Wysepka na jeziorze

#61
Biały jeleń dyszał ciężko, pozwalając swojej ciężkiej głowie z pokaźnym porożem oprzeć się o grunt, co odrobinę zmniejszało ból, jaki odczuwał w karku. Mięśnie miał osłabłe w wyniku wycieńczającej potyczki, którą przegrał. Przeliczył się - był pewien, że gibkość pozwoli mu wygrać, i początkowo rzeczywiście była zaletą nie do pokonania, ilość przeciwników jednak wyczerpała go mimo przewagi. Roślinożerca dopiero teraz zrozumiał, że ze stadem nie miał szans i powinien był atakować wszystkie osobniki pojedynczo, a więc zupełnie odwrotnie, niż nakazywał zwyczaj w potyczkach jeleni. Różnice między nim i drapieżnikami były tak wielkie, że stwórca bestii tego nie przewidział, nie znał, nie rozumiał swojego przeciwnika, o ile wilki można było tak nazwać.
Jeleń omiatał pustym spojrzeniem otoczenie i oblicza swoich oprawców, przerwał ten cykl dopiero wtedy, gdy Lokatt przemówiła w imieniu swoich towarzyszy. To właśnie w nią wbił swoje spojrzenie, zmęczone, zbolałe, ale i pełne niezłomnej nadziei i wiary w słuszność swojej sprawy.
- Och, chciał was stąd zabrać.. I udałoby mu się, gdyby nie ten drugi.. - odpowiedział Lokatt. Zwierz jednak stanął przed impasem, ponieważ tego samego chciał jego twórca- pokoju w krainie, bezpieczeństwa dla siebie i zwierząt, które tu żyją.. Słowa Lokatt były jak echo jego własnych, tylko odnosiły się niego mieszkańców, a do najeźdźcy. Czy nagle miało okazać się, że życie nie jest tylko czarne albo białe, tylko skąpane w licznych odcieniach szarości?
Następny czyn wadery wprawił rogacza w niemałe osłupienie. Początkowo nieufnie obwąchał rośliny, po czym wziął zioła do pyska, nie rozumiejąc do końca sytuacji, w jakiej się znalazł. Oczekiwał, że dokończą dzieła i rozszarpią go na sztuki, zanim zniknie całkowicie, a jego ciało powróci
do nicości z której stworzył go Pan. - Jesteście.. inni niż on. Wyglądacie tak samo, ale jesteście inni. Jakież to dziwne. - wymamrotał, połknąwszy zioła, a migotanie jego ciała na chwilę ustało, jakby pozwalając mu pozostać wśród żywych i cielesnych odrobinę dłużej. - Może nie jesteście tak wyklęci jak Pan początkowo uważał.. Może jest dla was szansa.. - wymamrotał po dłuższej chwili, widocznie zdezorientowany. Najwyraźniej dotąd miał wilki za krwiożercze potwory, skupione tylko na radości płynącej z rozlewu krwi. - Co widziałem ja, widział i Pan - dokończył tylko.
Spożyte zioła nie zatrzymają powolnego przemijania tworu, ale znacząco ten proces spowolniły, uśmierzając przy tym ból spowodowany przez rany.
Zebrane wilki mogły natomiast zauważyć dziwne zjawisko: posoka, w jakiej rogacz był skąpany znikła, zasklepiły się jego rany, zaś okoliczne żaby wyległy z sadzawek, aby zbliżyć się do leżącego na ziemi zwierzęcia. Te, które go dotknęły zyskały dziwne wzory na łapach i wokół oczu.

/rzut:
1. Lokatt 2. Keiran 3. Drake 4. Konwaliowy Sen 5. Naerys 6. Vune i Kune 7. Thaisis 8. Zapomniana Melodia 9.Izuki
wynik rzutu: 4,9/

Dziwna zmiana nie uszła uwadze Izukiego, podobną dziwną zmianę w otoczeniu mimo ślepoty wyczuła Sen. Zmienione żaby pachniały inaczej, wilki poczuły potrzebę sprawdzenia tego. Może właściwości ich skóry lub wydzielin mogą przydać się w sporządzaniu mikstur?

Wysepka na jeziorze

#62
Jeszcze bardziej zbliżyła się do Jelenia, z dużą intensywnością wsłuchując się w jego słowa. Walczyła ze sprzecznymi uczuciami, które się w niej zaczęły pojawiać. Z jednej strony miała ogromny żal do Jelenia, że postanowił ich wyeliminować kompletnie nie znając ani ich ani ich intencji. Z drugiej, dawniej szlachetne zwierzę, teraz pachniało żałośnie i słabo. Po trzecie, jego słowa... tak odmienne od tych pierwszych. Wilczyca nastawiła uszy, nie chcąc przegapić żadnego słowa. Próbowała rozeznać się w sytuacji. On? Ten drugi? Słowa Jelenia były tak zagadkowe! To wszystko jeszcze bardziej przyciągało uwagę Sen, która od młodości interesowała się tajemniczymi zjawiskami. Ale nigdy tak na prawdę w nie nie wierzyła. Traktowała wszystko raczej jako wybryk umysłu, a nie coś, co istnieje na prawdę...
Zaczęło się dziać coś jeszcze dziwniejszego. Konwalia zadrżała, przeczuwając jakąś dziwną zmianę w ciele Jelenia z chwilą, gdy wziął zioła do pyska. Nagle zapach krwi zaczął się zmieniać, powoli zanikać, a ku Roślinożercy zaczęły nadchodzić... żaby?! Mimo obecności tylu wilków? Sen nie wierzyła w to, co słyszy i czuje. Zwróciła pysk w ich kierunku, zaintrygowana ich poczynaniami. Czemu go dotykały? Co się tu wyprawiało? I czemu... co to za zmiana? Konwaliowa zmarszczyła czoło, wyraźnie obwąchując powietrze otaczające zmienione zwierzęta. Było jakieś inne!
Jeszcze bardziej z namysłem zbliżyła do nich pysk. A gdy zyskała pewność, że rzeczywiście coś jest na rzeczy, cofnęła się o krok zaskoczona myślą, jaka nagle pojawiła się w jej umyśle.
Zauważyła, że mocno różni się od pozostałych wilków. One... wiedziały o wiele więcej niż ona. Dostrzegały rzeczy, jakich ona była nieświadoma. Pachniały bardzo podobnie do siebie. Jedyną istotą na prawdę podobną do niej była jej matka, która również na tle innych wilków wydawała się dziwna. Sen wiedziała, że ma jakieś ograniczenia fizyczne widoczne dla innych. I ten kompletny brak koordynacji...
Z namysłem skupiła się na zwierzęciu, rozważając pomysł, który nie dawał o sobie zapomnieć. Jeleń miał w sobie jakąś boskość, coś nadnaturalnego. Zioła uleczyły go częściowo, jednak w zupełnie inny sposób niż to by się stało w przypadku zupełnie normalnego wilka. I do tego te żaby... Bojąc się, że Jeleń zniknie zanim ona zdąży cokolwiek osiągnąć i zaprzepaści być może jedyną szansę w życiu, Sen delikatnym ruchem opuściła pysk, na chwilę przytykając nos do ciała boskiego, jakby obwąchując go z bliska. Czuła bijące, przepełnione nadzieją serce. Z drugiej strony spodziewała się, że nic się nie wydarzy. Pewnie jej gest wydawał się nie na miejscu, ale ona w tej chwili się tym nie przejmowała. A tuż po wyprostowała się, cofając i czekając na jakieś reakcje organizmu. Nawet obróciła łeb ku swojemu tułowiu węsząc by sprawdzić, czy zaszła jakaś zmiana. Jeśli ktoś zwróci na to uwagę, zawsze może powiedzieć, że musiała coś sprawdzić. Będzie to wyglądać wiarygodnie, bo już po chwili ponownie skupiła się na żabach. Przycupnęła przy nich, wdychając ich woń w nozdrza, a jeśli pozwoliły na to, lekko tykając je nosem, sprawdzając fakturę skóry. Po wszystkim uniosła pysk, kierując oczy gdzieś w nieokreślonym kierunku Lokatt, a kryła się w nich fascynacja. - W tych żabach... Czujecie to? Wydaje mi się, że powinniśmy bardziej zbadać te żaby. W ich skórze jest coś dziwnego po kontakcie z tą istotą. - Powiedziała. W jej głosie nie było słychać żadnej pogardy, a negatywne nastawienie do Jelenia zupełnie się rozmyło. Teraz traktowała go jako możliwość zdobycia czegoś cennego, lekarstwa.


To be blind is not miserable; not to be able to bear blindness, that is miserable.
~*~*~
Zioła: Krwawnik x2, lulek czarny x4

Wysepka na jeziorze

#63
Słuchała słów padających z wymęczonych ust jelenia pozornie niewzruszona, lecz w duchu zadowolona z takiego obrotu wydarzeń. Przeciwnik został pokonany, lecz jednocześnie decydując się ulżyć mu w cierpieniu z pewnością choć odrobinę poprawili swój wizerunek w oczach jego stwórcy, co mogło im oszczędzić mnóstwa dodatkowych kłopotów. W dodatku dzięki ziołom roślinożerca wciąż żył i być może udałoby jej się wyciągnąć z niego kilka dodatkowych informacji, które mogłoby okazać się niezwykle przydatne w przyszłości.
Skupiła się na milionie pytań krążących jej po głowie, starając się wśród tego chaosu wyłowić te, na które najbardziej pragnęła znać odpowiedź, zwłaszcza najbardziej przydatne do dalszego rozwoju jej stada. Przede wszystkim zainteresowała się, kim właściwie jest "ten drugi", jak to raczył określić sam konający przeciwnik. Nie brzmiało to bynajmniej przychylnie. Czyżby owa nadnaturalna istota miała wroga, a oni nieszczęśliwie trafili w sam środek konfliktu sił wyższych?
- Kim jest ten drugi? - zapytała, wciąż nie zmieniając tonu swej wypowiedzi. - Czy stanowi dla nas zagrożenie?
Zagrożenia oczywiście powinny zostać wyeliminowane na wstępie, a jeżeli nie byłoby to możliwe, chociażby powinni zachować ostrożność. Właśnie nią kierowała się w dużej mierze sama wadera, również w kwestii dalszego rozwoju stada. Nie można było działać pochopnie, należało wpierw zgromadzić i połączyć ze sobą fakty, wszystko dokładnie zaplanować, a dopiero wówczas działać. Każda nieprzemyślana decyzja mogła nieść ze sobą poważne konsekwencje.
Nie odwracała wzroku od leżącego zwierzęcia, toteż bez większych problemów zauważyła zmianę, jaką powoli przechodził. Rany goiły się na jej oczach, kałuża krwi wokół przeciwnika znikała. Bardzo się jednak starała, by zaskoczenie, graniczące poniekąd z fascynacją, jak i lękiem przed nieznanym, nie odbiły się na jej obliczu, które wciąż pozostawało niewzruszone. Jedynie oczy się zmieniały, co i rusz rozbłyskając bądź przygasając, zmieniając swój wyraz.
- Mówiłeś, że zostałeś stworzony do walki z wilkami... - zaczęła po chwili milczenia, mrużąc w zamyśleniu bursztynowe ślepia. - Czy byłeś jedynym, któremu powierzono tę misję, czy byli również inni? A jeżeli istniało was więcej, czy gniew twojego Pana w inne grupy takie jak my, watahy? - urwała na chwilę, pogrążając się ponownie w myślach, po czym dodała. - A dlaczegóż właściwie twój Stwórca wypowiedział wilkom wojnę? Tylko z racji bycia drapieżnikami, czy też wcześniej przedstawiciele naszego gatunku w jakiś sposób osobiście go uraziły?
Była pewna, że wie coś o innych wilkach, miała też nadzieję, iż zechce się tymi informacjami podzielić, oraz, że zdąży to uczynić, zanim zniknie. Czuła się dziwnie, rozmawiając ot tak z jeleniem, lecz powoli docierał do niej niepodważalny fakt - to miejsce nie jest pierwszą lepszą krainą, jaką przyszło jej odwiedzić. Zdecydowanie działo się tu wiele niezwykłych, niezrozumiałych dla prostych istot rzeczy.
Drgnęła, słysząc słowa Snu. Zmarszczyła brwi, przenosząc spojrzenie z jelenia na albinoskę, a z niej na wspomniane płazy. Zniżyła nawet łeb, by obwąchać jednego z nich, znajdującego się najbliżej. Jak dla niej nie różnił się od swych niezmienionych pobratymców.
Zerknęła znów na jelenia, a potem na żaby, by wreszcie przenieść spojrzenie na Konwaliową. Być może jej słowa brzmiały niedorzecznie, lecz z drugiej strony nic, co wydarzyło się odkąd ów jeleń wkroczył na ich teren miało cokolwiek wspólnego z logiką i burzyły sposób postrzegania świata szarej wadery. Jeżeli zwierzyna znała wilczą mowę, a jej rany goiły się w oczach, zresztą i ona sama zdawała się powoli znikać, być może i żaby mogły się zmienić pod jego wpływem...?
- Czy to możliwe...? - zapytała bardziej siebie, niż pozostałych. - Osobiście niczego dziwnego w nich nie wyczuwam, ale... Mam wrażenie, że powinniśmy je zbadać.

Wysepka na jeziorze

#64
Po swoim ataku szybko odskoczył na bok, żeby obecnie nie brać udziału w walce. Niech inni się wykażą- pomyślał przez chwilę, mają na uwadze, że nie jest dobry w walkach tak jak inni. Wcześniej otrzymał od kopytnego trzy obrażenia - rany - nie były dość głębokie. A teraz to nie wiedział jak jego drugi atak się potoczy, ale miał jakieś dziwne przeczucie, że prawdopodobnie otrzyma jakieś kolejne rany. Przecież żaden członek stada Szepczących Cieni nie wyjdzie z tej walki bez szwanku - bez żadnej rany, ani obrażeń. Teraz obserwował na boku wszystko, co działo się wokół niego i w trakcie tej walki, w której jeleń powoli tracił swoje siły. Słyszał pomrukiwania, warknięcia, kłapnięcia zębami czy bądź pyskiem. Widział próby zadania więcej ran na przeciwniku, żeby cierpiał więcej niż do tej pory.
Nagle usłyszał jakiś rozkaz, on brzmiał jak przez mgłę dźwięk czyiś słów próbował przebić się przez mgłę do czyiś uszu. A w tym przypadku to były odgłosy walki. Owy rozkaz brzmiał " Otoczyć go!" . Po krótkim przemyśleniu i krótkim głębszym zastanowieniu się, nie był pewien, czy rozkaz przywódczyni o treści " Otoczyć go!", czy tak brzmiał w rzeczywistości. Szybko zdecydował, że nie będzie wykonywał tego rozkazu, jeśli zrobi coś nie tak to szara samica, będzie prawić mu kazania. Najlepiej pozostać w miejscu i trochę poobserwować innych, tak uważał.Widział jak inni starali się otoczyć agresora, nawet Kreian próbował dostać się do gardzieli jelenia, ale nie był taki pewny, czy jego to się uda. Spostrzegł, że Nearys, z którą na początku nawiązał fajną rozmowę. Z tego co dowiedział się, albo tego się nie dowiedział tylko wnioskował, że walkę miała we krwi, tylko bardzo dużo brakowało do perfekcji do idealnego wojownika, ale nauka czyni mistrza. Jeśli będzie dużo ćwiczyć to wyrośnie na dobrą wojowniczkę. Od razu po niej zauważyć dwa wilki, które były bardzo do siebie podobne i walczyły w tym starciu w ramię w ramię, zaś Drake znalazł się w tym tłumie walczących, była także jakaś biała samica, która najwyraźniej sporo jej się oberwało od wroga. Czyżby ona, aż tak była beznadziejna w walkach niż on? Czy po porostu nie lubi walczyć i unika walk, albo jest coś o czym czarnooki nie wie o białej. Później zobaczył znowu kogoś obcego, kto nie przynależał do tego stada. Jego wzrok zbyt długo na niej nie spoczywał. Uwadze Izukiego nie przeszło obojętnie, że wilczyca, która ma szramę na pysku wspomaga ich swoją umiejętnością.
Po rozejrzeniu się po członkach i nie członkach watahy szybko spojrzał się na jelenia, który teraz aktualnie nie miał sił na nic, nawet na bronienie się przed atakami jego przeciwników, a później upadnięcie na ziemię. Z tej sceny, która była pewnie zatytułowana " koniec jelenia" Izukiemu chciało się śmiać, że taki niby jeleń nadprzyrodzony zdycha. Chociaż czarnooki nie wyczuł w tej walce, ani po przybyciu tutaj nic nadprzyrodzone u tego zwierzęcia. Po prostu nie przyznawał temu jeleniowi tytułowi " nadprzyrodzonego stworzenia, istoty".
Teraz, gdy natarczywy jeleń konał powoli i boleśnie usłyszał chlupot wody, jakby jeszcze ktoś tu przybył, ale z strasznym opóźnieniem, bo było już po walce. Zerkną kątem oka, na tego kogoś, kto przybył. Była to popielata wadera, która była członkinią w ich stadzie. Gdy spytała, czy ktoś jest ciężko rany. Przeniósł swój wzrok na swoje rany, która nie były dość głębokie i chyba nie potrzebowały, aż takiej szybkiej pomocy od uzdrowicielki. Byli inni, którzy potrzebowali jej pomocy. On poczeka, albo najwyżej te rany same mu się zagoją w swoim czasie. Gdy usłyszał przemowę Lokatt zwrócił łeb ku niej, żeby dobrze widzieć i słyszeć, co chce przekazać jeleniowi i również co chce zrobić. Jej słowa były bardzo przekonujące i prawdziwe. W pewnym momencie nie mógł uwierzyć w to co przywódczyni robi. Zerwała jakieś kłębek ziół albo czegoś innego i dała je wrogowi.
- Co ona robi. Dlaczego daje mu te zioła. Przecież to jest nas wróg... - mruknął to do siebie, trochę nie dowierzając, że Lokatt coś kopytnemu, żeby zatrzymało krwawienie i dodało sił. A jeśli on po spożyciu tego ponownie zaatakuje? To trzeba będzie ponownie z nim walczyć i przechodzić przez to samo, co przeszli przed chwilą. Przez ciężką walkę. Co prawda zbyt szybko poczynania przywódczyni ocenił, ale po chwili wsłuchiwał się dalej. Z większością zgadzał się, ale z jedną kwestią się nie zgadzał, że pozwolą wrogowi odejść stąd. Stamtąd skąd pochodzi Izuki, to wroga pozostawiało się na pastwę losu, a nie pozwalało mu odejść z przekazaniem informacji o tym co się tutaj działo. Jeśli by Izuki był lepszym wojownikiem, to by na to nie pozwolił, żeby wróg odszedł, najwyżej wyniósł by go daleko stąd i niech by konał dalej, aż do końca, jeśli by wtedy wchodziło w grę tren, który jest jego. Zacisną zęby.
Słuchał wszystkiego, co inne osobniki miały powiedzenia i obserwował ich ruchy. Po porostu krótko ujmując siedział w ciszy. Po chwili skierował ponownie wzrok bezpośredni na rogacza, nie uszło jego uwadze, że krew, która zgromadziła się wokół roślinożercy zniknęła, a jego rany zagoiły się, a po tym z okolicznych sadzawek wyszły żaby, te które go dotknęły to w okolicach oczu pojawiły się dziwne znaki. O co chodzi?- przeszło to pytanie przez myśl czarnookiego.
Po ciszy, która trwała w sporym zgromadzeniu odezwała się biała wilczyca, która wyglądała trochę inaczej od pozostałych, a po tym ponownie zaczęła mówić Lokatt. Owszem zaciekawiły Izukiego pytania, które zadała przywódczyni rogatemu, ale na ich odpowiedź dowie się, gdy kopytny odpowie na nie. Oraz te płazy z tymi znakami w okolicach oczu... Nie miał w ogóle sprawdzać tych żab, ani ich badać. Nic od nich nadzwyczajnego nie czuł...
Drak is everywhere...
Opowiadanie, premiera! - 11.11.15
Świat za portalem; część druga - 23.12.15
Trzecia część - 03.01.2016
Czwarta część - 20.01.16
Piąta część - 19.02.16
Część szósta - 24.03.16
Część siódma-01.06.16
Część ósma-04.08.16

Wysepka na jeziorze

#65
Nie zdołała odejść zbyt daleko, kiedy coś oślizgłego przepłynęło obok jej łapy. Ze zdziwieniem zorientowała się, że to żaba. Zaraz, żaba? Tutaj, teraz? Powinna przecież być teraz zagrzebana w mule i hibernować. Wiedziała coś o tym, często posilała się łatwymi do złapania żabami. Zaintrygowana ruszyła w ślad za płazem, docierając do... Wysepki? Powinna iść po skrzyp, ale... Nagle wyczula zapach zioła - tutaj, na wyspie! Jak mogła go przeoczyć? Roślina była wplątana w sierść któregoś wilka... Jak ona miała na imię? Chyba Sen...
- Wybaczcie, ale nie zauważyłam, że mamy tu skrzyp, w dodatku należy on do rannej. Zjedz go i weź jeszcze nagietek, też musisz go połknąć - wyjaśniła, odplątując kwiat z sierści i kładąc go przed Snem.
Ale to nie był koniec niespodzianek. Nie wyczuwała krwi jelenia... Zioła nie działają przecież tak szybko, wątpiła też, by ktoś potrafił na tyle dobrze okiełznać magię, żeby zaleczyć aż tyle ran... To było dziwne... Wypadało by to zbadać. Wiedziona instynktem przybliżyła sie do roślinożercy i dotknęła jego boku nosem.

// Ven'evri zużywa 1x nagietek

Wysepka na jeziorze

#66
Jeleń nie zwrócił większej uwagi na zachowanie wilków, puszczając mimo uszu zarówno komentarze Izukiego, jak i uwagi Snu. Nie wydawał się też zainteresowany faktem bycia dotkniętym przez niewidomą waderę. Z wyrafinowaną nieomal obojętnością pozwolił na kontakt jej ciała z jego własnym, osłabionym, ale uleczonym z ran i oczyszczonym z posoki. Dalej czuł, że życie z niego ucieka, albowiem nie było zatrzymania dla szarej śmierci, która powoli rozlewała się w jego jestestwie. Pewnie gdyby zabawił na świecie dłużej rozpaczałby, lamentował nad własnym przemijaniem, a tak czuł tylko zbliżające się spotkanie ze swoim stworzycielem, napawające go miłą, ciepłą nadzieją. Był raczej radosny, że jego misja została zakończona, choć na końcu języka wciąż tańcował żal, że się mu nie udało wypełnić polecenia Czerwonookiego.
Nie zwracał też uwagi na żaby, które dotykając go zmieniały się, zyskując jakieś nadnaturalne cechy. Nie jemu było się tym przejmować, on już przecież odchodził.
- Nie wiem - odparł cicho na pytanie Lokatt - Jest szalony, tyle wiem. Wygląda jak wy.. może chociażby z tego powodu was nie skrzywdzi? Nie umiem powiedzieć, Pan go nie stworzył, on tu przybył sam i niewiele o nim wiem. - Spoglądał dalej ze spokojem ku pokrytej roślinnością ziemi, pozwalając Lokatt sformułować kolejne pytania i dając czas sobie na przemyślenie odpowiedzi. - Tak i tak. Miałem brata, on skierował się ku wilkom w lesie.. Pan wysłał nas, abyśmy spróbowali zwyciężyć tam, gdzie on nie mógł. Chciał dać innym wilkom nowe ciała, pozwolić jeść owoce zamiast trupów zwierząt, ale nie chcieli go usłuchać. Chciał ich wygnać, przenieść bezpiecznie poza tą krainę, ale Drugi mu przeszkodził. Chronił swoich, wadero, tak jak wy to czynicie. Tylko jego stado jest o wiele większe niźli wasze, bo on dba o każdego roślinożercę jaki stąpa po tych terenach.
Nie zwrócił większej uwagi na powtórne przybycie starszej wilczycy, pozwalając jej czynić co tylko chciała z jego ziemską powłoką, którą i tak zaraz porzuci. Fale magii i energii, jakie rozpłynęły się po płazach przestały płynąć, zamarły, jakby siła jaką na moment zyskał syn stwórcy wyczerpała się równie szybko jak zaczęła działać. Cząstek mocy nie starczyło już dla wilczyc, które dotknęły nosami ciała jelenia - mogły jednak poczuć jak po chwili oczy pieką je lekko, a pomiędzy mrugnięciami pojawiają się fale czegoś jasnego, aby zaraz potem przybrać rozmyte kształty otoczenia wilczyc, wilczych oblicz, widoku ciała leżącego przed nimi rogacza. Po kilku chwilach wizja zaczęła się ponownie coraz bardziej rozmywać, aż na jej miejsce ponownie zawitała tak znajoma niewidomym samicom ciemność. Wyglądało nieomal na to, że same niebiosa chciały im dać szansę spojrzeć choć przez chwilę na dziw natury, jaki przed nimi właśnie kończył cicho swój krótki, niespokojny żywot.
Kilka chwil potem ciało rogacza znów zaczęło na przemian tracić i zyskiwać na przeźroczystości, rośliny pozwoliły mu pozostać wśród cielesnych tylko na te dodatkowe kilka zdań, jakie zamienił z wilkami. Zwierz wydawał się być spokojny, kąciki jego warg, już czystych, nie pokrytych posoką i pianą, uniosły się w lekkim, pogodnym uśmiechu, a oczy powoli zamknęły. Jednocześnie jego ciało stawało się coraz bardziej przeźroczyste, a wraz z tym procesem trawa i rośliny, na których legł, wydawały się lekko wstawać, jakby jego cielsko ważyło coraz mniej. Po jakimś czasie znikł całkowicie, pozostawiając wilki samym sobie, a po jego głosie i obecności pozostało jedynie wspomnienie.

Wysepka na jeziorze

#67
Drapieżniki nie miały jednak zbyt wiele czasu na kontemplację śmierci rogatego. Nadnaturalne zdarzenia na pustyni nie pozostały bez echa w reszcie krainy. Mieszkańcy Konkordii mogli poczuć przez chwilę wzmożony wiatr, jaki począł wiać od strony pustyni, co zwykle było zjawiskiem rzadko spotykanym. Nie był to jednak jedyny efekt. Bardziej wyczulone osobniki mogły wyczuć nieokreśloną, trudną do opisania zmianę w powietrzu, które stało się jakby cięższe - tym cięższe, im bliżej pustyni się znajdowali.
Niektórzy jednak, mając szczęście, zobaczyli nieco więcej aniżeli zwykły wietrzny powiew czy trudna do opisania zmiana w otoczeniu.
Wpatrując się w odejście jelenia, oraz próbując rozwiązać zagadkę przemiany żab wilki początkowo nie widziały zorzy, jaka tańczyła nad zachodnimi rubieżami Konkordii. Po chwili jednak część z nich, a potem już wszystkie wzniosły głowy, zwracając uwagę na tańczącą na niebie feerię barw. Drapieżniki mogły domyślać się, w którym kierunku powinny się udać, gdyby chciały znaleźć się bliżej jej źródła.
Zjawisko było to było na tyle niezwykłe, że wilki poczuły potrzebę sprawdzenia jego pochodzenia.
Nie była to natomiast jedyna zagadka, na jaką dziś natrafiły - czy zdecydują się na rozdzielenie, czy zechcą badać zjawiska większą grupą, jedno po drugim? A może któreś z nich zdecydują zignorować?

Wysepka na jeziorze

#68
Poczuła nagle piękny zapach, nie przypominający jej niczego, co do tej pory próbowała. Zorientowała się, że źródłem tej niezwykłej woni był jeleń. Pachniał jak... jak lawenda, jak las o poranku, jak czysta woda, jak fiołki, jak świeża trawa... Jak Natura. Zapach ją oszołomił, był najpiękniejszy i najbardziej złożony w jej życiu. Nagle oczy zaczęły ją piec, a potem... przejrzała. I choć wszystko było rozmazane, widziała swoje dzieci, swój skarb. Zaczęła mrugać rozpaczliwie, żeby zatrzymać cudowne widzenie na dłużej, ale już po chwili nastąpiła dobrze jej znana ciemność. Otwarła pysk w zdumieniu, a niczym nieskrępowane łzy zaczęły płynąć po jej policzkach.
- Dziękuję - wyszeptała.
I wtedy zrozumiała, że musi odejść. Że nie jest jej pisany los członkini Szepczących Cieni. Musiała odnaleźć stwórcę jelenia i mu podziękować. Podziękować i jakoś się mu odwdzięczyć, za to, co zrobił. Nawet, jeśli miałoby to mieć jakieś konsekwencje.
Wolno ruszyła w stronę córki. Musiała jej coś wytłumaczyć, zanim odejdzie. Bała się jej reakcji, ale miała już dość milczenia i kłamstw.
- Thai... Nie wiem, czy chcesz mnie słuchać. Ja... Wiem, że ci ciężko i że się boisz... Ale ja też się boję... Twój ojciec nigdy nie akceptował twojego brata, Keirana. Kazał mi go porzucić, a ja go posłuchałam. Myślałam... że... Że będzie lepiej. Że gdy zabraknie szczeniaka, będzie kochał mnie, ciebie, twoje rodzeństwo... Nie kochał. Nigdy nie kochał. Nie potrafiłam zabić własne dziecko, dlatego podrzuciłam Keirana innej wilczycy. Wierzyłam, że gdyby został w rodzinnej norze, twój ojciec by go zabił. Nie było mi łatwo, ale wierzyłam w mniejsze zło. Wiem, że może czujesz się teraz odrzucona, ale zawsze o was myślałam. Nigdy nie zapomniałam. Czy chciałam wrócić i was od niego zabrać? Tak , ale dopiero uczyłam się żyć bez wzroku. Nie chciałam ryzykować, że mnie przyłapią i zabiją nas wszystkich. Keiran o niczym nie wie. Powiedz mu to, proszę. Ja nie potrafię. Przepraszam cię Thai, że nie zauważyłam, że ojciec już nas nie kocha. Przepraszam... - powiedziała cicho, żeby usłyszała ją tylko córka.
Posiedziała chwilę obok niej, smutno wpatrując się w przestrzeń, po czym podeszła do przywódczyni watahy. WIedziała już, co chce zrobić i była pewna w stu procentach.
- Lokatt, chciałabym odejść. Moje miejsce nie jest tutaj, wśród Szepczących Cieni. Zbyt wiele przypomina mi tu o mojej przeszłości... Chciałabym poszukać szczęścia gdzie indziej. Czy mogę opuścić watahę? - zapytała niepewnie, gotowa na gwałtowną reakcję wadery.

Wysepka na jeziorze

#69
Gdy powróciła Ve'nevri i zwróciła się bezpośrednio do niej, Sen zwróciła uszy w jej stronę w bardzo zaskoczonym geście. Przez chwilę wilczyca "obserwowała" niepewnie, jak medyczka odwiązuje z jej sierści skrzyp. Zupełnie zapomniała o jego istnieniu! A przecież rzeczywiście zebrała go, gdy jeszcze podróżowała w obecności Lokatt i Naerys. Na pysku białej pojawił się lekki, zmieszany uśmiech, choć efekt ten różnił się w jakiś nieokreślony sposób od mowy ciała zdrowych wilków. - Och... Przez te wszystkie zdarzenia wyleciało mi z głowy, że jakiś czas temu sama zebrałam skrzyp. - Wymamrotała, czując się trochę głupio. Nisko zwieszony ogon zamerdał lekko, a ona sama posłusznie zabrała się za jedzenie ziół, które pod pysk podsunęła jej Ven. - Jeszcze raz dziękuję. - Dodała, kierując niewidome oczy w kierunku członkini stada. Mimo zamętu, jaki panował w jej umyśle i rozproszonej uwagi Konwalia skupiła się na osobie wilczycy, pozwalając dawnym uczuciom i wspomnieniom ponownie zalać jej pamięć. Coś charakterystycznego w zapachu wadery nie pozwalało o sobie zapomnieć. Sen ze zdumieniem odkryła, że uzdrowicielka niesamowicie przypomina jej matkę.

Wracając do sprawy Jelenia... W pierwszej chwili po dotknięciu zwierzęcia Konwaliowy Sen z rozczarowaniem stwierdziła brak jakichkolwiek zmian na lepsze. No tak, to by było zbyt piękne... Na co ona liczyła? Nieco zasmucona próbowała skupić się na wyjaśnieniach boskiego, choć nie było to łatwe. Jego nowa wizja żywienia wilków w pierwszej chwili wydała się Konwaliowej niedorzeczna. Drapieżnik żywiący się wyłącznie roślinami, jak jakiś.. jeleń? Mimo to wysłuchała całej wypowiedzi z zainteresowaniem.
I wtedy właśnie wydarzyło się coś, co od tej pory Sen pamiętać będzie do końca życia. Dotknięcie Jelenia jednak odniosło jakiś efekt. Młoda potrząsnęła łbem, nieprzyzwyczajona do dziwnego pieczenia oczu, jakiego nigdy jeszcze nie odczuwała. W ogóle nie zwracała większej uwagi na tą część swojego ciała. Wydawała jej się kompletnie bezużyteczna. Tym większe było jej zdumienie, gdy nagle w jej umyśle pojawiło się niezwykle dziwne zjawisko, którego w żaden sposób nie była w stanie opisać słowami. Spłoszona odskoczyła w tył, dusząc w gardle skowyt, zanim jeszcze wydostał się na powierzchnie. I tak przez krótki czas cofała się w tył, obracając pyskiem we wszystkie strony w osłupieniu i marszcząc czoło. Nieprzyzwyczajona do wizualnych bodźców czuła się przytłoczona, zupełnie nie rozumiejąc, co się dzieje. Czyżby doznała oświecenia? A może umiera? Czy tak wygląda "jasność", o której tyle słyszała? Serce szalało w jej piersi.
Zmusiła się do znieruchomienia, mrużąc instynktownie oczy. Jednak nawet, gdy je zamykała, ogarniająca ją ciemność była tak inna od tej codziennej. Dlatego kilka pierwszych chwil musiało upłynąć, zanim Sen zdołała wyrwać się z szoku. Musiało to wyglądać bardzo dziwnie dla obserwujących ją towarzyszy.
Nagle wszystko zniknęło. Zdezorientowana Cienista ponownie zrobiła krok w stronę Roślinożercy, bez zastanowienia pragnąc ponownie go dotknąć, tym razem dłużej i mocniej. Może tym lepiej, że nie było jej to dane. Przez swoją reakcję mogła ściągnąć zagrożenie nie tylko na siebie, ale i na całą watahę! Także zamiast ponownie doświadczyć tego dziwnego zjawiska, pozostało jej jedynie rozpamiętywanie tej krótkiej chwili... podczas gdy Jeleń zupełnie zniknął.
Zadrżała, dostrzegając silne podmuchy wiatru, które nagle zaczęły mocniej rozwiewać jej młodzieńcze futro. Już teraz wymęczone płuca musiały jeszcze mocniej pracować o każdy oddech, ponieważ samo powietrze stało się cięższe. Konwalia nastawiła uszy, oczekując na dalszy ciąg wydarzeń. Chyba jeszcze nigdy w swoim życiu nie przeżyła tak wiele jednego dnia i powoli przestała tracić rachubę czasu.
Przysunęła się do Lokatt, podświadomie szukając u niej jakichś wyjaśnień. Z wahaniem milczała, w końcu postanawiając się odezwać. Czuła, że nie może takich rzeczy ukrywać przed resztą. - Ja... poczułam coś dziwnego. - Zaczęła ze słyszalnym drżeniem głosu. - Wokół mnie... zauważyłam coś... chyba wilki właśnie to nazywają "jasnym". Ciężko mi to opisać. Zupełnie jakby jakaś "jasna" energia otoczyła wszystkich tu obecnych przez co w jakiś sposób... rozumiałam więcej. Nie musiałam używać dotyku ani węchu, by wiedzieć, w jaki dokładnie sposób każdy stoi. A sam Jeleń był... tak jasny, że jego obecność bolała... moje oczy. - Jej głos był cichy i drżący. Tylko stojące najbliżej wilki mogły z łatwością usłyszeć jej słowa i tylko jeśli zwróciły na nią uwagę. Sama Sen czuła się zupełnie bezbronna, zwierzając się tak szczegółowo ze swojej słabości. Po swoim wyznaniu zamilkła i zwiesiła niżej łeb, kładąc po sobie uszy. Mimo wszystko tęskniła za tą dziwną mocą, która ją opuściła. Byłoby wspaniale móc jeszcze dłużej doznawać czegoś tak niezwykłego...


To be blind is not miserable; not to be able to bear blindness, that is miserable.
~*~*~
Zioła: Krwawnik x2, lulek czarny x4

Wysepka na jeziorze

#70
//Ostrzegam, to będzie jakiś rekord długości...

Przez dłuższy czas tkwiła nieruchomo, wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się jeleń, analizując wszystkie usłyszane przez niego informacje. Kimkolwiek był ów "drugi", wnioskując ze słów roślinożercy przybrał wilczą postać. Przydatna informacja - przynajmniej mniej więcej wiedzieli, jak go rozpoznać. Był nieobliczalny, szalony... Nie mogli być pewni jego intencji, więc należało zachować ostrożność.
Następne jego słowa... No cóż, po części potwierdziły jej przypuszczenia o istnieniu watahy w tamtej puszczy. Opowieść o propozycji złożonej wilkom przez tajemniczego stwórcę wprawiła ją natomiast w niemałe zdumienie. Drapieżnicy żywiący się owocami? Niedorzeczność. Ale z drugiej strony... Czy te wszystkie wydarzenia już wystarczająco nie wywróciły jej sposób postrzegania świata do góry nogami, przecząc wszelkiej logice. Siły wyższe, magia... Wadera słyszała o nich tylko z opowieści, w które niezbyt wierzyła. Wychowywana w czasie wojny, kiedy nikt nie skupiał się na niczym więcej niż przeżyciem, nie mogła nawet usłyszeć żadnych legend, czy poznać stadne wierzenia. Dlatego jakiekolwiek nadnaturalne byty w jej mniemaniu nie istniały, wymyślone jedynie by ubarwić szarą codzienność drapieżników. A przynajmniej do tej pory. Ostatnie wydarzenia bowiem podważyły w znacznym stopniu to przekonanie. Nieznane moce jednocześnie budziły w niej lęk jak i fascynację, chęć poznania ich dokładniej, zrozumienia, być może nawet i wykorzystania dla własnych celów. Chaotyczne myśli, krążące po głowie wadery z czasem zmieniały swój kierunek, zmieniając się w niby rzekę płynącą zgodnie w jedną stronę.

Z zamyślenia wyrwał ją głos Ven. Drgnęła lekko, odwróciwszy łeb w stronę starszej wadery, wysłuchując jej uważnie. Gdy dotarł do niej sens jej słów, do niewidocznych pod maską chłodnego opanowania, lecz burzących się w jej wnętrzu emocji dołączył gniew. Jak ona śmiała?! Wyobrażała sobie, że ot tak pozwoli jej odejść, zabierając ze sobą wszystkie informacje o Cieniach, jakie posiadała?! Na chwilę straciła panowanie, pozwalając gniewowi przedrzeć się przez maskę, wykrzywić jej oblicze we wściekłym grymasie, futru na grzbiecie najeżyć się, a spojrzeniu nabrać chłodu mroźnego wiatru. Postąpiła o krok w stronę starszej samicy, błyskając obnażonymi kłami, lecz zanim zdołała uczynić cokolwiek, podeszła do niej Sen.

Znieruchomiała, kierując spojrzenie na białą, ponownie zaskoczona. Przez chwilę nie rozumiała o co jej chodzi, lecz w miarę, jak docierał do niej sens jej słów uprzedni gniew jakby przygasał, zastąpiony zdziwieniem. Czy ona... Przez chwilę widziała...? Gniewny grymas zniknął, zastąpiony przez wyraźnie zszokowaną minę. Jeżeli potrafił przywracać wzrok ślepym... Co jeszcze był w stanie uczynić? Zadrżała delikatnie, na chwilę zdjęta dziwnym lękiem, uszy przytuliły się do sierści na karku. Zaraz jednak otrząsnęła się i ignorując całkowicie uzdrowicielkę przysunęła się bliżej Snu, dotykając ją lekko nosem, jakby chciała dodać jej otuchy. - Nie mam pojęcia, co to było... Jak to się stało. Prawdopodobnie to jakaś sztuczka tego jelenia... - umilkła na chwilę, marszcząc brwi. Czy naprawdę albinoska przejrzała na oczy? A może to tylko jakaś wizja stworzona przez kopytnego w celu... No właśnie, w jakim? Lokatt mogłaby się założyć, że chciał w ten sposób przekonać młodą do siebie, być może licząc na jej posłuszeństwo. Westchnęła ciężko, przymykając na chwilę bursztynowe ślepia.
- Nie rozumiem, jak to się stało, ani dlaczego to zrobił. Będę musiała się nad tym głębiej zastanowić. A teraz... Spokojnie. Odpocznij, na pewno jesteś już tym wszystkim znużona.

Ponownie otworzyła oczy i jej wzrok padł na trójkę obcych osobników, o których obecności prawie zapomniała. Zmarszczyła brwi po czym wyminąwszy albinoskę ruszyła w ich kierunku. Po drodze poczuła, jak coś śliskiego ociera się o jej łapę. Zerknęła w dół, dostrzegając jedną z owych żab, naznaczonych dziwnymi wzorami. Zmarszczyła się jeszcze bardziej, podnosząc łeb i patrząc na otaczające ją wilki. Być może rzeczywiście powinni to zbadać...
- Keiran - rzuciła w kierunku najbliższego jej złocistego basiora. - Mógłbyś rzucić okiem na te żaby? Sen wspominała, że coś zmieniło się w ich skórze. To może okazać się... Przydatne.
Nie była pewna, czy powierzanie tego Słonecznikowi jest dobrym pomysłem. Kazałaby to sprawdzić Ve'nevri gdyby nie...No właśnie. Warknęła cicho pod nosem, podejmując wędrówkę ku nieznajomym.

Zatrzymała się nieopodal bliźniaków i Thaisis, kierując na nich swój wzrok. - Witajcie, i wybaczcie, że zwracam się do was bezpośrednio dopiero teraz. Rozumiem, że jeżeli zdecydowaliście się tutaj przybyć, pragniecie się do nas przyłączyć. Jeżeli mimo tego chaosu, który właśnie miał tu miejsce, nadal tego chcecie, powitam was wśród nas z chęcią.
Uśmiechnęła się, czekając jeszcze chwilę na ich odpowiedzi, po czym wzdychając wreszcie odwróciła się z powrotem, by wrócić do uzdrowicielki.

Zatrzymała się tuż przed samicą, tym razem wydawała się być jednak spokojniejsza. Ve'nevri nie mogła ujrzeć chłodnego spojrzenia, jakie w nią wbiła, lecz lodowaty ton już bez przeszkód dotarł do jej uszu. - Skoro aż tak nieznośne jest dla ciebie przebywanie wśród nas, to nie mam zamiaru na siłę cię tu trzymać. Jednakże nie pozwolę ci odejść, póki na własną krew nie przysięgniesz, że nie nikomu nawet nie wspomnisz o tym, co tu widziałaś. Zapomnisz. Zapomnisz o Cieniach i ich siedzibie. Zapomnisz nasze imiona. I nigdy już tu nie wrócisz. Jeżeli ktokolwiek ujrzy cię na terenach naszego stada, będzie miał prawo cię przegnać, jak zwykłego intruza. A jeżeli będę mieć podstawy, by podejrzewać, że działasz na naszą niekorzyść, nie spocznę, póki cię nie odnajdę i nie upewnię się, że nigdy już nam nie zagrozisz.
Wypowiedziała to wszystko spokojnym, lecz lodowatym tonem, nie spuszczając wzroku z samicy. Mówiła wystarczająco głośno, by jej głos dotarł do uszu wszystkich członków stada - nie chciała pytań i niedomówień. Chciała, by wszyscy wiedzieli, iż Ven opuszcza stado z własnej woli, a także jakie konsekwencje może to ze sobą nieść.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron