze gdy zamknął ślepia. Jednakże nałożyły się one na rzeczywistość, gdy otworzył na powrót oczy. Cofnął się widząc jak majaki jego szczeniąt bawią się radośnie przebiegając mu między łapami. Spojrzał na Wronę myśląc, że to sen. Gdyby tak było, nie widziałby czarnej samicy jedzącej perlicę i swojej ukochanej przechodzących przez nią jak duch. Znów się cofnął ze łzami w szeroko otwartych ze zdumienia oczach. Długotrwały brak snu i ból głowy wywołały u niego przewidzenia, albo raczej koszmar na jawie. Wizja srebrnej wilczycy bezgłośnie przywołała do siebie szare i czarne szczenięta, po czym spojrzała na samca z wrogością i znikła.
- J-Ja ich... zabiłem. - powiedział sparaliżowany drżącym głosem ze spływającymi z oszalałych oczu łzami. Był załamany. Podejrzewał, że jego zachowanie wyda się Wronie niepokojące, ale to nawet lepiej jakby uciekła od niego. Dotarło do niego, że choroba, którą obwiniał za śmierć bliskich i części siebie, tak naprawdę nie była niczemu wina, bo to on sam ich rozszarpał. Klapnął na tyłku patrząc przed siebie, ale nie na waderę. Drżał na całym ciele i było mu niedobrze. Dodatkowo był zagubiony, nie wiedział co ma z sobą począć i co zrobić. Spuścił głowę roniąc łzy i zaciskając mocno szczęki tak bardzo, że ze zranionych przez kły dziąseł zaczęła spływać delikatna stróżka krwi.
- Proszę zostaw mnie samego. - zwrócił się błagalnie do wrony. Nie chciałby ktoś go takiego widział, a dodatkowo bał się, że mógłby nieświadomie zrobić jej krzywdę, tak jak swojej rodzinie.

Podmokły zagajnik

#102
Zmęczenie wręcz biło od jego osoby. W pewien sposób było jej nawet go szkoda. Być może to ta nieuzasadniona dobroć z jego strony sprawiła, że stała się na niego nieco wrażliwsza. Wstała, gdy zaczął się do niej zbliżać, oblizała pysk z resztek krwi. Smak perlicy przyjemnie utrzymywał się w jej pysku. Uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy przyznał jej rację. Bardzo lubiła mieć rację, przenikliwość i jako taka mądrość życiowa pozwalały jej odrobinę nadrobić okulałą nogę. Czasami zastanawiała się kim mogłaby być gdyby nie ta nieszczęsna noga. Nadal zwinnie biegałaby za zwierzyną, popisywałaby się szybkością i zręcznością. Westchnęła cicho do tych wspomnień. Ale czy naprawdę tak wiele by to zmieniło? Najprawdopodobniej nadal byłaby tylko włóczęgą bez watahy i rodziny. No może jej szanse na znalezienie nowej trochę by się zwiększyły, ale poza tym prawie na pewno nadal byłaby tą samą Wroną. Może mniej zrzędliwą.
Z tych rozmyślań wyrwało ją dopiero warknięcie samca. Mimo bliskości obcego, nie cofnęła się. Cóż, może nie była to najmądrzejsza decyzja, gdy ktoś na ciebie warczy. Uniosła głowę i spojrzała na niego z góry. Zachowywał się dziwnie. Kiedy już miała zacząć niepokoić się o swoją osobę, dostrzegła łzy w jego oczach. Momentalnie poczucie zagrożenia przekuło się w ciekawość przemieszaną ze współczuciem. Zabił ich? Tylko kogo? Chyba kogoś ważnego, skoro teraz zżera go poczucie winy.
-Przykro mi.- powiedziała cicho, spuszczając głowę. Naprawdę nie była to najbardziej elokwentna wypowiedź w jej życiu, ale nie wiedziała co innego powinna powiedzieć. Nie wiedziała również co powinna zrobić. Zostawić go zgodnie z jego życzeniem? Całego roztrzęsionego z obłędem w oczach? Czy może zostać i narażać się na sytuacje, w których normalnie nigdy nie chciałaby się znaleźć?
-Dobrze- odpowiedziała w końcu-Teraz cię zostawię, ale za kilka dni cię znajdę. Mam u ciebie dług- gdyby była w podobnej sytuacji prawdopodobnie sama by nie chciała żeby ktokolwiek ją oglądał, a co dopiero jakaś obca. Nie miała prawa pytać o to, co się stało. Nie miała nawet prawa tu zostać żeby próbować pomóc, bo kim jest żeby wiedzieć lepiej od niego, co rzeczywiście będzie pomocne? Wciągnęła w nozdrza jego zapach starając się zapamiętać go jak najlepiej. Za kilka dni go odnajdzie i spłaci swój dług. Tyle powinno wystarczyć. Powoli wycofała się w kierunku, z którego przyszła, kilkakrotnie odwracając się i niepewnie zerkając na basiora. Tak, tyle powinno wystarczyć.
[zt]

Podmokły zagajnik

#103
Był zaskoczony jej czułym gestem, ale nie zareagował myśląc, że mu się jedynie zdawało. Po tym pogrążony rozpaczą i nienawiścią do samego siebie nic nie odpowiedział i siedział tylko ze spuszczonym łbem skamląc z goryczą i roniąc łzy. Nieco podniósł pysk i spojrzał na nią jak odchodziła dziękując jej w duchu. Nie myślał o tym, że uciekła w popłochu przed nim uważając go za wariata. W głębi serca coś mu podpowiadało, że wadera go zrozumiała i uszanowała jego prośbę, przez to odeszła.
Kiedy zniknęła między drzewami zawył ile sił w płucach chcąc dać upust swoim emocjom. Następnie wrócił pod drzewo, pod którym leżał poprzednio i się pod nim ponownie położył. Tym razem jednak usnął od razu po zamknięciu oczu, jakby to co uniemożliwiało mu sen zniknęło wraz z pojawieniem się u niego świadomości tego, że to on zabił swoją rodzinę. Samcowi nic się nie śniło i nawet cieszył się z tego w pewnym stopniu. Mógł się całkowicie skupić na odpoczynku.
Spędził tak trzy dni, nie wstając, nie budząc się. Potrzebował snu, którym musiał nadrobić te wszystkie dni, przez które nie zmrużył oka. Ale kiedy wstał, czuł się o niebo lepiej i był całkowicie wypoczęty. Jedynym co nie pozwalało mu się czuć w pełni komfortowym był głód i pragnienie. Po obudzeniu się do końca i załatwieniu potrzeb fizjologicznych ruszył przed siebie by bliżej poznać krainę, w która w pewnym sensie uświadomiła go o jego grzechach i przyniosła mu w końcu ukojenie. Z wdzięczności miał zamiar zostać tu i znaleźć sobie dom. Chciał zacząć żyć na nowo, zostawiając za sobą błędy przeszłości. Miał nadzieję na lepsze i szczęśliwe życie.

/z.t.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron