Kryjówka świetlików

#1
Źródło: minimalexposition.blogspot.com


Głębie złowróżbnych bagien, oprócz typowo ponurych, owianych mrokiem obszarów, skrywają również tereny piękniejsze, pełne życia, niby swoiste perełki zagubione na dnie oceanu. Jedną z takich właśnie perełek jest miejsce, do którego co wieczór zewsząd tłumnie przybywają świetliki. Te drobne, lśniące owady upodobały sobie ziemie mokradeł nie tylko jako idealne żerowisko, lecz również jako rejon do rozmnażania, przez co każdej nocy zaobserwować można, jak odprawiają rytualny, podniebny taniec niczym zbłąkane gwiazdy.



Rośliny: skrzyp
Zwierzęta: mysz, nornica

Kryjówka świetlików

#2
Fuego niepewnie kuśtykał po mokradłach. Jego rany już nie krwawiły, ale mimo to miejsca w których się znajdowały bolały przeraźliwie.Było zimno, gdyż temperatura wynosiła 0°C .Wędrował sam, pełen obrażeń od kamienia, a kiszki mu marsza grały. Doskonale wiedział, że jak nie znajdzie kogokolwiek, może nawet umrzeć z głodu. Na dodatek zapach, który unosił się w powietrzu przyprawiał go o mdłości. Tuż przed nosem młodziaka przebiegła soczysta mysz. Niestety, Fuego z powodu obrażeń nie był w stanie jej złapać. Oczywiście nie poddawał się i próbował dopaść gryzonia. Starał się z całych sił, lecz poślizgnął się i nie mogąc złapać równowagi, wpadł do bagna. Jego futro, które do tej pory umazane było tylko krwią, w tej chwili cuchnęło, zaczęło się sklejać i było brązowe od błota. Fuego w swojej nowej ,,Kreacji" wyglądał komicznie. Każdy wilk, który zobaczyłby go w takim stanie, zapewne wybuchnąłby śmiechem. Wilczek ostatkiem sił wyszedł z bagna i się otrzepał, zrzucając z siebie całe błoto. Jego wygląd wrócił do normy, szkoda tylko, że zapach nadal dawał się we znaki. Wielobarwny oddalił się znacznie od bagna, usiadł na ziemi, bardzo głośno zawył i zaczął czekać, aż jakimś cudem ktoś będzie tędy przechodził i go zauważy.

Kryjówka świetlików

#3
Parł gniewnie przed siebie, zupełnie nie zważając na dźwięki, które temu towarzyszyły. Nie przejmował się łamanymi patykami, szelestem liści i przekleństwami wydobywającymi się z jego własnego pyska. Wszystkie te aspekty spłoszyłyby nawet głuchą i ślepą ofiarę, ale nie to kierowało nim w tej chwili. Aktualnie pożerała go wściekłość, gniewnie kąsając, nie dając spokoju. Uczucie, które kumulowało się, przemieniając się w niebezpieczną, tykającą bombę mogącą wybuchnąć w każdej chwili.
Przedzierał się przez zarośla, zręcznie omijając co ostrzejsze gałęzie, coby nie skaleczyć się. Dostrzegając, iż podłoże z każdym krokiem staje się coraz mniej zwarte, bardziej błotniste, warknął. Nie podobało mu się, że smarkacz zaciągnął go w nieprzyjemne strony. Łapy zanurzały się głębiej, zostając naznaczone przez obślizgłą, śmierdzącą breję. Płomień postanowił zwolnić, gdyż nie chciał wpakować się w kłopoty. Zdawał sobie sprawę, że zawędrował do niebezpiecznej części Konkordii, gdzie za każdym zakrętem mogła czyhać śmierć. Uważając na swoje własne życie, uspokoił się nieco i starał zachować zimną krew.
Niespodziewanie usłyszał przeciągłe, smętne wycie, co zmusiło rudego do lekkiego odbicia w prawo. Cały czas uważał na zdradzieckie podłoże. Dostrzegłszy migoczące odcienie brązów, kremów i czerni wśród bagiennej, szarej roślinności, zwiększył tempo. Wyłonił się z lasu tuż obok uciekiniera. - I po coś uciekał? - Zapytał zdawkowo, głosem niezwykle spokojnym i chłodnym. Srebrzyste księżyce omiotły Fuego od stóp do głów, a z pyska wydobyło się przeciągłe syknięcie. - Nie jest tak łatwo samemu, co? - Zadał kolejne pytanie, nie oczekując odpowiedzi. Ton wypowiedzi pozostawał ten sam. - W ranę wda się zakażenie, jeśli nic z nią nie zrobisz. A nic z nią nie zrobisz, bo jest na grzbiecie. - Kontynuował, a bił od niego chłód i niezadowolenie. - Już widzę, że jest brudna. Trzeba działać szybko. - Skwitował, cały czas spoglądając wprost w złociste ślepia młodzika. Czekał na przeprosiny. I prośbę. Sam z siebie nie miał zamiaru nic robić.

Kryjówka świetlików

#4
Fuego był zdziwiony. Myślał, że Płomień kompletnie zapomniał o młodziku. -Sorki - Wyszeptał z niby śmiechem. - Nie chciałem uciekać. Myślałem, że już mnie nie lubisz... - powiedział zasmucony - Wiem, że jesteś zły, ale czy mógł byś mi pomóc z tą raną? Na dodatek jestem bardzo głodny. Siedzę tutaj dosyć długo- spytał. Było mu naprawdę wstyd swojego postępowania. W jego oczach było widać szczere przeprosiny, płynące prosto z serca. Zauważalne było też, że podrostek wiedział, iż sam sobie w Konkordii nie poradzi, więc zadziwiający było, że odważył się oddalić od Płomienia. Bez niego był w zasadzie skazany na śmierć. Przynajmniej na razie. Jęknął, gdyż skręcona łapa zaczynała go coraz bardziej boleć, a strup, który zrobił się na ranie, swędzieć. Wielobarwny niepotrzebnie podrapał się, rozdrapując ranę i doprowadzając w ten sposób do ponownego krwawienia. -Wiem....Idiota ze mnie - wybełkotał do Płomienia - Najlepiej zostaw mnie tutaj, niech skonam w samotności, by nikt nie musiał na to patrzeć - Powiedział smętnie. Fuego wcale tak nie myślał i miał nadzieję, że Shevayal zostanie i się nim zaopiekuje. Był w sumie to jeszcze szczeniakiem, który w końcu chciał doznać miłości. " Brakuje ci ojca co nie? " Wybełkotało Alter Ego. - Znowu ty? - powiedział bardzo cicho. " Spokojnie, nie mam zamiaru cię dzisiaj męczyć. Weź się w garść a będzie dobrze. Możesz mi zaufać po to ma się przyjaciela. " wsparł go wewnętrzny głos. - Dzięki... - Wyszeptał młodzieniec po czym zwrócił się do Mieszańca - To co? Pomożesz mi?
Zawiał lekki wiatr. Robiło się już ciemno. Fuego był szczęśliwy, że Płomień go odnalazł. W głębi duszy wierzył w to, że rudy go nie zostawi. Wilczur świetnie czuł się przy swoim kompanie. Zastępował mu dobrego ojca, którego tak bardzo potrzebował. Miał w zasadzie to już dosyć życia w samotności, bez opieki i miłości. Pragnął odmienić swoje życie i chciał by rudy mu w tym pomógł. Naszła go myśl, by zapytać Płomienia, czy nie chciałby zostać jego opiekunem, ale wiedział, że to jeszcze nie ten moment, że jest za wcześnie i musi jeszcze trochę poczekać. A już niebawem, zada to kłopotliwe pytanie swojemu kompanowi.

Kryjówka świetlików

#5
Samiec nie przejmował się pięknem i tajemniczością miejsca, w które zaprowadził go młodzik. Nie przyglądał się z zainteresowaniem małym, migoczącym w ciemnościach żyjątkom, nie próbował nadążyć za tańcującymi wśród wysokich traw świetlikami. Nie zachwycał się niesamowitymi kształtami tworzonymi przez owady, nie fascynowały go małe, ruchome światełka. Wciąż pozostawał niewzruszony, cierpliwie (choć z wielkim trudem) oczekując na odpowiedź Fuego.
Otrzymawszy ją, z wąskiego pyska wydobyło się przeciągłe westchnięcie. Płomień w ten sposób prawdopodobnie rozładował większość gniewu, który kipiał w nim od dłuższego czasu. Nie odpowiedział na wzmiankę o lubieniu. Poruszył łbem na słowa dotyczące bycia złym i możliwością udzielenia pomocy. Tego od niego oczekiwał i nie zawiódł się. Jego nastawienie uległo zmianie, z grobowo poważnego, chłodnego i nieprzyjemnego na neutralne. Srebrniki nie obrzucały już podrostka gniewnymi, ostrymi piorunami, a napięte mięśnie rozluźniły się. Bijąca od niego lodowata aura ociepliła się.
Słysząc jednak, że wielobarwny woli skonać w samotności, ponownie przytaknął i odwróciwszy się, począł oddalać. Nie postąpił kroku, a złotooki zareagował, najwyraźniej nie chcąc pozostać sam. - Gorzej niż z waderą. - Wymruczał pod nosem, ale na tyle głośno, by towarzysz był w stanie to wychwycić. Kąciki warg mimowolnie wykrzywiły się ku górze. Przystanął, wciąż stojąc kilka kroków dalej. - Rozumiem, że to ostateczna wersja? - Powiedział nieco głośniej, po czym ponownie ruszył przed siebie, nasłuchując. Rozpoznając wśród wszędobylskich dźwięków szum rzeki, udał się w jej kierunku. Dotarłszy na miejsce, zerwał z krzaka ogromny, gruby, mocny liść, który napełnił wodą. Powoli powrócił do rannego i obmył brudną ranę. Następnie wykopał z ziemi jakieś zielsko i pogryzłszy je, wypluł utworzoną papkę na krwawiącą szramę. Rozsmarował ją. Udało mu się zatamować krwawienie. Jako wojownik znał tajniki pierwszej pomocy. Ale tylko pierwszej. - Nie ruszaj tego. I nawet nie wyobrażaj sobie ponownej kąpieli w bajorze. Już wystarczająco cuchniesz. - Wyburczał. - A łapę będziesz musiał rozchodzić. Chyba że natrafimy na jakiegoś znawcę... - Zaczął węszyć. W ciemnościach trudno było dostrzec jakiekolwiek zwierze, zwłaszcza że jedynymi występującymi tutaj posiłkami były paskudnie małe myszy i nornice. Z nosem przyklejonym do podłoża odnalazł skrytą wśród zarośli norę, po czym bezceremonialnie wyciągnął z niej kilka szkodników i ukatrupił na miejscu. Zaniósł je szczeniakowi i położył na względnie suchym podłożu. Wyprostował się. Nic więcej nie powiedział.

Kryjówka świetlików

#6
- Dzięki - Powiedział pokornie wilczur, po czym wziął się do jedzenia. Delikatnie rozrywał zwierzątka, niełapczywie połykając oderwane kawałki. Nie śpieszył się. Gdy zjadł wszystko zaczął się rozglądać po otoczeniu. On w porównaniu do Płomienia, był zachwycony małymi świetlikami, które latały wte i wewte, rozjaśniając cuchnące miejsce. Kiedy świetliki przywędrowały tuż obok nosa wielobarwnego, ten złapał je do pyska i szeroko się uśmiechnął. Świetliki zabawnie rozjaśniały kufę młodzika. Zrobił to chcąc rozbawić nowego przyjaciela. By ich przypadkiem nie połknąć, po chwili zaczął je wypluwać. Całe zdarzenie wyglądało naprawdę zabawnie i nawet sam Fuego śmiał się z siebie. Miał nadzieję, że gdy trochę się powygłupia, Shevayal przestanie być na niego zły i atmosfera przestanie być napięta. - A tak w ogóle....Gdzie jest tamten czarny wilk? Spłoszyłem go prawda? - Zapytał. Był ciekawy dlaczego nowo poznany wilk ich opuścił i czy to jego wina. Podrostek polizał skręconą łapkę i próbował na niej stanąć w oczekiwaniu na odpowiedź. Mimo wielu prób biedak nie mógł ustać na kończynie. - Może poszukajmy jakieś jamy? -Wtrącił nim Płomień mógł powiedzieć cokolwiek. Było zimno, a wilczur nie chciał marznąć. Miał nadzieję, że jakaś jama jest już w pobliżu i nie będę długo musieli stać na tym mrozie.

Kryjówka świetlików

#7
Niewysoka, drobna sylwetka mknęła bezszelestnie, niby senna mara przecinająca ten dziwny, nienaturalny krajobraz. Świetliki tańczące w gęstych ciemnościach przecinały eter, tworząc skomplikowane wzory, czemu wilczyca przyglądała się kątem oka z minimalnym zainteresowaniem. Smolista sierść falowała delikatnie w rytm kroków, nadając postaci nieco mistycznego wyglądu, dzięki czemu doskonale wręcz komponowała się z otoczeniem. Miękko sunący przed siebie cień byłby niemalże niezauważalny, gdyby nie dwoje migdałowego kształtu ślepi o tęczówkach przywodzących na myśl bliźniacze księżyce. Przeraźliwie wręcz białych, rzucających na hebanowe lico nikły, srebrzysty blask. Waderka zataczała półokręgi, zmieniając kurs wraz z wiatrem, aby nie zostać wykrytą przedwcześnie. Zbliżała się cicho, z łbem zawieszonym na wysokości barków i nieco nastroszonym futrem, jak przystało na polującego drapieżnika. Nieznacznie zwolniła dopiero, kiedy wśród bagiennej scenerii dostrzegła dwie sylwetki. Wbiła patrzałki w charakterystyczne, płomieniste kosmyki. Ostatnio widziała go jako podrostka, jednak nie było mowy o pomyłce. Odrobinę wyżej uniosła trójkątny łeb o ostrych, egzotycznych rysach, puszysty ogon zaś wygiął się sierpowato nad zadem. Nie kryjąc już swojej obecności, pewnym siebie krokiem ruszyła w kierunku rudzielca, natenczas ignorując jego towarzysza. Wyglądała dokładnie tak, jak przed laty, niby nietknięta przez mijający bezlitośnie czas. Lekkim truchtem minęła wielobarwnego, by zatrzymać się około metra przed Płomieniem.
- Witaj, Shevayalu. - Mruknęła, intensywnie świdrując basiora wzrokiem. Jakby patrzyła znacznie głębiej, poza to, co materialne. Uniesiona wysoko kita zakołysała się łagodnie, ślepia na moment przesłonił wachlarz podkręconych fantazyjnie rzęs, nim znów zaiskrzyły, wyróżniając się na tle aksamitnie czarnej sierści.
- I Ty, nieznajomy. - Bynajmniej nie mówiła teraz do szczeniaka, wciąż uparcie wpatrując się w srebrniki. Skróciła dzielący ich dystans, wykonując jeszcze kilka kroków przed siebie, nim zasiadła. Szablaste kły błysnęły, gdy Awanturniczka przywdziała na twarz leniwy półuśmiech. - Proszę, przedstaw się i powiedz, co Cię tu sprowadza.

Kryjówka świetlików

#8
-[b]Jestem Fuego i szukam miejsca na tym świecie.[/b] - Wyjaśnił czarnej wilczycy w oczekiwaniu na odpowiedź Shevayala. - Mam półtora roku i znam tutaj tylko Płomienia - dodał po krótkiej chwili. Był lekko zestresowany Spotkaniem nowego wilka, bo myślał, że Płomień go teraz zostawi. Jego wielobarwne futro delikatnie powiewało na wietrze, a uszy były postawione w sztorc. Oczy wodziły po otoczeniu, co jakiś czas zatrzymując się to na świetlikach, to na Płomieniu, to na Revirell. Miał nadzieję, że Płomień wcale go nie zostawi. A przecież mogło tak być tym bardziej, że wilczyca zna rudego. Przynajmniej tak się mu wydawało, bo w jaki inny sposób znałaby jego imię. - A ty możesz mi coś o sobie opowiedzieć? - Spytało szczenie. Nie interesowało go raczej ani imię ani wiek przybysza, tylko jej zamiary, a konkretnie czy chce zabrać mu Płomienia. Był przecież jego jedynym znajomym i bez niego nie poradził by sobie w Konkordii. Fuego zbliżył się do wilczycy i zaczął ją obwąchiwać. Nie bał się, że zostanie opieprzony o to co robi, bo zawsze mógł się wytłumaczyć tym, że jest ciekawskim szczenięciem i przeprasza za swoje zachowanie. Oczywiście nie było mu wstyd tego co robi, bo to przecież normalne w wilczym zachowaniu.

// ostatnio nie ma w ogóle weny, więc moje odp będą dosyć krótkie. Sorki.//

Kryjówka świetlików

#9
- Zniknął dopiero po twojej ucieczce. - Odburknął wyraźnie niezadowolony na wspomnienie o porzuceniu go przez wszystkich. Obserwował poczynania podrostka, ale nie śmiał się razem z nim. Nie miał humoru na żarciki, nie miał nawet ochoty skomentować lub zbesztać głupkowatych poczynań podrostka. Był znudzony. - Mam już jamę. - Odparł na zadane przez Fuego pytanie. - Ale przez twoją głupotę nie trafimy tam. Ściemniło się już tak bardzo, że pewnie przyjdzie nam przenocować w towarzystwie tego cudownie pachnącego bajora. - Wymruczał, nadając specjalnego brzmienia określeniu "cudownie pachnącego bajora".
Wyczulony nos wyłapał nieśmiało tańczącą woń, która wyraźnie odcinała się od tutejszego krajobrazu i bez wątpienia należała do innego przedstawiciela ich rasy. Było jednak za późno, by zapobiec spotkaniu, gdyż wilczyca zbyt wzięła sobie do serca pozostanie niewykrywalną. Gdy zapach podrażnił nozdrza, ta wyłaniała się już spośród zarośli. Srebrzyste oczęta błysnęły, a pysk lekko skłonił się ku dołowi w odpowiedzi na przywitanie. Szare księżyce ponownie rozświetliły się po wypowiedzeniu przez nią jego imienia.
Usłyszawszy pytanie, samiec zdziwił się nie na żarty. Dotychczasowo neutralne oblicze wykrzywiło się nieznacznie, a ślepia z zainteresowaniem wodziły po drobnej sylwetce Revirell. Taksował ją wzrokiem od stóp do czubka łba, zupełnie się z tym nie kryjąc. Wiedział, że wadera raczej się tym nie przejmie. Znał ją. Przyszywana matka Voulke, przyszywana babka Shevayala, znawczyni wszystkiego, co najokropniejsze. Wariatka. Taka jak jego persona. - Jakbym ja tu jeszcze siedział z własnej woli... - Wyburczał niezadowolony, z niewymuszoną pewnością spoglądając w podobne sobie, acz znacznie jaśniejsze soczewki. - Ty pewnie jesteś babuszką szczyla, z którym przyszło mi żyć? - Zapytał, a kąciki ciemnych warg wygięły się paskudnie ku górze. Jako jaźń zamieszkująca czaszkę Shevayala, a teraz dodatkowo dominująca, kierująca ciałem, miała wstęp do najgłębszych zakamarków umysłu mieszańca, znała wszystkie jego uczucia i wspomnienia. Nawet te, o których ten sam nie miał pojęcia. - Widzę, że czas nie odcisnął na tobie żadnego piętna. Jakiż dziwny jest ten świat, nieprawdaż? - Wymruczał z lubością, zachrypniętym głosem. - Surkh, bóg krwi. - Przedstawił się, zupełnie nie przejmując reakcją, którą mógł wywołać u wielobarwnego. Teraz rozmawiał z Kruczycą, a ona miała znacznie większe pojęcie na pewne tematy, nie mówiąc już o doświadczeniu... Bo i ona nie była sama. A może była, tylko nie zdawała sobie z tego sprawy? Płomień wyczuwał coś dziwnego w powietrzu, ale nie mógł być w stu procentach pewny pochodzenia i źródła aury. Revirell na pewno nie była związana ze swoimi demonami w taki sam sposób jak on i rudzielec. Czekał na rozwój wydarzeń, kątem oka spoglądając na wścibskiego młodzika.

Kryjówka świetlików

#10
Fuego lekko się zakłopotał i odsunął zostawiając wilkom wolną przestrzeń. Położył się nieopodal nich i bardzo dokładnie obserwował ich ruchy. "Jaka babuszka? Czyli tamto pytanie było do Płomienia? Nic tutaj nie rozumiem. Kim ona jest?" myślał młodzieniec coraz dokładniej wpatrując się w wilki. Dostrzegał wszystko, nawet najdelikatniejsze drgania podłoża. Ziemia była zimna, ale nie przeszkadzało mu to. Miał nadzieję, że już niedługo wszystko się wyjaśni. "On traktuje cię jak ścierwo..." rzekło Alter Ego "Cicho siedź!" odpowiedział w myślach. " Może i tak jest...Ale znam tylko Płomienia..." dodał. " To dlatego będziesz popychadłem?" drażnił go głos. " To nie tak Sangre...Nie rozumiesz...Daj mi już spokój i tak nie zmienisz mego postępowania..." Oczy Fuego zaszły się łzami. Doskonale wiedział, że jego towarzysz traktuje go jak szczyla, ale cóż poradzić. Nie chciał stracić znajomego, więc dawał sobą pomiatać. Myślał, że gdy pokaże Płomieniowi jaki jest odważny i niezależny, wszystko się zmieni i będą przyjaciółmi na dobre i na złe. Niestety, wszystko co robił wielobarwny, było co najmniej żałosne dla Shevayala. Choćby nie wiadomo jak się starał, miał przeczucie, że i tak nie zyska dużo w oczach kumpla. Sangre miał racje, ale wilczur brnął uparcie w swoje. Owszem, miał dosyć, ale z drugiej strony polubił rudego. Miał cichą nadzieję, że gdy trochę podrośnie i przestanie być szczeniakiem, Płomień ujrzy w nim przyjaciela. Fuego zmęczył się swoją długą wędrówką, położył uszy i powoli odpływał. Jego mięśnie powoli zaczęły się rozluźniać, serce zwolniło bicia, oddech był spokojniejszy. Wilczek nie spał od paru dni, więc nawet krótka drzemka na zregenerowanie sił mu się przyda. Jedna myśl trzymała go tylko w pół śnie: A co gdy Płomień go zostawi i odejdzie z nieznajomą?

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron