Ukryte przejście

#1
Źródło: morguefile.com

Dla przypadkowego przychodnia miejsce to wydaje się być tylko osuniętymi na siebie olbrzymimi głazami, wystarczy jednak nieco lepiej im się przyjrzeć, by dostrzec wiodące w dół ukryte wejście, prowadzące do naturalnie powstałej jaskini. Jest ono dosyć ciasne, przez co większe osobniki mogą mieć trudności z przeciśnięciem się przez nie, jednak nie jest to nic, z czym chcący tam dotrzeć wilk nie byłby sobie w stanie poradzić. Grota jest dosyć obszerna, jedyne co może tam przeszkadzać, to niewielkie zagłębienia pełne wody, wilgotny grunt i panujący niemal zawsze półmrok, bowiem wpadające przez wąskie przejście promienie światła często nie są w stanie rozświetlić wnętrza jamy.


Rośliny: bez czarny, dziewanna drobnokwiatowa, pokrzywa, skrzyp
Zwierzęta: mysz, nornica, zając
Lokacja wymyślona przez Ve'nevri.

Ukryte przejście

#2
Po opuszczeniu bagiennych terenów brązowy brnął przed siebie, bez żadnego konkretnego celu. Odrobinę żałował, że tak szybko odszedł znad stawu, jednocześnie zostawiając tamtą waderę na pastwę kremowego wilka, który chyba nie był do końca normalny. Evrett szybko doszedł jednak do wniosku, że teraz raczej nie było już sensu wracać. Minęło trochę czasu i jeśli tamten miałby coś z nią zrobić już zapewne dokonał dzieła... Kusiło go jednak aby to sprawdzić.
Szedł tak, na wpół zamyślony, klucząc pomiędzy licznymi drzewami i zapewne przeszedłby zupełnie niewzruszony obok sterty pobliskich kamieni, gdyby nie pokrzywa rosnąca tuż przy niej. Od razu porzucił niepokojące myśli, które nawiedzały go nieprzerwanie od opuszczenia dwójki wilków nad stawem, teraz całkowicie skupiając swoją uwagę na tym przydatnym zielu, które już po chwili zasiliło szeregi pokaźnej kolekcji wplątanej w futro na karku burego. Już miał się oddalić, lecz gdy tylko podniósł łeb jego żółte ślepia natrafiły na coś intrygującego. Osunięte na siebie masywne głazy tworzyły niepozorne wejście do czegoś na kształt jamy lub mniejszej jaskini dla ... lisa? Jakiegoś w miarę niewielkiego wilka? Uniósł nos lekko do góry, aby po chwili wziąć głęboki wdech - zimne, wieczorne powietrze niosło ze sobą masę przeróżnych zapachów, lecz nie udało mu się wychwycić chociażby nikłej woni innego przedstawiciela jego gatunku, lub innego mniejszego drapieżnika, który mógłby obrać sobie to miejsce za dom. Podszedł więc nieco bliżej i właśnie dzięki temu udało mu się dostrzec, że skryte w półmroku przejście prowadziło w dół. Wiedziony ciekawością, łapami odgarnął na bok kilka mniejszych kamieni, które skutecznie utrudniały mu dostanie się do środka, co ze względu na jego posturę i tak nie było zbyt proste. Po kilku próbach w końcu udało mu się ustawić w taki sposób, który ostatecznie pozwolił basiorowi dotrzeć dalej.
W środku było zdecydowanie więcej miejsca niż na początku zakładał. Sama grota okazała się dość obszerna, a kamienne sklepienie znajdowało się na tyle wysoko, że wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, nie zahaczał o nie łbem. Przyjemny dla oka półmrok, zakłócały jedynie nieliczne promienie zachodzącego słońca, wpadające przez szczelinę, którą się tu dostał - były one jednak w stanie oświetlić tylko niewielki skrawek jamy, a dzięki temperaturze panującej wewnątrz było to wręcz idealne miejsce na spędzenie upalnych, letnich dni. Znajdowały się tu także niewielkie zagłębienia w których zebrała się woda o czym przekonał się, gdy nieświadomie wdepnął w jedno z nich - nie były jakoś szczególnie głębokie.
Całość prezentowała się całkiem nieźle i był odrobinę zaskoczony, że nikt do tej pory się tutaj nie osiedlił... no, może poza myszami, których ciche popiskiwania umilkły niemal natychmiast, gdy tylko udało mu się tu wejść. Przysiadł na chwilę przy jednej ze skalistych ścian przyglądając się otoczeniu z lekko zmrużonymi oczami. Zarówno sklepienie jak i cała reszta na pierwszy rzut oka wyglądały dość solidnie... Może po prostu ktoś wyniósł się stąd z bardziej... osobistych powodów? O ile ktoś taki w ogóle kiedyś istniał - Evrettowi nie udało się bowiem dostrzec żadnych śladów, które wskazywałyby na to, iż ktoś wcześniej tu urzędował.
Chciał podnieść się na łapy, aby ruszyć w dalszą drogę, lecz gdy tylko spróbował to zrobić zdał sobie sprawę jak bardzo zmęczyła go niemal nieprzerwana wędrówka w połączeniu z ostatnimi wydarzeniami. Zdecydowanie przydałaby mu się chwila zasłużonego odpoczynku, a to miejsce było akurat jednym z lepszych aby oddać się temu właśnie zajęciu. Rozłożył się więc na przyjemnie chłodnym podłożu aby dać odpocząć łapom, na których po chwili ułożył łeb... Ośmielona tym faktem bura nornica wyszła ze swojej dotychczasowej kryjówki i teraz przytknęła swój niewielki pyszczek do wody, czujnie nasłuchując...
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Ukryte przejście

#3
Zasnął. Cóż... to raczej było do przewidzenia.
Chcąc nie chcąc planowana "chwila" odpoczynku znacznie się przeciągnęła. Słońce zdążyło całkowicie skryć się za drzewami przez co zniknęło także jedyne źródło światła, wpadające do jaskini przez niewielką szczelinę, która pełniła rolę wejścia. Trudno było jednak o to, żeby buremu basiorowi to w tej chwili jakkolwiek przeszkadzało. Przebudził się bowiem dopiero nad ranem, czując coś w rodzaju uszczypnięć na jednej z przednich łap. Półprzytomny, zignorował to niemal całkowicie i tylko zmienił pozycje w której do tej pory ułożona była tamta kończyna po czym ponownie oddał się w objęcia Morfeusza.
Jednak nie na długo.
Zaledwie kilka minut później sytuacja się powtórzyła, tym razem jednak ofiarą nie padła łapa, lecz prawe ucho brązowego. Podobnie jak poprzednio spróbował po prostu nim poruszyć, lecz zadziałało to tylko na moment. Chwilę później znowu coś poczuł, tym razem nie było to jednakowoż niewinne skubnięcie. Coś niewielkiego zatopiło właśnie siekacze w jego skórze, przez co rozbudził się niemal natychmiast. Lekko zdezorientowany, otrzepał się, chcąc oderwać od siebie "intruza", który w przeciągu kilku sekund wylądował na skalnym podłożu groty. W sumie... było ich kilka... - nornice.
- Przecież jeszcze żyje. - Warknął w stronę małych futerkowych stworzonek, poirytowany nagłą, bezsensowną pobudką, jaką mu zgotowały.
Co jest nie tak ze zwierzętami w tej okolicy?! Władcze jelenie bóstwa, zające które niemal nic nie robią sobie z obecności drapieżnika... - z resztą podobnie jak te tutaj nornice - dwa ostatnie co prawda z początku wykazywały zaniepokojenie, dopiero później zaczynały czuć się swobodniej...
Evrett pochylił się ku jednemu z gryzoni, który jeszcze sekundę wcześniej gnieździł się w burym futrze - planował zrobić sobie z niego przekąskę - cóż, poniekąd ten bezczelny futrzak sam się o to prosił.
Ostatnio zmieniony poniedziałek 29 sie 2016, 19:53 przez Evrett, łącznie zmieniany 1 raz.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Ukryte przejście

#4
Wynik rzutu na pościg: 10 - powodzenie

Małe, puchate zwierzątko które dopiero co siedziało przyjemnie wtulone, miejscami nawet zaplątane w futro Evretta zupełnie nie spodziewało się, że jego nowe schronienie może okazać się niebezpiecznym drapieżnikiem. Nornica nie miała szans na ucieczkę i wilcze kły pochwyciły ją natychmiast, kończąc jej żywot.

Ukryte przejście

#5
Ciałko małego gryzonia już po chwili zniknęło w czeluściach żołądka brązowego basiora, a on sam oblizał odrobinę przybrudzony czerwoną posoką pysk. Był wypoczęty, najedzony - mógł ruszać w dalszą drogę... tylko, dokąd tym razem miałaby ona prowadzić? Nie ciągnęło go jakoś szczególnie z powrotem do jam, ani innych znanych mu już terenów Przebłysku, nawet mimo tego, iż miał świadomość, że powinien tam zajrzeć, chociażby na chwilę i sprawdzić jak rozwinęła się sytuacja z Wrzosem oraz tamtym drugim, który na pierwszy rzut oka przywodził na myśl lisa. Cóż, wychodzi więc na to, że znowu przyjdzie mu zwiedzać okoliczne tereny - nie widział żadnej trzeciej możliwości, więc ochoczo zdecydował się na tą ostatnią. Na tereny watahy przejdzie się niedługo... tak, niedługo - to dobry plan.
Przeciągnął się chcąc rozprostować zesztywniałe od długiego leżenia łapy, po czym żwawym krokiem ruszył w stronę wyjścia, po drodze, przez nieuwagę rozchlapując wodę z płytkiego zagłębienia w podłożu, było to to samo przy którym wieczorem kręciła się jedna z tych wyjątkowo śmiałych nornic. Wyjście z groty okazało się zdecydowanie mniej skomplikowane niż wejście, więc już po kilku chwilach spędzonych na przeciskaniu swojego masywnego cielska przez szczelinę - znalazł się na zewnątrz.
Poranek był dość ciepły, mimo tego iż promienie słońca dopiero zaczynały przedzierać się przez ścianę wysokich drzew, wprawianych w ruch przez podmuchy wiatru. Evrett stojąc tak, przyglądał się im przez moment, później przenosząc jasnożółte ślepia na to bardziej przyziemne otoczenie. Szybko zlokalizował miejsce z którego tu przybył po czym obrał zupełnie odmienny kierunek dalszej wędrówki, po drodze zbierając jeszcze skrzyp rosnący tuż przy osuniętych na siebie głazach.
/zt
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Ukryte przejście

#6
Droga powrotna do domu zajęła jej znacznie więcej czasu niż zamierzała. Szła wzdłuż rzeki, nie szczędząc sobie przerw, by zbytnio się nie przemęczać. Nie była jakoś szczególnie zmęczona samą podróżą, mimo że musiała przebyć kawał Konkordii. To zmęczenie miało źródło gdzie indziej. Ve'nevri była wyczerpana pozornie niewinną wizytą u Cieni, która szybko przemieniła się w festiwal zbierania informacji i wodzenia Lokatt za nos. Dlatego też większość drogi przeszła w wybitnie kiepskim nastroju, co nie motywowało jakoś szczególnie do przyśpieszenia kroku. Fiołkowooką martwiły niedawne wydarzenia, dziwne węże na wydmach, stojąca na czele całkiem silnej watahy Lokatt i wreszcie problemy rodzinne. Jej humor polepszył się dopiero wtedy, gdy na horyzoncie zamajaczył Świetlisty Gaj. Uświadomiła sobie, że czuje się tu naprawdę bezpiecznie. Co więcej, po raz pierwszy traktowała jakieś miejsce jak dom. Tu nie dosięgnie jej potencjalna zemsta Lokatt, to ten niewielki skrawek Konkordii zna najlepiej. Sama była zdziwiona ilością skrótów umożliwiających zaskoczenie potencjalnego napastnika! Niech tylko suka spróbuje tu przyjść, a tym razem nie będę tak uprzejma.
Cieszyła się, że rozmowę z Jeleniem ma już za sobą. Cały stres z nią związany zniknął, a sama Ven wreszcie wiedziała, co robić. Wystarczy tylko poskładać zebrane informacje w całość. Wtedy nie myślała zbytnio o odpoczynku jednak teraz uświadomiła sobie, że przydałaby jej się chwila relaksu. Wolała zregenerować siły u siebie, gdzie nic jej nie nie groziło, by jej własny organizm nie zawiódł jej w krytycznej sytuacji. Trzeba by się pożywić, porządnie napić i przespać. Przy okazji przejrzeć też zbiory i zaplanować dalsze działania. Tu nie było miejsca na błędy, wszystko musiało być dokładnie ustalone. Przy okazji ziół - chyba gdzieś tu widziałam skrzyp. Jego nigdy nie za wiele. Delikatnie ujęła zębiskami łodyżkę, starając się czynić jak najmniejsze szkody. Zebrała także kilka egzemplarzy rosnącej nieopodal pokrzywy.
Już miała ruszać dalej, na wrzosowiska, kiedy dostrzegła coś intrygującego. Osunięte na siebie głazy tworzyły niewielkie i niepozorne wejście. Natychmiast ruszyła w jego stronę. Otwór nie był ogromny, ale po zajrzeniu do środka dostrzegła dosyć obszerną grotę. Idealnie. Los się do mnie uśmiechnął. Zaalarmował ją nieco zapach obcego wilka, zaraz uświadomiła sobie, że jest bardzo stary. Nieznajomy był tu dawno temu i chyba należał do watahy. Kiedyś pewnie umiałaby określić liczbę jej członków, wzrok jednak znacznie ograniczał jej węch, a zamykanie oczu nie przynosiło oszałamiających rezultatów. Ważne, że osobnik nie pachniał Cieniami. Gdyby tak było, prawdopodobnie Ven musiałaby się stąd w miarę szybko wynieść, by uniknąć nasłanych przez Lokatt szpiegów. Zawahała się chwilę, nie wiedząc, czy nie powinna oznaczyć terenu. Zaraz jednak przypomniała sobie, że powinna zostawiać jak najmniej śladów i postarać się utrzymać odnalezione miejsce w ukryciu. Przecisnęła się przez wąskie przejście, co miejscami nie należało do rzeczy łatwych. Wnętrze wyglądało na naprawdę solidne i przestronne. Obchodząc grotę, wdepnęła parę razy w niewielkie kałuże. Napiła się z jednej z nich. Woda miała lekko ziemisty posmak, ale była zdecydowanie zdatna do picia. W tych zagłębieniach musi gromadzić się deszczówka. Oczy Ve'nevri powoli przystosowały się do panującego w jaskini półmroku. Nie dostrzegła tu jednak nic ciekawego, jedynie kilka kulących się przy ścianach nornic. Nie było to nic poważnego, zresztą gryzonie jej nie przeszkadzały. Rozłożyła zebrane zioła na suchym gruncie, pozwalając im wyschnąć po niedawnym deszczu. Sama wadera ułożyła się zaś wygodnie i przymknęła oczy. Nie zamierzała spać, nawet tu musiała być czujna. Potrzebowała jednak chwili na ułożenie w głowie wszystkich niedawnych wydarzeń. Oddychała miarowo, rozkoszując się tak potrzebną jej chwilą dla siebie.

Ukryte przejście

#7
Po spotkaniu z jeleniem, które pozostawiło Elyrię wstrząśniętą i wciąż dość niepewną tego, co właściwie zaszło, samica postanowiła powrócić w miejsce, gdzie pierwszy raz spotkała wilczycę, która namawiała ją do dołączenia do zakonu wyznającego moc rogacza. Do teraz miała przed oczami szarą samicę naznaczoną odcieniami fioletowawej glinki i te liliowe oczy, tak przekonane o prawdzie zawartej w jej słowach i głoszonych tezach. Teraz, kiedy Elyria sama widziała na własne oczy to bóstwo, ba, nawet zamówiła z nim kilka słów i odczuła sama na sobie jego moc, powoli zaczynała rozumieć.
Coś ciągnęło ją, pchało wręcz z powrotem do gaju ukochanego przez Ve'nevri, jakby tam miało mieć miejsce coś ważnego, coś, czego nie mogła i nie miała prawa wręcz przeoczyć. Moc, jaką użyczył jej Jeleń wciąż pulsowała w niej jak żywy ogień i Elyria potrzebowała odpowiedzi, potrzebowała użyć tej energii i możliwości, jakiekolwiek by one nie były, dla dobra innych. Coś było nie tak i czuła to w powietrzu. Miała wrażenie, które powoli ewoluowało w przekonanie, że nad krainą wisi coś strasznego i niewątpliwie ma to związek z krwiożerczym wilkiem, jakiego widziała na własne oczy, kiedy zaatakował Sinhardina. Musiała komuś o nim powiedzieć, musiała tam wrócić, ale nie mogła zrobić tego sama.
W końcu, w oddali, zobaczyła sylwetkę wilczycy, której tyle szukała.
- Wadero! - krzyknęła na tyle, na ile pozwalało jej okaleczone gardło, efekt był mizerny - Ja.. Ja Ci wierzę. Już rozumiem o czym mówiłaś. Też go spotkałam - dodała, mając na myśli samego Świetlistego.

Ukryte przejście

#8
Nie wiedziała, czy zasnęła, czy nie - ważne, że otrząsnęła się z letargu i postanowiła wyjrzeć na zewnątrz. Przestało już padać, dlatego też postanowiła nie marnować już więcej czasu i wyruszyć w dalszą drogę. Pozbierała zioła i z westchnieniem wplątała je w sierść. Czuła się przeraźliwie samotna. Nie ukrywała, że ostatnio dosyć często potrzebowała móc otworzyć do kogoś pysk. Odkąd odeszła ze stada, całe jej życie opierało się na ciągłej ucieczce przed Lokatt. Nawet jeśli obecne schronienie wydawało się dobrze ukryte, Ve'nevri przeczuwała, że kiedyś będzie musiała stąd odejść. Nigdzie nie była do końca bezpieczna, a gra, którą prowadziła, stawała się coraz bardziej groźna. Było jednak już za późno na wycofanie - teraz mogła tylko wygrać lub przegrać. Przegrana oznaczała śmierć, dlatego też nie mogła popełnić ani jednego błędu
Wypełzła z jaskini tylko po to, by natychmiast tego pożałować. Zobaczyła bowiem cholerną Lokatt, która gapiła się w zielarkę jak w obrazek. Była pewnie równie zaskoczona, co Ve'nevri, tylko ta druga nie była pieprzonym przywódcą stada. Starej na język cisnęły się same niecenzuralne wyrażenia, określające głębokość dupy, w jakiej właśnie się znalazła. Próbowała się jakoś uspokoić, ale to niewiele dało. Oczami wyobraźni już widziała czające się za drzewami Cienie i swojego trupa leżącego w trawie. Zaczęła na szybko wymyślać jakiś plan działania... i wtedy Lokatt się odezwała.
Westchnięcie ulgi Ve'nevri prawdopodobnie było słychać na drugim krańcu Konkordii. "Lokatt" okazała się bowiem jedynie tą niegroźną waderą ze Świetlistego Gaju, którą kiedyś napotkała na swojej drodze. Przypomniała sobie, że próbowała ją chyba nawrócić... Była jednak chwilowo zbyt roztrzęsiona, by zastanawiać się nad słowami młodszej wadery. Wynikało z nich jednak, że zasiane wtedy ziarno wykiełkowało... Bardziej paranoiczna część Ven wyczuwała podstęp, zaraz jednak musiała się uspokoić. Poznaczona bliznami wadera była otoczona podobną aurą, co sama zielarka. To rozwiewało wszelkie wątpliwości.
- Chodź, dziecko - odważyła się nazwać młodszą dzieckiem, nie miała jednak nic złego na myśli. Ona była... mniej doświadczona, nie wiedziała wszystkiego, ciągle błądziła. Jak dziecko.
Odwróciła się, by znów przecisnąć się przez wąskie przejście i znaleźć się w przytulnym wnętrzu jaskini. Cokolwiek chciała przekazać jej Elyria - powinna zrobić to tu i teraz. Sama Ve'nevri potrzebowała zaś przetrawić jej słowa, które oznaczały, że nie jest już w swej misji sama.

Ukryte przejście

#9
Natłok zdarzeń - spotkanie z dawno zaginioną rodziną, tragedia na pustyni, śmierć i pogrzeb Zapomnianej Melodii oraz anomalie, jakie odczuwała fioletowooka samica w krainie za sprawą nabytych od Jelenia mocy - wszystko to sprawiło, że wadera była przemęczona. Prędkość zmieniających się sytuacji i tempo w jakich się one rozwijały sprawiły, że samica zauważyła, iż nawiedzają ją coraz częściej zawroty głowy. Ve’nevri z pewnością powinna nieco odpocząć, aby z powrotem dojść do formy.

/Ve’nevri odczuwa zawroty głowy

Ukryte przejście

#10
Elyria początkowo była skonsternowana reakcją samicy na jej nadejście. Ve'nevri jawiła jej się jako ktoś niesamowicie ułożony i spokojny, przesiąknięty wiarą i silny w niej, dlatego moment, kiedy szaro-fiołkowa wadera spojrzała na nią jak na śmiertelne zagrożenie, albo wręcz wroga sprawił, że Złotooka zatrzymała się wpół kroku, a nawet wykonała kilka mniejszych, powolnych kroczków w tył, a na grzbiecie poczuła gęsią skórkę. Gdyby nie fakt, że dopiero co została posłana przed siebie, pewna nowego celu, choć było to tylko odnalezienie Ve'nevri i przekazanie jej ważnych informacji, poszukiwanie kogoś, kto ją zrozumie i wysłucha, kogoś, kto będzie myślał podobnie, to pewnie znowu podświadomość kazałaby jej się wycofać, czmychnąć, uciec i zaniechać pozostawiania swojego piętna na tym świecie, nawet jeśli to piętno miałoby go ulepszyć, a jego brak skazać go na zgubę.
Elyria, po tych kilku mniejszych kroczkach zaparła się w sobie i przystanęła, łapiąc oddech, starając się uspokoić, po czym powoli ruszyła przed siebie, krok po kroku, aż dotarła przed oblicze starszej. Wtedy zdało jej się, że chwilowa postawa wadery musiała wynikać z jakiejś pomyłki - może Elyria przypominała jej kogoś, kogo tamta się lękała, albo nie życzyła sobie w swoim otoczeniu? Nie była to jej sprawa, ale tak kazało jej myśleć przeczucie.
Po tym, jak Ve'nevri powitała ją lakonicznymi słowami Złotooka podążyła powoli za nią do wnętrza jamy, pozwalając na to, aby ziemia i cień skryły je przed oczami świata. Kiedy znalazła się już w brzuszysku podziemnego pomieszczenia wzięła głęboki, cucący oddech, aby rozjaśnić swój umysł, po czym spróbowała wyjaśnić co zaszło.
- Ja.. Mnie i moich towarzyszy zaatakowała wilczyca.. Straszliwa, z obłędem w oczach - powiedziała powoli, drżąc lekko na wspomnienie tego straszliwego widoku - Jakby.. jakby prowadziło ją coś strasznego. Mój towarzysz kazał mi uciec, a potem.. - przymknęła oczy, starając się teraz zatamować mnogość obrazów, obecnych, tych ze świeższej i tych z dawno minionej przeszłości - spotkałam Go. Jelenia. Chciałam, żeby pokazał mi jak mogę pomóc innym.. On.. Zrobił mi coś, nie wiem co. Czuję się jak ja i jak nie ja. Nie wiem, co się stało. Wiem tylko, że mój towarzysz jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a to, co mu zagraża.. To jakieś nieziemskie zło. Tak czuję.
Wyjaśnienia Elyrii, kiedy zakończyła swoją krótką wypowiedź, wydały jej się prawie że niezrozumiałe. Miała nadzieję, iż powiedziała wystarczająco dużo na tyle jasno, na ile była w stanie, aby zostać zrozumianą i podkreślić powagę sytuacji. Czuła nieomal w kościach, że zagrożony nie był już tylko Sinhardin, ale też wszyscy inni. Dopóki te wilki stąpały po ziemi i łaknęły krwi, nikt nie był bezpieczny.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron