Zakątek mgieł

#1
Źródło: pexels.com


W tym miejscu wody jeziora wcinają się nieco głębiej w ląd, tworząc niewielką zatoczkę o podmokłych, błotnistych brzegach porośniętych obficie roślinnością lubującą się w wilgoci. Gdzieniegdzie można natknąć się na szuwary, czasem na drodze staje samotna, wiekowa wierzba pochylająca swe gałęzie nad tonią jeziora, innym razem spróchniały pień dawno powalonego drzewa. Wszystko to często skąpane jest we mgle, powstającej na skutek wilgotności, głównie w nocy i o wschodzie słońca.



Rośliny: ostrokrzew kolczasty, pokrzywa, skrzyp
Zwierzęta: brak
Lokacja wymyślona przez Lokatt.

Zakątek mgieł

#2
Zgrabne łapki zaprowadziły Naerys w najbliższe okolice terytorium Cieni. Samiczka była pewna, że jeszcze nie była w tym miejscu. Owszem, kiedy jej oczom ukazał się jeden z brzegów jeziora spowity w gęstej mgle, złotooka postanowiła to sprawdzić i rozejrzeć się po okolicy. Miejsce to znajdowało się przede wszystkim nad wodą, co było dla niej niesamowicie wygodne. Wciąż pamiętała, że powinna zmyć z siebie krew i piach po sparingu z Ziębą, a potem ułożyć futro tak, żeby nie zmartwić swym wyglądem zbytnio Lokatt i reszty jej stada. Nie chciało jej się wysilać i tłumaczyć co i jak, zwłaszcza, że sytuacja była już dawno zamknięta i nic się nie stało.
Samiczka szła dalej aż jej łapy natrafiły na nieco bardziej rozmiękły i wilgotny grunt niż wcześniej, wieszcząc tym samym nadejście nad brzeg. Kilka kroków dalej znalazła zatoczkę pokrytą szuwarami i niewielką powierzchnię piasku, na której mogła zejść spokojnie do chłodnej wody bez niewygodnych, drapiących brzuch i ciągnących za futro chwastów.
Chłodna ciecz zadziałała kojąco na skórę Naerys, ciągle dość zaognioną w miejscach, gdzie poraniła i podrapała ją Zięba. Uczucie to było tak przyjemne, że samiczka mimowolnie uśmiechnęła się sama do siebie. Mimo, że futro namakało jak szalone, gdyż zamiast być ułożone i częściowo wodoodporne było poczochrane i stało dęba, odsłaniając naskórek, Naerys nie czuła zdenerwowania ani niewygody. Przeciwnie, idąc coraz to głębiej do wody czuła się jakby zawieszona w nieważkości i po chwili oddała się pływaniu i nurkowaniu. Rosnące wokół szuwary pomagały zdjąć z jej futra resztki ziemi, kołtuny i czerwone strupy, choć te ostatnie będzie musiała wyczesać jeszcze raz jak wypłynie ponownie na mieliznę. Kąpiel była niesamowicie odświeżająca.
Młoda zanurzyła głowę pod taflę połyskującej wody i otworzyła oczy, chłonąc zniekształcony przez fale krajobraz. Dno było dziwnie oświetlone, tańczyły po nim linie, cienie i świetlne punkty, sprawiając, że całość wyglądała nieziemsko. Obok jej pyska przepłynęła ryba i waderka kłapnęła szczękami, jednak uczyniła to za wolno, aby złapać srebrzyste stworzonko. Chwilę potem wynurzyła głowę nad taflę wody i zaczerpnęła ponownie powietrza, mrugając zawzięcie, aby pozbyć się wody z oczu.
Zawróciła o 180 stopni, chcąc wrócić na brzeg, który stawał się powoli coraz mniej widoczny z powodu spowijającej okolicę mgły. Nie chciała zgubić się i mieć problem z powrotem do domu, ani tym bardziej utopić się w takim miejscu. Dotarła z powrotem do miejsca, gdzie mogła już spokojnie stąpać po dnie jeziora i zatrzymała się w miejscu, gdzie woda dostawała jej do klatki piersiowej, aby zacząć wyczesywać zębami strupy zaschniętej posoki z futra, aby na powrót stało się białe, albo przynajmniej kremowe. Miała nadzieję, że kąpiel przy okazji zmyje z niej woń krwi którą teraz była przesiąknięta.
Toaleta zajęła jej nieco więcej czasu, niż poprzednio zakładała. Zanim skończyła, była już przemoknięta do suchej nitki i dość zziębnięta. Miała nadzieję, że na wyspie znajdzie jakieś słoneczne miejsce, gdzie będzie mogła spokojnie wysuszyć futro. Zanim jednak wyszła z jeziora, ponownie zanurzyła się w całości pod wodę aby ostatecznie zmyć z siebie nieczystości i ułożyć równiej futro, które uległo jeszcze większemu poczochraniu podczas skomplikowanej operacji pozbywania się zakrzepłej posoki.
Wychodząc z wody uczucie nieważkości całkowicie opuściło Naerys, tym razem zostając zastąpionym uczuciem przytłaczającego ciężaru. Futro wydawało się ważyć kilka razy więcej niż kiedykolwiek dotąd, ciągnąc samicę w dół i odsłaniając niemal obscenicznie jej sylwetkę. Bez problemu widać było jej smukłe łapy, wąską klatkę piersiową i kibić, kształtny pysk i ładną linię grzbietu. Wyszedłszy na suchy ląd Naerys otrzepała się kilka razy, usiłując choć częściowo wysuszyć futro. Potem skierowała swoje kroki ku wyspie.

z.t.

Zakątek mgieł

#3
Z każdym kolejnym krokiem mgła wokół stawała się coraz gęstsza.
Obrany wcześniej skrót jak widać nie okazał się drogą, która z powodzeniem zaprowadziłaby ją do reszty... a może jednak mógłby nią być? Może gdyby nie skręciła tam, przy tym drzewie, aż tak bardzo w bok, dotarłaby do celu? Teraz mogła tylko spekulować, lecz same rozmyślania z pewnością nie rozwiążą sytuacji w której beżowa właśnie się znalazła. Poddenerwowana starała się odgadnąć w którą stronę powinna iść, i czy w ogóle jest sens brnąć dalej wprzód. Może powinna zawrócić? Ta druga opcja wydawała jej się najlepszym i najbardziej rozsądnym wyjściem, bo w innym przypadku mogłaby się przecież błąkać w nieskończoność, a tak - może i spóźniona, ale w końcu dotrze na pożegnalną ceremonię Melodii - przynajmniej miała taką właśnie nadzieję. Co powie reszta watahy, gdy nie przybędzie o czasie? Do głowy szarawej samicy dobijały się czarne myśli, z którymi nie potrafiła skutecznie walczyć. "Na pewno pomyślą, że nie mam szacunku dla pamięci Zapomnianej... Lokatt i bliźnięta z pewnością bardzo się na mnie zawiodą..." - to nie pomagało w zachowaniu spokoju oraz trzeźwego umysłu. Prawdopodobnie gdyby nie potrząsnęła w tej chwili głową próbując nowego sposobu na pozbycie się tego typu myśli, weszłaby wprost na powalony pień drzewa, który niczym zjawa wyłonił się nagle spomiędzy mglistych oparów.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Zakątek mgieł

#4
Thaisis zatrzymała się gwałtownie przed przeszkodą po czym zdecydowała się skręcić w prawo, gdzie do tej pory dość stabilny grunt zmieniał się w błotnistą papkę, oblepiającą łapy samicy. Starała się iść dość szybko, chcąc jednocześnie w miarę możliwości zwracać uwagę na najbliższą okolicę, co ostatecznie zaowocowało odkryciem całkiem sporego skupiska pokrzyw. Wiedziała, że nie ma zbyt dużo czasu i, że nie powinna przez to zatrzymywać się ani na chwilę... ale zrobiła to mimo wszystko. Pośpiesznie i dość niedbale zerwane rośliny wplątywała w futro już idąc dalej, aby stracić jak najmniej cennego czasu, którego zasoby - w jej mniemaniu - kończyły się wyjątkowo szybko. Jednak czy w rzeczywistości błąkała się już aż tak długo? Nie było powiedziane.
Odrobinę dalej natknęła się na skrzyp który przecież "lubuje się w bagiennych terenach", a przez głowę przewinęło jej się od razu kilka jego użytecznych zastosowań. "Krwawienia, rany i ogólnie ból" - powtórzyła sobie w myślach kilka razy, aby wszystko jeszcze lepiej utrwalić, przez co odrobinę się uspokoiła. Brnąc dalej w mgłę przebiegła przez płyciznę zatoczki, rozchlapując zimną wodę na wszystkie strony - to właśnie wtedy z zaskoczeniem odkryła, że to co przed chwilą robiła było użytecznie nie tylko pod względem nauki pewnych rzeczy, ale też pozwalało w pewnym sensie stłumić panikę i niepokój. To dopiero nazywało się przydatne odkrycie.
/zt
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron