Wąski potok

#1
Źródło: Wikipedia


Potok, który swój początek ma w sporym jeziorze położonym na wschodzie krainy. Rzeczka, jaka z niego wypływa, mimo braku cech mogących zrobić na obserwatorze wrażenie, niesie ze sobą wystarczająco dużo wody, aby wraz z większym ciekiem, do jakiego wpada, przyczynić się do powstania obszernego bagniska w centrum krainy. Rzeka ta ma niewiele wspólnego z lodowatymi, górskimi potokami. Tutejsze ciepłe wody są domem dla licznych ryb i wodnych stworzeń.



Rośliny: czarnuszka siewna, mniszek lekarski, nagietek
Zwierzęta: jeleń, ryby, sarna, zając




Teren zajęty przez Szepczące Cienie

Wąski potok

#2
Poruszał się krokiem miarowym, spokojnym. Nie próbował ukrywać swej obecności, stąpał pewnie, bezpardonowo. Wyprostowany, z wysoko zadartym pyskiem, pokonywał kolejne metry, kilometry. Nie odczuwał zmęczenia. W przeciwieństwie do większości docierających w te strony, on obrał przyjemniejszą ścieżkę – poruszał się wzdłuż niewielkiego potoku, skrywając się przed słońcem pod gałęziami rozłożystych, liściastych drzew, mając pod nosem gotową do upolowania zwierzynę. Nie głodował, nie odczuwał zmęczenia i pragnienia. Znajdował się w doskonałej kondycji. Tylko komu to zawdzięczał?
Godziny, dni, miesiące spędzone w towarzystwie jedynie nieprzyjemnego, wrednego chochlika, który grasował w jego umyśle, mieszając, przekładając, „ulepszając” jego zwoje mózgowe, myśli, pragnienia, marzenia, potrzeby śmigające w neuronach sprawiły, iż zatracił się. Nie wiedział, co należy do niego, a co do Surkh’a, został zmuszony do połączenia się z nim i współpracy. A jak wiadomo, przymus nie należy do najlepszych rozwiązań i tak było w tym przypadku.
Shevayal długi czas opierał się machlojom i przekrętom wykonywanym w jego czaszce, jednak nie mógł być czujny o każdej porze dnia – jako śmiertelnik potrzebował zaznać odrobiny snu, w przeciwieństwie do przeklętego, wiecznie gotowego do działania krwiopijcy. Czasami przeklinał siebie w myślach, co oczywiście słyszał też bożek. Nie odpowiadał na te słowa.
Jak to miał w zwyczaju, po wystarczająco długim nacisku „najwspanialszego, wszechmogącego, niepowtarzalnego i dobrotliwego boga” ulegał, co też miało miejsce w tym wypadku. Nie miał ochoty na dalsze kłótnie. Miał jedynie ochotę na odrobinę samotności. Marzenie to nie spełniło się nigdy.
Doszło do tego, że czasami nie wiedział czy kreacje w jego umyśle są tworzone przez niego samego, czy przeklętą zmorę, którą chętnie wypleniłby i spalił. Nie zdawał sobie sprawy z chwil, gdy to nie on władał swym ciałem, a przyjmował je jako całkowicie normalne, naturalne. Dwie świadomości przeplotły się, tworząc jedną, nieco pogmatwaną, postrzępioną całość. Litości.
Młodzieniec przystanął nad brzegiem strumyka i pochylił się, w celu wzięcia kilku łyków chłodnej cieczy. Przełknął je głośno, po czym omiótł najbliższą okolicę srebrzystym spojrzeniem. - I co robimy dalej? – Wydobyło się z pyska Shevayala, lecz on sam nie miał pewności, kto te słowa wypowiedział. Co więcej, nikt nie udzielił na to pytanie odpowiedzi.

Wąski potok

#3
Muzyka skowronków grana niczym złośliwa melodia wżynała się w przytłoczoną namolnymi wspominkami dusze szarej. Wypełniony wysokimi dźwiękami ptasich śpiewów zagajnik przeszywało od dłuższej lasu szuranie złotawych liści, których z dnia na dzień przybywało coraz więcej. Ciepłe promienie słońca delikatnie iluminowały na pomarszczonej warstwie spływającej przed siebie wody, która niosła się w nieznane tak jak i obecna tu Kiranarinn. Ćma przemierzała obczyznę już od kilku tygodni, licząc że każdy krok oddali ją od śledzącej ją jak cień przeszłości. Jednakże sprostać temu było nie lada.
Młodziuchna kroczyła przed siebie ospale, jakby za chwilę miała runąć w długą przed siebie i zasnąć. Jednakże pod tym wszystkim nie kryła się senność, a ból. Jej dotychczas przepełnione miłością i szczęściem serce pękło na kilka kawałków, a każdy z odchodzących braci zabrał po jednym z nich, sprowadzając na Kirę wewnętrzną pustkę. Szczerze? Nie wiedziała czego szuka, dokąd zmierza. W głębi ducha liczyła na to, że może jakaś dobrotliwa dusza wskaże jej miejsce na tym łez padole. I choćby po części zapomni o tych wszystkich okropnościach, które zaczęły się jakiś rok temu.
Idąc wzdłuż brzegu leniwego potoku, Ćma zatrzymała się na chwilę, by orzeźwić swe ciało wodą. Pochyliła się nad taflą i zabrała kilka siarczystych łyków, jakby nie piła niczego od przynajmniej kilku dni. Wtem jej lodowe ślepia spoczęły na wijących się po z lekka zmąconej tafli wody kręgach, które ginęły za każdym razem bez śladu zatapiając się w swą macierz. Podniosła wzrok, a ten spoczął na postawnym jakby płonącym żywym ogniem ciele nieznajomego. Młoda odskoczyła od wody jak poparzona. Do tej pory nie natknęła się na żadnego wilczura, a jednymi żyjątkami były te, na którym szara zaciskała swoje szczęki. Szybko jednak przywróciła swą postawę do ładu, lekko przechylając przy tym łeb. Na przeciw niej stał inny wilk, a takiej okazji zmarnować nie można. Nie w tej chwili.
- Witaj, nieznajomy. Jestem Kira... Kiranarinn. Przybyłam tutaj z bardzo daleka i może byłbyś tak miły, aby sprostować, gdzie to moje łapy mnie poniosły? - rzekła w jego stronę swym mocnym, aczkolwiek dźwięcznym głosem i uśmiechnęła się subtelnie, by nadać sobie... przyjaźniejszego wyglądu? Tak, właśnie. Jej wygląd na chwilę obecną pozostawiał wiele do życzenia, jedynie wiecznie żywe i pobłyskujące lodowe ślepia dodawały jej do aparycji.

Wąski potok

#4
Wiatr musiał wiać w innym kierunku, gdyż żadna obca woń nie ukłuła wyczulonych nozdrzy rudzielca. Płomień nie zdawał sobie sprawy z nadchodzącej wadery, gdyż szemrzący strumyk wraz z dźwiękami towarzyszącymi chłeptaniu wody skutecznie ją zagłuszyły… A może uczyniła to gnida, która z dnia na dzień coraz bardziej rozgaszczała się w jego umyśle, zawłaszczając dla siebie jak najwięcej?
Podobnie do nieznajomej, obecność drugiej istoty odkrył dopiero w chwili dojrzenia powolnie wijących się, zbliżających ku niemu okręgach na tafli wody, jednak w przeciwieństwie do Kiranarinn, nie zareagował tak gwałtownie. We wnętrzu basiora zagotowało się – był zły na siebie, gdyż takie rozkojarzenie mogło skończyć się dla niego tragicznie, a dodatkowo nie wiedział czy swoje roztrzepanie zawdzięcza delikatnemu zmęczeniu, czy paskudzie kotłującej się we wnętrzu czaszki. Nie otrzymał odpowiedzi na to pytanie. Niezwykle go to irytowało.
Uniósł zniżoną do tej pory kufę, by następnie wyprostować się i obdarzyć wilczycę spojrzeniem dwojga księżycowych, połyskujących ślepi. Momentalnie, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jego tęgi wyraz pyska złagodniała, a brwi z lekka podjechały ku górze.
Rhiamon?
Ruszył przed siebie, ale po znalezieniu się w wystarczającej odległości, która umożliwiała dokładne przyjrzenie się szarej, przystanął. Spochmurniał, zawiedziony. Poczuł wbijającą się szpilkę w pokiereszowane już serce. Przydługie uszy drgnęły.
Wtem odezwała się, a on z uwagą wysłuchał tego, co miała mu do przekazania. – Kiranarinn. – Powtórzył imię lodowookiej, chcąc utrwalić ten wyraz w swej podartej świadomości. - Znalazłaś się w miejscu niezwykle nietypowym. – Zaczął, intonując każde wypowiedziane słowo, jakby miał zaraz opowiedzieć swej rozmówczyni całą historię oraz wszystkie tajemnice tej krainy. - Przyroda jest tu dzika, nieokiełznana, nienaruszona przez większych drapieżników. A zwierzyna natomiast… - Kąciki ciemnych warg wykrzywiły się w nieco paskudnym, prześmiewczym uśmieszku. Ton również uległ znaczącej zmianie. - Niezwykle głupia, bezmyślna i nieprzystosowana do życia z wilkami. Ryby, ptaki, kopytne, co tylko zechcesz! Wszystko, dosłownie wszystko nie uciekało przede mną, ba, nawet im powieka nie drgnęła, gdy biegłem w ich kierunku. Orientowały się, że jest coś nie tak dopiero w momencie zanurzenia zębisk w ich ciele, rozrywania skóry, smakowania ich krwi. – Jasne soczewki błysnęły niebezpiecznie. Odruchowo oblizał pysk, po czym zamilkł.
- Shevayal. – Dodał na koniec, po dłuższym zastanowieniu. Kim był?

Wąski potok

#5
Zlustrowała dokładnie każdy detal ciała rudzielca, kiedy ten ruszył w jej kierunku. Nie drgnęła nawet na centymetr, jedynie co to wpatrywała w nieznajomego. Wydawał się jej być... inny. Ale raczej pozytywnie. Prawda?
Kiedy z jego pyska padła odpowiedź, Kira mimowolnie uśmiechnęła się szerzej, jakby zachęcona wszystkim już na wstępie. Wtedy to, kiedy ton głosu rozmówcy diametralnie się zmienił, ta nachyliła ku niemu z lekka pysk, jakby chcąc lepiej usłyszeć to co za chwilę powie. Zwierzyna, która nie ucieka? Opcja całkiem optymistyczna, jednakże całe lata - a było ich przecież tak wiele - przeznaczone na treningi i dzikie pościgi po lasach za zwierzyną pójdą na marne? Szarej niezbyt się to podobało, jednakże z Matką Naturą nic nie załatwisz. Przekonała się o tym nie raz.
Z chwili zamyślenia wyrwało ją pojedyncze słowo, które padło z pyska wilczura. Shevayal. Nietypowe, aczkolwiek zupełnie pasujące do stojącego przed nią wilka. Gdyby był jej przyjacielem, to mówiłaby do niego Yaluś albo Rudy. Ewentualnie Ognik. Było bardzo dużo opcji do rozpatrzenia, nie mniej jednak teraz skupiła się na chwili obecnej. Delikatnie skinęła głową i uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając rząd białych kłów.
- Bardzo miło mi poznać. Ostatni raz rozmawiałam z wilkiem jeszcze na początku lata... A więc jesteś moim wybawcą z łapsk samotności -rzekła wesoło, po czym usiadła na chłodnej ziemi, zamiatając swoją puszystą i długą kitę pod łapy.
- Mieszkasz tutaj od zawsze czy przybyłeś z dalekich stron?- spojrzała na niego lodowymi ślepiami, w których pojawiły się jakieś dziwne iskierki. W tamtej chwili było jej nader wesoło. W końcu mogła odezwać się do kogoś poza swoimi ofiarami i drzewami... Ale to nic osobistego, taki tam odbieg od dziennej rutyny.

Wąski potok

#6
Shevayal nietypowym imieniem? Bardzo możliwe - zostało nadane przez równie dziwaczną parę, co cała jego persona, albo może jeszcze bardziej niecodzienną. Biała, drobna, delikatna istotka zdominowana, a wręcz uwłasnowolniona, traktowana niczym przedmiot przez ogromnego, burego buca… Na samą myśl o ciemnookim wilczurze poczuł lodowate, prześlizgujące się po grzbiecie dreszcze, jednak wyraz ognistego pyska nie zmienił się.
- Doprawdy? - Zagadnął na wzmiankę o wybawcy, a jedna z jego brwi podjechała ku górze. Zdziwił się, gdyż ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli określił go takim mianem, a w dodatku uczynił to w pierwszych chwilach znajomości. Nieistotne było, iż intencje Kiranarinn znacznie różniły się od sposobu postrzegania tej wypowiedzi przez rudzielca - zbyt bardzo połechtała jego spragnione ego, by mógł dłużej zastanowić się nad głębszym sensem sformowanych przez waderę słów. Minęły bowiem miesiące, lata, dekady, a może nawet wieki, kiedy ktoś ostatnio zwrócił się do niego w ten sposób z niewymuszoną wdzięcznością. Księżycowe ślepia błysnęły, powodując iż cała facjata Płomienia rozpromieniła się, sprawiając teraz niezwykle przyjemne wrażenie. Zmianie uległa również mowa ciała basiora - stała się bardziej przyjazna, pozbawiona początkowego dystansu oraz ostrożności.
- W swym życiu bardzo często zmieniałem miejsce zamieszkania. Tutaj przebywam od kilku tygodni. – Odparł po krótkim zastanowieniu, lecz nie rozwinął tego zdawkowego stwierdzenia. Wtem postanowił dokładniej przyjrzeć się swej towarzyszce. Mimo szerokiego uśmiechu widniejącego na obliczu Kiry, wyczuwalna w powietrzu słaba aura, której źródło stanowiła ona sama, zdradzała coś innego, całkowicie odmiennego od prezentowanego na zewnątrz. Nie miał zamiaru zadawać jej pytań, które mogły być krępujące lub po prostu negatywnie odebrane, co nieco gryzło się z jego charakterem. Zachowanie lowodookiej przypadło mu do gustu, a ten wybawca… - Nie potrzebujesz czegoś? – Wyrwało się z jego pyska. Co ty do diaska wyprawiasz? Co planujesz?! Rozległo się w jego głowie, a słowa wielokrotnie odbiły się echem od ścian zatrutego umysłu. Zignorował to.
Szara prawdopodobnie zdziwiłaby się albo nawet bardzo zniechęciła, gdyby tylko posiadała wgląd do kotłujących się myśli w czaszce swego rozmówcy. Na szczęście, dla siebie i Shevayala, nie mogła tego uczynić. Dodatkowo, po zachowaniu wilka nie dało się dostrzec niczego negatywnego. Cały czas pozostawał tak samo przyjazny, nie mogąc w żaden sposób wzbudzić jakichkolwiek podejrzeń. Może naprawdę chciał dobrze?

Wąski potok

#7
Przez cały czas pozostawała skupiona na swoim rozmówcy, wyczekując jego odpowiedzi. W końcu ją dostała, na co ucieszyła się jeszcze bardziej. Nie miała więc do czynienia z laikiem, a co za tym idzie mogła nieco go podpytać o obczyznę, na której obecnie się znajdowała. Ale z kolei nasuwało się jej pytanie o wiedzy Shevayala na temat tej krainy. Niczego rzecz jasna nie kwestionowała, ale czasem pozory mogą mylić. Zupełnie jak wtedy, kiedy wraz z Luthiasem wybrała się na zwiad po okolicznym lesie. Wtem spostrzegli ciężko oddychającego, prawdopodobnie zranionego młodego jelenia, który leżąc na ziemi zdawał się walczyć z okalającymi go ramionami śmierci. Młodziki postanowiły mu te cierpienia skrócić, jednakże kiedy ino czarnuch stracił na chwilę czujność i nad to zbliżył się do podobno rannego zwierzęcia, ten od razu postawił się na nogi i wymachnął racicą tak, że niewiele brakowało by trafiła Luthiasowi w szczęki, skutecznie je przy tym łamiąc. Na całe szczęście do żadnego wypadku nie doszło. Jeleń w amoku po prostu uciekł, a my byliśmy zbyt zszokowani, aby rzucić się za nim w pogoń.
Czasem niewinny wygląd może być obliczem prawdziwej siły.
Ale co by tu wrócić do obecnej chwili, Kiranarinn uśmiechnęła się bardziej widząc rosnące pozytywne nastawienie wilczura. Po tym do jej uszu dobiegły słowa, na które nie omieszkała się odpowiedzieć.
- Hmm... Tak szczerze to szukam jakiegoś azylu. Mam dosyć błąkania się po tym łez padole bez większego celu. A skoro już poznałam kogoś z tych stron... - tutaj nieco przedłużyła, uśmiechając się z lekka zawadiacko - Myślisz, że nie będzie problemu jeżeli zostanę w tych stron kilka dni? Tak dla obeznania. Oczywiście, jeżeli te ziemie należą do jakiegoś stada to... - tutaj jej dotychczasowy entuzjazm ulotnił się, a z szarego lica odstąpił uśmiech - znowu odejdę - odparła beznamiętnie, pozwalając by zasępienie ponownie wylazło na wierzch. Z tym nie dało się walczyć, jedynie można było ulec. Próbowała niewerbalnie sfałszować swe samopoczucie, uśmiechając się delikatnie. Ale na cóż to, skoro cały kontekst kłócił się ze sobą aż nazbyt wyraźnie. Nagle coś w jej głosie zabłysnęło, włączając jarzącą się iskierkę.
- No i może, Sheveyalu, opowiedziałbyś mi co nieco o tych stronach? Są to jeszcze jakieś inne wilki? - zapytał nieco ciszej, jakby czymś onieśmielona, ale w jej oczach znikąd pojawił się uprzedni spokój. Może jemu uda się odciągnąć ją choćby na chwilę od tegoż wlekącego się za nią plecaka z przeszłością.

Wąski potok

#8
Wyczuwając gwałtowną zmianę w nastawieniu wilczycy, promienny uśmiech również począł spełzać z rudego pyska. Oblicze Płomienia powróciło do typowego dla niego, nieco obojętnego wyrazu. Nim Kiranarinn zdążyła zadać kolejne pytania, przyduże, szpiczaste uszy stanęły na sztorc, a w księżycach mignęła dziwaczna iskierka. – Czujesz coś? – Zagadnął, zadzierając nos ku koronom drzew, a następnie począł węszyć we wszystkich możliwych kierunkach. – Czuć tylko woń lasu i wilgoć bijącą od pobliskiego jeziora. – Skwitował, ponownie obdarzając waderę srebrzystym spojrzeniem. Wraz z powolnym powrotem rozmówczyni do poprzedniego stanu przekroczył dzielący ich strumyk. Koniec obdarzonej długim włosiem kity zmoczył się, pozostawiając na twardym już podłożu mokrą strużkę.
Druga jaźń szamotała się, wiła, wyrywała, próbowała uciec z potrzasku. Zdawała sobie sprawę z intencji przeklętego bęcwała, który właśnie kokietował niczemu winną, nieświadomą przeprowadzanej wojny w umyśle rozmówcy waderę. Wściekła, rozrywała trzymające ją więzy, lecz z każdą chwilą słabła, a macek przybywało. Shevayal nie rozumiał, co się z nim dzieje. Nigdy nie miał do czynienia z ograniczającymi jego poczynania kajdanami, a szczególnie podczas ostatnich kilku tygodni, kiedy to krążył bez celu po ziemiach nieznanej krainy. Odnosił wrażenie, że jakoś się dogadali, doszli do obustronnego porozumienia, nieważne już, iż niezbyt korzystnego dla pierwszego, prawdziwego właściciela ciała. Przyszywany syn Voulke miał dosyć ciągłych kłótni, walk – był tym po prostu zmęczony. Ileż można znosić zachowanie zakochanego w sobie, uwielbiającego każdy swój czyn i słowo, niedostrzegającego niczego złego w swym nastawieniu pseudo-bożka? Teraz jednak ich konsensus został przerwany, a wszystko to za sprawą wilczycy… A konkretniej przez jedno słowo, które wypowiedziała. Dodało ono Surkh’owi niesamowitych pokładów sił, wznowiło wolę dominacji dla niewiele dla niego znaczącego rudzielca, zapragnął ŻYĆ. Nie obchodziło go, że jednocześnie uniemożliwiał egzystowanie komuś innemu. Drobniutki byt westchnął ze smutkiem. Potrzebował więcej energii, by móc zaoponować, sprzeciwić się, zniszczyć go.
- Nie napotkałem żadnych śladów świadczących o istnieniu watah w tych stronach. – Smoliście czarne kąciki warg wykrzywiły się ku górze, nadając facjacie samotnika odrobinkę paskudnego wyrazu. Nie świadczył on jednak o niczym złym. Ot, lubił się tak uśmiechać. – To samo mogę powiedzieć o wilkach. – Dokończył, kierując kolejno soczewki w stronę, z której przybył. – W pobliskim lesie znalazłem wcale niezłą norę, dość obszerną, na chwilę obecną możesz się w niej zatrzymać. Nie ma tak jednak zbyt wielu zbiorników z wodą, o ile w ogóle, więc jeśli odczuwasz pragnienie, zgaś je teraz. – Polecił, wbijając kryształy w lodowe ślepia. Mógł się nią zaopiekować.
Nawet tego po części chciał.

Wąski potok

#9
A więc byli sami. Ale to nie możliwe, aby w tak wielkim miejscu - Kira zakładała, że było olbrzymie - żyły tylko i wyłącznie dwie duszyczki, rzucone ot tak w to miejsce. A może to wszystko było celowe? Oj ty losie ty.
Lekka dezaprobata natychmiast zniknęła z lica Ćmy, kiedy ta usłyszała o możliwości pozostania tutaj przez jakiś odstęp czasu. Wspaniale! W kocu mogła odetchnąć z ulgą, że jej już i tak starte poduszki nie będą musiały być wstawiane na próbę po raz wtóry. Ale oczywiście, to wszystko na chwilę. Nie będzie cały czas żyć na czyjąś łapę, o nie. Radzić to sobie umiała, ale jak na razie potrzebowała odrobiny czasu dla rozpoznania.
Jej uszy drgnęły, a przez ślepia przewinęła się wdzięczna iskierka, kiedy srebrne oczy rudzielca wlepiły się w jej własne. Mimowolnie jej kąciki wykrzywiły się w szczerym uśmiechu, po czym wstała i otrzepała swe cielsko. Z i tak już zakurzonego futra zleciało trochę pyłu, po czym Kira ponownie spojrzała na swego rozmówcę.
- Ojej, dziękuję ci bardzo... Rzadko kiedy spotyka się równie życzliwych towarzyszy - rzekła, cały czas patrząc się w oczyska Sheva. Miały w sobie coś innego, jakby za srebrnymi tęczówkami czaił się ktoś jeszcze. - O mnie się nie martw. Całkiem wytrawny ze mnie pionier - dodała, odwracając wzrok. Zbyt długo patrzyła się w czyjeś oczy. Nie chciała narobić i sobie i jemu niezręczności, toteż postanowiła tak, a nie inaczej.
- To.. idziemy? - zapytała, spoglądając to na rudego, a to zaś na rozpościerającą się przed nimi puszczę. Kira uwielbiała podróżować, a już w szczególności wśród towarzystwa. Miała tylko cichą nadzieję, że Shevayal nie miał żadnych złych zamiarów... Jego oczy nic na to nie wskazywały, ale czasem łatwo można się przejechać. Tak czy siak chciała podjąć to ryzyko. Teraz wyczekiwała na reakcję swego rozmówcy.

Wąski potok

#10
Czy miał złe zamiary?
Nie miał.
Jednak jego pobudki całkowicie różniły się od osobników cechujących się empatią, chęcią niesienia bezinteresownej pomocy, bądź najzwyklej w świecie przyjaznych. Według własnego widzimisię czuł, iż jest zobowiązany do pomocy wilczycy, ponieważ ona „wezwała go i doceniła”. Nie to, co ten przeklęty, niewdzięczny i naburmuszony szczyl. Uratował mu życie, do cholery! A ten nie powiedział nawet pojedynczego „dziękuję”, nie mówiąc już o uwielbianiu jego skromnej persony. W dodatku każde skierowane ku niemu słowo wypowiadane przez Płomyka było przesiąknięte niechęcią, a może nawet nienawiścią. Do diabła z nim. Chętnie by teraz splunął ze złością, gdyby tylko był sam.
Nie wątpię. – Przerwał swe przemyślenia odpowiedzią na stwierdzenie o wytrawnym pionierze. Delikatny, lekko paskudny uśmieszek nie znikał z ciemnych warg, a błyszczące ślepia powoli wodziły po obliczu rozmówczyni. W przeciwieństwie do niej nie miał żadnych oporów przed spoglądaniem rozmówcom prosto w oczy.
Teraz jednak stała przed nim szara wadera, tęsknie spoglądająca w dal, wyraźnie pragnąc udać się w nieznane. Ten widok ponownie wzbudził w nim refleksję. Kiedy on ostatni raz nie mógł doczekać się chwili, w której pozna coś nowego? Był tak stary, doświadczony, zdziadziały… Widział, słyszał, robił już wszystko pod wszelakimi postaciami. Życie wśród śmiertelników znudziło mu się już wieki temu. Kiranarinn obudziła go z letargu, obdarowując życiem.
Chodź. – Ruszył przed siebie, niknąc wśród gęstych zarośli. Zerknął za towarzyszką.
Myśli Surkh’a napawały Shevayala obrzydzeniem.
Sukinsyn.

/zt

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron