Wysepka na jeziorze

#11
Drake siedząc na brzegu, rozmyślał. Rozmyślał o sprawach małych i wielkich. Jego rozmyślanie przerwało niespodziewanie pojawienie się wadery, która sprawiała wrażenie głównodowodzącej.
-Także witaj.-Przywitał się Drake. Oficjalnie bo oficjalnie, no ale do Alfy zawsze musisz mieć jakiś szacunek. Tak wychowali go dawno temu rodzice. -Podążam za wami od chwili gdy spotkaliście Keirana i Melodię. Nie zauważyliście mnie, bo siedziałem w cieniu-Gdy skończył zdanie, akurat wtedy podszedł Keiran wraz z Naerys. Gdy Drake ujrzał Keirana, Lokatt mogła dojrzeć coś w stylu... radości? Szczęścia? Trudne do zdefiniowania. Jednak widok znajomego wilka pocieszył go mocno na duchu.
-Przyłączyć się do waszego stada? Propozycja warta rozważenia. Jednak czy przyda wam się wilk taki jak ja? Wilk który będzie działał głównie sam, pozostając lojalnym wobec Alfy, ale podążający własną ścieżką? Pozostawiam to twej decyzji.-Ten monolog wygłosił Drake. Nie był pewien jak zareaguje Lokatt. Sam natomiast zwrócił się do drugiej wadery, która zaproponowała zrobienie zwiadu.
-Już się rozejrzałem. Choć było to głównie wokół jeziora, w tej okolicy poza nami nie ma wilków. Ewentualnie jakiś wędrujący samotnik.-Powiedział do Naerys. Sam teraz czekał na odpowiedź Lokatt. Myślał jakie jeszcze swoje atuty przedstawić, by zdobyć jej zaufanie. Swojej "krucjaty" przeciwko tajemniczemu czemuś wciąż nie wypełnił, więc nie paliło mu się do umierania.

Wysepka na jeziorze

#12
Przez dłuższy czas milczała, starając się dokładnie przeanalizować sytuację. Keiran i Melodia ufali brązowemu, z pewnością nie bez powodu. On sam wydawał się być wobec niej szczery, nie zauważyła niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że kłamie. Żadnego widocznego wahania, nie odwracał od niej wzroku, wyraz jego oblicza zbytnio się nie zmienił. Albo był świetnym aktorem albo mówił prawdę. Zresztą, gdyby chciał ją okłamać, raczej nie wspominałby o złych stronach swojej osoby. Brązowy nie owijał w bawełnę i nie starał się niczego ukryć. Podobało jej się to.
Ostatecznym faktem przemawiającym za przyjęciem Drake'a było to, że duża liczebność może zapewnić im bezpieczeństwo. Drake prezentował się dość przeciętnie, lecz z pewnością był zdrowy i sprawny, a takie wilki powitałaby z otwartymi ramionami. Zresztą, skoro przybył tutaj przez nikogo nie zauważony już w ten sposób dowiódł, że idealny byłby z niego zwiadowca.
Na obliczu Alfy pojawił się lekki uśmiech.
- Każdy się przyda a ile będzie działał dla dobra stada - oświadczyła nieco mniej chłodnym, niż dotychczas, tonem. - Jeżeli więc zechcesz, możesz już od dzisiaj uważać się za członka watahy... Szepczących Cieni.
Czarne wargi podjechały nieco wyżej, poszerzając uśmiech od jakiegoś czasu zdobiący oblicze wadery gdy wypowiedziała nazwę stada. Będą niczym ciche cienie, czające się w mroku, tajemnicze i milczące, lecz wszechobecne, obserwujące każdy ruch innych i czekające na odpowiedni moment, by wziąć to, co im się należy. Lecz to jeszcze nie teraz. Na razie powinni skupić się na zapewnieniu sobie bezpieczeństwa i zregenerowaniu sił po długiej podróży.
- Zwą mnie Lokatt - rzuciła jeszcze w stronę nowo przybyłego i zamilkła na dobrą chwilę, zastanawiając się zarówno nad propozycją Naerys jak i dalszymi słowami brązowego. Ucieszyła ją wieść o tym, że w pobliżu nie dostrzegł on żadnych wilków, lecz chciałaby poznać, co kryje się w okolicznych lasach. Czy powinna powierzyć tę misję Naerys, niedoświadczonej, młodej samicy? Szczerze powiedziawszy nie miała nic przeciwko temu. Wielu wahałoby się, nie chcąc narażać młodej na niebezpieczeństwo, lub obawiając się, iż nieświadomie takowe sprowadzi im na głowy, lecz Lokatt była zdania, że biała powinna się w jakiś sposób wykazać. Wydawała się być wystarczająco dojrzała, by nie wpakować się w jakieś kłopoty, a nuż może i uda jej się zdobyć przydatne informacje?
- Sądzę, że mogłabyś rozejrzeć się po okolicznych lasach, poszukać jakiś śladów i zorientować się czy w pobliżu znajdują się jakieś wilki - oznajmiła, zerkając na młodą waderę. -Bądź tylko ostrożna i upewnij się, że nikt cię nie śledzi zanim wrócisz. Nie potrzebujemy nieproszonych gości na naszych terenach.
Zerknęła przelotnie na Keirana, potem Izukiego. Oba basiory wydawały się być nieco zniecierpliwione i znudzone siedzeniem w bezruchu. Pasowałoby to zmienić. - Szczerze powiedziawszy to zgłodniałam - oznajmiła, właściwie zgodnie z prawdą. - Kiedy już odpoczniecie, może spróbowalibyście wytropić i schwytać jakąś zwierzynę i dostarczyć ją tutaj? Po tak długiej drodze wszyscy musimy się pożywić.

Wysepka na jeziorze

#13
Wpierw szła równo z Keiranem, jednak ze względu na zainteresowanie otaczającymi ich terenami, do tej pory nieodkrytymi, zwolniła kroku. Zielone oczęta omiatały najbliższą okolicę, a że jedno z nich było upośledzone, łeb Melodii został zobligowany do spokojnego poruszania się, przekręcania na prawo i lewo. Czarna należała bowiem do niesamowitych obserwatorów, trzeźwość umysłu pozwalała jej błyskawicznie pochłaniać wiedzę oraz informacje. To samo tyczyło się różnego rodzaju szlaków - zapamiętywała przebyte ścieżki i punkty orientacyjne. Co prawda, zdecydowanie łatwiej przychodziło to w całkowitej ciszy, niekiedy przerywanej świergotem znajdujących się w pobliżu ptaków, ale obecność nowych towarzyszy nie stanowiła dla Oszpeconej dużego utrudnienia. Cieszyła się, że po tylu latach samotności odnalazła gromadę, która przyjęła ją i zaakceptowała taką, jaka jest. Ta myśl napawała wilczycę ogromnymi pokładami nadziei, stanowiła miód na poranione serce. Pomimo skupienia, odpowiadała na zadawane jej po drodze pytania, jednak sama nie rozpoczynała nowych wątków. Badała.
Dotarłszy do ujścia potoku, szmaragdom ponownie ukazało się rozległe jezioro, to samo, przy którym opłakiwała zgubienie białego szczenięcia. Wspomnienie to wywołało na obliczu zielonookiej smutny grymas, lecz zbyt słaby, by zostać dostrzeżony przez niedawno poznanych członków watahy. Jednakże prędko zniknął niby zdmuchnięty przez tańczący w powietrzu wiatr. Samica delikatnie stąpała po otaczających zbiornik wodny skałach, by kolejno zanurzyć łapy w lodowatej wodzie. Przypominając sobie ruchy Lokatt, w ten sam sposób przebyła odcinek dzielący stały ląd od wyspy. Dostrzegając w postawie Łzy, iż zezwala na rozejrzenie się, uczyniła to. Powoli otoczyła niewielką plażę, postąpiła kilkanaście kroków w głąb zalesionego kawałku lądu, odnalazła znajdujące się nieopodal jaskinie. Przy okazji, prawdopodobnie zachęcona przez zachowanie Słonecznika, oznaczała je swym zapachem, który w najbliższym czasie miał się zmienić, wyostrzyć, stać się wizytówką watahy.
Powróciwszy do zbierających się wokół przywódczyni Cieni, przysiadła. W ciszy wysłuchała monologu, który wydostał się z pyska szarej. Na potwierdzenie zapewnień dwuletniego basiora, odruchowo kiwnęła pyskiem, jednocześnie posyłając Drake'owi przyjazne spojrzenie. Zdecydowała się nic nie mówić, gdyż nie chciała niepotrzebnie wtrącać się w rozmowę.
Przyswoiła kolejne słowa wadery. Zdając sobie sprawę, iż ta zakończyła najważniejszą część przemowy i rozpoczyna rozdzielanie obowiązków, poczęła wpatrywać się w nią z niezwykłą uwagą. - Proszę, pozwól mi towarzyszyć tej młodej wilczycy podczas jej zadania. - Powiedziała śpiewnie, a jej głos rozniósł się w przestrzeni niczym melodia wygrana na dzwoneczkach. Kamyczki przeniosły się na Naerys, ukazując podrostkowi terror oszpeconego oblicza, niezwykle kontrastującego z ciepłem wylewającym się z soczyście zielonych ślepi, a właściwie tylko jednego. Drugie, jaśniejsze, rozmyte, skryte za mgłą wydawało się odległe, nieznane. - Nie chcę, by coś jej się stało. - Dodała po chwili milczenia, ponownie przenosząc dwoje szmaragdów na samicę alfa.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Wysepka na jeziorze

#14
Złotooka wyraźnie rozpromieniała słysząc przyzwolenie na ekspedycję, które wydała jej Lokatt. Tak, chyba spędziła tu już zbyt dużo czasu, łapki wydawały się robić sztywne, trzeba było je rozruszać, zwiedzić okolicę, być może kogoś poznać, zachęcić do dołączenia, albo po prostu zgłębić tajemnice tej krainy, wydrzeć ich tyle, ile tylko da radę i stawić się z powrotem na wysepce. A potem chciała ćwiczyć - ćwiczyć, trenować, uczyć się dalej, aby stać się najlepszą wojowniczką jaką zna, na miarę swoich rodziców i krewnych. Ach, poza tym, przecież miała odnaleźć swoją rodzinę, przyprowadzić ich tu, przedstawić nowy dom i nowe stado, bo o to przecież jej chodziło od początku - na znalezienie dla sióstr, matki i ojca nowego miejsca, gdzie byliby potrzebni! Mała wypuściła się chyba najdalej ze wszystkich swoich krewnych w poszukiwaniu dobrego do zamieszkania miejsca i odpowiedniej watahy, a że była młoda, jeszcze nie przestała być tak naprawdę szczenięciem, to nie wpadło jej do łebka jak ona ich tak naprawdę z powrotem odnajdzie.. I teraz też nie miała zielonego pojęcia co zrobić i jak zacząć, oprócz powolnego przeczesywania najpierw bliższej, a potem coraz dalszej okolicy.
Nie zwróciła początkowo szczególnej uwagi na słowa Melodii, gdyż tak mocno pogrążyła się w swoich myślach. Dopiero podniosła wzrok usłyszawszy ostatnie wypowiedziane przez zielonooką zdanie. Nie ulękła się blizn na jej obliczu - widywała podobne ślady walk na swoich rodzicach i krewnych, w jej oczach był to powód do jeszcze większego szacunku, a nie do milczenia, udawania, że pamiątek po dawnych ranach nie ma albo co gorsza - wstydzenia się ich.
- Jestem całkowicie pewna, że nic mi nie będzie - powiedziała zarówno do przywódczyni i Melodii, dumnie wypinając pierś i wcale nie siląc się na niepotrzebną skromność, Złotooka bowiem całkowicie wierzyła w swoje możliwości, mimo, iż nie były one jeszcze relatywnie duże, była w końcu jeszcze szczenięciem - Ale możesz ze mną iść, jeśli chcesz, razem będzie dużo ciekawiej.

Wysepka na jeziorze

#15
Keiran jakiś czas przysłuchiwał się słowom wadery uważnie, starając się ignorować burczący brzuch. Szczerze się ucieszył, gdy Lokatt zgodziła się na dołączenie Drake'a. Miło było powitać starego znajomego w ich skromnym gronie, co sam Słonecznik szybko uczynił, uśmiechając się do brązowego szeroko i machnąwszy kilkukrotnie ogonem na boki wesoło.
Zaraz jednak wrócił do przerwanego zajęcia, czyli wypatrywania ryb w wodach jeziora. Niestety albo miał pecha i postanowiły one akurat odpłynąć z dala od brzegu, albo po prostu drapieżniki narobiły tu za dużo zamieszania i je przepłoszyły. Keiran wyraźnie się skrzywił, przysiadając smętnie na brzegu, pozostając z niczym więcej niż burczeniem w brzuchu.
Lecz wówczas najwyraźniej Lokatt to zauważyła, bowiem zwróciła się bezpośrednio do niego. Złocisty wyraźnie się ożywił. Polowanie? Zapoluje z wielką chęcią! Nawet, jeżeli wizja taszczenia zdobyczy na wyspę zdawała się zajęciem nieco męczącym i kłopotliwym, przyćmiewała ją myśl o napełnieniu pustego żołądka czymś konkretnym. Złota kita przecięła kilkukrotnie powietrze, a słońca jego oczu zwróciły się ku samicy alfa.
- Z przyjemnością zapoluję - oświadczył wesołym tonem.
Spojrzał krótko na Melodię, wciąż szeroko uśmiechnięty, po czym szybkim krokiem ruszył w stronę przeprawy łączącej wyspę ze stałym lądem. Złocisty promieniał szczęściem.
- Wrócę niebawem ze strawą - oznajmił, po czym nie czekając na czyjąkolwiek odpowiedź wyruszył w kierunku mijanego wcześniej potoku.

/zt.

Wysepka na jeziorze

#16
Spokojnie wysłuchała słów Melodii oraz Naerys, przyglądając się uważnie obu waderom. We dwójkę będą bezpieczniejsze w razie ewentualnego ataku, choć z drugiej strony dwie wilczyce łatwiej wykryć niż jedną. Aczkolwiek Melodia mogłaby również pilnować, by Naerys z powodu swego braku doświadczenia i szczenięcej jeszcze naiwności zrobiła coś, co mogłoby przynieść negatywne skutki dla całego stada. Na przykład sprowadzić tu kogoś niegodnego zaufania. Skinęła więc łbem.
- Idź z nią - poleciła Melodii, a następnie podążyła wzrokiem za oddalającym się Keiranem. Miała szczerą nadzieję, że nie wróci z pustymi łapami, bowiem i jej zaczynał już dokuczać głód.
Umilkła na kolejnych kilka chwil, powoli zbliżając się do porzuconego wcześniej legowiska na jednym z płaskich kamieni. Ułożyła się tam ponownie, jednak nie miała zamiaru drzemać, a raczej po prostu dać odpocząć wymęczonym długą podróżą kończynom. Łeb utrzymywała wciąż uniesiony, bursztynowe ślepia wodziły za pozostałymi na wyspie osobnikami. Rozmyślała. Ponownie. Zastanawiała się, co czynić dalej, jak zapewnić im wszystkim godny byt w owej krainie. Na razie nie wiedzieli nic, więc nie mogli otwarcie działać. Powinni pozostać w ukryciu i jedynie zbierać informacje o pozostałych grupach, o ile takowe istniały. Owszem, podejrzewała istnienie innej watahy, która osiedliła się w tamtej puszczy na zachodzie, przez którą dane im było przechodzić, lecz na dobrą sprawę nikt tego nie potwierdził. Kiedy już się posilą i odpoczną, powinni zacząć działać. Zebrać potrzebne im informacje i zastanowić się, w jaki sposób wykorzystać je na swą korzyść.

Wysepka na jeziorze

#17
Naerys zaczekała z rozpoczęciem swojej wędrówki i zwiedzania okolic do czasu, aż Lokatt zadecyduje czy ma iść sama czy z obstawą. Było jej to tak naprawdę obojętne, Melodia nie była szczenięciem, wyglądała na kogoś, kto już kiedyś o swoje zawalczył, zważywszy na posiadaną szramę. To podnosiło opinię Złotookiej o Melodii samo w sobie, wolała osobniki umiejące się o siebie zatroszczyć i znające choć trochę tajniki walki, nie zniosłaby natomiast towarzystwa nic nieumiejącego szczenięcia lub niepotrzebnego nikomu, a już zwłaszcza jej, uzdrowiciela. Szmaragdowooka wadera natomiast wadziłaby jej najmniej, choć ta pewnie myślała zupełnie odwrotnie - zdaje się, że wyobrażała sobie, że Naerys potrzebuje opieki, matrony, brakującego rodzica, których złotooka zdaje się nie posiadać. Ciekawe, czy ta wiedza zaskoczyłaby Melodię, gdyby Naerys zdecydowała się nią podzielić?
Słysząc odpowiedź Lokatt Naerys poczuła dreszczyk przygody, już szykując się na rzucenie okiem na nieznane, jakie czaiło się poza ich nowym domem, jakim była wysepka.
Jednocześnie do pyszczka napłynęła jej ślina, złotooka bowiem zdążyła już sobie wyobrazić te wszystkie zdobycze, jakie mógłby przynieść ze sobą powracający Keiran. Na myśl o miękkim, soczystym i wciąż wilgotnym od zwierzęcej krwi mięsie już teraz zrobiła się głodna, nie było bowiem nic bardziej krzepiącego od smaku ofiary w pysku. Doświadczenie to równać się mogło nawet z uczuciem, jakie towarzyszy dreszczykowi pojedynku z godnym przeciwnikiem. Naerys była młoda i walczyła dotąd głównie z rodzeństwem i rodzicami, więc nie było można mówić, że była w tej materii niesamowicie doświadczona, ale jej rodzina była według niej wspaniałym materiałem na nauczyciela. Nie potrafiła też teraz powiedzieć, co podoba jej się bardziej - walka, czy świeży, krzepiący posiłek.
- Nie traćmy więc czasu, chodźmy - powiedziała złotooka do Melodii, chcąc zarówno wyprostować łapy, poznać to, co kryje się w miejscach, gdzie jej łapki jeszcze nie stanęły, oraz, wróciwszy zmęczona, zatopić kły w zdobyczy jaką przyniesie im Keiran. Tak, ten dzień zapowiadał się wspaniale.
Biała odwróciła się na pięcie po czym opuściła wyspę, kierując się przed siebie, prowadząc niejako Melodię tam, gdzie złotooka sobie zamarzyła. Szmaragdowooka nie była przewodniczką, tylko niańką, opiekunem, czemu więc ona miałaby wskazywać kierunek marszu?

z.t. + Melodia

Wysepka na jeziorze

#18
Leżał tylko w jednym miejscu. Nie ruszał się z niego, tylko obserwował i słuchał przelotnych rozmów między towarzyszami stada. Z tych nudów, aż zmienił swoją postawę do leżenia, żeby urozmaicić sobie czas, przez który nic nie robi. Przewrócił się na grzbiet i zgiął łapy w łokciach i ślepo wpatrywać się w niebo , jak to chmury leniwie płyną po błękitnym niebem. Z tego co usłyszał to nowy człowiek do ich stada dołączył - nazywa się Drake. Widać było, a bardziej słychać, że słonecznikowy zna Drake'a i to, że można mu zaufać. Poczęści zignorował to, ale później zwróciła się do niego i Kreina Lokatt - przywódczyni, która zadała im obydwóm zadanie. Owe zadanie było takie, że on i towarzysz z stada mają pójść i coś upolować. Przyjął to zadanie poprzez lekko kiwnięcie łbem, bo jeszcze nie miał zamiaru wstawać i wyruszać na polowanie i jeszcze przyniesie tutaj upolowanej zwierzyny. Słuchał dalej co miało miejsce. Usłyszał, że Nearys wraz z Melodią mają się udać na zwidy. To było dobry pomysł dla młodej samicy, bo mogła czegoś nauczyć się przez ten czas. Ale wcześniej była mowa, że Nesrys miała sama pójść na zwiady, bo to była jej propozycja - czy coś w tym rodzaju, ale przywódczyni postąpiła inaczej, że razem z Nearys ma udać się Melodia. Gdy obydwie samice wyruszyły na zwiady, Izuki wstał, wyprostował się, jeszcze rozejrzał się po wyspie. I ruszył na polowanie. Na początku szedł za samicami tą ścieżką, która prowadziła z wysepki na stały lond. Od razu, gdy przeszedł przez podwodną ścieżkę i dostał się na stały lond ruszył w innym kierunku niż Nearys i Melodią oraz słonecznikowy wilk.

// z. t
Drak is everywhere...
Opowiadanie, premiera! - 11.11.15
Świat za portalem; część druga - 23.12.15
Trzecia część - 03.01.2016
Czwarta część - 20.01.16
Piąta część - 19.02.16
Część szósta - 24.03.16
Część siódma-01.06.16
Część ósma-04.08.16

Wysepka na jeziorze

#19
Dużo czasu minęło od jej ostatniej rozmowy z dwoma wilczycami.
Powód jej nieobecności był dość.. nietypowy jak na tamtą sytuację. W końcu umówiły się, że poszukają większej ilości wilków. Nie oszukujmy się jednak, Sen była wolniejsza od Lokatt i Naerys. Zwłaszcza, gdy zaczęło się w jej mięśniach odzywać zmęczenie długą podróżą. A i sama wilczyca czuła się niepewnie w nowym otoczeniu. Pozostawała coraz bardziej w tyle, przy okazji zwiedzając okolicę na własną łapę. Stare nawyki były zbyt silne, by tak od razu pozbyła się swojego samotniczego trybu życia.
W końcu nadgoniła zebrane wilki. Woń niesiona wiatrem poinformowała ją o odejściu Naerys w obecności nieznanej wilczycy. Doszły też do niej strzępki rozmów, nie wiedziała jednak, o co dokładnie chodzi.
Zbliżyła się do zebranych wilków starając się, by sierść na jej grzbiecie nie jeżyła się mimo lęku ukrytego gdzieś w jej głębi. Zdążyła już obdarzyć Lokatt początkowym zaufaniem i to właśnie ku niej zwróciła swój ślepy pysk, choć uczy zwrócone były w kierunku nieznanych jej osobników.
-Witajcie... Przepraszam za opóźnienie. Musiałam nad czymś się zastanowić. - Powiedziała z lekko zauważalnym wahaniem. Czuła, że jej wymówka jest trochę głupia, jednak nie zamierzała przyznawać się, że fizycznie nie jest tak sprawna jak pozostałe wilki. Nie po tak długiej podróży.


To be blind is not miserable; not to be able to bear blindness, that is miserable.
~*~*~
Zioła: Krwawnik x2, lulek czarny x4

Wysepka na jeziorze

#20
Pozostałe wilki poczęły się rozchodzić, by wykonać zlecone im wcześniej zadania. Bursztynowooka odprowadziła każdego oddalającego się wzrokiem póki nie zniknął jej z oczu, po czym jej łeb powoli opadł na wyciągnięte łapy. Bezczynność, połączona z ciepłem ogrzewających jej grzbiet promieni słonecznych, jak i zmęczenie długą wędrówką spowodowały, iż niedługo potem lśniące ślepia skryły się pod powiekami a oddech się wyrównał. Zapadła w sen.
Dane było jej drzemać stosunkowo długo, póki do jej uszu nie dobiegły odgłosy burzącego wodną toń drapieżnika. Drgnęła lekko, po czym powoli otworzyła oczy, które zaraz wbiła w zbliżającą się w jej stronę jasną sylwetkę znajomej wadery. Sen powróciła.
Ziewnęła kilkukrotnie i wstała ze swego legowiska, przeciągając się przy tym. Następnie przywołała na swe oblicze ten idealnie wyuczony, lekki, uprzejmy uśmiech i powolnym krokiem wyszła podrostkowi naprzeciw. Nie raczyła udzielić pozostałym na wyspie współbraciom jakichkolwiek wyjaśnień, ograniczyła się jednakże do rzucenia im kilku znaczących spojrzeń nakazującym pozostać w miejscu.
Zatrzymała się całkiem niedaleko młodej wadery, obrzucając ją uważnym spojrzeniem. Prezentowała się podobnie, jak ją zapamiętała, być może była jedynie odrobinę bardziej zmęczona podróżą. Czyżby podążała ich śladem cały ten czas...?
- Witaj, Śnie - rzuciła uprzejmie do podrostka. Uniosła lekko brew, słysząc jej wytłumaczenie, jednakże nijak tego nie skomentowała. Rozumiała, iż Konwaliowa wolała ukrywać swe upośledzenie przed obcymi. W końcu nierozsądnym by było przyznawać się do swych słabości. - Cieszę się, że nas odnalazłaś. Podążałaś naszym śladem przez cały tan czas?
Starała się, by jej zapewnienia brzmiały szczerze i nie zdradzały sprzecznych uczuć, jakie targały nią odkąd ujrzała Konwaliową ponownie. Jakaś część szarej, ta sama która po cichu miała nadzieję, iż albinoska zgubiła się w lesie i już nie wróci, teraz odczuwała niechęć i lekką irytację. Kolejny kaleka w stadzie, kolejny całkowicie niepotrzebny balast. Lecz równocześnie coraz głośniej w jej umyśle rozbrzmiewała myśl, iż przecież Sen dowiodła swej zaradności odnajdując ich. Stojąc tak z tym lekkim uśmiechem zdobiącym oblicze toczyła niewidoczną dla otaczających ją osobników wewnętrzną walkę, rozważała każdą możliwą opcję, zliczała wszystkie ich wady i zalety, by wreszcie dojść do jednego wniosku. Jej również nie mogła przegnać. Nie po tym, jak pozwoliła jej podążać za sobą tak długo. Być może było to wówczas błędem, lecz wiedziała, że teraz popełniłaby jeszcze większy, gdyby choć nie dała jej szansy.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron