Wysepka na jeziorze

#51
Zapomniana stała, niby zaklęta w posąg, pomiędzy stałym lądem a wysepką. Delikatnie falująca woda pieściła jej kostki oraz chłodziła strudzone wędrówką poduszki łap. Jednak nie czuła teraz żadnych niedogodności, nic z przyziemnych problemów nie mogło zachwiać harmonii, którą osiągnęła wraz z otaczającą ją naturą. Blask bijący ze szmaragdowych ocząt wzmacniał się, stabilizował, mogąc niemalże zahipnotyzować obserwatorów, ale nikt nie mógł na nią teraz patrzeć. Samotna, oddalona o wiele metrów od walczących w zwarciu wilków, emanowała magiczną energią, napawając kolejne to zwierzęta chęcią niesienia im pomocy, uczestniczenia w odparciu wroga. Nie musiała mówić, rozumieli się bowiem bez słów. Widziała i czuła to samo, co mali mieszkańcy wyspy, a oni podzielali jej zmysły. Stanowili jedność.
Gromada ptaków wzniosła się w przestworza, by kolejno zanurkować, raniąc grzbiet jelenia. Węże powoli wiły się, wpełzając na rogacza i odcinając dopływ krwi do jego kończyn. Drobne gryzonie podgryzały okolice kopyt, rozpraszając.
A za tym wszystkim stała oszpecona wadera.

/używam umiejętności Zew natury
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Wysepka na jeziorze

#52
/rzuty generowano na discordzie za pomocą bota/

lokatt: rzut na unik: 5 - porażka
lokatt przyjmuje na siebie 3 obrażeń

izuki: atak na jelenia - wynik rzutu: 2 + 1 bonus = 3 obrażeń
Jeleń: rzut na unik: 8 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 1 = 10% + bonus 32% razem 42%
Jeleń przyjmuje na siebie 1 obrażeń

lokatt: atak na jelenia - wynik rzutu: 7 + 1 = 8 obrażeń
Jeleń: rzut na unik: 7 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 1 = 10% + bonus 32% razem 42%
Jeleń przyjmuje na siebie 4 obrażeń

keiran: atak na jelenia - wynik rzutu: 10+ 2 bonus = 12 obrażeń
Jeleń: rzut na unik: 4 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 5 = 50% + bonus 32% razem 82%
Jeleń przyjmuje na siebie 2 obrażeń
Jeleń otrzymuje krwawienie, -2hp


Naerys: atak na jelenia - wynik rzutu: 3 + 0 bonus = 3 obrażeń
Jelen: rzut na unik: 9 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 5 = 50% + bonus 32% razem 82%
Jeleń przyjmuje na siebie 0 obrażeń

Vune i Kune: atak na jelenia - wynik rzutu: 7 + 2 bonus = 9 obrażeń
Jelen: rzut na unik: 5 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 5 = 50% + bonus 32% razem 82%
Jeleń przyjmuje na siebie 1 obrażeń

drake: atak na jelenia - wynik rzutu: 10 + 1 bonus = 11 obrażeń
Jelen: rzut na unik: 2 - porażka
Jeleń przyjmuje na siebie 11 obrażeń
Jeleń otrzymuje krwawienie, -2hp


konwaliowy sen: atak na jelenia - wynik rzutu: 3 + 0 bonus = 3 obrażeń
Jelen: rzut na unik: 4 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 1 = 10% + bonus 32% razem 42%
Jeleń przyjmuje na siebie 1 obrażeń

thaisis: atak na jelenia - wynik rzutu: 3 + 0 bonus = 3 obrażeń
Jelen: rzut na unik: 5 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 3 = 30% + bonus 32% razem 62%
Jeleń przyjmuje na siebie 1 obrażeń

Zapomniana Melodia - używa umiejętności Zew Natury
Jeleń: - 10pż

PODSUMOWANIE PO 3 TURZE:
Jeleń: -19 PŻ - pokonany
Lokatt: 93 PŻ 100 E
Keiran: 97 PŻ 100 E
Drake: 100 PŻ 100 E
Konwaliowy Sen: 94 PŻ 80 E
Naerys: 100 PŻ 100 E
Vune i Kune: 100 PŻ 100 E
Thaisis: 100 PŻ 100 E
Zapomniana Melodia: 100 PŻ 70 E
Izuki: 100 PŻ 100 E

Przywódczyni nie zdołała uniknąć ciosu wymierzonego w nią przez rogacza, ale dzięki interwencji Konwaliowego Snu jego impet został jakimś cudem zmniejszony. Wadera została tylko posiniaczona potężnymi rogami, a mogło się to przecież w innych warunkach skończyć znacznie gorzej. Jeleń dalej walczył dzielnie, jego gibkość była istną kartą atutową.. gdyby nie liczebność przeciwników, którzy trudność zadania choćby draśnięcia rogaczowi nadrabiali ilością i brutalnością ataków.
W końcu ciągle przybywające rany wyczerpały jelenia na tyle, że nie był w stanie wyprowadzić żadnego ataku na zgromadzone wilki. Z trudem nastawił poroże w kierunku małej, białej wadery, ta jednak bez większego wysiłku ominęła je i zadała mu kolejne rany. Ciało zwierzęcia było już na tyle poranione, pokrwawione i poszarpane, że z trudem przypominało istotę żywą.. Ale on trzymał się ciągle, jak widać konając bardzo, bardzo powoli.
Rogacz upadł na podłoże pod naporem zmęczenia i ran. Jego nogi, niegdyś zgrabne i piękne, już nie mogły utrzymać na sobie ciężaru ciała. Biały spojrzał wilgotnymi oczami ku górze, mówiąc tylko do siebie: - Panie, zawiodłem. Wybacz mi.- po czym opuścił łeb, opierając go o ziemię dla oszczędzenia sił. Dyszeć ciężko, z trudem łapiąc powietrze, kończyny mu drżały, a on sam w dziwny sposób zyskiwał i tracił na przezierności, jakby migocząc, niby pustynna mara. Powoli konał.

/stado ma 24h na decyzję (co robicie jako grupa, co robicie jako poszczególne osobniki?) i odpis, po tym czasie jeleń umrze/

Wysepka na jeziorze

#53
Powoli otworzyła niewidzące oczy. Co się stało? Czyżby przez przypadek odłączyła się od grupy? Zasnęła, popadła w letarg? Zaczęła intensywnie węszyć, próbując wyłapać woń syna. I wyczuła ją. Mieszał się z zapachem krwi.
Ogarnął ją szał. Owszem, była okropną matką, ale nie mogło tak być wiecznie. Musiała pędzić, biec na ratunek.
Co z tego, że jest ślepa, stara i prawdopodobnie na nic się nie przyda?
Ruszyła przed siebie, starając się na podstawie słuchu zwizualizować sobie las. Szło jej dobrze, napojona adrenaliną z gracją omijała drzewa.
Nagle zapach Keirana przestał być dominujący, stłamszony przez wodę. Jakby basior znajdował się na wyspie.
Nie przejęła się tym i jeszcze szybciej pobiegła przed siebie. Nie zwolniła nawet, gdy z głośnym impetem wpadła do wody.
Zapach krwi był coraz silniejszy, podobnie jak woń syna. Ale nie to dziwiło Ven. Wyczuwała też mnóstwo innych wilków. Większości z nich nie znała, ale była wśród nich jej córka. Córka i syn. Piękne rodzinne spotkanie, które rujnowało jej plany nie ujawniania się...
Ale drugim zapachem, który zaintrygował waderę był kolejny niewidomy wilk. Wbrew pozorom, takie osobniki pachną zupełnie inaczej. Uśmiechnęła się. Nie będzie jedyną kaleką w stadzie.
Lecz to, co było najdziwniejsze, to to, że te wszystkie drapieżniki walczyły z jednym jeleniem.
Gdy Ve'nevri wreszcie dotarła do pola bitwy, było już po wszystkim. Roślinożerca konał. Słyszała jego ostatnie słowa, ale nie obchodziły ją one.
Była wściekła. Nie mogła pokazać, że jest potrzebna i że nie jest tylko zbędnym balastem.
- Spóźniłam się... Niestety, zatrzymały mnie pewne sprawy - powiedziała przepraszającym tonem z akcentem na dwa ostatnie słowa, starając się ukryć emocje.
Przysiadła, rozglądając się niewidzącymi oczami po wilkach. Czuła wilczą krew, która sprawiała, że wręcz rwała się do pomocy i pokazania stadu, że jest potrzebna. Szczególnie czuła potrzebę opatrzenia rannej niewidomej, ale wiedziała, że powinna zacząć od przywódczyni Lokatt.
- Czy ktoś jest ciężko ranny i potrzebuje mej pomocy? - zapytała spokojnie, choć w rzeczywistości nie mogła usiedzieć w miejscu.

Wysepka na jeziorze

#54
Kiedy Naerys poczuła, jak jej przeciwnika opuszczają siły zaprzestała ataku i odskoczyła, aby móc objąć całość sceny rozgrywającej się wokół wzrokiem. Poczęła obchodzić rogacza wokół, nie tracąc czujności, i przy okazji słuchając ewentualnych dalszych rozkazów przywódczyni. Jej białe futerko było zbrukane czerwienią, miejscami pozlepiane, poszarpane.. Nie wyglądała już jak rozkoszne, malutkie szczenię. Wyglądała wręcz na nieczysta przez to wszystko, ale jasnooka się tym zupełnie nie przejmowała.
Waderka była posiniaczona, część siniaków popękała i z posiniałej skóry sączyła się jej własna krew, ale mimo nieprzyjemnego uczucia, bólu, pieczenia samiczka nie dawała nic po sobie poznać, jakby tych obrażeń zupełnie nie było. Nie tak wychowali ją rodzice, żeby miała teraz płakać nad każdym zadrapaniem jak byle szczenię - ona ma znosić podobne uczucia z godnością i dumą, bo utoczono jej krwi za grupę, której służyła. Naerys w końcu poczuła się całkowicie na swoim miejscu.
- Szkoda, że jesteś dopiero teraz - powiedziała do Ven’nevri - To była dobra walka!
Owszem, mała była z siebie dumna, bo nigdy wcześniej sama by nie pokonała takiego zwierza, ale na tego konkretnego rzuciło się całe stado. Nie była to ani wyrównana walka, ani tym bardziej osobista potyczka Naerys. Ta jednak mimo wszystko czuła dumę.
Podeszła do Lokatt, obserwując, czy przywódczyni miała się dobrze. Dopiero wtedy dotarły do niej słowa rogacza, wypowiedziane bardziej ku niebu, niż do nich.
- O czym on mamrocze? - zapytała przywódczyni - I jakim cudem możemy go rozumieć? Inne jelenie przecież nie potrafią mówić, nie po naszemu.

Wysepka na jeziorze

#55
Gdy zwierz padł na ziemię, a gleba poczęła wchłaniać jego krew, bliźnięta odsunęły się, stając obok siebie. Szkarłat zdobił ich sierść, a oczy płonęły ogniem walki. Owszem, nie czuli tej samej satysfakcji, jak w czasach, gdy sami musieli polować i zabijać, jednak teraz ich przeciwnikiem był Jeleń, który zdawał się górować nad innymi swoją siłą i szlachetnością. Niestety, nawet on nie mógłby podołać takiej ilości kłów. Teraz konał, a jego dusza powoli wyrywała się z poszarpanego ciała.
Zwierzę broniło się jak tylko mogło, uderzenia kopyt, czy inne akty obrony skończyły się szczęśliwie na nich na paru siniakach. Teraz tylko stali, mając w końcu okazję rozejrzeć się po otoczeniu i samych wilkach. Sporo ich... Niczym jedno ciało, pomyśleli obydwoje. Vune pośpiesznie wzrokiem wyszukała Thaisis, lustrując czy waderze nic nie jest, gdyż z bratem czuli się w pewien sposób za nią odpowiedzialni.
Następnie ich oczy powędrowały do nowo przybyłej wadery, którą przywitała rozentuzjazmowana Naerys. Ich bursztynowe tęczówki zatrzymały się w końcu na wilczycy, która padła ofiarą ciosu rogacza. Czyżby to była Lokatt, o której opowiadały ich przewodniczki? Zbliżyli się nieznacznie, pozwalając, by emocje trochę opadły. Wzrok basiora spoczął na Jeleniu, który powoli konał. Miał ochotę rozszarpać mu krtań, jednak uznał, że lepiej się nie wyrywać. Nasłuchiwał tylko słów padających ze słabnących ust.

Wysepka na jeziorze

#56
Na szczęście wszystko przebiegło zgodnie z planem. Pomimo swego nadnaturalnego pochodzenia jeleń nie był w stanie poradzić sobie z przeważającą siłą przeciwników. Z każdym kolejnym ciosem tracił coraz więcej krwi, słabnąc stopniowo, aż wreszcie nogi się pod nim ugięły i padł bezwładnie na ziemię. Czarne wargi samicy ponownie wygięły się w triumfalnym uśmiechu, jednakże tylko na krótką chwilę, zaraz bowiem oblizała je z nadmiaru posoki, wlepiając bursztynowe ślepia w oblicze boskiego posłańca.
Złość powoli z niej ulatywała, przywracając zdolność logicznego myślenia. Nie miała najmniejszej ochoty brać udziału w wojnie, a przynajmniej nie teraz, gdy jej stado dopiero co się rozwijało. A zwłaszcza jeżeli mieliby walczyć przeciwko istocie, której nie sposób pokonać. Zabicie posłańca boga oznaczało wypowiedzenie wojny, co z pewnością niosłoby ze sobą poważne konsekwencje. A tego by nie chciała. Przybyła tutaj, by odnaleźć spokój, jakiego od zawsze pragnęła, a nie zginąć.
Marszcząc brwi, spojrzała w bok, gdy usłyszała głos powracającej Ve'nevri. Spojrzała na waderę, a następnie powiodła wzrokiem po placu boju, zatrzymując go na splamionym karminem białym pysku Snu, a następnie znów na jeleniu. Zerknęła z powrotem na uzdrowicielkę.
- Poszukaj ziół na wyspie. Pomóż Snowi, to ta młoda wadera obok ciebie. Rozcięcie na pysku krwawi i nie wygląda to dobrze - urwała na chwilę, ponownie przenosząc zamyślone spojrzenie na napastnika. - A z resztą ziół wróć tutaj.
Ignorując pytanie Naerys, powolnym krokiem podeszła bliżej do pokonanego, nadal z zamyślonym wyrazem zdobiącym jej oblicze. Zatrzymała się nieopodal rogatego łba, wbijając ostre spojrzenie zwężonych, bursztynowych ślepi. Milczała dość długo, pogrążona we własnych myślach, analizując ich obecną sytuację, starając się rozpatrzyć każdą opcję i wybrać najodpowiedniejszą. Kiedy wreszcie się odezwała, uczyniła to tonem chłodnym i władczym.
- Nie wiem dlaczego twój Stwórca wydał na nas wyrok, lecz mylił się gdy twierdził, iż pragniemy wojny - zaczęła, nie odwracając wzroku od roślinożercy. - Nie po to tu przybyliśmy. Jedyne, czego pragniemy, to przeżyć. Jak już wcześniej powiedziałam, jeżeli nie życzył sobie obecności wilków w tej krainie, powinien uniemożliwić im przekroczenie jej granic. Jeżeli jednak na to pozwolił, niech liczy się z tym, że ten teren stał się teraz naszym domem, którego będziemy za wszelką cenę bronić. I żadna moc tego już nie zmieni.
Powiodła wzrokiem po obecnych, by zaraz nagle nachylić łeb i sięgnąć kufą ku zaplątanych w sierść łodyżek skrzypu. Wydobywszy je, szybkim ruchem rzuciła na ziemię tuż obok pyska konającego roślinożercy.
- Zjedz to, powinno dodać ci sił i zatrzymać krwawienie. Pozwolimy ci odejść żywym, lecz nigdy już tu nie wrócisz. Opowiesz swemu Panu wszystko, co się tu wydarzyło. I przekażesz, iż nie pragniemy wojny, lecz z drugiej strony nie mamy zamiaru się mu podporządkowywać. Zależy nam jedynie na przeżyciu i z takiego tylko powodu przekroczyliśmy granice tej krainy. Jeżeli już do tego dopuścił, niech pogodzi się z konsekwencjami swego błędu - zadarła nieco wyżej łeb, spoglądając na niego butnie. - Możemy zapewnić, iż nie poczynimy zbyt wielu szkód wśród roślinożerców. Jedynie oczyścimy ich populację z osobników na tyle słabych, iż nie byli zdolni uciec przed naszymi kłami. Podejrzewam, że prędzej, czy później i tak by padły.
Zamilkła na chwilę, przypatrując się intruzowi, jakby oczekując jego reakcji. Zaraz jednak odezwała się ponownie, tym razem jej słowom towarzyszył szyderczy uśmieszek. - Nie radzę próbować dalszej walki. Już raz cię pokonaliśmy, więc uczynimy to znów. A wiedz, że nie zwykłam dawać drugiej szansy.
Ponownie skierowała pysk ku wilkom, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego. - Potrzeba więcej ziół - rzuciła krótko.

//Lokatt zużywa 3x skrzyp.

Wysepka na jeziorze

#57
Kiwnęła głową i podeszła do poszkodowanej. To właśnie jej zapach ją zaciekawił. Z chęcią zadałaby jej kilka pytań, ale najpierw wypadałoby skupić się na pracy. Przez chwilę stała w miejscu, nie wydając nawet najmniejszego dźwięku. Łowiła czułym nosem każdy zapach. Najpierw doszukiwała się toksyn w ranie wilczycy, ale nie znalazła żadnego niepokojącego ją zapachu. Uśmiechnęła się, po czym zaczęła wyszukiwać w powietrzu zapach ziół. Wyczuła przyjemną, cytrynową woń melisy, odór łodygi nagietka mieszający się ze słodkim aromatem kwiatów, wreszcie specyficzny, gorzki zapach wysuszonych liści pokrzywy. Zaniepokoił ją brak krwawnika czy skrzypu, bez których zapanowanie nad krwawieniem mogło być trudne, toteż miała nadzieję, że nie te zioła nie będą potrzebne.
- Muszę sprawdzić, czy rana krwawi i jak bardzo jest rozległa i głęboka - wyjaśniła.
Z lekkim wahaniem zbliżyła się do pyska Snu. Chwilę później na rozcięciu wylądował wielki, ciepły jęzor Ve'nevri. Znachorka z wprawą odkaziła własną śliną ranę, badając przy tym jej wielkość. Na koniec przełknęła krew. Smakowała jak zwykła posoka, co oznaczało, że uraz powinien szybko się zagoić.
Nie wszystko poszło jednak po jej myśli. Młoda wadera krwawiła, a w pobliżu nie było ni skrzypu, ni krwawnika.
Przysiadła, węsząc i słuchając przemowy Lokatt do pokonanego przeciwnika. Nie do końca rozumiała te wszystkie wzmianki o stwórcy, ale nie przejmowała się tym. Jeleń był po prostu na tyle ważny, że jego przywódca nie odpuściłby mordercom. Ven to rozumiała i wiedziała, czemu Lokatt chce go puścić wolno. Sama też tak by postąpiła. Wiatr nagle się zmienił i wraz z wonią szuwarów przyniósł zapach skrzypu. Uśmiechnęła się. Wiedziała już, gdzie ma iść. Ale zanim wyruszy po skrzyp, musi oczyścić rozcięcie. Oddaliła się nieco od reszty wilków i zaczęła rozglądać się za zapachem nagietka. Krążyła przez dłuższy czas po okolicy, aż wreszcie niemal zdeptała te małe, pomarańczowe kwiaty. Zignorowała drażniący wyczulony węch odór łodyg i zerwała kilka z nich, po czym wplątała je między sierść, by się nie zgubiły i wróciła do Snu.
- Rana nie jest zbyt poważna, mimo że wygląda groźnie. Poroże jelenia potrafi wyrządzić większe szkody. Powinna się szybko zagoić, ale musisz dbać, by nie dostało się zakażenie. Największym problemem jest to, że krwawisz, a na wyspie nie ma niczego, co byłoby zdolne je zatamować. Na razie schowaj się przed zimnem i wiatrem, uważaj, by nie zabrudzić rany. Udam się teraz w okolice szuwarów, bo tam rośnie skrzyp. Gdy z nim wrócę, a nagietek nieco się ususzy, ponownie odkażę ranę i zatamuję krwawienie. Jesteś jeszcze młoda, wyliżesz się z tego - wyjaśniła, po czym skierowała się w stronę jelenia.
Krwawił z wielu ran i dyszał ciężko. Dokonała szybkiej oceny jego stanu, obchodząc go w kółko i węsząc.
- On potrzebuje przede wszystkim krwawnika pomagającego przy dużych krwotokach i skrzypu, który tamuje krew i uśmierza ból. Przydatne też będą zioła odkażające, czyli nagietek i pokrzywa, choć inne rośliny też - w większości - się przydadzą - stwierdziła.
- Idę poszukać skrzypu - dodała po chwili i spojrzała w stronę, gdzie według niej powinna być Lokatt, po czym ruszyła w stronę szuwarów za zapachem ziela, ostrożnie stawiając każdy kolejny krok.

// z. t.

Wysepka na jeziorze

#58
Wszystko działo się zbyt szybko. Jeszcze chwilę temu szarpał ciało jelenia, starając się w jak największym stopniu go uszkodzić, wraz z innymi członkami stada. Kiedy roślinożerca padł, ruszył do przodu z zamiarem zaciśnięcia szczęk na jego gardzieli, by choćby ukrócić jego cierpienia, lecz ubiegła go Lokatt, która zamiast tego rozpoczęła swą dziwną przemowę. W międzyczasie powróciła również Ve'nevri, która poczęła krzątać się w pobliżu, niemiłosiernie rozpraszając basiora, odwracając jego uwagę od słów przywódczyni.
Ze strzępów słów, jakie docierały do jego uszu zdążył jedynie wywnioskować, iż Lokatt zamierza pozwolić jeleniowi odejść. Słysząc to, odwrócił wreszcie spojrzenie od Ven, rzucając szarej zdziwione spojrzenie. Jak to? Po to z nim walczyli, by teraz pozwolić mu odejść? I jeszcze chciała go uleczyć?
Odwrócił się, by posłać pytające spojrzenie Melodii, a potem powiódł wzrokiem po reszcie zgromadzonych, kuląc przy tym uszy. Nie miał pojęcia, co przywódczyni planowała. Nie potrafił dostrzec możliwych korzyści płynących z takiej decyzji...
Zaraz jednak dobiegły do niego słowa przywódczyni o ziołach, a w chwilę potem i uzdrowicielka zabrała głos. Jedno, jedyne słowo dotarło do uszu basiora, wytrącając go z zamyślenia. Krwawnik. Zerknął w dół, na wiszące smętnie wśród jego sierści, dwie gałązki, po czym niewiele myśląc odplątał je, ostrożnie zbliżając się do przywódczyni i niedawnego przeciwnika. Nie miał pojęcia, co Lokatt planowała, lecz ufał jej. Może nawet bardziej, niż powinien. Ale w końcu doprowadziła ich tutaj, z pewnością ma kolejny genialny plan, który przyniesie dla nich wszystkich korzyści, prawda...?
Niewiele myśląc dorzucił łodyżki do niewielkiego stosu przed pyskiem rogacza, zerkając nań przelotnie.

//Keiran zużywa 2 x krwawnik

Wysepka na jeziorze

#59
Wreszcie nastąpił tak przez nią oczekiwany koniec walki. Sen z ulgą dostrzegła, że wielki stwór upada, obficie krwawiąc z licznych ran. Z jego pyska padły tajemnicze słowa... Sen zmarszczyła brwi, wsłuchując się w wyznanie Jelenia, próbując zrozumieć, o co tu chodzi. Jedynie jedno było pewne - wygrali walkę. Ale czy wygrali wojnę?
Nagle jej uwagę przykuła kolejna nadbiegająca wilczyca. Sen była coraz bardziej zdumiona liczebnością Szepczących Cieni. Na prawdę Lokatt tak szybko zgarnęła nowych chętnych? Konwalia była pod wrażeniem.
Coś w tej nowej zwróciło szczególną uwagę młodej wadery. Nie była jednak w stanie stwierdzić, co takiego. Po raz kolejny jednak poczuła, że ma coś wspólnego z nią. Najpierw Naerys, potem Melodia, teraz ta nowa? Nie rozumiała, o co może chodzić. Być może w jakiś sposób przypominały jej matkę, za którą tak bardzo tęskniła?
Nagle Sen dostrzegła Naerys. Ucieszona już miała do niej podbiec i przywitać się, jednak zaraz rozległy się słowa przywódczyni o niej samej i jej obrażeniach. Późniejsza przemowa Lokatt była długa i niecodzienna. Konwaliowa poczuła dumę, że należy do stada, któremu przewodzi taka mądra wadera. Z szyderczą satysfakcją wyczekiwała reakcji roślinożercy, starając się nie myśleć o bolesnej ranie, którą pozostawił na jej pysku.
Jej uwagę zwróciła nadchodząca przybyszka - ta, którą Sen zauważyła po zakończeniu walki. Młoda nastawiła uszy, nie mogąc powstrzymać szybkiego i nerwowego liźnięcia własnego nosa w uspokajającym geście. Napływające uzdrowicielskie wonie przywodziły na myśl dawne czasy. Sen przymknęła niewidzące ślepia, w milczeniu pozwalając Ve'nevri oczyścić ranę. Mimowolnie zadrżała, ale zaraz potem stłumiła emocje. Wycieńczenie zaczęło przejmować nad nią kontrolę, ale czuła, że jeszcze za wcześnie na... sen.
Nawet nie zauważyła, gdy Ven odeszła od niej na chwilę. Słowa wyjaśniające jej stan otrzeźwiły Konwaliowy umysł, wybudzając ją z półsnu.
-Dziękuję - Rzuciła do uzdrowicielki z wdzięcznością. Bacznie wsłuchiwała się w nią, jednocześnie mimowolnie badając jej zapach. Dopiero po chwili zorientowała się, że zaczyna się leczenie Jelenia. Przysunęła się bliżej, zaintrygowana tym niecodziennym zjawiskiem. Na nowo powróciło wspomnienie Zamieci. Czy to na prawdę ona tego dokonała? Nie przyśniło jej się aby? A leśne zwierzęta?
Z wahaniem podeszła do Naerys. dłużej nie mogła wytrzymać tej ciekawości. Odruchowo zamerdała ogonem. - Cześć! To była dziwna walka... - Zaczęła, nie wyjaśniając za wiele. Może Nae sama skomentuje jakoś to, co się działo i Konwalia nie będzie musiała się zdradzać ze swoimi potencjalnymi omamami?


To be blind is not miserable; not to be able to bear blindness, that is miserable.
~*~*~
Zioła: Krwawnik x2, lulek czarny x4

Wysepka na jeziorze

#60
Chwileczkę, czy ten jeleń właśnie się odezwał? - rozejrzała się chcąc zobaczyć reakcję innych na to niecodzienne zjawisko, jakim niewątpliwie był roślinożerca posługujący się wilczą mową.
Nie udało jej się to jednak do końca ponieważ jej wzrok napotkał na swojej drodze masywnego, jasnobrązowego basiora. Coś sprawiło, że nie była w stanie kontynuować swojego zadania. Czy to możliwe? Przypatrywała mu się uważnie, szukając jednoznacznych podobieństw do wilka, którego niegdyś tak dobrze znała ... do swojego brata, od tak długiego czasu uznawanego nie tylko za zaginionego ale i martwego. "Nie, nie, jest tyko podobny, nie rób sobie złudnych nadziei" - powtarzała do siebie w myślach, chcąc uniknąć ewentualnego rozczarowania. Co prawda jedna z obecnych tu wilczych woni już od dawna wydawała jej się dziwnie znajoma, ale nie wykluczała, że to tylko pamięć płata jej figle, a ona ślepo się na to wszystko nabiera - w końcu od dawna miała nadzieję, że spotka kogoś znajomego. Postanowiła więc najpierw zdobyć więcej informacji, zanim cokolwiek powie lub zrobi w tym temacie.
Jej rozmyślania przerwał dźwięk rozbryzgiwanej wody. Ktoś zmierzał w stronę wyspy, najwyraźniej bardzo się spiesząc. Beżowa odwróciła się chcąc zobaczyć kto to taki i gdy tylko to zrobiła, mimowolnie otworzyła lekko pysk ze zdumienia. Granicę suchego lądu przekraczała właśnie szara, fiołkowo oka wadera ... jej matka. W tym konkretnym momencie wszystkie wcześniejsze wątpliwości dotyczące jasnego basiora zwyczajnie się rozpłynęły, była już całkowicie pewna z kim ma do czynienia. Kompletnie nie wiedząc jak się w tej sytuacji zachować oraz nie potrafiąc wydusić z siebie nawet pojedynczego słowa, Thais nadal stała w miejscu przypatrując się nowo przybyłej z widocznym niedowierzaniem. Oni tutaj ... razem?
Może to wszystko było zaplanowane? Czyżby matka przeczuwała, że sytuacja w dawnej rodzinnej watasze tak diametralnie się zmieni i ulokowała Keirana w bezpiecznym miejscu aby później, opuszczając znane tereny zabrać go ze sobą? Tych dwóch wydarzeń nie dzielił w końcu zbyt długi okres czasu, a skoro byli tutaj razem, nie widziała w tym momencie innego, sensownego wytłumaczenia. Przez całe życie mówiono jej, że brat zabłądził gdzieś w lesie i najprawdopodobniej nie był w stanie odnaleźć drogi powrotnej do domu, więc jakie było prawdopodobieństwo, że małemu szczeniakowi udało się przeżyć samemu w takim miejscu? Poczuła ukłucie żalu oraz rozgoryczenie, gdy dotarło do niej, że Ve'nevri porzuciła, zostawiając na pastwę ojcu nie tylko ją, ale także resztę swoich szczeniąt.
Słyszała, że Lokatt zaczęła coś mówić, kierując słowa w stronę powalonego niedawno jelenia, lecz jednak już nie interesowało ją to dziwne zwierze. Z uwagą obserwowała poczynania swojej rodzicielki, nie mając jednak zamiaru, ani ochoty na to aby z nią porozmawiać - czuła się oszukana i zdradzona a poza tym ... to chyba nie był odpowiedni moment ... aktualnie pomoc rannym była ważniejsza i ... czy oni mieli zamiar opatrywać jelenia?
Czuła, ze łapy mogą niedługo odmówić jej posłuszeństwa, więc odeszła odrobinę na bok po czym usiadła na ziemi biorąc kilka głębokich oddechów. Tego wszystkiego było za dużo, zdecydowanie za dużo jak na jeden raz.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron