Wysepka na jeziorze

#161
Wszystkie słowa Resefa docierały do niego jak przez mgłę, oddech zwolnił, a małe dotąd źrenice drastycznie się powiększyły, mały po raz kolejny nie rozumiał, dlaczego ktoś tak bardzo chce opuścić jego życie.. Narastał gwar w jego malutkiej główce, silił się by zrozumieć.. wyciągnąć coś z jego słów.
- Ale.. - Chciał się wtrącić, ale ten nie słuchał.. Zwyczajnie mówił dalej, a wielka gula w gardle malca rosła z każdą chwilą.. Wizja zostania samemu, mimo że w teorii miał już watahę, była dla niego nie do zniesienia. - Res.. dlaczego.. - Nie zdążył dokończyć, gdyż ten zwyczajnie zwrócił się do samicy i...
Odszedł..
Nie było to jakoś specjalnie daleko, ale po prostu odszedł zostawiając go samemu z tym co powiedział.. zrobił.. nawet nie dał wytłumaczyć tego jak on sam widzi to wszystko.. nie mogli znaleźć jakiegoś wspólnego środka? Kompromisu czy czegokolwiek? Mały spuścił łebek dusząc w sobie narastający szloch. Nie uważał się za dorosłego.. nie chciał być dorosły.. Mocno zacisnął szczęki kładąc po sobie uszka.. - Przecież nie zrobiłem niczego złego.. - Podkulił ogonek zdając sobie sprawę, że drży i jak to wszystko żałośnie wygląda. Podniósł wzrok na opiekuna, o ile tak go można było kiedyś nazwać..
- Kłamca. ZDRAJCA! - Wydarł się swoim małym, lecz aż nadto grubym głosem.. mówił teraz wszystko co myślał, dwa głosy zlały się w jeden, smutny głos młodego samczyka. - Obiecałeś mi. - Ledwie wyduszał z siebie słowa, tak mocno łzy cisnęły mu się do oczek, już teraz nieliczne z nich moczyły białe futerko. - OBIECAŁEŚ MI, że nikt mnie nie skrzywdzi. - Może i nie do końca zrozumiał znaczenie wszystkich słów Resa, a może zwyczajnie nie dotarły do niego przez ten cały szok. - I teraz SAM to ROBISZ.! - Podkreślał starannie wszystkie swoje słowa, które były dla niego ważne.. ważne dla jego małego, delikatnego serduszka. - Nie przerywaj mi.. - Powiedział, jak gdyby chciał powstrzymać go od wcięcia się.. chciał powiedzieć do końca.
- Mówiłeś, że czeka mnie lepsza przyszłość, jeżeli tylko będę w stanie Ci zaufać.. Zaufałem.. - Pokręcił pyskiem jakby chciał się roześmiać, ale nie mógł.. Nie był wstanie nic więcej dodać, gdyż z jego piersi wyrwał się gorzki szloch.. Nie obchodziło już go teraz jak żałośnie wygląda.. Odwrócił się, zaczął biec.. w kierunku wody, chciał się stąd wydostać.. nie umiał wytrzymać w tym otoczeniu, a co najgorsze zaczynał nienawidzić siebie.. Wskoczył do wody nie patrząc, musiał płynąć.. i tak by nie sięgnął dna..

Wysepka na jeziorze

#162
Zmrużyła lekko oczy. Czy Resef naprawdę wspominał coś o tym wcześniej? Nie była w stanie sobie tego przypomnieć. W końcu doszła jednak do wniosku, że najprawdopodobniej zrobił to jeszcze przed ich powrotem na wysepkę i siłą rzeczy nie ma jak tego kojarzyć. Pysk basiora rozjaśnił uśmiech i właśnie w tym momencie spostrzegła, że zbliżył się do nich Akasha. Malec usiadł przed czarnym, przekrzywiając łepek na bok - wyglądał doprawdy uroczo.
- Oh... dziękuję. To bardzo miłe. - prawdopodobnie gdyby mogła, zrobiłaby się teraz cała czerwona. Posłała szczenięciu nieśmiały uśmiech i nawet chciała dodać coś jeszcze, lecz gdy usłyszała jego kolejną kwestię, całkowicie odebrało jej mowę. Na szczęście jednak Resef zdawał się tego nie zauważyć, od razu zaczął do niego mówić kompletnie o czym innym, później też już nic nie wspomniał, oznajmiając, że czas na zapowiedziane wcześniej zwiedzanie wysepki. Podniosła się więc i ruszyła za nimi. Trzymała się blisko słuchając dalszej części wywodu towarzysza. Na początku nie rozumiała zbytnio po co tamten opowiada całą tą historię, lecz gdy skończył wszystko stało się jasne. Miał rację.
- W porządku, wszystko rozumiem. Mam nadzieję, że coś z tego wyniesie. - powiedziała w dość cichy, charakterystyczny dla siebie sposób po czym uśmiechnęła się do niego lekko. - Opuścił stado w imię odmiennych przekonań... - w jakimś sensie pasowało jej to do tego basiora. Współczuła mu - odrzucenie przez własną rodzinę było czymś okropnym. Sama była świadkiem podobnej sytuacji... pomijając już fakt, że czasem ona także czuła się, jakby cała rodzina o niej kompletnie zapomniała... Westchnęła, spoglądając do tyłu, na wilka, który właśnie uderzył łapą taflę jeziora, po czym odszedł znikając z pola widzenia beżowej. Rozmowa z bratem zbliżała się wielkimi krokami, a ona kompletnie nie była na to przygotowana. Znowu zaczynała się niepotrzebnie martwić, więc z ulgą przyjęła fakt odnalezienia przydatnej rośliny na której mogła skupić swoje myśli. Pokrzywa... starała się dokładnie zapamiętać wszystkie rady odnośnie jej zbierania, jak i właściwości. Spróbowała nawet samodzielnie zebrać odrobinę i o dziwo nawet się przy tym nie poparzyła, zręcznie unikając czyhających na nieuważne wilki włosków. Jej ogon kołysał się miarowo gdy wplatała zdobycz w sierść obok reszty zebranych wcześniej ziół - była wyjątkowo zadowolona z siebie. Resef jednak zdążył już znaleźć się przy pomarańczowych kwiatkach nieco dalej - uśmiechnęła się, znała je, lecz mimo to z widoczną fascynacją, słuchała tego co mówił basior, uzupełniając swoją wiedzę na ich temat.
Nagła wzmianka o Ve'nevri, trochę zaskoczyła beżową. Do tej pory pochylona nad kępką nagietków, uniosła głowę, spoglądając w złote ślepia czarnego.
- O mamie? - wyrwało jej się po czym zamilkła na krótką chwilę. Już miała kontynuować, lecz basior ruszył w stronę melisy. - Oczyszcza też organizm z toksyn i działa przeciwzapalnie. Uwielbiam jej zapach. - dodała do opisu właściwości rośliny, gdy skończył mówić, przywołując w pamięci to, co rodzicielka powiedziała o tym zielu jeszcze w zaroślach paproci. Puchaty ogon nadal lekko się kołysał, ukazując świetny humor jego właścicielki, całości dopełniały fiołkowe ślepia w których płonęły wesołe ogniki... Oto jednak ponownie wracali na niezręczne tematy. Przysłuchując się słowom złotookiego, po raz kolejny tego dnia zrobiło jej się zdecydowanie zbyt ciepło jak na te warunki pogodowe.
- ...Nie ma problemu. - Powiedziała, trącając nosem bark towarzysza, w taki sam sposób jak on zrobił to jakiś czas wcześniej. - I dziękuję za komplement. - uśmiechnęła się ukazując mlecznobiałe kły. - Oraz za świetną wycieczkę. Opowiedziałbyś mi kiedyś coś więcej o różnych ziołach? Oczywiście jeśli znajdziesz chwilę ... - Spacer sprawił, że stała się nieco śmielsza, poza tym, bardzo jej zależało i ciężko było to ukryć - nieposłuszna kita zdradzała wszystko.
Wtem wrócił temat Ven. Nie była pewna czy powinna mu to opowiadać ale ... - Mama odeszła ze stada. - mówiąc to westchnęła ciężko - Na szczęście Lokatt nie zrobiła jej przez to krzywdy, pozwoliła odejść... - "Zbyt wiele przypomina mi tu o mojej przeszłości" - te słowa Ven, wypowiedziane dawno temu do przywódczyni Cieni, rozbrzmiały w umyśle Thai, po raz kolejny wywołując lekkie nieprzyjemne ukłucie. Popielata wspominała co prawda wtedy także o jeleniu i o chwilowym odzyskaniu dzięki niemu wzroku ale mimo wszystko, nadal ciężko było jej pozbyć się wrażenia, że w jakiś niewytłumaczalny sposób była temu winna. Wszystkie działania szarej w tamtym czasie wydawały jej się dziwnie pokrętne - tłumaczyła się, zapewniała, a chwilę później robiła coś, co poddawało pod wątpliwość wszystkie słowa wypowiedziane wcześniej... Fiołkowe ogniki przygasły, a chwilę później spoczęły na czarnym. W pewnej odległości za postacią basiora dostrzegła jednak, kogoś jeszcze. - O wilku mowa. - Uśmiechnęła się lekko zawieszając wzrok na starszej waderze, która zbliżała się w ich stronę. Podeszła, zebrała melisę, rzuciła parę słów i poszła dalej. "Nie zmarnuj tego" - Łatwo powiedzieć. I co, to tyle? Złota rada na przyszłość? - Postaram się. - rzuciła, odprowadzając ją wzrokiem. Myślała, że matka zaproponuje jakąś pomoc w nauce, cokolwiek - w końcu beżowa skądś tą wiedzę musiała pozyskać, nie było innego sposobu aby "tego nie zmarnować", lecz tamta najwyraźniej nie paliła się do dzielenia się swoim doświadczeniem, poszła dalej wgłąb wysepki nawet się nie odwracając.
W tym momencie jednak, Akasha postanowił wyrzucić z siebie wszystko co leżało mu na sercu, Thai dopiero teraz dostrzegła w jakim był stanie. Postanowiła podejść bliżej.
- Spokojnie. Nic się przecież jeszcze nie stało. - spojrzała na niego, uśmiechając się pokrzepiająco po czym przeniosła wzrok na Resefa, a później, znacząco, znowu na szczenię. Nie chciała już mówić nic więcej, to on powinien na spokojnie wytłumaczyć wszystko młodzikowi.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Wysepka na jeziorze

#163
Wrócili za Ven, w milczeniu. Vune była tą, która była ich rozumem, ich logiką, jednak jej emocje często były w uśpieniu. Gniew, smutek... Nie odczuwała ich zbytnio. Zaś Kune był temperamentny, kierował się emocjami, które z reguły były negatywne, co skutkowało częstymi bijatykami, czy atakami gniewu.
Vune słysząc słowa Akashy, spojrzała na niego i westchnęła spokojnie. - Jeszcze wiele przed tobą.- powiedziała cicho, zbliżając się do Keirana. Usiadła obok niego. - Nie obwiniaj się, ona by tego nie chciała. - rzuciła cicho, tak, że melodyjny głos mógł dotrzeć jedynie do jego uszu. Rozumiała co przeżywał. Zawsze wiedziała co czują inne wilki. Widziała jak zareagował na tą wiadomość. Eh, uczucia.
Bliźniak zaś widząc Resefa z Thaisis i Akashą wywrócił oczyma, widocznie zirytowany. Wiedział jednak, że jeśli znowu się rzuci, to Vune stanie mu na drodze. A ich walki nie kończyły się nigdy dobrze. Spojrzał na Ve'nevri, o dziwo uznał ją za dosyć mądrą waderę. Nie każdy dałby radę odejść od watahy, potem wrócić z pomocą i nie ucierpieć na tym. Jaki miała cel w tym wszystkim? Położył się pod jednym z drzew, chcąc choć trochę dać odpocząć łapom.

Wysepka na jeziorze

#164
Obserwował poczynania samicy w ciszy i skupieniu, przyglądał się jej mimice i podejściu do ziół. Fascynowała go jej nieśmiałość i zachowanie, czuł w środku potrzebę chronienia wadery, acz z drugiej strony jakaś cząstka podpowiadała mu, że ma ona takie umiejętności, że nie miał powodów do tego by się o nią martwić. Zwilżył bladoróżowym jęzorem czarny węgielek na czubku pyska po czym spojrzał na Thaisis, jego kufę zdobił delikatny i zarazem tajemniczy uśmiech. Szybko jednak uśmiech ustąpił najpierw zaskoczeniu, a potem zawstydzeniu. - Mama? – wydukał niepewnie do ostatniej chwili mając nadzieję, że to żart. Niestety, kolejne słowa Thai utwierdziły go, że samica jest całkiem poważna. – Tyle czasu Ci zabrałem, a Ty to wszystko wiedziałaś. – pokręcił łbem na boki i wlepił bursztynowe ślepia w waderę. – Mimo wszystko dziękuję, że postanowiłaś mnie wysłuchać i zweryfikowałaś moją wiedzę. – słaby uśmiech rozświetlił czarny pysk wilka, mimo iż nie był on pełen uczuć, Res silił się udawać zadowolonego. Jednego tylko nie rozumiał, dlaczego Lokatt prosiła go o pomoc w pogłębieniu wiedzy na temat ziół, skoro pod nosem miała córkę Ve`nevri. Postanowił jednak nie wnikać w to i nie zadawać Thai więcej pytań, bo ewidentnie jej to nie odpowiadało. Z resztą to był dopiero początek ich znajomości, będzie miał jeszcze dużo okazji by dowiedzieć się o niej więcej. Powoli jednak zaczynał się gubić w sytuacji i znowu było to spowodowane słowami fiołkowookiej. – Dla Ciebie czas znajdę zawsze, ale to chyba raczej po to abyś Ty mnie nauczyła czegoś nowego. – wyszczerzył kły w uśmiechu i przyjrzał się samicy. Dopiero teraz rozumiał dlaczego wydawała mu się znajoma i dlaczego cały czas miał wrażenie, że mu kogoś przypominała. Isztar. W głowie echem odbiło się imię starej towarzyszki Resefa, obrócił się raptownie, a przed nim jak z pod ziemi pojawiła się Ve`nevri. Skinął łbem w jej kierunku i skakał spojrzeniem to na matkę to na córkę porównując i analizując. – Dziękuję za odpowiedź. – rzucił w kierunku Thai szeroko się uśmiechając, matka wadery była już blisko, więc postanowił nie pytać beżowej o szczegóły. Na pytanie Ven zaśmiał się krótko.- Jaki byłby ze mnie zielarz gdybym nie dbał o swoje zapasy? W dodatku w planach jest polowanie, więc ziół nigdy za wiele. – skinął pyskiem i począł wodzić wzrokiem za starą uzdrowicielką. Zaskoczył go fakt, że żywi się jarzębiną. – Uzdrowicielko, tak wielki głód Tobą targa, że nie możesz poczekać do polowania? – matka Thai była dziwna, ale fascynowała go, miała w sobie coś co go interesowało, chciał wiedzieć więcej, poznać powód przez który opuściła stado, chciał znać ją lepiej niż jej córka, ale też tego się bał. Bał się, że znajomość z tą samicą wciągnie go w coś, z czego już nigdy się nie uwolni, bał się poświecenia normalnego życia dla kilku rozmów z Ve`nevri. Odczuwał przy niej niepokój zmieszany z ciekawością. Czy wiedza była warta wyobcowania? Postanowił nie zadręczać się tym dłużej, bo miał teraz duży a zarazem mały problem. Widząc porozumiewawcze spojrzenie Thaisis niechętnie ruszył za dzieciakiem, był na niego zły i nie rozumiał dlaczego musi za nim biegać, to przecież Akasha powinien błagać o wybaczenie, a nie odwrotnie. Stanął surowo łypiąc na szczeniaka, miał ochotę go sprać, dać mu taką nauczkę, że by się nie pozbierał, ale nie mógł. Do cholery nie mógł. Patrzył więc tylko jak młody podejmuje próbę ucieczki, jak wskakuje do wody i próbuje płynąć. Res zaśmiał się pod nosem i poszedł za nim, zimna ciecz spowiła jego ciało, a on poczuł dreszcz przebiegający po jego plecach, otrząsł się więc i szedł dalej na równi z Akashą, gdy młody był na takiej głębokości, że łapami nie sięgał dna basior uśmiechnął się szyderczo po czym wymamrotał. – Sorry mały. – czarny nos przyłożył do karku samczyka, a później przycisnął nim szczeniaka podtapiając go. Widząc, że łeb młodego jego pod wodą delikatnie kłami pochwycił jego kark i zdecydowanym ruchem wyciągnął z wody, następnie przeniósł na brzeg i bez zbędnych czułości upuścił białofutrego na glebę. Cały zabieg trwał tak krótko, że dzieciakowi nic poważnego się nie stało, a przynajmniej Resef liczył na to, że biały się trochę uspokoi. Co prawda jego podejście wychowawcze nie należało do poprawnych, ale od wrzeszczącej kupki mięsa, wolał podtopioną, milczącą kupkę mięsa, toteż stąd jego zachowanie. – Wiem, że nie lubisz być tak chwytany, ale nie mogłem inaczej Cię wyciągnąć. – ton jego głosu był zimny i ostry. Res nie miał już cierpliwości i litości, musiał postawić wszystko na jedną kartę, jeżeli dzieciak się nie dostosuje on płakać za nim nie będzie. Chrząknął i oblizał pysk z wody. – Lokatt dała nam dom, deklarowałeś, że zostajesz członkiem stada, a teraz podwijasz ogon i uciekasz? To może być równoznaczne ze zdradą, a wiesz jak się kończy zdrada? No właśnie. Tobie to chyba naprawdę życie jest niemiłe. – ziewając siadł na glebie, bursztynowe ślepia wciąż bacznie obserwowały poczynania młodego i chociaż basior nie miał ochoty na gadki z dzieciakiem to wiedział, że nie ma innego wyboru, bo gówniarz faktycznie kiedyś skończy zagryziony i jeszcze NIE DAJ LOSIE Res będzie czuł się winny. – Dobrze, że pamiętasz co ja mówiłem, szkoda tylko, że nie jesteś tak skory do pamiętania swoich słów. Miałeś się słuchać i być grzeczny, a zachowujesz się jak alfa i omega. Potem jesteś wielce zaskoczony, że ktoś Cię krzywdzi, ktoś porzuca, ktoś porywa. Dziwisz się do cholery jak sam udajesz mądrzejszego od wszystkich? – zamilkł chcąc się uspokoić i zebrać myśli. – Próbuje zastąpić Ci rodziców, a Ty nie okazujesz ani krzty wdzięczności. Umiesz tylko narzekać i płakać nad sobą, a gdzie w tym wszystkim są inni? Tak bardzo mi wypominasz, że miałem się opiekować i wiesz co Ci powiem? Jest opiekun to i jest podopieczny, opiekun deklaruje chronić, uczyć, pilnować podopiecznego, ale podopieczny nie zachowuje się jak nieodpowiedzialny gówniarz tylko deklaruje bycie posłusznym i szanowanie swojego opiekuna. – zerwał się na równe łapy i spojrzał na samca. – Przemyśl sobie swoje zachowanie, bo raz, że szkodzisz sobie to jeszcze innym. Ja nie mam zamiaru się zajmować Tobą na siłę, mam swoje życie i swoje sprawy, a jak gardzisz moją pomocą to nic nie poradzę, trzymać Cię nie będę. – Akasha chyba nie rozumiał, że to co czuje do niego Res to tylko współczucie, nie miłość, czy potrzeba opieki, on nie był samicą dla której przyjmowanie pod skrzydła szczeniaków to był priorytet, on był tylko zwykłym wilkiem, który chciał mu pomoc, pomoc została odrzucona, więc Resef nie musiał się dłużej o młodego martwić. Postał tak jeszcze chwilę, by odejść bez słowa. Ślepia wlepił w glebę, nie uniósł ich nawet gdy przechodził koło Thaisis, było mu przed nią głupio, przed wszystkimi czuł się jak drań bez serca, ale nie miał zamiaru udawać, że mu zależy, zrobił co było w jego mocy, reszta była w łapach dzieciaka. Basior podszedł do krzewów i ułożył się wygodnie oddając chwili odpoczynku dopóki nie wyruszą na polowanie. Gdy zamknął ślepia poczuł, że te go pieką, był zmęczony dniem, sytuacją, wszystkim, nie planował spać, leżał tylko czujnie nasłuchując co się wokół niego działo.

Wysepka na jeziorze

#165
Przez chwilę nie spuszczała wzroku z oblicza Naerys, pragnąc dostrzec każdą niewielką zmianę, jaką wywołać mogły jej słowa. Uśmiechnęła się w duchu zauważywszy, iż przyniosły one oczekiwane rezultaty i śnieżnobiała niemalże natychmiast się opamiętała, powstrzymując łzy cisnące jej się do oczu. To zdecydowanie był dobry znak. Złotooka nieustannie dążyła do osiągnięcia swego wymarzonego celu, jakim było zostanie wojowniczką. Z pewnością pragnęła udowodnić innym, a także prawdopodobnie i samej sobie, iż jest do tego wręcz stworzona. W dodatku była młoda, podświadomie szukała oparcia w starszych osobnikach. Dla samej Lokatt były to okoliczności wręcz idealne. W przyszłości bardzo łatwo będzie w stanie je wykorzystać, by nakłonić młodszą waderę do postępowania wedle jej woli. Jeżeli teraz poczuje, że ma w niej oparcie i jej zaufa, później nie będzie sprawiać większych kłopotów.
Myśl ta przez krótką chwilę wzbudziła w niej dziwną niechęć, jakby cień wyrzutów sumienia. Podczas wspólnej podróży zdążyła dość mocno polubić Naerys i przywiązać się do młodszej wadery. Dlatego też myśli, jakie krążyły po jej głowie przez kilka sekund wzbudziły w niej odrazę, zapragnęła jak najszybciej je odrzucić. Jednakże trwało to tylko przez moment. W chwilę później ogarnęła ją złość na samą siebie i zbeształa się ostro w duchu za okazywanie słabości jaką w jej mniemaniu było przywiązywanie się do kogokolwiek. W końcu nie robiła nic złego, prawda? Jedynie próbowała osiągnąć to, co zwyczajnie jej się należało. Do głosu znów doszła jej prawdziwa natura, spychając wszelkie pozytywne uczucia względem złotookiej w cień.
Lecz czy naprawdę właśnie to można było określić mianem jej rzeczywistego oblicza?
Zmusiła czarne wargi do wygięcia się w lekki uśmiech tak autentycznie serdeczny, iż nie sposób było stwierdzić, że jest jedynie kolejnym wyuczonym przez lata gestem, koniecznym do wybrnięcia z tego bagna, w jakim niegdyś ugrzęzła i wspięcia na szczyt. Ogon zakołysał się powoli na boki. Skinęła młodszej waderze łbem z uznaniem.
- Z pewnością będziesz wspaniałą wojowniczką - mruknęła do Naerys spokojnym, serdecznym tonem. Dość cicho, lecz wystarczająco głośno by oddalająca się już samica to usłyszała. Gdy odeszła w swoją stronę, również i ona się odwróciła, by wrócić na porzuconą uprzednio skałkę. Przez chwilę stała na niej, rozglądając się wokół i przyglądając pozostałym wilkom. Omiotła spojrzeniem rozmawiających Thaisis i Resefa, odnotowując w pamięci, że świetnie się dogadują. Przydałoby się zdobyć zaufanie obojga, by trudno było zasiać w ich sercach wątpliwości i podważyć ich lojalność. Oboje nawiązywali kontakt z Ve'nevri, a szara była przekonana, iż stara nie daruje jej słów wypowiedzianych wówczas wśród paproci. Była na to zbyt dumna.
Popełniłam błąd, pozwalając jej opuścić to miejsce. Powinna zginąć tamtego dnia, przemknęło jej przez myśl po raz setny w ciągu kilku godzin.
Zerknęła ku szczenięciu, które właśnie narobiło niesamowitego hałasu i próbowało się oddalić, lecz zostało powstrzymane przez swego opiekuna. Z trudem powstrzymała się od pogardliwego prychnięcia. Czy ruszyłaby za nim, gdyby rzeczywiście uciekł? Zależy. Z jednej strony, Akasha nie wydawał się teraz przydatnym członkiem stada, nie rozpaczałaby po jego stracie. Lecz z drugiej, widział całą watahę, był na ich terenach, słyszał również o sytuacji na wydmach oraz śmierci jednego z wilków. Nie mogła więcej pozwolić, by ktoś odszedł stąd posiadając takie informacje. Zwłaszcza ktoś tak nieroztropny jak szczenię, kto mógłby niechcący wygadać wszystko przypadkowemu wilkowi.
Odnalazłabyś go tylko po to, by zabić? Nieprzyjemny głos zabrzmiał w jej głowie niby syknięcie żmii. Ledwie powstrzymała się od poirytowanego kłapnięcia zębami, lecz niemalże od razu w jej umyśle rozbrzmiała kolejna myśl, będąca odpowiedzią na to pytanie. Zapewne tak.
Przeniosła wzrok na Keirana, siedzącego samotnie nieopodal brzegu. Nie mogła zrozumieć, dlaczego wciąż się zamartwiał. W końcu nigdy nie dowiedziała się, co łączyło tę dwójkę. Czy złotowłosy ją kochał? Żałosne, ponownie syknął ten sam głos, brzmiący jednocześnie znajomo i całkowicie obco. Jej własny, lecz strasznie zmieniony przez bijący z niego lodowaty chłód. Biedny, naiwny idiota. Nadal wierzy w te wszystkie piękne kłamstwa i barwne iluzje, rysujące świat dużo jaśniejszych barwach niż przedstawia się on w rzeczywistości. Miłość nie istnieje. To tylko ładnie brzmiąca przykrywka dla zwykłego pożądania. Przyjaźń to kłamstwo. Istnieje dopóty, póki jesteś potrzebny. Kiedyś się o tym przekonasz. Boleśnie.
Niemniej, należało odciągnąć go od ponurych myśli, przydzielić jakieś zadanie, na którym mógłby się skupić. Jeżeli będzie rozpaczał na nic się nie przyda.
Wreszcie jej uwagę przykuły odgłosy wilków przeprawiających się przez jezioro. Jeden rzut oka wystarczył, by rozpoznała bliźnięta i towarzyszącą im uzdrowicielkę. Przez chwilę miała ochotę wstać, lecz po chwili zrezygnowała, obrzucając ich jedynie spojrzeniem, po czym przystąpiła do oczyszczania swej sierści z brudu i pyłu. Sama nie wiedziała, czy przedłużała tę chwilę jedynie po to, by zirytować Ve'nevri, czy żeby pozwolić Vune i Kune również nieco odetchnąć przed polowaniem. Tak, czy owak, przez dłuższy czas milczała, pozornie skupiona na skrupulatnym wylizywaniu szarego włosia, w rzeczywistości rzucając od czasu do czasu ukradkowe spojrzenia, by zorientować się w sytuacji. Nie umknęło jej uwadze, że stara ponownie zbliżyła się do poszukującej ziół dwójki, ani jej marny posiłek złożony z owoców. To ostatnie mocno ją zaskoczyło.Ta stara suka nie ma nawet siły, by zapolować na gryzonie, czy całkowicie oszalała i teraz żyje, jak roślinożerca? Przez chwilę w jej umyśle zamigotało wspomnienie owego jelenia i słów, jakie wówczas wypowiedział. Ve'nevri pragnęła odnaleźć jego stwórcę. Czy mogło mieć to jakiś związek z jej dziwnym zachowaniem?
Uznawszy wreszcie, że czas zakończyć to małe przedstawienie podniosła się powoli na łapy, wpierw się przeciągając, a w chwilę potem prostując na całą wysokość. Czas już to zakończyć. Poczekała chwilę, aż wszyscy zainteresują się jej zmianą pozycji i zabrała głos.
- Myślę, że dłuższe przeciąganie tego nie ma sensu - rzuciła donośnym głosem. - To, co wydarzyło się w przeszłości powinno stać się przeszłością. Nadchodzi czas na powitanie, lecz także i na pożegnanie. Wszystko posiada swój początek i koniec. Słońce wschodzi, by jednakże potem zniknąć za horyzontem. Cienie pojawiają się wraz z pierwszymi promieniami, by tańczyć w ich blasku, lecz kiedyś przyjdzie czas, by zniknęły w mroku bezgwiezdnej nocy - ciągnęła, powoli opuszczając swe poprzednie stanowisko i kierując swe kroki ku pozostałym wilkom. - Nadszedł czas, by pożegnać to, co zostawiliśmy już za nami i powitać nowy dzień, choć wspomnienia nieraz do nas powrócą. Tak samo i wszystkie te chwile, kiedy to Zapomniana Melodia była wśród nas.
Przeszła pomiędzy wilkami, by zatrzymać się na brzegu i odwrócić w ich kierunku. Przenikliwe spojrzenie bursztynowych ślepi prześlizgnęło się po każdym obliczu. Oczy nie wyrażały niczego konkretnego, jak zwykle jednocześnie niby roziskrzone od wewnątrz licznymi drobinkami barwy brązu i złota, podobne do szlachetnych kamieni połyskujących w słońcu i dziwnie zimne, pozbawione życia. Szpeciły, w tym samym czasie dodając jej urody. Wywoływały sprzeczne uczucia.
- Woda w rzece nieustannie płynie, niczym czas. Dlatego też pożegnamy jedną z nas nad pobliskim potokiem. Ruszajmy - poleciła. Zerknęła na Keirana, a gdy ów dostrzegł jej spojrzenie, przeniosła wzrok na leżącą w trawie plątaninę roślinności, piór i wilczej sierści, którą mieli wykorzystać do dalszej części rytuały, by następnie znów zerknąć na basiora i skinąć łbem. Następnie odwróciła się i wkroczyła w wody jeziora, kierując się ku brzegowi.

//zt.

Wysepka na jeziorze

#166
Mały doskonale wiedział, że jego czyny były prowadzone w sposób umyślny i skoordynowany. Był nieco zaślepiony swoimi uczuciami, mimo, że po przygodzie z lekkim podtopieniem nieco z niego zeszło. Spojrzał na niego wpierw tak gniewnym spojrzeniem, które w końcu ustało, a mały odwrócił wzrok. Nie widział w tym momencie swojego miejsca w tym stadzie.. Res go nie potrzebował, bo w końcu miał teraz kogo sobie przygruchać.. Na drżących łapkach zbliżył się w końcu do niego, wymagało to dosyć dużej ilości odwagi.. Przysiadł przy nim, delikatnie przytulił pyszczek do jego szyi pociągając noskiem, a uszka kładąc po sobie.
- Przepraszam.. Ja.. ja się jeszcze trochę gubię.. - Nie chciał mu sprawiać żadnych problemów, musiał przełknąć wszystko co go bolało.. w końcu on jest starszy i wie znacznie więcej od małego niedoświadczonego szczeniaka. - Przepraszam za moje zachowanie.. więcej, obiecuję, tak nie zrobię.. - Dodał po chwili zbliżając się nieco bardziej by wtulić się większą powierzchnią ciała.. Bał się, że teraz on go odrzuci.. i powie, by radził sobie sam.. Nie chciał być sam, pod żadnym pozorem nie chciał być sam.. Oddychał dość szybko, urwanie.. i był jeszcze mokry.. ;_;

Wysepka na jeziorze

#167
Shin wyłączyła się. Zamyśliła. Utkwiła wzrok gdzieś daleko całkowicie odseparowując się od otoczenia. Słowa wilków wpadały jednym uchem , a wypadały drugim. Z tego co do niej dotarło mieli uczcić pamięć Zapomnianej Melodi. Nigdy jej nie poznała , ale widząc smutek innych wilków rozumiała , że była dla nich ważną wilczyca i strasznie cierpią jej stratę. Wilczyca ocknęła się z transu gdy Alfa rzuciła hasło ruszamy. Rozejrzała się nie pewnie sprawdzając czy którykolwiek wilk się ruszył sama czyniąc pierwszy nie pewny krok by znowu zmoczyć swoją ciągle wilgotną sierść.
-Idziecie?-spytałam po czym weszłam do wody za Alfą.
//zt

Wysepka na jeziorze

#168
Drgnął, słysząc tuż obok siebie głos. Uniósł głowę, by spojrzeć na siedzącą nieopodal Vune z lekkim zdziwieniem. Nie zauważył powrotu bliźniąt wraz z Ve'nevri. Przez dłuższy czas to, co działo się wokół niego było dlań nieważnym, nic nie znaczącym tłem na które nie zwracał większej uwagi. Teraz, kiedy sobie to uświadomił poczuł się nieco zawstydzony.
Uśmiechnął się krzywo do wadery, a ogon klapnął kilkukrotnie o podłoże bez większego entuzjazmu. Jednakże przez myśl przebiegło mu przez chwilę, że być może samica miała rację. Melodia nie chciałaby, żeby się smucił, tego był pewien. Lecz nie pomagało to odepchnąć nieprzyjemnego wrażenia, iż zawiódł jej zaufanie i złamał daną samemu sobie obietnicę, że będzie ją chronił.
Usłyszawszy głos Lokatt odwrócił się, by wbić w samicę uważne spojrzenie. Słuchając tego, co miała do powiedzenia miał dziwnie mieszane uczucia. Z jednej strony odniósł nieprzyjemne wrażenie, że alfa pragnie jak najszybciej zakończyć sprawę Melodii, jakby chciała szybko o tym wszystkim zapomnieć. Budziło w nim to coś na kształt przytłumionego gniewu. Zapomniana zasługiwała na porządną ceremonię, a nie pożegnanie w takim pośpiechu! Rozumiał, że mają tysiąc innych spraw na głowie, lecz w jego mniemaniu powinni poświęcić jej więcej czasu.
Z drugiej jednak strony nie dało się ukryć że to, co wydarzyło się w przeszłości już nią było. Czas nie stoi w miejscu. Przez chwilę przez głowę przemknęła mu myśl, że może zawiódł Melodię, lecz nadal może chronić innych. Rozejrzał się, przyglądając obecnym na wysepce wilkom. Był zdrowy, młody i silny. Czyż nie było jego obowiązkiem, żeby każdemu z nich zapewnić bezpieczeństwo?
Pogrążony w podobnych myślach poszedł do leżącego nieopodal skupiska roślinności, piór i wilczej sierści. Dostrzegając nieopodal niewielki patyk dorzucił go do owego bukieciku i biorąc całość w zęby ruszył w ślad za pozostałymi wilkami opuszczającymi wysepkę.

//zt

Wysepka na jeziorze

#169
- Zweryfikować wiedzę? Jak to, przecież... - zapytała, niemal kompletnie zbita z tropu, po czym wlepiła w niego fiołkowe ślepia, nie mając bladego pojęcia o czym basior w tym momencie mówi. Jednak chwilowy szok, szybko ustąpił i dopiero wtedy dodała dwa do dwóch. Czyżby sądził, że Ven czegoś ją nauczyła? Cóż, na to właśnie wychodzi. Ale przecież fakt, że jest jej córką nie oznacza od razu, że szara podzieliła się z nią swoją wiedzą, mimo, że Thai bardzo chciała aby tak właśnie było. - To nie tak... - Musiała mu to wytłumaczyć, czarny był jej jedyną nadzieją na pozyskanie potrzebnej, chociażby całkowicie podstawowej wiedzy o większości ziół. Bała się, że teraz nie będzie już chciał tego zrobić - dotychczas postawione z ciekawością uszy, cofnęły się odrobinę do tyłu. - B..bardzo chciałabym móc, zweryfikować twoją wiedzę i nauczyć cię czegoś nowego, tylko problem w tym, że praktycznie w ogóle się na tym nie znam. - Westchnęła ciężko, przenosząc wzrok na kępkę trawy, która rosła tuż obok miejsca w którym aktualnie się znajdowali. - Chcę się czegoś nauczyć, dlatego właśnie potrzebuję twojej pomocy. Tylko na Ciebie mogę liczyć... - głos wadery miejscami lekko drżał, lecz odważyła się spojrzeć na niego nieśmiało. Naprawdę wierzyła w to co powiedziała, tak zrozumiała komentarz swojej rodzicielki "nie zmarnuj tego" było dla niej tylko pierwszą częścią wiadomości - późniejsze odejście starszej, drugą - "nie zmarnuj tego, ale radź sobie sama".
Po przybyciu matki i jej niespodziewanym komentarzu, fiołkowooka była odrobinę poirytowana i zawiedziona, przez co nie zwróciła zbytniej uwagi na to co tamta robi, od razu skupiając się na Akashy - dopiero komentarz jej towarzysza sprawił, że przyjrzała się temu uważniej. Matka jadła... jarzębinę. Czyżby ta roślina posiadała jakieś właściwości lecznicze, o których Thais jeszcze nie miała pojęcia? Raczej nie widziała innego powodu dla którego szara robiłaby coś podobnego, bo i po co? Rośliny służyły do leczenia, nie do jedzenia - no przynajmniej jeśli chodzi o ich wspólny wilczy gatunek.
Gdy Resef minął beżową, ta powiodła za nim wzrokiem chcąc zobaczyć jak wszystko ostatecznie się potoczy. Spodziewała się spokojnego wytłumaczenia sprawy i ... w sumie w pewnym sensie to właśnie nastąpiło, tylko że wydarzenie, które to poprzedzało, sprawiło, iż beżowa zamarła zszokowana. Przez chwilę była pewna, że czarny ma zamiar utopić malca - chciała do nich podbiec, nie dopuścić do tego, lecz z jakiegoś powodu nie była w stanie się ruszyć. Patrzyła na to jak sparaliżowana, dopóki basior nie wyciągnął szczenięcia z wody. Serce zabiło szybciej, a ona sama odetchnęła z ulgą, z zaskoczeniem zdając sobie sprawę, że przez ten krótki, przerażający moment wstrzymywała powietrze.
Trochę trwało zanim udało jej się dojść do siebie i gdy spojrzała ponownie w stronę tamtej dwójki byli już na lądzie, a Resef akurat zrobił krótką przerwę w swojej przemowie. Wysłuchała uważnie jego kolejnych słów, a później patrzyła jak rusza w jej stronę, wlepiając żółte ślepia w glebę. Nie miała pojęcia jak zareagować, więc pozwoliła basiorowi przejść obok, bez słowa, przez chwilę śledząc go jeszcze wzrokiem. Westchnęła ciężko, przenosząc fiołkowe ślepia na Akashę, a później znowu na czarnego, który teraz ułożył się obok krzewów. Co teraz?
Najpierw chciała sprawdzić co z malcem, ruszyła powoli w jego stronę... targały nią jednak wątpliwości. Może powinna zostawić go samego, żeby przemyślał sobie to co usłyszał? Z drugiej strony, podejście do Resefa także mogło okazać się nie najlepszym pomysłem w końcu może... może chce pobyć po tym wszystkim sam? Ostatnią rzeczą którą chciała zrobić było narzucanie się... ale może?
Nie zdążyła jednak zrobić zbyt wielu kroków bo oto właśnie mały, przemoczony buntownik rozpoczął bieg w stronę swojego opiekuna i wtulił pyszczek w jego sierść. Thai uśmiechnęła się mimowolnie - cóż, najwyraźniej jego metoda zadziałała dużo lepiej niż spokojne tłumaczenie z wcześniej. Postanowiła to zapamiętać, choć sama była pewna, że nie zdołałaby zrobić tego w ten sposób - w końcu nieumyślnie mogłaby doprowadzić do tragedii. Podeszła odrobinę bliżej.
- Chyba masz talent wychowawczy. - zaśmiała się, szczerząc kły w szczerym uśmiechu, lecz wtedy nagle odezwała się przywódczyni. Chcąc odnaleźć ją wzrokiem dostrzegła, że Vune i Kune także są już z powrotem, co sprawiło, że jej ogon zakołysał się kilkukrotnie. Cieszyła się, że ich widzi.
Nareszcie nadszedł czas aby pożegnać Melodię, a kolejne wilki, w tym jej brat, zaczęły opuszczać wyspę w ślad za Lokatt. Thai chciała jednak jeszcze zobaczyć reakcje Resefa na zachowanie basiorka. Za chwilę miała zamiar dołączyć do reszty. Za chwilę.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Wysepka na jeziorze

#170
Drake dosłownie nagle się zawiesił. Nie wiedziała, prawdopodobnie zasnął. Stąd wszystkie akcje go omijały. Ocknął się gdy usłyszał przemowę Lokatt. Skinął głową na jej słowa. Nie było do tego co dodawać, i nic odejmować. Podniósł się z ziemi, zaliczył po drodze kąpiel "na szybko" w jeziorze by zmyć z siebie farbę. Uznał że byłaby to ujma dla melodii, gdyby pożegnał ją jakby dosłownie z obowiązku. Dlatego zmył całą farbę z barwnika, i udał się w stronę potoku.

Z/T

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron