Martwe drzewa

#1
Źródło: wikipedia


Gdzieś w ponurej otchłani bagien istnieje miejsce doprawdy zatrważające. Wśród mglistych oparów skrywa się bowiem cmentarzysko drzew, które od lat leżą bezwiednie na mokrym podłożu bez choćby krzty życia. Nawet czas zdał się ulec powszechnej martwocie: wiatr tu jakby nie wieje, dźwięk jakby zamiera, światło jakby gaśnie... Jedynie wszechobecna wilgoć i smród zbutwiałego drewna pobudzają zmysły do dalszego funkcjonowania, tym samym nie pozwalając zapomnieć przechodniom o własnej egzystencji.



Rośliny: kopytnik pospolity, lulek czarny, tojad mocny
Zwierzęta: mysz, nornica

Martwe drzewa

#2
Pędziła przed siebie, cała obolała. Tępy ból pulsował w każdej części jej ciała. Powinna usiąść, odsapnąć, napić się wody. Jednak za każdym razem, gdy próbowała przerwać szaleńczy bieg i odpocząć chwilę, przypominała jej się Melodia, zdana na jej łaskę i przerażenie w oczach córki. Nie mogła, po prostu nie mogła się zatrzymać. Z zamyślenia wyrwał ją obrzydliwy smród gnijącego drewna. To miejsce pachniało śmiercią. Nie chciała tu przebywać dłużej, niż powinna. Po prostu zbierz ten lulek i tojad, opuść ten niepokojący teren i kieruj się intuicją, by znaleźć antidotum. Zaczęła krążyć i starać się przesuwać nieco drzewa (co przy jej mikrej sile było dość trudne), mając nadzieję, że znajdzie pod nimi choć jeden okaz obu potrzebnych ziół. A gdyby tak otruć Lokatt? Tą przebrzydłą sucz? Nienawidziła jej całym swoim sercem. Gdyby nie obecność tych wszystkich zasranych Cieni, dawno wyrwałaby jej dupę z nóg... czy nogi z dupy... jakkolwiek to się teraz mówi. Zdzira zniszczyła jej życie swoją fałszywą troską, emocjami skrywanymi za lodową maską. Gdyby tylko wiedziała wcześniej... gdyby tylko wiedziała, jaką wilczycą Lokatt jest naprawdę... nie dołączałaby do watahy, nie zrobiłaby córce złudnej nadziei, żyłaby dalej, utwierdzona w tym, że Keiran nie żyje. A ona... Podarowała jej rodzinę, po czym zabrała, nie pozwalając się do niej zbliżać. Niby wiedziała, że tak powinno być, że takie są konsekwencje opuszczenia stada... Ale tu dumniejsza, pewniejsza część jej jestestwa, która wykiełkowała po spotkaniu z Jeleniem nie dopuszczała tego do siebie. Gdyby ją otruła... Byłyby same plusy. Nikt by się nie domyślił. Żaden z wilków obecnych w zaroślach nie zna się na leczeniu. Mogłaby wywołać objawy podobne do stanu Melodii, zebrać zioła podobne do tych leczniczych, ale bez właściwości i podać je dla niepoznaki. A potem udawać głupią, grać przygnębioną uzdrowicielkę, zasmuconą tym, że nie udało jej się uratować chorej. Cienie bez Lokatt rozpadłyby się, a to oznaczało by, że mogłaby żyć z rodziną. Lulek i tojad był na wyciągnięcie łapy, dlaczego by nie skorzystać z tej kuszącej oferty? Na jej pysku wykwitł szeroki uśmiech, wadera wplotła zebrane zioła w futro i ruszyła przed siebie.
//z.t

Martwe drzewa

#3
Łapy czarnego samca poniosły go aż na to cmentarzysko drzew. Nie miał pojęcia, gdzie się znajdował, ale miejsce to urzekło go swoim urokiem. Krocząc przed siebie z uniesioną głową rozglądał się zainteresowany martwym otoczeniem. Między spróchniałymi pniami udało mu się dostrzec obce sobie rośliny. Podszedł do jednej kępki i pochylił się brzęcząc łańcuchem na szyi by zbadać czym jest nieznany chwast. Niestety samo patrzenie i wąchanie nie dostarczy mu odpowiedzi na pytanie to też spróbował zabrać z sobą trochę lulka, a kawałek dalej tojadu. Chciał pokazać go mieszkańcowi tej krainy, by dowiedzieć się co to. Zastanawiał się czy mieszkały tu wilki, czy może były to tereny, którymi władali ludzie. Ani jednego ani drugiego się nie obawiał. Co najwyżej go zabiją nic gorszego go nie spotka. Ostatnio widział tyle śmierci, że z własnym żywotem było mu już wszystko jedno. Nigdy nie był jakiś szczególnie religijny i bardziej wierzył we własne doświadczenia niż w jakąś wyższą siłę kierującą jego życiem. Jeśli jednak takowa istniała, widocznie na niego się uwzięła. Westchnął ponuro chcąc sobie bezskutecznie przypomnieć swoją ukochaną i dzieci, które nieświadomie zabił. Potrząsnął bolącą od rozmyślań głową, przez co jego łańcuch bardziej za chrzęszczał i ruszył dalej przeskakując ponad większymi pniami martwych drzew. Wszędzie jednak było tak samo przez co wilk zaczął kręcić się w kółko, gubiąc się w tym miejscu zamyślony. Gdy po kilku godzina bezowocnego błądzenia wśród spróchniałych kłód pysk rozdziawił mu się ze znużenia obnażając kły, postanowił zatrzymać się tu chwilę dłużej by odpocząć. Miał nadzieję, że wścieklizna nie nawiedzi tych terenów. Choroba ta przerażała go ponad wszystko na świecie, choć nie miał już nic do stracenia. Zmęczony wlazł do dziury w jednym z wyzutych z życia pniu między korzeniami i ułożył się do spania.

Martwe drzewa

#4
Wciąż pozostając rozgoryczona po niedoszłym spotkaniu z ojcem, opuściła wydmy. Włóczyła się bez większego celu, pozwoliła łapom zadecydować o swych dalszych losach. Chcąc nie chcąc nadłożyła drogi i ominęła tereny, na których znajdował się Świetlisty Gaj; prawdopodobnie podświadomie wyczuwała na nich obecność magii Jelenia i wolała nie zapuszczać się do tej części krainy. Zamiast podążania przed siebie, w linii prostej, by jak najszybciej dotrzeć do miejsca, w którym i tak miała się znaleźć, wkroczyła do prastarej puszczy, przemieszczając się wzdłuż granic zajmowanym przez wyznawców Jelenia. Ostry skręt w lewo umożliwił jej bezproblemowe wkroczenie na nieprzyjemne, acz zupełnie inne od tych, które znała tereny. Nieco wysuszone poduszeczki łap z radością wchłaniały wilgoć podłoża, które z każdym krokiem stawało się bardziej bagniste, nieco śliskie.
Wilczyca nie przejmowała się nietypowymi zapachami wypełniającymi te ziemie. Nie były one nawet dla niej drażniące, nie przyprawiały o wymioty - traktowała je jako coś nowego, ciekawego. Doświadczała znanych z opowieści i obserwacji rzeczy pierwszy raz, cieszyła się każdą z nich. Wiedziała, że nie dane jej będzie spędzić tu długich lat, więc w celu poznania wszystkiego musiała się spieszyć. Nie było czasu na zmartwienia i narzekanie.
Przedarłszy się przez rozległe bagniska, przy okazji niemiłosiernie brudząc śnieżnobiałe futro, natrafiła na cmentarzysko drzew. Zbliżyła się, dziwiąc się ogromowi tego miejsca.
Nie wyczuła obecności ukrytego wśród pni basiora.
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Martwe drzewa

#5
Testament zaczął usypiać zmęczony długotrwałą podróżą i wylanymi łzami po rozszarpanej rodzinie, które pozostawiły tylko pustą skorupę w wilku. Nie pamiętał jak ci, których kochał wyglądali i nie wiedział, że to on ich zabił, jednakże co zamknął ślepia, widział skąpaną we krwi polanę i zmasakrowane ciała członków swojego stada. To nie był pierwszy raz kiedy nie mógł zasnąć. Koszmary zaczął mieć, gdy widział jak zarzynają siebie nawzajem wilki z jednej watahy, chore na wściekliznę. Kiedy był tresowany przez ludzi złe mary przeminęły tylko dlatego, że wilk padał bez sił po męczących tresurach i treningach, a po tym przez rany zadane w walkach z innymi wilkami, które miał rozkaz wytępić z tamtych terenów. O złych chwilach zapomniał, gdy poznał swoją ukochaną, a jego szczęściu nie było końca jak doczekał się szczeniąt. Niestety wszystko zostało mu odebrane, serce mu pękło, a resztki emocji jakie w nim tkwiły uleciały wraz z przelanymi łzami.
Przewracał się z boku na bok szukając wygodnej pozycji, w której może dałby radę szybko usnąć, jednakże nic to nie dawało nie ważne jakby się wśród próchnicy zżerającej martwy pień. Podniósł się uderzając głową w sklepienie nory, że ta się rozsypała. Westchnął zmęczony i wygramolił się spomiędzy mocniejszych niż pień korzeni i otrzepał z kurzu oraz kory. Ruszył przed siebie przechodząc o włos od pyska białej wadery, której zdawał się nie zauważyć, lub najzwyczajniej w świecie ją zignorował. Zatrzymał się z pięć metrów od niej po lewej stronie i zaczął kopać sobie norę. Jeśli ciemne schronienie pod ziemią nie pomoże mu zasnąć najzwyczajniej w świecie uderzy głową w kamień, na tyle mocno by stracić przytomność. Na drzewa w tej okolicy nie miał co liczyć.

Martwe drzewa

#6
Huk, trzask i dźwięk obijającego się suchego drewna zwróciły uwagę samicy. Uszy błyskawicznie zlokalizowały źródło dźwięku, a krwiste ślepia podążyły za nimi, skupiając się na zapadającym się pniu. Zrodzona ze śmierci postanowiła nie zmieniać swego położenia, cierpliwie obserwowała gramolącego się wilczura, który przeszedł niebezpiecznie blisko jej nosa. Nie zareagowała na to w żaden sposób, jako nowo narodzona, nie wychowana w żaden sposób istota, nie miała zakodowanych w umyśle mechanizmów obronnych oraz nie odróżniała zachowania niecodziennego od normalnego. W umyśle Szkarłatnookiej pojawiło się jednak jedno pytanie - dlaczego została w pełni zignorowana? Jeszcze coś takiego nigdy się jej nie przytrafiło. Może w takim stanie do złudzenia przypominała małą brzozę?
Rozterki prędko przestały zatruwać umysł młodej. Pewnie i z niewymuszoną gracją ruszyła przed siebie, obchodząc ciemnofutrego w taki sposób, że teraz znajdowała się przed nim, niedaleko wykopywanej przez niego nory. - Ciekawe blizny! - Zachwyciła się, gdy ujrzała oblicze nieznajomego. - Czy spowodowały utratę wzroku? - Zapytała, przyglądając się różnokolorowym ślepiom.
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Martwe drzewa

#7
Kopał spokojnie przednimi łapami wygrzebując piach między tylnymi. Dość sprawnie mu szło, ponieważ miał już w dziurze schowany łeb i szyję, gdy tak drążył. Zatrzymał się, kiedy dostrzegł na poziomie wzroku parę białych łap zakończonych pazurami. Mało rozumiał co się dzieje i wolno zaczął podnosić pysk wodząc spojrzeniem w górę przednich kończyn porośniętych śnieżnobiałą szczeciną. Usiadł na krawędzi kopanej nory, wyprostowany i spojrzał w pysk wadery. Uwagę przykuły jej oczy, Jeszcze nigdy w życiu nie widział oczu koloru krwi. No oprócz sytuacji, w której obserwował jak wilki z pianą na pysku rozszarpywały z szaleństwem w przekrwionych oczach, swoich pobratymców z klanu. W pierwszym momencie się zaniepokoił myśląc, że samica jest chora i zaraz się na niego rzuci, ale nie zauważył zmniejszonych źrenic, ani piany toczonej z paszczy. Uspokoiło go to. Pierwsze słowa waderki puścił mimo uszu, jedynie burknął tylko pod nosem.
- Wracaj do mamy zamiast zaczepiać obcych, dziecino. - powiedział wracając do kopania schronienia.

Martwe drzewa

#8
- Ale ja nie mam mamy. - Odpowiedziała bez większych emocji, spokojnie przecinając śnieżną kitą powietrze. - Mam za to tatę - pozbawione wyrazu spojrzenie nabrało blasku, zaskrzyło się, może nawet odrobinę rozmarzyło? - Ale nie wiem jak do niego teraz wrócić. Nie powiedział mi. - Dokończyła, chcąc rozwiać, jej zdaniem, wszelkie wątpliwości. Szkarłatne ślepka skupiły kolejno swą uwagę na umęczonym obliczu basiora, który bardzo wyraźnie nie chciał mieć do czynienia z kimkolwiek. W żaden sposób nie zniechęciło to wadery i nie planowała zaprzestać prób nawiązania konwersacji. Miała dość suchego powietrza, wilgoć bagien stanowiła wręcz wybawienie dla wyschniętych nozdrzy, a napotkany przy okazji nieznajomy był w stanie dostarczyć jej odrobiny rozrywki. - Czyli mogę założyć, że mnie widzisz? - Podjęła urwany (a raczej zignorowany przez burego) wcześniej wątek.
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Martwe drzewa

#9
- Może cię zostawił, byś się usamodzielniła. - odparł obojętnie, skupiony na kopaniu kryjówki. Był już do połowy skryty w dziurze, jednakże wyszedł z niej, gdy z niestabilnego sklepienia zaczął się sypać piach. Obszedł norę do koła stając przy białej samicy, pochylił głowę i przykładając ją do boku wadery, przesunął ją na bok by nie stała nad tworzonym przez niego leżem. Spojrzał na nią bez emocji kiwnął głową, jakby akceptując ustawienie wilczycy względem drążonej kryjówki i wrócił do kopania.
- Nie mam problemów z oczami. - odpowiedział na jej pytanie z ciężkim westchnięciem. - A ty? - spytał. W jego mniemaniu to ona powinna mieć coś z oczami, skoro były koloru krwi. Doświadczenie go nauczyło, że jak widać krew to znaczy, że coś się stało lub ktoś jest chory.
Z głębi nory zdało się słyszeć przeciągłe ziewnięcie, zakończone pojedynczym westchnięciem towarzyszącym przy zamykaniu paszczy. W chwilę po tym ziemia się zapadła unosząc w powietrze chmurę kurzu. Przednia połowa czarnego została zasypana i było widać jak przebiera tylnymi łapami by się wydostać. Nie miał z tym problemu i szybko wyciągnął łeb z piachu, zmieniając przy tym kolor części futra na brązowy pokryty pyłem. Usiadł bezradny i patrzył przez chwilę na zawaloną dziurę starając się zrozumieć jak to się stało. Westchnął ciężko i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu lepszego schronienia, wątpił by na tych terenach udało mu się coś znaleźć. Od kilku dni nie spał i był wyczerpany, ale za każdym razem jak chciał odpocząć widział zmasakrowane ciała pobratymców. Spojrzał na młodszą od siebie, a po tym wstał starając się zorientować, w którą stronę powinien pójść, by dojść na lepsze tereny. W jego oczach nie było, ani krzty życia i gdyby nie to, że oddychał, ruszał się, a jego serce biło, pewnie niewiele by się różnił od martwego wilka.

Martwe drzewa

#10
- Hm... - Zamyśliła się, gdy Testament się odezwał. Nie trwało to jednak długo, gdyż jasno zarysowanych, niezmiennych przekonań, poglądów, które były twardo wryte w psychikę młodej, nie dało się w żaden sposób zmienić. - Zanim się tu pojawiłam dawał mi wszystko, czego tylko zapragnęłam. - Skwitowała, przyglądając się nieznajomemu. Pomimo iż był od niej zdecydowanie większy i bardziej umięśniony, nie uważała go za zagrożenie. Nie wpływał na to również fakt, iż znajdował się w nie najlepszym nastroju, a ona, jako niezbyt wychowana oraz ułożona panna, swoim zachowaniem mogła go rozzłościć.
Gdy ten podszedł i bez żadnego proszę lub przepraszam przesunął, nie przejęła się tym. Nie uznała tego zachowania za nienormalne i niedopuszczalne - gdyby była na miejscu burego, sama postąpiłaby podobnie. Bezpośredniość wilka odpowiadała jej. - Ja też nie mam. - Udzieliła odpowiedzi na pytanie, delikatnie marszcząc nos. - Mam tylko taki problem, że żeby zobaczyć coś z bliska, muszę do tego podejść. Wcześniej widziałam wszystko z góry. - Podjęła ponownie.
Zamilkła, obserwując poczynania czarnego. Pozwoliła mu w spokoju skryć się, odsapnąć i wygrzebać się po zawaleniu "dachu". Gdy Testament począł się rozglądać, zagadnęła. - Po co ci była ta dziura?
Postać stworzona na potrzeby eventu "Zrodzona ze śmierci" ֍ Rośnie niesamowicie szybko ֍ Potrafi panować nad żmijami oblegającymi Wydmy

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron