Wysepka na jeziorze

#131
Kune wbił zobojętniałe spojrzenie w Drake'a i zbliżył się do niego, utrzymując kontakt wzrokowy. -Jeżeli niebezpieczeństwo wiąże się dla Ciebie tylko z siłą, to musisz być niesamowitym głupcem, albo mało jeszcze widziałeś.- burknął, z zażenowaniem w głosie. Wiedział, że niepozorne wilki mogły wnieść najwięcej szkody. Mogły szpiegować, lub znać sztuczki, o których niektórym się nie śniło. Mogli wprowadzać chaos i mącić. -Jeżeli rozczula cię to, że ma obok siebie szczeniaka, jeżeli jest to dla ciebie bezwarunkowy powód do obdarzenia pełnym zaufaniem, to jest to co najmniej śmieszne.- uśmiechnął się prawie niezauważalnie, patrząc na Alfę, potem na resztę, zawieszając wzrok na obcych.- Nie zrozumcie mnie źle. Swoje w życiu widzieliśmy z Vune. Nie takie numery już się zdarzały. Jednak takie bagatelizowanie niebezpieczeństw może być zgubne. Jednak to, co będzie z nimi niech zadecyduje Lokatt.-Powiedział donośnie warkotliwym głosem, tak, by każdy mógł go dobrze usłyszeć. Nie dbał o to, czy wilki dołączą do stada. To była decyzja liderki i ich. Albo wzmocnią szeregi, albo niech idą w swoją stronę. Wytrąciła go tylko z równowagi naiwna ufność co niektórych. Cieszył się, że chociaż Thaisis zrozumiała o co mu chodziło.
Kolejna obca wadera. Vune od razu z zainteresowaniem zlustrowała ją wzrokiem. Miała ciekawe umaszczenie, niby pospolite, ale na swój sposób przypadło Bliźniaczce do gustu. Uśmiechnęła się do niej lekko zadowolona, że ta chce dołączyć do Cieni. Kune zdawał się tym nie przejmować, starając się tłamsić w sobie gniew.
Wysłuchali słów Lokatt. Ciekawiło ich co postanowią obcy. Nie mogli ich skreślać na samym starcie, nawet Kune o tym wiedział, ale zanim zaufa się komuś w pełni, musi minąć sporo czasu. Niekiedy lata.
Vune przyglądała się wszystkiemu. Spojrzała na Keirana, który odsunął się od reszty. Zbliżyła się do niego, na nieznaczna odległość. -Moje kondolencje.- Wyszeptała tak, by tylko basior mógł to usłyszeć, uśmiechnęła się delikatnie, pocieszająco. Wiedziała, że Złoty cierpi niesamowicie, ale musiał to przeboleć. Musiał przeżyć swoją żałobę.

Wysepka na jeziorze

#132
//czas na dyskusję.
Drake był po prostu zdumiony. Dosłownie. No wilki, pomyśl ktoś! Drake przygotował się w duchu.
-Powiedz mi szczerze-zwrócił się do bliźniaka który się odezwał.-Udajesz czy na serio jesteś taki ślepy?- w jego głosie dało się wyczuć nutkę lekkiej pogardy. Naprawdę nie rozumiał zachowania Vune/Kune.
-Zanim zaczniesz kogoś oskarżać, przyjrzyj się jego zachowaniu. Nie widzisz zachowania Akashy? Młody się boi, i to nie jest udawany strach. Znasz to uczucie? Przerażenie. Mnóstwo obcych. Każdy jest od ciebie potężnijszy. Każdy sprawia groźne wrażenie. Szpiegować? A niby dla kogo? Dla drzew? Gdyby był tu tylko Resef, zrozumiałbym twoją nieufność. Ale nie patrzysz na pełne równanie. Nie każdy kto przyjdzie jest wrogiem, zwlaszcza takie szczenię.-Pogarda narastała w jego głosie. Miał wrażenię że wilki miały jeden mózg na spółkę.-Mącić? Nie myślisz że doprowadzając do rozłamu watahy nic by na tym nie skorzystały? Kto miałby to zrobić? Nikt nie wie o naszym istnieniu! Napotkałem tylko jedną watahę, gdzieś w tamtym kierunku-[b]Tu Drake skinął głową w kierunku terenów które szpiegował.[b]-Jego tam nie było. Mnie samego nie wykryli, a sami byli zajęci walką z Jeleniem. Najpewniej kończą lizać rany. Kiedy mieliby go zrekrutować?-[b]w jego głosie dało się usłyszeć już nie pogardę, a raczej gniew. Ostatnie słowa niemal wykrzyczał w twarz bliźniaka. Po chwili zdał sobie sprawę z tego jak się zachowuje
[b]-wybacz. Poniosło mnie-
Mruknął przepraszająco. Emocje wyparowały, znowu był tym Drake'iem który panuje nad sobą. Czasem odnosił wrażenie że ma w sobie ducha który tylko czeka by się z niego wydostać. Dwie osobowości, jedną blokowaną przez drugą. To idiotyzm, ale takie miał wrażenie. Odwrócił się, gdyż w czasie całego wykładu wstał i chodził, zbliżając się do bliźniaka. Na wieść o śmierci Melodii coś w nim zamarło. Serce przestało bić. Jeden z pierwszych wilków w spotkanych tutaj, nie żyje? Choć Drake umiał radzić sobie ze stratą, ze śmiercią, już parę lat temu, ta wiadomość go zaskoczyła. Po chwili serce znowu biło, czas leciał dalej. Wszystko było takie samo, ale równocześnie inne. Wiedział jakie uczucia targają teraz Keiranem, wiedział jaki ból musi odczuwać. Po jego licu spłynęła tylko jedna łza. Zaczął wracać na swoje miejsce obok Resefa, ale... widać było w nim zmianę. Ruchy jakby bardziej ociężale, uszy położone... jednym słowem- uważny obserwator mógł dostrzec emocje w nim. Stracił cały wigor, całą energię. Nawet chęć do dyskusji. Dosłownie, coś wyszło z jego duszy. Melodia była tylko przypadkowo spotkanym wilkiem, ale jednak... czuł jakby stracił czlonka dalekiej rodziny. Przysiadł obok Resefa, ze spuszczoną głową.
~Weź się w garść! Nie mogłeś tego zmienić!~ jakaś część świadomości tak do niego wołała. Głos się przebił, pomógł. Po chwili Drake podniósł głowę. Po łezce nie było śladu. Opanowany, był gotowy na wszystko. Ponownie sprawiał wrażenie zimnego skurczybyka.
-Zatem jakie mamy plany?-zapytał głosem bez emocji. Był gotów szpiegować i przeprowadzać zwiad w terenie. Zrobić to co należało do jego obowiązków. Jak na Drake przystało
//bez urazy, to wszystko na podłożu fabularnym. Nie myślę tak o tobie na CB.

Wysepka na jeziorze

#133
Siedząc między łapami Resefa poczuł się bezpieczniej niż poprzednio, wtulił pyszczek w jego miękkie futro i już czuł, że wszystko ma pod kontrolą. Wciąż jednak bał się, że coś może pójść nie tak i straci kolejną osobę w swoim jakże krótkim życiu. Słuchał wszystkich, każdy im nie ufał, nie rozumiał dlaczego, w końcu mówili prawdę..
- Ale.. my.. naprawdę nic.. - Mruknął cichutko wiodąc wzrokiem po wszystkich, zatrzymał na czarnym, który siadł przy nich. Chyba on był najmniej groźny ze wszystkich, bynajmniej takie sprawiał teraz wrażenie - w końcu ich bronił. Wziął głęboki oddech wypuszczając wraz z nim wszystkie swoje nerwy - ha! umiał nad nimi zapanować! Wtem do jego uszu doszła straszliwa wiadomość, ktoś zmarł i to nie tak naturalnie.. Przyczyna za dużo nie mówiła szczeniakowi, aczkolwiek już zakodował, że to jest złe - nie zbliżamy się do węży. Wpatrywał się w przywódczynie z niemałym zaskoczeniem na pyszczku, współczuł im całym swoim małym serduszkiem. Po reakcji wilków widział, że był to dla nich cios.. no bynajmniej dla większości. Najbardziej jednak cierpiał pierwszy wilk jakiego tu spotkali i już teraz wiedział, że był to ktoś bardzo zżyty z ową Melodią. Mały jeżeli o takie sprawy chodzi był bardzo wyczulony i chciałby pomóc, chociaż zapewne to by się skończyło źle. Spojrzał do góry na pysk Resefa, gdy już dotarło do niego jaką propozycję dostali.
- Ja. ja nie wiem proszę pani. Nie czuje się dobrze, gdy wszyscy oskarżają mnie o coś o czym nawet pojęcia nie mam.. - Położył po sobie uszka mówiąc tak pewnie jak tylko umiał i nie piskliwie jak to czasem mogą mówić wystraszone szczeniaki.. - To bardzo miłe, że proponuje pani nam schronienie.. - Rozejrzał się po obecnych. -.. rodzinę, przyjaciół.. ciepło.. No, może jednak jeszcze nie ciepło.. ale za pewne by ono było, prawda? - Czasem aż szok, że to małe ma dopiero około 3 miesięcy. Zapewne miał styczność jedynie z dorosłymi, skoro umiał się tak zachować, jakby był starszy, tylko jego ciało nie urosło. Skierował swoje uszy w kierunku nowego głosu, wadera.. Najwidoczniej chciała skorzystać z okazji - nikt jej nie zabroni.
- Przykro mi z powodu waszej straty.. - Podniósł się, czuł już nieco pewniej jak odezwał się.. Właściwie uważał, że skoro jeszcze żyją i proponują im schronienie to już nic złego się nie stanie.. Mlasnął spoglądając na Resefa po raz kolejny. - Ja.. pójdę za tobą. - Uśmiechnął się ciepło, a potem przypomniał sobie o Keiranie. To właśnie na niego skierował swoją całą uwagę. Powoli podszedł. - Hej.. - Szepnął cichutko, był bardzo wrażliwym wilkim. - Wiem, że ci jest ciężko.. i smutno. - Uśmiechał się tak delikatnie, chciał go pocieszyć. -.. bardzo smutno.. - - Dodał widząc jego minę.. - Ale spójrz na to inaczej. - Dobierał ostrożnie słowa, będąc tak blisko niego stanął na dwóch łapkach, by przytulić się do jego szyi - objąć ją. - Jest teraz w lepszym miejscu, ja w to wierze i patrzy na ciebie.. - Szeptał cicho, wiedział, że może dostać za to manto albo cokolwiek innego. Nie obchodziło go to za bardzo. - I zawsze, zawsze będzie w twoim sercu, a póki tam jest.. nie zostanie zapomniana. - Dokończył. Starał się by nikt oprócz Keirana nie słyszał tego..

Wysepka na jeziorze

#134
Słowa Resefa nie dowodziły niczego. Każdy szpieg czy też nie tłumaczyłby się w taki właśnie sposób. "Posądzanie mnie na każdym kroku o szpiegowanie jest bezcelowe, bo nie mam nic na sumieniu, w dodatku mam pod opieką dzieciaka" - czego to niby miało w ogóle dowodzić? To były tylko słowa, puste słowa, na które nie mieli absolutnie żadnej gwarancji. Szczeniak pod opieką? Doprawdy, żałosne wytłumaczenie. Beżowa aż za dobrze znała takich którym poświęcenie niewinnego malca w razie potrzeby nie przeszkodziłoby w niczym.
Odrobinę zaskoczyła ją za to postawa Lokatt, która postanowiła dać nieznajomym wybór odnośnie tego czy chcą tu pozostać czy nie. Bezprawnie wtargnęli na tereny Cieni i tak po prostu miała zamiar dać im odejść?! "Pozwolimy wam odejść w spokoju pod warunkiem, że zapomnicie o istnieniu tego miejsca." - tak, na pewno, nagle dostaną amnezji i nic już nie będą pamiętać, ani dróg jakimi można się tu dostać ani ich liczebności, czy też innych istotnych rzeczy.
Zacisnęła zęby nie mogąc już tego wszystkiego słuchać. Czy oni wszyscy naprawdę byli aż tak łatwowierni? To zdecydowanie nie wróżyło dobrze przyszłości tej watahy. Jeśli z kolejnymi wilkami które całkowicie "przypadkiem" wtargną na jakikolwiek ich teren będzie się działo to samo co tu, na pewno nie pociągną długo. Chciała wyrazić swoją opinię, powiedzieć to im wszystkim, ale poprzednia wypowiedź wyczerpała jej zapas odwagi na najbliższy czas. Na szczęście jednak znowu odezwał się Kune, który mniej więcej wyraził w słowach to co ona sama chciała przekazać.
Odetchnęła więc głęboko starając się uspokoić. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy nie przyjąć dawnego zaproszenia matki i nie odejść wraz z nią... nawet jeśli samo zaproszenie okaże się już nie aktualne. Po chwili jednak, ten pomysł tak jak i poprzednio, już po chwili przestał wydawać jej się aż tak dobry z dokładnie tych samych powodów co kiedyś. Chociaż... jeden z nich może niedługo się wykruszyć. Nie wiadomo było w końcu jak Słonecznik zareaguje na to co miały mu do przekazania wraz z Ve'nevri. Może je znienawidzi? Starała się nie dopuszczać do siebie tej myśli, lecz ta ciągle powracała nie dając beżowej spokoju ilekroć tylko pomyślała o tej sprawie.
- Czyli masz zamiar ufać każdemu wilkowi, który wtargnie na tereny NALEŻĄCE do watahy, o ile tylko będzie miał przy sobie szczenię, które wygląda na przerażone? Mogli je zastraszyć, powiedzieć, że zginie jeśli nie będzie siedzieć cicho lub cokolwiek - to żadna gwarancja. Nigdy nie możesz mieć co do tego pewności, tak samo jak nie możesz wiedzieć, czy ktoś przypadkiem nie odkrył już naszej obecności tutaj. Ślady zapachowe watahy są łatwo wyczuwalne i na pewno nie jeden samotnik czy też nie, będąc w okolicy tego jeziora zorientował się, że tu jesteśmy. Nie siedzimy tu przecież od wczoraj! - Warknęła w stronę Drake'a wyraźnie poirytowana. Sama była odrobinę zdziwiona gwałtownością swojej reakcji. Już od bardzo dawna nie czuła się w ten sposób... być może nawet nigdy, ale nie mogła dłużej słuchać już tych bzdetów, które niebieskooki tak uparcie wygadywał - bezpieczeństwo był dla niej nader istotnym tematem i zapewne właśnie w tym miała podłoże jej reakcja. Po wykrzyczeniu tego co leżało jej na sercu poczuła się trochę zawstydzona tym co właśnie zrobiła, lecz mimo to starała się zachować wyjątkowo pewny siebie wyraz pyszczka, co wychodziło jednak dość średnio.
Gdzieś w głębi duszy beżowej tliła się jednak satysfakcja - może to sprawi, ze tamten zacznie w końcu myśleć.
Nie chodziło tu już o samego Akashę, Resefa i Shinobi, bo ich sprawa, wraz z decyzją Lokatt, która przynajmniej postawiła im jakieś warunki, wydawała się Thai już zamknięta, ale o ograniczeniu zaufania podobnym im, którzy zawitaliby tu w przyszłości.
Być może ta trójka rzeczywiście nie ma nic na sumieniu, ale przyjdą tacy, których intencje nie będą czyste - na pewno przyjdą.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Wysepka na jeziorze

#135
Beznamiętnym wzorkiem ogarniał wszystkich rozmówców i był ewidentnie znudzony zaistniałą sytuacją. Oj żałował, że tu trafił. Chciał tylko się gdzieś kimnąć na spokojnie, a nie użerać się z jakąś niewychowaną bandą. Był mocno zniesmaczony tym, że Samic Alfa, a nie miała żadnego wpływu na swoje stado i każdy zachowywał się jak jednostka, a nie "jeden organizm", jak tak dalej pójdzie to długo wadera sobie tego stołka piastować nie będzie, bo ktoś jej rządy obali, ale co go to obchodziło? On był tylko zwykłym uzdrowicielem, a nie żądną władzy szują. Historii o Melodii wysłuchał z przymrużonymi ślepiami, śmierć jak śmierć, każdemu musi się umrzeć, prędzej czy później, ze względu na to, że nie znał samicy i był raczej obojętny w tej sprawie to postanowił się nie wypowiadać, jeszcze by kogoś uraził i byłoby gorzej niż już jest. Toteż dla dobrego wrażenia z wymalowanym smutkiem na pysku skinął w kierunku Keirana jak i Drake`a, których najwidoczniej dość mocno zabolała utrata wadery. Na poczynania Akashy zareagował cichym syknięciem, czemu ten dzieciak musiał być taki kłopotliwy? Res wyraźnie kazał mu siedzieć na tyłku i nawet nie mrugać, dopiero po chwili skarcił siebie w duchu, że przejmuje się szczeniakiem, przecież miał teraz wolną łapę, mógł spokojnie uciec zostawiając na tej wyspie nieposłusznego gówniarza, na nieszczęście coś w środku czarnego basiora nie pozwoliło na takie zachowanie i przepędzając głupie myśli skupił się na rozmówcach. Gdy Lokatt poczęła opowiadać o dziwnych zjawiskach, które dotykają krainę poczuł dreszcze na plecach, czy on naprawdę nie może żyć normalnie, tylko wiecznie wchodzić w jakieś gówno? Gdy do głosu doszła ta co przypominała Isztar, Resef poczuł ulgę, że słyszy tak cudowny głos swojej nauczycielki, krótko po tym jednak ulga zmieniła się w nieprzyjemne ukłucie w brzuchu i lekko się skrzywił, zbyt wielkie podobieństwo było między tymi waderami, wbijając pazury mocniej w glebę próbował uspokoić emocję i porozmawiać z samicą jak dorosły, a nie jak dzieciak. - Mi również miło poznać, jak widać, bardzo zdolną uzdrowicielkę. Mało kto by sobie poradził z jadem węża. Jestem pod wielkim wrażeniem. - skłonił się nisko ku wilczycy, a jego złote ślepia wpatrzone w nią były jak w obraz. - Jestem tu dość krótko, podczas wędrówki mało miałem okazji do zdobycia ziół, więc teraz zatrzymałem się tutaj by to nadrobić. - uśmiechnął się przepraszająco jakoby czuł się winny i teraz niczym szczenię prosił o łaskę. - Ależ ja.. ja naprawdę nie mogę tego przyjąć, musiałaś zbierać to z wielką starannością, zapewne i dużo czasu na to poświęciłaś. - zaskoczenie jakie spowodowały zioła podarowane przez Ven było nie do opisania, w końcu samiec nie zasłużył sobie na taki podarunek, teraz machał kitą na boki i z białymi kłami na wierzchu miał ochotę olać wszystkich tu zebranych i podążyć za Uzdrowicielką, aby ta go nauczała i przyjęła pod swoje skrzydła. Z zafascynowania wyrwał go głos Samicy Alfa, która teraz po załatwieniu najtrudniejszej sprawy jaką była śmierć Melodii przeszła do.. Zaproszenia ich do watahy? Resef zaśmiał się gardłowo i skinął łbem ku wilczycy. - Jest nam niezmiernie miło, że darzysz nas zaufaniem i chcesz przyjąć do swojego stada, ale muszę odmówić. - po wypowiedzeniu tych słów skrzywił się i potrząsnął pyskiem na boki. - Na tą chwilę oczywiście, bo nie wiem jak dzieciak, ale ja z przyjemnością zasilę Wasze szeregi, ale chodzi mi o to, że nawet nie wiem jak się zwiecie jako grupa, Waszych imion również nie znam, no i przede wszystkim to co Wami kieruje mnie obchodzi, Wasze priorytety. - przepraszająco się uśmiechnął i przeniósł wzrok na samca, który ewidentnie miał jakiś problem do Res`a i szukał niepotrzebnie zwady, spoglądając znowu na Lokatt rzucił rozbawiony. - Poza tym jakieś panienki chyba mają do mnie problem i próbują uważać się za lepszych niż powinni. - oczywiście chodziło mu o Thaisis i Kune`a, mimo iż dobrze wiedział, że ten drugi jest basiorem nie mógł się powstrzymać przed dogryzieniem bezczelnemu typkowi. Stojąc tyłem do tych dwóch wilków kontynuował na tyle głośno by Ci go dobrze słyszeli, od czasu do czasu zerkając też na nich w nadziei na jakąś efektowną reakcję. - Jeżeli jesteście tak pewnie swoich słów to śmiało zaatakujcie mnie, możecie mnie nawet uwięzić, ale wiecie co? Nawet kitą nie kiwnę w odwecie, przyjmę każde uderzenie na siebie, bo nie bawią mnie przepychanki z dzieciakami, które są mocne w gębie i rzucają oskarżenia nie mając żadnych podstaw. Nie mając dowodów ani na to, że jestem szpiegiem, ani na to, że nim nie jestem macie gówno do powiedzenia, i nie interesuje mnie wasze zdanie. Więc jak skończycie się bawić w wielce doświadczonych członków stada dajcie mi znać, bo chciałbym najpierw porozmawiać z Waszą Szefową, która pełni kluczową rolę w tej sytuacji. Więc co rzucicie się na mnie czy stulicie w końcu pyski? - teraz stał już do nich przodem z uśmiechem na mordzie skakał spojrzeniem od jednego do drugiego czekając na ich reakcje.

Wysepka na jeziorze

#136
Wreszcie, a może nie tak do końca wreszcie, wracali do domu z terenów Zarośli paproci. Pozostawiając tam swoją zmarłą towarzyszkę której pogrzeb odbył się przez przewodnictwem Lokatt, która zrobiła ceremonię tak, jak u niej na rodzinnych ziemiach się robiło. Przecież każdy w stadzie pod nazwą Szepczące Cienie pochodził z innego zakątka świata. Jakoś Izuki nie odczuwał smutku z powodu straty Zapomnianej Melodii. Była członkinią stada, ale nie robiło na nim to żadnego dużego wrażenia. Może przez to, że czarny nie zżył się w nią? Albo to zostało spowodowane przez coś innego? Nie tutaj wchodziła w grę inna opcja. Ta, która mówi o zżyciu się z kimś. Tak, to na pewno było to. Śmierć było takim zjawiskiem, że to czeka każdego wilka, innego wcześniej, a jeszcze innego później. Tak było z piątką wracających czworonogów z swojej wyprawy. Pretekstem było sprawdzenie zorzy polarnej, która nie wiadomo skąd pojawiła się na niebie i wzbudziła w ich ciekawość.
Na początku. Kiedy odchodzili już z terenów paproci czarnofutry szedł na równi z wszystkimi. Dopiero w połowie drogi coś się stało. Przestał iść równo z pozostałymi, tym sposobem został z tyłu. Gdy tylko spostrzegł, że odstaje od reszty pragnął, jak najszybciej dogonić ich, ale gdy tylko próbował przyspieszyć swoje tempo wydawało mu się, że nadal nie nadąża nad resztą. Czyżby to było spowodowane ciągłym siedzeniem, czy zmęczeniem łap? Jak to zmęczeniem łap? Od czego?! Przecież nie biegł, ani nie szedł zbyt wyczerpująco. Było w tym coś dziwnego. Gdy gromadka zniknęła mu z horyzontu trochę się zdenerwował, bo nie wiedział co jest grane i dlaczego idzie wolniej, znacznie wolniej od innych. Jakby ktoś specjalnie przedłużał dojście czarnego nad wyspę.
Potrząsnął szybko łbem i podążał za ich zapachem. Jeśli to tak miało wyglądać to wolał tego nie pogarszać i iść normalnym tempem. Ze spokojem dojdzie do domu - do przysłowiowego " domu".
W międzyczasie w głowie Izukiego zaczęły odtwarzać się fragmenty w dzieciństwa czarnego i fragmenty z jego poprzednich wędrówek. Szczęśliwe momenty spędzone z bratem przed jego odejściem. Nie rozumiał o co chodzi, jak dorośli wspominali, że jego brat po pewnym czasie odejdzie z tego świata i że jest do czegoś przeznaczony. Nie rozumiał. Za wszelką cenę chciał się o tym dowiedzieć, ale tylko w odpowiedziach otrzymywał same brednie. Czyżby coś przed nim ukrywano? Chyba tak... Ale co to było. To nikt nie wiedział. Może wiedzieli tylko, że w małych ilościach i nie chcieli rozsyłać plotek. To było nie sprawiedliwe, ale co zrobić? Jeśli nikt nie chciał powiedzieć prawdy, to trzeba było żyć w tym kłamstwie.
Izuki dopiero ocknął się, jak jego łapa dotknęła tafli wody. Płynącego jeziorka. Na owym obliczu pojawiło się zdziwienie. Potrząsnął łbem i wstąpił do wody. Było słychać pluskanie wody przez pewien określony czas. Po przejściu zatrzymał się na chwilę, żeby otrzepać się od wody i ocenić to, co miało teraz miejsce. Zauważył trójkę nowych osobników.
W pewnym momencie usłyszał końcówkę czyjegoś wypowiadania się lub przekomarzania się z kimś albo udowadniania komuś, że nie jest kimś na kogo wygląda.
Może przyszedł w nieodpowiednim momencie? Chyba... Ale i co z tego?! Najwyżej będzie siedzieć cicho i słuchać, jak inni rozmawiają, dyskutują. Jeśli nie zna szczegółów to po, co ma wtrącać się chamsko. Wolał poczekać co poczekać, co ten ktoś ma do powiedzenia, na to co powiedział czarny nieznajomy.
Przysiadł się nieopodal zgromadzenia, żeby wszystko dobrze i wyraźnie słyszeć. Jeśli nadarzy się okazja to dodać od siebie co nieco. Przecież nie chciał, żeby inni uważali go za ducha, czy bądź też nieobecnego.
Drak is everywhere...
Opowiadanie, premiera! - 11.11.15
Świat za portalem; część druga - 23.12.15
Trzecia część - 03.01.2016
Czwarta część - 20.01.16
Piąta część - 19.02.16
Część szósta - 24.03.16
Część siódma-01.06.16
Część ósma-04.08.16

Wysepka na jeziorze

#137
Irytacja narastała w niej z każdą chwilą, w miarę jak kolejne wilki włączały się do dyskusji, lecz nie dała tego po sobie poznać. Nie mogła sobie na to pozwolić. Za dużo zamieszania, zbyt napięta atmosfera. Kłótnia między basiorami wisiała w powietrzu, a był to najgorszy moment na jakiekolwiek sprzeczki. Zwłaszcza, że w pobliżu byli obcy. Czyż nie psuło to w ich oczach wizerunek stada, sprawiało, że zaczynali postrzegać Cienie jako niezorganizowaną, niezgodną bandę? Tak samo mogła pomyśleć i Ve'nevri.
Sama Lokatt była poniekąd rozdarta. Nie ufała ani Resefowi, ani towarzyszącemu mu szczenięciu, ani nawet i tamtej samicy, która teraz zabrała głos. Lecz z drugiej strony, była gotowa dać im szansę. Potrzebowali więcej wilków, by rosnąć w siłę. Zwłaszcza medyka, jakim był Resef. Stado nie przetrwa zbyt długo bez osobnika mającego jakiekolwiek pojęcie o lecznictwie. Dlatego w mniemaniu samicy ów basior byłby wartościowym członkiem stada. A szczeniak i tamta wadera? No cóż, niewiele o nich wiedziała, lecz nie przekreślała ich już na wstępie. Samica wyraziła chęć przyłączenia się do watahy. Mógł być to podstęp, lecz niekoniecznie. Nie potrafiła teraz tego określić. Szczeniak może i na chwilę obecną wydawał się bezużyteczny, lecz jeżeli teraz zapewni się mu bezpieczeństwo i odpowiednio pokieruje, być może stanie się wartościowym członkiem stada w przyszłości.
Powinna dać im szansę. Lecz oczywiście nie zaufa im natychmiastowo. Będzie obserwować, starać się wyłapać jakiekolwiek podejrzane zachowania.
Wypowiedź Resefa wzbudziła w niej mieszane uczucia. Poczuła ukłucie żalu i irytację, lecz zaraz potem wraz z kolejnymi słowami basiora po jej wnętrzu rozlała się ulga. Skarciwszy się w duchu za zbyt szybkie działanie, obdarzyła go nawet i lekkim uśmiechem, skinąwszy głową. Jednakże ów zaraz zniknął, gdy usłyszała jego słowa skierowane do innych wilków. Obnażyła kły.
Tego już za wiele, trzeba to skończyć, pomyślała, odwracając się na chwilę od nieznajomych i zerkając na Cienie. Bursztynowe oczy ciskały gromy.
- Cisza - rzuciła chłodno, mierząc wpierw jednego, potem drugiego basiora uważnym spojrzeniem. - Każdy z was ma trochę racji. Nie można ufać każdemu, lecz nie należy też wszystkich od razu skreślać. Rozumiem was. Nie zabraniam wam mieć odmiennego zdania. Jednakże jest to najgorszy możliwy czas na jakiekolwiek kłótnie. Jedna z nas odeszła. Nie godzi się, żeby kłócić się zanim nie została do końca pożegnana - urwała na chwilę, łypiąc jeszcze raz na basiory. - Wszakże chyba nie uważacie, że nie jestem w stanie podjąć odpowiedniej decyzji, prawda? - przeniosła wzrok na Resefa. - Nie mam w zwyczaju przelewać krwi wówczas, gdy nie jest to konieczne. Nie wydam rozkazu ataku. Jednakże jeżeli któregoś z nas twe słowa obrażą, nie będę go powstrzymywać.
Rozejrzała się jeszcze raz krótko, zastanawiając się, co czynić. Za dużo zamieszania.
- Powinniśmy czym prędzej dokończyć rytuał pogrzebowy Melodii, nim jeszcze zapadnie zmrok - zwróciła się do Cieni, po czym skierowała swój wzrok na starą uzdrowicielkę. - Ve'nevri. Pragnęłaś odzyskać zioła, które zużyłaś do naszego wyleczenia. Powinnaś więc wyruszyć już teraz, jeżeli chcesz brać udział w pożegnaniu Melodii. Vune i Kune, będziecie jej towarzyszyć. Upewnijcie się, by wróciła tu bezpiecznie - odczekała chwilę, by upewnić się, że wspomniane osobniki zrozumiały, po czym odwróciła się w kierunku Drake'a i Keirana. - Wasza dwójka znała Zapomnianą najdłużej. Według odwiecznej tradycji to właśnie rodzina lub przyjaciele powinni zająć się przygotowaniem rytuału pogrzebowego. Nie wiem, na czym polegał pogrzeb w waszych stronach. Tam, skąd pochodzę, zbierano nieco sierści zmarłego, skraplano ją krwią drobnej zwierzyny i ciskano w przepaść. Nie sądzę, byśmy byli w stanie jakąś tutaj odnaleźć, niemniej przyniosłam tutaj to - po tych słowach pochyliła się, by wysupłać z włosia na swym karku kępkę roślinności pomieszaną z ptasimi piórami i wilczym włosiem. Ułożyła ją na ziemi nieopodal basiorów. - Skoro powstało nowe stado, potrzebujemy też nowych zwyczajów. Możemy połączyć te, które praktykowano w naszych rodzinnych stadach... - spojrzała również na pozostałe Cienie, dając im do zrozumienia, że i od nich oczekuje propozycji.
Następnie ponownie zwróciła się do Resefa.
- Moje imię brzmi Lokatt. A wataha znana jest jako Szepczące Cienie - urwała na chwilę, wbijając uważny wzrok prosto w oczy samca. - Dlatego jesteśmy, jak cienie. Ukryci, łatwi do przeoczenia lecz przez cały czas obecni. Tutaj, z dala od niechcianych spojrzeń stworzyliśmy nasz dom i właśnie tutaj dzięki wspólnemu wysiłkowi wszystkich rośniemy w siłę. Cienie powstały z pragnień, jakie posiada każdy wilk stąpający po tej ziemi. Wszyscy marzą o miejscu, które można nazwać domem, wsparciu przyjaciół, dostatku. Na tę chwilę pozostajemy poniekąd w ukryciu, gdyż im dłużej tak będzie, tym większą przewagę będziemy mieli nad innymi. Jednocześnie skupiamy się na zbieraniu informacji. Podejmowanie jakichkolwiek działań bez odpowiedniej wiedzy byłoby głupotą. Nie przebywamy tu jednakże od dawna, wielu rzeczy jeszcze nie wiemy. Początkowo naszym głównym celem było odnalezienie sobie miejsca w tej krainie. Teraz skupiamy się na jej poznawaniu i budowaniu swej siły. Przyszłość pokaże, co będzie potem. Mam nadzieję, że taka odpowiedź jest dla ciebie satysfakcjonująca.
Skinąwszy głową odwróciła się ponownie, zerkając teraz na Shinobi.
- Pragniesz zostać członkiem naszej watahy? Jesteś gotowa zrobić wszystko, co w twojej mocy, by stado rosło w siłę? Będziesz w stanie przysiąc na własne życie, że nigdy nas nie zdradzisz i że będziesz strzec naszych sekretów? - zapytała, obserwując uważnie waderę.

Wysepka na jeziorze

#138
Drgnęłam gdy wadera odezwała się bezpośrednio do mnie. Szczerze mówiąc zaczęła mnie zjadać trema. Namyśliłam się , ponieważ nie chciałam żeby wadera odebrała moją odpowiedź za pochopną lub nie przemyślaną.
-Pragnę zostać członkiem Watahy Cieni , jestem gotowa zrobić wszystko dla dobra watahy i przysięgam na własne życie , że nigdy nie zdradzę watahy i strzec jej sekretów do samej śmierci.
Patrzyłam prostu w oczy Lokatt. Nie wiem co sobie o mnie pomyślała , ale naprawdę zamierzałam dotrzymać tych wszystkich przyrzeczeń. Czekałam z niecierpliwością na to co mi odpowie. Czy kiedykolowiek jakiegoś wilka przepędzili , bo powiedział źle przysięgę? Może będę pierwsza.

Wysepka na jeziorze

#139
Wystarczyło tylko jedno dyskretne spojrzenie na syna, by wyrzuty sumienia wróciły. Chciała do niego podbiec, powiedzieć, że to nie jego wina, że to ona, ona zawiodła, nie zdążyła. W końcu to było jej własne dziecko, które najpierw podrzuciła obcej wilczycy, a teraz zabrała mu przyjaciółkę czy może nawet partnerkę. Wiedziała jednak, że nie ma teraz miejsca na czułości. Jedno niewłaściwe słowo, jeden ruch, a zdzira zorientuje się, że widzi. Nie mogła do tego dopuścić. Musiała podtrzymać emocje i nieco poczekać. Powtórzyła parę razy w myślach, że nie zawsze da się wszystkich uratować i poczuła się nieco lepiej. W końcu udało jej się dwukrotnie wyrwać córkę z objęć śmierci. To było najważniejsze.
- Dziękuję za komplement - powiedziała, uśmiechając się lekko.
Niezbyt spodobał jej się fakt, że basior nazwał Thasis panienką, ale nie zamierzała mu robić wyrzutów z tego powodu. Cóż, Res wydawał się mieć zadatki na uzdrowiciela, miał własne zdanie, nie bał się odpyskować Lokatt, ale był też nawet sympatyczny. To wszystko sprawiało, że chyba go polubiła. Szkoda tylko, że zdecydował dołączyć się do Cieni. Nie zamierzała jednak próbować na to wpływać, znajdowała się bowiem na przegranej pozycji. Chociaż... Mogła spróbować go jakoś nakierować. Resef nie wyglądał na kogoś, komu bardzo zależy na dołączeniu do jakiejkolwiek watahy. Ta druga wadera o nieco przydługim jak na jej gusta imieniu była bardzo zdeterminowana. Zaskoczyło ją, jak łatwo złożyła obietnicę. Cóż, oba by tak z pewnością nie postąpiła.
- Och, oczywiście, że poświęciłam im wiele czasu. Ale tobie będą bardziej potrzebne. Będę miała jeszcze wiele okazji do uzupełnienia ziół. Teraz, w drodze do mojego domu na wrzosowiskach, w samym domu. To dosyć daleko - odpowiedziała szybko na protest samca.
Co prawda, zawahała się przez chwilę,bo czy powinna zdradzać suce miejsce pobytu? Z drugiej strony, już to zrobiła. Co więcej, zaprowadziła ją tam. Poza tym, jeśli oznajmi to tak beztrosko, zdzira pomyśli, że nie znachorka ma nic do ukrycia. Próba przekazania informacji po kryjomu była zbyt ryzykowna. Gdyby jej się nie udało, naraziła by się na atak. A wtedy ani słowa, ani popisowa magia nie będzie w stanie jej pomóc.
Niesamowicie rozbawił ją fakt, że Lokatt nie posiadała żadnej kontroli nad swoim stadem. Każdy mówił to, co mu się żywnie podobało i absolutnie nie przejmował się "alfą". To było wręcz żałosne. Jak tak dalej pójdzie, suka zostanie obalona i stado się rozpadnie. Oczywiście nie miała nic przeciwko. Na wszelki wypadek, gdyby miała okazję przyspieszyć ten proces, dokładnie zapamiętała wilki, ich wygląd, imiona i wady. Akasha miał czułe serce, no i był tylko szczeniakiem. Izuki zdawał się być bardzo wycofany, jakby bał się wyrazić własnego zdania. Shinobi-katana była z kolei niesamowicie otwarta i gadatliwa. Rodzeństwu zależało przede wszystkim na sobie, co dawała wiele możliwości. Drake był dość ufny, szczególnie wobec szczeniąt. A Lokatt nie miała żadnego autorytetu czy silnych więzi ze stadem. Jeśli chodziło o Keirana, Thasis czy Resefa - cóż, ich zdradzać nie zamierzała.
Słowa zdziry wyprowadziły ją nieco z równowagi na tyle mocno, że z trudem zdusiła w sobie gniew. Zrozumiała je bowiem nieco opacznie. Jedna z nas odeszła, podjęła decyzję i odeszła ze stada, mimo suki próbującej ją od tego odwieść. Nie została jednak należycie pożegnana, bowiem wróciła i teraz panoszy się nieproszona, węsząc nieustannie. To nie jest dobry moment na kłótnie, bo zapamięta informacje i wykorzysta je przeciwko nam. Może i była paranoiczna, ale przecież znajdowała się w centrum wrogiej watahy. Nie mogła nie zachowywać ostrożności.
- Nie musisz owijać w bawełnę, złotko. Doskonale wiem, że Vune i Kune nie idą ze mną po to, by mnie ochraniać. Wysyłasz ich po to, by pilnowali, żebym nie wyściubiała nosa w nie swoje sprawy- odpyskowała, dając upust kłębiącym się emocjom.
Może i postąpiła nierozsądnie, ale nie mogła sobie odmówić tej małej przyjemności. Satysfakcja z utarcia nosa zdzirze była warta nawet potencjalnego niebezpieczeństwa. Gdyby doszło do walki, zamierzała drogo sprzedać swoją skórę. Wiedziała, że pakt z Jeleniem zwiększył jej siły i witalność. Była pewna, że przed śmiercią zdołałaby zabrać ze sobą Lokatt.
- Jestem zawsze przygotowana do drogi. Wyruszę, gdy tylko moja ochrona będzie gotowa - dodała jeszcze z perfidnym uśmieszkiem.
Zbiory z tamtą dwójką nie zapowiadały się zbyt fascynująco, ale były dobrą okazją do pozbierania informacji. Interesowały ją szczególnie te o Thasis i jej relacjach z bliźniakami. Wszystko, co dotyczyło jej dzieci, niesamowicie ją pasjonowało. Obdarzyła Resefa przelotnym uśmiechem i przemaszerowała kawałek dalej, czekając na rodzeństwo.
// znicz dla mojej weny [*]
Ostatnio zmieniony sobota 03 wrz 2016, 16:15 przez Ve'nevri, łącznie zmieniany 1 raz.

Wysepka na jeziorze

#140
Gniew powoli zaczynał buzować w żyłach basiora. Starał się panować nad sobą, jednak wiedział, że jest u granic. Vune też to wyczuwała, wpatrywała się w brata spięta, gotowa, by znowu go powstrzymać, jak wielokrotnie bywało. - Dwóch baranów. Chodzi mi o OGÓŁ OBCYCH. Nie konkretnie o tych dwoje. Nie zarzucam im winy za nic. - przerwał na chwilę spoglądajac to na Resefa to na Drake'a, badając czy do każdego z tych dwóch dodarł sens jego wypowiedzi- Tylko jak każdego będziecie tak witać i ufać bezgranicznie, to możecie się nieźle zdziwić któregoś razu. - warkot w jego głosie był wyraźnie słyszalny, przeplatający się z basem.
Spojrzał na Drake'a z nieopisanym ogniem w oczach. Zbliżył się do niego na dwa metry, wbijając bursztynowe tęczówki w jasne oczy stojącego przed nim samca. - I co, myślisz, że tylko jedna wataha, poza nami, może tu grasować? - nos lekko mu zadrżał, delikatnie odsłaniając końce kłów. Vune podeszła spokojnie, stając niedaleko brata. Wiedziała, że w razie czego, tak łatwiej będzie go zablokować. - Thaisis została zaatakowana przez bandę wilków, więc uwierz, może tamci byli i zajęci, ale na tych ziemiach są inne wilki, więc uważać trzeba. Niektórzy są sprytniejsi niż ci się wydaje.- zmrużył ślepia, jednak było widać napięcie jakie panowało w jego ciele. Zbliżył się jeszcze bardziej, gdy ten podniósł na niego głos. - Teraz jesteśmy braćmi i nie godzi się bić między sobą. Ale jeszcze raz wrzaśnij na mnie, a może sie to źle dla mnie i dla ciebie skończyć. -warknął.
Vune odetchnęła z ulga, dopóki do jej uszu nie dotarły słowa Resefa, a raczej ostatnie, które wypowiedział. Spojrzała na basiora, a w jej oczach tliło się przerażenie. Usłyszała tylko warkot wydobywający się z gardzieli Kune. -Zaraz ja ci zamknę tą mordę, wyrywając ci język. - już miał skoczyć do basiora, gdy Vune stanęła przed nim. Ich spojrzenia się skrzyżowały. -Dosyć, bracie. - odwróciła łeb w stronę Lokatt, Resefa i Akashy. -Wybaczcie. W stronach skąd pochodzimy wilki potrafiły postępować naprawdę podle i uciekać się do sztuczek, które w waszym przekonaniu mogłyby być niegodne i niehonorowe. Dodatkowo jak wspomniał mój brat, wcześniej Thaisis została napadnięta, więc trzeba uważać. - Mówiła swoim melodyjnym głosem, tak bardzo kontrastującym z brzmieniem swojego bliźniaka. - Kune nie chciał was obrazić. - Skierowała spojrzenie na Resefa i Akashe. - Ale zważaj na język, bo drugi raz go nie powstrzymam. - uśmiechnęła się kącikiem pyska to basiora. Chyba go polubię.
Spojrzała na brata mrużąc ślepia. Ten jednak posłał jej chłodne spojrzenie, milknąc. -Jesteśmy gotowi, możemy ruszać. - Wadera rzuciła do Lokatt po czym skierowała wzrok na Ve'nevri. - Prowadź.

/zt

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron