Zarośla paproci

#81
Nawet jeśli znalazłby się ktoś bardziej odpowiedni do wychowywania młodej, ta na pewno nie opuściłaby Balora, tym bardziej po przed chwilą usłyszanej deklaracji. Czuła jak wypełnia ją radość po obietnicy wilka. Wróci po nią, nie zostawi jak... jak Ona. Z resztą nikomu nie zaufa tak jak temu czarnemu marudzie.
Wtuliła się trochę mocniej, gdy poczuła, że jest przytulana. Nieudolnie ale ten gest znaczył dla niej bardzo wiele. Wychowanie jakie serwował jej Balor, nie należało do tych cukierkowych i pełnych czułości, ale to nauczy małą jak dobrze sobie radzić, może nawet wyrośnie z niej porządny wilk. Mimo wszystko ta mała istotka potrzebowała odrobiny czułości, nawet nie ze względu na wiek ale charakter, no i w końcu była kobietą. Swoją drogą, Wronie to też nie zaszkodzi, a może nawet z czasem to polubi.
Stała patrząc na Balora, ona nie potrafiła utrzymać tak równowagi. Próbowała stanąć na tylnych łapach, zaraz jednak musiała wrócić do poprzedniej pozycji. Chwiała się i przebierała łapami, aby tylko najdłużej jak się da utrzymać w niewygodnej pozycji, za kolejną z rzędu próbą, udało jej się wytrzymać dość długo. Nie widziała co prawda nic nad paprociami ale tym razem nie o to chodziło. Ustała tak nim Balor nie stanął obok już na czterech łapach, po czym ruszyła za nim.
Tym razem trzymała się blisko samca, dreptała tuż koło niego lub pod nim. W końcu byla na tyle mała, że spokojnie mieściła się pod brzuchem Czarnego. Po drodze rozglądała się na boki i próbowała dostrzec coś wśród ciemności i traw.
- Dlaczego zabrałeś mnie ze sobą? - Lil ciekawiły powody takiej, a nie innej decyzji samca. Była ciężarem i dodatkowym pyskiem do karmienia, może nie jadła dużo, ale w miarę jak będzie rosła będzie z tym ciężej, jak i z całokształtem. Już była krnąbrna, a co to będzie jak przybędzie jej kilka miesięcy...

Zarośla paproci

#82
Nawet wystając znad paproci nie widział zbyt wiele, z uwagi na ciągle panującą noc. Nie mniej udało mu się dostrzec niewyraźny zarys upragnionych drzew, z chęcią więc obrał na nie kurs. O ile plusem spaceru wśród szeleszczących liści była zaciszna atmosfera, o tyle szło się ciężko. Mimo prób starannego rozdzielania kłączy pyskiem, ciągle jakiś liść lądował w oczach wilka, zmuszając Wronę do ich mrużenie i drażniąc jak to zwykle u basiora miało miejsce.
Z tego właśnie powodu szedł w zasadzie po omacku, by uniknąć obrywania po ślepiach, jakby nie dość było, że przez otaczający ich gąszcz zupełnie nie widział dokąd szedł, kierując się jedynie ślepą orientacją,
- A czy to ważne - mruknął. O ile rozgadał się tłumacząc Lili jak według niego powinna postępować, o tyle teraz nie widział większego sensu w roztkliwianiu się nad przyczyną. Nie to by nie wiedział co powiedzieć, zaraz pojawiło mu się wiele wytłumaczeń, jak na przykład " Bo jestem naiwniakiem, który daje się wrobić w nieswoje dziecko". Tak naprawdę nie miał wyjścia, jeśli chciał pozostać wierny temu w co wierzył. Nie miał najmniejszego zamiaru zmieniać swoich zasad, by było łatwiej, nie mniej domyślał się, że wiele obłudnych wyjców uznała by to za naiwność lub głupotę.
Szedł równym tempem, ciężko było stwierdzić jak długo, otoczenie się nie zmieniało i łatwo było pogubić się w ciągłej monotonii. W końcu jednak paprocie zaczęły maleć i się przerzedzać ukazując oczom wilka niewielki zagajnik i szarzejące na horyzoncie niebo, zwiastujące brzask.
Wyszedł z zarośli, czując pod łapami błoto. Znowu ? Dlaczego gdzie by nie poszedł pakował się w błocko.

/ zt.
cd.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Zarośla paproci

#83
Mała miała o tyle łatwiej, że idąc pod cielskiem samca, paprotki raczej jej nie przeszkadzały. Kiedy szła gdzieś obok, było ciężej, ale ona nie zamierzała specjalnie utrudniać sobie życia.
- Nie... chyba nie. - Dla niej było ważne ale nie chciała denerwować opiekuna. Opuściła łapek i szła dalej już nie zadając pytań, choć wiele takich miała.
Z nudów nawet zaczęła toczyć pyskiem kamyk. Cały czas szła pod brzuchem Wrony i razem z nim wlazła w błoto. Mokry grunt połknął ją aż po połowę łapek i ciężko jej się teraz szło. Nie zamierzała się jednak zatrzymywać i brnęła przed siebie.

Z.t.

Zarośla paproci

#84
Było jej bardzo nieprzyjemnie. Całe łapki miała przemoknięte od śniegu, który na dodatek tworząc parę wraz z deszczem postanowił rozpadać się na dobre. Nie miała pojęcia gdzie dokładnie jest, a od wielu dni nie widziała ani jednej żywej duszy, która chciałaby z nią porozmawiać, ba! żadne zwierzę nawet nie zamieniło z nią dwóch słów i nie wskazało drogi. Najwidoczniej uważały że lepiej pozbyć się kolejnego pokolenia drapieżników, a młoda wadera przecież była całkowicie niegroźna! Była wyczerpana, brzuch - mimo spożywania nikłych ilości pokarmu w postaci nietrawiennego zielska - zapadł się nieco, a w niektórych miejscach było widać sterczące kości szczenięcia. Tylko puchate futro nadrabiało jej mizerny wygląd i choć w małym stopniu ogrzewało ciało.
Rozejrzała się po okolicy szukając punktu w którym mogłaby się skryć i zorientowała się, że jest na wielkiej polanie pełnej paproci. Jej bursztynowe oczy zaczęły szukać największej z roślin, która być może pomogłaby jej się ukryć i nieco ogrzać. Może nawet ziemia pod jej liścmi byłaby sucha i nadawała się do drzemki? Nie wertowała wzrokiem terenu długo, gdyż zaraz dostrzegła dość sporej wielkości i liści paproć, do której się doczołgała i pod nią spoczęła oddychając głęboko i próbując odpocząć by zregenerować, i tak już nikłe, siły.

Zarośla paproci

#85
Obowiązki stadne nigdy nie były najmocniejszą stroną Sharan - nie należała ona do wartowników ani tym bardziej wojowników. Była raczej zielarką, uzdrowicielką, kolekcjonerką cennych roślin, których mogła użyć w przyszłości aby kogoś uleczyć. Nic dziwnego więc, że samicę skrzętne i dokładne oznaczanie terenu jam jej własną wonią szybko znużyło. Szara szybko odkryła, że potrzebowała chwili spokoju od tej czynności i jakiegoś czasu na oddech. Dalsze oznaczanie może kontynuować później, a niewielki wypad, na jaki się wypuściła teraz, miał być dokładnie taki - niewielki, krótki, szybki. Sharan czuła, że potrzebuje zrobić od czasu do czasu coś dla siebie. Może to będzie lekarstwo na jej od dawna rozwijającą się krok po kroku melancholię, wzmocnioną jeszcze odejściem Poranka i wszelkimi związanymi z tym nerwami?
Łapy Sharan, teraz zdecydowane na zwyczajny spacer, skierowały ją ku gęstym zaroślom paproci. Samica nie miała tu zbyt wiele do zbierania, z użytecznych ziół rosły tu bowiem jedynie skrzypy. Miejsce to jednak nadawało się na chwilę odpoczynku w spokojnej okolicy.
Coś jednak kazało po krótkim czasie samotnego spaceru ponownie wznowić czujność zmysłów szarej waderze, gdyż nos na powrót zaalarmował ją nakazując zweryfikować postawioną tezę o byciu w tym miejscu w samotności. Do nosa samicy bowiem dochodziła woń innego osobnika. Konkordia wydawała się być coraz gęściej zamieszkana przez wilki, co było jednocześnie dobre i złe. Nie była sama, ani ona, ani jej stado, ale rosła konkurencja.
Niebieskooka rozejrzała się po okolicy, skupiając wzrok w końcu na niewielkiej plamce, jaką był.. młody wilk, wyraźnie zmęczony, być może nawet wycieńczony? Wiedziona ciekawością i wrodzonym współczuciem i empatią podeszła parę kroków bliżej ku nieznajomemu.
- Hej.. nic ci nie jest? Nie wyglądasz najlepiej. - zagadała do młodego czworonoga.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Zarośla paproci

#86
Młoda wadera skuliła się w kłębek i starałą się ogrzewać własnym ciałem ściskając się jak najmocniej. Kufę przykryła swoim ogonem, który nie zakrywal jej do końca bo był zbyt mały. Starała się zdrzemnąć, odpocząć i nabrać sił choć trochę, aby móc wybrać się w dalszą wędrówkę na poszukiwania albo swojego stada, albo kogokolwiek kto jej wskaże odpowiednią drogę.
Do jej nozdrzy dopiero kilkanaście minut później dotarł zapach obcego zwierzęcia, a do uszu szelest paproci. Nie potrafiła jeszcze określać i przypisywać woni do konkretnego gatunku czy stada, ale z pewnością nie był to ktoś, kogo znała. Ale był to wilk. Wilk! Pierwszy jakiego widziała od dawna. Podniosła się na równe łapy, nie myśląc nawet o tym, że wadera może mieć złe zamiary!
Bursztynowe oczy wpatrywały się w szarą Sharan jak w obrazek, a młoda samiczka nie wiedziała co ma powiedzieć. - Tak. Nie. Pomóż mi! - stwierdziła przekrzywiając pysk w lewo, a długie, jeszcze szczenięcie uszy opadły jej śmiesznie w jedną stronę.

Zarośla paproci

#87

Hooooop! Uranos wyskoczył ponad linię zielonych liści paproci by z trudem dojrzeć wirujący w oddali ogon Sharan. Tak się przejął udaną operacją, że mniej uwagi poświęcił na moment upadku na ziemię, który to za chwilę boleśnie odczuł na własnych pośladkach. Otrząsnął się z ziemi po czym ruszył biegiem przed siebie, lawirując między śladami opiekunki. Kiedyś urosnę tak jak Duch i będę gwizdał na te zielska! O, gwizdał! Powtarzał sobie w myślach z nosem przy ziemi. Chodzili tak z Sharan już od jakiegoś czasu, razem ale w bezpiecznej odległości. Nie rozumiał czemu nie zaprowadzi go to Wielkiego Lotara, który nie pozwoli mu być członkiem Przebłysku. Nie żeby już się nim nie czuł. Właściwie to nawet ślepy wilk poznałby iż Uranos jest z Przebłysku. A jeśli nawet by nie poznał, to już by on o to zadbał.
- Ja im pokażę! Będę najdzielniejszym szczeniakiem w całym stadzie! – Mamrotał niewyraźnie pod nosem. Oczami wyobraźni widział siebie we władczej pozycji, stojącego na wzgórzu ponad wszystkimi wilkami z watahy! Och, już widział wszystkie te wadery, które aż mdlały na widok niesamowitego podopiecznego Malakaia!
- Jestem Ur.. – Miał zakrzyknąć czekoladowy, ale pysk niespodziewanie uderzył o tylne nogi Sharan, a on sam ponownie glebnął na ziemię.
- Przystanek! Nareszcie! – Zadowolony już miał brać się za badanie terenu, gdy uwagę basiorka przykuła duża kula mchu o nienaturalnych rozmiarach i kolorze. Błagam, oby to był mech. Wypiął żyrafią szyję możliwe jak najdalej zza swojej opiekunki, a kiedy już ujrzał to co znajdowało się przed nią, westchnął zrezygnowany. Kolejna? Te wszystkie szczeniaki to nie przypadek! Uranos dobrze wiedział co tu się wyrabia.
- Psst! To szpieg! Oczywista sprawa, tak jak mówił Malakai. O Nairnie oczywiście, przecież wiedział że ja jestem prawdziwym basiorem! – Kiedy usłyszał piskliwy głosik tej małej nastroszył się jeszcze bardziej.
- Popatrz Sharan, ma nawet jakieś lewe uszy! Widziałaś kiedyś wilka z takimi uszami? – szeptał powątpiewająco w stronę Puszystej. Musiał uważnie dobierać słowa bo jednocześnie z całych sił próbował utrzymać swoje kłapciate uszy na sztorc.

Zarośla paproci

#88
Sharan była świadoma drobnych kroczków stawianych za nią, które bez wątpienia należały do Uranosa. Dźwięki były ciche, nie przywodziły na myśl cięższych kroków należących do jej o wiele większego od szczenięcia i cięższego od niego partnera. Ponadto woń także była inna. Nie czuła jednak żadnych nerwów, bo samczyk ani nie powinien zbytnio nabroić, ani nie był w sytuacji zagrożenia. Mieli bowiem do czynienia z młodą samiczką, zapewne w podobnym wieku co czekoladowy wilczek. Cóż to się działo, że ostatnio napotykała na swojej drodze tyle zagubionych, porzuconych i plączących się samotnie po świecie szczeniąt? Jakby los chciał na siłę wynagrodzić jej utratę dorosłego już syna.
- Nie - odpowiedziała Uranosowi - Nie sądzę, żeby szczenię mogło być szpiegiem. Dzieci nie umieją kłamać, widać to po nich od razu - stwierdziła, częściowo z własnego doświadczenia jako matka, a częściowo z obserwacji innych młodych ze swojej dawnej grupy, a także i z własnych, zakurzonych już wspomnień.
To, jak samczyk skwitował uszy młodej samiczki skomentowała rozbawionym uśmiechem, który zaraz znikł z jej oblicza zastąpiony ponownym wyrazem zamyślenia i nawet zmartwienia problemami małej.
- Jak mogę ci pomóc? Jesteś tu sama? Zgubiłaś się? Wyglądasz mizernie. Jadłaś coś ostatnio? No i przede wszystkim, co ci się właściwie stało? - Szara jednocześnie chciała aby jej wypowiedź była jak najkrótsza, bez zbędnych dodatków, ale jak widać nie do końca jej się udało. Mimo wszystko z jej pyska wydobyło się kilka dość ważnych pytań, dokładnie takich, jakich zadałaby chyba każdemu młodemu w potrzebie, w tym i swojemu własnemu.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Zarośla paproci

#89
Młoda samiczka milczała, czy to zmęczona i zmożona tułaczką albo szczenięcymi harcami, czy to speszona komentarzem Uranosa. Trudno było powiedzieć, natomiast jasnym było, że między wilkami nastała dość długa i niezręczna chwila ciszy. Uranos i Sharan mogli albo czekać, albo dać młodej szansę na dojście do siebie i rozbudzenie się na tyle, aby ta mogła kontynuować rozmowę lub podążyć - za nimi albo we własnym kierunku.

Zarośla paproci

#90
Reakcją na tajemnicze milczenie ze strony młodego wilczka było ze strony Sharan cierpliwe czekanie - a nuż młoda samiczka przełamie ciszę, decydując się na wyjawienie powodu swojej niedoli, albo zdradzi nieco więcej o sobie i powodzie swojej obecnej samotności? Taka chwila jednak nie nadeszła, waderka wciąż milczała, a Sharan czuła, że jej widmo stojące nad maluchem tylko pogarsza sytuację. Stara czuła się zagubiona i zmartwiona - chciała pomóc, natomiast jej aparycja zdawała się gasić chęci młodych do rozmów, zasiewając w ich sercach ziarno strachu. Była postawna za sprawą swojej gęstej, zimowej sierści - to prawda, ale w swym zachowaniu zawsze starała się jasno pokazywać swoje intencje. Czy tym razem jej się nie udało?
Jakkolwiek by nie było, Niebieskooka zdecydowała, iż przyciskać i popędzać młodej nie należy. Postanowiła dać jej czas na przemyślenia i podjęcie decyzji, czy młoda chce uzyskać od niej pomoc i dach nad głową, czy też chce radzić sobie sama. Sharan wskazała kufą kierunek, z którego przyszła.
- Jeśli kiedykolwiek potrzebowałabyś ode mnie pomocy, albo zdecydowałabyś się, teraz czy później, do nas dołączyć, znasz mój zapach. Podążając za nim trafisz na teren mojej watahy. Jeśli woń wywietrzeje, to kieruj się ku leśnej gęstwinie na zachodzie. Powołuj się na Sharan. Tak się nazywam.
Mówiąc to, wadera powoli odwróciła się i poczęła powoli iść ku terenom swojego stada, ku norze.
- Powodzenia, mała. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży - powiedziała jej jeszcze cicho na odchodne, po czym spoglądając czy Uranos wciąż jest gdzieś w okolicy, skierowała się do domu.
z.t.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron