Ciemny bór

#11
Widząc niesmak i obrzydzenie, Elan chwilowo wydawał się uśmiechać z pewną satysfakcją, jakby doprowadzanie drugiego wilka do szaleństwa było zabawą, a nie miało skończyć się rozerwaną krtanią bądź... bądź właśnie klatką piersiową. Kto wie na co mógł wpaść ktoś ktoś tak niestabilny jak nowo poznany towarzysz? Jego zachowanie było porywcze, nie do opanowania. Posiadał on ogromne pokłady agresji, które Elan mógłby sprytnie wykorzystać, jeżeli ten tylko by mu na to pozwolił. Od dłuższego czasu planował już znaleźć silnego sojusznika, którego mógłby owinąć wokół swojej łapy i trzymać na smyczy, niczym nieokiełznaną bestię. Oczywiście w praktyce mogło wyjść zupełnie inaczej, to on mógłby ostatecznie znajdować się na nie tym końcu łańcucha, co trzeba. Była to dla niego o wiele mniej pożądana wizja, jednak nawet na takiej pozycji mógł zdobyć swego rodzaju władzę. A czasem jedynie wystarczyło sprawić, że twoja "bestia" jedynie będzie myślała, że dominuje w tej relacji... Istniało wiele sposobów na manipulacje, będąc tak młody, Elan nie znał jeszcze ich zbyt wielu, jednak uczył się szybko. Czasem metodą prób i błędów, na tyle sprytnie, że głównie udawało mu się uniknąć kłopotów.
Chwilowo odpłynął myślami, jednak zaraz gwałtownie został przywrócony z powrotem do rzeczywistości, czując się, jakby ktoś wylał mu wiadro lodowatej wody na łeb. Utkwił wzrok w drugim basiorze, którego głos zmienił się całkowicie. Wręcz hipnotyzował, każde słowo wypowiedziane przez kremowego wilka sprawiało, że przez kręgosłup Elana przechodził dreszcz. Zalała go fala ekscytacji, wymieszana ze strachem, jaki odzwierciedlił się chwilowo w jego bursztynowych oczach, zanim został z powrotem brutalnie stłumiony. Chwilowo przestał nawet oddychać, pozwalając szorstkim słowom przepływać przez jego uszy, postawione teraz na sztorc, jakby chciał pochłonąć wszystko, co mówi basior. Groźby wypowiadane w ten sposób wzbudzały w nim masę mieszanych emocji, części z nich wolał nawet w tej chwili nie eksplorować. Miał teraz przed oczami obraz swojego własnego martwego ciała, wnętrzności porozkładanych na trawie niczym wystawa i krwi. Ogromnej ilości bordowej krwi, która odznaczałaby się wyraźnie na jasnych futrach obu wilków, mieniąc się w blasku księżyca.
- Maski nie należą do mojej estetyki - stwierdził, zaś jego głos zadrżał lekko, jakby wilk nie miał chwilowo nad nim całkowitej kontroli. Jego lewa łapa drgnęła, kiedy dotarło to do jego świadomości. Radgha'ar - tak? czy właśnie tak się przedstawił - powoli wyprowadzał go z równowagi, w sposób na który Elan niekoniecznie mógł do końca narzekać. Oczywiście, mógł zacząć teraz wyklinać starszego basiora, wytknąć mu szaleństwo, jednak nie miało to żadnego sensu. Obaj, pomimo różnicy, jaka pomiędzy nimi była, mieli mimo wszystko trochę wspólnego.
- Jednak... schlebiasz mi - dodał zaraz, już nieco stabilniejszym tonem. - Wprawdzie moją odpowiedź na tę "jakże piękną i wspaniałą ofertę" znamy już oboje, chciałbym jednak poznać nieco więcej szczegółów. Skoro przy pomocy twojej subtelnej perswazji właśnie zawarliśmy sojusz, muszę wiedzieć nieco więcej.
Zerknął na łapę basiora, zanim jego spojrzenie znów powędrowało w stronę jego oczu. Jego bliskość wzbudzała w nim zarówno dyskomfort, jak i pewną ekscytację.
✿everyone run here comes the reign✿

nobody has ever seen his face but fear his smile
I heard he'll drink your blood just for the taste, then laugh, and spit it out

Ciemny bór

#12
Oh, ta radość, że nie zabije tego, którego trzymał w łapie, ta radość, że wreszcie ma szanse by odbudować to, co zburzył. Chciał wsunąć pazury w surowe mięso zaciekawionego młodziaka. Przysnął łeb, wtulił go w szyję by wsłuchać się w ślinę połykaną w środek swego organizmu. Zawsze to go uspokajało, to jak rzeka, która zawsze wydaje nowe potomstwo. Elan pewnie poczuł spokojny, obrzydliwy oddech wilka, który wsłuchiwał się w jego przełyk. Kły lekko się wbijały w jego puszyste, pachnące futro, po czym schowały się za ustami.
- Miałem genialny plan, Edenie... - szepnął powolnie wysuwając lekko język - ...rządziłem swoim małym światem, uniwersum, do którego nie przedostała się żadna nieczysta dusza niepodlegająca moim rządom. Dzieci płakały ,,Przestańcie, to nas przeraża'', lecz po kilku latach wiedziały, że tak uratowałem ich marne żywota. Jestem dobry, uwierz mi, mój kochany sojuszniku. Teraz, mam zamiar odrodzić się w krwi przeciwników, którzy stworzeni byli by być ślepcem. Stworzyć Nowy Dualscar. - zaśmiał się delikatnie - Nie kusi Cię ta opcja, Eden? Będziesz sprawiał rządy nad milionami, nawet tymi, których jeszcze nie poznałeś. U boku syna Stworzyciela, syna Przechowywacza, który Ciebie stworzył, młodzieńcze. - chuchnął prosto w ucho słuchacza, po czym odsunął się wskakując na kamień.
Spojrzał się w niebo, które zasypiało z obawami tego, że ktoś może nim zawładnąć. Niebiosa, ziemie, oceany. Wszystko mogło być ich, nieprawdaż? Cieszył się, że urodził się chory, kochał to. Ta rzecz wywyższała go od innych, on jako jedyny miał realne cele, te zaś stały się jego podwładnymi. Oblizał się powolnie, ziewając. Przecież, nikt go nie nauczył bycia normalnym, bycia takim, jakiego inny pożądają, lecz on - pożądał kogoś innego. Nienawidził tej nudnej, powtarzalnej 'normalności' w oczach innych. Był bardzo niezdecydowany przez klątwę męczącą jego ciało. Radga'ar czy Galdar? Któż był prawdziwą osobą, a kto wyimaginowaniem? Spojrzał wprost w oczy młodzieńca w nowych kajdanach. Natychmiastowo rzucił się na niego, wbijając na pień umierającego drzewa bez korony.
- Ah, pokaż mi gdzie Cię boli, dziecko - szepnął tuż przed nosem Elana - te małe kłamstwo, które ukrywasz w sobie.- wgryzł się delikatnie w lewą stronę ramienia - Nie bądź zawstydzony, jeżeli będziesz chciał wykrzyczeć moje imię, nie przejmuj się bólem.
Nikt tak na prawdę nie wiedział co za chwilę się wydarzy. Czekał tylko na aplauzy, przecież to on miał to coś, on tworzył zabijanie w zabawę. Po prostu popatrzeć na ten ruch, nie ma nic do udowodnienia... robił tylko swoje rzeczy, swe myśli. Galdar był uśpiony, żył teraz tylko i wyłącznie Radgha'ar. Nie obchodziło go, jak zareaguje na to młody, chciał robić to, do czego został stworzony. Kły coraz bardziej czuły mięso, język lekko smakował futro, zmysły miały prawo szaleć. Krew powoli się wylewała, były władca mógł posmakować swego trofeum. Dlaczego nikt nie jest na obserwacji? Może dlatego, że to takie... samotne miejsce, gdzie nikt by nie usłyszał płaczu czy rozrywającej się skóry. Przymknąwszy oczy zauważył swoich braci, których bezczelnie zabił. Posiadał z tego niezmierną satysfakcję. Dominacja tylko przyśpieszała jego bicie serca, które i tak wylało z siebie dużo krwi. Czuł tą swoją zasraną adrenalinę, za co mógłby nawet poświęcić oko. Czuł to, co zawsze chciał. Wyjął po kilku sekundach swe zęby z mięsiwa wylizując krew, kładąc łapy na klatkę piersiową Elana. Ta świadomość, że zawarł pakt z kimś poiła go pożądaniem czegoś dzikszego, niż sama władza. Wiedział, że kiedyś nastąpi ponowny koniec, jeżeli nie podporządkuje sobie każdego przy sobie.
The Devil and God,
They try to rip me apart,
Can someone come and help me,
'Cause I'm loosing my heart.



Ciemny bór

#13
Galdar pisze:Oh, ta radość, że nie zabije tego, którego trzymał w łapie, ta radość, że wreszcie ma szanse by odbudować to, co zburzył. Chciał wsunąć pazury w surowe mięso zaciekawionego młodziaka. Przysnął łeb, wtulił go w szyję by wsłuchać się w ślinę połykaną w środek swego organizmu. Zawsze to go uspokajało, to jak rzeka, która zawsze wydaje nowe potomstwo. Elan pewnie poczuł spokojny, obrzydliwy oddech wilka, który wsłuchiwał się w jego przełyk. Kły lekko się wbijały w jego puszyste, pachnące futro, po czym schowały się za ustami.
- Miałem genialny plan, Edenie... - szepnął powolnie wysuwając lekko język - ...rządziłem swoim małym światem, uniwersum, do którego nie przedostała się żadna nieczysta dusza niepodlegająca moim rządom. Dzieci płakały ,,Przestańcie, to nas przeraża'', lecz po kilku latach wiedziały, że tak uratowałem ich marne żywota. Jestem dobry, uwierz mi, mój kochany sojuszniku. Teraz, mam zamiar odrodzić się w krwi przeciwników, którzy stworzeni byli by być ślepcem. Stworzyć Nowy Dualscar. - zaśmiał się delikatnie - Nie kusi Cię ta opcja, Eden? Będziesz sprawiał rządy nad milionami, nawet tymi, których jeszcze nie poznałeś. U boku syna Stworzyciela, syna Przechowywacza, który Ciebie stworzył, młodzieńcze. - chuchnął prosto w ucho słuchacza, po czym odsunął się wskakując na kamień.
Spojrzał się w niebo, które zasypiało z obawami tego, że ktoś może nim zawładnąć. Niebiosa, ziemie, oceany. Wszystko mogło być ich, nieprawdaż? Cieszył się, że urodził się chory, kochał to. Ta rzecz wywyższała go od innych, on jako jedyny miał realne cele, te zaś stały się jego podwładnymi. Oblizał się powolnie, ziewając. Przecież, nikt go nie nauczył bycia normalnym, bycia takim, jakiego inny pożądają, lecz on - pożądał kogoś innego. Nienawidził tej nudnej, powtarzalnej 'normalności' w oczach innych. Był bardzo niezdecydowany przez klątwę męczącą jego ciało. Radga'ar czy Galdar? Któż był prawdziwą osobą, a kto wyimaginowaniem? Spojrzał wprost w oczy młodzieńca w nowych kajdanach. Natychmiastowo rzucił się na niego, wbijając na pień umierającego drzewa bez korony.
- Ah, pokaż mi gdzie Cię boli, dziecko - szepnął tuż przed nosem Elana - te małe kłamstwo, które ukrywasz w sobie.- wgryzł się delikatnie w lewą stronę ramienia - Nie bądź zawstydzony, jeżeli będziesz chciał wykrzyczeć moje imię, nie przejmuj się bólem.
Nikt tak na prawdę nie wiedział co za chwilę się wydarzy. Czekał tylko na aplauzy, przecież to on miał to coś, on tworzył zabijanie w zabawę. Po prostu popatrzeć na ten ruch, nie ma nic do udowodnienia... robił tylko swoje rzeczy, swe myśli. Galdar był uśpiony, żył teraz tylko i wyłącznie Radgha'ar. Nie obchodziło go, jak zareaguje na to młody, chciał robić to, do czego został stworzony. Kły coraz bardziej czuły mięso, język lekko smakował futro, zmysły miały prawo szaleć. Krew powoli się wylewała, były władca mógł posmakować swego trofeum. Dlaczego nikt nie jest na obserwacji? Może dlatego, że to takie... samotne miejsce, gdzie nikt by nie usłyszał płaczu czy rozrywającej się skóry. Przymknąwszy oczy zauważył swoich braci, których bezczelnie zabił. Posiadał z tego niezmierną satysfakcję. Dominacja tylko przyśpieszała jego bicie serca, które i tak wylało z siebie dużo krwi. Czuł tą swoją zasraną adrenalinę, za co mógłby nawet poświęcić oko. Czuł to, co zawsze chciał. Wyjął po kilku sekundach swe zęby z mięsiwa wylizując krew, kładąc łapy na klatkę piersiową Elana. Ta świadomość, że zawarł pakt z kimś poiła go pożądaniem czegoś dzikszego, niż sama władza. Wiedział, że kiedyś nastąpi ponowny koniec, jeżeli nie podporządkuje sobie każdego przy sobie, lecz... nagle napadła go wizja. To nie była taka osoba, której poszukiwał. Odsunął się w cień, a jego oczyska świeciły delikatnie. Poczuł nienawiść, Galdar powrócił. Roztrzęsiony uciekł.
[z.t]
The Devil and God,
They try to rip me apart,
Can someone come and help me,
'Cause I'm loosing my heart.



Ciemny bór

#14
Prowadził, szukając tropu dzika bądź jelenia w towarzystwie brata i owej dziwnej, błękitnookiej waderki o ostrym charakterze. Bez wahania wkroczył w bór, nie robiąc sobie nic z jego posępnego wyglądu, wszakże miał u boku Świerka, a i ta panna wyglądała na taką co da radę w razie zagrożenia. Szybko znalazł trop dzika i wskazał go towarzyszom, starając się podążać bezszelestnie, by nie przepłoszyć zwierzyny. Lekko ugiął łapy mając nadzieje że plamy cienia ukryją jego spore, pokryte jednolicie czarną sierścią ciało. Zasugerował możliwie cicho Veasine i bratu, żeby się rozdzielili zachodząc dzika od boków, wtedy będzie miał mniejsze szanse na ucieczkę. Był największy z trójki wilków więc szedł wprost na szable ofiary, wiedząc że będzie miał największe szanse.

Ciemny bór

#15
Cała droga minęła w milczeniu, każdy był skupiony na wychwyceniu tropu potencjalnej ofiary, a nie rozmowie, to było dla samicy na wielki plus, im mniej będzie się z nimi spoufalać, tym szybciej dadzą jej spokój. Szła powoli i elegancko, niemalże bezdźwięcznie, choć ciało jej ocierało się o różne rośliny te nie wydawały najmniejszego szelestu, wadera nadawała się idealnie do szpiegowania, mimo iż jej rude futro odznaczało się mocno na tle zieleni ona wciąż była niezauważalna. Idąc tak z nosem przy glebie poczęła się zastanawiać czy mądrym posunięciem było zaufać samcom i kazać im prowadzić. Co jeśli to jakaś pułapka i będą chcieli wykorzystać jej naiwność? Nie wiedziała nawet kiedy zaczęła bronić Gawrona, który jej zdaniem by tego nie zrobił, gdy do niej dotarło co robi potrząsnęła łebkiem i skarciła się w myślach. Bezia jest głupia i naiwna, ledwo kogoś poznała i już zawzięcie mu wierzy? Kretynka, kretynka, kretynka. Przygryzła mocniej wargę i czując ból wydała z siebie ciche sykniecie. Nie mogła sobie pozwolić na bycie rozproszoną, jeden nieuważny ruch i to ona stanie się ofiarą szabli dzika. Do jej nozdrzy dotarł zapach ofiary, Gawron jednak wyczuł go szybciej i zdążył szeptem poinstruować ją i Świerka co mają dalej robić. Vea bez mrugnięcia okiem wykonała jego polecenie i poczęła się skradać od boku do zwierzyny. Wciąż szła powoli, by nie naruszyć ani jednej gałązki, otoczenie wręcz dla niej zamarło, nie słyszała już ptaków, ani wiatru który tańczył w drzewach, jedyne co teraz słyszała to był nieco przyśpieszony oddech dzika. Bladoniebieskie ślepia ogarniały jego sylwetkę bardzo skrupulatnie, a w głowie powstawały coraz to nowsze plany na atak. Jakaś część samicy odczuwała niepokój, w końcu pierwszy raz będzie miała okazję zapolować na dzika, druga zaś część ekscytację. Była już w idealnym miejscu do oddania skoku by zaatakować zwierzę ugięła lekko łapy i oblizała pysk ze śliny, która ciekła dużo bardziej niż normalnie, spojrzała jeszcze na Gawrona i czekając na jego znak uśmiechnęła się szyderczo.
Obrazek

Ciemny bór

#16
Nagła odmiana nastawienia wilczycy zdumiała Świerka. Nie był żadnym znawcą wader, wiedział, że są kapryśne, ale podejrzewał, że to tylko kolejna z wielu masek, jakie Bezimienna zdecydowała się im ukazać. Ze względu jednak na plan brata, którego bardzo był ciekawy, nie dał po sobie poznać, że nie do końca wierzy Veasine. Ruszył za nimi, po drodze jednak nie trzymając się z tyłu lecz obok. Nie lubił czuć się jak jakiś mało ważny członek watahy, któremu mówi się, co ma robić. Nawet przez pewien czas zastanawiał się, czy nie zrobić czegoś szalonego, ale skutecznie powstrzymywała go ciekawość. Tak dawno nie widział brata, a w młodości opłacało się z nimi przystawać. Gdy teraz o tym myślał, dawne dzieje wydawały mu się bardziej fascynujące niż to zwyczajne włóczenie się, gdzie popadnie.
Jednocześnie, gdy Vea oddaliła się, by dopaść do jednego boku dzika, on ruszył w przeciwnym kierunku, przemykając cicho między drzewami i starając się pozostawać w cieniu, gdzie jego czarne futro było idealnym kamuflażem. Pozostawał w gotowości, czekając na ten odpowiedni moment, cały czas gotowy, by z pełną prędkością popędzić ku zdobyczy i zatopić w niej swoje kły. Miedziane oczy z uwagą obserwowały przebieg wydarzeń.
PD: 20/100

Ciemny bór

#17
Wynik rzutu na pościg: 5 - powodzenie

Dzik, którego wilkom udało się wytropić był na tyle masywny, że nie miał żadnych szans na ukrycie się przed wilczymi zmysłami. Czemu z resztą miałby tego chcieć, jak dotąd był na szczycie tutejszego łańcucha pokarmowego, gdyż niedźwiedzie pojawiły się stosunkowo niedawno i dotąd nie trapiły go swoją obecnością? Trudno więc winić wszystkożerne stworzenie, że kompletnie nie spodziewało się większego zagrożenia ze strony trzech psowatych. Nie spodobał mu się natomiast fakt, iż ich spotkanie było nierówne i miał przed sobą samym, jedynym, aż trzy obce osobniki nie do końca dobrze poznanego przez siebie gatunku. Ten fakt zdawał się go denerwować, gdyż dzik chrząknął głośno nachylając łeb, aby zaprezentować trzem wilkom swoje szable.

Ciemny bór

#18
Zwierzę było ogromne, masywne i wyglądające na zdecydowanie niebezpieczne, ale Gawron nie wahał się ani chwili, gdy był już wystarczająco blisko ruszył prosto na szable dzika. Chciał skupić go na sobie, jako na najbardziej mu zagrażającym, dając szanse Veasine i bratu na atak. Sięgnął kłami w kierunku przedniej kończyny ofiary, by ukąsić ją i zaraz się cofnąć, chroniąc przed ostrymi szablami. Potem spróbuje doskoczyć znów i jeszcze raz, utrzymując uwagę przeciwnika, odciągając ją od pozostałej dwójki. Z Świerkiem raczej się rozumieli, więc jego był pewien, inna sprawa miała się z rudą waderą, poznali się chwilę temu i nie wiedział czy będzie chciała współpracować. Póki co jednak zajęła swoje miejsce, także możliwe że będzie dobrym towarzyszem w polowaniu.
Dobrze było mieć u swojego boku znów któreś z rodzeństwa. Byli jedynymi znaczącymi cokolwiek dla Nieznajomego, który niby wrażenie robił tak urokliwe, ale jednak nie odnajdował w sobie cieplejszych uczuć. Mógł mieć u swojego boku wielu towarzyszy, zajmować dobre miejsce w watasze, albo być wybrankiem wielu urodziwych wader. Nie chciał. Niczego. Tylko oni, krew jak i jego, byli coś warci. Do nich wiecznie obojętna dusza Gawrona zdawała się jakby budzić, lgnąć subtelnie i ostrożnie, ale jednak.

Ciemny bór

#19
Czarny basior jej imponował, zdecydował się na odważne posunięcie, w końcu atakował rosłego dzika i to od frontu, miała jednak wątpliwości na ile to jeszcze była odwaga, a na ile głupota? Oblizała pysk i powoli poczęła się zbliżać do zwierzęcia, wciąż chciała pozostać nieuchwytną dla jego wzroku więc ugięła łapy jeszcze mocniej i niemalże przy samej ziemi skradała się, by zaatakować. Zapach ofiary wypełniał jej nozdrza, w brzuchu poczuła ucisk, wysunęła pazury i będąc tuż przy boku dzika odbiła się od gleby i zaatakowała, chciała zatopić kły w jego cielsku, poczuć ten smak krwi, napełnić żołądek. Wiedziała jednak, że zwierzyna się szybko nie podda. Pewnie będzie walczyć i to będzie zapewne krwawa walka, sama by jej nie sprostała. Teraz nawet się cieszyła, że towarzyszą jej dwa samce, z nimi szansa na powalenie dzika była ogromna. Z drugiej jednak strony nie mogła ani na chwilę dać się rozkojarzyć, bo zapewne i jeden i drugi potajemnie na nią zerkali, każdy jej ruch był skrupulatnie obserwowany, jeżeli się nie popisze, albo da się mocno zranić stanie się pośmiewiskiem samców, na to sobie pozwolić nie mogła. Skupiła wszystkie myśli i zmysły na ofierze chcąc jak najwięcej ran jej zadać, wciąż jednak była czujna by uniknąć mocnego poturbowania.
Obrazek

Ciemny bór

#20
Starania dzika nie zrobiły na nim najmniejszego wrażenia. Może poczuł nieco dumy, że będzie mu dane przyczynić się do śmierci takiego zwierza, ale nic poza tym. Był trochę szalony i jego instynkt samozachowawczy często nie działał do końca jak należy. Chociaż tym razem to Gawron był większym ryzykantem, co nie wzbudzało w Świerku zachwytu, gdyż to on chciał być na pierwszym planie! Ale cóż, brat był szybszy, a rodzinie się nie odmawia. Głęboka więź pomiędzy rodzeństwem przetrwała tyle czasu, więc zwyczajne polowanie tym bardziej nie miało szans jej nadszarpnąć.
Widząc, jak brat pędzi na złamanie karku, wyskoczył przed siebie, wprawiając łapy w ruch, chcąc jak najszybciej przebyć dzielącą go od zdobyczy odległość. Gdzieś kątem oka po drugiej stronie zauważył bardziej dyskretną Veasine. Nie wiedział, co ma o niej sądzić, dlatego na razie... nie myślał o tym. Zobaczy się po polowaniu, choć po długiej rozłące z braćmi Świerk tym bardziej czuł różnicę, jaka występowała między zwykłymi wilkami, a miotowym rodzeństwem.
Wracając do polowania, gdy czarnofutry dopadł do boku dzika, ugiął mocniej łapy i wgryzł się silnie w skórę na brzuchu tuż przy tylnej nodze, na ile miał dostęp. Złapał mocno, za nic nie chcąc wypuścić zdobyczy. W miarę możliwości starał się pogłębiać ranę i przytrzymywać zwierzę, które na pewno w tym momencie zaczęło się szarpać.
PD: 20/100

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron