Wrzosowisko

#1
Źródło: Wikipedia



Płaskie, nieco suchsze od otaczających terenów obszary, na których dominuje niska roślinność. Uważne oko odnajdzie tu zioła oraz niewielkie zwierzęta skryte w norkach wśród kępek niewysokich krzewinek. Trudno tu o kryjówkę dla większego drapieżnika, nietrudno tu dostrzec już średnie zwierzę, nawet takie oddalone o wiele kilometrów od obserwatora.



Rośliny: bukwica zwyczajna, bylica piołun, czosnek, lawenda, rumianek
Zwierzęta: bizon, sarna

Wrzosowisko

#2
Roślinność na polanie wyglądała całkowicie normalnie - soczysta, zielona, pokryta poranną rosą. Temperatury były coraz wyższe, niedługo zima będzie tylko wspomnieniem, a Konkordię opanuje wiosna. On jednak nie miał zbyt wielu powodów do radości. Ba, wciąż targała nim wściekłość po ostatnim spotkaniu z tą czerwoną kreaturą i równie jak on przeklętymi czworonogami noszącymi miano wilków. Miał nadzieję na nawiązanie nici porozumienia, stworzenie paktu, śniła mu się pomoc z ich strony, aby pozbyć się tego szarlatana. Ale nie. Oni zdecydowali inaczej, sprzeniewierzyli się jego woli i zapragnęli zabawić tu na dłużej, być może na stałe.
Czarny nastrój Białego zdawał się oddawać wiejący coraz mocniej wiatr, który targał roślinnym listowiem, jeszcze tak delikatnym, jasnym i miękkim, na prawo i lewo. Kierował wiatrem, był wiatrem. Minęło dopiero kilka chwil, zanim zdołał opanować się na tyle i utrzymać nerwy na wodzy, aby nie krzywdzić niewinnych roślin za sprawą swojej skrywanej głęboko furii. To były jego dzieci, jego życie, nie zasługiwały na krzywdę.
Wśród poszycia zamajaczyły najpiew ledwie widoczne, przezierne, białe kopyta. Te, zyskując na materialności, przeistoczyły się powoli w zgrabne długie kończyny, na których wsparty był dumny tors Białego. Jego sylwetka jaśniała wokół, przyodziana nadnaturalnym blaskiem. Był jak Niewiasta Obleczona w Słońce, potężny, boski, nieokiełznany. Był na swoich włościach, ale jednocześnie czuł gorzki smak porażki, przypominający aromat popiołu na języku. Gdyby był śmiertelny, obecność intruzów spędzałaby mu sen z powiek. Tak jednak mógł tylko trwać w wiecznej, niemej furii, parskając powietrzem z nosa, tupiąc od czasu do czasu racicami, wzbudzać wichury, zamrażać wodne tafle. Czas dla niego nie istniał, był tylko cel, nad którego realizacją niczym czarny cień zawisł On.
Jeleń błysnął czerwonymi oczami, zastanawiając się nad dalszym krokiem, daniem ujścia swojej irytacji, pomocy swoim dzieciom, swojej krwi. Rośliny były zrywane na cele uleczenia wilczych ciał, zupełnie niepotrzebnie. Cóż za strata. Śmiertelne rogacze i inne roślinożerne istoty były mordowane i pożerane, też bez konieczności, On mógłby im dać przecież nowe ciała, nowe umiejętności, aby mogli zaspokajać głód owocami ziemi. Nie. Oni pragnęli krwi. Z krwi byli zrodzeni i krwią obleczeni, ich przeklęte, plugawe kły ociekały posoką toczącą się z ran niewinnych. Żyli krwią, z niej się narodzili, w niej pragnęli żyć... Niechaj więc umierają w krwi. Nie będzie pokoju, o nie, wykorzystali albowiem swoją szansę. Zmarnowali ją, nawet nie wiedząc o konsekwencjach swojego zakłamania i uporu. Cóż mu po takich przygarniętych, głupich sierotach? Niech giną.
Oczy Białego zalśniły karminem niczym promienie zachodzącego słońca, kiedy ten uniósł książęcy łeb i ryknął donośnie, tonąc, nużając się w pieśni. Jednocześnie obok niego pojawił się kolejny znak wichury, który po chwili podzielił się na dwoje. W poszyciu pojawiły się wgłębienia od kopyt, choć nigdzie jeszcze nie było widać zwierząt, do jakich należały. Biały wiedział, co robi - umiał tworzyć, rzeźbić, przyzywać. Umiał ulepić życie z niczego, tchnąć je w kogokolwiek, kto by mu odpowiadał. Był bogiem, był na swoich włościach, mógł wszystko. Był Alfą i Omegą, a ci niewierni nie mają pojęcia, co ich czeka.
Po jakimś czasie wiatr ustał. Po nim nastała obca, grobowa wręcz cisza, nieprzerwana nawet głosem żyjących tutaj zwierząt. Stało przed nim Dwoje - oboje Jasnoocy, wysocy, poteżni. Białoocy Synowie Boży, którzy zaprowadzą porządek i uwolnią krainę z jarzma najeźdźcy. Każdy z dwóch jeleni był wyższy, aniżeli jego naturalnie zrodzeni bracia, ich oczy były białe, obce, jaśniejące, jak futro na ciele ich Kreatora. Dał im nie tylko większe ciała - jednego pobłogosławił wdziękiem, drugiego ponadprzeciętną siłą. Uśmiechnął się.
- Idźcie - rozbrzmiał głos Jelenia - Idzie i uwolnijcie swoich braci z niewoli wilków. Nadszedł albowiem dzień ich sądu.
Jelenie ruszyły w dwóch różnych kierunkach, wiedzeni przez boską wolę.
W krótkim czasie on również zniknął.

/zt

Wrzosowisko

#3
Wreszcie dotarła do celu. Po niezliczonych potknięciach, wpadnięciach na drzewa i gubieniu tropu wreszcie trafiła na wrzosowisko. To stąd dobiegała ta sama woń, która płynęła od pokonanego Jelenia. Powietrze aż skwierczało od magii, co objawiało się lekkim bólem głowy u wadery. Mimo to, wciąż uważnie obwąchiwała okolicę, poruszając się ostrożnie, by nie zdeptać żadnej z roślin. Ich woń znacznie ją rozpraszała i kusiła, ale ona wciąż uparcie próbowała wychwycić jakiś znak, że był tu Stwórca Jelenia. W końcu stwierdziła jednak, że zapach jest wystarczającą wskazówką. Zawahała się przez chwilę, ale było już zbyt późno na zmianę planów. Zbliżyła się do epicentrum woni i uniosła niewidzące oczy ku górze.
- Ukaż mi się, Jeleniu! Jestem gotowa przyjąć twoje nauki! Przybądź, Panie! - zawołała gromkimi głosem.

Wrzosowisko

#4
Ve'nevri nie doczekała się odpowiedzi. Jej wołania nie zostały usłyszane lub też nie były wystarczające, żeby zwrócić uwagę istoty wyższej. Coś jednak w jej sercu podpowiadało, że nie powinna przestawać.

Wrzosowisko

#5
Nic. Brak odpowiedzi. Jakaś jej część chciała wrócić z podkulonym ogonem do Lokatt. Nie! Nie po to odeszła od własnych dzieci! Nie po to straciła miejsce do życia! Była na tyle zdeterminowana, że zamierzała wołać bóstwo aż do swojej usranej śmierci.
- Jeleniu! Stwórco, Jedyny Władco! Składam Ci dzięki za twoje dary, za płody ziemi! Dziękuje za wszystko co żywe! Dziękuje za cudowne widzenie moich dzieci! Jestem Twoją dłużniczką, chcę ci służyć, wielbić Twoje dary! Jestem gotowa na wszystko! Okaż mi swoje miłosierdzie i ukaż mi się - powtórzyła jeszcze głośniej i jeszcze pewniej.

Wrzosowisko

#6
Najpierw błysk, potem huk. Oślepiające światło pojawiło się przed Ve'nevri nie pozwalając jej do końca określić z czym ma do czynienia, chociaż mogła się tego domyślać. Po chwili na przyzwyczajenie wzroku, mogła dojrzeć ogromną postać przedstawiającą białego jelenia o czerwonych oczach. W przeciwieństwie do jego wcześniejszej wizyty, którą złożył watasze Iskier, tutaj pojawił się w swojej prawdziwej postaci. Nie robił to jednak dlatego, że spodobały mu się słowa, tylko z powodu braku zaufania. Chciał pokazać się w swojej pełnej sile, żeby w razie czego pozbyć się potencjalnych wrogów.
Skierował swój przeszywający wzrok wprost na Ve'nevri.
- Dlaczego miałbym zaufać drapieżnikowi, dodatkowo temu samemu gatunkowi, który wcześniej nie okazał mi żadnego szacunku i odrzucił moją korzystną ofertę? W czym Ty jesteś lepsza od innych? Dlaczego miałabyś być dla mnie użyteczna?
Jeleń nie zmienił postawy odkąd tu się pojawił. Nie mrugnął nawet okiem, patrzył się tylko wprost na krzykacza, który przerwał mu planowanie kolejnych walk.

Wrzosowisko

#7
Wędrówka zawsze była dobrym pomysłem, na zebranie myśli i wymyślenie planu, nic więc dziwnego że Wrzosik mało co patrzył gdzie idzie, byleby iść przed siebie, bez żadnego planu czy pomysłu. Wciąż rozmyślając o martwym jeleniu i o wytworzonych przez niego kwiatach. Ciekawe czy drugi z jeleni, o którym wspomniał, jeszcze żył. Fajnie by było spotkać. Kto wie? Może jego martwy brat szepnął kilka dobrych słówek o Wrzosiku, który starał się zastopować walkę? Fajnie by było. Być znanym nawet w zaświatach jako ten który próbuje rozwiązywać spory bez przelewania krwi.
Z Tego zamyślenia wyrwało go dopiero stuknięcie łbem w coś miękkiego. Czuł na mordce przyjemny dotyk miękkiego futra, zaś nozdrza wypełniła mu nowa, nieznana woń, gdy wtulił pyszczek w futro Venervi, Trwał tak chwilę, nie za bardzo świadom tutejszej sytuacji, dopóki nie opamiętał się na tyle by cofnąć się o krok i spojrzeć na te mięciutkie coś, w co się wtulał.
Samica wyglądała na znacznie starszą od niego, ciemne futerko wyglądało doprawdy nietypowo, jednak chyba najciekawsze był jej ślepia, w barwie które nigdy dotąd nie widział.
- O, hej. Jestem Wrzosowy Poranek, ale możesz mi mówić Wrzosik - Mruknął cicho, siadając wygodnie na zadku i posyłając jej lekki uśmiech.
Nie znał jej, ale nie wyglądała na złą, chyba, a jak jest zła, to najwyżej ucieknie. Chyba.
Dopiero po chwili do jego nozdrzy doszła nowa woń, wcześniej przypadkiem zignorowana. Woń znajoma, nietypowa, nie pozwalająca się rozpoznać, co zmusiło młodzika do uniesienia nieco swojego łepka, by spojrzeć na nietypowego jelenia.
- To ty! - Wykrzyknął nieco zaskoczony, ale z lekką fascynacją w głosie.
- Spotkałem twojego brata, o ile to był twój brat. Ale nie udało mi się zatrzymać innych wilków przed walką. Trochę szkoda. Ale ty chyba nie zamierzasz z nami walczyć, prawda? - Tutaj przekrzywił lekko łepek, jakby oczekując odpowiedz od białego rogacza.

Wrzosowisko

#8
Kiedy bóstwo się jej ukazało i przemówiło, zadrżała że strachu. Trzeba było zostać w Cieniach... Po chwili poczuła jak coś wtula się w jej futro. Szczeniak? Tutaj? Który w dodatku przedstawił się jakby nigdy nic?
- Zmykaj stąd, prędko, Do mamy najlepiej, tu jest niebezpiecznie! - syknęła do niego, po czym zamarła, kiedy Wrzosik radośnie zagadał do bóstwa.
Tego było już za wiele. Delikatnie złapała szczeniaka za kark i odstawiła go nieco dalej.
- Zostaniesz tu, jasne? I najlepiej już nic nie mów - warknęła cicho.
- Przepraszam za niego. Jest jeszcze mały i nie wie, co mówi. Nie mam z nim nic wspólnego. Nie mam także nic wspólnego z wilkami, o których mówisz. Ja nie lubuję się w upływie krwi. Całe życie starałam się pomagać innym jako uzdrowicielka. I... Choć nie wiem, do czego mogę się przydać, czuję, że to moje powołanie. By tu dotrzeć, opuściłam swoich najbliższych. Jestem zdeterminowana i gotowa na wszystko - wyjaśniła pospiesznie

Wrzosowisko

#9
Jeleń dalej stał w bezruchu. Nowy przybysz nie zrobił na nim większego wrażenia. Nie odpowiedział na żadne z jego słów.
- Skoro nie lubujesz się w upływie krwi to wylądowałaś w złym miejscy o złym czasie. Nie znajdziesz w tej krainie takiego miejsca ani grupy, która prędzej czy później nie będzie musiała zabić przeciwnika. Pokój nigdy nie zostanie osiągnięty, dopóki mój wróg dycha.
Jeleń pochylił łeb.
- Wracaj do swoich najbliższych i zabierz ze sobą to młode. Jeśli chcesz mi służyć, musisz być gotowa na walkę i na postawienie własnego życia na szali. Aczkolwiek mogę Ci pomóc znaleźć spokojne miejsce, wysyłając Cię do innej krainy, gdzie nie ma wojny między istotami wyższymi. Każdy świat będzie od tego lepszy.
Jeleń przestąpił z jednej nogi na drugą.
- Jeśli chcesz wrócić do znajomych lepiej się pospiesz zanim się rozmyślę.

Wrzosowisko

#10
Mruknął cicho, czując jak nieznajoma wadera łapie go za kark i odnosi kawałek dalej. Nie rozumiał po co. W końcu tylko zagadywał do istoty której szukał. Jeleń wydawał się na prawdę sympatyczny.
Gdy Ven postawiła go na ziemi i kazała tutaj zostać, jedynie pokręcił łbem.
- Jestem wolny, nie możesz mi mówić co mam zrobić. - Wraz z tymi słowami ponownie zbliżył się do jelenia, siadając jednak tym razem dalej od Ven by stamtąd w spokoju wysłuchać jej słów. Słów przepełnionych strachem? A może obawą?
- Czemu się boisz, nieznajoma? - Zapytał tylko krótko, nie zdążył jednak usłyszeć odpowiedzi. Nim ona nadeszła, jeleń znów się odezwał. Jego słowa były ciekawe, wróg, przelew krwi, a raczej jego brak i to że wygonił ją, a przez nią także i jego. Nie fajnie. Jednak ciekawość byłą zbyt silna by odejść.
- O jakim wrogu mówisz? Może jakbym z nim pogadał, to udałoby mi się go przekonać by zaprzestał waśni z tobą. Pokój o którym mówisz to ciekawa perspektywa. Móc w spokoju oddawać się swoim pasjom bez strachu bycia zaatakowanym czy zabitym. Spokój o każdej porze dnia i nocy. Nie chciałbym mieć w tobie wroga, istoto. Twoja moc tworzenia roślin mnie fascynuje, uważam ją za wspaniałą - Długie gadanie, i nietypowe słowa jak na szczeniaka, jednak czy skłamał? Wręcz przeciwnie, od zawsze uwielbiał spokój, porządek i rośliny. Jeleń był patronem tych cech, może dlatego właśnie Wrzosik czuł do niego taki pociąg? (bez skojarzeń)

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron