Wysepka na jeziorze

#1
Źródło: aconant



Na jeziorze, które jest największym słodkowodnym zbiornikiem krainy, istnieje niewielka wysepka porośnieta gęsta roślinnością. Prowadzą do niej płytkie brody i mielizny, po których można się dostać na ten oddalony niezbyt daleko od głównego brzegu jeziora kawałek lądu. Miejsce to jest bezpieczne ze względu na odosobnienie, bowiem, aby dostać się na wysepkę istnieje zaledwie kilka sprawdzonych dróg, a wokół ponadto rozciąga się niezakłócony widok na taflę otaczającego ją jeziora.



Rośliny: melisa, nagietek, pokrzywa
Zwierzęta: perlica





Teren zajęty przez Szepczące Cienie

Wysepka na jeziorze

#2
Wataha udała się w drogę powrotną wzdłuż niewielkiej rzeczki, w stronę mijanego wcześniej przez nich jeziora. Droga długa nie była i niebawem oczom stada ponownie ukazała się rozległa, lśniąca tafla wody otoczona lasami i wilgotnymi łąkami. Lokatt zerknęła do tyłu, upewniwszy się, że wszyscy za nią podążają i nieco zwolniła kroku, ruszając wzdłuż brzegu akwenu, utkwiwszy brązowe ślepia w wysepce majaczącej wśród srebrzystych fal.
Przystanęła na tym brzegu, z którego na ów skrawek lądu było najbliżej i ponownie odwróciła łeb w stronę podążających jej śladem wilków.
- Zaczekajcie chwilę - rzuciła krótko. Następnie pochyliła łeb i ostrożnie weszła do wody, uważnie stawiając łapy, starając się wyczuć pod nią wszelkie nierówności, zakopane w mule, ostre kamienie mogące poranić łapy nieuważnych psowatych bądź też rozmaite doły czy zagłębienia. Przez dłuższy czas badała wodę, poszukując jak najbezpieczniejszej przeprawy, aż wreszcie takowy bród odnalazła. Wówczas najpierw sama przebyła drogę dzielącą stały ląd od wyspy, upewniwszy się, iż bez większego problemu będą w stanie się tam dostać. Rozejrzała się tam dość krótko, lecz zdołała zauważyć, iż sama wysepka jest dość duża, by nawet i więcej wilków spokojnie było w stanie się tu pomieścić, a pod korzeniami starszych drzew oraz niektórymi większymi skałami odkryła z zadowoleniem spore jamy, które przy odrobinie pracy mogłyby zmienić się w całkiem przyjemne schronienie. Zadowolona, ruszyła w drogę powrotną ku czekającym na brzegu wilkom.
- Na wyspie jest dużo miejsca, widziałam też jamy mogące skutecznie chronić przed zimnem i wiatrem - oznajmiła z lekkim, zadowolonym z siebie uśmiechem zdobiącym jej oblicze. - Z pewnością jest to miejsce bezpieczne i nie dla każdego dostępne, bowiem niektóre drogi są zdradliwe. O ile my będziemy znali wszystkie możliwe przeprawy o tyle obcy będą mieć problem, by się tam dostać. O ile w ogóle komukolwiek wpadnie do głowy, by szukać nas na wyspie - po tych słowach uśmiechnęła się nieco szerzej, ponownie spoglądając na wilki w oczekiwaniu na ich reakcję. Ewentualnych uwag wysłuchała, po czym zadzierając łeb nieco wyżej ponownie zabrała głos. - Chodźmy.
Ruszyła ponownie, tym razem powoli, by każdy z wilków mógł nadążyć i wiedział, gdzie stawiać łapy. Przeprawa jednakże mimo tego zajęła jedynie chwilę. Gdy już stanęli na stałym lądzie otrząsnęła się z nadmiaru wody, po czym skierowała swe kroki na jeden z płaskich, nagrzanych nieco słońcem kamieni i tam zasiadła, ponownie dając watasze chwilę, by się rozejrzeć i naznaczyć teren swym zapachem. Była wyraźnie zadowolona i dumna ze swego pomysłu, z jej oblicza nawet już nie znikał ten lekki uśmiech. Obserwowała jednakże uważnie członków stada, dając im jednakże chwilę dla siebie, oczekując na ich opinie czy pomysły.

Wysepka na jeziorze

#3
Podążał za waderą, rozglądając się co kroku z zaciekawieniem, zastanawiając się, co też wpadło jej do głowy. Z każdym krokiem czuł rosnącą ekscytację, jak i lekkie zniecierpliwienie. Nie był pewien, czego oczekiwał, lecz chciał wreszcie dotrzeć na miejsce i przekonać się na własne oczy, jaki będzie ich nowy dom. Ten zadowolony uśmiech, jaki pojawił się na pysku Lokatt gdy ta kazała im wyruszyć był dla niego obietnicą czegoś niezwykłego. Gdzieś tam w duchu spodziewał się czegoś ciekawszego niż zwykła wilcza nora w jakimś gęstym lesie.
Gdy ta kazała im się zatrzymać na brzegu uczynił to, spoglądając jednakże na nią pytająco, nie za bardzo rozumiejąc, dlaczego. Rozejrzał się dookoła. Zwykły, goły brzeg jeziora, trochę piasku, skał i zarośli. Nic ciekawego. Dlaczego przywódczyni kazała im się tutaj zatrzymać? Chyba nie zamierzała uczynić ich schronieniem takiego otwartego obszaru, nie dającego w żaden sposób schronienia, prawda? To byłoby niedorzeczne nawet dla niego, niedoświadczonego młodzieńca.
Przez chwilę obserwował ruchy samicy, która zdecydowała się wejść do wody. Początkowo przeszło mu przez myśl, że poluje na ryby, lecz nie. Ani razu nie zanurzyła pyska, za to ostrożnie posuwała się naprzód, uważnie badając łapami podłoże, oddalając się od nich coraz bardziej. Keiran przechylił nieco łeb, przyglądając się jej poczynaniom z wyraźnym zaciekawieniem, lecz nie rozumiejąc jej zachowania ani trochę. Kiedy skierowała się na wyspę, odwrócił od niej głowę, by posłać pozostałym wilkom pytające spojrzenie, zatrzymując się chwilę na Melodii.
Powód jej działania pojął dopiero, gdy samica wróciła do nich do nich tą samą drogą i wypowiedziała kolejne słowa. Zamrugał kilkukrotnie, uchylając na chwilę pysk w zdumieniu i przypatrując się jej szeroko rozwartymi ślepiami, po czym na jego obliczu zajaśniał szeroki uśmiech a ogon przeciął kilkukrotnie powietrze.
- To brzmi całkiem nieźle - przyznał, skinąwszy jej łbem z uznaniem. On sam nigdy by nie wpadł na to, by osiedlić się na wyspie! Przyznał sobie w duchu, iż naprawdę dobrym pomysłem było przyłączenie się do niej.
Następnie ruszył za nią, rozglądając się dookoła. Początkowo kilkukrotnie nawet próbował i zboczyć z wyznaczonej ścieżki, lecz po natrafieniu łapą na jakiś dół bądź ostry kamień zrezygnował. Zamiast tego co chwilę odwracał łeb by przekonać się, czy nikt z pozostałych członków stada nie potrzebuje pomocy.
Doszli na miejsce i Lokatt znów zasiadła gdzieś z boku, dając im chwilę na rozejrzenie się. Znów instynktownie wiedział, co robić. Począł krążyć po każdym zakamarku, zaglądając wszędzie, gdzie był w stanie, dbając o pozostawienie licznych śladów zapachowych. Przy okazji zajrzał do kilku jam, na jakie natrafił, natknął się na kilka roślin, o których swego czasu uczyła go Stokrotka a nawet i ujrzał ślady perlicy.
Gdy skończył, wrócił do pozostałych członków stada, przysiadając gdzieś z boku i kierując wzrok na szarą samicę.

Wysepka na jeziorze

#4
Idąc posłusznie za Lokatt Złotooka rozglądała się z zaciekawieniem po okolicy. Okazało się, że podążyli w kierunku potoku, skutecznie ukrytego wśród licznych drzew. Idąc głębiej wzdłuż cieku okazało się, że ten rozszerza się, miejscami widoczne były łachy i mielizny. Nie minęło dużo czasu aż ujrzeli otoczoną ze wszystkich stron rzeką wyspę, jakby oblaną naturalną fosą chroniącą ich przed niechcianymi gośćmi. Złotooka zamerdała ogonem widocznie zadowolona z tego widoku, było to bowiem miejsce idealne do zamieszkania, trudne do przeprawy dla kogoś z zewnątrz, oraz nietrudne do obrony. O ile będą pamiętać o bezpiecznych przeprawach lub czujnie obserwować działania rzeki będą najzupełniej bezpieczni, dopóki nie wejdą w zdradliwe muły.
Idąc dalej za samicą i innymi weszła powoli do wody odnajdując bród, którym mogliby przejść na wyspę. Jej białe futerko zamoczyło się wchłaniając wodę oraz nieco zabrudziło błotem i piaskiem, ale nie stanowiło to problemu - po pierwsze mała nie bała się brudu, po drugie w razie czego bez problemu wyliże swoją pokrywę włosową albo się zwyczajnie wykąpie.
- To cudowne miejsce - Mała aż podniosła nieświadomie głos, kiedy znaleźli się już na miejscu i mogli bez przeszkód podziwiać to, co zastali na wysepce. Owszem, miejsce to powinno dla ich zgrai wystarczyć, a gęste zarośla sugerowały, że może się tu też kryć zwierzyna. - Zostaniemy tu? - zapytała i spojrzała na Lokatt, oczekując odpowiedzi. Jeśli wadera uzna, że tak, powinni oznaczyć to miejsce swoją wonią.

Wysepka na jeziorze

#5
Szedł z całą grupą innych wilków, ale tym razem na końcu. Gdy dotarli na miejsce, Lokatt kazała się im zatrzymać, niby po co, żeby tylko przedłużać kolejne przemieszczanie się z miejsca na miejsce? Bez sens. Chciał już coś powiedzieć na temat nagłego zatrzymania się, ale wyszedł z kolumny i podszedł trochę bliżej, żeby zobaczyć co jest grane, to zobaczyć, że szara samica przechodzi przez wodę na jakąś wyspę, która znajdowała się na środku ów jeziora. Nie miał pojęcia dlaczego ona tak robi. W jego głowie kłębiło się wiele myśli negatywnych, które dominowały nad umysłem czarnego.
Jak Lokatt wróciła z wyspy i oznajmiła pozostałym swoje parę zdań, lekko zdziwił się, że to miejsce prawdopodobnie wezmą na swój teren. Wykonał ruch, mający znaczyć wzruszenie ramionami, gdy wszyscy z obecnych mieli przejść przez jezioro, prosto na wyspę. Szedł za pozostałymi. Nawet nie śniło mu się,żeby zejść z wydrążonej w dnie ścieżki.
Jako ostatni kolumny dotarł na wyspę od razu otrzepał z swojego czarnego futra wodę, która wsiąknęła z jego futra i troch błota, które przykleiło się pod czas przeprawiania się na wyspę. Po zrobienia swojego poszedł rozejrzeć się po terenie, żeby trochę swoich zapachów zostawić. Po tym wrócił do pozostałych i usiadł wygodnie nieopodal Naerys.
Drak is everywhere...
Opowiadanie, premiera! - 11.11.15
Świat za portalem; część druga - 23.12.15
Trzecia część - 03.01.2016
Czwarta część - 20.01.16
Piąta część - 19.02.16
Część szósta - 24.03.16
Część siódma-01.06.16
Część ósma-04.08.16

Wysepka na jeziorze

#6
Ciekawa grupa. Podążając za Keiranem i Melodią, niespodziewanie przyłączyli się do wilków, których zapach czuli. Jak się okazało, były to dwie wadery oraz samiec. Drake nie był do końca pewien jak powinien się zachować w tej grupie. Postanowił kręcić się w pobliżu, w jako swoisty zwiadowca. Gdy doszli do wysepki na wyspie, w przeciwieństwie do innych Drake nie zostawiał śladów. Przemykał pośród drzew, badając teren. Wolał znać możliwości obronne watahy. Nigdy nic nie wiadomo, a on wolał być przygotowany. Przemykał między drzewami niczym brązowy duch. Tylko jego oczy rzucały się we wszystkie strony. Gdy zrobił pełen obchód wokół jeziora, stanął po drugiej stronie brodu. Planował tam zostać i pilnować. Poza tym musiał sobie to wszystko uporządkować w głowie.

Wysepka na jeziorze

#7
Przez jakiś czas siedziała nieruchomo, milcząc i pozwalając pozostałym się rozejrzeć, samej będąc pogrążoną w myślach. Znów planowała, zastanawiała się, starała się przewidzieć przyszłe problemy i zawczasu pomyśleć nad ich rozwiązaniami. Jednocześnie obserwowała uważnie krążące dookoła osobniki, starając się wyczytać z wyrazów pysków ich myśli. Wydawali się zadowoleni z podjętej przez nią decyzji o zadomowieniu się na wysepce, co w jak największym stopniu jej odpowiadało. Nikt nie protestował, nie skarżył się - idealnie. Grunt to utrzymać taki stan rzeczy jak najdłużej.
Wkrótce jednak wilki zaprzestały oględzin okolicy i zatrzymały się w pobliżu, najwyraźniej czekając na jej następne słowa. Po rozejrzeniu się chwilę dookoła, nie dostrzegła nigdzie Melodii i Ven, miała jednak nadzieję, że coś po prostu zatrzymało wadery po drodze i wkrótce do nich dołączą. Lekko zmarszczyła jasne brwi, niezbyt zadowolona że zostały w tyle. Szczerze wolałaby, gdyby całe stado trzymało się teraz razem ale teraz nie mogła nijak temu zaradzić. Nie miała zamiaru na własną łapę szukać zagubionych, ani też prawdopodobnie nawet ich nie skarci, gdy dołączą już do grupy. Jeszcze zdecydowanie na to nie pora. Oczywiście, zupełnie inna sprawa gdyby postanowiły już nie wracać...
Nagle dostrzegła trzymającego się nieco na uboczu wilka, którego wcześniej nie spostrzegła. Oblicze przyjęło na chwilę nieco surowszy wyraz. Musiał podążać za nimi, a ona tego nie zauważyła. Zbeształa się w duchu za nieostrożność. Równie dobrze mógł to być zwiadowca jakiejś obcej watahy. Lecz ów wilk z pewnością nim nie był, bowiem w takim przypadku raczej pozostałby w ukryciu a nie ot tak jawnie się do nich zbliżał.
Nie miała pojęcia dlaczego za nimi podążał, jednakże była pewna jednego. Mogli go teraz przepędzić, lecz to wiązałoby się z ryzykiem, bowiem widział już gdzie się zatrzymali i mógł zapamiętać którędy dostali się na wyspę. Takie informacje mogą być niebezpieczne, jeżeli dotarłyby do obcych uszu.
Takie informacje powinny pozostać wewnątrz stada...
Podjąwszy w duchu decyzję odwróciła na chwilę spojrzenie od brązowego i powiodła nim po zgromadzonych. Wstała, przeciągając się przy tym ponownie, po czym zwinnie zeskoczyła ze skałki, na której do tej pory leżała, ruszając w kierunku watahy nieśpiesznym, lecz pewnym siebie krokiem, z uniesionym wysoko nad zadem ogonem. Zatrzymała się pośrodku tak, by każdy mógł ją dokładnie widzieć i jeszcze raz powiodła wzrokiem po zebranych, zanim zdecydowała się zabrać głos.
- Ta oto wyspa będzie od dzisiaj naszym domem - oznajmiła, tym samym odpowiadając na pytanie Naerys. - Wody pod dostatkiem, miejsca wystarczająco, zwierzyna pod nosem. Tak długo, jak wszelkie bezpieczne przeprawy pozostaną znaną jedynie nam tajemnicą pozostaniemy bezpieczni - urwała na chwilę, pozwalając bursztynowym ślepiom ukryć się na krótki moment pod powiekami, dając tym samym członkom watahy czas na ewentualne wyrażenie swojej opinii. Jej głos brzmiał spokojnie i choć nie wyrażał większych emocji wciąż daleko mu było od tamtego lodowatego tonu, jakim posłużyła się podczas rozmowy nad wodospadem.
Bursztynowe soczewki znów ujrzały światło dzienne, po czym wkrótce po tym napotkały sylwetkę nieznajomego basiora. Czoło zmarszczyło się nieznacznie, futro na karku uniosło odrobinę. - Bądźcie czujni. I czekajcie na mój znak - rzuciła, momentalnie zmieniając ton głosu na odrobinę chłodniejszy. Następnie bez cieniu lęku, tak samo nieśpieszny, pewnym siebie krokiem ruszyła w stronę wilka.
Zatrzymała się niedaleko brązowego, unosząc kitę nieco wyżej i mrużąc ślepia obrzuciła go badawczym spojrzeniem. Nie bała się podejść stosunkowo blisko, gdyby ten zechciał zaatakować reszta stada przyszłaby jej z pomocą. Była pewna, że obcy jest również tego świadomy.
- Witaj - odezwała się, tym razem nieco chłodno. - Nie jestem pewna, jak długo za nami podążałeś ani czy jesteś świadom tego, że wkroczyłeś na nasz teren. Moglibyśmy cię przepędzić, jednak... Nie sądzę, by było to konieczne - urwała, podchodząc nieco bliżej i wbijając wzrok prosto w oczy basiora. - Z pewnością też pragniesz bezpiecznego schronienia a ja mogłabym ci takowe zapewnić, pod jednym tylko warunkiem. Przyłączysz się do naszego stada. Zapewniam, że nie wymagam więcej niż to konieczne w zamian za bezpieczeństwo i pełen brzuch. Jedynie lojalności wobec mnie i całego stada.
Umilkła, patrząc na niego wyczekująco. Miała nadzieję, że wyrazi zgodę, w kocu każdy dodatkowy członek stada był na miarę złota. Zresztą, naprawdę by nie chciała aby osobnik, który już poznał drogę do ich domu opuścił te ziemie.

Wysepka na jeziorze

#8
Siedział w ciszy, która dla owego samca, była obecnie idealna, żeby zebrać wszystkie swoje myśli i nad niektórymi dłużej podumać, niż zwykle. Wreszcie zatrzymali się w jakimś sensownym miejscu. Bo to co działo się wcześniej, było dla czarnookiego czymś w rodzaju przewodnictwem, że Lokatt znajoma Naerys, którą poznał na terenach Mierzei. Początkowo rozmawiała z jakimś czarnym samcem, który nagle ulotnił się nie wiadomo dokąd, ani w jakim kierunku. Było mu to obojętne, że było widać gołym okiem wtedy, że tamten wolał zostać sam i w żadnym towarzystwie - innych wilków nie chciał zastać.
Przez ten czas, gdy Lokatt zajęła sobie miejsce na wyższym kamieniu z pozostałych, które znajdowały się na wysepce. W między czasie grzebał pazurem w glebie, żeby zbytnio nie nudzić się - to było dla niego najgorsze " nuda..." Podniósł wzrok do góry, żeby wiedzieć co dzieje się, wtem usłyszał po raz kolejne słowa szarej, która wypowiedziała a za razem odpowiedziała na pytanie złotookiej, które zostało zadane. Odwrócił łeb w stronę jakiegoś brązowego samca, który jak duch tu zjawił się, nie chciał walczyć. Nie miał takiej ochoty, ani potrzeby, żeby z jakimś nieznajomym zaczynać walkę - bezsensowną walkę. Po prostu patrzył na niego nieustannie, a później zaś na poczynania Lokatt, która uważała się za przywódczynię tej watahy, to prawda, że to ona zebrała innych i przekonała ich do siebie oraz do tego, że mogą stworzyć watahę. To innych ( owych zebranych ) bardzo przekonało... Izukiego też, ale nie chciał wyrażać swojej opinii z takiej świadomości, że oprócz Lokatt i Nearys nikogo więcej z zna. Wolałby poznać pozostałych członków założonej watahy, a później wyrażać swoje opinie.
Drak is everywhere...
Opowiadanie, premiera! - 11.11.15
Świat za portalem; część druga - 23.12.15
Trzecia część - 03.01.2016
Czwarta część - 20.01.16
Piąta część - 19.02.16
Część szósta - 24.03.16
Część siódma-01.06.16
Część ósma-04.08.16

Wysepka na jeziorze

#9
Keiranowi zaczęło nieco nudzić się siedzenie w miejscu, zwłaszcza, że zdążył już zgłodnieć. Wstał więc i ponownie zaczął krążyć po okolicy, zaglądając we wszystkie dziury i uważnie węsząc, jakby mając nadzieję na natknięcie się na trop zwierzyny. Niestety, żadne z pozostawionych w okolicy, ptasich śladów nie były świeże, a i samych osobników nigdzie nie widział. Westchnął więc ciężko i skierował się w stronę brzegu jeziora, licząc przynajmniej na złapanie kilku rybek. Nie był to wymarzony posiłek, z pewnością by wolał coś bardziej sytego, lecz nie chciał się teraz samowolnie oddalać, kiedy Lokatt z pewnością miała im coś do powiedzenia.
Zbliżył się do jeziora i nawet już pochylał łeb, starając się wypatrzeć w migotliwej toni sylwetkę ryby, lecz wówczas jego uwagę przykuło coś innego. Ujrzał na brzegu innego basiora, w którym rozpoznał Drake'a. Ucieszył się. Już się obawiał, że brązowy zabłądził gdzieś po drodze i już go nie zobaczą. Ale na szczęście było inaczej. Prawdopodobnie od samego początku podążał za nimi.
Na obliczu Keirana zajaśniał szeroki uśmiech a ogon kilkukrotnie przeciął powietrze. Już chciał ruszyć się z miejsca i podążyć w jego stronę, lecz Lokatt go uprzedziła. Uśmiech nieco przygasł, a oczy powędrowały w ślad za Lokatt, obserwując każdy ruch samicy.
- To Drake, podróżował ze mną i Melodią. Można mu ufać - oznajmił, choć nie był pewien, czy szara go dosłyszała. Co prawda znał Drake'a dość krótko, lecz już był gotowy mu zaufać. Przecież nie miał powodu, by tego nie robić, prawda?
Pragnął, by i Drake znalazł swoje miejsce w tym bezpiecznym domu, do którego zaprowadziła ich Lokatt. Był szczęśliwy, wiedząc, że ma gdzie wrócić i pragnął, by brązowy też zaznał tego szczęścia. Chciał, by każdy z obecnych je znalazł.

Wysepka na jeziorze

#10
Naerys uważnie obserwowała znajdujące się niedaleko niej wilki. Nie uszło jej uwadze przybycie Drake'a, ale pozwoliła Lokatt zareagować jako pierwszej - w końcu była Alfą, jej zdanie liczyło się najbardziej i od jej opinii zależało to, co stanie się z obcym. Wysłuchała jej propozycji i ucieszył ją fakt, że przewodniczka dopuszcza możliwość jego dołączenia do grupy. Im ich więcej tym lepiej, większa grupa jest bezpieczniejsza i ma mniejsze szanse na stanie się celem ataku innej watahy czy grupki podróżujących razem samotników. Bezpieczeństwo było dla nich obecnie priorytetem.
Kiedy usłyszała słowa Keirana, stwierdziła, że Drake ma jeszcze większe szanse na zostanie członkiem ich stada - w końcu ktoś za niego poświadczył, nawet dwa wilki, a to już stanowiło argument na przyjęcie go w ich szeregi. Tylko czy sam Drake będzie zainteresowany? Z drugiej strony, czy Lokatt pozwoliłaby mu odejść ot tak, gdyby nie zechciał być częścią ich grupy i dotrzymać słowa, że nie wyjawi innym miejsca ich zamieszkiwania? Na to nie było gwarancji, mogli tylko domyślać się, zgadywać, zakładać.
W końcu zdecydowała się zabrać głos.
- Och, byłoby wspaniale, gdyby z nami został. - Drake nie wyglądał ani na nazbyt silnego, ani szybkiego, ale też nie wyglądał źle. Prezentował się jak normalny, zdrowy wilk. Ważne, że nie miał cech świadczących o słabości. - Skoro oni go znają i mu zaufali, może i nam to nie zaszkodzi?
Kiedy skończyła mówić spojrzała na Lokatt, wyczekując jej odpowiedzi. W tym czasie do głowy zdążył wpaść Złotookiej nowy pomysł - Może zrobiłabym zwiad i zobaczyła, czy w okolicy ktoś jeszcze mieszka?

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron