Gęstwina

#71
Słaby samczyk szybko usnął ogrzewany przez siostrę. Ava także zaczynała przysypiać, ale przegnała zmęczenie i wstała otrzepując futerko z białych płatków śniegu. Polizała brata czule po łebku i rozejrzała się w poszukiwaniu schronienia, starając się nie odchodzić od wilczka. Bardzo się ucieszyła widząc jamę między korzeniami pobliskiego drzewa. Napuszyła się zrobiła minę mięśniaka i chwytając basiorka za futro na karku zaczęła go ciągnąć w stronę kryjówki. Szybko zaniechała tego widząc nadchodzącą waderę. Puściła śpiącego, przeskoczyła go i podbiegła do samicy radośnie merdając ogonkiem. Nie przeszło jej przez myśl, że wadera może nie mieć dobrych intencji zatrzymała się przed nią niemal podskakując ze szczęścia i szczerząc kiełki.
- Odpoczywamy. - powiedziała radośnie rozumiejąc pytanie dosłownie, a zaraz po chwili dodała. - Pomoże mi pani zanieść mojego brata do tamtej dziury? - spytała przyjaźnie spoglądając w stronę znalezionej przez nią kryjówki. Nie wiedziała, czy jest przez kogoś zamieszkiwana, czy nie, ale z góry założyła, że nikogo tam nie ma. Znów podniosła pyszczek by spojrzeć na samicę uśmiechając się przyjaźnie. Jej ogonek przecinał powietrze jak śmigło helikoptera, dobrze, że samiczka nie odleciała.

Gęstwina

#72
Zmarszczyła ponownie brwi, gdy młoda samiczka bez jakiegokolwiek strachu podeszła do niej. Nie uznała tego za zniewagę, tylko za objaw skrajnej głupoty. Spokojnie, to jeszcze dzieciak, pomyślała. - Gdzie wasi rodzice, opiekunowie, co? - Wyminęła małą, podchodząc do drugiego malca. Obawiała się troche, czy on w ogóle żyje, ale widząc jak unosi sie, a następnie opada jego bok, uspokoiła się. Zbliżyła się do nory, którą mała waderka jej wskazała. Jednak niezbyt podobał jej się pomysł wsadzania tam szczeniaka.
Wyprostowała się, by następnie zbliżyć do malca. Złapała go delikatnie zębami za skórę za karkiem. Podniosła, delikatnie przechodząc pod skupisko niskich krzewów. Ich splecione gałęzie chroniły przed śniegiem. Położyła się bokiem, kładąc przy sobie zmarzniętą kupkę futra. Otuliła go swoim futrem, a ciało wadery spokojnie mogło go ogrzewać.
Spojrzała ponownie na młodą i kiwnęła do niej. - Chodź tu, też się ogrzej. I powiedz mi skąd tu przyszliście?


Gęstwina

#73
- Mama mówiła, że nasz tata nas zostawił. A mama zniknęła wraz z naszą siostrą po tym jak usłyszeliśmy taki głośny huk jak podczas burzy, ale wtedy świeciło słońce. - trajkotała radośnie idąc za wilczycą. Odpowiadała na wszystko o co się ją zapytało, bez żadnych zahamowań. Nie widziała potrzeby by ukrywać prawdę. Choć wilczyca mogła wykorzystać to przeciwko rodzeństwu, co w późniejszym czasie mogłoby się dla nich źle skończyć. Valka nie miała pojęcia o spiskach, podstępach i oszustwach. Była zbyt młoda by dowiedzieć się o takich zachowaniach, a tym bardziej ich doświadczyć. Dodatkowo wychodziła z założenia, że ostrożność jest dla małych maminsynków takich jak jej brat, którzy boją się wszystkiego.
A pro po małego samczyka. Osłabiony otworzył oczka i od razu się wystraszył widząc zmierzającego w jego stronę wilka. Od razu się skulił, a jak wilczyca złapała jego futro na karku od razu zaczął panicznie piszczeć i wierzgać. Jego ogonek byłby teraz podkulony, gdyby nie był odgryziony. Idąca za nimi waderka westchnęła, nie mogąc uwierzyć, że są rodzeństwem.
- Uspokój się bałwanie, ta pani tylko położy cię w domku. - powiedziała nie znając pojęcia nory, czy też kryjówki, ale wiedziała, że takie miejsca to dom.
On się uspokoił niepewny, czy siostra znów ich w jakieś kłopoty nie wciągnęła. Wisiał wystraszony z podkurczonymi łapkami i położonymi po sobie uszkami.
- Gdzie pani idzie? - spytała zatrzymując się i przekrzywiając główkę. Patrzyła to na waderę odchodzącą w krzaki to na dziurę między pniem i ziemią między korzeniami, którą to wypatrzyła wcześniej samiczka. Nie zastanawiała się długo nad tym, gdyż zaraz pobiegła w zarośla w ślad za starszą wilczycą i od razu się przy niej położyła przytulając swojego brata i liżąc go po główce. - Jak to skąd tu przyszliśmy? Z domku, znaczy starego domku. - powiedziała nie rozumiejąc wadery i znów przekrzywiła głowę, cały czas merdała ogonem. Za to słaby samczyk szybko usnął jak tylko poczuł ciepło i spostrzegł siostrę obok siebie. Zawsze się uspokajał kiedy ona była przy nim.

Gęstwina

#74
- A więc tak. - mruknęła do siebie. Ciekawiło ją, co spotkało ich matkę, ale skoro szczeniaki były tu same, a żadnego zapachu nie czuła, mogła wnioskować tylko, że nigdy się nie poznają. Leżąc już i ułożywszy małego basiorka spojrzała na Valkę - Dobrze pomyślałaś z tą norą do spania. Ale skoro tu jestem, to bezpieczniej będzie, jak chwile zdrzemniecie się przy mnie. - Spojrzała na niebo, lustrując chmury, by wiedzieć mniej-więcej jaka pogoda ich czeka.
- no tak, z domku. - zaśmiała się łagodnie. Jakiej odpowiedzi oczekiwała? Szczeniaki najwidoczniej pierwszy raz były dalej niż ich "domek." Tylko, że dla takich maleństw takie wyprawy to pewna śmierć. Bo albo zabije je inny drapieżnik, albo zdechną z głodu, albo czymś się zatrują, albo... Można by tak wyliczać bez końca. - Najwidoczniej nie pozostaje mi nic innego jak, póki co, się wami zająć. - położyła na chwilę uszy do tyłu. - Jak macie na imie?


Gęstwina

#75
Samiczka widocznie obrosła w piórka słysząc pochwałę wadery i wypięła dumnie pierś szczerząc się jak głupi do sera. Cały czas obserwowała bacznie wilczycę, ale nie z obawy, czy nieufności. Po prostu po raz pierwszy widziała innego wilka niż jej rodzeństwo i świętej pamięci matka. Spuściła wzrok tylko by spojrzeć na drżącego brata, na którym się położyła myśląc, że jest mu zimno. Nie rozumiała, że jest osłabiony czy chory. Wszystko co było z nim związane przekładała na siebie, czyli jeśli ona czuła się dobrze to z nim też musiało być wszystko w porządku. Takie było jej rozumowanie, oczywiście prawda była inna, ale ona o tym nie wiedziała. Znów spojrzała na samicę, ale tym razem była wyraźnie obrażona i ściągnęła do tyłu duże uszy.
- Ale ja nie chcę spać, proszę pani. - powiedziała naburmuszona i przeskoczyła nad bratem lądując przed waderą i machając energicznie ogonkiem. Z radosnym pyszczkiem i wywalonym językiem położyła pierś na ziemi cichutko warcząc i szczekając. Co chwila przeskakiwała z boku na bok z uniesionym zadem i położoną klatką piersiową i wyciągniętymi przednimi łapami. Miała w sobie mnóstwo energii i nie w głowie jej było by spać. Chciała się bawić, ale z faktu, że jej brat spał znalazła sobie inną ofiarę.
- Zająć się nami? - spytała. Przestała wariować i siadając przekrzywiła główkę. Nie uśmiechała się już bo była zaskoczona słowami dorosłej, nie rozumiejąc jej. - A co z mamą? - patrzyła na samicę spokojnie. Nie rozumiała co się wtedy stało, ale jak pewnie wadera zdążyła zauważyć, mała niewiele co rozumiała. Ale czemu się dziwić skoro w głowie Valki tylko zabawy i przygody? - Ja jestem Valka, albo inaczej Ava'Nah. Bardziej mi się podoba to pierwsze, a ten maminsynek to Illium, wolę mu mówić Honor bo język mi się nie plącze. - zaśmiała się wesoło, zapominając, że chwilę temu była obrażona i znów zaczęła skakać wokół samicy by ostatecznie wskoczyć jej na kark i ze śmiechem ciągnąć za ucho. Nie wiedziała czemu mama dała im dwa imiona, gdzie z tych pierwszych rzadko kiedy się do nich zwracała, a już tym bardziej po incydencie z Kuną, zaczęła na samiczkę mówić Valka, a samczyk został ochrzczony mianem Honor.

Gęstwina

#76
-To nie śpij, ale musisz dać odpocząć bratu. - Spojrzała na małą. Oj, tyle pracy nad nimi jeszcze. Spojrzała na szybko w stronę nieba, by ponownie spojrzeć na skaczącą małą waderę. Była pełna energii. To dobrze, jednak Fehu martwił stan jej brata. Nie wiedziała kiedy jedli, co ich spotkało, a mały był widocznie przemarznięty. Wojowniczka więc przycisnęła go bardziej do siebie, opatulając grubym futrem. - Musisz się nim opiekować, to twój brat. Tak jak on musi opiekować się tobą. - powiedziała spokojnie, a gdy mała przysiadła, ucieszyła się lekko w duchu.
- Nie wiem, co z Waszą mamą. Ale póki nie wróci, ja się Wami zajmę. Będę taką waszą..ciocią. - zastrzygła uchem. Westchnęła, a z pyska wydobyła się chmura pary. Nie chciała zostawić szczeniaków samych. Gryzłoby ją sumienie, poza tym uznałaby to ujmę na swoim honorze.
-Bardzo ładne imiona. Ja jestem Fehu. - spojrzała na małą, która wskoczyła na Szarą. Nie miała nic przeciwko, rozumiała potrzebę zabawy. Przechyliła jedynie łeb tak, by utrudnić małej dostęp do ucha. Jej wzrok zaś powędrował na samczyka, obserwując czy nic złego z nim się nie dzieje.


Gęstwina

#77
Mały drżał skulony z łapką położoną na pyszczku. Domyślał się, że już więcej nie zobaczą mamy i siostry, przez to, że nie pojawiły się po całym zamieszaniu. Wątpił by ich mama je po prostu porzuciła, przecież razem z nimi się śmiała, bawiła, uczyła je polować. Nawet płakała po stracie pierwszej z sióstr, którą chciała ocalić z łap kuny, mimo że było już za późno i ona o tym doskonale wiedziała. Z zamkniętych oczek popłynęła mu łza na wspomnienie rodzicielki i zaraz po tym we śnie pojawiła się ukochana wadera. Mały od razu się ucieszył i pędem ruszył ku niej, jednakże ile by nie przebiegł i tak się do niej nie zbliżył nawet o centymetr. Fehu mogła poczuć jak przebiera w tym momencie łapami wtulony w jej futro.
- Ma-ma... - zaskomlał pogrążony we śnie, a bardziej koszmarze. Padł wyczerpany na ziemię i spojrzał smutno na matkę bliski płaczu. Wadera posmutniała i pokręciła głową, by chwilę po tym odwrócić się od niego i odejść razem z Harmonią idącą przy jej łapach by zaraz zniknąć między drzewami.
Na słowa dorosłej samicy Valka nie mogła się powstrzymać i po prostu ją wyśmiała tarzając się po ziemi. Ciężko jej było się opanować, ale kiedy się to udało usiadła i otarła łapą łzy z oczek wyduszone przez śmiech.
- On sam sobą nie umie się zaopiekować, gdybym się go słuchała już dawno byśmy poszli spać i się nie obudzili. - powiedziała, zerknęła na przebierającego łapami samca i znów buchnęła śmiechem. Uspokoiła słysząc kolejne słowa pilnującej ich samicy. - Nie wiem czy mama wróci. Dwa dni na nią czekaliśmy, a jak się nie zjawiła uciekliśmy z tamtego miejsca. - odparła dumna z siebie jakby sugerowała, że to była jej inicjatywa by odejść.
Kiedy siedziała na karku Fehu i zawzięcie skakała by złapać ucho, raz po raz ześlizgując się na grzbiet dużej wilczycy obudził się jej brat. Był wystraszony, że jakiś wielki i zły wilk jest tak blisko niego. Skulił się jeszcze bardziej nie mając siły by uciec, a z jego ślepek spływały łzy, nie tylko przez zły sen, ale także ze strachu. Półprzytomny nie interpretował harców Avy jako zabawy, tylko jako atakowanie większego od siebie. Uspokoił się dopiero jak się bardziej rozbudził i dostrzegł, że wilczyca nie ma złych intencji. Podciągnął noskiem i spuścił wzrok przygnębiony.
- Mama już nie wróci. - mruknął cichutko, nie wiedział skąd to wie, ale miał co do tego pewność. Po chwili zakrył załzawione oczy łapkami i cicho skomlał drżąc przez płacz.

Gęstwina

#78
Spojrzała w dół, gdy mały począł skamleć. Automatycznie przycisnęła go do siebie bardziej, mimo iż nie czuła żadnych uczuć, żadnego współczucia. Po prostu to rozumiała. Sama straciła matkę, tylko, że widziała to na własne oczy. Była jednak starsza od nich, przez co trochę inaczej to przeżywała. Musiała emocje tłamsić w sobie, ponieważ nie było czasu na rozczulanie się, na żałobę...
Bursztynowe tarcze oczu powędrowały na Valkę, która się zaśmiewała pogodnie. - No tak, jesteś za młoda, by umieć otoczyć opieką brata, poczuwać się do odpowiedzialności. - Powiedziała to lekko ignoranckim tonem, tylko po to, by zagrać młodej damie na ego. Nie będzie silić się na silne przekonywanie jej, bo to nic, by nie dało i Szara była tego w pełni świadoma. Pokiwała głową na informację, jaką usłyszała. Trzeba będzie więc znaleźć coś na posiłek. - Kiedy ostatnio coś jedliście?
Gdy poczuła ruch u dołu, skierowała wzrok na samczyka ignorując na chwilę starcie Valka vs Ucho Fehu. Wiedziała, że Honor to przeżywa, chyba lepiej rozumie powagę sytuacji od siostry. Gdy skulił się, przejechała językiem po jego grzbiecie. - Spokojnie, pewnie jest teraz z waszą siostrą. - Uniosła brew. - I pewnie czuwa nad wami, nawet jeśli jej nie widzicie.


Gęstwina

#79
- Ej! - krzyknęła i zeskoczyła z niej by szczerzyć na nią zęby i warczeć najeżona. Nie spodobało jej się co powiedziała Fehu, a przez brak instynktu samozachowawczego, albo niezwykle małego, nie bała się obnażyć kłów adresowanego do starszej samicy. Valka nie ma żadnych zahamowań i nie odróżnia czy ktoś jest od niej silniejszy i mała da sobie z nim radę, czy po prostu swoją głupotę przypłaci życiem, swoim i brata. - Nie jestem młoda, jestem duża i umiem się się nim zająć by nie poszedł spać i się nie obudził! - dodała wzburzona. Zła na dorosłą samicę nie odpowiedziała na jej pytanie i udawała, że go w ogóle nie usłyszała. Usiadła naburmuszona i podrapała się tylną łapą za uchem z ignorancją. Widząc poruszenie z boku futra wadery, gdzie wtulony był Illium zainteresowała się. Bardzo się ucieszyła widząc, że jej brat się obudził. Nie docierało do niej, że jest słaby i chory. Myślała, że skoro młody już nie śpi to wszystko dobrze i można iść dalej. Prawie się położyła na ziemi z zadem uniesionym w górze i merdającym ogonkiem szykując się, by skoczyć na niego podczas, gdy samczyk zajęty był przekazywaniem słów dorosłej samicy.
Oboje się przeturlali po ziemi. Valka się radośnie śmiała podgryzając kark brata i szarpiąc go za ucho, a leżący między jej łapami samczyk tylko zaciskał mocno łzawiące oczka i cicho skamląc starał się wytrzymać bolesne zabawy siostry. Kopnął przez przypadek ją w tylną łapę, że ta straciła równowagę, a on mógł się przewrócić na grzbiet i ją z siebie zrzucić. Niestety samiczka wzięła to za wyzwanie i zachęcenie go walki, przez co białymi igiełkami ukrywanymi w jej pyszczku złapała go za szyję i zaczęła jej wbijać w puchate futerko. Honor zawył rozpaczliwie i piskliwie przebierając tylnymi łapkami bez owocnie chcąc się uwolnić z duszącego go chwytu. Siostra nie zdawała sobie sprawy, że sprawia mu ból i może mu zrobić krzywdę swoją zabawą, przy której wesoło się śmiała. Przez zachowanie młodej, samczyk nie mógł nic odpowiedzieć Fehu.

Gęstwina

#80
Siłą powstrzymała się, by nie wywrócić oczami na oburzenie młodej samiczki. Bawiło ją to w duchu, ale też lekko żenowało. Miała jednak do czynienia ze szczeniakami, więc musiała na to przymknąć oko. Westchnęła cicho, gdy poczuła ruch. Spojrzała na samczyka. Jego stan martwił ją, ale nie wiedziała zbytnio co uczynić, nie była szamanką, ani medykiem. Przemknęła jej przez myśl Deszczowa Jesień.... Może do niej udać się ze szczeniakami? We dwie na pewno wymyślą więcej niżeli w pojedynkę.
Gdy szczeniaki poturlały się, a samiczka energicznie szukała zabawy, w oczach Fehu było widać błysk. Mała miała potencjał i ducha walki. O samczyku ciężko było jej się wypowiedzieć, gdyż przez chorobę i osłabienie mógł teraz być cichszy niż zazwyczaj by był. Jednak gdy do jej uczy dobiegł pisk młodzieńca, wstała i leniwie złapała za skórę na karku Valkę i uniosła do góry. Stanęła tak na chwilę, przytrzymując ją wysoko, by następnie postawić obok brata. - Dosyć. Twój brat potrzebuje spokoju teraz. - zmrużyła ślepia. - Wezmę was do mojej przyjaciółki, by pomogła Honorowi.- powiedziała dosyc stanowczym tonem, nie tolerującym sprzeciwu.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron