Łąka nad jeziorem

#41
Podróż minęła mu dość szybko, a sama trasa wydawała się nieco krótsza niż za pierwszym razem - ale mogło to być tylko złudzenie. Brązowy basior podążał wzdłuż rzeki, obierając - jak mu się wydawało - najkrótszą drogę do tego miejsca. Chciał co prawda przejść się bliżej pasma górskiego, ale nie był pewien, czy odnalazłby wtedy jezioro, więc ostatecznie z tego zrezygnował. Rośliny otaczające nurt znacząco się rozrosły, więc czasem był zmuszony omijać pewnie miejsca, przez które zwyczajnie nie dało się przejść, nadkładając przez to nieco drogi. Pod koniec odbił odrobinę w bok i tak oto był już prawie u celu. Ogon basiora kołysał się na boki a on sam rozpamiętywał właśnie swój ostatni pobyt w tym miejscu. Zamyślony, nie zwrócił nawet uwagi na świeże ślady zapachowe pozostawione przez Cienie. Zdawał sobie co prawda sprawę, że gdzieś w tej krainie była jakaś inna wataha, ale do głowy by mu nie przyszło, że akurat tutaj.
Z zamyślenia gwałtownie wyrwał go dopiero widok trzech wilków, wtedy właśnie dotarło do niego, że wtargnął na czyjś teren.
Nie mieli gdzie się osiedlić? - pomyślał z żalem, zdając sobie sprawę, że raczej ciężko będzie teraz odwiedzać ot tak tą łąkę, bez wdawania się w konflikt z gospodarzami. Spojrzał za siebie, początkowo chcąc się wycofać, ale to raczej nie miało już większego sensu - zabrnął tak daleko, że musieli go już zauważyć. Ucieczka sprawiłaby raczej tylko, że potraktowaliby go jak szpiega - w duchu pogratulował sobie także, że nie przybył tu bezpośrednio z jam - zapach Przebłysku byłby bowiem wtedy dość dobrze wyczuwalny, a tak, pachniał tylko trawą, ziołami, które nosił ze sobą oraz krwią upolowanego bażanta. - Witajcie - odezwał się w końcu a jego ogon zakołysał się kilkukrotnie - chciał w ten sposób pokazać, że jest pozytywnie nastawiony.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#42
Biała waderka słuchała z uwagą relacji Konwalii na temat tego, co zaszło podczas walki. Magia? Ona użyła magii? To było.. niesamowite i niespodziewane. Naerys dotąd miała Sen za zwykłą zielarkę, a nie pomiatała nią ze względu na długą znajomość i to, jak albinoska radziła sobie w życiu będąc niewidomą. Ta informacja jednak kazała jej zupełnie zrewidować jej poglądy na temat młodej samicy. Czyżby zielarze umieli coś więcej niż zwykłe zrywanie trawy? Czy dzięki tej dotąd uważanej przez nią za tchórzliwą działalnością polegającej na zbieraniu i używaniu ziół byli w stanie dotrzeć do jakiejś głębszej, niedostępnej dla innych wiedzy? Naerys trudno było sobie to wyobrazić. Nie zdążyła jednak zamienić ani słowa na nowy temat, ani dobrze przetrawić to, o czym się dowiedziała, ponieważ w ich stronę przybył nieznajomy..
Widok wilka, którego nie znała i nigdy przedtem nie widziała tak blisko terenu jej stada wyraźnie ją zaalarmował. Czy to był ktoś, kto przybył na przeszpiegi? Ale nie, gdyby tak było, ukrywałby się..
- Kim jesteś? - zapytała go złotooka, wypinając dumnie pierś aby wyglądać na większą i starszą. Miała być wojowniczką, pełniła zwiad, pragnęła zaznaczyć swoją pozycję i cel przed wilkiem - I co tu robisz?

Łąka nad jeziorem

#43
Długo milczał, jednym uchem słuchając rozmowy obu wader, rozglądając się przy tym uważnie dookoła. Złociste oczy powoli przesuwały się po każdym skrawku ziemi, jakby chcąc przeniknąć przez każdą kępkę trawy. Obcego wilka jednakże wpierw wyczuł, niż zobaczył. Czując nieznaną woń, odwrócił się czym prędzej i wbił wzrok w zbliżającego się osobnika. Przez dłuższą chwilę stał nieruchomo, wbijając w niego uważne spojrzenie. Zabłądził? Nie zauważył świeżych śladów zapachowych? A może to szpieg obcego stada? Nie, to ostatnie było mało prawdopodobne, gdyby przybył tu na zwiady to raczej pozostałby w ukryciu, a nie podchodził bliżej, a tym bardziej się z nimi witał. Keiran kilkukrotnie wciągnął powietrze głęboko w płuca, jeszcze raz dokładniej badając zapach basiora. Jednakże nie udało mu się wyczuć w nim niczego podejrzanego, żadnych domieszek woni innych wilków.
Nie był pewien, co powinien zrobić. Z pewnością Lokatt nie podobałoby się to, że ktoś kręci się po ich terenie, lecz samemu Słonecznikowi daleko było od rzucania się wpierw do gardła, a dopiero potem zadawania pytań. Niemniej postąpił o krok do przodu, by odgrodzić nieznajomego od obu młodych wader i móc stanąć w ich obronie jeżeli postanowi on zaatakować. Choć na to się raczej nie zanosiło.
Jak na razie milczał, nie mając nic więcej do dodania. Nie spuszczał wzroku z drugiego samca, obserwując go czujnie.

Łąka nad jeziorem

#44
Wypowiadając słowa powitania, patrzył głównie na jasnego basiora pewien, że to właśnie on będzie tym który zażąda wyjaśnień. Pozostałe dwie wadery wyglądały zdecydowanie młodziej od tamtego więc z góry założył, że będą wolały trzymać się trochę z tyłu. Lecz jednak, ku jego zaskoczeniu odezwała się właśnie jedna z nich, całkowicie zmieniając swoją dotychczasową postawę. Niezwykle pewna siebie - przeszło mu przez myśl. Uwadze Evretta nie uszło także zachowanie złocistego, który nagle ruszył się z miejsca. Początkowo myślał, że wilk postanowił go przepędzić lub zaatakować, mimo pytań, które chwilę temu padły, ale on wystąpił tylko przed swoje towarzyszki, wyraźnie chcąc je ochronić przed ewentualną agresją ze strony intruza, którym brązowy bez wątpienia teraz był.
- Jestem podróżnikiem - w sumie, nie mijało się to z prawdą, ale gdy już wypowiedział te słowa dopadły go swego rodzaju wątpliwości. Czy mógł jeszcze siebie tak nazywać? - Wybaczcie to nagłe wtargnięcie, ale nie spodziewałem się, że kogoś tu w ogóle zastanę. - powiedział, z trudem powstrzymując się aby wymownie nie westchnąć. Poniekąd zdążył się już na swój sposób przywiać do tego miejsca. - a tym bardziej, że jakaś wataha postanowi zająć te tereny. Ostatnio gdy tutaj przebywałem ciężko było natknąć się w okolicy na żywą duszę, stąd moja nieuwaga.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#45
Naerys przyjrzała się dobrze obcemu basiorowi kiedy ten wyjaśniał cel swojej wizyty, a raczej brak takowego, który by był ściśle określony. Zastanawiała się, czy dać wiarę jego tłumaczeniom. Wilk wyglądał dobrze, sprawiał też wrażenie kogoś, kto mieszkał tu już od jakiegoś czasu, chociaż niekoniecznie w tej konkretnej okolicy. Jeśli tędy przechodził, musiało to być dawno temu, inaczej wyczułaby zapach innego wilka. Jego woń, jeśli rzeczywiście wcześniej tutaj był, musiała dawno zwietrzeć.
- Zwiedzasz więc, czy może szpiegujesz? A może ani to ani to, ponieważ szukasz grupy, która by cię przyjęła? Musisz wiedzieć, że nie tolerujemy tu włóczęgów ani podglądaczy, o ile wiesz, co mam na myśli - powiedziała spokojnie. Och, musiało to być lekko groteskowe, z uwagi na jej wciąż nie do końca dorosły głosik, wciąż zdradzający nutę dopiero mijającego dzieciństwa. Ona jednak ani myślała o takiej ewentualności, ba, wydawało jej się, że jej głos jest jak najbardziej poważny i niemal groźny.

Łąka nad jeziorem

#46
Stał nieruchomo, nie spuszczając swych złocistych ślepi z obcego basiora. Choć ani jego postawa, ani słowa nie zdradzały żadnych oznak agresji, pozostawał czujny. Nie był pewien, co robić. Czy powinien go przepędzić? Nie zdziwiłby się, gdyby alfa sobie tego życzyła. Lecz z drugiej strony, co jeżeli rzeczywiście był tylko podróżnikiem, który przypadkowo zabłądził w te strony? Czy powinni się go pozbyć, czy raczej zaproponować mu dołączenie do stada? Złocisty nie był pewien. Nie pamiętał czasów, gdy był członkiem jakiejkolwiek watahy. Jego jedyne wspomnienia dotyczyły tylko samotnej wilczycy, która go wychowała. Nie wiedział, co robić. Instynktownie widział jednak obcego jako potencjalne zagrożenie, zwłaszcza dla jego młodych towarzyszek, które miałyby niewielkie szanse na obronę, jeżeli zdecydowałby zaatakować. Po raz wtóry postanowił więc przyjąć rolę obrońcy, wykorzystać jedyny atut jakim obdarzyła go natura, swą siłę, dla dobra innych.
Jednakże ani ze słów ani z zachowania brązowego nie wynikało, by miał wobec nich wrogie zamiary. Keiran nie miał też najmniejszego powodu, by podejrzewać go o kłamstwo. Nie wyczuwał w jego zapachu niczego szczególnego, żadnych domieszek woni innych wilków, co świadczyłoby o przynależności do innego stada. Nie widział w nim także szpiega, żaden zwiadowca nie opuściłby swej kryjówki, by spokojnie porozmawiać.
Dlatego też Słonecznik uznał, iż mówi prawdę.
- Te tereny należą do nas od niedawna, więc mogłeś o tym nie wiedzieć - odezwał się w końcu stosunkowo spokojnym tonem. Jeżeli, jak wspominał, nie miał pojęcia o istnieniu Cieni, musiał odwiedzać te ziemie jeszcze zanim przybyli w okolice jeziora. - Niemniej, teraz należą do nas i nie sądzę, żeby prędko się to zmieniło - dodał po chwili.

Łąka nad jeziorem

#47
- Bardziej trafne byłoby raczej stwierdzenie, że odwiedzam niegdyś dobrze znane sobie miejsce w którym łatwo o ciekawski, kicający posiłek. No chyba, że zdążyliście już przepłoszyć stąd te wszystkie zające. - odruchowo chciał spojrzeć w miejsce w którym ostatnio widział te długouche gryzonie, lecz jego ślepia zatrzymały się na charakterystycznej roślinie o licznych białych kwiatach, która rosła praktycznie obok. - Grupy też raczej nie szukam... no, chyba, że takowa miałaby coś naprawdę ciekawego do zaoferowania. - odpowiedział młodej waderze, odruchowo chcąc pochylić się tak aby bez problemu zebrać jedną lub dwie łodyżki krwawnika, który tak kusząco się prezentował, zdążył jednak tylko odrobinę zniżyć łeb gdy nagle, wpadło mu na myśl, że gospodarze mogliby mieć coś przeciwko, więc ostatecznie zrezygnował. W sumie, nie powinno zrobić mu to zbyt dużej różnicy - kolekcja ziół wpleciona w sierść znajdującą się na karku brązowego samca i tak prezentowała się dość pokaźnie - chociaż jego samego i tak nie do końca satysfakcjonowała, brakowało w niej bowiem jeszcze kilku gatunków roślin, które bardzo cenił.
- Rozumiem. Cóż, trochę szkoda, to bardzo urokliwe miejsce. - zwrócił się w stronę Keirana, gdy ten skończył swoją wypowiedź - Odejdę więc, jeśli mi pozwolicie.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#48
- Myślę, że jest ich tu na tyle dużo, że ucieczka dwóch czy trzech nie zrobi ani nam ani innym większej różnicy. A miejsce, owszem, jesteśmy co do niego podobnego zdania. - powiedziała złotooka na wzmiankę o zającach. Miała od jakiegoś czasu ochotę rozruszać mięśnie, więc może niedługo wróci tu właśnie w tym celu.. Teraz jednak mieli spełnić zwiad i zdobyć nowy teren dla stada i to było dla niej priorytetem, jej własne zachcianki musiały zejść na dalszy plan. Nie musiała w tym momencie opowiadać o tym, jak podoba się jej i jej towarzyszom okolica, ale może była to szansa na pociągnięcie, jakby na to nie patrzeć, owocnej rozmowy?
- Czyżbyś miał jakieś inne stado na oku? - zapytała basiora Naerys, jednak widząc w nieoczekiwanym spotkaniu także szansę dowiedzenia się czegoś więcej o innych grupach, być może o ich miejscach zamieszkania, może nawet liczebności? Z tego względu stwierdziła, że nie trzeba go koniecznie natychmiast przeganiać. Już dawno przestała się obawiać samca, gdyby miał ich zaatakować, zrobiłby to już dawno.

Łąka nad jeziorem

#49
- Niespecjalnie. - odpowiedział po chwili - Dopiero napotkanie was uświadomiło mi jak wiele mam do nadrobienia jeśli chodzi o okoliczne tereny. Kto wie, może gdzieś tu zawiązało się kolejne stado o którym nie mam pojęcia ... - spojrzał w stronę jeziora i wpatrywał się w nie przez chwilę chcąc wyłapać jak najwięcej szczegółów, aby dokładnie zapamiętać wygląd tego miejsca - w końcu zbyt szybko już tu raczej nie powróci.
Chwilę.
Czy jeleń, który zaatakował Przebłysk nie wspominał przypadkiem czegoś o jakiejś innej wilczej grupie? Grupie, która naraziła się komuś kogo tamten nazywał samym stwórcą? Evrett starał się przywołać w pamięci jego słowa, lecz jak na razie marnie mu to wychodziło. Na pewno jednak była wtedy mowa, że miało to miejsce w górach.
"Dwoje nas było, i dwoje wróci do Stwórcy" - wtedy założył, że drugi jeleń postanowił zakończyć żywot tych, którzy sprzeciwili się "Panu", ale co jeśli się mylił? Albo jeśli to właśnie stojąca przed nim trójka, należała do watahy, która zadarła z siłami wyższymi, ściągając na okoliczne stada żądne krwi rogacze? Co prawda nie zgadzała się lokalizacja ... lecz zawsze istniało prawdopodobieństwo, że postanowili się przenieść z jakichś względów, które mogły mieć związek właśnie z boskimi jeleniami chcącymi wymierzyć "sprawiedliwość". Z resztą nawet złocisty basior zaznaczył, że zajmują te tereny od niedawna. Było jednak dość duże prawdopodobieństwo, że to wszystko mija się z prawdą, więc bury basior postanowił sprawdzić ich reakcję na wzmiankę o tych rogaczach.
- Chociaż... mimo wszystko powinienem chyba na jakiś czas zrezygnować z wędrówek i gdzieś się zaszyć. Podobno po okolicy grasują stuknięte jelenie próbujące wymordować wilki za to, że nie jedzą roślin. - powiedział ponownie przenosząc wzrok na stojącą przed nim trójkę, uważnie im się przyglądał.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#50
W tym czasie Sen w milczeniu słuchała toczącej się rozmowy dyskretnie badając zapach samca, na ile wiatr rozchodzący się w różnych kierunkach na to pozwolił. Próbowała przejrzeć jego zamiary. Wydawało jej się, że samiec jest godny zaufania i przyjazny, ale nie traciła czujności. Nie wiedzieć czemu wydał jej się też dość tajemniczy. Nie pokazywała swoich myśli po sobie, pozornie "rozglądając" się za woniami ziół, które jeszcze mogłaby zebrać. Dopiero wzmianka o kolejnym stadzie przyciągnęła bardziej jej uwagę. Zastrzygła uchem, zwracając swój pysk w kierunku Evretta i przybliżając się do zgromadzonych wilków.
-Kto wie? Dużo wilków spotkałeś już na swojej drodze? - Zagadnęła, nastawiając uszy. - I właściwie... jak brzmi twoje imię? Chyba jeszcze nie mieliśmy okazji go poznać? - Dodała z lekkim uśmiechem.
Były to jej ostatnie słowa na tę chwilę. Nie odzywała się więcej, sprawiając wrażenie, jakby zbyt była rozproszona dźwiękami okolicy. Chciała rozeznać się w sytuacji, ile właściwie zamierzają wyjawić na temat Jelenia? Sama miała dużo do powiedzenia, dlatego na ten moment trzymała język za zębami, by przez przypadek nie wyjawić jakiejś informacji, która mogłaby obrócić się przeciwko nim. Wciąż wspomnienie odzyskania wzroku wyzwalało w niej zbyt potężne emocje, dlatego nie ufała sobie, dopóki nie ochłonie.


To be blind is not miserable; not to be able to bear blindness, that is miserable.
~*~*~
Zioła: Krwawnik x2, lulek czarny x4

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron