Obserwatorium

#11
- Tak, właśnie ją mam na myśli. - Thaisis nadal wpatrywała się w złocistego samca, czekając aż ten "na spokojnie przetrawi" zaserwowane przez nią informacje. Wiedziała jak bardzo nieprawdopodobnie to wszystko wygląda - gdyby sama tego nie doświadczyła, zapewne, także ciężko byłoby jej w to uwierzyć. Bała się więc, że basior uzna to tylko za stek bzdur, a jego słowa tylko jeszcze bardziej pogłębiły dręczące ją obawy. Gdy zamknął oczy i opuścił odrobinę łeb spodziewała się, że urzeczywistnia się właśnie ta, jedna z najgorszych możliwych wersji wydarzeń - nie mogła na to pozwolić. Nie chciała na to pozwolić.
- Zdaję sobie sprawę, jak to brzmi, naprawdę. - zaczęła, nie odrywając od niego fioletowych ślepi - Gdy opuszczałam nasze rodzinne stado, byłam przekonana, że już nigdy nie zobaczę nikogo, kogo wcześniej znałam. Zrobiło się tam okropnie, więc przez jakiś czas cieszyłam się nawet, że tak będzie. Przez jakiś czas... - westchnęła ciężko, przenosząc wzrok na skalne podłoże, które gdzie nigdzie porastała trawa. - Częściowo wiem chyba co teraz czujesz. Gdy was zobaczyłam też nie mogłam w to uwierzyć... i Ciebie i mamę uważałam oboje za dawno zaginionych... za martwych... a tymczasem tak nagle powróciliście do mojego życia. - I pomyśleć, że gdyby nie ta czwórka, która przepędziła mnie z legowiska, nigdy tak naprawdę bym tu nie trafiła. - nagle przyszło jej do głowy. Jak by nie patrzeć, to właśnie wydarzenie było jednym z kluczowych punktów zwrotnych w jej życiu i mimo skrajnego przerażenia, które towarzyszyło jej podczas tamtych wydarzeń, teraz z perspektywy czasu w pewnym sensie cieszyła się, że potoczyło się to tak a nie inaczej. Cieszyła się, że wybrała taką a nie inną drogę ucieczki, przez co wpadła na Vune i Kune, że Naerys i Melodia akurat przechodziły dzień później przez miejsce w którym cała trójka się zatrzymała i że w ogóle rodzeństwo postanowiło odpocząć właśnie tam. Nic nie dzieje się przez przypadek. - ona także doszła do takiego wniosku.
A co przyniesie ze sobą ta sytuacja? To z pewnością się jeszcze okaże.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Obserwatorium

#12
Miał nieprzyjemne wrażenie, że w jego wnętrzu walczyły ze sobą dwa całkowicie inne wilki. Jeden nie był w stanie uwierzyć słowom wadery, inny był przekonany, że przecież nie ma ona najmniejszego powodu, by go okłamywać. Co miałaby zyskać, przekonując złocistego, że są spokrewnieni? Oczywiście oprócz przychylności samego samca. On jednakże nie był nikim ważnym, bliższa znajomość z nim nie mogła przynieść nikomu żadnych zysków. Więc nie kłamie...? Już sam nie wiem. To nieprawdopodobne, bym spotkał członków swej rodziny w odległej krainie, w dodatku wszyscy przypadkowo trafiliśmy do tego samego stada. Chociaż... Czy na pewno? W końcu dookoła dzieje się tyle dziwnych rzeczy, które wydają się tak nierealne...
Mętlik w głowie cały czas narastał, przyprawiając już złocistego o nieprzyjemne łupanie w skroni. Skupił się, by spróbować odsunąć od siebie natłok myśli i gdzieś z zakamarków umysłu wygrzebać fragmenty wspomnień. Nie był w stanie przypomnieć sobie zbyt wiele. Oczyma wyobraźni znów ujrzał norę, kilkoro drobnych szczeniąt i leżącego obok dorosłego wilka, jednakże wszyscy wydawali się jedynie plamami beżów i szarości pozbawionymi oblicza. Właściwie nie potrafił przywołać niczego więcej. Mimowolnie wrócił do pierwszego momentu, który pamiętał wyraźnie, czyli przedzieranie się przez gąszcz rozmaitych zarośli, by w końcu odnaleźć Stokrotkę. Jednakże tym razem wydawało mu się, że liście tuż za nim szeleściły, a kątem oka dostrzegł znikający między nimi, szary ogon.
Zamrugał, lekko zaskoczony, po czym zmarszczył nieznacznie czoło, patrząc na Thaisis.
- Sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć... - jęknął niemal żałośnie. - Niewiele pamiętam, i to jak przez mgłę. Jakąś norę, szczenięta i wilczycę, jednak nie jestem w stanie przypomnieć sobie ani oblicza, ani zapachu. Nie mam pojęcia, czemu...
Mówił bardziej do siebie, niż do samicy, głośno myśląc. Liczył na to, że pomoże mu to choć trochę uporządkować panujące w jego głowie zamieszanie. Ruszył z miejsca, zaczynając niespokojnie krążyć w tę i z powrotem, zerkając od czasu do czasu na waderę.
- Przeżyłem tak długi czas u boku obcej wadery, uznając ją za matkę. Prawdy dowiedziałem się dopiero w ostatniej godzinie jej życia. Jednak nie łudziłem się, że kiedykolwiek zdołam odnaleźć swoją rodzinę. A teraz jest tutaj, w pobliżu? Przecież nigdy nikt mnie nie szukał... - zamilkł, zatrzymując się gwałtownie i wbijając w Thaisis natarczywe spojrzenie. - Dlaczego nikt mnie nie szukał? Czemu matka nigdy nie wróciła w miejsce, gdzie widziała mnie po raz ostatni? Mówiłaś, że w dniu, w którym zniknąłem opuściłem norę razem z nią...

Obserwatorium

#13
Pamiętała, że podczas ostatniej rozmowy Ve'nevri wspominała coś o innej wilczycy, której podrzuciła Złotego. Cóż, czyli wszystko by się zgadzało - najwyraźniej jej rodzicielka mówiła prawdę.
- Tak, obudziłam się wtedy i widziałam jak Cię zabiera. - Dopiero teraz, słysząc pytanie brata, zdała sobie sprawę, iż dziwne było to, że nikt tak naprawdę go nie szukał, a przynajmniej nie widziała, aby ktokolwiek próbował zrobić coś w tym kierunku. Czy oni wszyscy wiedzieli? Wiedzieli co się stało i pozwolili na to nawet bez mrugnięcia okiem? Co prawda już wtedy to, że członkowie stada zbywali jej pytania i nie wydawali się poruszeni odbierała jako nieco podejrzane, lecz teraz w pełni uświadomiła sobie jak naprawdę to wyglądało. Nie była jednak pewna czy powinna mu to mówić.
- Wszyscy zachowywali się wtedy jakoś dziwnie. - wyznała w końcu, nie chcąc nic zatajać. Czuła, że nie byłoby to w porządku wobec brata - Wypytywałam każdego wilka po kolei czy może przypadkiem cię nie widział... wszystkie odpowiedzi były takie same "Zgubił się, pewnie już po nim" ... "Przestań go szukać bo spotka cię to samo", czasami po prostu mnie ignorowali. Nawet tata... zachowywał się tak jakby nic się nie stało... - Po wypowiedzeniu ostatnich słów, jej uszy cofnęły się lekko do tyłu, a ona kontynuowała drżącym głosem - Mama... dopiero tutaj, na wysepce, powiedziała mi, że... że to wszystko przez niego. Że myślała... że jeśli Cię zostawi, on znowu będzie z nami, znowu ja pokocha... a poza tym bała się, że może... będzie chciał coś Ci zrobić... - To było straszne - ten fakt dotarł do niej wyjątkowo dobitnie dopiero gdy wypowiedziała to wszystko razem, na głos. Po pokrytym szarawym futrem grzbiecie przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Obserwatorium

#14
Wysłuchał jej w milczeniu, nie przerywając ani słowem i wpatrując jak w obrazek. Podczas, gdy mówiła, oblicze samca nieustannie się zmieniało, zdradzając najróżniejsze emocje. Zaskoczenie, niedowierzanie, a wreszcie i smutek. To ostatnie ponownie opanowało wnętrze samca, gdy do niego w pełni dotarł sens słów Thaisis. Nikt go nie szukał. Zachowywali się, jakby nic się nie stało. Nie przejęli się nijak zniknięciem samca. Nawet ojciec... Nie, ZWŁASZCZA ojciec. Przez chwilę zastanawiał się, kim mógł być ten wilk, lecz teraz zeszło to na drugi plan. Nie mógł pojąć, dlaczego Ve'nevri uznała, że jedynym sposobem na odzyskanie miłości swego partnera jest pozbycie się jednego z ich szczeniąt. Przecież... Żadnego z nich nie skrzywdziłem. Nie mogłem tego zrobić, przecież miałem wtedy dopiero kilka miesięcy. Dlaczego więc mnie porzucili...?
Znów zaczął niespokojnie krążyć, ze zwieszonym łbem i schowanymi w gęstej kryzie uszami. Nie mógł zrozumieć, jak ktokolwiek mógł być w stanie pozbyć się własnego szczenięcia, i z jakiego powodu miałby to uczynić. Zatrzymał się gwałtownie, gdy do głowy wpadł mu pewien pomysł. Może to... Przez moje futro...? W końcu do tej pory nie spotkał jeszcze innego wilka, którego sierść zdobiłyby tak intensywne żółcienie, pomieszane z brązem i szarością. Najbliższe były rozmaite beże i rudości, lecz i te odbiegały od tych słonecznych odcieni. Nie, to przecież kompletnie głupie. Nie zależy to nijak ode mnie. Musiał być inny powód, pomyślał, na powrót podejmując przerwaną wędrówkę bez celu.
Milczał przez dłuższą chwilę, starając się uporządkować choć trochę ten mętlik w głowie, sformułować kolejne pytania. Jakaś część basiora nadal miała nieprzyjemne wrażenie, że padł ofiarą jakiegoś nieszczególnie śmiesznego żartu. Lecz z drugiej strony, zachowanie Thaisis świadczyło o czymś zgoła odmiennym.
- Ojciec... Kim jest? - zapytał. Następnie momentalnie zbeształ się w duchu. Przecież sam nie wiedział, czy ten wilk jeszcze żyje. - I... Dlaczego Ve'nevri uznała, że tylko pozbywając się mnie zasłuży na jego miłość...? I czemu miałby coś mi zrobić? Przecież nijak go nie skrzywdziłem...
Przestał krążyć, przypatrując się samicy uważnie, ze zmarszczonym czołem. Nagle uświadomił sobie, że, zakładając, iż słowa samicy są prawdą, sama nie może wiedzieć zbyt wiele. W końcu była szczenięciem, gdy to wszystko miało miejsce. Należy zapytać kogoś innego... Lecz kogo?
Ve'nevri. Prawdopodobnie była jedynym wilkiem, który znał całą historię. Czy planowała opowiedzieć mi ją po pogrzebie...? Jeśli tak, to... Dlaczego tego nie zrobiła...? Jeśli to wszystko było prawdą, to właśnie stara uzdrowicielka była tą, która będzie w stanie mu to wszystko wyjaśnić. Był tylko jeden problem - nie miał pojęcia, gdzie jej szukać.
Ale, czy Thaisis nie wiedziała...? W końcu brała udział w tej nieszczęsnej wyprawie na pustynię, a podobno zielarka zabrała wówczas chorych do swej kryjówki...
- Ty... Wiesz, gdzie teraz jest Ve'nevri, prawda? - zapytał.

Obserwatorium

#15
Przypatrywała się wilkowi snującemu się naprzeciwko niej w napięciu. Tak naprawdę nie mogła zrobić nic - pozostało jej jedynie czekać. Rozumiała, że musi być to dla niego trudne, więc nie odzywała się ani słowem, dając samcowi w spokoju przemyśleć wszystko co do tej pory usłyszał.
- Ma na imię Muuaji. - odpowiedziała na pierwsze z pytań, starając się brzmieć jak najbardziej spokojnie i zarazem opanować drżenie swojego głosu, co miejscami nawet jej się udawało. Chciała w ten sposób okazać Keiranowi swego rodzaju wsparcie - pokazać, że w jakimś sensie panuje nad całą sytuacją i nie jest w całkowitej rozsypce. - Ostatni raz widziałam go jeszcze w domu... - Ale... kim był? Na to ciężej było jej już odpowiedzieć. Beżowej nie przychodził do głowy żaden konkretny termin jakim mogłaby go określić. Na kolejne wątpliwości Słonecznika także nie była w stanie udzielić żadnej odpowiedzi. Ve'nevri nigdy nie podzieliła się z nią w końcu aż takimi szczegółami. Milczała więc dopóki basior nie zatrzymał się tuż przed nią i nie zawiesił na niej żółtych tęczówek.
- Nie do końca... to znaczy... mniej więcej chyba wiem. - wydusiła, spoglądając na niego - Kiedyś twierdziła, że jeśli będę chciała się z nią spotkać mam szukać wrzosowiska w jakimś Świetlistym Gaju. - Cóż, nie dało się ukryć, że te słowa Ven wyjątkowo niewiele jej mówiły. Nie przechodziła w końcu przez żadne z miejsc, które mogłyby zasłużyć na takie miana, a reszty krainy zwyczajnie nie znała. Można więc stwierdzić, że były to lekko bezużyteczne informacje. Ale może Keiran bardziej orientował się w okolicy? Do głowy jednak przyszło jej coś jeszcze - coś dzięki czemu zdecydowanie łatwiej będzie określić aktualne miejsce pobytu starej uzdrowicielki - Chcesz z nią porozmawiać prawda? - znała odpowiedź na to pytanie, lecz potrzebowała chwili, aby ubrać w słowa to co chciała powiedzieć - Możemy odszukać jej ślady. Nie odeszła stąd w końcu aż tak dawno, na pewno będziemy jeszcze w stanie to zrobić... - Nie chciała spotykać się więcej z matką, lecz nie miała też zamiaru pozwolić, aby Słonecznik szukał jej sam. Poza tym, być może Thaisis też będzie w stanie wtedy uzupełnić swoją wiedzie o tym co dokładnie wydarzyło się w tamtym czasie.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Obserwatorium

#16
Muuaji. Powtórzył sobie kilkukrotnie imię tego basiora w myślach. Jak można się było tego spodziewać, nie kojarzyło mu się z niczym i nie potrafił powiązać go z żadnym konkretnym obliczem. Czy ten samiec, kimkolwiek by on nie był, jest przyczyną, dlaczego to wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej? Czy to właśnie przez niego straciłem rodzinę...? Być może. Lecz przecież... Była to też wina matki, nieprawdaż?
Znów milczał przez dłuższą chwilę, tym razem nie wracając jednak do nerwowego krążenia. Przypatrywał się samicy, która, o ile cała ta historia była prawdziwa, była jego rodzoną siostrą. Nigdy by tego nawet nie przypuszczał. Różnili się od siebie tak bardzo...
Jej słowa potwierdzały jego przypuszczenie, że Thaisis wcale nie wie zbyt wiele. Owszem, więcej niż on sam, lecz nie wystarczająco, by mu to wszystko wytłumaczyć. Ve'nevri musi wiedzieć więcej. Keiran co prawda nie był pewien, czy zielarka zechce mu wszystko zdradzić, ale tym razem nie zamierzał odpuścić. Powinien przekonać samicę, by opowiedziała mu wszystko od początku. Być może wtedy będzie w stanie zrozumieć.
Skinął kilkukrotnie łbem na słowa Thaisis.
- Ona z pewnością wie więcej. Chcę ją przekonać, by wreszcie mi to wszystko wyjaśniła - oznajmił pewniejszym tonem. W końcu to mi się należy po tylu miesiącach niewiedzy. - Co prawda nie kojarzę żadnego wrzosowiska, ani Świetlistego Gaju, lecz tak, powinniśmy ją znaleźć po śladach. Nie wydaje mi się, by zdążyły się już zatrzeć.
Stał przez chwilę nieruchomo, jakby układając sobie to wszystko jeszcze raz w głowie, po czym skinął łbem na potwierdzenie swych myśli. Następnie ruszył powoli w stronę, z której przybył, chcąc ponownie odnaleźć bezpieczne zejście na dół. Zatrzymał się jednak nieopodal samicy i odwrócił łeb, by zerknąć na nią.
- Thaisis, ja... Dziękuję - bąknął nieco niepewnie. - Dziękuję, że tu za mną przyszłaś i mi to wszystko opowiedziałaś.

Obserwatorium

#17
- Tak, co do tego nie ma wątpliwości... mam nadzieję, że będzie chciała mówić... w końcu tyle czasu tego unikała. - Bała się, że matka znowu znajdzie jakiś sposób aby wymigać się od rozmowy z Keiranem, nie zdziwiłaby się gdyby tak miało się stać. - Tym razem będzie musiała to zrobić. - Stwierdziła nagle, zaskakująco pewnym tonem - Powinieneś dowiedzieć się o naszych więzach krwi od niej, nie ode mnie... ale niestety chyba... nie dało się inaczej. Będzie musiała chociaż pomóc Ci to wszystko poukładać. - dokończyła z hardą miną. Nie miała zamiaru pozwolić, żeby sytuacja się powtórzyła.
Chciała podążyć za złocistym samcem, gdy ruszył w stronę zejścia z wielkiego kamulca, lecz ten nagle się zatrzymał. Jego słowa z jakiegoś powodu sprawiły, że zrobiło jej się cieplej na sercu. Czy możliwe jest to, że w końcu odzyska chociaż niewielką część swojej rodziny w postaci ukochanego brata? Była na to szansa - w końcu nie uznał jej za wariatkę, nie przegonił, lecz starał się zrozumieć, uwierzyć. Ona też wierzyła - rozkwitła w niej nadzieja, której nie mogła za nic stłumić, chociaż biorąc pod uwagę wcześniejsze rozczarowania, które przeżyła przez własną matkę, starała się nie nastawiać od razu na nic za bardzo. Wiedziała jak boleśnie może się to zakończyć. Niemniej jednak nie potrafiła zatuszować radości oraz ulgi, które teraz tak nagle odczuła.
- Już dawno powinnam była to zrobić ale... sam wiesz... I nie musisz dziękować... - uśmiechnęła się ciepło, zmierzając w jego stronę. Przechodząc obok, delikatnie trąciła go nosem. - Chodźmy, mama cały czas ucieka z informacjami coraz dalej wgłąb puszczy. - kąciki beżowego pyska uniosły się nieco wyżej.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Obserwatorium

#18
Skinął głową. Wiele spraw pozostawało dla niego niezrozumiałymi, lecz na pierwszy plan wysuwała się jedna - dlaczego Ve'nevri tak usilnie unikała rozmowy z nim? Owszem, teoretycznie chciała uczynić to teraz, po pogrzebie Melodii, lecz z jakiegoś powodu zdecydowała inaczej, znów odchodząc bez słowa. Czyżby bała się jego reakcji? A może miała zgoła inny powód?
Jednego był pewien - tym razem nie odpuści i postara się wyciągnąć z zielarki informacje. Owszem, nie brzmiało to przyjemnie i nie chciał być zbytnio natrętny, lecz jednocześnie pragnął wreszcie poznać prawdę. Wciąż trudno było mu w to wszystko uwierzyć, nawet mimo przekonania, iż żadne z tych wilków nie miało powodów, by kłamać. W głowie miał straszliwy mętlik i nijak nie potrafił ułożyć tego wszystkiego w jakąś logiczną całość. Potrzebował wyjaśnień.
Dostrzegając uśmiech samicy sam wyszczerzył się radośnie, machając kilkukrotnie kitą. Niemalże, jak za starych, dobrych czasów. Gdy samica lekko trąciła go nosem, samiec nie pozostał jej dłużny i pod wpływem nagłego impulsu liznął krótko jej łeb, merdając ogonem, niczym zadowolony szczeniak. Dzięki obecności Thaisis poczuł się o wiele lepiej. Pomimo całego tego zamieszania odniósł przyjemne wrażenie, że jednak nie jest sam i ma kogoś, na kogo może liczyć.
- Racja, lepiej ruszajmy - odparł krótko, poważniejąc momentalnie. Co prawda wątpił, by niewidoma staruszka była w stanie zbyt szybko się poruszać, lecz równie dobrze mogła znaleźć jakieś schronienie i ukryć skutecznie przed innymi. Skinął łbem, po czym znów ruszył przed siebie, ku zejściu z górującej nad okolicą skały. Dość szybko przekonał się, że schodzenie z dół jest trudniejsze, niż wspinaczka - potknął się bowiem kilkukrotnie, a raz omal nie stracił równowagi. Na szczęście skończyło się bez większych uszczerbków na zdrowiu. Jedynie skacząc po kamieniach nieco się zmoczył, mając spore problemy ze zmieszczeniem się na mniejszych z nich.
Wreszcie dotarł na stały ląd i otrzepawszy z nadmiaru wilgoci, poczekał chwilę na samicę. Gdy ta dołączyła, ruszył u jej boku.

//zt.

Obserwatorium

#19
Widząc reakcję Keirana na to co zrobiła, wręcz nie mogła się nadziwić, a gdy basior ją polizał, na początku tylko popatrzyła na niego wyraźnie zaskoczona, aby sekundę później szturchnąć lekko barkiem z rozbawieniem, niemal tak samo jak kiedyś. To wszystko wprawiło ją w świetny nastrój i jeszcze bardziej utwierdziło w przekonaniu, że postąpiła dobrze uświadamiając bratu, kim tak naprawdę dla niego jest.
Szła tuż za basiorem, uważnie stawiając łapy na kamiennym podłożu, starając się trzymać dość stabilnie, co miejscami nie było zbyt łatwe. Gdy dotarli do momentu gdzie dalej trzeba było skakać po kamieniach poczekała aż basior znajdzie się na drugim brzegu po czym sama rozpoczęła przeprawę. Tym razem szło jej to zdecydowanie sprawniej niż poprzednio, a mokra została jedynie końcówka beżowo-szarego ogona fiołkowookiej. Po dotarciu na suchy ląd ruszyła wraz z bratem wgłąb lasu - w poszukiwaniu prawdy oraz odpowiedzi.
/zt
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron