Ciemny bór

#41
Na słowa brata parsknął tylko cicho, w przerwie między jednym kęsem dziczego mięsa, a drugim, z rozkoszą przełykając ciepłe jeszcze tkanki, cieknące pożywną krwią. Starania błękitnookiej by utrzymywać swój urok mimo średnio urokliwej czynności, odczytał jako niejasny komplement, co jednocześnie wprawiło go w lepszy humor, ale i obudziło niepokój. Gawron zawsze lubił ładne wadery, lecz nigdy w ten sposób nie myślał, ot podziwiał, czasami trochę adorował, zawsze jednak porzucał. Od początku nie czuł nic poza estetyczną chęcią do sycenia czerwonych ślepi pięknem, a w tym przypadku, było coś jeszcze. Bez zastanowienia na słowa wadery z gardła wyrwała mu się odpowiedź, nasycona gniewem że ktoś mógł znieważyć Bezimienną, obrazić tak cudne stworzenie i zasiać w anielskim sercu pragnienie zemsty. Zaraz, od razu wręcz poczuł takie samo pragnienie pomszczenia krwawo zniewagi, co z tego że ledwie walczył, idzie znów!
- Znieważył?! - pytanie było wyraźne mimo, że głos basiora wahał się na krawędzi ryku i straszliwego warkotu, brzmiącego niby gromy zapowiadające szaleńczą nawałnicę. Sierść nieznajomego zjeżyła się, sprawiając że zdawał się być jeszcze wyższy niż był w rzeczywistości, a przecież i tak był największym z potomków Kos.
- Nie wiem jak ty, Świerk, ale ja nie przepadam za znieważaniem dzielnych wader. - zaburczał już spokojniej, wciąż jednak w ślepiach barwy posoki zdawały się skrzyć tajemniczo ciemniejsze punkty. - Idę z tobą.
Nawet nie zastanowił się nad tym, czy powinien zapytać błękitnooką o pozwolenie...

Ciemny bór

#42
Oderwała kolejny kawał mięsna i prawie się nim zakrztusiła. Słowa Nieznajomego sprawiły, że poczuła dreszcz poniekąd przyjemności, a z drugiej zaś strony niepewności. Chciała wyruszyć w nową podróż, chciała odnaleźć Romea i jego kompanów którzy ją znieważyli, chciała im się za to odpłacić i była pewna, że zostanie z tym sama, propozycja Gawrona była czymś nowym dla niej. Uśmiechnęła się pod nosem i przeniosła spojrzenie na basiora. I choć głos w głowie podpowiadał jej by odmówiła serce było szybsze. - Tak! - zbyt entuzjastyczna reakcja wprowadziła ją w konsternację. - Byłabym wdzięczna gdybyś ze mną.. gdybyście ze mną poszli. W końcu sama mogłabym mieć problem podołać trzem wilkom. - przecięła kitą powietrze i oddając się chwili zamyślenia spojrzała w przestrzeń. Nie powinna polegać na samcach, od zawsze była samodzielna, jak to się stało, że wystarczył jeden wilk, a wszystkie jej przekonania zostały wywrócone do góry łapami? Pokiwała łbem na boki i wróciła spojrzeniem do truchła sięgając po kolejny kęs. Czy mogła nazywać się szczęśliwą? To na pewno. Mimowolnie zależało jej na towarzystwie Gawrona, chciała podróżować u jego boku, chciała opowiedzieć mu swoją historię, chciała też wiedzieć więcej o nim. - Veasine.. - wydukała szeptem. - Moje imię to Veasine. - choć wypowiadane słowa sprawiły, że się skrzywiła to i tak uniosła dumnie głową, choć nie wyglądała tak pięknie jak zawsze, bo pysk i pierś były skąpane we krwi, to i tak wciąż starała się wyglądać majestatycznie. Od opuszczenia poprzedniej watahy nie było wilka, który znałby jej imię. Nie lubiła się nim dzielić, nie chciała by znana jako Veasine, ale czuła, że Gawronowi może zaufać, że z jego ust jej imię będzie brzmiało przyjemnie. - Zatem chodźmy , zapach tych wilków wciąż mnie dręczy, więc nie będę miała problemów z odnalezieniem ich. I byłoby mi niezmiernie miło gdybyś i Ty Świerku uraczył mnie swoim towarzystwem. - omiotła basiora spojrzeniem i delikatnie wywinęła kąciki warg w uśmiechu. Była gotowa, naładowana energią i tylko czekała na moment by zacisnąć kły na jego karku by posmakować jego krwi. Ostatni raz posmakowała dzika i wolnym krokiem ruszyła do przodu. U jej boku znajdował się krwawnik, więc skubnęła trochę rośliny i po wplątaniu jej w futro ruszyła dalej.

/zt. Vea + Gawron.
Obrazek

Ciemny bór

#43
Zwrócił zaciekawione spojrzenie na brata, którego reakcja, a raczej jej intensywność mocno go zaskoczyła. Uniósł brew, przyglądając się dwójce wilków z rozbawieniem. Gawron mocno się przejął troską swojej nowej koleżanki. Nawet bardzo mocno, a szczegół ten nie umknął uwadze jego brata. Jeśli o niego chodziło, nie przejmował się za bardzo poczynaniami obcych wilków. Chcą to niech się znieważają, a potem mszczą, kto im zabroni? Fakt, że Veasine towarzyszyła im w polowaniu jeszcze niczego nie zmieniał i choć Świerk uznał ją za godną towarzyszkę, to nie śpieszno mu było od razu bronić jej dumy, czy co tam miała urażone. Jednak w przeciwieństwie do niej Gawron wiele dla niego znaczył i już choćby z tego powodu Świerk był skłonny przyłączyć się do nich. A przy tym zapowiedź kolejnej bójki to już dodatkowy plus! Nie wspominając o tym, że zabawnie było obserwować tę dwójkę, jak z biegiem czasu ich nastawienie szybko się zmienia...
Basior oblizał zakrwawiony pysk i podniósł się na łapy, rzucając bratu porozumiewawcze spojrzenie. - Myślisz, że przepuściłbym taką okazję? Nie pozbędziecie się mnie tak łatwo. - Wyszczerzył zęby w nieco złośliwym uśmiechu, najpierw obdarzając sugerującym coś spojrzeniem brata, potem od razu płynnie przechodząc na wilczycę. Zamerdał wesoło ogonem, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że jest ranny. Nie miał ochoty teraz szukać tych wszystkich ziółek i zastanawiać się, które mu pomogą.
-Veasine... - Zamruczał z lekkim uśmieszkiem i ruszył obok nich, trzymając wysoko uniesiony ogon. Po drodze niby przez przypadek trącił barkiem brata, rzucając mu kolejne wymowne i rozbawione spojrzenie.

// zt
PD: 20/100

Ciemny bór

#44
Basior energicznym krokiem przemierzał ten cholerny las, próbując się z niego wydostać. Już go szlag trafiał od panującego tu mroku i ciszy. Zwariować można. Drażnił go własny oddech i odgłos kroków, bo zakłócały panujący tu nastrój. Żywo obserwował otoczenie, licząc na zobaczenie czegoś włochatego na czterech nogach, z czym można by pogadać. To znaczy wilka. Niestety, ani śladu. Mimo to nie przestawał. Dłuższy czas już nikogo nie widział i nie miał do kogo otworzyć pyska i zamarzyła mu się odmiana. Co on by za takową oddał? W sumie nic, bo nic nie posiadał.
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Ciemny bór

#45
Elyria biegła, bojąc się stanąć chociażby na chwilę. W klatce piersiowej czuła ucisk, serce waliło jej niby młot, a w płucach co rusz brakło powietrza. Nie odważyła się jednak nawet zwolnić. W głowie szalała jej panika i echa ostatnich słów Sinhardina. Była znowu sama, Cis jak jej się zdało została bronić jej przyjaciela, a ona znów była zmuszona do ucieczki. Czy ta gonitwa kiedykolwiek się skończy? Nie wiedziała, nie miała pojęcia, a przyszłość znowu wydawała się tak groźna, jak wisząca nad nią burzowa chmura.
Nadszedł w końcu moment, kiedy samica zaczęła mimowolnie zwalniać. Mięśnie i łapy bolały, stając się coraz cięższe. Po chwili przypominały już ołów, a gardło piekło nieprzyjemnie. Ślady po łzach jakie wylała zostawiając Sinhardina samemu sobie wbrew swojej woli wciąż jeszcze nie zdążyły do końca przyschnąć, ale ona nie była ich świadoma już od dawna. Istniał tylko strach, ból i poczucie winy. Zdążyła przebiec tak jeszcze kilka metrów, aż przed oczami pojawiły jej się mroczki. Chwilę potem legła wśród traw, ciężko dysząc, drżąc. Nie miała nawet siły podnieść łba aby rozejrzeć się, gdzie dokładnie się znalazła. Wzrok co rusz rozmazywał się jej i wracał do normalności, a płuca nieznośnie domagały się tlenu. Dopiero po jakiejś chwili dotarło do niej, że musi się znajdować już daleko od strasznego, szalonego wilka i toczącej się zapewne gdzieś w oddali walki. Tylko gdzie była? Nie miała pojęcia, nie wiedziała też, czy była tu sama, czy nie. Szok i zmęczenie nie pozwalały jej trzeźwo myśleć.

Ciemny bór

#46
No ile jeszcze?! Krzyczał wewnętrznie, naburmuszony. Może i był chodzącą wredotą, ale to nie oznaczało, że nie lubił towarzystwa innych. W tym momencie nawet go wymagał. Co to się porobiło, że nikogo nie spotkał? Kara jakaś czy co? Tylko za co? Ach, w sumie sporo by się tego uzbierało.
I wtedy powiał wiatr, a samiec aż przystanął, zaciągając się przywianym zapachem. Definitywnie należał do wilka. Na pysku Miśka zagościł zadowolony uśmieszek, a łapy same poniosły go w kierunku, w którym jego przyszła "ofiara" się znajdowała. Bez obaw, nie zamierzał nikogo krzywdzić. Ale nie każdy cieszył się ze spędzania z nim czasu.
Woń nasilała się, a on wiedział, że jest już blisko. Czuł rosnącą ekscytację, a potrzeba otwarcia pyska nasiliła się. I w końcu go zobaczył. A raczej ją, bo była to samica. Nie był to widok, którego oczekiwał. Szara wadera leżała na ściółce, widział mokre od łez policzki i wcale go ten widok nie ucieszył, ale nie można też powiedzieć, że się zmartwił. Stwierdził po prostu, że widocznie z wilczycą nie jest najlepiej i gdzieś tam z tyłu głowy szumiało mu pytanie - co jej się stało?
O ile mu się udało, a jego towarzyszka nie uciekła, to podszedł do niej i szturchnął ją nosem w policzek, sprawdzając, czy w ogóle jest w stanie... Cóż, żyć.
- Żyjesz, paniusiu? - zapytał od niechcenia.
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Ciemny bór

#47
Głos obcego wilka zadziałał na Elyrię jak bat. Samica odwróciła łeb i spojrzała na nieznajomego szklistymi oczyma, wciąż starając się złapać oddech, zrozumieć, co tak naprawdę zaszło i co właśnie do niej powiedziano. Gdy w końcu uświadomiła sobie, że jej życie nie jest zagrożone, nieco się rozluźniła, choć oczy wciąż miała rozlatane, boki poruszały się intensywnie z każdym oddechem, a serce waliło wciąż jak oszalałe.
- Ja... tak - wydyszała, po czy odwróciła łeb za siebie, jakby szukając kogoś, a może czegoś? - Ale.. O nie.. Na bogów, oni tam zostali...
Na obliczu wilczycy wymalował się wyraz rozpaczy połączony z bezsilnością. Elyria była bowiem przekonana, że ucieknie razem z Ophelią i Cis. Biegnąc, uchodząc widziała szarą samicę, jak ta również rzuca się do ucieczki, ale Cis.. Czy to możliwe, że została, aby walczyć, ochronić Sinhardina przed tym szalonym wilkiem? Wyglądała na porywczą, to prawda, ale nie mogła chyba być na tyle głupia, aby próbować mierzyć się z.. No właśnie, z czym? Z kim? Ów agresor wyglądał jak zwykły wilk, biały, zgrabny.. Ale w oczach miał żądzę mordu jakiej nie widziała nigdy wcześniej, nawet wtedy, kiedy jej dawni oprawcy zadawali jej pamiętne rany, które potem zamieniły się w szpecące ją do dziś blizny.
Przez chwilę znowu mogła tylko dyszeć, starając się złapać oddech, nawilżyć suchy jak papier język. Jej ciało wciąż było święcie przekonane o tym, że czeka ją rychła śmierć albo coś o wiele gorszego, choć nie miała pojęcia skąd jednoczesne przekonanie o niemal boskim fatum wiszącym nad nią i resztą znanych jej wilków.
- Zostali tam.. z tym wilkiem - wyszeptała, kiedy zdołała złapać kilka oddechów - on miał szaleństwo w oczach. Oby uszli cało..

Ciemny bór

#48
Napiął mięśnie, widząc spojrzenie wilczycy. Nie wyglądała najlepiej, dlatego samiec przygotował się do ewentualnego uniku, gdyby persona na ziemi chciała go zaatakować. Nic takiego jednak się nie stało. Jej wzrok był szklisty, jakby nieobecny i trochę... szalony? Co to stworzenie musiało przeżyć, że znalazło się w takim stanie? I kolejne pytanie: kto je tak urządził? Czyżby jakiś osobnik z kaprysami podobnymi do jego? Chociaż on raczej unikał krzywdzenia samic. Mogły przydać się w innym celu.
Pozwolił sobie na szybkie zlustrowanie jej ciała. Nie żeby ocenić czy mu się podoba, czy nie, ale aby sprawdzić jej stan. Niespecjalnie się o nią martwił, była obca i mu obojętna, ale zrobił to odruchowo. Dopiero teraz zauważył blizny na jej szyi. Wyglądały na dość stare. Widywał już gorsze rzeczy, ale nie zmieniało to faktu, że wadera miała niezły bagaż doświadczeń i to niekorzystnych. Sposób w jaki się zachowywała to potwierdzał.
Usiadł, słuchając jej słów. Wywnioskował z nich tylko tyle, że byli w niebezpieczeństwie, zapewne ktoś ich zaatakował, a jej towarzysze zostali na polu bitwy. W skrócie: wilczyca porzuciła kompanów, ratując własne dupsko. Słuchał dalej, dowiadując się kolejnych szczegółów. Ty też masz w tym momencie szaleństwo w oczach, maleńka, przemknęło mu przez myśl.
- Whoa, whoa, wstrzymaj konie, mała - odezwał się. - Mogę wiedzieć, dlaczego tu jojczysz o losie swoich kumpli, skoro ich zostawiłaś na pastwę wilka z szaleństwem w oczach? - ostatnie słowa wymówił z przekąsem, a reszta wypowiedzi wyrażała jedynie mierne zainteresowanie.
Cóż poradzić, troszkę to było dla basiora niezrozumiałe. Sam nie należał do dobrych duszyczek, które niosą każdemu pomoc, ale skoro kogoś się porzuca to jak można się o niego potem martwić? Skoro tak się kogoś ceni to się chyba przy nim trwa na dobre i na złe, chyba tak to działa, nie?
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Ciemny bór

#49
Słowa samca podziałały na Elyrię dwojako. Raz, jak kubeł zimnej wody, uświadamiając jej jak tak naprawdę wygląda dla obserwatora z boku porzuciła bliskich w potrzebie. Bo jakże by inaczej to nazwać? Dwa, poczuła, jakby basior spoliczkował ją, i choć dla innego wilka mogło być to coś mało ważnego lub tylko lekko denerwującego, Elyrię zraniło to do żywego. Wiedziała dobrze, że nie nadaje się jako towarzyszka polowania, nie nadawała się do niczego jako wojowniczka, nie mogła być strażnikiem ani obrońcą, a teraz to. Całe życie bała się, że była tchórzem i oto teraz obcy zesłał na jej barki tą wiedzę, dodając kolejnych kropli do już praktycznie przepełnionej czary goryczy. Wiedza ta sprawiła jej niemal fizyczny ból. Popielata z dwojga złego chyba wolałaby fizyczne cierpienie niż bycie ciemiężoną przez poczucie winy i bezsilności, a teraz i zupełnego braku przydatności.
- Ja.. - zaczęła, dalej nie znajdując nic, co mogłoby ją usprawiedliwić, bo usprawiedliwienia dla siebie nie widziała. Tak żałosna jednostka nie powinna mieć prawa istnieć i pasożytować na dobroci innych - nie umiem walczyć.. nie nadaję się.. jestem kaleką - odpowiedziała w końcu, nie wiedząc, czy brzmi jak ofiara rozczulająca się nad swoim plugawym losem, albo co gorsza, jak szczenię albo staruch nad grobem - on chciał mnie chronić.. Tak bardzo chciałabym, żeby nic mu się nie stało, ale.. nie wiem jak, nie umiem mu pomóc.. Ona z nim została.. ona umie walczyć - dodała, myśląc o Cis. Chyba została, bo skoro nie było jej tu, musiała zostać z nim, prawda? A jeśli tak, to gdzie była Ophelia?
- Chciał, żebym się ratowała.. Ale chyba nie powinnam była słuchać, tylko zostać.. - wyszeptała do siebie po chwili, dalej wpatrując się w kierunku, z którego przyszła.

Ciemny bór

#50
Zaciekawiony czekał na reakcję wadery. Był pewien, że jego słowa jakoś na nią podziałają. Nie wiedział tylko czy będzie to złość, czy raczej jeszcze większy smutek. Oczywiście nie myślcie sobie, że powiedział, co powiedział, żeby jej dopiec. Nic z tych rzeczy. Ten sukinsyn był po prostu szczery do bólu w takich sytuacjach. A to, że przy okazji liczył na jakiś ciekawszy rozwój akcji to już inna sprawa...
To, co zobaczył na jej pysku to najprawdopodobniej był ból. Czyli ją najzwyczajniej w świecie zranił i to mocno. Musiała być samicą bardzo wrażliwą i delikatną, podejrzewał również, że wiele przeszła w życiu i miała niską samoocenę. Może się mylił, a może nie, ale przypuszczenia miał. Nie liczył się z innymi, ale gdzieś z tyłu głowy odzywał się głos, który mówił mu, żeby przystopował, bo dziewczę jeszcze zrobi jakieś głupstwo, na przykład popełni samobójstwo. Wyglądała na zdolną do czegoś takiego. Już miał jednak troszkę złagodnieć, ale słysząc jej głos zmienił zdanie. Nienawidził, nienawidził takiego jęczenia jak bity szczeniaczek. Nie mogła wziąć się w garść i zacząć normalnie rozmawiać? Westchnął ciężko, przygotowując się na nużącą pogawędkę. Przynajmniej ma do kogo otworzyć pysk, a chyba tego chciał, prawda?
- Ty mi się tu nie tłumacz, bo twoje pobudki mnie nie interesują - burknął. Wyraźnie było słychać, że jest znudzony.
Stwierdził, że musi się czymś zająć, bo oszaleje i podniósł swój zacny zadek. Rozejrzał się po tym cholernie ciemnym lesie. Dotarło do niego, że zużył wszystkie swoje zioła. Powinien uzupełnić zapasy. Skrzywił się, niezbyt mu się podobał pomysł szukania po ciemku, ale trzeba było to zrobić. Ruszył spacerkiem po okolicy, wciąż pozostając w zasięgu słuchu koleżanki. Szedł z nosem przy ziemi, przyglądając się każdej mniejszej roślince. Wydawać by się mogło, że jest tak zaaferowany swoją robotą, że nie słucha samicy, ale tak nie było. Słyszał każde jej słowo.
- Skoro mówisz, że ona umie walczyć to nic im nie będzie - odpowiedział, siląc się na milszy ton. - A tak w ogóle, co to za czasy nastały, że baby muszą bronić facetów? - fuknął, wyraźnie niezadowolony z tego faktu.
Nie dodał nic więcej, bo jego wzrok przyciągnęła pewna roślinka. W ciszy przyjrzał się jej dokładnie i obwąchał ją. Bingo! Krwawnik! Lepiej nie mógł trafić. Teraz nie będzie musiał się aż tak stresować, że ktoś go pogryzie, a on będzie miał przerąbane. Szybko i zręcznie zerwał roślinkę i ruszył dalej. Na pewno rośnie tu coś jeszcze.
- Skoro mówisz, że jesteś kaleką to na nic byś się nie przydała. Tylko byś przeszkadzała - odparł na słowa wilczycy, wciąż jej słuchając. Całkowicie się skupił na przyglądaniu kolejnej roślinie, która rosła trochę wyżej niż większość ziół, więc bez większego przemyślenia, zadumanym tonem dodał: - A skoro tak bardzo się martwisz o swoich przyjaciół to może weź się za siebie, żeby następnym razem się na coś przydać, hm?
Na jego pysku pojawił się diabelski uśmieszek, gdy zrozumiał, na co patrzy. Cis! Bardzo fajna roślinka. Idealnie nadawała się do tego, żeby zamknąć chociaż na chwilkę pysk tej małej zrzędy. Nie zamierzał jednak marnować ziół na tak nieznaczącą osóbkę. Szybko ją zerwał i wrócił do samicy, pochwalić się zdobyczami. Uśmiechał się przy tym z dumą, zadowolony sam z siebie.
- Patrz, co mam! - zawołał wesoło, układając zioła przed samicą. Nawet nie był świadom, że zaledwie minutę temu był dla niej całkiem miły, a nawet dał jej radę. Powiedział to jakby w transie i nie myślał o tym ani trochę.
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron