Obserwatorium

#1
Źródło: https://stocksnap.io/


Czasem warto wyrwać się rzeczywistości, a może lepiej pozbierać informacje o tym co się dzieje wokół? W całej krainie najlepszym miejscem do tego jest Obserwatorium, oddalone od świata, odgrodzone od lasu, na środku rzeki. Niby pustkowie, jednak oprócz wspaniałych zachodów słońca serwuje też idealny punkt widokowy dla ciekawskich i tych co lubią poszpiegować innych. Żeby się do niego dostać potrzeba nie lada zwinności, by przeskakując po kamieniach nie wylądować przypadkiem w wodzie.



Rośliny: lawenda, mięta
Zwierzęta: mysz, nornica, perlica
Lokacja wymyślona przez Lyvarris.

Obserwatorium

#2
Wlókł się niemrawo wzdłuż łączącej się z jeziorem rzeki. Wiedział, że podąża w przeciwną stronę, z dala od ich terenów, lecz poniekąd było to jego celem. Przez jakiś czas nie miał ochoty na rozmowę z kimkolwiek ze stada. Co mogła ona teraz wnieść? Mógł się założyć, że każdy wilk będzie w nieskończoność powtarzać, że mu współczuje, rozumie ból, jaki teraz odczuwa, próbował pocieszać w taki, czy inny sposób. Niestety, zazwyczaj przynosi to całkowicie odwrotny skutek. W dodatku nie, wbrew temu, co wielu by twierdziło wątpił, by ktokolwiek z nich odczuwał kiedykolwiek to, co on teraz. Nieważne, czy ktokolwiek z Cieni stracił w swym życiu kogoś ważnego - nie chodziło bowiem jedynie o śmierć Melodii. Z tą już poniekąd zdążył się pogodzić, choć wciąż budziła żal. Lecz przyczyn jego złego samopoczucia było więcej. Czuł, że wokół niego dzieje się coś niezwykle ważnego, co jemu samemu z niewiadomych przyczyn wciąż umyka. Tuż przed jego nosem rozgrywało się coś, co miało zaważyć i na jego losie, lecz on nie był w stanie tego dostrzec. W dodatku, miał nieprzyjemne wrażenie, że nie jest to nic dobrego.
Inne wilki to dostrzegały, lecz z jakiegoś powodu on nie potrafił. I nikt nie kwapił się, by cokolwiek mu wyjaśnić. Być może wręcz przeciwnie, ukrywali coś przed nim usilnie, by nie domyślił się, że coś jest na rzeczy.
Próbował zrozumieć więcej, lecz miał wrażenie, że z każdą chwilą wie coraz mniej.
Zatrzymał się, dostrzegłszy wystającą wprost z wodnej toni górującą nad okolicą skałę. W normalnych okolicznościach zainteresowałoby go takie miejsce i czym prędzej zapragnąłby je dokładnie zbadać. Dziś jednak bardziej obchodziło go to, że nikogo tu nie było i raczej nikomu do głowy nie przyjdzie, by go tu szukać. Nie był pewien, czy ktoś za nim nie podąża - w końcu nie miał nawet ochoty odwrócić łba, by się upewnić. Jednakże wątpił, by ktoś być na tyle zdesperowany, by skakać za nim po wystających z wody głazach, ryzykując przymusową kąpiel.
Dostanie się na upatrzoną skałę nie było łatwe i kilkukrotnie mało brakowało, by sam złocisty skończył w rzece, lecz w końcu dostał się na sam szczyt, gdzie zasiadł, obrzucając okolicę obojętnym spojrzeniem. Z tego miejsca mógłby podziwiać znane i nieznane mu jeszcze tereny rozciągające się wokół jeziora aż po okoliczne lasy. Jednakże dziś nie miał ochoty na rozkoszowanie się widokiem. Zamiast tego po chwili wahania ułożył się wygodniej, opierając łeb na łapach i przymknął złociste ślepia. Nie miał jednak zamiaru spać. A nawet, jeżeli by i planował, kłębiące się po jego głowie myśli i tak skutecznie by to uniemożliwiły.

Obserwatorium

#3
Szła powoli, podążając za śladami pozostawionymi przez brata, nadal do końca nie mogąc uwierzyć, że naprawdę za chwilę będzie musiała z nim porozmawiać. I zdecydowanie nie miała to być zwyczajna rozmowa. Jak basior zareaguje na rewelacje, które miała mu przedstawić? Tego nie mogła wiedzieć, lecz musiała spróbować mu to przekazać, mimo iż wyjątkowo ją to przerażało. Czuła się w obowiązku zrobić to, na co Ve'nevri nie potrafiła się zdobyć, od czego ciągle jakoś się wymigiwała.
Thaisis przystanęła na skraju lasu, gdzie jej oczom ukazała się wielka wyrastająca z wody skała. Można było dostać się na nią przeskakując po mniejszych jej odpowiednikach, także zatopionych w przejrzystej cieczy, lecz zdecydowanie nie była to zbyt zachęcająca perspektywa. Beżowa spojrzała w górę na szczyt tego osobliwego monumentu i już wtedy wiedziała, że jeśli chce wypełnić zadanie, które sobie wyznaczyła, jakoś będzie musiała się tam dostać - to właśnie tam udał się Keiran. Była w stanie dostrzec stąd jego złocistą sierść, która jak zawsze odcinała się od otaczających ją szarości.
Odetchnęła głęboko, przenosząc fioletowe ślepia z powrotem na oddzielającą ją od niego przeszkodę, ruszając do przodu. Pierwsze kilka skoków poszło całkiem nieźle, lecz przy dwóch ostatnich, musiała się wyjątkowo natrudzić, aby utrzymać równowagę i nie runąć wprost do lodowatej wody. Ostatecznie zakończyła przeprawę jedynie z dwoma mokrymi łapami, co uznała za mały sukces oraz dobry znak. Na górę wciąż zostało jeszcze trochę trasy do pokonania, lecz nie spieszyło jej się tam aż tak bardzo, nawet mimo to, że ta jej część nie wymagała już takiej zręczności jak poprzednia. Teraz to co miała za chwilę zrobić wydawało jej się wyjątkowo nierealne, jak gdyby był to tylko zwyczajny sen. Chcąc się nieco uspokoić swoje dygoczące ciało, skupiła na chwilę uwagę na roślinach, które porastały ten wielki kamulec. Lawenda i mięta - zbierając je, powtarzała sobie w myślach ich zastosowania, lecz niestety tym razem ta metoda na niewiele się zdała.
Teraz albo nigdy.
Gdy dotarła wreszcie na miejsce, spostrzegła, że basior... odpoczywa? Śpi? Nie miała pewności. Po raz kolejny więc, w ciągu tych kilku minut, które zeszły jej na pokonywaniu zdradliwej wodno-kamiennej drogi, wzięła głęboki oddech.
- Słoneczniku? - jej głos był dość cichy i lekko drżał, gdy przez dawne przyzwyczajenia zwróciła się do niego używając tego właśnie przezwiska. Wpatrywała się w samca, chcąc sprawdzić, czy zareaguje. Nie miała zamiaru go budzić, więc gdyby wyszło na to, że oddał się w objęcia Morfeusza z pewnością za chwilę już by jej tutaj nie było. Jakaś część szarawej wadery pragnęła aby tak właśnie się stało, druga zaś wręcz przeciwnie, ponieważ nie miała tak naprawdę pojęcia czy znowu udałoby jej się zebrać na odwagę, aby spróbować ponownie.
A więc jak jest? Z pewnością za chwilę się przekona.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Obserwatorium

#4
Gdyby nie miał w głowie takiego mętliku z pewnością udałby się gdzie indziej. Jakby nie patrzeć, na tle szarej skały był doskonale widoczny, ze względu na swe umaszczenie, jak i rozmiary. W dodatku nawet nie trudził się, by nieco bardziej się ukryć, wcisnąć w jakieś skalne zagłębienie, czy też ukryć w zaroślach. Kolejnym elementem działającym na niekorzyść samca był wiatr, roztaczający jego woń po okolicy.
Teraz jednakże nie dbał o to, pogrążony w odrętwieniu. Nie spał. Nie był w stanie przez milion niespokojnych myśli krążących mu nieustannie po głowie. Jednakże nie po to tutaj przybył. Pragnął po prostu pobyć na jakiś czas sam, odetchnąć po ostatnich wydarzeniach, odpocząć w spokoju. Uspokoić nieco zszargane nerwy.
Jednakże, najwyraźniej nie było mu to dane, bowiem wkrótce do jego uszu dotarł charakterystyczny odgłos kroków stawianych na kamienistym podłożu. Z trudem powstrzymał jęknięcie. Choć po części również się zdziwił. Kto byłby na tyle zdesperowany, by podążać za nim całą tą drogę, a na koniec jeszcze przedostać się na tę skałę, ryzykując nieprzyjemną kąpiel? Przez chwilę poczuł nawet coś na kształt rozczulenia. Ktoś w końcu musiał wyjątkowo przejmować się jego stanem, skoro zdecydował się tak postąpić. Jednakże uczucie to nie zagościło w jego sercu na długo, zastąpione przez irytację.
Westchnął przeciągle, nawet nie siląc się na otwarcie oczu i skrzywił się przy tym, jak niezadowolony szczeniak.
- Och, daj mi spokój... - wymamrotał pod nosem zniecierpliwionym tonem. Poruszył łbem, jakby chciał odwrócić go w przeciwną stronę do tej, z której rozbrzmiewały kroki, lecz wówczas usłyszał głos. Słowo, jakie wypowiedział sprawiło, że basior zastrzygł uszami, po czym otworzył wreszcie ślepia i zerknął na samicę, wyraźnie zaskoczony.
Jakby nie patrzeć, Keiran do czasu przybycia do Konkordii nie miał zbyt dużych kontaktów z innymi wilkami, pomijając kilku napotkanych po drodze samotników. Nie posiadał więc zbyt wiele przezwisk, bądź przydomków, jakie ktoś mógłby mu nadać. Pamiętał, że Stokrotka nazywała go czasem Świetlistym. Lecz Słonecznik? Z jakiegoś powodu to przezwisko zawsze pałętało mu się po głowie, choć nie miał pojęcia, kto i kiedy go tak nazwał. Z pewnością nie był to jeden z napotkanych podczas podróży wilków, bowiem kojarzył to miano już dużo wcześniej. Niegdyś uznał, że po prostu sam musiał je wymyślić... Lecz wówczas nie znałaby go przecież ta wadera.
Obrzucił Thaisis zaskoczonym spojrzeniem od czubka głowy aż po końce łap, jakby widział ją po raz pierwszy. Nie wstał przy tym, co pozwoliło samicy patrzeć na niego z góry. Nie przypominał sobie, żeby z tą akurat waderą kiedykolwiek zamienił więcej, niż kilka słów, nie mógł więc kiedykolwiek zdradzić jej tego miana. Więc skąd ona je znała?
- Czy ty... Właśnie nazwałaś mnie Słonecznikiem? - zapytał całkowicie zdumionym tonem, przechylając nawet przy tym nieco łeb. Mogłoby się wydawać, że cała początkowa niechęć w jednej chwili znikła, zastąpiona przez zaskoczenie. Wyleciało mu nawet z głowy, żeby zapytać ją, dlaczego właściwie tutaj za nim przyszła. Zamiast tego uznał, że ważniejsze jest dowiedzenie się, skąd samica zna przezwisko, które, jak do tej pory był przekonany, narodziło się w jego głowie.

Obserwatorium

#5
A wiec nie spał. Dobrze, teraz wystarczyło tylko trzymać się tego, co zaplanowała po drodze. Gdy samiec spojrzał na nią swoimi złotymi ślepiami, chciała się odezwać, lecz jego słowa sprawiły, że z jej pyszczka padło całkowicie coś innego, niż wcześniej miało.
- Ja nie... to znaczy... tak. - cofnęła delikatnie uszy, odrobinę zbita z tropu. Z początku nie miał pojęcia, czemu basiora aż tak zdumiło to co powiedziała, lecz po chwili zaczęło to do niej docierać. On nic nie pamięta - przypomniała sobie słowa matki, które padły podczas ich pierwszego spotkania na terenach Cieni. Kiedyś Thai zastanawiała się nawet, czy brat przypadkiem po prostu z jakiegoś powodu nie udaje, że ich nie zna, lecz teraz raczej wykluczała już tą możliwość... chyba, że po prostu wyjątkowo dobrze się maskował. Może uznał więc to przezwisko za w jakiś sposób obraźliwe? - Przepraszam, jeśli cię uraziłam, nie powinnam była... nie chciałam... - urwała nagle nie bardzo wiedząc jak wybrnąć z tej sytuacji. Jej głos przez cały czas lekko drżał, a ona sama, stała dość niepewnie, przez cały czas wpatrując się w leżącego basiora, tak jakby ten był czymś wyjątkowo strasznym.
W jednej chwili zapomniała wszystko co planowała powiedzieć bratu, idąc za nim aż tutaj. Wiedziała jednak, że nie powinna informować go o wszystkich tych rzeczach od razu, najpierw potrzebowała odpowiedniego, szczerego wstępu. - Ja chciałam... - zamilkła na krótki moment - Bardzo mi przykro z powodu Melodii. - wydusiła z siebie w końcu - Zdaję sobie sprawę, że była dla Ciebie kimś ważnym... - kontynuowała, mimowolnie robiąc krótkie pauzy pomiędzy poszczególnymi częściami swojej wypowiedzi. - Chciałam tylko, żebyś wiedział, że nie zostałeś teraz... że nie jesteś całkiem sam... - Zdawała sobie sprawę, że jej słowa zapewne zostaną odebrane odrobinę inaczej niż by sobie tego życzyła, lecz nie wiedziała jak mogłaby ująć to inaczej. Gdzieś w głębi liczyła na to, że Keiran zaraz sobie wszystko przypomni i oszczędzi jej w ten sposób dalszego stresu, chociaż było to bardzo mało prawdopodobne. W ogóle - jak mógł zapomnieć? Jak to się stało, że wyrzucił z pamięci te wszystkie wydarzenia, te wszystkie chwile? Nie potrafiła tego pojąć.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Obserwatorium

#6
Reakcja samicy wprawiła go w jeszcze większe zdumienie. Na jakiej podstawie uznała, że mógłby uważać to przezwisko za obraźliwe? I dlaczego patrzyła na niego, jak na wściekłego niedźwiedzia? Momentalnie zrobiło mu się strasznie głupio, że w taki, czy inny sposób ją przestraszył. Przecież nie miał takiego zamiaru. Owszem, nie miał ochoty na rozmowy, lecz nadal był tym samym wilkiem, którego odrzucała wizja sprawienia komuś jakiejkolwiek przykrości. Dlatego też usłyszawszy jej słowa natychmiast skulił smętnie uszy, a na obliczu zagościła mina godna zbitego psa.
- Nie, nie, nie ma sprawy! - zapewnił szybko. - Po prostu się zdziwiłem. No bo... Skąd znasz przezwisko, które sam wymyśliłem, kiedy jeszcze byłem szczeniakiem? - wypalił, momentalnie wracając do zaskoczonego tonu. Być może zabrzmiała w nim nawet nutka zwykłej ciekawości. Wbił wzrok w Thaisis, starając się zdobyć na lekki uśmiech, licząc na to, że dzięki temu ponownie nie przestraszy samicy.
Słysząc dalsze słowa wydobywające się z jej pyska, westchnął, a uszy znów smętnie oklapły. No tak, czego innego mógł się spodziewać. Każdy z Cieni najwyraźniej miał zamiar w nieskończoność powtarzać te same słowa, próbować pocieszać, co na chwilę obecną przynosiło efekt odwrotny od zamierzonego, bo jeszcze raz przypominało złocistemu o stracie przyjaciółki. Skinął krótko głową.
- Dziękuję, to miłe - mruknął, na nowo brzmiąc bardziej ponuro. Przypatrywał się Thaisis przez chwilę, a potem ponownie opuścił łeb na wyciągnięte łapy. Złociste ślepia nie skryły się jednak na powrót pod powiekami, a zamiast tego wciąż zezowały w górę, utkwione w obliczu beżowo - szarej samicy. - Naprawdę przeszłaś za mną całą tą drogę, skakałaś po kamieniach ryzykując niemiłą kąpiel, a potem wspięłaś się tutaj po to, by mi to powiedzieć? - dodał, unosząc lekko brwi w geście zdziwienia. Owszem, to wyjątkowo miłe z jej strony i poniekąd budziło w sercu samca poczucie, że kogoś obchodzi to, co czuje, lecz z drugiej strony trudno mu było uwierzyć, że ktokolwiek decydowałby się przebyć tak męczącą drogę jedynie z takiego błahego powodu. Dlatego też wdzięczność, jaką czuł do samicy podszyta była goryczą. Złocistemu było zwyczajnie głupio, że ktoś tak się męczył z jego powodu, zamiast zwyczajnie odpoczywać.

Obserwatorium

#7
Nie odpowiedziała od razu na pierwsze pytanie brata, nie będąc w stanie przemóc się aby to zrobić. Jego zapewnienia także na niewiele się zdały, bo podłoże towarzyszącego jej strachu były zgoła inne. Zdobyła się jednak na delikatny uśmiech, chcąc sprawiać pozory, że pozostały jej jeszcze choćby resztki pewności siebie.
Wciągnęła nosem rześkie, świeże powietrze... Rzucić to wszystko ot tak po prostu? - Nie wydawało jej się to zbyt dobrym pomysłem, ale z drugiej strony, ileż w końcu można unikać tematu? Miała nadzieję, że to wszystko ułoży się tak, że to co miała mu do przekazania wyjdzie jakoś ... naturalnie, samo z siebie. Średnio jednak się to sprawdzało.
W tym czasie basior zaczął mówić po raz kolejny, odnosząc się do drugiej części jej wcześniejszej wypowiedzi. Tak jak przypuszczała, samiec odebrał to inaczej niż by tego pragnęła - czyli tak jak zrobiłby to każdy wilk na jego miejscu, nie posiadający wiedzy o tym co zamierzała mu zdradzić. Cóż, na razie na tych zamiarach się kończyło. Zapewne nadal siedziałaby cicho gdyby Keiran widocznie nie zmarkotniał - postanowiła więc podjąć kolejną próbę, w obawie, że zaraz może kazać jej się stąd ulotnić.
- Pochodzi z tamtych czasów, ale to nie Ty je wymyśliłeś... - przyznała cicho gdy skończył. Patrzyła jednocześnie w dal, na ścianę lasu porastającą przeciwległy brzeg jeziora, który z tego miejsca był wyjątkowo dobrze widoczny - z resztą, tak jak większość okolicznych miejsc. - I nie, nie przyszłam tylko po to. Jest coś jeszcze. - dodała, przenosząc fioletowe ślepia na te złociste. - Ty naprawdę nic nie pamiętasz, prawda...? - tutaj zatrzymała się na dłuższy moment, bo słowa zwyczajnie nie chciały przejść jej przez gardło. - Nawet własnej siostry? - wydusiła. W pewnym sensie to właśnie to najbardziej ją bolało. Spędzali kiedyś razem tyle czasu, byli niemal nierozłączni - czy to wszystko było w jego mniemaniu aż tak mało wartościowe, że potrafił po prostu pozbyć się tego z pamięci? Na tą myśl fiołkowe oczy lekko się zaszkliły, lecz na tym też się skończyło - nie pozwoliła sobie aby całkowicie rozkleić się w takim momencie.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Obserwatorium

#8
Teraz to on na dłuższą chwilę znieruchomiał, wpatrując się w waderę z bezgranicznym zdumieniem. Początkowo nie był w stanie pojąć, o czym Thaisis w ogóle mówiła, zupełnie, jakby słyszał słowa lecz nie był w stanie zrozumieć ich sensu. Mętlik w głowie powiększał się z każdą sekundą, wraz z każdym kolejnym dręczącym go pytaniem. Skąd ona niby wiedziała, że nie pamiętał własnej rodziny? Odkąd dowiedział się prawdy o tym, że został wychowany przez obcą mu wilczycę, niejednokrotnie się nad tym zastanawiał. Dlaczego tak właściwie tak szybko zapomniał...? Owszem, czasami jakieś mgliste, niewyraźne urywki wspomnień do niego wracały, głównie w snach, lecz były na tyle pozbawione szczegółów, że nie był w stanie niczego konkretnego na ich podstawie wywnioskować. Krótkie strzępy wspomnień, widok wilczej nory, jakieś niewyraźne szare i bure wilcze sylwetki, które pozbawione były oblicza. To jedyne, co potrafił przywołać, i nawet to kosztowało go sporo wysiłku. Nigdy nie rozumiał, dlaczego stracił pamięć o swojej prawdziwej rodzinie. Czyżby błąkając się zwyczajnie upadł i uderzył się w głowę? To byłaby najprostsza odpowiedź, choć z tego, co wiedział, nie posiadał żadnych blizn na potylicy.
Teraz słowa samicy ponownie obudziły w nim te wątpliwości. A w dodatku na ich podstawie doszedł do dwóch wniosków - Thaisis może wiedzieć coś o jego przeszłości, a także najwyraźniej w taki, czy inny sposób ma do niej pretensje o to, że o niej zapomniał. To drugie ponownie wywołało dręczące kąsanie wyrzutów sumienia. Może to i nie było w żadnym stopniu jego winą, lecz i tak poczuł się, jakby skrzywdził tę waderę. Ponownie jego pysk wykrzywił żałosny wyraz. Pokręcił łbem.
- Ja... Sam nie wiem, dlaczego, ale niewiele pamiętam. Wychowywała mnie wadera, która odnalazła mnie nad rzeką i gdyby nie wyznała mi prawdy przed swoją śmiercią pewnie do tej pory uważałbym ją za matkę. Ja... Przepraszam - wyjąkał, choć jednocześnie odniósł dziwne wrażenie, że jego słowa nie mają większego sensu. Milczał przez dłuższą chwilę, jakby zastanawiając się, co dalej począć. Ze słów Thaisis wynikało, że wiedziała coś więcej. Oczywiście o ile nie kłamała, lecz Keiran nie widział powodów, by w tej kwestii to czynić. Niegdyś zastanawiał się nad swoją przeszłością i pragnął ją poznać... Czy właśnie dziś miał na to szansę?
Miał zbyt wielki mętlik w głowie, by myśleć trzeźwo, lecz postanowił zaryzykować. Podniósł się na nogi, zbliżając się o krok ku samicy. Schylił nieco łeb, by móc spojrzeć w jej ślepia. W jego własnych malowały się rozmaite emocje, lecz przeważała niepewność.
- Ty coś wiesz, prawda? O mnie. Mojej przeszłości. Tym, kim właściwie jestem - westchnął ciężko. - Jeżeli przeszłaś za mną całą tą drogę, by mi to powiedzieć... No cóż, słucham.

Obserwatorium

#9
Widząc, że basior zamierza się zbliżyć, odruchowo chciała cofnąć się o krok, lecz tym razem w porę się opamiętała i wciąż stała dalej w tym samym miejscu co wcześniej.
- Jesteś moim bratem Keiran. - wyjaśniła spoglądając na swoje odbicie w żółtych tęczówkach - Pewnego dnia po prostu zniknąłeś razem z mamą, ona wróciła, lecz już bez ciebie... Wszyscy mówili mi, że się zgubiłeś a w lesie czyha tyle niebezpieczeństw, że z pewnością już po Tobie. - jej uszy lekko oklapły, gdy przypomniała sobie tamte wydarzenia, lecz już po chwili powróciły na swoje zwyczajne miejsce, a ona mówiła dalej - Możesz więc wyobrazić sobie moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam Ciebie tutaj, wśród Cieni po raz pierwszy. Miałam na początku delikatne wątpliwości, ale nagle na wysepce pojawiła się mama. Wtedy wszystko wydawało mi się jasne - po prostu ukryła cię gdzieś wiedząc, że sama w naszym stadzie też zbyt długo nie zabawi, zostawiając resztę z nas razem z ojcem i to dlatego, teraz jesteście tam razem... Ale wytłumaczyła mi, że wcale tak nie było. Powiedziała, że nic nie pamiętasz i że nie miała odwagi nic Ci powiedzieć. Wtedy odeszła, odeszła od Cieni. - zamilkła na chwilę, mając próbując powstrzymać drżenie głosu, które wkradło się w ostatnie zdanie - Ja... chciałam zrobić to za nią, ale wtedy Lokatt gdzieś cię wysłała, a zanim wróciłeś ruszyliśmy za zorzą. Później... zaatakowały nas węże i mama nam pomogła, próbowała zapobiec rozprzestrzenieniu się jadu... W zamian chciała jedynie uczestniczyć w Pożegnaniu, zebrać zioła z naszych terenów i porozmawiać z Tobą i ze mną - wydawało mi się, że chciała to wszystko w końcu załatwić, ale wtedy nagle znowu odeszła. Uznałam, że nie można dłużej czekać... - miała wrażenie, że jej opowieść jest odrobinę chaotyczna, niedokładna, ale było już za późno, nie mogła cofnąć ani poprawić tego co już powiedziała. Zdawała sobie także sprawę z tego, że basior zapewne wolałby usłyszeć więcej o samych początkach, ale w pewnym sensie czuła potrzebę usprawiedliwienia tego, że tak długo zwlekała z tym wszystkim. Była gotowa na wszelkie pytania, odnośnie tamtych czasów - co więcej, miała pewność, że takie się pojawią.
Nadal wpatrywała się w brata, w napięciu oczekując jego reakcji.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Obserwatorium

#10
- Bratem? - wypalił, zdumiony, otwierając szerzej ślepia i wpatrując się w Thaisis, jak w zjawę. Próbował nadążyć za słowami padającymi z pyska wadery, lecz ich sens z trudem do niego docierał. To wszystko wydawało mu się całkowicie nierealne. Jak to możliwe, że stojąca przed nim wadera może być rzeczywiście z nim spokrewniona? Złocisty znów przyjrzał jej się uważnie, jakby pragnąc doszukać się jakiegokolwiek podobieństwa. Niegdyś często wyobrażał sobie swoją prawdziwą rodzinę i zawsze oczyma wyobraźni widział zgoła coś innego, niż wpatrująca się w niego samica. Zresztą, jakie było prawdopodobieństwo, że spotkali się przypadkiem akurat teraz, tutaj, trafiając do tego samego stada? A może nic nie dzieje się przypadkiem i tak miało być od samego początku...?
Jednakże nie tylko to go nurtowało. Z chaotycznej wypowiedzi Thaisis wynikało, że jej, a także, przynajmniej według samicy, i jego matka również była członkiem stada, lecz zdecydowała się je opuścić. Keiran znał tylko jednego wilka, który pasowałby do tego opisu. Ve'nevri. Złocisty sam nie wiedział, co ma myśleć o starej zielarce. W jakiś dziwny sposób zawsze go intrygowała, choć miał wrażenie, że nie powinien jej ufać. Zwłaszcza, że ta zdecydowała się opuścić watahę. Keiran co prawda nie chował wobec niej z tego powodu żadnej urazy, lecz postępowanie samicy było dla niego całkowicie niezrozumiałe. Co, jeżeli odeszła przeze mnie...?
- M-masz na myśli Ve'nevri? - wypalił, starając się to wszystko zrozumieć, lecz miał w głowie coraz większy mętlik. Tak właściwie, to Thaisis i Ven mają podobne oczy, przemknęło mu przez myśl, gdy patrzył na waderę nierozumiejącym wzrokiem. Zaraz jednak znikło to wśród lawiny pytań, jakie nurtowały samca. Wśród nich wciąż natrętnie powracało jedno. Jak to w ogóle jest możliwe...?
- To... Nieprawdopodobne - wypalił ponownie, kręcąc powoli łbem. - To, że miałbym spotkać swoją rodzinę akurat tutaj, zupełnie przypadkiem... - przymknął na chwilę oczy, zwieszając łeb i wzdychając. Trudno było mu w to wszystko uwierzyć... Lecz z drugiej strony, dlaczego Thaisis miałaby kłamać i trudzić się, by wymyślić tę całą historię?
Ostatnio zmieniony piątek 31 mar 2017, 10:45 przez Keiran, łącznie zmieniany 1 raz.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron