Rozlewisko

#1
Źródło: unsplash.com


Miejsce to jest położone nieco niżej, niż okoliczne tereny, dlatego też tam zebrała się cała woda, gdy rok temu, podczas długiej i obfitej ulewy, jezioro wylało. Wokoło unosi się nieprzyjemny swąd zbutwiałego drewna, nieprzyjemne odczucia pogłębia palące słońce, po jakimś czasie da się jednak do tego przyzwyczaić. Rozlewisko nie jest zbyt obfite w zwierzynę, jednak warto to tu przybyć z innego powodu - takie otoczenie odpowiada wielu rodzajom ziół, szczególnie tym trującym.



Rośliny: krwawnik, lulek czarny, nagietek, ostrokrzew kolczasty, skrzyp, tojad mocny
Zwierzęta: ryby
Lokacja wymyślona przez Ve'nevri.

Rozlewisko

#2
Ile dni już minęło, od kiedy wyruszył w drogę? W którymś momencie stracił rachubę, a ponowne liczenie przemijających świtów i zmierzchów nie miało sensu. Samiec nie wiedział nawet, w którym kierunku zmierza. Nie przejmował się tak błahą sprawą gdy rozpoczynał swoją pogoń, a gdy ta się skończyła zwyczajnie pomaszerował dalej w tym samym kierunku. W końcu okolica zaczęła się zmieniać. Nie przypominało to rzadko porośniętego lasu, w którym przyszło mu dorastać. Roślinność była tu bujna, ziemia podmokła i nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że cały czas schodzi w dół. Co to za miejsce? Gdzie on do licha jest?
W powietrzu czuł unoszący się zapach zbutwiałego drewna. Nie potrafił sobie przypomnieć tak intensywnej woni. Chyba bezpiecznie mógł założyć, że znajduje się bardzo daleko od rodzinnych terenów. I dobrze. Tam już nie zostało nic do zrobienia. No, może poza jedną, tycią sprawą, ale ta sprawa też się gdzieś wyniosła.
Przeszedł jeszcze kawałek, ocierając się o nieznane sobie zielska. Już po chwili jego ślepiom ukazała się woda, a łapy zaczęły wbijać się w wilgotne podłoże. Nie było to nieprzyjemne. Wręcz przeciwnie, miękki muł otulał jego zmęczone długą wędrówką kończyny w chłodnym uścisku, przynosząc odrobinę ulgi.
Woda co prawda nie wyglądała zachęcająco, ale czy to ważne? Nigdy nie przywiązywał uwagi do wyglądu, co widać było z daleka. Było zdecydowanie więcej ważniejszych rzeczy, którymi mógł zająć swój umysł. Kto by zwracał uwagę na coś tak nieistotnego? Głupcy, oto kto.
Pochylił więc łeb i zaczął pić. Woda smakowała nie lepiej niż wyglądała. Ale ugasiła jego pragnienie, więc nie zamierzał marudzić. To było dobre miejsce, żeby trochę odpocząć. Miał tu ciszę, spokój i nie zdechnie z pragnienia. Słońce co prawda doskwierało, ale nie było aż tak źle. Poszukał więc sobie jakiegoś zakątka w bujniejszej roślinności, która zapewni mu trochę cienia i położył się. Odzyska trochę sił i będzie mógł ruszyć w dalszą drogę.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Rozlewisko

#3
WODA! Selua wędrując przez krainę, przez dobry tydzień kręciła się w miejscach gdzie wody było jak na lekarstwo. Toteż, miała pewność że w końcu jakąś znajdzie. Więc, kiedy dotarła nad dopływ rzeki, naprawdę się wzruszyła. A jeszcze bardziej, kiedy zobaczyła rozlewisko. Nieistotne jak woda tu wyglądała, była nadal wodą. Była jej serdeczną przyjaciółką, wodą.
-O mooooja, jak cie ja nie widziałam...
Wyszeptała, patrząc czule na wyżej wspomnianą Puszczając się biegiem w dół pochyłego terenu, dotarła prawie na brzeg. Zatrzymał ją dopiero muł, w którym zagłębiały się jej łapy, nieco utrudniając bieganie. Wysunęła jedną z przednich kończyn i pogłaskała taflę wody. Serdecznie zaśmiała się. Uniosła uszy, nasłuchując szumu fal. Oczywiście takowego nie usłyszała, bo rozlewisko nie było ani morzem, ani rzeką. Jednak jakieś tam odgłosy natury były, no nie?
-Co ty powiesz...
Przechyliła łebek na bok, nasłuchując dalej.
-Whooooooo... Naprwadę?
Wyobraźnia podpowiadała jej że woda, przypłynęła tutaj z bardzo daleka i po drodze mijała krainę, gdzie drzewa splatały swoje konary, tworząc domy dla różnych mistycznych zwierząt które w tej chwili ona dosłownie widziała przed oczyma.
-Ach... Byś ja tam była z tobą...
Westchnęła, nadal kierując słowa to rozlewiska. Ułożyła się wygodnie (do połowy zanurzona), pozwalając aby słońce grzało jej grzbiet. Ktoś kto by ją teraz obserwował mógłby sobie pomyśleć że chce płynąć w miejscu czy coś..
-Aszanare mi szahennea...
Szepnęła, wyznając tym samym wodzie że przyjaciel znowu ją odwiedził. Tylko ona, przyjaciel i woda znali te słowa. No.. jeszcze pogoda też to znała. Rozlewisko odpowiedziało powolnymi zmarszczkami na tafli.
-Szappe?
Powiedziała na głos, podnosząc się i kierując to w kierunku swojego cienia. Wydawało jej się, jakby mówił że powinna zwrócić uwagę na zapachy. Choć może tak naprawdę czuła podświadomie że coś jest nie tak. Uniosła łeb do góry i zaczęła wąchać powietrze. No tak... to pewnie te pnie. Zbutwiałe drewno obecne nad rozlewiskiem...
-Szappe moja, oj tu... Jak ja ci biedna współczuję...
Pokręciła głową, wyrażając głębokie współczucie nad losem wody, która musi przebywać w tym zapachu przez cały czas.

Rozlewisko

#4
Roślinność była tu zaskakująco wygodna i samiec szybko przekonał się, że wbrew samemu sobie zaczyna przysypiać. Zmęczenie zdawało się coraz mocniej mu doskwierać. Byłby zapewne już zasnął, gdyby nagle do zmysłów nie przywrócił go jakiś głos.
Zastrzygł uszami starając się zlokalizować źródło dźwięku, po czym uniósł łeb ponad zarośla i skierował wzrok w odpowiednim kierunku. Nie tak daleko od siebie dostrzegł, o dziwo, wilka. Czyżby to miejsce nie było opustoszałe? Być może inne wilki były bliżej niż mu się zdawało. Jeśli tak, to świetnie, nie będzie musiał biegać bez końca szukając swoich ziomków. Ale nie mógł być pewnym. Może ta samica również przypałętała się tu samotnie z jakiegoś powodu? Powinien to wybadać.
Już miał wstać i ruszyć w jej kierunku, gdy usłyszał jej kolejne słowa. Za nic w świecie nie potrafił odgadnąć, co one oznaczają. Czy to jakiś obcy język, którym posługują się w tych stronach? Jeśli tak, to będzie miał spore problemy. Z drugiej jednak strony, wadera zdawała się sprawnie posługiwać znaną mu dobrze od dawna mową. Czy dobrze widzi, że ona rozmawia z wodą? Dobrze znał samotność i jeszcze mu się coś takiego nie przytrafiło. Niezrównoważenie, czy miejscowe zwyczaje?
Mimo wszystko dobrze się składa. Przybysz skutecznie przepędził jego senność, za co był wdzięczny. Szkoda czasu na spanie. Czas zdobyć trochę informacji, ale na wszelki wypadek zachowa ostrożność. Kto wie, do czego zmusi go ta niecodzienna osoba.
Poderwał się na równe łapy, robiąc przy tym odrobinę zamieszania, trącając cielskiem szeleszczące zielsko. Nie było powodu by robić to ciszej, wręcz przeciwnie, teraz przynajmniej wilczyca nie powinna zostać przez niego zaskoczona. Podkradnięcie się do niej znienacka byłoby kiepskim początkiem rozmowy, choć i tak pewnie zdradziłby go plusk wody i błota pod łapami. Niespiesznym, ale pewnym krokiem podszedł bliżej niej, starając się nie wpaść w żadne głębokie błoto. Zatrzymał się kilka kroków od niej, utrzymując na wszelki wypadek bezpieczny dystans i wlepił wzrok w nieznajomą.
- Witam. – Zaczął, po czym od razu skończył. Zanim powie cokolwiek więcej musi się upewnić, czy samica go zrozumie. Sam już lekko obawiał się, jakimi dziwnymi słowami mu odpowie, jeżeli w ogóle odpowie.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Rozlewisko

#6
Basior przemierzał Konkordię, aby dotrzeć do jednego konkretnego miejsca. Widział, że właśnie tam na pewno będzie w stanie natknąć się na ziele, którego szukał i pomimo tego, że zapewne gdzieś w okolicy także mógłby je znaleźć, postanowił ruszyć właśnie tam. Po części miało to związek z faktem, że chciał w końcu odwiedzić tereny Przebłysku, które opuścił ładne parę miesięcy temu i dowiedzieć się co przez ten czas się zmieniło oraz czy w ogóle ma tam jeszcze czego szukać.
Pierwszym przystankiem w jego podróży powrotnej okazało się być rozległe rozlewisko, mieszczące się niedaleko jeziora przy którym to rozpoczął swoją przygodę w tej krainie. Chętnie zawitałby nad ten zbiornik wodny, lecz nie miał ochoty na spotkanie z członkami stada zamieszkującego te tereny, właściwie... nie miał aktualnie ochoty na towarzystwo kogokolwiek, a tam prawdopodobieństwo natknięcia się na jakąś żywą duszę było zdecydowanie większe niż tutaj.
Łapy masywnego basiora zagłębiały się lekko w grząski, błotnisty grunt, który nawet o tej porze roku nie stracił swoich charakterystycznych właściwości. Mimo iż wychował się w miejscami dość podmokłych okolicach kilku większych zbiorników wodnych, nie przepadał za tego rodzaju podłożem - lecz zdecydowanie można było stwierdzić, że lubowały się w nim zioła. Żółtooki zdążył już bowiem zebrać całkiem sporą ich ilość - od nagietków, przez skrzyp oraz krwawnik, aż po te mniej przyjazne wilczemu zdrowiu - lulek i tojad mocny.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Rozlewisko

#7
Nie miał zamiaru zabawić tu zbyt długo, tym bardziej, że sama okolica też jakoś szczególnie do tego nie zachęcała. Gdyby nie spora ilość ziół, które ją porastały zapewne ominął by tę konkretną lokację, nie nadkładając niepotrzebnie trasy i od razu kierując się w stronę terenów stada do którego przynależał. Basior czuł się także coraz bardziej zmęczony, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Potrzebował odpoczynku, na który od dość długiego czasu nie mógł sobie pozwolić, więc im szybciej dotrze do celu, tym lepiej. A do przebycia została jeszcze dość długa droga.
Ominął więc powalone, rozkładające się już powoli drzewo, które stało mu na drodze po czym skierował swoje kroki w stronę rzeki, chcąc opuścić w końcu podmokłe tereny rozlewiska.
//zt
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Rozlewisko

#9
Wadera przez wiele dni wędrowała po bujnych lasach. Podążała za zapachem wilków, słabym i wytartym, jednak wciąż wyczuwalnym. W głebi duszy miała nadzieję, że jakaś watacha znajdzie ją i weźmie pod swoje skrzydła. Brakowało jej zapachu wilczego futra, ciepła, oraz poczucia bezpieczeństwa. Przez długi czas Silva nie czuła się bezpieczna ani syta.
Nagle drzewa zaczeły się przerzedzać. Jej zwinne łapy, powoli zapadały się na podmokłej ziemi. Wilczyca zmarszczyła swój czujny nos. Nedaleko musiała być woda. Szybko uskoczyła w suche miejsce, po czym zaczęła nasłuchiwać i węszyć. Powoli dochodziły do niej odgłosy szumiącej wody, które wcześniej stapiały się z odgłosami lasu. Silva ruszyła pędem w stronę, gdzie, ja przypuszczała, znajdowała się woda. Wadera aż zapiszczała z zachwytu, gdy jej oczom ukazał się zbiornik pełen ślicznej, przezroczystej wody. Rzuciła się, aby posmakować trochę tego wspaniałego napoju. Już zapomniała, że miała szukać watachy. Teraz najważniejsza była dla niej życiodajna i chłodząca woda.
Bella res est morte sua mori.

Rozlewisko

#10

Rozlewisko wydawało się świetnym miejscem na odpoczynek. Woda przyjemnie chłodziła gardło wadery, a srebrzyste ryby zachęcały ją do łatwego polowania. Wydawało się, że przybrzeżna polanka, póki co może pozostać bezpieczną przystanią dla Silvy. Zwłaszcza jeśli w przyszłości miała udać się na poszukiwania nowej rodziny. W obecnych okolicznościach, przy walce dwóch Wyższych i wszystkich tych wydarzeniach rozgrywających się wokoło niej... Zdecydowanie nie miało to być najłatwiejsze zadanie. Tymczasem jednak w srebrzystym potoku znów zamigotała urocza, pokryta łuskami istota. Brązowawy karaś gwałtownym ruchem zbliżył się do powierzchni wody, by w ułamku sekundy chlasnąć wilczycę płetwą po policzku. Zaraz potem spowrotem zniknął w toni wesoło płynąc z prądem.

Khal

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron