Zejście do wodopoju

#1
Źródło: Wikipedia



W okolicy jeziora położonego w sercu gęstego lasu znajduje się równinny teren, z którego korzysta większość zwierząt chcących zaspokoić swe pragnienie. Miejsce to jest nachylone pod lekkim kątem, brzeg nie jest mulisty, jak to bywa w innych partiach tego akwenu, a grunt jest wydeptany przez niezliczone kopyta i łapy zwierząt przychodzących skorzystać z wodopoju. W okolicy nietrudno wytropić nawet całe grupy kopytnych stworzeń, które upodobały sobie to otoczenie.



Rośliny: krwawnik, nagietek, tatarak zwyczajny
Zwierzęta: jeleń, sarna

Zejście do wodopoju

#2
Im bardziej zagłębiali się w tereny porośnięte leśną roślinnością, tym ślady drobnej, śnieżnobiałej waderki szybko znikały, rozmywały się. Gałązki krzewinek uspokajały się, wonie ulatniały, mieszając się z obecną w pobliżu fauną. Głowa Melodii obracała się we wszystkie strony, pozwalając zdrowemu oku na obserwacje okolicy, ale jednocześnie utrudniając koncentracje i płynne poruszanie się. Zdarzyło jej się potknąć o wystający korzeń, tracąc na moment równowagę, lecz szybko powracała do wcześniejszego rytmu. Ostre, gołe gałęzie rozcięły w kilku miejscach jej delikatną, naznaczoną wieloma bliznami skórę, ale ona nie syknęła, nie zmarszczyła nosa, a nawet nie przymknęła powiek. Nie dawała po sobie poznać, że zraniła się i odczuwa nieprzyjemne pieczenie. Po prostu biegła przed siebie, bez żadnych wskazówek, bez kierunkowskazów, z każdym pokonanym metrem tracąc nadzieje na odnalezienie malutkiej...
Opuściwszy gęsto zalesione ziemie, poczuła dziwaczny zastrzyk energii, jakby jej własne ciało próbowało dodać Zapomnianej otuchy. Na otwartej przestrzeni była w stanie dojrzeć majaczący w oddali jasny punkcik, co niezwykle pokrzepiło zmartwioną, zrezygnowaną wilczycę. Wytężyła więc wzrok, uprzednio zwolniwszy kroku. Podczas miarowego truchtu, szmaragdy skrzętnie omiatały równinę, nie pozostawiając żadnej roślinki, żadnego zwierzęcia dłużnym. Wraz z upływającymi sekundami, a następnie minutami zapał czarnej malał, by zniknąć zupełnie po przymusowym postoju przed rozciągającym się na wiele kilometrów brzegiem jeziora. Zgromadzone do tej pory litry powietrza poczęły ze świstem opuszczać płuca, a tylna część ciała C’Antilane bezwładnie opadła na ziemie, uderzając zadem o twarde, kamieniste podłoże. Kamyczki, a właściwie tylko jeden, spoglądał na nieodgadniony punkt w oddali, gdzieś nad taflą wody wypełniającą zbiornik.
- Nie umiem nawet zaopiekować się szczeniakiem... - Wyszeptała po dłuższej chwili milczenia. Pozwoliła sobie na dłuższą przerwę przed kolejną wypowiedzią. - To wszystko przez to oko. - Kontynuowała, ale w głosie zielonookiej można było dosłyszeć nutę złości, w dziwaczny sposób połączoną z żalem. - Nie chciałam tego. Czemu mi to zrobili? - Zapytała, a ton wypowiedzi ponownie uległ zmianie, tym razem płynnie przechodząc do smutku. Nie płakała, nie poruszyła się, nie spojrzała na towarzyszącego jej Keirana. Nie chciała, by musiał oglądać szkaradną część pyska.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Zejście do wodopoju

#3
Już od początku pozostał nieco w tyle, a później gęstniejąca roślinność dodatkowo jeszcze spowolniła jasnofutrego basiora, którego pokaźne rozmiary dość skutecznie utrudniały przedzieranie się przez krzaki. Starał się jednak, ile mógł, by dotrzymać Zapomnianej kroku, rozglądając się jednocześnie dookoła w nadziei, że zdoła ujrzeć Vasiję w pobliżu. Jednakże nigdzie nie dostrzegł ani śladu szczenięcia. Zdawać by się mogło, iż zniknęła na dobre, zapadła pod ziemię, czy rozpłynęła w powietrzu, jakby była bardziej duchem niż żywym wilkiem. Przez ułamek sekundy w umyśle Keirana nawet zaświtała naiwna myśl, że to mogłaby być nawet i prawda. W końcu, skoro w tej dziwnej krainie kamienie ot tak odrywały się od ziemi by potańczyć sobie w przestworzach to i może duchy krążyły po jej zakamarkach?
Odpędziwszy od siebie te dziwne myśli i na dobre godząc ze świadomością, że młodej już raczej nie znajdą, skupił się na dogonieniu swej towarzyszki, która parła przed siebie, od dłuższego czasu nawet i na niego nie patrząc.
Udało mu się to wreszcie po upływie może z kilku minut, gdy C’Antilane wyraźnie zrezygnowana usiadła wreszcie nad brzegiem jeziora.
Zatrzymał się na chwilę, pozwalając sobie na rozejrzenie się wokół i odetchnięcie, lecz słowa wypowiedziane krótko potem przez waderę szybko skłoniły go do ponownego utkwienia w niej wzroku. Były tak przepełnione żalem, że i jemu się on udzielił, co w mgnieniu oka odbiło się na obliczu Słonecznika. Złociste oczy jakby przygasły, tańczące w nich promienie słońca zamarły, uszy skuliły się, chowając w sierści pokrywającej kark, a ogon zwiesił się żałośnie. Westchnąwszy ciężko powoli zbliżył się do wadery, trąciwszy ją lekko nosem w bok, jakby chciał dodać jej otuchy, a następnie usiadł obok, również przenosząc wzrok na nieruchome wody jeziora.
- To nie jest twoja wina... - mruknął cicho, nie wiedząc za bardzo, co więcej powiedzieć. Chyba po raz pierwszy w życiu zabrakło mu słów, mimo, że bardzo chciał Melodię jakoś pocieszyć. Nie rozumiał, dlaczego ktokolwiek miałby ją skrzywdzić, naznaczając jej oblicze paskudnymi bliznami i na trwałe okaleczając. Jako, iż nigdy nie przekonał się na własnej skórze, jak niektóre wilki potrafią być okrutne nie był w stanie tego pojąć. Zupełnie obce mu były uczucia takie, jak zazdrość czy nienawiść.
Westchnął ponownie, po czym przeniósł wzrok na Melodię.
- Nie mam pojęcia, dlaczego cię skrzywdzili. Nie zasługujesz na taki los. Ale... Sądzę, że powinnaś zostawić przeszłość za sobą. Czasami to jedyne rozwiązanie... - urwał, patrząc ponownie w stronę połyskujących fal, po czym nagle zwiesił łeb. -Wiesz, gdybym ja tego nie zrobił... Pewnie do tej pory umarłbym z głodu w opuszczonej norze. - wymamrotał, zerkając na nią kątem oka.

Zejście do wodopoju

#4
Odbijające się nad rzeką echa rozmowy dwóch wilków niosły się nad płynącą, szemrzącą wodą. Jakże to odmienne i niespotykane dotąd dźwięki, w świecie, gdzie jak dotąd napotkać było można jedynie roślinożerców i drobne zwierzątka. Nic dziwnego, że szybko zwabiły tam stadko ciekawskich wron. Ptaki lawirowały chyżo pomiędzy gałęziami, szeleszcząc swoimi pokrytymi pierzem skrzydłami. W końcu usiadły na gałęzi drzewa rosnącego nieopodal zajętych sobą Melodii i Keirana. Jedna z wron, o dość niespotykanym ubarwieniu, przyglądała się im ze szczególną uwagą. Jej korpus, w odróżnieniu od szarawych towarzyszek, był biały, a reszcie piór było bliżej ciemnej szarości niż zwykle cechującej jej gatunek głębokiej czerni. Oczka odcinały się na tle piór jak dwa czarne, lśniące paciorki.
Ptak wydał z siebie głośny wroni krzyk, a zaraz po tym dołączyła do niego reszta sejmiku, odzywając się raz po raz, niemalże przedrzeźniając dwa drapieżniki.
Jasna wrona zdecydowała się nawet podlecieć bliżej, lądując na ziemi kilkanaście metrów od wilków i przekręcając z zaciekawieniem łebek.

Zejście do wodopoju

#5
Czując dotyk Słonecznika ciało C’Antilane drgnęło, ale nie wykonało kolejno żadnego innego ruchu. Samica nie odsunęła się; potrzebowała teraz wsparcia ze strony innego osobnika, a empatyczny Keiran nadawał się do tego idealnie. Wysłuchała w ciszy wypowiadanych przez niego słów, pozwalając przyjemnemu, niskiemu głosowi pieścić wnętrza trójkątnych uszu, po czym skryła dwoje szmaragdów pod ciemnymi powiekami. Usiłujące wyrwać się z piersi serce poczęło zwalniać, pozwalając wilczycy na uspokojenie oddechu i ponowne włączenie trzeźwego myślenia. Kotłujące się, kipiące, demolujące delikatny umysł wspomnienia oraz koszmary powoli słabły, rozmywały się, ulatniały. Podczas obustronnego milczenia, Melodia dziękowała w duchu za zesłanie na jej drogę tego przemiłego basiora, który potrafił poprawić humor nawet największemu smutasowi. Kamyczki znów ujrzały światło dzienne, a towarzyszył temu hipnotyzujący błysk, który rozświetlił tęczówkę zdrowego oka - tego, które w tej chwili mógł widzieć biszkoptowy. - Nie uważasz mnie za szkaradną? - Powiedziała dość niespodziewanie, ale jednocześnie cichutko, niepewnie, wciąż nie odrywając spojrzenia od przypadkowego punktu znajdującego się gdzieś na linii horyzontu. Wbrew nieprzyjemnemu wydźwiękowi pytania, w głosie Zapomnianej słychać było nadzieję, ale gdzieś głębiej wciąż majaczyła słaba nutka przerażenia, obawy przed odrzuceniem.
Statyczna dotąd postać Oszpeconej poruszyła się, gdy skrzeki pobliskiego stadka wron niebywale nabrały na sile, całkowicie uniemożliwiając prowadzenie jakiejkolwiek konwersacji. Naznaczony bliznami pysk skierował się ku źródłowi hałasów, zmuszając resztę ciała hebanowej do podążania za nim. Zielone ślepia uczepiły się gromadki ptaków, ze szczególną uwagą przyglądając się jednemu krzykaczowi, który postanowił się do nich zbliżyć.
- Biała wrona. - Wyszeptała, po uprzednim potwierdzeniu u towarzysza zaufania do swoich własnych oczu. - Nie jest albinosem. - Mówiła dalej, tym samym, spokojnym tonem. - Patrzy na nas... Myślisz, że ucieknie, jeśli go przegonimy? - Zastanawiała się, ale sama nie zdecydowała się poczynić kroków w celu rozwikłania postawionego przez siebie problemu.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Zejście do wodopoju

#6
Słysząc pytanie wadery drgnął lekko, po czym jego czarne wargi wygięły się w lekkim uśmiechu, trójkątne uszy na powrót wróciły na swe prawowite miejsce a ogon poruszył się, szurając powoli po podłożu. Uniósł ponownie łeb, tym razem kierując wzrok bezpośrednio na Melodię. Miniaturowe słońca wciąż pozostawały nieco przygasłe, lecz jednocześnie jakby rozświetlone od środka nie tyle gorącym, co ciepłym, przyjemnym blaskiem.
- Blizny nie mają dla mnie większego znaczenia. Ot, smutna pamiątka po przeszłości, o którą nikt nigdy się nie prosił. To osobowość czyni nas wyjątkowymi. - oznajmił po chwili, nieświadomie ponownie powtarzając część słów wypowiedzianych niegdyś przez jego opiekunkę. Właściwie to większość jego wypowiedzi była dalekim echem słów wypowiedzianych niegdyś przez tę obdarzoną dobrym sercem, lecz niesprawiedliwie potraktowaną przez okrutny los waderę, która przez pierwsze miesiące życia sprawowała nad nim pieczę. Gdyby nie ona, Keiran z pewnością nie byłby tym samym wilkiem, jakim był teraz... O ile w ogóle udałoby mu się przeżyć samotnie, co było raczej wątpliwe.
Zaczerpnął powietrza, jakby chciał coś jeszcze dodać, lecz wówczas usłyszał wołanie wrony. Najpierw pojedynczej, lecz wkrótce dołączyły do niego kolejne ptaki, wypełniając okolicę nieprzyjemnym krakaniem. Na obliczu Keirana pojawił się grymas niezadowolenia, a uszy skierowały się na boki, podczas, gdy w sercu zrodziła się irytacja pomieszana nieco z niejasnym niepokojem. Nie miał pojęcia co mogłoby skłonić ptaki do uczynienia takiego hałasu. Mógłby uznać, że spłoszyła je ich rozmowa, lecz wrony zamiast odlecieć wręcz przeciwnie, wydawały się zbliżać.
Powiódł wzrokiem w kierunku, w którym odwróciła swą głowę Melodia i utkwił spojrzenie w dziwacznie ubarwionym osobniku, przekrzywiając nieco głowę niczym zaciekawiony szczeniak.
- Biała wrona... To dziwne. - mruknął, nie spuszczając wzroku z osobliwego ptaka. Przez dobrą chwilę tkwił w miejscu słuchając wypowiedzianych przez nią słów, lecz słysząc ostatnią jej uwagę postanowił spróbować wprowadzić to w życie, bowiem nieustanne krakanie zaczęło poważnie grać mu na nerwach. Zerwał się na równe łapy i skoczył do przodu w kierunku białego ptaka, kłapiąc nań szczękami, mając nadzieję na to, iż to wystarczy do przepłoszenia hałaśliwego intruza.

Zejście do wodopoju

#7
Kiedy Keiran ruszył w stronę białej wrony, a jego kły rozbłysły na tle jego sierści, sejmik jakby ucichł, wypełniając las donośną, niemalże nieznośną ciszą. Paciorkowate oczka zwykłych wron wbiły się w sylwetkę wilka, a w ich stalowych objęciach można było wyczuć niezadowolenie, ale też i wyraźne zaskoczenie, a może i nawet szok, z racji ruchu, jaki postanowił wykonać wilk. Widać było jak na dłoni, że ptaki najwyraźniej po raz pierwszy były świadkami ataku ze strony innego zwierzęcia. Nic dziwnego, przecież w Konkordii od lat nie było żadnych drapieżników.
Jasna wrona tymczasem rozłożyła na boki swe szerokie skrzydła, trwając tak kilka krótkich chwil, podczas gdy Keiran zbliżał się do niej nieubłaganie. Gdy wilk znalazł się od niej o zaledwie kilka kroków, wrona wydała z siebie pojedynczy, donośny wrzask i wzbiła się w powietrze. Stado zawtórowało jej tym samym; obniżywszy swój lot czarne osobniki skierowały się do czworonogom. Część z nich drasnęła wilki końcówkami pierzastych skrzydeł, gibko przecinając powietrze i za chwilę unosząc się wysoko, poza zasięg psowatych, znalazło się nawet kilka odważniejszych, które sięgnęły dziobem ku futrzastemu karkowi basiora, aby wyrwać z niego kilka kłaków.
Jasna, szybując, zatoczyła kilka kręgów nad wilczą parą, po czym przysiadła na jednej z niższych gałęzi, wydając z siebie cichszy o wiele od poprzednich wrzasków pomruk. O dziwo, wcale nie wydawała się przestraszona z powodu reakcji wilków. Czyżby badała, jak daleko może się posunąć?
Jej czarne towarzyszki w tym czasie albo usiadły w większej odległości od wilków na ziemi, albo również zajęły dogodne gałęzie.

Zejście do wodopoju

#8
Wypowiedź Keirana działała jak miód na ponaznaczane licznymi bliznami serduszko, z każdym słowem łagodząc doskwierający mu ból. Rany skrywały się pod ciepłą pierzyną, okryciem, skutecznie zasklepiającą szpetne wgłębienia, niby pragnąc je wypełnić i uzdrowić. Melodia w podzięce obdarowała go szczerym, pięknym uśmiechem, a wdzięczność rozprzestrzeniła się po jej całym obliczu. Przymrużone ślepia śmiały się, a ich blask rozświetlił pokiereszowany pysk, całkowicie odwracając uwagę od paskudnych szram. Migoczące kryształki spoglądały wprost w złociste soczewki rozmówcy, nie dając mu choć na moment zwątpić dla kogo został utworzony ten zjawiskowy obraz, mogący wręcz przytłoczyć obserwatora. Radość nie trwała jednak długo, gdyż uparte wrony nie dawały im spokoju. C’Antilane dostrzegłszy, że biszkoptowy postanowił sprawdzić jej tezę, również wstała, ale znacznie wolniej od basiora. Z gardła samicy wydobył się cichy pisk zdziwienia. Czarna nie skierowała swych kroków ku białemu ptakowi; popędziła wesprzeć swego towarzysza, który stał się ofiarą ataku ze strony wściekłych ptaszysk. Ze wszystkich sił próbowała odpędzać agresorów - w miarę możliwości odpychała ich, wyła, warczała i szczekała na przemian. Nie chciała, by ze Słonecznika spadł choćby pojedynczy włos. Kątem zdrowego oka była w stanie dostrzec jasną i wnet spostrzegła jeden istotny szczegół - to ona stanowiła punkt zapalny, wręcz kierowała pozostałymi, a te bezrefleksyjnie reagowały na każdy wydany przez nią rozkaz. Zdecydowała więc chwilowo opuścić Świetlistego, uprzednio posyłając mu przepraszające spojrzenie, po czym doskoczyła ku gałęzi, na której postanowił przysiąść siewca problemu. - Po prostu powiedz, czego chcesz. - Zaświergotała gniewnie, a szmaragdy obrzuciły dziwadło seledynowymi piorunami.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Zejście do wodopoju

#9
Ostatnie, czego mógł się spodziewać to bycie zaatakowanym przez stado wron. Był całkowicie pewien, iż ptaszyska przestraszą się go i uciekną, tak, jak czyniły to nie raz wcześniej, kiedy to jeszcze będąc szczenięciem płoszył siadające na ziemi stada rozmaitych ptaków ot tak, dla zabawy. Lecz tym razem było inaczej. Nie dość, że bezczelny biały krzykacz nie odleciał, to w dodatku postanowił walczyć.
Zanim zorientował się, co się dzieje otoczyła go gromada hałaśliwych wron, zniżając się coraz bardziej i bardziej. Parokrotnie poczuł uderzenie końcówkami skrzydeł, a kilka odważniejszych czy też bardziej zajadłych osobników odważyło się nawet i zanurkować w jego stronę, szarpiąc sierść na jego karku. Przez kilka chwil basior oganiał się od agresywnego ptactwa, kłapiąc na nie szczękami bądź uderzając kufą, a z jego gardła wydobywał się niski, ostrzegaczy warkot. Starał się chwycić kilka przelatujących bliżej, bardziej agresywnych ptaków szczękami, lecz były zbyt szybkie.
Nie rozumiał całej tej sytuacji i ów niespodziewany atak ze strony, z której nigdy by się ataku nie spodziewał, wzbudził w Keiranie dziwny niepokój. Nie, żeby bał się o swoje życie. To przecież niemożliwe, by ptaki były w stanie wyrządzić dorosłemu wilkowi jakąś poważniejszą krzywdę. Jednakże gdzieś w głębi duszy czuł, iż za tym zdarzeniem kryje się coś więcej niż jedynie dziwna agresja, nieostrożność, czy też nawet i obłęd tutejszej populacji wron.
Ptaszyska zaprzestały ataku po jakimś czasie, pozostawiając lekko oszołomionego i rozdrażnionego Słonecznika samemu sobie. Warknąwszy przeciągle potoczył wzrokiem po najbliższej okolicy, wbijając wściekłe spojrzenie w zasiadające nieopodal czarne osobniki, by po chwili pójść w ślady towarzyszki i zerknąć ponownie na jasnego ptaka, który i teraz wydawał się być nienaturalnie spokojny. Postanowił nie zabierać głosu, zbliżając się jednak powoli i zatrzymując u boku Melodii, by na wszelki wypadek mógł pomóc jej tak jak ona pomogła jemu, gdyby wrony zdecydowały się na kolejny atak. Obrzucił przyczynę ich problemów poirytowanym spojrzeniem, jakby chcąc zmusić go do odpowiedzi. Prawdopodobnie wielu wilkom żądanie takowej od ptaka mogło wydawać się niedorzeczne, lecz Keiranowi wydawało się, iż ten konkretny osobnik jest im w stanie jej udzielić. Wyczuwał w nim coś dziwnego, czego nie był w stanie jednoznacznie określić.

Zejście do wodopoju

#10
Drobne oczka czarnych wron wpatrywały się czujnie w parę wilków, kiedy te podeszły pod gałąź na której przycupnęła ich jasna towarzyszka, badając, przewidując. Owszem, było w tych istotkach coś dziwnego i nienaturalnego, jakaś wyższa inteligencja, czy niedostrzegalny przez innych postronek, na którym ktoś ptaki te prowadził wedle swojej nieodgadnionej woli. Szaro-biały ptak tymczasem po prostu przypatrywał się Melodii i Keiranowi z niewymuszoną ciekawością, jakby nie przejmując się sytuacją, jaka dopiero co miała miejsce.
Kiedy czworonogie osobniki znalazły się tuż u stóp drzewa, na jakim siedział dziwaczny ptak, ten przekrzywił łebek na bok, dalej spoglądając swoimi paciorkowatymi oczkami na przybyszów i wydał z siebie cichy pomruk, tym razem jakby nieco pełniejszy zadowolenia, niż poprzednie.
Zupełnie, jakby cieszył się, że te czworonogie, dziwaczne zwierzęta w końcu zrozumiały, co mają robić, wręcz czego się od nich oczekuje.
Jasna wrona mruknęła raz jeszcze, po czym zerwała się z szelestem do lotu, posyłając wilkom zawadiackie spojrzenie, niemalże prowokując je do podążenia za sobą.
z.t. + Melodia + Keiran -> Meandry

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron