Wysepka na jeziorze

#31
Z przyjemnością wsłuchała się w każde słowo Alphy zaskoczona uczuciem ulgi, które odczuła na myśl, że od tej pory już nie jest samotniczką. Było to dość niecodzienne odczucie. Zawsze myślała, że jeśli jeszcze kiedyś dołączy do jakichś wilków, to będą to bardzo bliskie jej osobniki, którym całkowicie zaufa. W tym przypadku nie znała połowy watahy, a relacje z dwójką wilczyc dopiero kiełkowały. Mimo to dołączenie do Cieni wprawiło Sen w dobry humor, co spowodowało spadek jej ostrożności, Coś tak dla niej typowego i to w tak pechowym momencie!
Nagle uniosła wyżej pysk, nastawiając czujnie uszy. Zadrżała, zwracając pysk w kierunku napływających do niej drgań... magii? Lub jakiejś innej potężnej i nieznanej mocy. Sen poczuła, jak serce jej przyśpiesza. Mimowolnie napłynęły do niej wspomnienia z najwcześniejszego dzieciństwa, jednak tak rozmyte, że wydawały się teraz bezużyteczne.
Nagle Konwalia w osłupieniu wsłuchała się w tajemnicze zjawisko znające wilczą mowę. Każde kolejne słowo Jelenia wprawiało ją w coraz większy szok i sprawiało, że rozumiała coraz mniej. Najbardziej skupiała się na magii, której obecność wydawała jej się obezwładniająca. Nigdy wcześniej nie zetknęła się z taką jej ilością! Szczerze mówiąc Sen nie do końca wierzyła w te wszystkie bajki i legendy, które słyszała do tej pory. Ale w takim razie co tu się dzieje? Czyżby oszalała?
Nie zdążyła zareagować. Duszące przerażenie osłabiło ją, a wtedy dziwne stworzenie ruszyło w ich stronę. Wilczycę ogłuszyło ostre uderzenie czegoś twardego rozrywające jej skórę na pysku. Po białej sierści popłynęła ciepła krew, a sama Sen gwałtownie wyrwała się do tyłu, sapiąc i piszcząc z bólu i przerażenia. Przez chwilę nie wiedziała co robić, cofała się na oślep do tyłu, a z jej gardła wydobywało się drżące warczenie. Żołądek podchodził jej do gardła. A więc tak wygląda śmierć...
Gdzieś z tyłu do Sen dotarł stłumiony okrzyk Lokatt. Sen, schowaj? Wilczyca wciąż cofała się i płaszczyła do ziemi, nie będąc w stanie zrobić nic innego. Nie miała nawet najmniejszego pomysłu, gdzie miałaby się schować przed taką bestią? Po chwili do jej umysłu dotarły kolejne słowa przywódczyni. Wezwanie do walki... wszystkich oprócz Snu. Przylgnęła do ziemi, powstrzymując psychiczny ból, który w tej chwili wydawał się wręcz silniejszy niż ten fizyczny. Musiała... coś zrobić. Nie była bezużyteczna!
Poczuła głęboką nienawiść do tego potwora, który zrujnował jej szczęście w chwili, gdy dopiero rozpoczynał się nowy etap jej życia. Nie pozwoli mu skrzywdzić nowych znajomych! Członków stada... Warczenie wzmogło się, a ona poczuła, jak rozpiera ją energia. Nie miała pojęcia, co się z nią dzieje, ale teraz to nie miało znaczenia. W jej wyobraźni powietrze wokół wzmogło się na sile, szarpiąc sierść i uderzając w ciało bestii. Znikąd miał pojawić się śnieg mrożący jelenią skórę. W skrócie wokół jelenia miała wytworzyć się zamieć, która powstrzymałaby go przed ranieniem wszystkich wokół. Sen nie wiedziała, skąd ten pomysł pojawił się w jej głowie. Gdzieś w głębi przypominało jej się, że miała sny, w których czuła się podobnie. Aż sama była zaskoczona, ponieważ jej wizja wydawała się równie realna jak wszystko, co się działo wokół niej.


//Używam umiejętności Zamieć


To be blind is not miserable; not to be able to bear blindness, that is miserable.
~*~*~
Zioła: Krwawnik x2, lulek czarny x4

Wysepka na jeziorze

#32
Jeleń : atak na Lokatt - wynik rzutu: 2 + 2 bonus = 4 obrażeń
Lokatt : rzut na unik: 8 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 4 = 40% + bonus 4% razem 44%
Lokatt przyjmuje na siebie 2 obrażeń

Lokatt: atak na jelenia: 7 + 1 bonus = 8 obrażeń
Jeleń: rzut na unik: 7 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 4 = 40% + bonus 32% razem 72%
Jeleń przyjmuje na siebie 2 obrażeń

Keiran: atak na jelenia: 3 + 2 bonus = 5 obrażeń
Jeleń: rzut na unik: 7 - powodzenie
% zniwelowanych obrażeń: 4 = 40% + bonus 32% razem 72%
Jeleń przyjmuje na siebie 1 obrażeń

Konwaliowy Sen używa Zamieci - następny atak jelenia słabszy o 50%

PODSUMOWANIE TURY I:
Jeleń: 47 PŻ
Lokatt: 98 PŻ 100 E
Keiran: 100 PŻ 100 E
Konwaliowy Sen: 98 PŻ 90 E

POCZĄTEK TURY II:
Jeleń: atak na Keirana - wynik rzutu: 4 + 2 bonus (zniwelowane o 50% z racji zamieci) = 3 obrażeń
Konwaliowy Sen - krwawienie: 98 - 2 = 96 PŻ

Jeleń okazał się nad wyraz zwinnym przeciwnikiem. Bez większych problemów uniknął on większości wilczych ataków, dzięki czemu na jego ciele zagościło jedynie kilka drobnych zadrapań zamiast poważniejszych ran. Wygląda na to, iż wcześniejsze słowa kopytnego nie były wyłącznie pustymi zapewnieniami... Stwórca rzeczywiście obdarzył swego wysłannika wyjątkowymi umiejętnościami, którymi z pewnością nie mógł poszczycić się żaden inny przedstawiciel owego gatunku.
Aby utorować sobie trochę przestrzeni, jeleń wierzgnął dziko, nogą kopnąwszy ubezpieczającego tyły Keirana. Ciężko było jednak stwierdzić, czy rogacz uczynił to celowo... Tak gwałtowny ruch mógł równie dobrze spowodować zupełnie przypadkową kolizję, zwłaszcza że rudy basior znajdował się tak blisko kopyt przeciwnika.
Mając już pełną swobodę ruchów, byk zatoczył niewielkie koło, ostatecznie zwiększając dystans dzielący go od drapieżników do około pięciu metrów. Prawdopodobnie gdyby nie nagła zamieć, przez którą sylwetki rywali traciły wyrazistość, odległość ta byłaby jeszcze większa. Wreszcie jeleń stanął naprzeciwko nich, z łbem butnie zadartym do góry. Nieprzychylne wiatry najwyraźniej mu zanadto nie wadziły.
- Wasz opór jest daremny. Nie unikniecie woli Najwyższego. Poddajcie się, a zapewnię wam szybką, bezbolesną śmierć. - Wygłosił uroczyście, lecz słowa te nie niosły z sobą drwiny czy okrucieństwa... W zasadzie jeleń postrzegał swoją ofertę raczej jako akt miłosierdzia. Bo czyż nie byłoby prościej dla obydwu stron, gdyby wilki zwyczajnie uległy przeznaczeniu i mogły umrzeć z godnością?

Wysepka na jeziorze

#33
Już wcześniej zdenerwowaną waderę dodatkowo zezłościł fakt, iż intruz bez większych problemów uskoczył przed jej atakiem, przez co była w stanie jedynie lekko naruszyć jego skórę. Z gardła wydobył jej się wściekły warkot, a bursztynowe ślepia rzuciły kolejne pełne nienawiści spojrzenie jeleniowi, nim odwróciły się aby pokrążyć po polu bitwy. Niewiele jednak była w stanie ujrzeć przez ten dziwny wiatr, który zerwał się nie wiadomo skąd, niosąc ze sobą niesamowity chłód. Nie była pewna, co właśnie się działo. Czy to jakaś sztuczka jelenia? Na wszelki wypadek cofnęła się o krok na lekko ugiętych nogach, lecz wówczas zdała sobie sprawę, iż całe to zamieszanie skupiło się na postaci roślinożercy, nie na wilkach.
Słysząc słowa rogacza mimowolnie obnażyła kły, wbijając nienawistne spojrzenie prosto w jego mlecznobiałe ślepia. Poddać się? Po tych wszystkich wysiłkach, jakie podjęła aby odnaleźć to miejsce, bezpieczny dom, jakiego nie posiadała nigdy, ma się po prostu poddać i dać się zabić? Kolejny warkot wyrwał się z jej gardzieli a wargi podjechały jeszcze wyżej, ukazując dziąsła. Chyba po raz pierwszy odkąd przekroczyła granice tej krainy porzuciła na chwilę maskę chłodnej obojętności i opanowania, odsłaniając jednak nie zalęknioną wilczycę, jaką niegdyś była, powód jej największego wstydu, lecz coś zgoła innego.
Rozwścieczona, żądna krwi bestia. Nie pamiętała kiedy ostatni raz ogarnął ją taki gniew. Przez te wszystkie lata nauczyła się, by nie okazywać emocji, trzymać je na wodzy i nie pozwalając, by zaciemniały umysł. Lecz teraz świadomość, iż ktoś zapragnął pokrzyżować jej idealny plan rozwścieczyła samicę. Nie obchodziło jej, czy intruz rzeczywiście jest boskim wysłannikiem. Stanowił przeszkodę w realizacji jej idealnego planu, a takowe muszą zostać wyeliminowane. I nawet jeżeli miałoby to przynieść w przyszłości poważne konsekwencje, nie spocznie póki nie ujrzy jak w tych przeklętych białych ślepiach gaśnie ostatnia iskierka życia.
Ruszyła w stronę nadnaturalnej istoty na lekko ugiętych nogach, nie spuszczając z niej roziskrzonych czystą furią ciemnych soczewek. Słowa wydobywające się z jej pyska pomieszane były z warkotem.
- Poddać się i zginąć, jak tchórze? Być może wasi tępi roślinożercy tak by uczynili, lecz żaden szanujący się wilk nie podda się bez walki. Nie obchodzi mnie wola waszego Stwórcy. Jeżeli tak pragnął nas powstrzymać, powinien uniemożliwić nam przekroczenie granic krainy. Teraz ten teren jest naszym domem i będziemy go bronić, choćby i za cenę życia - warknęła, nie spuszczając wzroku z lśniących, białych oczu roślinożercy. Następnie gestem nakazała Keiranowi ponownie ataku, a sama odbiła się od podłoża, skacząc w kierunku intruza. Korzystając z tego, iż zadzierając łeb odsłonił gardło, starała się go za nie chwycić.

Wysepka na jeziorze

#34
Keiran warknął pod nosem, gdy jego kły niemalże minęły nogę rogacza, drasnąwszy go jedynie lekko. Jednakże nie miał czasu uczynić nic więcej, bowiem wkrótce jeleń wierzgnął. Rzucił się do tyłu, starając się uniknąć kopniaka twardym kopytem, lecz nie miał pewności, czy nie uskoczył za późno. W końcu nawet i przeciętny jeleń jest dużo szybszy i zwinniejszy od ciężkiego, masywnego basiora, a ten zdecydowanie do takowych nie należał.
Zaraz znieruchomiał na chwilę, a włosie na karku mimowolnie się zjeżyło, gdy w jego pobliżu nagle rozpętała się mała zamieć. Kolejne nienaturalne zjawisko, którego nie rozumiał, napawające go trwogą. Na chwilę skulił uszy, rozglądając się dookoła niepewnie i wówczas ujrzał białą waderę, która dołączyła do stada zaledwie przed chwilą. Zmarszczył brwi, a narządy słuchu wróciły na dawne miejsce.
- Uważaj! - krzyknął w jej stronę z wyraźną troską w głosie. Najwyraźniej nie wiedziała, gdzie ma się ukryć, a może po prostu była w zbyt wielkim szoku, aby posłuchać rozkazu Lokatt. Tak, czy owak był pewien, że nie może pozwolić by jeleń skupił się na niej. Tak, jak wcześniej pragnął chronić Melodię, tak teraz uznał iż takowej ochrony najbardziej potrzebuje właśnie ta młoda samica.
Zauważywszy gest Lokatt, po krótkim zerknięciu w stronę Konwaliowej zaraz zerwał się do biegu, z donośnym warkotem szarżując na rogacza. Po części pragnął odwrócić jego uwagę, sprawiając by skupił się na nim zamiast podrostka bądź samej przywódczyni. Żałował, że nie ma w pobliżu więcej wilków. Mógłby się założyć, że intruz specjalnie czekał na taką okazję, by zaatakować.
Tym razem skierował się ku jego lewemu bokowi, rzucając się na jego przednią nogę i starając się sięgnąć łopatki.

Wysepka na jeziorze

#35
Drake pojawił się na skraju lasu. Nie był zmęczony, po drodze robił przystanki 10 minutowe. Jasne, trochę trwało zanim dotarł do wysepki, ale w ten sposób mógł spokojnie być w pełni sił. Gdyby ktoś przypadkiem patrzył w stronę lasu, dojrzałby Las, mrugnąłby i dostrzegłby Drake gnającego w stronę wyspy. Gdy tylko dojrzał Jelenia, wręcz brata bliźniaka tego u obcej watahy, pognał w jego stronę. Pojawiło się w jego wnętrzu dziwne uczucie. Już nie myślał w kategori “ja”. Wysepka stała się jego… czymś w rodzaju domu. Toteż pobiegł w jego stronę, szczerząc kły. W biegu, będąc już w połowie drogi na wyspę, zawył. Nie zawył w stylu “polowanie” albo “Jestem”. Był to specyficzny dźwięk, znany tylko członkom rodziny Drake. Co prawda teraz był tylko Drake, ale mimo wszystko. Odgłos ten był zawołaniem bojowym, oznaką “to mój teren!” i “przybyły posiłki”. W teori,powstał po to by wywoływać postrach w sercach przeciwników, i otuchę w serca przyjaciół. Nie było wiadome czy działał czy nie, jednak do tradycji rodzinnej weszło już zawyć przed walką. Pędził, gnał wręcz. Gdy był już na wysepce, skoczył na przeciwnika. Rozdziawił paszczę, będąc gotowym wbić zęby w Jelenia.

Wysepka na jeziorze

#36
Zszokowana obserwowała przebieg wydarzeń. Oczywiście nie zmysłem wzroku, dla niej obserwacja znaczyła trochę coś innego niż dla pełnosprawnych wilków. Chyba jednak nie oszalała, wiatr szalejący wokół jelenia rzeczywiście był równie realny jak odgłosy walki pochodzące od jej towarzyszy. Z bijącym sercem próbowała zrozumieć, o co w tym wszystkim chodziło. Kolejne słowa Jelenia rozległy się, a ona tym razem już bardziej świadomie wsłuchała się w ich treść. Przerażało ją to zwierzę. Już sam fakt, że jakiś roślinożerca okazał się tak niebezpieczny był dla niej nie do zniesienia. Mimo wszystko nie poddawała się. Trochę niepewnie starała się utrzymać zamieć, zawęzić jej działanie jedynie na wroga. Dla wilków jej zaklęcie miało być niemal niewyczuwalne poza tym, że widziały, co się dzieje z Jeleniem. Dla Jelenia za to miało być to olbrzymia przeszkoda, która miała go przytłaczać i nie pozwalać na dalsze ranienie wilków.
Słyszała wściekłość Lokatt i to ją podnosiło na duchu, ponieważ tłumiło jej własny strach. Cokolwiek ta dziwna istota mówiła, nie poddadzą się bez walki! Mają przewagę liczebną, już nie mówiąc o tym, że są drapieżnikami z krwi i kości! Sen ostrożnie podniosła się na łapy, nie zwracając już uwagi na zadraśnięcie na pysku.
Z boku usłyszała drugiego wilka, który ją przed czymś ostrzegał. Zastrzygła uchem, przez chwilę "spoglądając" w jego kierunku. Gdy rzucił się ku wrogowi, a po chwili dołączył trzeci, poczuła, że musi zrobić coś więcej niż tylko eksperymentować z jakimś dziwnym zjawiskiem, nad którym władzę przejęła w zupełnie niespodziewany sposób. Nadal starała się podtrzymać Zamieć intuicyjnie przelewając w nią energię, a także po ostrożnym łuku zbliżyła się trochę, starając się po odgłosach walki zorientować kto gdzie atakuje. Przywódczyni rozkazała jej się schować? Sen zawahała się. Z jednej strony powinna bezwzględnie posłuchać jej rozkazu, jednak z drugiej... czy na prawdę była teraz w stanie z bezpiecznego ukrycia słuchać tego rozlewu krwi?
Starając się nie zderzyć z nikim, zwłaszcza ze skaczącym Drakiem, przemknęła niezgrabnie na drugi bok Jelenia. Zamierzała wycelować precyzyjnie i szybko wycofać się, zanim Jeleń zdąży ją kopnąć lub zrobi coś jeszcze gorszego. Skoczyła ku prawej pachwinie Jelenia starając się ją szybko ugryźć.


//Nadal używam Zamieci


To be blind is not miserable; not to be able to bear blindness, that is miserable.
~*~*~
Zioła: Krwawnik x2, lulek czarny x4

Wysepka na jeziorze

#37
Waderka kierowała się w stronę wyspy na jeziorze wyraźnie rozweselona, można by powiedzieć, że cała w skowronkach. Ich wypad zakończył się pozytywnie, może nie doszli aż na tereny obcej watahy, ale ustalili położenie innej wilczej grupy i zdobyli kilku dobrze zapowiadających się członków Cieni dla Lokatt, a to jasną samicę powinno zadowolić. W końcu chciała zbudować coś większego i trwałego, grupę, która będzie się liczyć i nie zniknie zniszczona przez silniejszą konkurencję.
Idąc wzdłuż kamienistego brzegu i szukając brodu Naerys jednak już z miejsca spostrzegła, że coś było nie tak. W powietrzu czuć było dziwną woń, jakby zwierzęcia, które było jednocześnie znane i obce, wiatr niósł oprócz szumu wody odgłosy jakby powarkiwań, w oddali usłyszała też wycie.. Nie wróżyło to nic dobrego. Naerys spojrzała zatroskanym wzrokiem na Melodię, przyśpieszając kroku i porzucając radosny chód, aby przywdziać skupienie towarzyszące łowcy. Gdzieś za nimi szły Vune, Kune i Thaisis, więc było ich sporo.. Jeśli ten ktoś zobaczy grupę, może uda się go odstraszyć liczebnością i w ten sposób wesprzeć Lokatt, o ile to ona była w tarapatach, a nie odwrotnie. Może to jej wataha była w ataku a nie defensywie? Tego dowie się dopiero jak wróci na wyspę.
Złotooka jak najszybciej odnalazła bród jakim wcześniej dostali się stadem na wyspę i pokonała rzekę nie tracąc chwili czasu. Niedługo potem dotarła na miejsce, a jej oczom ukazało się serce walki z dziwacznym jeleniem. W osobniku było coś nienaturalnego, ale Naerys nie umiała ocenić, co dokładnie. Rozpędziła się szybko, celując w rogacza, chcąc dosięgnąć kłami jego brzucha lub miękkich części nóg, aby jak najskuteczniej utrudnić mu poruszanie się i atakowanie jej watahy.

Wysepka na jeziorze

#38
Bliźnięta podążały wręcz wojskowym krokiem za swoimi przewodniczkami. Oczywiście, co jakiś czas spoglądali i zaczepiali lekko też Thaisis, dając jej tym samym znać, że traktują ją jako jedną z nich. Chcieli też, by wadera mogła czuć się pewniej, mimo, że oni sami tej pewności teraz za dużo nie mieli. Wątpliwość i nieufność dalej szalała w ich sercach. Jednak kroczyli dalej za dwiema waderami.
Kune ciągle rozmyślał, o ich dawnych doświadczeniach. Uzmysłowił sobie dopiero, że jego dusza jest wypełniona smutkiem i rozgoryczeniem, z którym nie daje sobie rady. Za to Vune? Jej umysł był czysty. Dawno pojęła, że na przeszłość nic już nie wpłynie. Jedyne co może jakkolwiek zmienić to przyszłość, ale i tym nie ma co się mocno przejmować. Najważniejsze jest tu i teraz.
Nagle do uszu drapieżników doszły dziwne odgłosy. Basior z radością i obawą w sercu zrozumiał, że brzmią one jak... odgłos walki? Albo polowania. Przyśpieszyli kroku, obniżając głowy lekko. Zapach, który zaczął docierać do ich nozdrzy upewniał ich tylko w przekonaniu, że będą albo świadkami, albo uczestnikami zajścia. Mogli oczywiście zawrócić, jednak ciekawość i chęć walki pchała ich do przodu.
Kune, który był zdecydowanie większy od swoich kompanek, lekko zmarszczył pysk, ukazując delikatnie zębiska. Liczył, że będzie mógł w końcu posmakować walki z kimś godnym, nie byle jakim przeciwnikiem.
Gdy dotarli na wyspę, przystanęli, patrząc na całe zamieszanie. Jeleń z którym walczyli wydawał się inny. Wadera od razu wyczuła od niego dziwną aurę, która jej się nie spodobała. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Rozdzielili się, zataczając za wilkami okrąg, tylko po to,by móc rzucić się na Jelenia z obydwu stron.
Vune kąsała go dosyć szybko, odskakując i ponawiając ataki. Starała się móc dosięgnąć do krtani, by zabić roślinożercę. Natomiast Kune swoim ciężarem starał się powalić zwierzę na ziemie, jednocześnie gryząc długimi kłami.

Wysepka na jeziorze

#39
Thais szła miarowym krokiem, wyraźnie spięta, jednocześnie rozglądając się po okolicy. "A jednak jezioro." - przemknęło jej przez myśl, gdy zbliżali się do zbiornika wodnego, który całkiem niedawno miała okazję odwiedzić. Przez większość drogi, praktycznie nie odstępowała bliźniaków ani na krok - ich zaczepki, sprawiły, że Thai w końcu trochę się rozluźniła i nie myślała już o tej sprawie tak pesymistycznie jak na początku. Kto wie, może jednak wyjdzie im to na dobre?
Z wyraźnym zaciekawieniem obserwowała Naerys, która podążała wzdłuż kamienistego brzegu, po chwili zanurzając łapy w wodzie. Dopiero teraz beżowa zdała sobie sprawę, że dwie wadery prowadzą ich w stronę wysepki znajdującej się na jeziorze. Zafascynowana tym odkryciem, jak i umiejscowieniem siedziby watahy, przyspieszyła odrobinę, jednocześnie odkrywając płytki bród - idealną drogę, którą wcale nie tak łatwo byłoby odkryć komuś obcemu. Spojrzała do tyłu na Vune i Kune, aby sprawdzić, czy podzielają jej entuzjazm, gdy dotarło do niej, że w miejscu do którego zmierzają coś się dzieje. Gdy tam dotarli dostrzegła ogromnego jelenia, walczącego o życie z grupką wilków - tak jej się przynajmniej wydawało. W zwierzęciu było co prawda coś dziwnego, nienaturalnego, ale wyszła z założenia, że jest to zwyczajne polowanie - nic wielkiego. Widząc, że reszta włączyła się do ataku, ona także postanowiła dać coś od siebie - po chwili zastanowienia, bez żadnych oporów, ruszyła w stronę zwierzęcia, wybierając miejsce w którym wydawało jej się, że nie będzie nikomu zanadto przeszkadzała, starając się zatopić kły w ciele roślinożercy.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Wysepka na jeziorze

#40
Izuki biegł do tego miejsca tyle ile miał sił w łapach. Z Jeziora Deltowego do Wysepki na jeziorze dzieliła go ogromna odległość, między tym dwoma miejscami. Nieprzyjemny ból w sercu nie znikał, ani niepokój, ani uczucie, że na terenie watahy dzieje się coś nadprzyrodzonego, ani nagła żądza krwi, a co dziwniejsze nie opuszczały go nieprzyjemne wizje wyglądu watahy po tym co teraz tam się działo, ani nie opuszczały go fragmenty jego wędrówek, w której spotykał jakieś nadprzyrodzone istoty.
Nic nie wiedział, jaka może być obecny stan watahy, ani czy też Keiran wrócił z polowania z zwierzyną do stada i czy również Nearys powróciła z swoich zwiadów. Gdy tak o tym przez chwilę rozmyślał przypomniało mu się, że został wysłany przez Lokatt - przywódczynię - na polowanie i przyniesienie do stada zwierzyny- jakiegokolwiek posiłku. Przez chwilę na jego pysku widniało zmartwienie i niezadowolenie, że do watahy wróci z pustymi łapami i prawdopodobnie Lokatt będzie nie zadowolona z obecnego jego stanu rzeczy. Najwyżej będzie się jej tłumaczyć, jak będzie miała do niego jakieś pretensje, czy bądź też uwagi. Nie traktował jej, jako swoją przywódczynię oraz nie będzie jej się płaszczył przed łapami jeśli zrobi coś nie tak. Nie będzie oddawał jej hołdu...
Gdy był już blisko wyczuł woń watahy oraz woń dwóch albo trzech innych wilków, które na pewno nie należały do tej watahy, były po prostu samotnikami. Przyspieszył biegu, gdy do jego nosa dotarł zapach nadnaturalnego zwierzęcia, które zaatakowało to miejsce i pewnie zjawiło się nie wiadomo skąd.
Pamiętał dokładnie, gdzie znajduje się przejście pomiędzy stałym lądem a wyspą. Gdy wstąpił na przejcie woda pod jego łapami rozchlapywała się pod ich ciężarem na boki, towarzyszył przy tym dźwięk rozchlapującej się wody. Wtem przed jego oczami pojawił się fragment z jego wędrówki, gdzie spotkał nadprzyrodzoną istotę. Była to istota o niewiarygodnym wzroście i przy okazji mocy. Było to dla czarnego niesamowite spotkanie i doświadczenie i nie mógł, aż do teraz uwierzyć, że z taką istotą jakoś dogadał się bez żadnej walki. Po tym jego serce przyspieszyło, Czuł zastrzyk adrenaliny, które teraz zaczął go bardziej napędzać. Obnażył kły. Biegł jak strzała. Po drodze omijał inne wilki biorące udział w walce. Przez drogę wyobrażał sobie te nadprzyrodzone zwierzę, że ono będzie miało nienaturalny wzrost, umiejętności, moce i aurę, która będzie mu towarzyszyła. Gdy przebił się przez inni przed jego oczami pojawiło się do nadnaturalne zwierzę... Był to jeleń. Jeleń, który był przerośnięty od zwykłego kopytnego roślinożercy i przez chwilę wydawało się czarnookiemu, że był po jakiejś zmodyfikowanej trawie - tak wnioskował po jego budowie ciała. Był trochę tym rozczarowany, bo myślał, że spotka w owej krainie jakaś nadprzyrodzoną istotę, jak w poprzednich wędrówkach chociaż trochę podobną. A tutaj okazało się coś innego. Całkowicie innego od jego myśli. Mniejsza o to! Przybył tutaj z pomocą, a nie z rozczarowaniami! Co prawda z małym rozczarowaniem, ale o to będzie się martwił później, a nie teraz! Obrał odpowiednią odległość między nim a jeleniem i skoczył na jego z rozdziawioną paszczą pełną ostrych zębów i kłów. Obrał za swój cel tylną cześć grzbietu roślinożercy. Owszem był świadomy, że napastnik miał pokaźne poroże, a jego płaty mogą być ostre, ale przybył tutaj walczyć! Najwyżej oberwie z poroża kopytnego.
Drak is everywhere...
Opowiadanie, premiera! - 11.11.15
Świat za portalem; część druga - 23.12.15
Trzecia część - 03.01.2016
Czwarta część - 20.01.16
Piąta część - 19.02.16
Część szósta - 24.03.16
Część siódma-01.06.16
Część ósma-04.08.16

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron