Wąski potok

#12
Myślała tylko o tym, żeby coś zjeść. Nie jadła już kilka dni. Była coraz słabsza. Kilkadziesiąt metrów przed sobą zauważyła strumyk. Podbiegła do niego i się napiła, a potem położyła się na jakimś kamieniu, zamknęła oczy i zasnęła. Obudziła się o zmierzchu, słyszała dźwięk łamania gałęzi, dlatego postanowiła sprawdzić co to. Widziała tylko kilka dość dużych cieni. Ale kiedy tylko się zbliżyła, wszystkie odbiegły trochę dalej. Były to cztery sarny i 2 jelenie, które prawdopodobnie miały zamiar napić się wody z potoku. Była już tak głodna, że nawet pogoń za sarną wydawała się dla niej genialnym sposobem na poprawę swojego humoru. Rzuciła się na jedną z sarn, a ta od razu pobiegła w stronę wody. Gdy tylko sarna znalazła się w strumyku, skoczyła na nią. Sarna nie miała szans, zbyt wolno poruszała się w wodzie. Jedno ugryzienie w kark załatwiło sprawę. W końcu będzie mogła się najeść. Po kilkudziesięciu minutach postanowiła, że reszta mięsa zostanie na później, a sama ponownie poszła spać. Nie pomyślała jednak o tym, że krew może przyciągnąć inne zwierzęta, w tym także wilki.

Wąski potok

#13
Zapachy, które niegdyś świadczyły o obecności dwóch wilków w tych stronach, z biegiem czasu słabły, by ostatecznie zniknąć zupełnie, zmieszane z woniami lasu oraz pojawiającymi się w tych stronach roślinożercami. Sunna nie była w stanie wyczuć, iż w tej lokacji niegdyś przebywał jeden z jej pobratymców wraz z towarzyszką. Nic nie mogło wzbudzić w czarnej niepokoju.
Spokojny świst towarzyszący leniwie sunącym podmuchom wiatru utulił ją do snu, niby nucąc kołysankę. Mimo iż wadera pozostawiła resztki swej ofiary, której smakowita woń mogła przyciągnąć nieprzyjazne jej drapieżniki, żaden nie pojawił się i nie zakłócił odpoczynku. Może tych lasów nie zamieszkiwali mięsożercy?
Błogi spokój nie trwał długo. Huk o niesamowitej sile, który rozbrzmiał w centrum krainy, wiele kilometrów stąd, odbił się echem wśród koron drzew, wzburzając ptactwo przesiadujące na gałęziach i zmuszając je do wzniesienia się w powietrze. Niezadowoleni śpiewacy krakali, krzyczeli i ćwierkali, niektórzy latali w popłochu w różnych kierunkach, niekiedy zderzając się ze sobą. Zestresowane ptaki szamotały się i wyraźnie nie wiedziały, co robić. Jeden z nich, młody, niedoświadczony był na tyle zdezorientowany, że przypadkowo zanurkował w dół. Znalazłszy się tuż nad podłożem, w ostatniej chwili zebrał myśli i począł machać skrzydłami, próbując skierować swój tor lotu ku niebu. Pech chciał, że na jego drodze znajdowała się śpiąca córka Diary i Diabła. Zderzył się z nią, co w dość brutalny sposób wyrwało Su z objęć Morfeusza. Uczestnik kolizji legł na ziemię i zamarł z przerażenia.
Wrzaski ptaków nie ustawały.

Wąski potok

#15
Wiele godzin minęło, zanim grupa wilków przedarła się przez gęstą puszczę oraz skraj nieprzyjemnego torfowiska. Podmokłe tereny skutecznie spowolniły ich wędrówkę, co musieli nadrobić po wkroczeniu na mniej zdradzieckie tereny. Melodia lekkim truchtem podążała w wyznaczonym przez siebie kierunku, nadając tempo pozostałym członkom stada. Zwinnie omijała przeszkody, co rusz spoglądając za siebie, coby sprawdzić stan pozostałych, a upewniwszy się, że u nich wszystko w porządku, przenosiła szmaragdowe spojrzenie przed siebie. Po jakimś czasie poczęła odczuwać zmęczenie, które nasilało się z każdym przebytym kilometrem. Pomimo trudów wędrówki, samica nie zatrzymała się, cały czas dzielnie parła do wyznaczonego sobie celowi. Opuściwszy moczary, wataha sunęła wzdłuż prawego brzegu rzeki, mającego doprowadzić ich do dużego zbiornika wodnego.
Tak też się stało. Po kilku lub nawet kilkunastu godzinach żmudnej podróży wilki mogły zauważyć w oddali ogromne jezioro. Chłodniejsze powietrze smagnęło ich pyski, co mogło zadziałać orzeźwiająco i pobudzającego. Zapomniana odbiła delikatnie na północ, doprowadzając Lokatt i jej podopiecznych do wąskiego strumienia, wpływającego do wodopoju. Uznała, że wszystkim przyda się chwila odpoczynku. - To tutaj. - Odparła, powoli podchodząc do rzeczki. Postanowiła ugasić pragnienie, więc schyliła się i skosztowała smakowitej cieczy. Następnie szmaragdy omiotły okolicę.
Wyczuwała w powietrzu wiele różnorodnych zwierząt oraz ziół. Na obliczu Oszpeconej wymalował się delikatny uśmiech.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Wąski potok

#16
Lokatt trzymała się z przodu kolumny, nieopodal samej ich przewodniczki, dotrzymując jej kroku bez większego trudu - była wszakże przyzwyczajona do długich wędrówek, w przeszłości zdarzało jej się przebyć wiele kilometrów zanim wreszcie znalazła jakieś miejsce dogodne, by na chwilę się tam zatrzymać. Tym razem miało być inaczej, poszukiwali bowiem bezpiecznego domu który mógłby im służyć latami, a nie tymczasowej kryjówki.
Wkrótce leśny krajobraz ustąpił miejsca bagiennemu, a grunt po ich łapami stał się bardziej grząski, wilgotny i niewątpliwie zdradliwy, zmuszając wilki do zmniejszenia tempa. Byli zmuszeni uważać, gdzie stąpają, by przypadkiem nie zostać wciągniętym przez bagno. Milczała, gdy przedzierali się przez mokradła, od czasu do czasu odwracając jedynie łeb, by się upewnić, czy reszta wciąż podąża za nimi, pogrążona w myślach dotyczących jej przyszłego stada. Planowała, starając się przewidzieć przyszłe problemy i starając się im zawczasu zaradzić. Zastanawiała się też, jakie miejsca mogliby wybrać na swe schronienie. Osobiście preferowałaby coś niedostępnego, gdzie prowadzi tylko jedna bądź kilka bezpiecznych ścieżek, które tylko oni by znali. Musieli być ostrożni, kto wie, jakie intencje mają te inne grupy wilków, o których swego czasu wspomniał Orion...
Wreszcie opuścili bagna i ruszyli wzdłuż rzeki, aż do połyskującej tafli jeziora. Samica obrzuciła je uważnym spojrzeniem, zatrzymując na chwilę wzrok na majaczącej w oddali niewielkiej wysepce, uznając, że powinni chociaż spróbować się tam dostać. Następnie, obrzuciwszy towarzyszy przelotnym spojrzeniem, kierowała swe kroki w ślad za Melodią.
Wreszcie wadera zatrzymała się nieopodal jakiegoś strumyczka, co i Jaskółka zaraz uczyniła, rozglądając się uważnie po okolicy, nasłuchując i węsząc. Wyczuła mieszankę woni rozmaitych zwierząt i roślin, a ziemię po której stąpała znaczyły liczne ślady wielu stworzeń. Mogłaby przysiąc, że dostrzegła wśród nich trop jelenia. Zerknąwszy ponownie na zbierającą się watahę, powoli zbliżyła się do przejrzystej wody i biorąc przykład z Zapomnianej, pochyliła się, by zaspokoić pragnienie. Woda była czysta i nie za chłodna, wręcz odpowiednia. Mogłaby też przysiąc, że raz, czy dwa dostrzegła przepływającą pod jej powierzchnią rybę. Po skończonych oględzinach odwróciła się do pozostałych z lekkim uśmiechem. - Może i kryjówka to raczej kiepska, ale za to idealne miejsce do polowania - mruknęła, początkowo wodząc wzrokiem po obecnych, a potem wracając do rozglądania się po okolicy. - Poza tym jest jakieś sensowne źródło wody. Podoba mi się.
Usiadła na brzegu strumienia, posyłając wilkom, zwłaszcza Izukiemu i Keiranowi wyczekujące spojrzenie. Należało oznaczyć ów teren swym zapachem, a i rozejrzeć się tutaj przez chwilę, zanim ruszą dalej. Dając watasze chwilę, wbiła wzrok w wodę, ponownie oddając się rozmyślaniom.

Wąski potok

#17
Złocisty basior wręcz promieniał radością. Co i rusz albo wybiegał nieco naprzód, albo zostawał w tyle, by się rozejrzeć, wciąż z rozświetlonymi wesołymi ognikami oczyma, szczodrze obdarowując towarzyszy uśmiechami i bujając zadartym ogonem w powietrzu. Większość czasu jednak krążył w pobliżu Melodii, przyglądając się uważnie jej obliczu, chcąc wyłapać każdą jego zmianę, gotowy by ponownie podnieść ją na duchu. Widział dokładnie, iż jego wrażliwą towarzyszkę od jakiegoś czasu coś trapiło, choć nie domyślał się, że może chodzić o nieprzyjemne wspomnienia związane ze zniknięciem tamtego szczenięcia. Zależało mu na jej dobrym humorze, chciał więc podzielić się z nią szczęściem, jakie teraz odczuwał. Zmierzali przecież do domu. Ich własnego, bezpiecznego schronienia, do którego zawsze będą mogli spokojnie wrócić. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz zatrzymał się gdzieś na dłużej, niż tydzień. Jedynym miejscem, które mógł nazwać domem była nora jego opiekunki, którą jednak postanowił opuścić po jej śmierci.
Rozglądał się niecierpliwie, zaciekawiony każdą zmianą w krajobrazie, badając docierające do jego nozdrzy, wciąż nowe zapachy. Ponownie, przypominał nieco zaciekawionego szczeniaka, podekscytowanego na myśl o czekającej go wspaniałej przygodzie. Poniekąd i tak to wszystko odbierał, jako zupełnie dla niego nowe i niezwykle interesujące doświadczenie. Nigdy wcześniej nie sądził, że on, Keiran nie tylko dołączy do jakiegokolwiek stada, lecz również zostanie jednym z założycieli takowego.
Zatrzymali się przy jakimś strumyku, który to Słonecznik czym prędzej postanowił wybadać, kręcąc się chwilę po okolicy tak samo, jak uczynił to wtedy, nad wodospadem. Zaglądał pod każdy krzaczek i ciekawie spoglądał na liczne zwierzęce ślady odciśnięte w glebie, póki Lokatt nie zabrała głosu. Przytaknął jej słowom po czym, widząc jej znaczące spojrzenie, ponownie wrócił do krążenia dookoła, tym razem jednak naznaczając swym zapachem drzewa otaczające strumyk. Przy okazji kontynuował oględziny, rozpoznając woń rosnących gdzieniegdzie roślin. Po wypełnieniu tegoż obowiązku, pognał z powrotem w stronę strumyka, wesoło sadząc wielkimi susami, by wreszcie wziąć przykład z innych wilków i również zaspokoić pragnienie. Co prawda bardziej był głodny, niż spragniony, lecz napić się również nie zaszkodzi. Przez chwilę obserwował pływające pod przejrzystą powierzchnią ryby, mając sporą ochotę by jedną z nich pochwycić, lecz chwilę potem zrezygnował, odchodząc od rzeczki i przysiadając nieopodal szarej samicy, czekając na dalsze polecenia.

Wąski potok

#18
Przyszedł do tego miejsca za dwójką innych wilków, którzy prowadzili do tego miejsca jego i pozostałych. Podczas wędrówki tylko rozglądał się po okolicy. Nic nie mówił, bo większość nie znał i na razie nie chciał zaczynać żadnej rozmowy. Gdy dotarli na miejsce, to czarnooki usiadł obok Lokatt, czarnej samicy i rudego samca. Dalej tylko obserwując. Nie był w temacie, bo większość go ominęła więc, nie wtrąca się do rozmowy.
W między czasie rozmyślał, co mu przeszkodziło do szybkiego dotarcia nad wodospad, a tego przyszedł do tego miejsca niemalże po prowadzących wilkach. To było intrygujące dla Izukiego.
Drak is everywhere...
Opowiadanie, premiera! - 11.11.15
Świat za portalem; część druga - 23.12.15
Trzecia część - 03.01.2016
Czwarta część - 20.01.16
Piąta część - 19.02.16
Część szósta - 24.03.16
Część siódma-01.06.16
Część ósma-04.08.16

Wąski potok

#19
Naerys bez cienia wątpliwości, za to z dozą zaciekawienia zarówno nowymi osobnikami, jak i tym, co mieli zobaczyć u kresu kilkugodzinnej podróży, jak już dotrą do miejsca, gdzie miała ich doprowadzić melodia. Szła grzecznie, miarowo, wyprostowana, niewymuszonym truchtem utrzymując się na równi ze stadem, jakie teraz z nią się przemieszczało. Nie prowadziła, nie zostawiła w tyle, ani nie wybiegała zbytnio naprzód. W towarzystwie tylu wilków, i kiedy już jej status zmienił się na członkinię sfory ze zwykej, samotnej wędrownej waderki, czuła rozpierającą ją dume i chciała zachowywać się jak na kogoś takiego przystało, a tak przynajmniej uważała.
Opuściwszy zachodnią puszczę stopniowo przestała czuć mocny zapach obcych wilków, zapewne mieszkańców tamtych okolic, a do jej nosdrzy zaczął teraz, z każdym czynionym krokiem, docierać coraz świeższy zapach świeżych liści, jeziornej wody i świeżego powietrza. Czasem udawało jej się dostrzec tropy jeleni, ale nie decydowała się podjąć polowania, nie była jeszcze na tyle głodna. Niemniej jednak, miała to w planach i prędzej czy później na łowy się wybierze.
W końcu dotarli na miejsce - Melodia nie kłamała, okolica była naprawdę przyzwoita, miłe szemranie stojącej w jeziorze wody uspokajało zmysły, wokół roznosiły się wonie obcego jeszcze dla nich miejsca, nęcąc, zapraszając do zagłębienia się w okolicy.
- To dobre miejsce, ale warto zobaczyć co jeszcze jest w pobliżu - zaproponowała w końcu złotooka. - Przydałoby się nam też bardziej osłonięte miejsce.

Wąski potok

#20
Coraz bardziej zaczynał ją irytować wyczulony węch. Idąc, z całej siły koncentrowała się na zapachu Keirana - znała go bowiem najdłużej - a i tak przeróżne wonie próbowały zwieść ją z drogi. Z trudem powstrzymywała się, by nie zebrać nagietka, dobrego do odkażania ran. Przez głowę przelatywało jej tysiące zastosowań napotkanych ziół - bardzo żałowała, że nie może uzupełnić nimi przenośnej apteczki. Szła powoli, z głową przy ziemi, pyskiem lekko otwartym, węsząc i nasłuchując, mrucząc do siebie poznane wcześniej przepisy na lekarstwa. W końcu dotarli na miejsce. Szum potoku był przyjemny dla ucha, a woń wielu zwierząt zwiastowała możliwość obfitych łowów. Podeszła do wody i powoli zaczęła ją pić, sprawdzając przedtem, czy wybrzeże nagle się pod nią nie osunie. Przysłuchiwała się opiniom wilków, niepewna, czy może wyrazić własną. W końcu przemogła się - w końcu co mam do stracenia?
-Tak, to dobre tereny łowieckie. Zwierzyny jest mnóstwo, a oprócz grubego zwierza i ryby się tu znajdą. W dodatku mamy tu stały dostęp do wody. A i zioła przydatne się tu znajdą, szczególnie nagietek i mniszek lekarski. Azaliż kiepskie jest to miejsce na schronienie czy rodzin zakładanie- powiedziała niepewnie, nie chcąc narzucać nikomu swojej opinii.
Tak dawno tak nie mówiła. To był jej znak rozpoznawczy, po tym watahy orientowały się, że jest dobra w swoim fachu. Uśmiechnęła się delikatnie i czekała.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron