Podmokła polana

#31
Zive- unik ataku sarny
wynik rzutu: 2 - porażka
Zive przyjmuje na siebie 9 obrażeń

Atak Zive na sarnę - użycie umiejętności "poświęcenie"
Zive zadaje sarnie 20 obrażeń
Zive przyjmuje 10 obrażeń


Atak Fyre na sarnę
wynik rzutu: 10 - powodzenie
Sarna przyjmuje na siebie 10 obrażeń + krwawienie 2pż/turę

Stan po II turze:
Zive: 81pż 75e
Fyre: 100pż 100e
Sarna: 0pż - martwa


Sarna nie miała żadnych szans wobec miażdżącego ataku skierowanego ku niej przez Zive. Mimo, że wilk sam zranił siebie aby dobić roślinożercę, nie miało to już większego znaczenia dla przebiegu potyczki.

Podmokła polana

#32
Ziverrenaith dosięgnęła krtani ofiary i powaliła ją, boleśnie uderzając bokiem o ziemię, znów jęknęła głucho. Jeszcze chwilę zaciskała szczęki, czując jak miażdżone chrzęści krtani poddają się jej zębom, a z sarny uchodzi ostatnie tchnienie. Powoli podniosła się i szarpnęła trójkątnym łbem, wyrywając ten fragment szyi który chwyciła zadając śmierć. Przeżuwała powoli, przełykając gęstą krew i tkanki, uspokajając szalejące emocje i sycąc się satysfakcją. Wyrwała kolejny kawał mięsa, starając się przestać lekko drżeć, cały czas gotowa do kolejnego ataku bądź uniku. Po chwili przeciągnęła językiem po ranach, całkowicie bez sensu z resztą, rozmazując posokę sarny na rdzawym futrze. Z wyszczerzonymi kłami, dysząc, wyglądała wyjątkowo makabrycznie, barwa krwi komponowała się urokliwie z rudą sierścią niewysokiej wadery.
- Nieźle, staruszku. - zaszeleściła wesoło, ogrzewając blaskiem bliźniaczych słońc starego towarzysza. Była zadowolona z faktu że zdecydowała się polować z nim u boku, pościg i cała walka trwałaby zapewne dużo dłużej gdyby nie jego pomoc. Po posiłku ułożyła się na glebie i z westchnieniem zmrużyła złociste ślepia, pozwalając sobie na chwilę odetchnienia. Teraz pozostało tylko odpocząć, zregenerować siły i może znaleźć kogoś wartego powyrywania kłaków. Och, chętnie by powalczyła.

Podmokła polana

#33
Fyre gdy tylko zobaczył, że sarna już nie żyje odsunął się nieco na bok i położył się na trawie głośno dysząc. Podwinął łapy pod brzuch przez chwilę obserwując Zivę- widać było, że mimo zakrwawionego futra jest tylko lekko poturbowana, więc nie zawracał jej głowy. Zresztą i tak na razie był zmęczony i musiał chwilę odpocząć żeby w ogóle się odezwać i w końcu zacząć jeść.
- I tak miałem niewielki wkład w całe to polowanie, jednak miło, że ktoś to docenia.- odpowiedział Zivie po czym w końcu się podniósł i podszedł do zdobyczy. Nie chciało mu się już mocować z jej sierścią więc zajął się jej niemal rozprutym brzuchem. Basior nie spieszył się z jedzeniem i nie pożerał na raz wielkich kawałów mięsa- można powiedzieć, że niemalże skubał zdobycz, jednak był w tym bardzo dokładny i starannie oczyścił sporą połać boku zwierzęcia z wszystkiego co było jadalne. W ten sposób nie dość, że obydwa wilki się nasyciły, to pożywienia zostało na nawet jeszcze kilka dni.
Po skończonym posiłku basior legł w najbliższym cieniu i począł czyścić futro z krwi, kurzu i ziemi która przylepiła się podczas polowania, jednak nie szło mu to zbyt dobrze, więc zostawił to zajęcie w spokoju.
команда России
(∩ ͡° ͜ʖ ͡°)⊃━☆

Podmokła polana

#34
Uśmiechnęła się z pewnym rozbawieniem na słowa samca, jeszcze chwilę ogrzewała go bliźniaczymi słońcami, aż zaszły za kurtyny powiek. Hebanowe, finezyjnie podwinięte rzęsy splotły się mocno w uścisku, niby smugi zapadającej nocy na niegdyś słonecznym niebie. Odetchnęła głębiej, dając znak starszemu basiorowi iż zasypia, uznając że przecież sen miała czujny i raczej nikt jej tutaj nie zaatakuje. Tylko poruszające się wciąż małe, trójkątne uszy o zaokrąglonych końcach dawały światu znak, że Ziverrenaith ciągle czuwa.
- Jasne. - mruknęła jeszcze nieomal przez sen, ukrywając wąski pysk pod pokrytym nieco dłuższą, twardą sierścią ogonem. Oddała się objęciom Morfeusza, uczucie sytości i wyczerpanie po długotrwałej wędrówce i polowaniu dało się we znaki. Zasypianie zdało się teraz Pożodze wyjątkowo cudną, pożądaną czynnością, nawet takie demony jak ona musiały kiedyś wypoczywać. Oddychała spokojnie i śniła bez snów, głębokim, regenerującym siły snem.
(brakweny)

Podmokła polana

#35
Cóż, basior wyróżniał się dużą ilością cierpliwości, ale i ona musiała się kiedyś skończyć. Rozumiał, że Yoake potrzebuje się porządnie namyślić, w końcu taka decyzja nie powinna przychodzić zbyt prędko. Miał jednak pod swoją opieką nerwową waderę, burczało mu w brzuchu i nie ukrywał, że z chęcią by się zdrzemnął. Nie zamierzał czekać wieczność na odpowiedź wadery, poza tym Elyria zaczynała się coraz bardziej denerwować.
- Tak, już idziemy. Też przydałby mi się wypoczynek - mruknął uspokajająco, uśmiechając się delikatnie.
Co powinien zrobić? Iść czy zostać? Z jednej strony chciałby mieć Yoake przy sobie, z drugiej - to Popielata była jego priorytetem.
- Widzę, że musisz się dobrze zastanowić. Rozumiem. Na nas już czas, ale gdybyś jednak zdecydowała się na nasze towarzystwo, z pewnością nas znajdziesz - powiedział wreszcie przepraszająco.
Czuł się podle. Zostawiał tą bezbronną waderę samą, ale cóż innego miał uczynić? Nie zdecyduje przecież za nią, a popędzanie było wyjątkowo mało szarmanckie. To wyjście z sytuacji wydawało się być całkiem dobrym, a przynajmniej jednym z mniej durnych. Już otwierał usta, by poinformować Elyrię o kolejnym celu podróży, kiedy na polanę wpadły dwa wilki. Zmarszczył nos i ustawił się w pozycji defensywnej, zasłaniając Popielatą. Na szczęście obcy zignorowali ich zupełnie, nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem. Odpowiadało mu to. Był raczej bezkonfliktowy, poza tym miałby dosyć marne szanse, gdyby nieznajomi chcieli zaatakować. Skinął głową na pożegnanie, mrugnął porozumiewawczo do Elyrii, obrócił się i dyskretnie ruszył w głąb lasu, pilnując, by wadera trzymała się dość blisko niego. Dopiero gdy nieco się oddalili, a okolica zdawała się być już wolna od potencjalnych agresorów, mógł opowiedzieć, gdzie teraz się udają.
- Nie przejmuj się tamtymi dwoma. Ani tymi, co polowali, ani tymi, co siedzieli po krzakach. Ci pierwsi raczej nie zamierzali wchodzić z nami w jakąkolwiek interakcje, ci drudzy to tylko niegroźne wadery, które z pewnością nic nie chciały nam zrobić. Jesteś ze mną, więc dopilnuję, by nikt ci nie zagroził. Idziemy teraz w kierunku wierzbowego zagajnika, gdzie przyszło mi się już zatrzymać. Jest tam piękna wierzba, idealna żeby pod nią wypocząć. To miejsce jest dość dobrze ukryte, więc nie powinno być już żadnych incydentów. Odpoczniemy, posilimy się i ruszymy dalej. Do domu - wyjaśnił, torując drogę przez zarośla swym olbrzymim cielskiem.
//z.t + Elyria > Rozłożysta Wierzba
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron