Łąka nad jeziorem

#51
Keiran dłuższy czas milczał, obserwując uważnie brązowego, oczekując każdego, choćby najmniejszego śladu agresji. Nadal jednak takowych się nie doszukał. Zamiast tego nieznajomy powiedział coś interesującego. Wspomniał o jeleniu...
Uszy złocistego mimowolnie drgnęły a na obliczu na ułamek sekundy pojawił się wyraz zdumienia. On również wiedział o tych dziwnych roślinożercach nie z tego świata? Przez chwilę starał się przypomnieć sobie słowa tamtego zwierzęcia, informacje, jakie udało się z niego wyciągnąć po jego pokonaniu. Czy nie wspominał coś o tym, że posiadał brata, który został wysłany do innej watahy gdzieś w lesie? Co, jeżeli ów osobnik do niej należał? Owszem, równie dobrze mógł zauważyć tamtego jelenia przypadkowo, kiedy ten podążał w stronę siedziby innego stada... Ale czy wówczas wiedziałby, iż pragnie on wilki zabijać, i to z tego właśnie konkretnego powodu...?
Uśpiona na chwilę czujność obudziła się na nowo.
- Masz na myśli takie wielkie jelenie z białymi ślepiami, znające wilczą mowę? - zapytał, marszcząc nieco brwi. - Jeśli tak, to pojawił się tu taki znikąd, całkiem niedługo po naszym przybyciu... Ty też miałeś okazję się na takiego natknąć?
Nie miał zamiaru zdradzać zbyt wielu informacji o dziwnym rogaczu, a w szczególności tego, co sam im przekazał. Niemniej, była możliwość, że brązowy wie więcej, niż oni, tak więc postanowił podjąć temat.

Łąka nad jeziorem

#52
- Niestety tak. Przebiegło to to takie - wielkie, białe więc się zainteresowałem. Okazało się, że ma zamiar zaatakować wilczą grupę. Jeleń poluje na wilki - wyobrażasz sobie? - pokręcił łbem oburzony. Nadal nie mieściło mu się to w głowie. Niby jakieś tam bóstwo i te sprawy - ale to nie zmienia faktu, że biały był rogatym roślinożercą. - Poturbował szczenięta. - wypowiedział to takim tonem, że można było odnieść wrażenie iż uważa to za prawdziwą zbrodnię. - Więc nieodzownie należało zatopić w nim kły. - dodał marszcząc brwi. Z wypowiedzi jasnego basiora dało się wywnioskować, że jego grupa nie była tą, która zadarła z siłami wyższymi - a więc w górach musiał czaić się ktoś jeszcze. Chciał coś dodać, lecz w tym momencie odezwała się jedna z towarzyszących Słonecznikowi wilczyc.
- Dość sporo. Jednego nawet na tej łące. To było ciekawe doświadczenie. - odpowiedział waderze, która do niedawna trzymała się trochę a uboczu, jednocześnie mimo wcześniejszego, niewesołego nastroju, nie mógł powstrzymać uśmiechu. Co więcej, prawie się roześmiał wspominając tamto spotkanie ... a właściwie jego początek. - Evrett - skinął lekko łbem. Początkowo miał lekkie opory przed wyjawieniem swojego imienia, ale ostatecznie zdecydował, że jednak to zrobi - bo w końcu tak naprawdę, dlaczego nie? Poza tym napewno dziwnie by to wyglądało gdyby przemilczał tą kwestię. -Z przyjemnością poznam także i wasze miana. - dodał.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#53
Naerys mogła tylko pokręcić głową słysząc relację Evretta. U nich pojawił się taki sam jeleń. Nie skomentowała wzmianki o poturbowanych szczeniętach, zamiast tego zapisując ją dokładnie w pamięci. Informacja o wilczej grupie mieszkającej w tej krainie i posiadającej młode może być cenna dla Lokatt, a ona chciała przydać się swojemu stadu jak najbardziej tylko umiała. Nie była szpiegiem, ale nie oznaczało to, że ma być głucha na to, co mówią inni, a zwłaszcza mimochodem.
- Pokonanie go z pewnością da nam i wam wiele chwały - powiedziała, zadowolona z siebie. Uwielbiała walkę, nowina o udanej potyczce była czymś wartym gratulacji, nawet jeśli była to wygrana potencjalnie wrogiej grupy. Naerys poczuła wewnątrz radość z możliwości spotkania z dobrymi łowcami. Sparing, ewentualna bitwa, nie mogła się tego doczekać bo przecież to był jej żywioł.
Kiedy basior przedstawił się i zapytał ich o imiona, samiczka zastrzygła uszami, zastanawiając się przez chwilę jak powinna odpowiedzieć. Prawdą, czy fikcją? Pomyślała o rodzicach. Jeśli by jej szukali i napotkali by tego samca, mógłby ich do niej zaprowadzić. Postanowiła więc wyjawić mu swoje prawdziwe miano.
- Naerys - odpowiedziała zadowolona z siebie.- Miło mi ciebie poznać, musisz być dobrym łowcą, skoro wraz z tamtym stadem pokonałeś tego jelenia.

Łąka nad jeziorem

#54
- Cóż, chciałbym, lecz raczej nie sztuką jest rzucić się na takiego zwierza liczną grupą. - stwierdził, po wysłuchaniu tego co Naerys miała mu do przekazania. - Mam w najbliższych planach polowanie na większą zwierzynę, więc zobaczymy jak pójdzie mi samemu, po tej krótkiej przerwie. Co prawda zapewne będzie to zwyczajny jeleń lub coś w podobie, zdecydowanie nie rogate bóstwo, ale cóż, od czegoś trzeba zacząć. - wyszczerzył kły w krótkim uśmiechu.
No właśnie, czekało go jeszcze polowanie ... było też tyle miejsc które planował odwiedzić, a w końcu wypadałoby niedługo pojawić się w Jamach... Czas uciekał. Brązowy wysłuchał jeszcze ewentualnej odpowiedzi pozostałej dwójki odnośnie ich imion po czym po raz ostatni spojrzał w stronę jeziora.
- Na mnie już chyba pora. - ponownie przeniósł na gospodarzy swoje żółte ślepia - Miło było was poznać, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nasze drogi się zejdą. - skinął lekko łbem po czym przeszedł obok nich zmierzając w stronę pobliskich zarośli. - Bywajcie - rzucił jeszcze, zanim zagłębił się w las.

/zt
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#55
- Keiran - rzucił w odpowiedzi na pytanie samca, skinąwszy przy tym nieco łbem. Następnie zamilkł, uważnie słuchając jego wypowiedzi, starając się zapamiętać jak najwięcej istotnych szczegółów. Wspominał coś o sporej grupie wilków. A więc stado? Lepiej będzie zawiadomić Lokatt, że takowe gdzieś istnieje. I że również spotkało na swej drodze tajemniczego jelenia podobnego do tego, z którym przyszło im walczyć. Sam złocisty niewiele rozumiał z tego, co się wydarzyło i nawet już przestał próbować, gdyż wywoływało to u niego niemały ból głowy. Nie był w stanie tego pojąć. Dotychczas jego proste, dwuletnie życie wolne było od jakichkolwiek sił wyższych, ani magii. Owszem, słyszał o bóstwach, czy niezwykłych mocach niejednokrotnie podczas swej wędrówki lecz uznawał te opowieści za zwyczajne bajki. Dopóki nie przekroczył granic tej dziwnej krainy.
Obcy wilk zdecydował się wkrótce odejść, więc wymamrotał jakieś słowa pożegnania, skinąwszy mu głową. Obserwował Evretta póki ten nie zniknął im z oczu, jednakże myśli basiora krążyły gdzie indziej. Po położeniu słońca wnioskował, że reszta watahy dość długo nie wraca, co wzbudziło w nim jakieś niejasne, złe przeczucia. Widoczne to było również w zachowaniu samca, który zaczął się wiercić niespokojnie, rozglądać na boki i kręcić w kółko. Czy nie powinien sprawdzić, czy coś się nie stało? Nie był jednak pewien, w którą stronę się udali. Więc... Co powinien zrobić?
Nie mógł usiedzieć w miejscu, to na pewno. Może uda się na mały zwiad, przy okazji zahaczając o resztę ich terenów. Być może kogoś tam napotka... Tak, to był dobry plan, przynajmniej w mniemaniu basiora. Spojrzał na samice.
- Wiecie co, pójdę się rozejrzeć... - zaczął z niejakim wahaniem. Nie chciał zostawiać podrostków samym sobie, lecz nie był również w stanie usiedzieć w miejscu. - Uważajcie na siebie... Najlepiej wróćcie na wyspę, dobrze?
Uśmiechnął się do nich lekko, po czym skierował się przed siebie, kilkukrotnie odwracając się by jeszcze na nie spojrzeć i upewnić się, czy nic im nie grozi. Wreszcie zniknął między zaroślami.

//zt.

Łąka nad jeziorem

#56
Naerys kiwnęła głową na pożegnanie Keirana i Evretta, zastanawiając się co powinna zrobić dalej. Nie zamierzała jeszcze wracać na wyspę, okoliczne lasy kryły zbyt wiele tajemnic, kusząc ją, aby je zgłębiła. Spojrzała na Sen, zadając sobie pytanie, czy dobrym pomysłem byłoby ciągnąć niepełnosprawną, niewidomą wilczycę razem ze sobą na wariacką, spowodowaną czystą ciekawością przygodę.
- Może najlepiej będzie, jeśli wrócisz na wyspę i sprawdzisz jak tam się sprawy mają. Lokatt powinna wiedzieć, że ktoś tu był i wie o obecności stada. Ja dokończę obchód i przy okazji zbadam większą część okolicy - zawyrokowała, brzmiąc już jak młoda dorosła, a nie nieopierzony smarkacz którym była, kiedy spotkała pierwsze wilki po przekroczeniu granic Konkordii. Niby nie było to tak dawno temu, ale waderka zdążyła zmężnieć, spoważnieć, piąć się ku wymarzonej dorosłości. Nie była jeszcze wielkości dorosłego ani nie miała jego siły, ale to powinno przyjść z czasem.
Uznając, że jej słowa wystarczą do nakłonienia Snu do powrotu na wyspę, skierowała się dalej przed siebie, pozostawiając albinoskę w tyle. Nie powinna mieć problemu z powrotem, przecież może wrócić po własnych śladach.

z.t.

Łąka nad jeziorem

#57
Nie miała najmniejszej ochoty wracać na wyspę, ale nie mogła przeciągać zbiorów w nieskończoność. Odejście w tym momencie nie wchodziło w grę, w dodatku... Jeleń czekał. Z pewnością nie wiedział, co działo się na wydmach. Inaczej by zainterweniował, prawda? Kusiło ją oddalenie się gdzieś i szybkie złożenie raportu, ale Vune i Kune skutecznie by jej to uniemożliwili. Oczywiście, wszystko było winą Lokatt. Pieprzona suka. Ach, tak dawno nie miała kogoś, na kogo mogła zwalić wszelką winę. Obarczenie zdziry za wszelkie zło na świecie znacznie poprawiało jej humor. Uśmiechnęła się pod nosem, ostrożnie zbierając lulek i krwawnik. Miała nadzieję, że bliźniaki nie znają się na ziołach, bo nie chciała się niepotrzebnie tłumaczyć. Przecież wcale nie spiskowała przeciwko Lokatt, czyż nie? Kiedyś nadarzy się stosowna okazja. Jednak na razie musiała wracać na wyspę. Dzieci czekały.
Jeleń i Resef zresztą też.
//z.t

Łąka nad jeziorem

#58
Thais zmęczona biegiem, zwolniła znacząco, gdy tylko zobaczyła w oddali Vune i Kune, którzy podążali za Lokatt i resztą stada. Nie miała już siły aby ich dogonić, lecz teraz nie stanowiło to jakiegoś wyjątkowego problemu, ze względu na świeże ślady, które w razie czego z pewnością potrafiłaby łatwo odnaleźć... tu też pojawiła się pewna pokusa. Idąc tak, fiołkowooka dostrzegła sporą łąkę, która, patrząc pod kątem obecności ziół, prezentowała się dość obiecująco - przynajmniej jak na jej, co by nie mówić, jak na razie dość amatorskie oko. Z jednej strony, nie chciała opóźniać marszu oraz całej ceremonii pożegnania Melodii, lecz z drugiej... przecież jej matka, Resef razem z Akashą i tak ciągnęli się jeszcze gdzieś z tyłu wszystko przyblokowując. O ile w ogóle opuścili już wysepkę, więc chyba krótka chwila na pozbieranie paru roślin nie powinna zrobić zbyt dużej różnicy, czyż nie?
Beżowa biła się jeszcze przez chwilę z myślami, aby w końcu podjąć ostateczną decyzję. Szybkim truchtem zboczyła w stronę polanki, rozglądając się za tym po co tu przyszła. Jako pierwszy dostrzegła krwawnik, który od razu rzucił jej się w oczy dzięki tym śmiesznym małym, białym kwiatkom. Szybko zerwała zwoje znalezisko, rozglądając się za kolejnymi łupami, lecz ku swojemu zaskoczeniu, nie była w stanie odnaleźć praktycznie nic interesującego. Raz wydawało jej się, że znalazła cis, lecz jednak gdy podeszła bliżej, nadzieja całkowicie prysła.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Łąka nad jeziorem

#59
Węszyła jeszcze przez moment, jednocześnie nerwowo snując się po łące, aż w końcu natrafiła na lulek czarny. Nie do końca kojarzyła jego właściwości i ogólne metody stosowania, lecz kwiat ten zdecydowanie nie wydawał się jednym z tych "przyjaznych". Zapewne przez ten podejrzany, lepki meszek, który pokrywał całą roślinę. Chcąc nie chcąc, wadera, kierowana głównie wielką chęcią nauki, postanowiła zaryzykować i wziąć ze sobą odrobinę, aby później wypytać kogoś kto wiedział zdecydowanie więcej na takie tematy. To było najlepsze wyjście - w końcu nie miała pewności czy rzeczony wilk odgadnie jaką roślinę ma na myśli jedynie z samego opisu... chociaż, czy specjalista nie powinien poradzić sobie z takim zadaniem z łatwością...? W każdym razie, bała się, że sama mogłaby nieopatrznie przekręcić coś w swojej opowieści, więc najlepiej było mieć próbkę ze sobą. Thai ostrożnie oderwała odrobinę tej śmiesznej roślinki, aby później wpleść ją w futro. Nie chciała marnować już więcej czasu i ryzykować spóźnienia... z resztą, i tak chyba nic więcej nie byłaby w stanie już tu znaleźć. Ruszyła więc wzdłuż polany, chcąc skrócić sobie nieco drogę aby szybciej znaleźć się przy reszcie watahy.
Nie minęła chwila i już jej tu nie było.
/zt
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Łąka nad jeziorem

#60
Po opuszczeniu wysepki zamiast z resztą wilków pójść na pogrzeb zdecydował się obejść tereny Cieni. Poniekąd dla ziół i poznania okolicy, ale też dla Ve`nevri, samica nie dawała wilkowi spokoju i ciągle miał nadzieję ją spotkać, samemu jednak nie miał odwagi wyruszyć na poszukiwania, był zbyt nowy w watasze, takie zachowanie owocowałoby tylko niepotrzebnymi pytaniami i krzywym spojrzeniem każdego z członków. Dotarłszy na łąkę uśmiechnął się zawadiacko, po czym zerwał lulka i krwawnika. Delikatny wiatr kołysał źdźbłami trawy sprawiając wrażenie jakby ta tańczyła, a on przypatrywał się okolicy nie ukrywając zachwytu. Wysepka była urodziwa, to fakt, ale tutaj? Tutaj było jeszcze lepiej! Wolnym krokiem parł w stronę jeziora, a głupkowaty uśmiech nie schodził mu z pyska ani na moment. Isztar by się tutaj spodobało. Czasem chciał by wadera była tu z nim, pokazałby jej wysepkę i to jezioro, no i Cienie by poznała. Było to jednak niemożliwe, a do Resa coraz bardziej docierał fakt, że wygląd starej Opiekunki coraz bardziej się zacierał. Przestawał pamiętać, widywał tylko rozmazany kształt, a nie Isztar jak żywą. Westchnął rozczarowany tym, że przeszłość nawet na chwilę nie chce mu pozwolić na cieszenie się tym co jest tu i teraz. Stojąc tuż przy brzegu jeziora basior patrzył na swoje odbicie. - Kiedy Ty zdążyłeś tak się zestarzeć, kochanieńki? - mruknął pod nosem zbliżając pysk do tafli. Woda była zimna, ale przyjemna. Spragniony wilk chłeptał ją szybko i agresywnie jakby miała się zaraz skończyć, a on by nie pił od kilku dni. Po zaspokojeniu pragnienia położył się tuż przy krańcu łąki i delikatnie zamiatając kitą trawę przymknął ślepia, to miejsce było idealne do krótkiej drzemki, mimo wszystko był jednak na widoku, więc pozostając czujnym odpoczywał starając się za wszelką cenę nie zasnąć.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron