Podmokła polana

#1
Źródło: SandJLikins


Jedno z niewielu miejsc w obrębie zalanego wodami trzęsawiska, gdzie gleba nie jest rozmiękła i błotnista. Polana ta jest raczej jak olbrzymia gąbka, dzięki splątanym w ziemi korzeniom licznych traw, które stworzyły na tyle silną plątaninę, aby ją usztywnić. Roślinność jest tu różnorodna, co przyciąga tu liczną zwierzynę. Nierzadkim widokiem są tu stada saren i perlic, żywiących się tym, co znajdą przy powierzchni ziemi. Od czasu do czasu powierzchnię polany urozmaicają niewielkie bajorka pełne wodnych trzcin i żabiego skrzeku. W odróżnieniu od wielu innych partii trzęsawiska, promienie słoneczne są tu częstym gościem.



Rośliny: krwawnik, nagietek, skrzyp
Zwierzęta: sarna, perlica

Podmokła polana

#2
Yoake wkroczyła na polanę powolnym i dość eleganckim krokiem. Nie zwracała uwagi na to, jak się porusza, ale mimowolnie za każdym razem unosiła lekko przednią prawą łapę. Była zbyt zamyślona i zmęczona, aby zastanowić się, gdzie jest i co właściwie tu robi. Jednakże, gdy tylko postawiła łapę na polanie, wyczuła, że gdzieś niedaleko, a może i daleko, znajdują się inne wilki. Takie przeczucie, ot co. Zatrzymała się i nastawiła uszy, jakoby coś zobaczyła. Jej sierść delikatnie nastroszyła się, a sama wilczyca odeszła tylko parę kroków dalej, po czym klapnęła na ziemię. Ziewnęła, lecz nie chciała spać. W tamtym momencie chciała tylko dać chwilę łapom, które zostały 'wykończone' przez niedawną wędrówkę.
Kogo ona wtedy spotkała? A, tak. Nikogo. Wadera zmrużyła oczy i poczęła zastanawiać się, czy dobrze robi, świadomie wystawiając się na atak innych wilków. Przecież od dawna nie rozmawiała z żadnym ze swoich pobratymców... a gdzie teraz była? No właśnie, trafiła do nieznanej jej krainy, jak na razie wyglądającej na niezamieszkałą. No, ale przeczucie mówiło samo za siebie - na pewno nie jest jedynym wilkiem. Wraz z tą myślą, pojawił się kolejny cień wątpliwości, czy przypadkiem nie wkroczyła na tereny wrogiej watahy i czy przypadkiem nie zostanie zaatakowana. Zawsze przecież można wytłumaczyć, jak się tam znalazła... Choć, jak wiele mogło się zmienić od ostatniego spotkania z jakimkolwiek wilkiem? Minął ponad rok od samotnej wędrówki Yoake i wadera nie wiedziała, czy jest gotowa na rozmowę z kimś innym.
Wilczyca postanowiła, iż nie będzie się tym zamartwiać, dopóki dopóty nikt nie wejdzie na polanę i nie zaszczyci jej swą obecnością.
Oh my God
Please help me
Neck deep in the river
Screamin' for relief.

He says "It's mine to give
But it's yours to choose
You gonna sink or swim
You gonna learn the truth"


Rezerwuję |jeśli można| tego wilka z albumu Dennisa Matheson'a

Podmokła polana

#3
Z miejsca na miejsce, z miejsca na miejsce. Nie żebym nie był przyzwyczajony do ciągłej tułaczki - zdążyłem nie tylko przywyknąć, ale nawet polubić te wędrówki... Mimo wszystko te bagna zaczynały mnie już irytować. Nie przeszkadzało mi błoto ani smród trzęsawiska, tylko dziwna atmosfera, coś, co sprawiało, że czułem się cały czas nieswojo.
Z ulgą powitałem więc widok, jaki stanowiła polana: grząskie bagno zmieniało się w twarde podłoże, na którym zieleniła się trawa. To była miła odmiana po tych sraczkowatych kolorach... Wszystko oprócz polany zdawało się gnić. Byłem pewien, że przesiąkłem już tym smrodem do szpiku kości.
Oczywiście, to byłoby zbyt piękne, gdybym był tutaj sam i mógł wreszcie odpocząć. Wszedłem na polanę, czując już z daleka zapach innego wilka. Z przyzwyczajenia nastawiłem się na walkę, tak było bezpieczniej... Ale obcy okazał się suką.
- Ej, samico! - zawołałem kpiąco, chcąc uprzedzić ją o mojej obecności. - Zabijesz mnie, jak podejdę się napić?
Przefiltrowana przez rośliny woda była jedyną rzeczą, o jakiej teraz marzyłem. Byłbym gotów sam zabić tę waderę... ale na razie nie widziałem takiej potrzeby.

Podmokła polana

#4
Cóż, trzęsawiska nie wydawały się idealnym miejscem na założenie watahy... ale wody było tu w bród. Niestety, problemem było to, że mimo jej mnogości, cieczy zdatnej do picia było jak na lekarstwo. Przeważała brudna błotna breja, a on nie zamierzał proponować takiego czegoś Elyrii. W końcu jednak trafili na całkiem przyjemną polankę. Nie było tu szaroburo, nie dało się tu odczuć depresyjnej atmosfery bagien. Dobre miejsce na mały postój. Był tak mocno skupiony na poszukiwaniu wody, że nie wyczuł woni obcych wilków odpowiednio wcześnie. No cóż, trudno. Potknięcia zdarzają się każdemu. Wkroczył na polanę dumnym krokiem, nie kryjąc się ze swoją obecnością. Chciał przede wszystkim zakryć Elyrię, zatuszować jej woń. Miał nadzieję, że potencjalni agresorzy jej nie zauważą. Ze stoickim spokojem zaczął zbierać skrzyp i wplątywać go w futro, gdy nagle słowa obcego całkowicie wytraciły go z równowagi. Zażenowany i podirytowany zachowaniem samca prychnął głośno i zmarszczył nos. Nie znosił chamstwa i drobnomieszczaństwa, a szczególnie takich buców jak nieznajomy. Sinh szczycił się opanowaniem, ale w sytuacjach takich jak ta, w której gbur ubliża płci pięknej, mówiąc do niej per "samica" nie umiał nie reagować.
- Ej, ty tam! Słuchaj mnie uważnie! Prędzej ja zabiję ciebie za takie chamskie odzywki do wader! Co to ma być, matka cię w domu nie wychowała? - najeżył się i warknął głucho, zasłaniając Elyrię własną piersią. Niech no tylko ten nieokrzesany dupek spróbuje zrobić coś jej lub tej nieznajomej!
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Podmokła polana

#5
Elyria podążała spokojnie za Sinhardinem, pozwalając mu wybrać kierunek wędrówki. Dała się prowadzić, czując się bezpiecznie w towarzystwie białego basiora. Wilk wydawał się osobnikiem usposobionym łagodnie, był uprzejmy, opiekuńczy, co bardzo podnosiło popielatą na duchu i dodawało otuchy. Zwykle spięta, pozwoliła sobie na odrobinę rozluźnienia. Obserwowała z zaciekawieniem otoczenie.
Po jakimś czasie do woni wilgoci, trawy i roślinności dołączył znajomy zapach - wilcza woń, zdradzająca obecność kogoś nieznajomego w okolicy. Wiedza ta sprawiła, że Elyria znowu poczuła się spięta jak w potrzasku, niepewna tego, co nadejdzie za chwilę. Co gorsza czuła zapach więcej niż jednego czworonoga. Ogarnęły ją wątpliwości czy aby na pewno powinni podążać w tym kierunku. Może lepiej skierować się gdzie indziej?
- Może zostawmy ich, kimkolwiek są.. - wyszeptała cicho, być może na tyle, aby drugi wilk jej nie dosłyszał.
Kilka chwil potem usłyszała jak Sinhardin rozwiewa wizję, jaką przed nią wcześniej roztoczył - a może to ona sama wmówiła sobie taki sposób jego postrzegania? Wyglądało na to, że Sinh planował rzucić wyzwanie obcemu, aby ochronić honor innej wilczycy, honor, którego według niej nikt nie nadszarpnął.
- Daj spokój.. To z pewnością nie było złośliwie.. Poza tym, ona chyba się z tego powodu nie obruszyła - jej głos był cichy, bardziej jak syk niż zwykła mowa. Tak częstokroć było jej wygodniej, ukrywać prawdziwą, zszarganą kalectwem barwę głosu pod woalem szeptu.
Spoglądała niespokojnie to na obcą to na samca, który według Sinhardina popełnił karygodny grzech. Bała się, nie chciała widzieć przepychanek, a już na pewno nie walki albo rozlewu krwi. Myśl o tym wręcz ją przerażała.

Podmokła polana

#6
Natychmiastowo wstała, gdy ujrzała oraz usłyszała nadchodzącego wilka. Została nazwana samicą... Uśmiechnęła się ironicznie, nie bojąc się przybysza. Może i był w stanie ją zabić, jednak, po cóż miałby zabijać ją bez zupełnego powodu? Spojrzała na niego beznamiętnie, w jej oczach widniał istny spokój, jak i obojętność. Zbierała się na odpowiedź, gdy nagle wtrącił się pewien biały basior, natomiast za nim podążyła pewna wadera. Yoake naprawdę nie lubiła, gdy ktoś jej pomagał. Zawsze starała sobie radzić sama. Zlustrowała trzech obcych uważnie wzrokiem, chłodno mierząc każdego z nich wzrokiem. Skinęła lekko głową w podziękowaniu basiorowi, który ją obronił, choć była pewna, że może poradzić sobie sama. Ale czy poradziłaby sobie? Nie posiadała ni to charyzmy, ni to pewności siebie, a w dodatku przy rozmowie często odbierało jej głos. Nawet, jeśli nie bała się samego wilka, bała się rozmowy z nim. Czyż to nie zabawne? Tym razem jednak westchnęła, czując, że powinna coś z tym zrobić.
- Dlaczegóż to miałabym cię zabijać? Ponieważ chcesz napić się wody? - rzekła troszkę ironicznie, uważnie patrząc obcemu w ślepia.
- Nie martw się, nie uraziło mnie to ani trochę - zwróciła się do białego, starając się zapewnić, że wszystko w porządku. Nie chciała niepotrzebnych krwawych walk. Te trzy zdania, które dopiero co wypowiedziała naprawdę trudno przeszły jej przez gardło - co prawdopodobnie było winą charakteru, jak i zbyt długiej izolacji od innych pobratymców. Ujrzała niepokój w oczach obcej wadery. Ona nie niepokoiła się, jednak nie zmieniało to faktu, iż nie zamierzała patrzeć, jak jeden z samców walczy tylko po to, żeby ją obronić. Zachowała swój stoicki spokój i oziębłość, czekając na dalsze wydarzenia.
Oh my God
Please help me
Neck deep in the river
Screamin' for relief.

He says "It's mine to give
But it's yours to choose
You gonna sink or swim
You gonna learn the truth"


Rezerwuję |jeśli można| tego wilka z albumu Dennisa Matheson'a

Podmokła polana

#7
Ech... kompletne skretynienie obecnych na polanie wilków nastawiło mnie do nich jeszcze bardziej negatywnie.
- Nie, nie wychowała - wyszczerzyłem kły w ponurym uśmiechu, podchodząc bliżej. Miałem ich wszystkich gdzieś. Niepotrzebne mi było towarzystwo... chciałem się tylko napić. Zwróciłem się do wadery, która odpowiedziała na moje poprzednie pytanie. Pewnie o mało się nie zesrała z samozadowolenia, że tak mi ironicznie pojechała. - A tobie, mordko, sarkazm chyba obcy, co?
Czego ja wymagam? Inteligencji? Dobre sobie, Jergen. Chyba doszczętnie cię pokurwiło z tego smrodu.
Druga, ta szara, najwyraźniej znała swoje miejsce. Rozbawiło mnie, że próbuje udobruchać białego basiora. W dzisiejszych czasach wszystkim się wydawało, że są pępkiem świata. Czy ten wilczek gotów był zginąć za jakąś pierdołę? Za jedną, żartobliwie rzuconą, uwagę?
- Taki honorowy jesteś czy taki durny? - zapytałem, kiedy w końcu ugasiłem pragnienie. Musiałem w tym celu podejść jeszcze bliżej brązowawej wadery... ale to też miałem gdzieś. Raczej nie stanowiła zagrożenia. Pewnie była też głupia. W zasadzie nie miałem ochoty z nimi rozmawiać, słowa jakoś same wyskoczyły z moich ust... Możliwe, że brakowało mi towarzystwa przez ostatnie miesiące, ale, do cholery, nie miałem przecież zamiaru zadowolić się byle czym.

Podmokła polana

#8
Mimo nagłej reakcji, nie utracił zdolności logicznego myślenia. Zaczął intensywnie rozważać wszystkie możliwe rozwiązania i ich skutki, starając się wybrać najlepszą możliwą opcję. Najpierw wypadałoby jednak uspokoić Elyrię. Nie chciał, by się bała.
- Spokojnie, mam wszystko pod kontrolą. Nie dopuszczę do rozlewu krwi, nie martw się. Zaplanowałem to dokładnie - wyjaśnił łagodnie, mówiąc tak cicho, by tylko wadera go usłyszała.
Obrócił się potem w stronę drugiej wilczycy, całkowicie ignorując szczeniackie zaczepki basiora. Uśmiechnął się do niej, słysząc jej słowa i lekko przytaknął. W głębi duszy odetchnął głęboko. Miał szczęście, to nie była jedna z tych nawiedzonych, nieżalnych wader. To dobrze.
Uważnie obserwował ruchy basiora spod przymrużonych oczu, gotowy zareagować w każdej chwili. Na razie Sinh nie zachowywał się agresywnie, nastroszył jedynie futro, by dodać sobie jeszcze trochę wzrostu. Nie chciał atakować pierwszy, ba, nie chciał atakować wcale, choć w razie czego był na to gotowy. Po prostu obserwował, darząc nieznajomego chłodnym spojrzeniem. Nie zamierzał dać się sprowokować.
- Szukasz na siłę zaczepki, racja? Chcesz się pobić, ale musisz mieć jakiś powód, czyż nie? Przykro mi, ale trafiłeś pod zły adres. Oprócz bycia honorowym, nie głupim, jestem także oazą spokoju. Nie będę z tobą walczyć, więc daruj już sobie. I skończ te szczeniackie zagrywki - powiedział wreszcie.
Wydawał się całkowicie rozluźniony, jednak w rzeczywistości był niezwykle skupiony na potencjalnej ochronie Elyrii. O siebie nie dbał.
I'm ready to go, I’m ready to go
Can't do it alone, can’t do it alone
I’m ready to run through the heat of the sun
Can’t do it alone, can't do it alone


Obrazek

theme

Podmokła polana

#9
Elyria mogła jedynie obserwować reakcję rosłego, agresywnego samca i mieć nadzieję, że ten zrezygnuje z potyczki. Nie lubiła przemocy, przerażała ją od czasu otrzymania przez nią pamiętnych obrażeń. Gdyby mogła, zamknęłaby oczy i udała, że obecna sytuacja nie ma miejsca, ale nie było w tym sensu. Sinhardin mógł niepotrzebnie wplątać się w kłopoty, a popielata nie chciała, żeby został ranny chcąc ją obronić. Na chwilę zapomniała zupełnie o obecności drugiej wadery w okolicy i przypomniała sobie o niej dopiero wtedy, kiedy ta przemówiła. Sytuacja była napięta i Elyria nie wiedziała do końca co zrobić ani jak się zachować, za wyjątkiem podświadomego wręcz wsunięcia swojego ogona między tylne łapy i skulenia swoich czujnych uszu. Może w ten sposób jej ciało chciało zniknąć z pola widzenia ewentualnych oprawców?
- Uważaj na siebie - szepnęła do Sinhardina - On może tylko szukać pretekstu, aby coś ci zrobić, zobacz tylko na niego.
Mimo zapewnień samca wcale nie czuła się zbytnio bezpiecznie w tej sytuacji. O wszystkim zadecyduje zapewne dalsza reakcja szarego wilka. Popielata miała nadzieję, że może ona wpadnie na pomysł jak uspokoić zarówno swoje własne, szalejące wewnątrz niej nerwy, jak i zebranych. Przecież było to niemal... Śmieszne? Zwykłe pytanie zamieniło się w potencjalną awanturę. Nie mogła pojąć czemu ktoś mógłby chcieć cudzej krzywdy albo wykazywać agresję tylko z takiego błahego powodu jak źle wypowiedziane słowo. Z drugiej jednak strony.. Świat pełen był tych złych. Może to kolejny z tych, których widziała wtedy, albo ktoś do nich podobny?

Podmokła polana

#10
Na pytanie basiora jedynie przewróciła oczami. Czyżby nie wyczuł ironii w jej "odpowiedzi"? Co prawda, sarkazm i ironia to dwie inne rzeczy, aczkolwiek bardzo podobne. Nie odpowiedziała na jego pytanie, jedynie odsunęła się trochę od pozostałych. Przymrużyła oczy obserwując całą tę sytuację. Naprawdę, to było całkowicie głupie nieporozumienie, które zaraz mogło, a nie musiało, zamienić się w krwawą bójkę. Wadera była prawie pewna, że cokolwiek powie, zostanie "olane" przez pozostałe dwa wilki. Westchnęła cicho. Śnieżnobiały wydawał się zachowywać spokój, aczkolwiek nawet takie słowa mogłyby... no cóż, wywołać niepotrzebną walkę, która całkowicie nie miałaby w tej chwili sensu. W tym towarzystwie nie posiadała żadnych sojuszników, przyjaciół... czy jakkolwiek inaczej ich nazwać, więc w sumie wolała na razie milczeć.
Obserwowała zachowanie basiorów uważnie, jakby czekając na jakiś nieodpowiedni ruch, który wskazywałby na to, że zaraz lepiej się odsunąć. Co prawda, nadal śmieszyła ją ta błahostka, która wywołała tę kłótnię, ale cóż, nikt czasu nie cofnie. Ona także zachowała spokój, który w tej sytuacji był bardzo przydatny.
Oh my God
Please help me
Neck deep in the river
Screamin' for relief.

He says "It's mine to give
But it's yours to choose
You gonna sink or swim
You gonna learn the truth"


Rezerwuję |jeśli można| tego wilka z albumu Dennisa Matheson'a

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron