Wrzosowisko

#21
Szara starała się wysłuchać wypowiedzi syna, a potem Ven'nevri. Choć obydwoje mówili dość rozsądnie wciąż nie rozumiała ich ślepej fascynacji, ba, wręcz oddania Jeleniowi, o ile starsza wilczyca mogła sama o sobie decydować ze względu na wiek i doświadczenie, to Poranek wciąż był szczenięciem. Powinien był być posłuszny stadu i rodzicom, a na osobiste decyzje przyjdzie dla niego czas kiedy dorośnie. Wtedy wadera nie mogłaby mu zabronić niczego, byłby dorosły w oczach wszystkich wilków, gotowy do zakładania swojej rodziny i stada, odpowiadałby oficjalnie jedynie przed Lotarem. Teraz jednak.. Był jeszcze młody, za młody, żeby móc zadecydować o takich rzeczach i podjąć świadomie przemyślaną decyzję.
Wtedy w końcu dogoniła ją Rhiamon, która nie czekając wiele wskoczyła między jej młodego i rogacza, szczerząc kły i jeżąc sierść na karku, gotowa grać na czas, gdyby zaszła taka potrzeba. Być może Sharan powinna była ją zatrzymać chwilę wcześniej, ale była zbyt zmęczona, jej reakcje były opóźnione.
- Nie! Zaczekaj - krzyknęła tylko do popielatej, mając nadzieję, że usłyszy i zrozumie - Niech.. Niech porozmawiają.. - wydusiła w końcu z siebie niechętnie, wciąż nie do końca przekonana, ale postanowiła dać synowi szansę. Jedną. Jeśli jeleń okaże się wrogo nastawiony, planowała zabrać stąd syna choćby nie wiem co, nawet z narażeniem swojego życia i zdrowia.
- Poranku, obiecaj mi, że wrócisz z nami po tym wszystkim - poprosiła swojego syna ponownie. Och, nie chciała go zostawiać. Był cząstką jej i swojego ojca, jako rodzina stanowili całość.. Nie chciała go tracić, nie kiedy już znaleźli bezpieczne miejsce, kiedy przetrwali katastrofę w krainie rządzonej przez Yggdrasila. - Albo chociaż zaczekasz z odejściem dopóki nie dorośniesz. Jesteś jeszcze zbyt młody, aby żyć na własną łapę. Kiedy staniesz się dorosłym, będziesz mógł prawnie podejmować własne decyzje. Wtedy zrobisz, co zechcesz. Teraz nie mogę ciebie zostawić samego na pastwę losu. - dodała z bólem w głosie. Owszem, wtedy nie będzie go już mogła zatrzymać, owszem, dalej będzie jego matką i dalej będzie się opiekować, ale wtedy będzie musiała zaakceptować jego wolę. Teraz jeszcze tego obowiązku nie miała. Tak czy inaczej.. perspektywa ewentualnej rozłąki już teraz łamała jej serce, w jej oczach prawdopodobnie wręcz odbijał się wewnętrzny ból i targające nią sprzeczne emocje.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Wrzosowisko

#22
Wysłuchał wymiany zdań pomiędzy otaczającymi go stworzeniami, nie zdradzając żadnej, chociażby najmniejszej, oznaki zniecierpliwienia. Pozwolił każdemu ze zgromadzonych wyrazić swoje zdanie, nie reagując, nie wtrącając nic od siebie. Całkowicie zignorował Rhiamon, która najwyraźniej uznała go za agresora. - Jeśli pragniecie spokoju, pozwólcie im samym zadecydować o swoim losie. - Odparł spokojnie, wbijając swe szkarłatne ślepia w waderę podającą się za matkę białofutrego podrostka. - Zwrócili się do mnie z prośbą o wysłuchanie, dwoje wilków, istoty, które wcześniej za nic miały me słowa. Mimo dotychczasowych doświadczeń i przeświadczenia, że kreatury z zewnątrz tak bardzo podobne do mego wroga mają równie skażone dusze, pojawiłem się i postanowiłem dać im szansę. Wy teraz - przeniósł soczewki na szczerzącą zębiska samicę - próbujecie zaburzyć nasze spotkanie. - Przerwał na moment, wypinając pierś. Wziął głębszy wdech, zadzierając nos ku niebu. - Każdy ma prawo do posiadania własnej woli, niezależnie od gatunku, płci i wieku. Ci tutaj zadecydowali, iż pragną być częścią czegoś większego, wspanialszego. Że nie chcą brudzić swych kłów krwią niewinnych stworzeń, zamieszkujących te ziemie od zarania dziejów. Przyjmę ich pod swą opiekę, ma łaska spłynie na ich ciała, a oni będą wypełniać swą misję dla dobra tej krainy, niezależnie od tego, czy powiązanymi z nimi personom się to podoba. Nie powstrzymacie ich. – Karminowe spojrzenie powoli omiotło najbliższą okolicę, zatrzymując się na Ve’nevri oraz Wrzosowym Poranku. – Taka jest wasza wola? – Rozbrzmiało, swą powagą, potęgą i ceremonialnością przytłaczając, przygniatając do samej ziemi. Paciorkowate oczy zaskrzyły się, zaczęła z nich emanować moc.
Minęła dłuższa chwila, zanim odezwał się ponownie. - Odejdźcie, pozwalając im samym zadecydować o swoim losie. – Powtórzył na koniec swą wcześniejszą wypowiedź, tupiąc przednimi kopytami o pokryte kwieciem podłoże.

Wrzosowisko

#23
No serio, jeszcze Rhiamon? Miał ochotę pobyć sam i jak spotkanie jelenia, który był ciekawą istotą, mu nie przeszkadzało, tak reszta tego zbiorowiska była już nie potrzebna. Nie rozumiał po co obydwie wadery tak się trudziły by go znaleźć. Przecież by nie zginął. I te zachowanie Rhiamon, dorosła wadera a bała się bardziej niż on szczeniak, ale w sumie on nie bał się chyba niczego. Może to dlatego że nawet nie brał pod uwagę że coś mogłoby mu się stać? W końcu kto miałby cel w atakowaniu go?
Leniwie wstał z miejsca, podchodząc do Rhiamon, by szturchnąć ją lekko w bok. No, nie spinaj się tak.
- Przecież nikt nie walczy, popiołku, nie musisz się tak spinać - W jego cichym głosie było słychać lekkie rozbawienie. Sam jakby na dowód tego że nic złego tutaj się nie stanie, podszedł do jelenia, niemal na długość ogona, przyglądając się mu przez chwilę z lekkim uśmieszkiem na pyszczku, by po chwili wejść między jego przednie kopyta i usiąść sobie wygodnie, tak jakby mówił "Zadrzesz ze mną to zadrzesz z nim" O tak, poczujcie tę moc.
- Ufam mu, w końcu miał wiele okazji by nas zaatakować zanim przybyłyście. - Dobrze że Sharan powstrzymała Rhiamon przed walką. Ciekawe czy jeleń by zareagował agresją czy po prostu by ją unieruchomił uniemożliwiając atak?
To jednak teraz nie miało znaczenia. Rhiamon to tylko Rhiamon. (Okrutne szczenięce myśli) Sharan i jej słowa były ważniejsze.
Nie rozumiem. Przecież to czy będę członkiem watahy, czy nie, nie robi żadnej różnicy - Będąc w watasze, i tak będzie chodził gdzie chce, tak samo będąc bez niej, będzie robił to samo a w ten sposób będzie czuł się bardziej wolny, będzie mógł żyć bez świadomości żę wujek lotar od niego czegoś oczekuje. Zawsze był dziwny. Jeszcze będzie mu kazał nauczyć się walczyć, albo co gorsza będzie mu narzekał by przestał gadać z roślinkami by "NIe przynosić wstydu" Brr.
- Poza tym... - Chciał dodać coś jeszcze, gdy w tym momencie znów przemówił Jelonek. Mówił o jakiejś łasce, misji i te słowa "Nie powstrzymacie ich" Och, trzeba przyznać że teraz to Wrzosik poczuł się wręcz mocarnie. Czuł że ma władzę nad bardzo ważną decyzją, a myśl ta tylko poszerzyła uśmiech na jego mordce, sprawiając że leżący na ziemi ogon, zaczął poruszać się niespokojnie.
Wciąż siedząc między przednimi łapami jelenia, uniósł łeb wyżej, przyglądając mu się przez chwilę
- Jasne że tak - jego głos wręcz zdradzał jak bardzo podekscytowany był szczeniak. Widział to jako ciekawą przygodę i sojusz z kimś kogo obawiać się musiały całe watahy. Miał tylko nadzieje, że Sharan nie zasmuci się za bardzo.

Wrzosowisko

#24
Kiedy pomiędzy Jelenia a Wrzosika wskoczyła kolejna wadera, Ve'nevri mimowolnie najeżyła się. Warknęła groźnie i wbiła w nią swoje fiołkowe spojrzenie. Wiedziała, że nie ma z nią szans, ale miała nadzieję, że uda się jej na tyle przestraszyć wilczycę, że ta nie odważy się zaatakować bóstwa. Była jednak przygotowana na to, że wadera zignoruje jej ostrzeżenia. Miejsce i sam Jeleń epatował magią, miała nadzieję, że w razie czego uda jej się rzucić czar. Na szczęście, matka szczeniaka przywołała ją do porządku. Ven mimowolnie odetchnęła z ulgą. Choć na razie agresorka nie zareagowała, Ver była pewna, że się posłucha. A potem przemówił Jeleń. Jego mowa sprawiła, że znów zaczęła mieć wątpliwości. Czy na pewno podejmuje dobrą decyzję? Z drugiej strony, nie miała innego wyjścia. Cholera, porzuciła własne dzieci i watahę, żeby tu być. Odmowa nie wchodziła w grę. Jeśli nie przyjmie oferty tej istoty, zginie gdzieś samotnie, nie będąc w stanie zapewnić sobie jedzenia. Nie było już odwrotu, w dodatku bóstwo i jego rola ją intrygowało. To było jej powołanie. Czuła to. Czy taka była jej wola?
- Tak - potwierdziła, będąc już całkowicie pewna.
Miała już absolutnie gdzieś opinie innych wilków. Podeszła do bóstwa i stanęła u jego boku.
- Nie martw się... Nieznajoma... Nie martw się o twojego syna... Uszanuj jego decyzję...Ja... Zaopiekuję się nim... - dodała po chwili nieco ciszej.

Wrzosowisko

#25
Sharan odpowiedziała na słowa jelenia jedynie pełnym rozgoryczenia grymasem. Nie miała zamiaru odchodzić, chciała zostać tu tak długo, jak będzie potrzeba- dla syna. Nie mogła jednak równać się z bóstwem i ani myślała o atakowaniu go czy jakiejkolwiek innej formie walki. Była na miejscu przegrana. Słowa Poranka miały nieco sensu - gdyby chciał ich zaatakować, zrobiłby to już dawno, miał na to wiele szans jeszcze zanim się tu pojawiła, oraz po tym, jednak ani jednej z nich nie wykorzystał.
Pytanie Poranka natomiast zbiło ją z tropu. Och, on nic nie rozumiał, nie wiedział, nie mógł wiedzieć.. Nie pojmował, że odejście od watahy, zdrada.. Te rzeczy mogą być ukarane śmiercią, jeśli przywódca tak nakaże. Lotara nie znała na tyle, aby być pewną, jaką drogę wybierze i ten brak wiedzy, brak pewności ją przerażał.
- Ty nic nie rozumiesz - powiedziała cicho, kręcąc głową, a na obliczu pojawił się bezradny wręcz wyraz - Jeśli Lotar uzna to za zdradę.. Jeśli zażąda za to twojej głowy.. Ja nie wiem, czy będę w stanie go od tego odwieźć. Chcę dla ciebie jak najlepiej.. Chcę żebyś żył i to szczęśliwie.. - powiedziała do białego, podejmując dalsze próby zmiany jego stanowiska, choć powoli brakło jej do tego argumentów i sił. Propozycję Ven'nevri skwitowała spojrzeniem równie pełnym zagubienia, jak wcześniej bezradności. - Ja.. wierzę ci, Ven'nevri.. Ale co byłaby ze mnie za matka, gdybym porzuciła własne młode, które tyle miesięcy karmiłam i nosiłam pod sercem?
Pamiętała każdy szczegół z dnia, kiedy jej młode zostały poczęte, kiedy przyszły na świat, kiedy opiekowała się nimi, karmiąc mlekiem, ogrzewając, czyszcząc, chroniąc przed każdym możliwym zagrożeniem, chociaż jej życie też wisiało na włosku w krainie Yggdrasila. Odmawiała sobie wszystkiego, byleby młode przetrwały.. Były jej częścią, jak mogłaby jedno porzucić?
Była na tyle bezradna i zrozpaczona, że przez głowę przeszło jej proszenie jelenia, aby oddał jej młode. Czy Biały by jej posłuchał, mimo, że nie wyznawała jego wyższości? Nie była pewna, ale musiała spróbować, inaczej jej sumienie nie byłoby czyste, już nigdy nie wybaczyłaby sobie tego, że nie podjęła każdej, możliwej próby.
- Twoich zamysłów i pobudek nie rozumiem, Jeleniu, nie pojmuję też ani twoich mocy, ani nie mam prawa ciebie o cokolwiek prosić, bo ciebie nie wyznaję.. Ale błagam, przemów mu do rozsądku. Nie odbieraj mi dziecka. - powiedziała łamiącym się od emocji głosem. Zmuszała się, żeby z oczu nie popłynęły jej łzy.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Wrzosowisko

#26
Spojrzała smutno na Sharan. Ona... Zbyt mocno przypominała Ven z przeszłości, kiedy dowiedziała się, że ma porzucić Keiran. Dobrze pamiętała tą mieszankę strachu i bezradności. Zbyt dobrze...
- Nieznajoma, wiem co czujesz. Też byłam zmuszona porzucić swoje młode i do tej pory tego żałuję. Zmusił mnie do tego ich ojciec. Gdybym ich nie porzuciła sama, zabiłby je. Wybrałam mniejsze zło, a teraz moje dzieci żyją i mają się dobrze. Poranek jest gadatliwy, może nieświadomie wypaplać to, co uczynił. Ten cały Lorant, czy jak ty go tam nazywasz... Jeśli jest taki, jak o nim mówisz, nie będzie ci kazał zabijać Wrzosika. On po prostu sam go zarżnie. Stracisz syna na zawsze. Jeśli pozostanie z Jeleniem, będzie bezpieczny. Lorant nie przeciwstawi się bóstwu. Wątpię, żebyś nie mogła go tu odwiedzać. Choć Poranek nie będzie przy tobie cały czas, będzie żył, a to najważniejsze. Nie żegnasz się z nim na zawsze. Nie chcę się wymądrzać czy próbować zabrać ci syna. Wiem, że ci ciężko. Rozważ to tylko i postąp jak uważasz - powiedziała z bólem w sercu, rozdrapując stare, zadawnione rany.

Wrzosowisko

#27
Nie przeszkadzała mu zbyt bliska obecność podrostka, nie reagował na prowadzone przy nim rozmowy. Dopiero gdy Sharan zwróciła się bezpośrednio do niego, zaszczycił ją spojrzeniem. - Nie odbieram ci dziecka, wadero. – Powiedział chłodno, spoglądając na nią z góry. – Ono samo wybrało swój los. – Dodał po chwili milczenia, wykonując krok w tył. Uznał, iż dalsze wyjaśnienia są zbędne.
- Zatem postanowiono. - Głęboki, mocny głos zadudnił w uszach zebranych, wywołując drżenie ich ciał. Wilcze futra stanęły dęba, kończyny zaczęły uporczywie mrowić, a soczewki wyschły, zmuszając właścicieli do kilkukrotnego mrugnięcia. Wypowiadane przez Jelenia słowa na wskroś przeszyły umysły czworonogów, oczyszczając je ze wszystkich zbędnych myśli. - Dwoje śmiertelnych istot, które wezwały do siebie stworzyciela, a ja w odpowiedzi zstąpiłem z niebios, zadecydowały, iż chcą stanąć u mej prawicy i ochraniać stworzoną przeze mnie krainę przed wszelkim złem i mrokiem spływającym na te ziemie za sprawą mego odwiecznego wroga. Postanowiły zrezygnować ze swego doczesnego życia, poświęcając zapewniane im przez rodziny bezpieczeństwo i dobrobyt, by móc oddać się wyższej idei. Ja, bóstwo, ojciec ziem, po których kroczycie, doceniam to i przyjmuje ich do siebie, obdarowując swą łaską. – Bijąca z ocząt moc nasiliła się. Krwista czerwień wylewała się z tęczówek rogacza, rozpierzchając wokół. Karminowe macki powoli otulały postać ogromnego kopytnego, by kolejno dotrzeć do Ve’nevri oraz Wrzosowego Poranka. Delikatnie wiły się, wirowały, by niespodziewanie przemienić się w najjaśniejszy blask, żar słońca, światłość u bram niebios, a kolejno zostać wchłonięte przez ich organizmy. Staruszka i szczenię wnet poczuli niesamowite ciepło, które w ekspresowym tempie wypełniło ich wnętrze, dodając sił, pobudzając do działa, nakazując czynić dobro.
Białofutry ominął syna szarej, po czym zbliżył się do wiekowej wilczycy, pochylając nad nią. Rogacz musnął jej czoło nosem, zmuszając do skrycia fiołkowych ślepi pod powiekami. Boski dotyk wprawił ją w niezrozumiałe odrętwienie, została zalana energią nie z tej ziemi. – Podziwiaj cuda stworzone przez twego boga. – Zarekomendował, prostując się i wysoko zadzierając głowę. - Od teraz już zawsze, każdego dnia będziesz mogła to czynić. – Rozejrzał się dookoła, niby sam kontemplując otaczającą go przyrodę.
- Moja rola została wykonana, a ich przeznaczenie dokonało się. – Przemówił po raz ostatni, po czym rozpłynął się w powietrzu. Prysł niczym mydlana bańka, pozostawiając po sobie miliony iskierek, które powolutku, nieco się ociągając, spadały na ziemię i zostały przez nią pochłonięte. Kwiecie rosnące na naznaczonej przez magię glebie nabrały koloru, życia, wzbiły się ku niebu. Bez wątpienia były najpiękniejszymi kwiatami, które dane było oglądać zgromadzonym tu zwierzętom.

/zt

Ve’nevri oraz Wrzosowy Poranek stali się Wyznawcami Jelenia i otrzymują rangę Serafin.
Ve’nevri odzyskała wzrok.

Wrzosowisko

#28
Sharan nie miała pojęcia jak zareagować na to, co wydarzyło się potem. Usłyszawszy słowa jelenia poczuła, jak opuszczają ją siły a łapy stają się miękkie, nieomal jak z waty. Nie wiedziała co odpowiedzieć, pierwszy raz w życiu zabrakło jej doszczętnie słów i argumentów, czuła się całkowicie bezradna, niby targany wiatrem liść. W umyśle czuła dziwną pustkę i bezsilność wobec samego losu, który naznaczył ją tak okrutnym obrotem spraw. Miała cichą nadzieję, że się przesłyszała, że jednak Jeleń zgodził się oddać jej szczenię.. Ale nie, straciła je na rzecz Białego, nie mogła się łudzić, nie ważne, jak bardzo by chciała. Poczuła jak po policzkach płyną jej łzy. Kiedy jeleń znikł, puściła się biegiem ku swojemu młodemu, natychmiast zanurzając swoje lico w jego futrze, chłonąc jego woń, badając, sprawdzając wszelkie zmiany. Czuć było od niego coś.. innego, coś, czego Poranek wcześniej nie miał. Jeleń czymś go naznaczył, ale czym? Nie potrafiła określić. Przynajmniej zapach jej syna zgadzał się i był taki jak wcześniej.
- Czemu? - zapytała go cicho - Tak ci było źle z nami? Gdzie zawiniłam? Powiedz mi... - zapytała go, widocznie przybita. Musiała przyznać sama przed sobą, że przegrała walkę o swoje własne dziecię i być może straciła je na zawsze. Kto wie, co w zamian za tą dziwną zmianę zechce od niego teraz Jeleń.. Och, i co powie na to wszystko Lotar? Jak ona to wytłumaczy.. Jak ochroni szczenię przed gniewem żółtookiego? Jak na to zareaguje Malakai i reszta jej dzieci? Co, jeśli i one zechcą ją porzucić?
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Wrzosowisko

#29
Poczuła, jak jej ciało wypełnia jakaś boska siła. Z początku nie było to przyjemne uczucie, ale przyjemne ciepło rozlało się po jej organizmie, wynagradzając niewielki dyskomfort. Ale to nie był koniec niespodzianek. Poczuła lekkie muśnięcie, a potem... Tego uczucia nie dało się opisać. Fala energii, która ją zalała była najsilniejsza, z jaką miała do tej pory do czynienia. Oczy zaczęły ją nieznośnie piec, a potem wzrok powrócił. Otworzyła szeroko pysk, będąc przekonana, że za chwilę znowu powróci ciemność... I wtedy dotarły do niej słowa bóstwa. Usiadła, mrugając oczami i ze zdziwieniem patrząc na otaczający ją krajobraz. A gdy początkowy szok minął, zaczęła płakać z radości jak dziecko. Zdążyła zauważyć jeszcze znikającego pięknego Jelenia. Czuła się... Wspaniale. Nigdy dotąd nie czuła się tak dobrze. Była już pewna, że dobrze wybrała. Wypełniała ją bezbrzeżna wdzięczność i zamierzała zaczynać swoją misję już teraz. Po pierwsze, chciała zająć jakiś teren, żeby mieć własny dom. Nie chciała, żeby niewierni stąpali tam, gdzie Pan. Drugim powodem, dla którego jak najszybciej chciała opuścić wrzosowisko była ta wadera, matka szczeniaka. Nie chciała na nią patrzeć w chwili słabości. Nie chciała jej oglądać w takim stanie. Serce Ve'nevri krwawiło na samą myśl o niej.
- Wrzosiku... Kiedy pożegnasz się już z matką... Czy coś w tym stylu... Dołącz do mnie... Będę gdzieś w pobliżu, znajdziesz mnie bez trudu - powiedziała cicho.
- Ja... Przepraszam... - przeprosiła smutno, po czym ruszyła w stronę zagajnika, skąd dobiegała ją woń dwóch obcych wilków.
/z.t

Wrzosowisko

#30
Gdy dziwne coś, wyczarowane przez jelenia go otoczyło, z początku chciał się lekko cofnąć do tyłu, jednak przyjemne ciepło i te dziwne uczucie, które było niemal identyczne jak te, po zjedzeniu magicznych kwiatów, powstrzymało go przed tym, sprawiając że z coraz większą ekscytacją oczekiwał tego co się stanie. Mimo że w sumie nie stało się nic. Trochę dziwne. Szczeniak nie był zupełnie świadom tego, jak bardzo jego ciało zostało wzmocnione, bo w sumie, po co mu to?
Gdy emocje wywołane rozmową z jeleniem ucichły, w jego ciało wstąpiło lekkie zmęczenie. Był w końcu szczeniakiem, nieco odmienionym ale wciąż szczeniakiem, który zupełnie nie rozumiał reakcji Sharan. Czemu niby miałby odejść? Przecież nikt od niego tego nie wymagał. Jeleń przecież mu nie kazał odchodzić z watahy. Może Sharan tego nie rozumiała?
- Ale przecież nigdzie nie odchodzę, czemu się smucisz? Po prostu jeleń pomoże mi a ja mu, wilki też sobie pomagają, prawda? Nie musisz płakać. Nikt nie mówił, że muszę opuścić naszą watahę, więc wcale się nie rozstajemy. - Reakcja matki nieco go wzruszyła. Nie spodziewał się że aż tak będzie się przejmowała jego rozmową z Jeleniem. A może to przez te słowa które jej powiedział gdy odchodził? Może nie powinien? Tak czy siak nie zamierzał należeć do watahy. Jednak wolał te informacje zachować dla siebie, ze względu właśnie na Sharan. Będzie udawał członka watahy, nie będąc nim, by mieć święty spokój. Poza tym, skoro miał pomóc jeleniowi nawrócić wilki, to sprzymierzenie się z nimi, powinno to znacznie ułatwić.
- Może nawet Venervi dołączy do watahy, jest chyba samotniczką. - Czemu by i jej przy okazji nie pomóc? Nie miała watahy, domu. A tak, mogłaby mieć ich.
Miał tylko nadzieje, ze Rhiamon nie zorientuje się o jego planach. Chyba nie miała powodów, slowa matki nie wskazywały chyba jasno, jego planów opuszczenia watahy, nie chciałby mieć zrzędzenia wujka lotara na swoim łepku.

/słabo ale chyba zawiera to co powinien :D

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron