Wąski potok

#41
Pojawił się nad brzegiem strumyka, rozglądając się uważnie, jakby w nadziei na zastanie tu jakiegoś członka watahy. Niestety, nikogo nie dostrzegł. Również ślady jego wcześniejszego polowania już zniknęły i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek ubił tu młodego jelenia.
Z niezadowoleniem stwierdził, że pozostawione tu niegdyś ślady zapachowe zdążyły już wywietrzeć. Parsknął z irytacją, po czym nie czekając ani chwili dłużej przystąpił do ich odświeżania. Krążył po okolicy, zbliżając się do każdego krzaka czy drzewa, jakie zlokalizował. Pozostawiał na nich ślady swego moczu, od czasu do czasu otarł się również bokiem o jeden z pni, by być pewnym, że wilcza woń niewątpliwie jest wyraźnie wyczuwalna.
Przerwał na chwilę, by zbliżyć się do strumyka i zaspokoić pragnienie. Zatrzymał się na najmniej stromym brzegu, zwiesiwszy łeb i zaczął chłeptać krystalicznie czystą wodę. Gdy już się napił, uniósł głowę, by rozejrzeć się wokół, lecz w końcu utkwił wzrok gdzieś w przestrzeni, rozmyślając.
Gdzie oni się podziali?
Martwił się o pozostałych. Długo nie wracali. Zbyt długo. Musiało się coś stać. Miał tylko nadzieję, że jego przyjaciółka i towarzyszka podróży wróci bezpiecznie...

Wąski potok

#42
Dłuższą chwilę siedział nieruchomo, wpatrując się w płynącą wodę, rozmyślając. Próbował sobie wszystko poukładać, znaleźć jakiekolwiek wyjaśnienie dla ostatnich wydarzeń, lecz z marnym skutkiem. Nadal niczego nie rozumiał. Nie widział żadnego logicznego wyjaśnienia zjawisk, jakich niedawno był świadkiem. Wydawało mu się, że z każdą chwilą rozumiał coraz mniej, a w głowie tylko w miarę upływu czasu narastał chaos. Do tego wszystkiego dołączały uporczywe myśli o reszcie stada, która zdecydowanie zbyt długo nie wracała. Niepokój tym wywołany wciąż powracał, niszcząc spokój złocistego samca. Starał się sam siebie przekonać, że wszystko w porządku, lecz uporczywe myśli wciąż powracały. Choć próbował nie myśleć o najgorszym, robił to mimowolnie.
Chyba po raz pierwszy od śmierci jego przybranej matki zwykły entuzjazm i radość życia samca przygasły. Nikt, kto wcześniej znał Keirana nie przypuszczałby, że byłby nawet w stanie spokojnie usiąść samotnie nad wodą i rozmyślać. Czy niedawne wydarzenia miały aż taki wpływ na złocistego? A może po prostu wreszcie dojrzewał?
Z westchnięciem wstał, by zaraz się przeciągnąć. Po czym postanowił ruszyć się z miejsca, kierując z powrotem na wyspę.
Może już wrócili... Oby...

//zt

Wąski potok

#43
Tuptała radośnie przed siebie, trzymając się blisko swojej "ochrony". Oddalanie nie wchodziło zbytnio w grę, bo to oznaczałoby, że stara ma coś do ukrycia, a ona nie mogła do tego dopuścić. Posuwała się wolno, celowo przedłużając, zatrzymując się przy każdym ciekawszym miejscu i dokładnie je obwąchując. Nie spieszyło jej się ani trochę. Jedna minuta spędzona tutaj to jedna minuta mniej w towarzystwie ździry. Powoli zaczynała żałować, że zaproponowała tą całą durną wyprawę tutaj. Niby wiedziała, że może przecież pozbierać informacje, ale... Wolała być już tam, u siebie. Poza tym Jeleń czekał na raport. Z pewnością nie wiedział, co wyprawiało się na wydmach, a zwłoka nie była zbyt wskazana. Powinna porozmawiać z nim jak najszybciej, ale nie mogła. Na pewno nie teraz, nie przy bliźniakach, nie tak blisko suki. Może i jej stado było niepoukładane, ale ona durna nie była. Chociaż... może Cienie celowo się tak zachowywały? Może to była tylko sztuczka, żeby potencjalni szpiedzy uznawali watahę za niegroźną? To było całkiem możliwe. Musiała być ostrożna. Nie mogła popadać w paranoję, ale z drugiej strony nie wypadało wierzyć od razu we wszystko. Jeśli pozostanie czujna, nic nie powinno jej się stać. To dotyczyło też Resefa. Zauważyła jego zainteresowanie, jej uwadze nie uszła i obietnica, którą złożył basior. Obietnica odnalezienia jej gdziekolwiek się znajdzie. Uśmiechnęła się tylko wtedy i kiwnęła prawie niezauważalnie głową. Z jednej strony bardzo ją to ucieszyło, ale... To mógł być podstęp. Powinna dać mu szansę, ale mówić niedopowiedzeniami i bacznie obserwować samca. Jeśli tylko wykryje jakiekolwiek poszlaki, że raportuje on Lokatt o poczynaniach znachorki... Cóż, to nie skończyłoby się zbyt dobrze dla Resa. Może i wyglądała na wątłą staruszkę, ale przecież Jeleń wypełnił ją swą mocą, stawiając nad innymi wilkami. Właśnie, powinna chyba złożyć mu jakąś ofiarę. Niedobrze jest przychodzić z pustymi łapami. Ofiarowywanie mu mięsa nie wydawało się jej dobre... pozostawały więc zioła. Dlatego też wybrała z trawy kępkę mniszka, po czym dorzuciła do tego trochę nagietka. Uznając zbiory za skończone ruszyła dalej, niezgrabnie jak wcześniej.
//z.t

Wąski potok

#44
-Zginą jak będą każdemu tak ufać.- Kune burknął, a na jego pysku malowało sie zniesmaczenie. Bycie w stadzie to też dbanie o siebie nawzajem, a nie zabawa w przytułek dla każdego kto ledwo się pojawił. Oni sami przecież mogli być zagrożeniem dla nich. Przecież co wiedzieli o nim, o Vune czy nawet Thaisis? Nic. Tylko tyle, gdzie Naerys i Melodia ich spotkały. Nic o przeszłości, ambicjach, planach. Choć z drugiej strony zbieranie dużej ilości członków dodawało siły grupie. Tylko trzeba było jeszcze się zgrać. Pogrążony w myślach szedł na równi z siostrą, nie przejmując się tym, że Staruszka na spokojnie zbierała zioła.
Vune zaś skakała często, z zainteresowaniem przyglądała się poczynaniom Ven. Interesowało ją to bardzo, zwłaszcza, ze sama niezbyt na ziołach się znała. Była wojowniczką, nie medykiem. Znała kilka ziół, z widoku i posiadała zdawkową wiedzę na ich temat. Spojrzała na brata.
-Może kiedyś się nauczą. - uśmiechnęła się krzywo.- Ale panuj nad swoim gniewem. Jeszcze trochę i byś się na niego rzucił.
-Bo jest ignorantem. Ledwo się pojawił, a już zaproponowano mu miejsce w stadzie i zaczął się przymilać. -
basior odrzekł z nieukrywaną odrazą w głosie. Jego siostra tylko westchnęła. Nie miała nic do Resefa. Ocenianie go na podstawie pierwszego spotkania nie może przeważyć nad całkowitym postrzeganiem go.
Ruszyli dalej za znachorką.

/zt.

Wąski potok

#45
Szła przed siebie pewnym, żwawym krokiem z wysoko uniesionym łbem i bursztynowymi oczyma utkwionymi w skupisku drzew nieopodal. Poruszała się lekko, z gracją, która wydawała się całkowicie niewymuszona, naturalna. Prawda była zgoła inna. Wiele z jej gestów było wyuczonych, powtarzanych tak długo i często aż weszły jej w nawyk. Stanowiły część większej całości składającej się na fałszywe oblicze, które na co dzień pokazywała światu. Twardą, zimną skorupę zamykającą w sobie coś zupełnie odmiennego.
Nie odwracała wzroku, by zerknąć na pozostałych. Słyszała, że za nią podążają, a nie miała ochoty zadawać sobie trudu, by upewnić się, iż wszyscy za nią kroczą. Choć starała się tego nie okazywać, była coraz bardziej zmęczona. Nie pamiętała, kiedy dane jej było dłużej odpocząć. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że kompletnie straciła rachubę czasu. W duchu marzyła o odpoczynku, lecz była świadoma, że jeszcze na to nie pora.
Dotarłszy na miejsce, nad brzeg szemrzącego cicho potoku, wspięła się na jeden z zalegających tu głazów i tam usiadła, czekając na resztę. Jej oblicze wciąż nie wyrażało niczego, postanowiła bowiem nie tracić czasu i energii na udawany smutek. Pożegnanie zmarłego członka stada było dla niej niemiłym obowiązkiem, który należy wypełnić, nie swoistym hołdem wobec owego wilka. W głębi serca pragnęła, by jak najszybciej to zakończyć. Im dłużej się to przeciągało, tym większą frustrację odczuwała. Tym dłużej musiała oglądać Ve'nevri włóczącą się po jej terenach.

Wąski potok

#46
Podążał za alfą w milczeniu, nieśpiesznym, spokojnym krokiem, z wyczuciem stawiając łapy wśród kępek roślinności. Dziwny, dręczący go odkąd dowiedział się o śmierci Melodii głos wreszcie ucichł, odegnany bezpowrotnie przez tę jedną, niewielką myśl, jaka pojawiła się w jego głowie jeszcze tam, na wysepce. Rozbłysła niby pierwszy promień słońca o świcie, przeganiając otaczający go do tej pory mrok. Dawała jakąś nikłą nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone. Nakreślała nowy cel w życiu.
Złocisty nigdy zbytnio nie zastanawiał się nad sensem swego istnienia, aż do teraz. Większość życia spędził szczęśliwy u boku przybranej matki, którą kochał ponad życie. Gdy umarła, po prostu ruszył przed siebie, nie mogąc dłużej wytrzymać tego uczucia pustki, jakie towarzyszyło mu od tej pory. Chciał znaleźć się jak najdalej od przeraźliwie cichej i pozbawionej życia nory do tej pory stanowiącej jego dom. Wkrótce udało mu się odrzucić smutek i na nowo ujrzał życie w jaśniejszych barwach. Zamiast się smucić, zaczął czerpać z życia. Nieprzyjemne myśli odeszły w niepamięć, zostały wyparte gdzieś na skraj świadomości, gdzie miały spoczywać po wieki. Pozostały jedynie dobre wspomnienia i przekonanie, by żyć dniem dzisiejszym, nie zastanawiając się nad przyszłością, ani też nie zadręczając przeszłością. Również początkowe pragnienie, by dowiedzieć się czegoś więcej o sobie samym, swym pochodzeniu, jak i tym okresie życia, którego z niewiadomych powodów nie pamiętał gdzieś zniknęła, rozpłynęła się.
Wszystko się zmieniło, gdy trafił do tej niezwykłej krainy i spotkał Melodię. Początkowo nie miał nawet zamiaru zabawić tu na dłużej, jednakże spotkanie zielonookiej wszystko zmieniło. Początkowo go zaciekawiła, potem wzbudziła współczucie, a w końcu połączyła ich więź, jakiej sam basior nie był w stanie dokładniej opisać. Sam nie wiedział, czy to jeszcze przyjaźń, troska, współczucie, czy już miłość. Nie był pewien. I nigdy nie dowiedział się, czy ona czuła to samo.
Tak, czy owak, obiecał ją chronić. To właśnie stało się jego celem, sensem istnienia. Zrobiłby wszystko, by nie dopuścić aby ponownie spotkała ją krzywda. Czuł, że może temu podołać i ta świadomość dodawała mu sił. Wiedział, że robi coś dobrego. Jest potrzebny.
Teraz, kiedy Melodia odeszła, co powinien zrobić? Nie mógł odejść tak, jak wtedy, gdy umarła Stokrotka. Wówczas nie wiązało się to z żadnymi konsekwencjami, a teraz sytuacja była zgoła inna. Należał do stada. Keiran jeszcze do końca nie pojmował, jak to jest, być częstą watahy, czego oczekują od niego inne wilki. Odkąd pamiętał był samotnikiem. Jednakże nietrudno było mu wywnioskować, że nie może ot tak odejść. Ve'nevri to uczyniła i teraz traktowano ją, jak intruza.
Poza tym, zdążył już poniekąd przywiązać się do tych wilków, nawet jeżeli z kilkoma z nich zdążył zamienić jedynie kilka słów. Nie mógł ot tak ich opuścić. Więc co powinien zrobić, by odciągnąć swoją uwagę od ponurych myśli?
Musiał chronić ich tak samo, jak Melodię. Zrobić wszystko, żeby nie spotkało ich nic złego. Nie dopuścić, aby ktoś ich skrzywdził. Strzec przed wrogami, pomagać słabszym. Tylko wtedy będzie mógł poczuć, że robi coś dobrego. Że jest potrzebny.
Byłaś szczęśliwa, gdy dołączyłaś do tego stada, Melodio. Będę je chronić dla ciebie.
Wreszcie dotarli na miejsce. Samiec zatrzymał się nieopodal Lokatt, siadając na ziemi w oczekiwaniu na pozostałe wilki. Pochylił się i ostrożnie ułożył obok siebie trzymaną do tej pory w pysku kępkę gałęzi, piór i kwiatów poprzetykanych wilczą sierścią, która wciąż pachniała tak bardzo znajomo.
Zerknął na szarą samicę, której oblicze pozostawało niezmiennie wyprane z emocji, a potem odwrócił łeb w drugą stronę, wypatrując pozostałych.
W złocistych ślepiach, do tej pory jakby przysłoniętych delikatną, smętną mgiełką na powrót coś nieśmiało błysnęło.

Wąski potok

#47
Kune zmarszczył nos, by powstrzymać się przed kichnięciem. Nie miał humoru, co biło od niego na kilometr. Nawet Vune czuła to podskórnie, jednak emocje były z niej niemal zawsze wyprane. Była ich rozsądkiem, zimnym głosem sumienia. Kune zaś... był temperamentny, zdawałoby się momentami, że emocje Vune zostało mu przekazane, przez co odczuwał je bardziej.
Wadera szła typowym dla siebie delikatnym krokiem, cicho stąpając. Każdy jej krok wydawał się zaplanowany, jednak była w nim nuta zmysłowości, tanecznej gracji. Spojrzała na chwilę za siebie, przystając. Nie dostrzegała Thaisis, więc skierowała brązowe tarcze oczu na brata, który szedł spokojnym krokiem, z lekko zniżonym łbem. - Gdzie nasza fiołkowooka? - zagaiła do niego, jednak ten posłał jej rozwścieczone spojrzenie. Sytuacja z Resefem dalej doprowadzała go do szału, a nie miał okazji się wyżyć.
- Pewnie zaraz dołączy. - zapewnił siostrę, choć przez chwilę poczuł ukłucie w sercu. Może powinni jej poszukać? Burknął coś cicho pod nosem, wymijając siostrę, która stała dalej wyszukując wzrokiem ich przyjaciółki. Gdzie jesteś Thai? Pomyślała, by następnie odwrócić się migiem i pognać za resztą.
Gdy dotarli na resztę, przysiedli niedaleko Keirana. Pogrzeby były przykrą tradycją, jednak wiedzieli, że zmarłym się nie przydadzą. To ma bardziej pomóc żywym pogodzić się ze stratą, a oni to szanowali.

Wąski potok

#48
Przedzieranie się przez chaszcze przyniosło pożądane skutki bo oto do nosa młodej wadery dotarła znajoma woń bliźniąt, brata oraz Lokatt. Poczuła ogromną ulgę, gdy dotarło do niej, że nie musi dłużej błąkać się w panice po okolicy. Z szybkiego marszu, przeszła do biegu, chcąc jak najszybciej znaleźć się przy swojej nowej rodzinie i upewnić się, że to już naprawdę koniec, a jej samej udało się wyjść z tego wszystkiego cało.
Podczas tej szaleńczej przeprawy przypomniała sobie nagle o powodzie z jakiego wszyscy tu przybyli, przez co zwolniła odrobinę. Co jeśli już zaczęli? Nie chciała wpaść tak ni stąd ni zowąd i zepsuć przez to ceremonię, która należała się Zapomnianej Melodii. Zwolniła więc znacząco i właśnie w ten sposób, lekko zdyszana, pokonała resztę pozostałej drogi. Idąc cały czas nasłuchiwała, spodziewając się, że dołączy już w czasie trwania jakiejś przemowy, lecz nie udało jej się dosłyszeć głosu żadnego z wilków - cokolwiek robili, robili to w całkowitej ciszy.
Beżowa nieśmiało wychyliła się z pobliskich zarośli, zatrzymując się zaraz po ich opuszczeniu, aby zorientować się w sytuacji. Ładnych kilka sekund minęło zanim zorientowała się, że jednak się nie spóźniła. A przecież wydawało jej się, że spędziła całe wieki błąkając się po tym nieszczęsnym lesie otaczającym jezioro! Czyżby jednak nie trwało to aż tak długo? Biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy, tak właśnie musiało być. Wśród obecnych nie widziała też Naerys, która wcześniej znajdowała się sporo przed nią, a więc wszystko tylko to potwierdzało.
Starając się zachować pozory tego, że nic się nie stało, usiadła obok bliźniąt. Gdyby nie ostatnie pożegnanie, które miało się zaraz odbyć, z pewnością wcisnęłaby się pomiędzy tą dwójkę, dając upust radości z ponownego spotkania, lecz wiedziała, że teraz nie wypadało tego robić.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Wąski potok

#49
Biała waderka wydawała się być ostatnią, albo jedną z ostatnich jaka pojawiła się na pogrzebie Melodii. W jej główce wciąż nie mieścił się fakt jej odejścia, a samo widmo śmierci wciąż było czymś okropnie abstrakcyjnym i wręcz okrutnym. Śmierć nie była niczym godnym ani wzniosłym jak zawsze sobie wyobrażała, tylko czymś szalenie przyziemnym, szarym, wręcz anonimowym. Odejście i fakt pozostawienia po sobie jedynie pustki i nikłych wspomnień była wręcz przerażająca, a padół, który kończył się w taki sposób zdawał się być czymś bezsensownym. Gdzie mit wielkiego wojownika ginącego w epickiej bitwie? Nic takiego zdawało się nie istnieć.
Waderka smętnie podeszła ku zebranym, oczekując na dalszy rozwój wydarzeń i rozpoczęcie ceremonii.

Wąski potok

#50
Dłuższy czas siedziała nieruchomo, wpatrując się w płynącą wartko wodę. Mogłoby się wydawać, że stanowiła część głazu, na którym siedziała. Jedynie unoszące się i opadające miarowo boki świadczyły o tym, że w rzeczywistości jest prawdziwym, żywym wilkiem, a nie jedynie szarym kamieniem o wyjątkowo osobliwym kształcie. Przez głowę samicy przebiegało milion myśli, jednakże oblicze pozostawało niezmiennie chłodne i obojętne. Nie myślała nawet o ceremonii, jaką teraz musi poprowadzić. Zamiast tego na nowo snuła kolejne plany, szukając wyjścia z niewątpliwie kłopotliwej sytuacji, w której znalazła się zarówno ona sama, jak i całe jej stado.
Nie spoglądała za siebie. Jedynie zastrzygła kilkukrotnie uszami, gdy dotarły do niej odgłosy przedzierania się przez zarośla. Nawet mimo zamyślenia zorientowała się, że Cieniom dotarcie tutaj zajęło nieco czasu. Przez chwilę zastanawiała się, co ich zatrzymało. Z drugiej jednak strony, ich zwłoka pozwoliła waderze nieco odpocząć. A przynajmniej dać wytchnienie zmęczonemu ciału, bowiem umysł Lokatt nieustannie pracował.
Jeszcze przez kilka minut siedziała nieruchomo, nie odwracając się ku swym podopiecznym, z nieznacznie zwieszonym łbem i wzrokiem wbitym w wodę. Oczywiście, znów była to jedynie gra, część szczegółowo zaplanowanego przedstawienia. Z boku powinno to wyglądać, jakby przywódczyni w ciszy żegnała poległego członka jej stada. Następnie powolnym, uroczystym gestem uniosła pysk ku niebu i donośnie zawyła. Wysoki, przeciągły dźwięk zabrzmiał wśród drzew, odbijając od roślinności i roznosząc dużo dalej. Stadko ptaków, spłoszone nagłym hałasem, zerwała się z pobliskich drzew, umykając z wrzaskiem. Co prawda przez chwilę poczuła ukłucie niepokoju, iż ten zew mógłby dotrzeć do uszu kogoś niepożądanego, lecz z drugiej strony jeżeli ktokolwiek okazałby się na tyle szalony, by przybyć na wezwanie obcego stada, zastałby tutaj wiele wilków niewątpliwie niezadowolonych, że ktoś śmie przerywać im uroczystość.
Zniżyła nieco łeb, lecz wciąż utrzymywała go wysoko, jakby kolejne słowa kierowała ku niebu.
- Dzisiejszej nocy księżyc przesłonią czarne chmury, a jeden z Cieni zostanie pochłonięty przez ciemność. Jednakże jedynie po to, by wkrótce znów tańczyć w świetle słońca i blasku miesiąca, niewidoczny dla naszych oczu, lecz w rzeczywistości wciąż nam bliski. Wciąż pozostanie żywy w naszych sercach i umysłach. Na zawsze.
Po tych słowach wreszcie się poruszyła, wstając powoli i odwracając ku pozostałym. Zdrętwiałe kończyny nieprzyjemnie mrowiły, lecz zignorowała to, przyglądając się zgromadzonym z kamiennym obliczem.
- Śmierć nieustannie krąży po świecie, co chwilę porywając kolejne dusze - rzekła powoli, by zaraz znów nieznacznie unieść łeb. - Zapomniana Melodio. Dla niektórych z nas byłaś przyjaciółką, inni ledwie zdążyli cię poznać. Jednakże każdemu z Cieni byłaś bliska sercu, jako jedna z nas. Nasza siostra. Żałujemy, że opuściłaś ten świat tam nagle, w tak przykry i bolesny sposób. Nasz smutek nie wynagrodzi twego cierpienia - ponownie na chwilę urwała, by spojrzeć po pozostałych wilkach, po czym przymknęła nieco bursztynowe ślepia. - Pragnęłaś odnaleźć tutaj swój dom. Dlatego uczynimy wszystko, by był on bezpieczny dla twych przyjaciół. Będziesz tu wciąż z nami, na zawsze żywa w naszych sercach. Żegnaj, Zapomniana Melodio.
Na chwilę zamilkła, wzdychając cicho. Zmęczenie coraz bardziej dawało jej się we znaki, choć usilnie próbowała nie dawać tego po sobie poznać. Powiodła wzrokiem po pozostałych, by wreszcie zatrzymać oczy na złocistym basiorze.
- Keiranie, z nas wszystkich znałeś ją najdłużej. Przed tobą masz symbol duszy swej przyjaciółki - oznajmiła, wskazując nosem na przyniesiony przez samca osobliwy bukiecik złożony z ziół, piórek i sierści zmarłej wadery, skropiony krwią zwierzyny. - Poprowadź więc ją ku celu jej ostatniej podróży - dodała, wskazawszy na strumień.
Po tych słowach na powrót znieruchomiała na dobrą chwilę, dając Keiranowi czas, gdyby ten również chciał powiedzieć kilka słów. Kiedy skomplikowany kłębek odpływał już w dal ponownie uniosła pysk i zawyła po raz drugi, tym samym żegnając Melodię na zawsze.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron