Gęstwina

#41
W jego myślach nadal były głupie tłumaczenia Totino, od których chciało mu się śmiać. Nie miałby powodów do śmiechu, gdyby samiec nie miał trzech lat, a trzy miesiące. Ten szary także zdawał się być mu śmieszny, jaki to wielki pan, nic i nikt nie może się mu równać, bo jest jeden jedyny on najpotężniejszy i nikt nie może wkraczać na teren, gdzie się dostanie. I jaki on to jest groźny, że potrafi wypruć flaki, blablabla, jaki to on nie jest... Chociaż jest trochę racji w tym, że Kaźmir mógł być niczym w porównaniu do białookiego, ale śmiać się może. A przynajmniej jeszcze.
Musiał się uspokoić, by nie wydawać się tak samo byle jaki jak on. Patrzył trochę na niego z małym uśmieszkiem pod nosem, by po chwili przybrać neutralny wyraz pyska i patrzeć w oczy starego.
-Dobrze, dobrze, z mojej strony nie będzie z tym problemu.-rzekł głosem pełnym opanowania.
Wtem wyczuł zapach nowego osobnika. Przyznał se w duszy, że fakt, wadera była urodziwa. Bardzo nietypowa w swej urodzie. Nigdy nie widział rudego futra u samca czy samicy, takie umaszczenie przyszło widzieć mu po raz pierwszy w życiu. Pachniała lawendą, biały lubił ten zapach. Ruda była smukła, jednak nie popadła w jego łaski, nawet, gdy udało mu się dostrzec jej ślepia. Nie była tak piękna jak Dzika Róża. Ona była tak niezwykła w swej niezwykłości; cokolwiek by się działo, nawet, gdy była cała w błocie, wyglądała jak kwitnąca róża; kto wie- może dlatego ją tak nazywano? Fakt, oczy jak niebo, jednak oczy tej, co złowiła jego myśli, były znacznie piękniejsze, głębsze; zapamiętał, że zawsze spokojne, a w nich niezmienny blask. Taka radość w oczach, słońce w pysku. Była taka smukła, taka drobna! Nadal pamiętał jej postać, gdy widział ją po raz ostatni; biegła w góry... Góry! Dlaczego tam nie szedł! Westchnął pod nosem na samo wspomnienie, a wzrok jego był wbity w bliżej nieokreślony punkt.
Później popatrzył się na Totino, żeby dać mu jakiś znak, by przestał. Przecież z nimi chyba też da się rozmawiać. Ph, dobrze powiedziane- chyba. Poza tym nie ma czegoś takiego jak pańskich ryb, bowiem teren jest niczyj; a przynajmniej nie dano znaku, żeby tak nie było. A skoro nie dano znaku, to znaczy, że mają prawo spokojnie tu przebywać.

Gęstwina

#42
Ruda sierściucha pod wpływem delikatnych powiewów wiatru falowała nieznośnie, Vea była niepocieszona tym faktem, ale są rzeczy na które nawet ona nie ma wpływu, ponadto była ważniejsza sprawa.. Samce. Z odgłosów które do niej docierały, mogła stwierdzić, iż szykuje się jakaś bójka, wilki ewidentnie miały na pieńku. Subtelny uśmiech przemknął przez pyszczek wadery, co za przyjemność będzie patrzeć jak sami siebie wykańczają, bo w końcu to przecież banda bardzo "męskich" przedstawicieli gatunku. Uniosła powieki delikatnie by móc przyjrzeć się temu co ma się wydarzyć, ale na nieszczęście jej obecność zmieniła zamiary fantastycznej czwórki, a w szczególności jednego, który bezczelnie postanowił przeszkodzić Vea w odpoczynku. Widząc, iż samiec jest coraz bliżej otworzyła szerzej ślepia ukazując błękitne tęczówki, które w towarzystwie czarnych rzęs pięknie się odznaczały, teraz już przyglądała mu się bez najmniejszego zwątpienia, czy zawstydzenia, wyraz jej pyska nie przejawiał żadnych uczuć, samica była zupełnie obojętna na towarzystwo basiora. Jednakże gdy ten postanowił skarcić uszy Veasine swoim niskim, zalotnym głosem, w wilczycy aż się zagotowało, nie chciała dać tego po sobie poznać, więc pozostawiając przednie łapy na glebie pierw uniosła zad by się rozciągnąć, a następnie zrobiła to samo z tylnymi łapami, teraz już stojąc prosto i dumnie prezentując swoją filigranową postać, zmierzyła chłodnym spojrzeniem tego który postanowił jej przeszkodzić. Odważny był, tak bardzo stęskniony uczucia śmiał się odezwać do Bezi? Na jego pytanie perliście się zaśmiała i delikatnym, acz nieco surowym głosem powiedziała. - Czy przed chwilą nie byłeś bliski bójki z tamtymi samcami? Odważny jesteś odwracając się teraz do nich plecami i narażając na atak z zaskoczenia. Typowy, bezmyślny samiec. - idąc powoli, poczęła krążyć wokół samca wciąż mając na pysku nieodgadnioną paletę uczuć. - Ale nie nie, nie żeby to Bezi przeszkadzało, to co się z Tobą stanie to nie jej problem. Bezie bardziej obchodzi to jakim prawem śmiesz zakłócać jej spokój i co Cię w ogóle obchodzi co ona tu robi? - teraz już stała twarzą w twarz z samcem rozchyliła lekko warg by wywinąć je w kuszącym uśmiechu, bawiło ją to, że basior będzie się ślinił, prosił, a wciąż nie będzie wart nawet dotknąć łapy wadery. Miała pewne obawy, nie znała wilka, mógł rzucić się teraz do gardła za jej gadkę, ale z charakterem Vea nie mogła wygrać, Niebiańskie Wilczyce zrobiły z niej swoją marionetkę, a ona nie potrafiła się postawić mimo, iż tyle czasu już minęło od jej ucieczki. Niestrudzona kontynuowała swoją wypowiedź i choć ewidentnie karciła samca, to niezależnie od wypowiadanych słów jej głos zdawał się pieścić zmysł słuchu rozmówcy, było on tak delikatny i subtelny, że w połączeniu z rudobiałą urodą samicy stwarzał idealne połączenie. - Jesteś tylko brudnym, obleśnym, zboczonym dowodem na to, że samce nie myślą i tylko o jedno im chodzi, Bezia jest rozczarowana Twoją postawą i uważa, że nie jesteś nawet godzien zerkać na nią, a co dopiero do niej mówić. - urwała na moment by przejść obok basiora, zatrzymała się na wysokości jego ogona i kontynuowała. - Lepiej trzymaj się z daleka zapchlony kundlu, szkoda mi czasu na zajmowanie się Tobą. - tym razem wybuchła śmiechem i nie tak delikatnie uderzyła kitą pysk samca, następnie powoli zaczęła sunąć do przodu by znów się wygodnie ułożyć i oddać drzemce. Uśmiech triumfu nie schodził jej z pyska.
Obrazek

Gęstwina

#43
Cały czas wiódł wzrokiem za waderą, jednak jej słowa nie były za miłe. Ah, feministka.. Trudny orzeszek, a jakże smaczny.. Uśmiechnął się tylko słuchając ją i w kilku momentach prawie się zaśmiał prawie. Mogła jeździć po nim jak po byle psie i.. właściwie mu to zwisało.
- Ah, taka piękna a już na starcie kłuje swymi kolcami. - Pokręcił delikatnie pyskiem przymykając oczka. Właściwie, mogliby go teraz zabić, a i tak miałby to gdzieś.. chociaż z drugiej strony.. jego wygląd. - Skoro szkoda ci czasu, to dlaczego wciąż tutaj jesteś? Żeby popatrzeć na te "zapchlone" kundle. Właściwie to nie wiem jak z nimi, ale ja tych insektów nie mam. - Tym razem już się zaśmiał, niby gorzko, a za razem było tam coś nieokreślonego. Musiał się nieco wysilić, by jego myśli nie zajmowały się tylko nią, jej ciałem, wyglądem.. a zwróciły też nieco uwagi na to co owa piękność mówiła. Oblizał pysk, nie będzie się ślinił.. nie on do takich nie należy. Zaciągnął się powietrzem by zaraz podejść do niej i bezczelnie otrzeć się całym swoim bokiem.
- Heh. Więc panienka też już jest zapchlonym pięknym wilkiem. - Oj włączył mu się złośliwiec, sam nie wiedział dlaczego.. Odsunął się by w razie czego nie rzuciła się mu z pazurami na pysk.. Delikatnie machał ogonem, spojrzał w kierunku Iana tracąc zainteresowanie.. zawsze szybko je tracił.
- Ian, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.. - Skinął mu łbem w geście szacunku.. wow on kogoś szanuje! I jaki miło się odnosił.. -.. tymczasem jednak muszę ruszyć przed siebie.. Może znajdę jakąś watahę. Jeżeli tak też będzie, znajdę cię. - Nie chciał go zostawiać, ale czuł się tu nieco zagrożony, do tego ta samica, która mimo tego jaką dzi..wspaniałą feministką była.. rozpraszała go, a bądź co bądź w bójkę nie chciał się teraz wdawać.. nie jeszcze nie.. Nie odszedł jeszcze, gdyż czekał na odpowiedź starszego wilka.
Kontakt gg: 50903969 - W razie jakbym zapominała odpisać.

Gęstwina

#44
Ian spojrzał na wilka, który do niego podszedł. Przyglądał mu się chwilę zanim odpowiedział.
-Ech, po co ten "Pan"? Mam na imię Ian. A swoją drogą nic nie szkodzi, i tak zdążyła mi przejść ochota na jedzenie...-odparł i uśmiechnął się miło do miodowego. Na chwilę oderwał wzrok od rozmówcy i spojrzał co wyczynia Nikolaj. Siwy uśmiechnął się pod nosem kiedy usłyszał co zaczęła gadać ruda wilczyca.
Zaraz potem usłyszał jak białooki się z nim żegna, więc Stary Wilk który chwilowo stracił zainteresowanie Totino, zeskoczył z pnia i podszedł do Nikolaja i spojrzał mu w ślepia.
-A pewnie, że się spotkamy. Wbrew pozorom to miejsce chyba nie jest aż tak duże...-odparł i zamyślił się na chwilę.
-...Jeśli mogę, chciałbym ci towarzyszyć. Wiesz, nie jestem już młody, samotność nieco mnie przerasta.-dodał i westchnął.
-Oczywiście jeśli tylko mi pozwolisz.
If I catch you now, through the curtains of snow,
Would you melt away and just leave me alone?
I stretch out my arms, let the blizzard come close
It's the choice I made, it's my kingdom gone

Głos
xXx

Gęstwina

#45
Zignorował słowa Kaźmira. Wilk nie wydawał mu się już tak odważny jak wcześniej, lecz równie bezczelny co i szary samiec, który dostał, jakże zasłużone, manto od wadery. Totino mimowolnie się uśmiechnął, ba, nawet parsknął śmiechem, patrząc na jego poczynania. Były żenujące. Rudowłosa piękność rozprawiła się z nim w jego stylu. Midowy zawiódł się, bowiem nie poleciała jeszcze żadna groźba o wyrywaniu flaków, choć w tym towarzystwie to tylko kwestia czasu. Zarówno i zarozumiała panienka, i niewyżyty romeo byli siebie warci. Kto wygra ten pojedynek? Oczywiście, że niebieskooka księżniczka. Bufon się poddał, ulegając. Najwidoczniej miał wystarczająco dużo rozumu, by odpuścić sobie starania dotarcia do względów "ucieleśnienia wszystkiego co wspaniałe". A szkoda. Morskie ślepia z chęcią przyglądałyby się kolejnej słownej, lub fizycznej, bójce, stojąc w oddali. Widząc, że białooki jednak spogląda w jego kierunku, zjeżył się na karku. Może jest jakiegoś rodzaju szamanem, który potrafi czytać w myślach? Przy użyciu swoich czarów, z łatwością mógłby rozgromić miodowego. Nie, mógłby zrobić coś o wiele gorszego - podać truciznę. Widział kiedyś, jak jeden z członków jego stada został skazany na śmierć. Nie pamięta za co, przecie miał zaledwie kilkanaście miesięcy, lecz obraz ten wyrył sobie specjalne miejsce w jego móżdżku. Ta agonia, to cierpienie, wielogodzinna męka, drgawki, urywane oddechy... A wszystko to po to, by na zwieńczeniu swojego żywota udusić się białą pianą. Przeszły go ciarki, lecz wrogość do basiora pozostała niezmieniona. Już miał mu coś rzucić, ażeby go zdenerwować, ażeby się odegrać, jednakże tamten ponownie go wyprzedził.
Odchodzi. Tak, odchodzi! Na niebiosa, ta wywłoka zabierze stąd swój parszywy tyłek i zniknie. Ha! I kto tu teraz idzie w cholerę? Przymrużył oczy w geście zwycięstwa, odwracając łeb do staruszka. A więc na imię było mu Ian. Ian rozczarowujący. Totino miał nadzieję na poznanie go i wysłuchanie historii jego życia, a ta z pewnością była ciekawa - żaden staruszek o zdrowych zmysłach nie opuszcza swojej watahy. O zdrowych zmysłach. Czyżby darzył sympatią tego zapchlonego romantyka? Najwidoczniej. W głębi duszy miodowy wierzył, że chamskość samca to tylko maska, skrywająca dobrego i poczciwego wilka. Pokręcił łbem, nie wiedząc, co zrobić. Nie chciał się odkleić od Iana, lecz nie chciał także opuścić Kaźmira i podróżować z panem "jakże to ja jestem przecudowny i przewspaniały". Co robić, co robić? Myśl, myśl! Dlaczego tego nie robisz, kiedy trzeba? Westchnąwszy zrezygnowanie, wstał i odwrócił się łbem do szarawego. Co jak co, lepiej nie mieć żadnych konfliktów. Jeżeli w odległej przyszłości by się spotkali, lepiej żeby rzucili się sobie do ramion, a nie do gardeł. Opuścił nieco uszy, lecz uniesiony ogon nie drgnął. Spojrzał niepewnie na wilka.
- Ja... Chciałbym cię szczerze przeprosić. Może i weźmiesz mnie za głupca, jednak zbytnio nie będzie mnie to obchodziło. Wolę nie mieć z tobą na pieńku - cholerny pomiocie dodał w myślach. - I kto wie, może kiedyś nadarzyłaby się okazja, w której obydwaj moglibyśmy sobie pomóc? Siła jest w grupie - kontem oka zerknął na Iana. - A co do tego, to życzę wam, żebyście ją znaleźli. Z pewnością jakaś wataha was przyjmie.
Wysilił się na uśmiech, czekając na jego odpowiedź. Wiedział, że najprawdopodobniej ponownie zostanie zmieszany z błotem. Trudno. Raz się żyje. Przynajmniej okaże się, czy warto było spróbować - Totino nigdy nie miał kontaktu z tak zadufanym bufonem jak białooki i ciekaw był, jak dalej potoczy się ta relacja. A może i tu zakończy. Kto wie, kto wie. Trzeba czekać.

Gęstwina

#46
Zaczął się czuć dziwnie wśród tak dużej grupy, coś go zaczęło przytłaczać. Cała sytuacja, tak wiele wilków, brak samotności... Coraz bardziej obcy mu Totino, obcy starzec, obcy panicz jaki to ja nie jestem taki, śmaki i owaki i zarozumiała panienka, której zachowanie sprawiło, że Kaźmir zaczął się śmiać w duszy. On wiele emocji krył w duszy, rzadko kiedy mówił to, co czuł, a czuł, co mówił.
On bardzo często czuje się podłamany. Bardzo często. Jest jakaś w nim trwoga, jakieś dreszcze, jednak jest jakiś powód do śmiechu- ta dwójka pt. pani rudzia najpiękniejsza pod słońcem i pan jeden jedyny najpotężniejszy na świecie. Fakt, trzeba było przyznać, wyglądali razem ładnie; jednak niestety tylko wyglądali. On- silny, rosły, jego białe oczy miały jakąś tajemnicę w sobie; ona- ruda, zadbana, ślepia jak niebo, drobna, ale za to jaka zadufana w sobie, oschła, z tego co słyszał, to nieprzyjemna w rozmowie- a on uparcie chciał zdobyć jej względy, niestety bezskutecznie. Niestety, albowiem dobrali się idealnie; jego poczynania były zabawne, a jej reakcje oschłe; gdyby był samicą, to by się jej nie dziwił. Nie wiedział, czy się znali, czy nie, jednak było w nich coś, co ich łączyło- jedno, jedyne ja. Biały myślał, że mimo wszystko, intencje białookiego nie były szczere. Jednak, pomimo braku sympatii ze strony Nikolaja, którego najchętniej by roztrzaskał, zazdrościł mu; był blisko wadery, na którą miał chrapkę. A Kaźmir też miał chrapkę, ale nie na tą samiczkę; wiadomo, na jaką- na Dziką Różę. Chrapkę, niechęć, pragnienie widzenia, usłyszenia jej głosu, pożądanie, ale miał po niej uczucie odrzucenia, które- nawet, jak przeszkadzało mu w funkcjonowaniu- nie stawało na przeszkodzie do dalszego jej kochania. Ona nie zdawała się być trudna do zdobycia, jak ruda, a po prostu taka była. Kąsek trudny do schwytania. Bardzo rzadko widział ją oschłą, nieprzyjemną, ale to zawsze było to zmęczenie po ciągłym uganianiu się za ofiarą, przeprawie przez gęste zarośla i końcowym wylądowaniu w błocie, chociaż nawet wtedy starała się uśmiechać i mówić, że wszystko dobrze, a przecież była cała obolała. Zdarzało się, że to do niego była ta mina posyłana, a zawsze wtedy w jego sercu było takie słońce, taka radość, nadzieja na lepsze jutro. Jak patrzył w jej ślepia to był taki spokojny, chciało mu się żyć. I jeszcze ten blask w oczach... Jak bardzo chciałby ją zobaczyć to nikt nie wie! Nikt, nikt, nikt! Była tym lekarstwem na każdą ranę, a teraz sama jest blizną! Jak bardzo by chciał chociaż ujrzeć ją z daleka, nawet z inną watahą- to byłoby nic. I tak by go pewnie nie poznała. Przecież on był tylko głuchym krzykiem obijającym się o uszy grupy...
Szary już odchodził- o, jak różnooki się cieszył. Nie darzył go sympatią, jeno nienawiścią. Było to pierwsze ich spotkanie, a już miał ochotę rozerwać go na strzępy. Zdawał mu się być obrzydliwy, nawet bardzo. Miał ogromną nadzieję, że widzi go po raz ostatni.
Nie wiedział, co robić. Chciał się zmyć, jednak obawiał się, że w nowym miejscy będzie ktoś obcy. Stał jak kołek, bo wszystko, co chciał powiedzieć, mówił Totino.

Gęstwina

#47
Odchodziła powoli, ale nie tak po prostu, zwyczajnie, o nie nie, Bezia była zbyt dumna na byle jakie odejście, ona musiała się pokazać, jej ciało zgrabnie kołysząc się na boki ukazywało wdzięki jeszcze bardziej, ruda kita kusiła, a bladoniebieskie spojrzenie było tym dla którego niejeden by zabił, a niejeden już umarł. Miała cichą nadzieję, że pozbyła się tego gównianego problemu i teraz już spokojnie może tu zostać, ale na głos basiora zjeżył się jej włos na karku, nawet nie odwróciła się tylko warknęła i stojąc tak z wyszczerzonymi w gniewie kłami wycedziła. - Czy nie mówiłam Ci, parszywy psie, abyś mówiąc do mnie nie używał słów, bo aż mi się niedobrze robi słysząc Twoją żałosną paplaninę? Pieprzony Romeo się znalazł, co to pewnie panienki tylko sobie w snach dotykał, ale teraz wielce alfa i omega. - stanowczo obróciła się w stronę wilka i poczęła iść w jego kierunku by tuż przed jego pyskiem siąść i unieść łapkę, którą oparła na jego klatce w miejscu gdzie znajduje się serce, wystawiła delikatnie pazury i wbijając je w cielsko zaczęła się śmiać. - Mógłbyś zrobić coś dobrego dla świata i na przykład ZDECHNĄĆ. - na ostatnie słowo urwała śmiech by wpatrzyć się w ślepia basiora i coraz mocniej wciskać łapkę z pazurami w jego mostek. - Frajer. - rzuciła, a następnie wstała i zaś chciała podjąć próbę powrotu na swoje miejsce, niestety wilk odważył się otrzeć swoim obrzydliwym futrem o wspaniałą, rudą sierść Veasine, to powinien być gwóźdź do trumny, powinna się na niego rzucić póki się tego nie spodziewał i konkretnie go pokiereszować, wygląd wyglądem, ale swojej dumy tknąć nie pozwoli, warknęła na samca i rzuciła. - Widzę, że sam nie jesteś pewien swoich słów, pierw nie miałeś pcheł teraz już masz? Szybko Ci się zmieniło. - zaśmiała się gardłowo i poczęła przyglądać się wilkowi coby odnaleźć miejsca najbardziej wystawione na atak, To oni mieli się pozabijać, ale oczywiście pieprzone, nieporadne psy. Wszystko w moich łapach. Nie miała pojęcia czy może wygrać czy ma jakieś szanse, musiała mu dać nauczkę, niech wie, że z taką jak ona się nie zadziera. Rany szybko wyleczy, sierść odrośnie, a satysfakcja z walki o swoją godność zostanie na zawsze. Jedyne czego się obawiała to to, że ktoś stanie w jego obronie, ale raz, że mieli na pieńku, a dwa pomagać wilkowi walczyć z samicą? Dotknęliby dna, do którego i tak im blisko. Podeszła za wilkiem by przyjrzeć się jego rozmówcom i by jej słabeusz nie uciekł, gdy zaczął paplać coś o jakimś odchodzeniu gdzieś wyszczerzyła kły dziękując w duszy za okazję, która się nadarzyła.- Nigdzie się nie wybierzesz parszywy psie, pozwoliłeś sobie na za dużo, teraz ponieś konsekwencje. I nie graj dżentelmena, walcz ze mną. Pokaż jaki to z Ciebie wielki samiec. Przed kolegami chyba trochę wstyd będzie przegrać, co? - zaśmiała się gardłowo i ponownie przyjrzała się samcom, na miodowym zawiesiła nawet na dłużej spojrzenie. Szkoda, że samiec. Westchnęła pod nosem rozczarowana, bo całkiem całkiem urodziwy był z niego kundel. Następnie podeszła do wilka z którym baaardzo chciała walczyć i trąciła go barkiem, gdy biały starzec się odezwał Vea poczuła, że nie może dłużej czekać. Cofnęła się trochę by mieć miejsce na rozbieg i bacznie obserwując ruchy samca czekała na dobry moment, w jej głowie wciąż kotłowały się myśli czy mądrze robi, czy powinna na dzień dobry szukać zwady z obcymi wilkami, ale to teraz nie miało znaczenia, teraz liczyło się tylko jedno. Wygram, wygram wygram. Jako, że wilk był ustawiony do niej bokiem za cel obrała sobie jego kark, przy dobrym ataku będzie w stanie porządnie go podrapać i może nawet ona sama nie odniesie mocnych obrażeń. Ugięła łapy i naszykowała się na atak, uwaga basiora była skupiona na starym wilku, więc Vea postanowiła to wykorzystać i ruszyła.. Obyś zginął Romeo. To była ostatnia myśl, które przemknęła jej przez łebek gdy wykonywała skok w celu dostania się do karku..
Obrazek

Gęstwina

#48
Uśmiechnął się do starca, delikatnie trącił go pyskiem.. Wiele te słowa dla niego znaczyły, wiedział że ma ciężki charakter i pewnie nie raz oberwie przez to, a on po prostu chciał z nim iść.. ot tak..
- Oczywiście przyjacielu. - Przytaknął delikatnie, kontem oka obserwował nad wyraz napaloną waderę, która chyba będzie chciała się odgryźć. Miał w głębokim poważaniu jej słowa i ogółem jej osobę.. Wow.. komuś udało się od siebie odepchnąć Nikolaja w zadziwiająco skutecznie. Po chwili usłyszał słowa miodowego, uznał że nie ma już po co grać.. Może to przez słowa siwego, może przez jego stosunek do szarego.. Uśmiechnął się ponownie, tak ciepło jak tylko umiał. Nie chciał spuszczać oczu z rudej, toteż nawet nie spojrzał na niego.. chociaż czuć było iż zwraca się właśnie do niego.
- Nie musisz mnie przepraszać, nie mnie.. Mnie się nie przeprasza, gdyż na to nie zasługuję.. - Odetchnął głęboko zwracając łeb do rudej. - Nie będę się z tobą bić, jeżeli o to ci chodzi.. - Sapnął cicho by po chwili wrócić do odpowiedzi na słowa Totiego.. Oblizał wargi układając sobie wszystko w głowie.. To co teraz grało w jego duszy było tak pozytywne iż inaczej nie umiał się zachować, nie umiał wykrzesać z siebie tego parszywego chama..
- Nie wiem jak Ci na imię, ale to ja chciałbym cię przeprosić. Zdaję sobie sprawę z tego, jaki bywam... jestem najczęściej, ale czasem.. dzięki osobą takim jak Ian.. jak ty.. Chciałoby się coś z tym zrobić. - Zaśmiał się gorzko na własny głupi jego zdaniem monolog.. Co to każdego obchodzi co ma do powiedzenia..? Nikogo nie musi, dla niego jest to w jakiś sposób ważne.. - Tak.. właśnie takich jak ty.. Przypominasz mi moją starą przyjaciółkę, była bardzo podobna do ciebie..- Chciał powiedzieć coś więcej, gdy nagle do jego uszu doszły groźby rudej.. Skierował swoją uwagę w jej stronę.. Planowała go zaatakować. Gdy tylko usłyszał jak jej łapy zaczynają uderzać w ziemię inaczej niż dotychczas raptownie odwrócił się do niej przodem.. Bronić się.. tylko to świtało mu w głowie.. nie chciał robić jej krzywdy, nie będzie z nią walczyć.. To by była ujma jakiej by sobie nie wybaczył.. Pierwszym odruchem, nim wadera zechciała zakleszczyć się z nim.. było uniesienie przedniej części ciała tak by uniemożliwić jej złapanie karku, a za razem chciał ją powalić na ziemię.. Przygnieść i poczekać aż jej bojowy nastrój pójdzie hen daleko.
Kontakt gg: 50903969 - W razie jakbym zapominała odpisać.

Gęstwina

#49
"Przyjacielu".
Ian nie spodziewał się że Nikolaj kiedykolwiek się tak do niego zwróci, siwy nawet się wzruszył, ale nie dał po sobie tego poznać. Zamiast tego uśmiechnął się na wieść, że może iść u boku białookiego.
-Dziękuję.-powiedział z teraz już szerokim uśmiechem na pysku.
Siwy spojrzał na Totino, kiedy ten zaczął przepraszać Nikolaja. Jak widać miodowy basior miał trochę oleju w głowie i nie chciał narobić sobie wrogów. Mądrze. Nie taki z niego znowu dzieciak. Jednak Iana bardziej zaskoczyła odpowiedź Niko. Był najzwyczajniej w świecie miły. Szarooki nie znał go długo, jednak spodziewał się nieco innej odpowiedzi, na przykład żartu, lub czegoś podobnego. Cóż, jego towarzysz potrafi zaskakiwać, nie ma co. Ale... Czy tylko tymczasowo porzucił swoją maskę? Stary Wilk westchnął, rozmyślając.
I gdyby tylko się tak nie zamyślił, dostrzegłby że ruda wilczyca ma zamiar zaatakować Nikolaja.
Wilk nie zastanawiał się co robi, zjeżył tylko sierść i bez żadnego namysłu odepchnął Niko. Może i walka z waderą wydawała się głupia, ale samice, wszystkie, to istoty niebezpieczne, których lekceważyć nie można. Szczególnie kiedy są wściekłe, jak ta tutaj niebieskooka feministyczna żmija. Ian z miejsca jej nie polubił, jednak żeby rzucać się na innych bez powodu? Owszem, Nikolaj to cham i podrywacz, ale bez przesady.
Siwy mimowolnie zaczął warczeć na agresorkę. Jak taka z niej feministka to chyba się nie obrazi, jeśli jakiś samiec ją zaatakuje.
Równość płci, niebieskooki rudzielcu.
If I catch you now, through the curtains of snow,
Would you melt away and just leave me alone?
I stretch out my arms, let the blizzard come close
It's the choice I made, it's my kingdom gone

Głos
xXx

Gęstwina

#50
Nie wierzył własnym uszom. Ten drań był... miły. I to bardzo miły. Totino zamrugał kilka razy, myśląc, że znajduje się we śnie lub ma jakieś przywidzenia. Nie, to wszystko się działo naprawdę. Potrząsnął głową, po czym zerknął na niego nieufnie. To pewnie kolejne oszustwo bądź prowokacja, nie ma innego wyjścia. Poczuł leciutkie mrowienie z tyłu łba; cichutki głosik ponownie dał o sobie znać. Skoro ty wysiliłeś się na dobroć, to i on także może. Zaledwie kilkanaście chwil temu, pośród wysokich drzew, przyznałeś, że każdemu należy się druga szansa. Wykorzystaj ją - przy odrobinie szczęścia poznałbyś kogoś nowego i podróżował w większej grupie, czyli w większym bezpieczeństwie i większą ilością osób do rozmowy. Tylko... Co na to Kaźmir? Nie wydaje się lubić tych dwóch, więc trudno będzie go namówić na rozszerzenie grona podróżników. Miodowy szukał wzrokiem swojego kompana. Siedział sam, samiuteńki jak palec. Zrobiło mu się go szkoda; bowiem widział, że białego coś trapi, że nie opuszcza jego myśli. Może już taki jest? Przecież nie znają się wystarczająco długo, by móc znać swoje zachowania i nawyki. Rozmowy z towarzyszem mogą poczekać, a zwłaszcza, że trochę trwają. Nie ma teraz czasu na długie gdybanie, dzieje się tu zbyt wiele rzeczy. Pokręcił ogonem, powracając spojrzeniem do szarego; Co by tu teraz powiedzieć? Podziękować, przedstawić się? Spytać o tę przyjaciółkę, spróbować się zaznajomić? Nic z tych rzeczy - znowu ktoś go uprzedził. Ruda "księżniczka", najwyraźniej zawiedziona faktem, że białooki tak szybko się poddał i zaczął ją traktować tak, jak ona traktowała jego, postanowiła się odegrać, co nie było dobrym pomysłem. Nie miała tu żadnych sojuszników, a jej stosunek do każdego z basiorów był... Hm, nieodpowiedni. Karą za to prawdopodobnie będzie walka lub jej namiastka, bądź groźby. Gdy owa wiedźma rzuciła się ku karkowi niewyżytemu Romeo, miodowy zjeżył się i warknął. Gdyby nie ruch Iana, z pewnością Totino skoczyłny w kierunku jej karku. Zamiast tego, zbliżył się do wesołej sielanki. Klapnął nieopodal starca,mając nadzieję na uniknięcie wmieszania się w walkę, po czym ukazując swoje śnieżnobiałe zęby począł wpatrywać się w niebieskooką. Agresorka nie miała zbytniej, ba, nawet żadnej szansy na zwycięstwo - trzech lub czterech na jedną. Jednak Totino nie chciał jej atakować, wolał tylko zagrozić, pokazać, że nie pozwoli na żadną bezcelową bijatykę oraz bezczelną prowokację w jego towarzystwie. Sam fakt, że to wadera zaatakowała białookiego a nie na odwrót, niczego nie ułatwiał. W małym móżdżku basiora poczęły krążyć sprzeczne myśli - bij! Krzyczały jedne. Nie bij! Wołały drugie. Czym prędzej uciekaj! Prosiły ostatnie. Które były słuszne? Dam nie wolno uderzyć, lecz ta nie była do końca damą, tylko przepiękną, rudą, złowrogą wilczycą, rzucającą się wszystkiemu do gardeł. Gdyby mogła, z pewnością naskoczyłaby i na swój kark, jeżeli by jej tam przeszkadzał. Nie chciał także i uciekać; wyszedł by na tchórza i słabeusza. Najlepsza opcją było stanie i nic nie robienie lub próba załagodzenia konfliktu. Tak więc postąpił. Grunt, żeby odpędzić źródło problemów, jakim jest ta jakże kobieca feministka, której zapał do walki przerasta niejednego samca.
- Nie chciałbym czegoś źle palnąć, choć i tak zaraz powiesz, że wszystko co mówię to idiotyzm, lecz twoja obecność nie jest tu... Hm, pożądana. Tak, nie jest pożądana - przytaknął sam sobie. - Proszę, żebyś albo stąd pokojowo odeszła, albo spróbowała być nieco milsza, a przynajmniej abyś nie próbowała zabić żadnego z nas. To nudne i niepotrzebne, a przyniesie tylko rozlew krwi. Jeżeli... Jeżeli wciąż będziesz próbowała zagrozić życiu któregoś z nas, to twoje będzie w większym niebezpieczeństwie niż nasze - dodał. Ciężko było mu to powiedzieć, lecz to prawda. Brutalna prawda w brutalnym świecie, do którego Totino musi przywyknąć. Szczenięce zachowanie gdzieś zniknęło, zaś na jego miejscu pojawił się wilk, jakim w głębi duszy zawsze chciał być - mądry i rozważny, bohaterski, prawy, szczery. Choć zajmie mu to wiele czasu, z pewnością zrobi wszystko, by móc się nim stać.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron