Wysepka na jeziorze

#171
w wielkim skrócie:
Ukryta treść: pokaż
Obrazek


Ostentacyjnie przeżuwała jarzębinę, pozornie patrząc w przestrzeń. W rzeczywistości kątem oka obserwowała uważnie, co się wokół niej dzieje. Nie reagowała w żaden sposób, nie zwracała także uwagi na sukę. Nie chciała się nawet wysilić, by zerknąć w tamtym kierunku. Lokatt zwyczajnie nie była tego warta. Zaśmiała się cicho, słysząc pytanie Resefa. Przygotowała się zawczasu na coś podobnego, ba, postarała się by jej odpowiedź chociaż trochę zirytowała zdzirę. - Jarzębina wzmacnia pracę serca, wspomaga nerki, płuca i wątrobę. Działa przeciwzapalnie, w odpowiednich ilościach także moczopędnie i przeczyszczająco. Należy jednak uważać, ma bowiem gorzki i cierpki smak, a musi być podawana doustnie. Czasem może spowodować zatrucie pokarmowe, głównie biegunkę i wymioty, dlatego powinni ją zbierać tylko doświadczeni uzdrowiciele. Spożywam ją profilaktycznie, coby się starość nie dawała za bardzo we znaki - wyrecytowała gładko i donośnie, by Lokatt ją dobrze usłyszała - Poza tym... Zastanów się - tu delikatnie położyła na podłożu przed nią pojedynczy owoc - czy czegoś ci to nie przypomina. Prawdopodobnie nie, ale mniejsza z tym. Wyobraź sobie, że ktoś kiedyś cię skrzywdził trwale i nieuleczalnie. Nie miał po tym wyrzutów sumienia, może nawet nie wiedział, że to coś złego. Myślał, że o tym już nie pamiętasz - z dziwnym zacięciem na pysku zmiażdżyła jarzębinę łapą - ale ja nigdy nie zapomniałam i nie zapomnę, przynajmniej dopóki się nie zemszczę. A wtedy ten ktoś pozna, co wtedy czułam. Także skrzywdzę go trwale i nieuleczalnie. Straci wzrok tak jak ja - swobodnie snuła wizje zemsty na Muuajim, nie przejmując się, że równie dobrze mogłyby one dotyczyć suki. - Tak a propos jarzębiny, muszę wyjawić ci świetną mieszankę na dolegliwości żołądkowe. Tak po fachu - uśmiechnięta nachyliła się do ucha basiora. - Posłuchaj mnie kochaniutki. Nawet ja widzę jak ślinisz się na widok mojej córki. Jeśli rzeczywiście ci na niej zależy, relacje Thasis i moje mają pozostać w tajemnicy, rozumiemy się? To dla jej dobra - syknęła cicho, by nikt iny tego nie usłyszał. - Prawda, że świetne połączenie wszystkich składników? Jeszcze ci się to przyda, uwierz mi! - dodała głośniej dla niepoznaki. Była niezmiernie dumna z siebie, jej wybitnie dobrego nastroju nie mogła popsuć nawet wypowiedź suki. Ładne metafory złociutka, ale to nie konkurs wierszyków dla osesków. Cóż jednak miała zrobić? Powoli wstała i ruszyła w stronę Resefa. Nie mogła zapominać o pozornym kalectwie, nie mogła być zbyt samodzielna. - Pomożesz mi przy przeprawie? To byłoby bardzo miłe z twojej strony, a ja nie widzę przeszkód - zachichotała cicho, obdarzając basiora czarującym uśmiechem.
//z.t
Ostatnio zmieniony wtorek 14 mar 2017, 15:55 przez Ve'nevri, łącznie zmieniany 1 raz.

Wysepka na jeziorze

#172
Vune miała nadzieję, że jej słowa dotarły do basiora. Nie lubiła, gdy ktoś zbytnio zadręczał się czymś na co nie miał wpływu.Nawet jakby tam był, nie uratowałby jej. Może jedynie znachorka, gdyby pracowała szybciej, pomogłaby. Ale to są tylko domysły, które i tak juz nic nie zmienią. Jednak nie wypowiadała ich na głos, bo wiedziała, że co niektórzy mogą to ziarno zachować w sercu i pozwolić mu rosnąć, wzbudzając nienawiść. Kune podszedł do niej, gdy Lokatt odezwała się. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo, a następnie na Thaisis. Cóż, najwidoczniej wadera znalazła kogoś, kto teraz będzie sie nia opiekował. Nie podobało się to zbytnio basiorowi, gdyż pałał do Resefa pewną niechęcią. Jego siostra odczuwała to uczucie, jednak traktowała tamtego neutralnie. Wiedziała jednak, że musi uważać, by jej brat nie zainicjował walki.
-Thaisis, idziesz?- Vune zaświergotała do wadery. Niezbyt widziało jednak zostawiać jej sam na sam z Resefem i Ven. Kune odwrócił łeb w kierunku reszty, a język oblizał pysk. Ruszyli za alfą bez większej zwłoki.

/zt

Wysepka na jeziorze

#173
Naerys dźwignęła się powoli, jakby dziwnie zmęczona ostatnimi wydarzeniami. Sen zaginęła, a Melodia nie żyła. Świat się zmieniał niesamowicie szybko wystawiając małą samiczkę na trudne próby, wymuszając szybkie dorastanie. Może nie była już szczenięciem, ale wciąż jeszcze bardzo mało widziała i niewiele wiedziała.
Jednego jednak była absolutnie pewna - nie była przy Melodii kiedy ona była w potrzebie, nie zamierzała jednak przegapić jej pogrzebu. Chciała się z nią pożegnać jak należy.

z.t.

Wysepka na jeziorze

#174
Słysząc pytanie Vune, Thaisis odwróciła głowę w stronę bliźniąt. Bardzo chciała iść razem z nimi, lecz z drugiej strony, pragnęła także zobaczyć co Resef zrobi z Akashą - przecież ta rzecz wcale nie powinna zająć zbyt wiele czasu, prawda? I później po prostu ich dogoni! - Tak, to dobry plan. - przyznała w myślach samej sobie. Jednak była pewna słuszności swojego postanowienia zaledwie przez kilka sekund, bo już chwilę później, spojrzała tęsknie za dwójką niemal identycznego rodzeństwa. Ciężkie westchnienie wydobyło się z jej piersi gdy po raz kolejny przeniosła fiołkowe oczy na trójkę, która pozostała z nią na wysepce. Jej rodzicielka właśnie prosiła ciemnego basiora o pomoc w przeprawie, co odrobinę zaskoczyło Thaisis. Czyż przed chwilą starsza wadera nie przechodziła tej samej drogi, świetnie radząc sobie przy tym sama? W każdym razie beżowa nie widziała, żeby ktoś jej przy tym pomagał, ale cóż, skoro tym razem tego potrzebowała, nic w tym złego. Być może Resefowi uda się pomóc przejść zarówno jej jak i szczeniakowi, którym się opiekował. Gdy jednak usłyszała chichot, którym matka zakończyła swoją wypowiedź, z jakiegoś powodu poczuła się strasznie nieswojo. Cała ta otoczka, którą w ciągu ostatnich kilku minut stworzyła wokół siebie Ve'nevri, strasznie odrzucała jej córkę, przez co ta, wyjątkowo zniesmaczona, jeszcze bardziej pożałowała swojej decyzji o pozostaniu tutaj.
- Chyba powinniśmy już iść. - rzuciła w typowy dla siebie, dość cichy sposób, aby po chwili ruszyć w stronę brodu, którym podążyła reszta. Na początku szła dość powoli, lecz gdy tylko jej łapy zetknęły się z wodą, przyspieszyła. Miała nadzieję, że uda jej się dogonić Vune i Kune - to właśnie ich towarzystwa pragnęła w tej chwili najbardziej.
/zt
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Wysepka na jeziorze

#176
Powrót na wysepkę zajął jej dłużej, niż powinien. Zmęczenie bowiem coraz bardziej dawało się jej we znaki, zmuszając samicę do zwolnienia kroku bądź kilkukrotnie wręcz przystanięcia. Nie wiedziała, czy pozostali członkowie stada również udadzą się w tę stronę, czy też podążą w zgoła przeciwnym kierunku. Na tę chwilę niewiele ją to obchodziło. Tak, jak wspomniała tam, nad potokiem - było do omówienia jeszcze wiele ważnych spraw, lecz należało odłożyć to na później. Dziś wszyscy byli zmęczeni i w podłych nastrojach. Nie sprzyjało to podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. Musiało minąć nieco czasu zanim wszystko wróci do normy, a dopiero wówczas poczynić jakiekolwiek dalsze kroki. Tego dnia było to całkowicie daremne.
Przeprawiając się przez jezioro zboczyła nieco z drogi, wchodząc na głębszą wodę. Ostatnie kilka metrów do brzegu przebyła, płynąc, a kilkukrotnie nawet zanurkowała, licząc na to, że pozwoli jej to na zmycie z siebie resztek brudu i pyłu, zaschniętej krwi wymieszanej z roślinną papką z leczniczych ziół oraz wszelkich zbędnych zapachów. Woda w jeziorze była chłodna, co nieco otrzeźwiło samicę, rozjaśniając na nowo zmęczony umysł. Wyłoniwszy się z wody otrzepała futro z nadmiaru wilgoci i powolnym krokiem skierowała swe kroki w stronę obranej uprzednio przez siebie niewysokiej skałki. Po drodze otarła się jeszcze o kilka drzew, krzewów i innych kamieni, również na nowo naznaczając je swoją wonią. Dawne znaczenia Cieni zdążyły bowiem nieco wywietrzeć, a to oczywiście wiązało się z ryzykiem, że ktoś ośmieli się wkroczyć na te tereny.
Skończywszy podeszła do skałki, by po chwili się na nią wdrapać. Zamiast jednak ułożyć się na jej płaskim szczycie zdecydowała się ułożyć w jednym z nieregularnym wgłębień znajdujących się nieco niżej. Nie była to zbyt duża grota, lecz wystarczająca, by pomieścić przeciętnej wielkości wilka. Zwieszająca się nad jej głową półka skalna dawała częściowe schronienie, resztę zapewniały gałęzie wyrastającego nieopodal drzewa. Poza tym, jako, że wnęka znajdowała się nieco z tyłu względem najczęściej używanego przez wilki brodu, a od drugiej strony zasłaniały ją liście, pozostawała prawie niewidoczna. Oczywiście, dodatkowo pomagało w tym jej umaszczenie, zlewające się z barwą kamienia.
Zadowolona, umościła się wygodniej, zamykając oczy. Sen przyszedł szybciej, niż się tego spodziewała.

Wysepka na jeziorze

#177
Zasnęła szybko i spała wyjątkowo spokojnie, co w jej przypadku było niesamowitą rzadkością. Zazwyczaj nawiedzały ją najbardziej bolesne wspomnienia z przeszłości, jak widok swych umierających bliskich. Czasami widywała też zniekształcone oblicza wilków, które napotkała na swej drodze i perfidnie wykorzystała, porzucając, gdy nie byli już potrzebni. Innym razem koszmary były jedynie odzwierciedleniem głęboko skrywanych lęków - przed zdradą, śmiercią i własną słabością.
Tym razem jednak nie nawiedzały ją żadne mary. Spała spokojnie i stosunkowo, jak na nią, długo, odpoczywając po niezwykle męczącym dniu. Ukryta przed oczyma innych w skalnej wnęce i osłonięta przed wiatrem przez liście rosnącego nieopodal drzewa, mogła bez problemu zregenerować siły. Podczas drzemki odpoczywało zarówno ciało samicy, jak i jej umysł, który ostatnimi czasy zaprzątały nieprzyjemne myśli.
Gdy się ocknęła, słońce chyliło się już ku zachodowi, o czym niewątpliwie świadczyła czerwonawa łuna na niebie. Z przeciwnej strony coraz gęściej nadciągały ciężkie, szare chmury, które zapewne niebawem miały objąć cały nieboskłon. Lokatt nie miała jednak w zwyczaju podziwiać widoków, tak więc ziewnąwszy uprzednio wygramoliła się ze swej jamy, by zaraz wspiąć się na płaski szczyt skałki i tam się przeciągnąć. Następnie przysiadła, zaraz potem przystępując do dokładnego wylizywania futra, aby pozbyć się resztek brudu, którego nie zmyła jeziorna woda. Gdy się kładła, do wilgotnego wciąż futra przylgnęły liczne śmieci, więc i tych była zmuszona się pozbyć. Zakończywszy toaletę, zerknęła jeszcze na swe niegdyś pokąsane łapy. Drobne ranki zaczynały się goić, co objawiało się bezlitosnym swędzeniem.
Powiodła wzrokiem po okolicy, powoli coraz bardziej przysłoniętej mgłą unoszącą się nad zbiornikiem wodnym. Jej widok odrobinę poprawił jej humor i po raz kolejny pogratulowała sobie pomysłu osiedlenia się w tej okolicy. Wilgotne opary unoszące się nad jeziorem w nocy i o poranku częściowo dodatkowo stanowiły dla Cieni ochronę, utrudniając intruzom poruszanie się po okolicy. Oni tymczasem będą znali wszystkie bezpieczne ścieżki na pamięć, co umożliwi im zaskoczenie potencjalnych intruzów.
Podniosła się powoli, zeskakując zaraz ze skałki i lądując u jej stóp. Syknęła cicho przez zęby, gdy nieopatrznie dotknęła przy tym rosnącą w cieniu głazu pokrzywę, a ta poparzyła jej łapę. Parsknęła, wycofując się ostrożnie i już miała ruszyć dalej, kiedy nagle przypomniały jej się mgliste słowa jej ciotki, która próbowała niegdyś uczyć młodą samicę o ziołach. Lokatt nie była uzdrowicielką i jej wiedza o ziołach ograniczała się do ich podstawowych zastosować, oraz roślin, które występowały na terenach jej rodzimego stada. Po ostatnich wydarzeniach czuła, że najlepszym rozwiązaniem byłoby tę wiedzę poszerzyć, by nie musieć nieustannie polegać na medykach. A także dowiedzieć się nieco więcej o truciznach... Tak na wszelki wypadek.
Ostrożnie, aby się przy tym nie poparzyć, urwała nieco pokrzywy, by zaraz wplątać ją w sierść na karku. Po czym postanowiła rozejrzeć się, czy rośnie tu jeszcze coś przydatnego, czego właściwości by kojarzyła. W ten sposób odnalazła melisę i nagietek, które niezwłocznie zebrała i zaplątała w szare kosmyki, w myślach powtarzając sobie ich właściwości. Z pewnością niegdyś się przydadzą. Podczas rozmieszczania ziół dostrzegła, że nadal ma na sobie te cztery krucze pióra, które wplątała w sierść jeszcze wśród zarośli paproci. Westchnęła i ostrożnie wyplątała je z powrotem, odrzucając gdzieś na trawę. Nie potrzebuję zbytnio się wyróżniać. Ozdoby można nosić podczas szczególnych uroczystości, jednak na co dzień są całkowicie niepotrzebne. Swoją drogą, moglibyśmy przyodziewać się w krucze pióra na czas święta. Wilki zazwyczaj cenią sobie takie widoczne symbole łączącej je więzi.
Rozejrzawszy się jeszcze raz charakterystycznym dla niej, energicznym, acz niebywale lekkim krokiem ruszyła w kierunku brodu. Nie mam zamiaru siedzieć tutaj bezczynnie.

/zt.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron