Zachodni brzeg jeziora

#11
Unik Lokatt
Wynik rzutu: 10
Unik powodzi się.

Rzut na procent unikniętych obrażeń.
Wynik rzutu: 2
(2*10)+4=24%
Lokatt przyjmuje 7 punktów obrażeń.

Atak Lokatt
Użycie umiejętności Poświęcenie.
Lokatt zadaje 20 punktów obrażeń.
Lokatt przyjmuje 10 punktów obrażeń.

Unik sarny
Brak możliwości uniknięcia umiejętności Poświecenie.
Sarna przyjmuje 20 punktów obrażeń.

Sarna umiera.

Podsumowanie III tury:
Lokatt 74PŻ, 55E
Sarna - martwa

Jaskółka miała mało czasu. Zdezorientowana, próbująca pokonać prąd, lekko podtopiona sarna nie zauważyła nawet wilczych szczęk, które zbliżały się do jej gardzieli, aby po chwili mocno się na niej zacisnąć, uśmiercając zwierzynę. Mimo to roślinożerca, nieświadomie zdołał poturbować napastniczkę, w panice przecinając wodę racicami. Teraz przed Lokatt stało kolejne, wymagające zadanie. Musiała szybko stanąć na nogi i wydostać się na brzeg aby nie skończyć gdzieś głęboko w ciemnych, wodnych odmętach wraz ze swoją zdobyczą, która bezwładnie poddawała się woli jeziora.
E.

Zachodni brzeg jeziora

#12
Zaciskała szczęki na gardle roślinożercy, póki nie poczuła, jak jego ostatnie ruchu zamierają, a oddech ustaje. Wówczas znów rozluźniła szczęki i uniosła nieco łeb, by zaczerpnąć powietrza. Uśmiercenie sarny to połowa sukcesu, teraz należało czym prędzej się stąd wydostać.
Zepchnęła z siebie bezwładne ciało swej ofiary łapami, wykręcając się przy tym, by chwycić go zębami za nogę, nim zostanie porwane przez prąd. Przez dłuższą chwilę w tej niezbyt wygodnej pozycji walczyła ze strumieniem chłodnej cieczy, by podnieść się wreszcie na nogi i ruszyć do brzegu. Czynność ta była z pewnością niełatwa i wyjątkowo męcząca, lecz w końcu samicy udało się odnaleźć stabilny grunt pod łapami, dzięki czemu mogła stanąć nieco pewniej i zacząć powoli poruszać się w stronę lądu. Ciągnięty przez nią ciężar z pewnością nie stanowił w tym ułatwienia, zwłaszcza, że musiała pilnować, by utrzymywać łeb ponad powierzchnią zburzonej wody i nie dać gwałtownym prądom na nowo zwalić się z nóg.
Po dłuższej chwili wysiłku udało jej się wreszcie wyjść z jeziora, wyciągając ze sobą upolowaną sarnę. Puściła wreszcie nogę zwierzęcia i usiadła obok, ciężko dysząc. Ignorując ból i dokuczliwe pieczenie rozejrzała się wokół, by jeszcze raz spojrzeć na niespokojną toń, na której powierzchni teraz unosiła się plama czerwieni. Mało brakowało, przemknęło jej przez myśl, lecz jednocześnie cieszyła się z istnienia tego miejsca. Woda przy tym brzegu wydawała się być śmiertelną pułapką dla każdego, kto nie był wystarczająco ostrożny, a podnosząca się rankiem i wieczorem mgła utrudniała widoczność. W dodatku, wpaść do wody nietrudno, zwłaszcza, jeżeli nie zna się terenu. Och, jak bardzo to miejsce może być przydatne... Wystarczyłoby jedynie zwabić tu niespodziewających się niczego intruzów i wepchnąć zepchnąć ich na głębszą wodę... Jezioro samo dokończyłoby dzieła.
Uśmiechnęła się nieco złośliwie do swoich myśli, wpatrując się we wzburzoną toń.
Odzyskawszy oddech wstała i otrzepała przemoczone futro z nadmiaru wilgoci. Szare kosmyki tak, czy owak przykleiły się ciasno do jej boków, przez co mogłoby się odnieść wrażenie, że wadera nagle nieco schudła. Mimo wszystko nadal daleko jej było od wychudzonej, czy mizernej.
Ponownie chwyciła swą zdobycz, odciągając ją dalej od brzegu. Znalazłszy miejsce porośnięte gęstą trawą, ułożyła tam truchło, samej zalegając obok. Pośpiesznie, jakby niecierpliwie rozerwała delikatny brzuch zwierzęcia, by dostać się do jego wnętrzności, od których rozpoczęła swą ucztę. W dalszym ciągu nie mogła powstrzymać odruchu pośpiesznego, łapczywego pożerania swego posiłku. Starych nawyków zazwyczaj trudno się pozbyć.
Nasyciwszy się, leżała tak jeszcze chwilę, oblizując zakrwawiony pysk i rozkoszując uczuciem pełnego brzucha. Trwało to jakąś chwilę, póki nie zdecydowała się przystąpić do dokładnego oczyszczania swego futra i wylizywania ran. Gdy szarą sierść nie zdobiły już żadne szkarłatne plamy wstała, przeciągnęła się i ruszyła przed siebie. W miarę, jak się oddalała każdy krok stawał się na powrót coraz lżejszy i zwinniejszy, a z pyska powoli znikały resztki emocji. Porzucona na chwilę maska ukrywająca zazwyczaj prawdziwe oblicze bursztynowookiej powracała na swe prawowite miejsce.

//zt.

Zachodni brzeg jeziora

#13
Przybyłam do miejsca gdzie miałam nadzieje znaleźć czarną porzeczkę. A dokładniej jej liście. Także rozglądałam się dookoła węsząc w powietrzu i chodząc dookoła. Nie miałam zamiaru się poddać choć moje ciało domagało się odpoczynku. Musiałam jednak spróbować wyleczyć swój biedny pęcherz. Moje ciało nadal było obite po tej całej walce z jeleniem którego głowę nosiłam na sobie już dawno oczyszczoną w wodzie żeby nie wydzielała zapachu jelenia. Moje zielone oczy uważnie przeczesywały okolicę mając nadzieje natrafić na jakąś roślinę. Czarna porzeczka była moim głównym celem ale przecież nie będę wzgardzać innymi roślinami które w późniejszym czasie mogą okazać się równie pomocne. Także wypatrywałam jeszcze takich roślin jak pokrzywa, rosiczka okrągłolistna oraz nagietek, Tych szukałam w pewnym oddaleniu od wody jednak w końcu podeszłam bliżej i wypatrywałam tataraku zwyczajnego, Próbowałam także odszukać cis bo nie wiadomo co zdarzy się w przyszłości. Może okaże się dla mnie przydatny? Możliwe.
Ostatnio zmieniony środa 19 lip 2017, 17:27 przez Linera, łącznie zmieniany 1 raz.
Linera

Zachodni brzeg jeziora

#14
Uśmiechnęłam się kiedy zdołałam zauważyć tyle przydatnych roślin. Jeden z liści czarnej porzeczki wzięłam do pyska żeby przez chwile ciamkać go a na końcu połknąć. To miałam nadzieje że zakończy moje problemy z pęcherzem. Jeszcze tylko znaleźć coś co sprawi że mięśnie nie będą mnie tak boleć to będę w niebie. Ruszyłam więc przed siebie w miarę powolnym krokiem ukryta pod skórą upolowanego jelenia.

//zt do pagórków
Linera

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron