Kryjówka świetlików

#21
Kanda podążała tuż obok siostry, sama zatrzymując się co chwilę, by powąchać jakiegoś kwiatka, kawałek mszaka, źdźbło trawy, patyka, ślimaka... TYLE CIEKAWYCH RZECZY! Rozglądała się też co jakiś czas, podziwiając okolicę i sprawdzając, czy nie zgubiła gdzieś siostry.
Aż siostra zaczęła się tarzać. Kanda szczeknęła wesoło do Vendetty, podskoczyła w miejscu, zaczęła machać ogonem i biegać prawie-wokoło wokół mokrego miejsca, w którym siostra się tarzała. Aż i sama Sondane przycupnęła na chwilkę, zniżyła się ku ziemi - i odbiła szybko, wskakując w błoto. Położyła się i obróciła parę razy. To było... odświeżające!
Biała wilczyca wygramoliła się w końcu z błota i również otrzepała. Spojrzała kontrolnie na Vendettę w pobliżu, po czym odbiegła gdzieś po jakiś patyk - z którym przyszła w pysku. Pokazanie się tak znaczyło więcej niż wszystkie słowa. Dość wędrówki. Może czas trochę odpocząć... aktywnie odpocząć? Patyki? Bieganie? Ktoś coś? Siostro?

Kryjówka świetlików

#22
Popielata przedzierała się przez gęstą roślinność i podmokłą, wciągającą bezlitośnie łapy glebę. Nie dało się ukryć, że znalazła się na jakichś mokradłach. Jej zmęczone długą wędrówką łapy przyniosły ją aż tutaj, w poszukiwaniu jakiegoś miejsca dla siebie. Długo była sama, na tyle długo, że samotność przestała jej przeszkadzać i stała się jej codziennym towarzyszem, do wtóru z ciszą i brakiem własnego głosu. Nie lubiła go słuchać, nie był ani dobry, ani piękny. Nie był też do końca jej, choć tułała się z nim już całe lata. Dalej chciałaby mieć swój dawny głos, ale to tylko marzenie ściętej głowy.
Ze skupienia wyrwały ją odgłosy szczekania. Blizny na szyi napięły się, kiedy Elyria rozejrzała się naokoło, starając się dostrzec źródło dźwięków, które przerwały wszechobecną ciszę i szum liści. Popielatej zdało się, że chwilę potem dostrzegła ruch pośród krzewów, błysk białego futra, odgłosy łap.
Oczy jak bursztyny skupiły się na wyszukiwaniu wilczych sylwetek, zaś sama samica postanowiła powoli zbliżyć się do obcych. Musieli być niedaleko, więc nie powinni mieć problemu z usłyszeniem jej.

Kryjówka świetlików

#23
Gdy Kanda przyniosła patyk, Vendetta szczeknęła wesoło. Przednie łapy aż po łokcie położyła na ziemi a zadek wypięła do góry, czyli przyjęła idealną pozycje do zabawy! I ... !!!!!! !!!!!! !!!!! KTOŚ TU JEST KTOŚ TU JEST KTOŚ TU JEST!!!!!! Vendetta w mgnieniu oka poderwała się z ziemi, ba! Właściwie to nawet podskoczyła! Zastrzygła uszami, wyprostowała się i napięła mięśnie. Nagle zrobiła się niezwykle podekscytowana! KTOŚ TU JEST!!!! Przez chwile chaotycznie ruszała głową i węszyła swoim mokrym zimnym nosem. Gdy wykryła tego kogoś znów na chwile zamarła, prze chwile się przyglądając obcemu wilkowi a potem... zaczęła szczekać i merdać ogonem. Brzmiało to miej więcej tak "ŁUF!!! przerwa ŁUF!! przerwa ŁUF!! przerwa ŁUF!!". Miała donośny niski głos, który pobrzmiewał echem po okolicznym lesie. .... ..... OMG KTOŚ TU JEST!!!! WOOF!
Obrazek
Obrazek

Kryjówka świetlików

#24
Popielata aż przystanęła w miejscu widząc tak.. pełną życia i werwy reakcję obcego wilka. Nie pamiętała, kiedy u niej widok drugiego osobnika wzbudził podobną radość i emocje. Lubiła spotkania, lubiła towarzystwo, choć ostatnio podróżowała samodzielnie, niemniej jednak.. Trudno było jej zaufać, wciąż, mimo, że od.. czasu sprzed blizn minęło już wiele lat. Obrzydliwe zgrubienia na szyi będą jej wiecznie o tym przypominać, a jak zapomni o nich, zrobi to jej zmieniony na zawsze głos, chrapliwy i ledwo zrozumiały. Elyria, choć wewnątrz bardzo by chciała, nie umiała się zdobyć na odwzajemnienie tsunami radości, jakim zalała ją obca wadera. Zdobyła się jednak na żałosną namiastkę tej radości: na jej obliczu pojawił się ciepły, zachęcający do rozmowy uśmiech, mięśnie i ogon rozluźniły się, a jego koniuszek zakołysał się leciutko na boki. Nie mówiła, nie chciała mówić pierwsza.. Nie lubiła swojego głosu.

Kryjówka świetlików

#25
Vendetta zerkneła na siostre, pewnie Kanda za chwile ucieknie z piskiem czy coś. Po chwili wróciła do obserwacji obcego wilka. Nie atakuje! Nie warczy! Czyli jest dobra! Powoli podeszła do popielatego wilka wyciągając w jej stronę łeb i cały czas niuchając. Wilk! tak to wilk! Nawet wadera! Ojej! ojej! OBCA WADERA! Od pełni widziała tylko siostrę i jej białe futro. I oh! Oh! Wilk coś zrobił! ....
-Graułłł? - wydała z siebie dźwięk podobny do zdziwionego owczarka niemieckiego i przekrzywiła łeb w bok. Nie rozumiała tego co wadera zrobiła. Czy chciała pokazać kły? Chciała warknąć? Co to było? Vendetta nie rozumie! Szczęśliwe ps... ekhm wilki machają ogonami! Wszyscy w jej rodzinie machali ogonami! Nikt nie ruszał pyskiem! Kto to??? Kto to???
Vendetta wyprostowała się i otworzyła pysk, po czym zaczęła ziajać. Nie lubi gdy nie rozumie! Gdy nie rozumie czuje się nie pewnie. A tylu rzeczy nie rozumie! No nic! Zamknęła pysk i wróciła do poznawania samicy. Była chora? Była słaba? Miała rany! uh nie. To blizny! Musiała walczyć!
Vendetta bardzo lubi walczyć, wszelkie walki są całkiem zabawne, o ile nie są na poważnie. Ta samica musiała walczyć na poważnie i to bardzo, miała blizny na gardle, a tam się atakuje by zabić. I była jakaś... smutna? Dziwny ruch pyska, nawet nie zachowywała się nieufnie. Vendetcie aż się zrobiło trochę smutno.
- Łałułłr? - znów wydała z siebie dźwięk podobny do owczarka niemieckiego. Ostrożnie i powoli podeszła do niej cały czas niuchając. Podeszła bliżej jej zadka by go obwąchać. To takie standardowe psie przywitanie! umm... wilcze znaczy się...
Obrazek
Obrazek

Kryjówka świetlików

#26
Kanda zamarła, gdy tylko ujrzała obcego przybysza. Stała tak przez dłuższy czas. Uciekać? Witać się? Czekać? Przełamała się do pierwszego ruchu dopiero, gdy Vendetta podeszła się zapoznać z wil...czycą?
I Kanda podeszła. Na lekko ugiętych łapach, jakby się kłoniła, z podkulonym ogonem. Podeszła dość blisko, nie tak blisko jak siostra co prawda, ale jednak.
Ukłoniła się jeszcze bardziej wilczycy na powitanie, łapiąc zapach obcej z powietrza. Po czym spojrzała pytająco na Vendettę - jakby mówiąc "wszystko w porządku?? co o niej sądzisz??"

Kryjówka świetlików

#27
Popielata zastrzygła uszami ukazując zainteresowanie dwoma wilkami. Pozwoliła rudej na obwąchanie swoich tyłów, dobrze znając rytuały jakie towarzyszyły zapoznawaniu się wilków, tych przynajmniej, które wciąż trzymały się starych praktyk i nie odchodziły od nich. Nie wszystkie to kultywowały, a samej Elyrii było obojętnie, czy spotka kogoś zakorzenionego w tradycji, czy zakochanego w bardziej uproszczonym podejściu do życia.
Nie odwzajemniła jednak gestu jednej z samic, wolała stać przodem do nich, mieć baczenie na to, co dzieje się przed nią i wokół niej, nie skupiać się na rzeczach mniej ważnych. Zapach samic był jasno wyczuwalny w powietrzu wokół, poruszyła nosem kilka razy zapamiętując ich woń, aby w razie czego rozpoznać je w przyszłości, jednocześnie przypatrując się ich wyglądowi. O ile biała wyglądała na taką o dość popularnym umaszczeniu to ruda miała kilka oznaczeń jakie nadawały jej szacie oryginalności i niepowtarzalności, które pomogą Elyrii rozpoznać ją później nawet i z daleka.
Do głowy przyszło jej jednak, że mogą mieć problem z porozumieniem się. Ruda wydawała się mówić w dialekcie, którego Elyria nie była w stanie na pierwszy rzut oka przyporządkować do kogokolwiek, kogo by w przeszłości nie spotkała, przypominał jej on raczej nieartykułowane dźwięki jakie wydają wilki podczas walki. Na myśl o tym aż przeszedł ją dreszcz, przez chwilę prawie na powrót czuła kły na swojej szyi. Ale przecież to było dawno, to dawno zamknięty rozdział..
Popielata przekrzywiła głowę, ukazując zaciekawienie i zakłopotanie zarazem. Nie odzywała się, mając nadzieję, że jedna z samic w końcu przemówi we wspólnym języku pierwsza, uwalniając jej od tego nieprzyjemnego obowiązku. Elyria nie lubiła mówić, nie lubiła swojego głosu, słuchanie go przypominało jej o tym co było.

Kryjówka świetlików

#28
Popielata dalej czekała na jakąś reakcję, słowo, odpowiedź od nieznajomych, a te nie nadchodziły. Samica położyła po sobie uszy, wyraźnie zawiedziona nieudaną próbą dogadania się z waderkami. Och, tak dawno nie miała już żadnego kompana, a teraz, kiedy w końcu los przedstawił ją komuś, postawił ją na cudzej drodze aby ich ścieżki mogły się skrzyżować, zupełnie jakby tak miało być i same niebiosa zaaranżowały tą chwilę.. Nie udało się, owszem, spotkała kogoś, kogo nie znała i z kim znajomość może by była wspaniałym darem który rozjaśniłby jej szarość codziennych dni, ale na drodze stanęła jej bariera języka. Gdyby wystarczyła im sama mowa ciała, jak kiedyś, gdyby byli szczeniakami których nic nie jest w stanie w życiu zniechęcić i powstrzymać, może daliby radę się zaprzyjaźnić? A tak.. Elyria nie wiedziała co począć i jak zareagować, jakoś zainicjować rozmowę, kontakt, cokolwiek.
Popielata przymknęła smutno oczy, tłumiąc napływające do nich łzy. Jednocześnie chciała się porozumieć, ale też nie wiedziała jak. Położywszy po sobie uszy wadera odwróciła się i odeszła, posyłając jeszcze ostatnie spojrzenie młodym waderkom, jakby chcąc im przekazać, że jeśli kiedykolwiek będą chciały się poznać bliżej, wystarczy, że ją znajdą i jakoś ten kontakt zainicjują.
z.t.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron