Wysepka na jeziorze

#21
Drake obserwował nową wilczycę. Uznał, że warto by się zamaskować, bo był chyba ciut zbyt widoczny. Wszedł do wody i zaczął w niej się tarzać, maskując swój zapach. Ale zapach to nie wszystko. Dlatego wziął w łapy garść trawy i zaczął je rozcierać. Miał zamiar pokryć swoje futro odcieniami zieleni, nieregularnymi plamami. Brąz już miał, a że zapadła wieczór, uznał że idealnie będzie wtapiać się w tło. Gdy miał już wystarczająco dużo zieleni na łbach i zacźął pokrywać swoje futro zielenią. Po chwili miał na niej nieregularne wzory, pozwalające mu się wtapiać w tło. Oczywiścio tło tylko leśne, bo niewiele by mu dało to maskowanie na np: pustyni. Zamaskowaszy swój zapach i wygląd, położył się nieruchomo. Po chwili dosłownie wtapiał się w tło, i tylko dwa malutkie niebieskie punkty zdradzały jego obecość. Gdy tak leżał, przewrócił się na kilka razy, sprawiając że trochę trawy przylepiło się do jego futra. Zdradził pozycję, ale równocześnie uwiarygodnił swoje ukrycie.

Wysepka na jeziorze

#22
Po zbliżeniu się do grupy wilków do jej uszu dotarły wyraźne odgłosy ziewania i przeciągania się. Wilczyca wyraźnie rozluźniła się, zwracając pysk w kierunku, skąd dochodziła woń Lokatt. Szybko wysunęła język w krótkim geście i zamerdała lekko ogonem. Jej uszy zwróciły się mocniej ku przodowi, gdy Sen wyostrzyła zmysły, by lepiej skupić się na słowach znajomej.
Gdy padły, Konwalia ze zdziwieniem odkryła, że spodziewała się większej ilości pytań. To, że tak się nie stało było jej na łapę. Zmęczenie nie pozwalało jej wymyślić lepszej wymówki, która z jednej strony nie ukazałaby wszystkim jej słabości, a z drugiej nie sprawiłaby, że Sen wyglądałaby podejrzanie.
Zastrzygła uchem, odzywając się. - Właśnie tak. - Odpowiedziała, zdziwiona że wilczyca właśnie o to pyta. Dla niej podążanie po śladzie było czymś zupełnie oczywistym i jak najbardziej codziennym. Nie robiło jej różnicy, czy ten, za którym podąża znajduje się w zasięgu wzroku, zwłaszcza, że u niej.... zasięg wzroku nie istniał. O ile oczywiście nie byli pochłonięci rozmową.
-Nie chciałam was opóźniać, a warunki pogodowe są dzisiejszego dnia całkiem znośne. - Dodała, nie wyjaśniając więcej. Nie sądziła, by to było potrzebne.
Wilczyca drgnęła, słysząc w bliżej nieokreślonej oddali jakieś odgłosy. Kamuflaż nieznajomego w tej sytuacji nie robił Konwalii żadnej różnicy, w końcu była całkowicie ślepa, co można było zauważyć po tym, że jej wzrok błądził gdzieś w przestrzeni, gdy uszy precyzyjnie zwracały się w kierunku dźwięków, a nozdrza wdychały napływający wiatr. Sen z zainteresowaniem skupiła się na odgłosach odległego tarzania się i pluskania w wodzie, jakby próbując odgadnąć, czy ma do czynienia z drapieżnikiem, czy też z roślinożercą kręcącym się w pobliżu. Pierwsza opcja była o wiele bardziej prawdopodobna, co sprawiło, że wilczyca czujnie wysunęła pysk bardziej w kierunku Drake, stając na rozstawionych łapach. Nie było w jej postawie groźby ani strachu, raczej ostrożność i ciekawość.
-Czuję wiele różnych wilków w okolicy. Jak sądzę dołączyli się do was? I gdzie właściwie jest Naerys? - Zagadnęła przy okazji stojącą przed nią waderę.


To be blind is not miserable; not to be able to bear blindness, that is miserable.
~*~*~
Zioła: Krwawnik x2, lulek czarny x4

Wysepka na jeziorze

#23
Przytaszczenie zdobyczy na wyspę nie należało do zadań łatwych, aczkolwiek nie było niewykonalne. Co prawda porządnie zmęczony polowaniem złocisty był zmuszony kilkukrotnie przystanąć, by chwilkę odpocząć, lecz zaraz podejmował się tego od nowa. Najtrudniejszym etapem drogi pozostawał oczywiście bród, przez który dostawali się na wysepkę, lecz i z tym Keiran sobie jakoś poradził, przeciągając swą zdobycz po płyciźnie, barwiąc przy tym wody jeziora niezastygłą jeszcze krwią wciąż kapiącą z ran roślinożercy, jak i przy okazji spłukując część posoki plamiącej jego futro.
Początkowo nie zwracał uwagi na pozostałe wilki, skupiając się na wciągnięciu jelenia na stały ląd. Kierując się w stronę, z której rozlegały się rozmowy i napływały zmieszane zapachy drapieżników, zatrzymał się wreszcie nieopodal samej Lokatt i wreszcie rozluźnił uchwyt, kładąc jelenie truchło u swych łap. Następnie otrzepał się nieco z nadmiaru wody, jaką zdążyła przesiąknąć jego sierść na brzuchu podczas męczącej przeprawy i dopiero wówczas rozejrzał, by zerknąć na otaczające go wilki.
Jego uwagę przykuła śnieżnobiała wadera, którą gdy początkowo dostrzegł ją kątem oka, wziął za Naerys, nie skupiając się zbytnio na jej zapachu ani szczegółach wyglądu. Dopiero teraz, zbliżywszy się, dostrzegł, że się pomylił. Uniósł nieco jasne brwi w wyraźnym zdumieniu, po czym odszukał wzrokiem samicę alfa, oczekując od niej jakiś wyjaśnień, czy poleceń. Kim była różowooka? Jak się tu dostała? I co powinien zrobić?
Nie dostrzegł w postawie Lokatt żadnych oznak wrogości czy też choćby ostrożności, co według niego świadczyło dobitnie o tym, że zna ona podrostka. Na pojawienie się nieznajomego jej Drake'a zareagowała zgoła inaczej. Także i tamta nie przejawiała żadnych oznak wrogości, wydawała się zaciekawiona i nieco niepewna, toteż złocisty zaraz nieco się rozluźnił, ponownie przenosząc wzrok na szarą.

Wysepka na jeziorze

#24
Lokatt skinęła łbem. Jeżeli podążała ich śladem od dawna, była zmuszona przebyć niemalże pół krainy, kierując się najpierw na wybrzeże, później na zachód, ku puszczy, by wreszcie trafić tutaj, najwyraźniej ani razu nie błądząc. Imponujące, jak dla kogoś pozbawionego jednego z podstawowych zmysłów. Krążąca jej po głowie myśl o dowiedzeniu przez albinoskę swej zaradności rozbrzmiewała w jej umyśle coraz częściej i głośniej. Kolejnym argumentem przemawiającym za pozwoleniem śnieżnobiałej zostać były jej stosunki z Naerys. Młode wadery najwyraźniej zdążyły się już polubić i ciemnooka była przekonana, iż biała nie byłaby zadowolona gdyby przegnała ich towarzyszkę. A to szarej zdecydowanie nie byłoby na łapę.
Z zamyślenia wyrwały ją odgłosy pluskania w wodzie. Marszcząc nieco czoło zwróciła wzrok w tym kierunku i dostrzegła Drake'a. Przez dłuższą chwilę obserwowała poczynania basiora z wyraźnym zainteresowaniem i rosnącym zadowoleniem. Tak zamaskowany nie będzie rzucał się w oczy, mógłby więc z łatwością nawet zakraść się na tereny obcych watah w celu małego rozeznania. W końcu nie byli nawet pewni, czy w krainie powstały jakieś inne stada, a takowe informacje były im jak najbardziej potrzebne.
Drgnęła, ponownie słysząc głos Snu. Przeniosła na ślepą waderę wzrok, uważnie analizując jej postawę. Ani śladu wrogości ani strachu, jedynie zaciekawienie. Była przekonana, że młoda jest zaniepokojona obecnością tych wszystkich obcych, lecz najwyraźniej postanowiła tego nie okazywać. Ceniła taką postawę.
-Owszem - przytaknęła, ponownie skinąwszy łbem. - Odkąd opuściliśmy okolice tamtego podmokłego lasu, udałyśmy się na poszukiwanie większej liczby towarzyszy, co nam się udało. Udało nam się namówić wystarczająco wielu, by móc utworzyć nowe stado, które nazwaliśmy Szepczącymi Cieniami - urwała na chwilę, kierując wzrok ku drażniącym jej uszy odgłosom przeprawiania się przez wody jeziora, gdzie ujrzała Keirana powracającego ze zdobyczą. Uśmiechnęła się szerzej, ukazując kły. - A Naerys udała się na mały zwiad po okolicy. Niebawem powinna wrócić.
Umilkła na dobrą chwilę, obserwując zbliżającego się basiora, niosącego ze sobą woń krwi. Gdy złożył zdobycz nieopodal, przyjrzała się jej dokładnie, z wyraźnym zadowoleniem wdychając zapach świeżego jeleniego mięsa. Oblizała się zamaszyście na samą myśl o zatopieniu w nim kłów i skinęła złocistemu łbem z uznaniem.
- Dobrze się spisałeś, Keiranie - rzuciła, po czym dostrzegając jego spojrzenie, dodała. - Nie obawiaj się. Konwaliowy Sen towarzyszyła mi i Naerys od początku naszej wędrówki i jak się okazuje i później podążała naszym tropem. Ufam jej, tak więc i ty możesz. Teraz posil się nieco i odpocznij.
Zerknęła ku Drake'owi, teraz niemalże niewidocznemu na tle zarośli, dając mu znak, by podszedł bliżej. - Drake. Muszę przyznać, że interesujący masz pomysł. Kiedy już się najesz, również udaj się na zwiad, lecz tym razem skup się na większych grupach wilków. W miarę możliwości postaraj się dowiedzieć o nich jak najwięcej. Przede wszystkim o zajmowanych przez nie terenach oraz ich liczebności. Bądź jednakże ostrożny i nie daj się przyłapać.
Po tych słowach powoli skierowała swe kroki ku zdobyczy, zatrzymując się jednakże i spoglądając ponownie na Sen. - Jeżeli także jesteś głodna, nie krępuj się, mięsa wystarczy dla każdego.
Jako przywódczyni przysługiwało jej prawo, by pożywić się pierwsza i nawet na chwilę się nie wahała, by z niego skorzystać. W końcu od dłuższego już czasu doskwierał jej głód, a teraz woń świeżo upolowanej zwierzyny jeszcze go pogłębiła. Czym prędzej więc przystąpiła do jedzenia, z przyzwyczajenia rzucając się na mięso nieco zbyt łapczywie. Gwałtownie rozdzierała kolejne fragmenty jeleniej skóry, odrywając spore płaty czerwonego mięsa i obficie brudząc swe jasnoszare włosie niezastygłą jeszcze, ciepłą krwią. Przez lata swej tułaczki nauczyła się posilać się w takim pośpiechu, nim znajdzie się ktoś, kto ją od jadła odpędzi. Nieraz polowała bowiem na terenach obcego stada, nierzadko zdarzyło jej się i ukraść porzuconą na chwilę przez nieostrożnych łowców zdobycz. W takich okolicznościach najważniejsze jest szybko napełnić brzuch, a po tylu latach podobnego trybu życia wchodzi to w nawyk, którego trudno się pozbyć. Dlatego też i teraz pośpiesznie rozdzierała coraz bardziej brzuch ofiary, chaotycznie odrywając kolejne kęsy i łapczywie pożerając, nie znajdując nawet chwili na rozkoszowanie się smakiem strawy. Na tę chwilę porzuciła maskę chłodnej obojętności, okazując oblicze dzikiej, wygłodniałej bestii.
Opamiętała się dopiero, gdy się nasyciła. Odstąpiła kilka kroków od truchła, aby nie przeszkadzać pozostałym i przysiadła nieopodal na zadzie, oblizując skapującą jej powoli z kącików warg krew. Na obliczu zajaśniał wyraz zadowolenia, bursztynowe oczy zalśniły. Wreszcie, po tylu latach jej życie miało zmienić się na lepsze. Odetchnęła głęboko.
Zaraz ponownie zwróciła swą teraz skąpaną w karminie kufę w stronę Snu. - Jeżeli pragniesz zostać tu z nami, nie mam nic przeciwko temu - rzuciła, obdarzając ją lekkim uśmiechem. Ostatecznie zdecydowała, by dać Konwaliowej szansę. A nuż okaże się przydatna.

Wysepka na jeziorze

#25
Drake stał w spokoju na tle zieleni. Wstąpiła się w tło, pachniał roślinami i innymi żadnymi zapachami lasu. Ale już nie pachniał wilkiem. Co nie oznacza że przestał nim być. Widząc Jelenia dostarczonego przez Keirana, ślinka mu pociekła. Na znak Lokatt przybliżył się do niej. Wysłuchał pochwały od Lokatt z lekką dumą.
-Dziękuję. Udał się zatem niezwłocznie na zwiady. -odpowiedział Drake. Odezwał szczęką kawałek mięsa i odszedł kawałek. Zjadł go szybko, nie pozostawiając resztek. W misji od alfy przyda mu się każdy kęs. Był gotowy
-Zacnego Jelenia upolowałeś, Keiranie.-rzekł do złotego. Do alfy rzekł- z tej misji mogę nie wrócić. Postaram się przeżyć, ale życie nie jest proste. Gdybym zginął, pamiętajcie o mnie.-krótki monolog. Ot, by nie zostać zapomnianym. Odszedł wykonać misję. Przez chwilę można go było dostrzec, jednak po chwili stopił się z tłem.

ZT

Wysepka na jeziorze

#26
Keiran zamerdał wesoło ogonem, a jego wciąż przybrudzone karminem kły błysnęły w wesołym uśmiechu, gdy usłyszał pochwały zarówno od samej Lokatt, jak i od Drake'a. Dlatego niedługo po nich ruszył w kierunku zdobyczy dumnym krokiem, porządnie zmęczony, lecz bezgranicznie zadowolony.
Nie mówiąc ani słowa nie zwlekając przystąpił do jelenia, pragnąc wreszcie zaspokoić palący głód. Zbliżył się do mięsistego udźca zwierzęcia i czym prędzej wbił w niego kły, spokojnie i nieśpiesznie odrywając kolejne kęsy. W przeciwieństwie do samej przywódczyni nie śpieszył się, niemalże delektując się smakiem każdej odrobiny pożywienia. Smak świeżego mięsa i ciepłej posoki wręcz pieścił jego kubki smakowe, wprawiając złocistego basiora w błogi nastrój.
Wreszcie napełnił brzuch i westchnąwszy głęboko z wyraźnym zadowoleniem, uśmiechając się wciąż pod nosem skierował swe kroki ku brzegowi jeziora. Tam zaspokoił jeszcze swe pragnienie, a następnie wrócił w pobliże pozostałych wilków, by zalegnąć gdzieś w trawie. Przystąpił do oczyszczania swej sierści z ostatnich śladów polowania i uczty, dokładnie ją wylizując, jednocześnie obserwując z ciekawością nieznajomą waderę. No cóż, skoro samica alfa jej ufała, z pewnością i on powinien. Nigdy nie należał do osobników zbyt podejrzliwych, wręcz przeciwnie, niejeden mógłby go posądzić o naiwność i nadmierną ufność.
Doprowadziwszy swoje futro do jako takiego ładu położył powoli łeb na wyciągniętych łapach, wydając z siebie głębokie, zadowolone westchnięcie. Najedzony, porządnie wymęczony i nieco obity, postanowił teraz chwilę odpocząć.

Wysepka na jeziorze

#27
Poruszyła uchem w kierunku nadchodzącego wilka, a jej uwaga błyskawicznie skupiła się na roznoszącej się woni jedzenia. Jednocześnie czekała na odpowiedź Lokatt, a gdy nadeszła, wysłuchała uważnie, co ma do powiedzenia wadera. Informacja o założeniu nowego stada bardzo ją zainteresowała. Aż poczuła ukłucie żalu, że odłączyła się akurat wtedy, przez co nie była w centrum wydarzeń. Czuła, że wiele ją ominęło. Starała się tego po sobie nie okazywać. Jak zwykle, nie lubiła zdradzać zbyt wiele ze swoich odczuć.
Na wzmiankę o Naerys Sen mimowolnie "rozejrzała" się wokół, szukając znajomego zapachu lub dźwięku nadchodzącej znajomej. Poczułaby się pewniej w jej obecności. Od Lokatt wyczuwała aurę dominacji jeszcze silniejszą niż do tej pory, a do tego świadomość znajdowania się w samym środku watahy nieznanych wilków sprawiała, że Konwalia musiała mocno nad sobą panować, by nie pokazać po sobie zdenerwowania.
W czasie, gdy Lokatt zwróciła się do Keirana, również Sen skupiła się na jego postaci. Co wcale nie było trudne, skoro był przesiąknięty zapachem mięsa, które w umyśle ślepej wilczycy przejmowało władzę nad jej odruchami i rozsądkiem. Przypomniała sobie, jak bardzo jest głodna, gdy powrócił bolesny skurcz żołądka.
Ze stanu odrętwienia wyrwały ją kolejne słowa.. przywódczyni. Drgnęła, zwracając pysk w jej kierunku. Ona... może się poczęstować? Była pewna, że to właśnie usłyszała. Zamerdała ogonem z wielką wdzięcznością. - Dziękuję... - Powiedziała stłumionym głosem, resztką sił powstrzymując się przed rzuceniem na mięso. Poczekała, aż miejsce przy zdobyczy zwolni się na tyle, by nie miała cudzych kłów w zasięgu swojego pyska i przysunęła się do mięsa, odrywając duży kawał i połykając go niemal w całości. Zupełnie, jakby się bała, że za chwilę Alpha zmieni zdanie.
Po nakarmieniu się wyrwała się z tego dziwnego stanu, powróciła dawna Sen. Z większą przytomnością zorientowała się, że wilki wyruszają na zwiady, a Lokatt znów zwróciła się ku niej,
Poczuła przyśpieszone bicie serca. Taka okazja! Jeszcze nigdy nie była członkiem watahy. Zawsze samotniczka, nawet matkę straciła... Jak mogłaby nie zgodzić się na dołączenie do grupy wilków? I choć wiele ją to kosztowało, bo nadal była świadoma swojej odmienności, nie byłaby w stanie teraz zrezygnować. Poza tym, miała gdzieś w głębi przeczucie, że zaszła za daleko. Czy oni w ogóle pozwoliliby jej teraz odejść? Z tymi wszystkimi informacjami? Młoda podejrzewała, że i tak nie ma wyboru.
Uniosła wyżej pysk, a na jej obliczu pojawiła się powaga. Coś nowego się zaczynało... - Byłabym bardzo wdzięczna. Obiecuję, że wam się przydam. - Powiedziała. Czuła się niecodziennie i wręcz nie mogła doczekać się, kiedy wróci Naerys i dowie się o jej powrocie. Przez moment Konwalii przypomniała się matka. Szkoda, że nie ma jej tu teraz... Choć z drugiej strony Bryza miała dokąd wracać.


To be blind is not miserable; not to be able to bear blindness, that is miserable.
~*~*~
Zioła: Krwawnik x2, lulek czarny x4

Wysepka na jeziorze

#28
Drugi z jeleni, pobłogosławiony niezwykłą gibkością oraz zwinnością, w porównaniu ze swym bratem miał zdecydowanie dłuższą drogę do przebycia. Jednakże dzięki darowi otrzymanemu od ojca mógł szybko i bez większych trudności pokonać zdradliwe ziemie trzęsawiska, a następnie przedrzeć przez las okalający rzekę, która pełniła funkcję ścieżki, drogowskazu prowadzącego do celu jego podróży, wypełnienia się przeznaczenia. Dotarłszy na brzeg jeziora, zwolnił, delikatnie stawiając kroki, sprawiając wrażenie unoszenia się nad wodą. Nie musiał zwracać uwagi na niebezpieczeństwo związane z niewłaściwym położeniem kopyta, co skutkowałoby trudnym do wyleczenia urazem. Ci, którzy postanowili mu się dokładniej przyjrzeć, mogli przysiąść, że widzieli, jak kamienie, rośliny i fale rozstępują się przed nim, ale najpewniej było to jedynie przywidzenie… Zawieszona wokół niego aura, do złudzenia przypominająca mgłę, nadawała ogromnej postaci makabrycznego wyrazu. Czar prysł, odkrywając mlecznookiego, perfekcyjnie zbudowanego, o rozmiarach zdecydowanie większych niż normalnie, rogacza. Stał wyprostowany, z dumnie zadartym nosem. Zaryczał, zmuszając wszystkich zebranych w obozie watahy do spojrzenia w jego kierunku.
- Jam, syn boży, wojownik pokoju, obrońca uciemiężonych, przybywam, ażeby wyzwolić stworzoną przez mego ojca krainę od rządów zrodzonych z krwi stworzeń, dla których nie liczy się żywot maluczkich, prawowitych mieszkańców tych ziem. Oto ja, wysłannik jedynego prawdziwego boga, początku i końca wszystkiego, przychodzę wykonać wyrok, który zapadł wśród niebiosów, domu wszechwiedzy. Nadszedł czas waszego końca. - W przeciwieństwie do swego brata, miał nieco więcej do powiedzenia, ale jego słowa nie wniosły niczego nowego, wciąż pozostawały tajemnicze, niezrozumiałe dla przeciętnego ziemskiego stworzenia, a wypowiadał je niezwykle ceremonialnie. On również nie dał wilkom czasu do namysłu, a tym bardziej na udzielenie odpowiedzi. Niespodziewanie zerwał się, rozpoczynają szaleńczy galop. Dostrzegłszy kątem oka białofutrą istotę, zniżył łeb i nie zaprzestając biec, jedną z niebezpiecznych, ostro zakończonych łopat rozciął skórę w okolicy pyska oraz lewego oka samicy, a ze świeżej rany trysnęła karminowa ciecz. Krew zakryła ślepie o niezwykle zbliżonej do niej barwie, co prawdopodobnie utrudniłoby wilczycy zdolność widzenia, gdyby takową posiadała. Konwalia poczuła się zdezorientowana, delikatnie zakręciło się jej w głowie, przez co musiała cofnąć się o krok lub dwa, niby ustępując boskiemu stworowi drogi ku przywódczyni. Wpierw, niby kometa, przemknął obok niej, kopiąc kopytami oraz popychając bokiem, co wytrąciło Czarną Łzę z równowagi. Ze wciąż nisko zawieszoną głową, zakrywając gardło, skierował poroże na Lokatt, pragnąc zadać jej jak najwięcej obrażeń swą najgroźniejszą bronią. Nie stał jednak w miejscu, cały czas się poruszał, gotowy w każdej chwili zrobić zwód, wykonać unik, odtrącić biegnące na ratunek alfie osobniki. Całe zajście, które miało miejsce po zakończeniu monologu trwało sekundę bądź dwie.

/Statystyki jelenia: 50PŻ 25ATK 75ZR (+25ZR w porównaniu ze zwykłym osobnikiem)
Konwaliowy Sen – krwawienie (-2 hp na turę, aktualny poziom życia 98 hp)

Wysepka na jeziorze

#29
Słuchała słów padających z pyska Snu, zlizując powoli resztki pozostałości po uczcie, z wyraźnym zadowoleniem malującym się na jej obliczu. Wraz z nowymi pokładami energii dostarczonymi przez posiłek, powrócił dobry humor i poczucie bezpieczeństwa, jakiego od długiego czasu nie zaznała. Wreszcie miała miejsce, które mogła nazwać własnym domem. Nie musiała uciekać, ukrywać się, czy obawiać przepędzenia. Być może w niedalekiej przyszłości to jej będą się lękać błąkający się po puszczy samotnicy. Trzeba przyznać, że całkiem przyjemna to odmiana. Uśmiechnęła się w duchu ze złośliwą satysfakcją, nie pozwalając jednakże by ten uśmiech zajaśniał na jej licu. Jedynie dziwny, drapieżny błysk w oku, teraz niedostrzegalny ani dla Keirana, który w międzyczasie się oddalił, ani tym bardziej dla ślepej albinoski, mógłby świadczyć o tym, co działo się w jej wnętrzu.
- W takim bądź razie, witamy wśród Szepczących Cieni, Konwaliowy Śnie - zdążyła jeszcze odpowiedzieć, odruchowo obdarzając różowooką lekkim uśmiechem, nim kątem oka dostrzegła jakieś zamieszanie wśród wód jeziora. Odwróciła łeb w tę stronę, spodziewając się ujrzeć któregoś z członków stada powracających ze zwiadu, lecz zamiast tego dojrzała imponujących rozmiarów jelenia, zbliżającego się bez śladu lęku w ich stronę. Wadera zmarszczyła nieco czoło, przyglądając się zwierzynie. Było w niej coś innego, nienaturalnego, co sprawiało, że włosie na karku samicy mimowolnie się jeżyło. Zarówno jego zachowanie, brak instynktownego lęku przed drapieżnikami, jak i sam wygląd jelenia, jego ponadprzeciętny wzrost i jego białe, jaśniejące ślepia... Wszystko to sprawiało nieodparte wrażenie, że Cienie mają do czynienia z czymś więcej niż tylko potencjalną zdobyczą. Czymś nie z tego świata.
Wówczas się odezwał, wprawiając przywódczynię w niemałe osłupienie. Jakim cudem roślinożercy znają wilczą mowę? Sens jego słów zaczął docierać do jej umysłu dopiero po chwili, zmuszając do spięcia mięśni i przybrania pozycji dogodniejszej do obrony, lecz o sekundę za późno. Nim się zorientowała, intruz już pędził w jej stronę, uderzając po drodze znajdującą się na jego drodze Sen. I zanim zdążyła zareagować był już przy niej.
Popchnięta, straciła równowagę i upadła na ziemię, by w chwilę później poczuć uderzenie zaostrzonych rogów. Ból jakby nieco ją otrzeźwił, zmusił do działania. Zza zaciśniętych kłów wydobył się jęk pomieszany ze wściekłym warkotem, podczas, gdy samica starała się odczołgać od napastnika. Po chwili wstała, obrzucając pozostałych Cieni szybkim spojrzeniem, starając się znaleźć jak najlepsze wyjście z tej sytuacji.
Wiedziała jedno. Niezależnie, czy ów byk rzeczywiście był boskim wysłańcem, czy nie, nie mogli poddać się bez walki.
- Sen, schowaj się! Reszta, brać go! - poleciła krótko, obnażając kły w gniewnym grymasie i ponownie przenosząc nienawistne spojrzenie na rogacza. Początkowy strach i zaskoczenie powoli ustępował miejsca przytłumionej złości. Zaledwie zdążyła odnaleźć w tej krainie miejsce, które zwać mogła domem, a już ktoś pojawia się aby wszystko zrujnować. Nie dała jednakże emocjom przyćmić jej umysłu, świadoma, że jeden nieostrożny ruch może skończyć się tragicznie.
Odskoczyła w bok, starając się trzymać z dala od śmiertelnie niebezpiecznego poroża, ruszyła w kierunku lewego boku zwierzyny, odbijając się zaraz od podłoża i starając dosięgnąć jego łopatki. Zaatakowała zaciekle, z wściekłością.

Wysepka na jeziorze

#30
Słonecznik leżał, leniwie obserwując to, co działo się nieopodal, powoli odzyskując siły po męczącym polowaniu. Był szczęśliwy. Cieszyło go uczucie sytości, jak i sam fakt, że może tak sobie bezpiecznie leżeć. Zadowolony był również z faktu, iż nieznajoma białofutra postanowiła do nich dołączyć. Sam nie dostrzegał jak na razie w jej zachowaniu niczego dziwnego, a niezmiernie cieszyło go towarzystwo innych osobników. Sama myśl o tym, że i ona miała szansę odnaleźć swój dom radowała serce basiora.
Niewiele czasu było trzeba, zanim zaczął przysypiać. Złociste ślepia raz po raz chowały się pod zasłoną jasnych rzęs, za każdym razem na coraz dłużej. Kolejne słowa i odgłosy zaczęły docierać do jego uszu coraz mniej wyraźnie i zaczynał już odpływać w krainę snów, gdy nagle powietrze rozdarł potężny ryk, zmuszając go do poderwania się na równe nogi.
Początkowo przestraszony, rozejrzał się dookoła i zatrzymał wzrok na potężnym jeleniu, który najwyraźniej pojawił się gdy drzemał. Ale... Dlaczego...? Czy roślinożercy nie powinni instynktownie unikać tego miejsca, przesiąkniętego wręcz wonią drapieżników? Lecz wówczas intruz uczynił coś, co wprawiło samca w jeszcze większe zdumienie - odezwał się. Być może i Keiran był młody, lecz był pewien, że roślinożercy nie znają wilczej mowy. Słowa, padające z pyska zwierzyny wydawały mu się dziwne i kompletnie niezrozumiałe. Świat magii, istot nadprzyrodzonych i bóstw był bowiem dla Świetlistego czymś zupełnie obcym, wprawiającym w osłupienie i budzący podświadomy lęk. Dlatego i teraz wpatrywał się w niego z widocznym przerażeniem, rozchylając nieco pysk w wyrazie bezgranicznego zdumienia. Drgnął, widząc, jak szarżuje, lecz zaskoczenie i strach nie pozwoliły mu na ruszenie się z miejsca.
Otrząsnął się z szoku dopiero na okrzyk Lokatt. Zamrugał kilkukrotnie, rozglądając się nerwowo. Nie rozumiał, czym był ten jeleń ani czego chce, lecz zdał sobie sprawę z tego, że teraz nie jest to ważne. Stanowił dla nich zagrożenie i teraz tylko to się liczyło.
Obnażył kły i warknął groźnie, bez wahania biegnąc zaraz w stronę intruza, obierając sobie za cel jedną z jego tylnych nóg. Przyśpieszył, by wreszcie odbić się od podłoża i skoczyć na niego, starając się dosięgnąć jeleniego udźca zarówno kłami, jak i pazurami przednich łap. Nie wiedział zbytnio, co robić, postanowił jedynie próbować zadać intruzowi jak najwięcej obrażeń, osłabiając go.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron