Ciemny bór

#1
Źródło: pexels.com



Liczne iglaste drzewa rosną tu gęsto, wznosząc się nad głowami wędrowców niczym kolumny, a ich korony łączą się w ciemne, ograniczające dostęp światła sklepienie. Pomiędzy wyższymi sosnami i świerkami wyrastają niższe, pnąc się szybko w górę, wykorzystując każdy skrawek przenikającego pomiędzy igłami światła. W owym gęstym borze panuje półmrok i dziwna, niepokojąca cisza, od czasu do czasu przerywana jedynie przez żerujące zwierzęta.



Rośliny: cis, krwawnik
Zwierzęta: dzik, jeleń, kuna, lis
Lokacja wymyślona przez Lokatt.

Ciemny bór

#2
Całą drogę jego myśli zaprzątały widoki krwi oraz zdechłej samicy, którą miał zaszczyt spotkać kilka dni temu. Duszące powietrze kręciło się wokół jego gardła, wkradając się w środek organizmu śpiewając psychodeliczną muzykę z gnijącym rdzeniem wilka czyli sercem, które powinno już dawno zdechnąć by nie krzywdzić. Pocięto go, zrobiono go na obiad, dotarł na koniec, jest zwycięzcą! Berek, mam Cię! Złapał się w sidła szaleństwa, z którego już nie ucieknie. Wyciągano podle słowa z ów gardła, aby nikt nie słyszał ukrytego prawdziwego motyla, tak bezbronnego, tak dobrego, że został zamknięty w słoiku zwanym ciałem - cały Galdar. Urodzony głupcem, lecz to lubi. Wie, że się nigdy nie zmieni, nie pokona swoich grzechów, Bóg go nigdy nie usłyszy. Radgha'ar uciszał spragnioną wolności duszę, mówiąc o obiecanej ziemi przez ojca kremowego basiora. Padł spragniony swych marzeń, uniwersum, w którym mieszka nigdy nie będzie takie samo. Słońce zaszło, mgła otaczała samotnika. Duma zniknęła, było tylko pożądanie bliskości z inną osobą, znowu kogoś dotknąć bez nienawiści. Być blisko przy niebiosach, które z sekundą na sekundę się oddalały. Łzy chciały wypłynąć, lecz rozległo się dzikie wycie szaleńca.
- Wiem, czego chcemy, idioto. Powiedziałem, że to nam zapewnię, przestań beczeć niczym szczenię. - warknął pod nosem demon.
Nikt nie mógł wytłumaczyć jaki jest ich prawdziwy cel, lecz obie strony wiedziały - same nie dadzą rady w wielkim świecie, w którym się znajdują. Jakiś typ furii rozlegał się w środku.
Czemu to wszystko się dzieje? Czemu to wszystko poszło się jebać w gnój? Czemu po tylu latach nie może się pogodzić ze stratą? Czemu kolejną noc będzie czekał ze swoimi przekrwionymi oczyskami? Hahaha! Czuł się lepiej, wolny, niepokonany! Radgha'ar tak, to on! Szaleniec z cyrku zwanego żywotem! Cieszył się, że wszyscy z tych kłamców przepadli na zawsze! Przecież nie brakuje im tej watahy w całości... Nie kłamią, zabijają!
Wstał rozglądając się po świecie, który miał należeć na niego. Milion wilków pod jego łapą. Bożą Łapą! Trząsł swoją czupryną, to tylko sarkazm, ten świat sarkazmem jest tak samo jak słowa, które słyszał od rodziny! On, tak ON, wiedział najlepiej! Chciał powiesić niewiernych w jego słowa za języki, by więcej nie mogli kłamać. Zapomniał słońca, które przyprawiało go o bycie normalnym, zero złości, logiczne myślenie, a nie ten... stan. Emocje przeszywały go od końca do końca. Nikt go nie usunie, on jest częścią Konkordii. Nie obchodziło go w pewnym momencie to, o czym myślał, już zapomniał.
Wstał, ruszył powoli narzekając pod nosem. Gryzł swe poliki od środka, by czuć się żywym. Liście, igły czy inne gówno spadało na jego połamane skrzydła, po których pozostał tylko pusty, puszysty kark. Poszedł w nicość, czekając na sprzymierzeńców.
The Devil and God,
They try to rip me apart,
Can someone come and help me,
'Cause I'm loosing my heart.



Ciemny bór

#3
Zastrzygł uszami, stawiając je na sztorc, kiedy tylko usłyszał w oddali ruch drobnego zwierzęcia, zapewne kuny. Jego uważne spojrzenie pobiegło w stronę dźwięku, jednak on sam szedł dalej w zupełnie innym kierunku, miękko stawiając łapy na ściółce lasu. Nie odczuwał głodu, nie przybył tutaj na polowanie; miał nieco wyższy cel, niż trywialne zaspokojenie podstawowych potrzeb.
Pojawił się w krainie niedawno, poszukując miejsca, w którym mógłby w końcu osiąść po dosyć długiej wędrówce. Konkordia sprawiała wrażenie miejsca oferująca sporo możliwości, z których Elan zamierzał skorzystać. Samotny tryb życia stracił sens po takim czasie, basior potrzebował nie tylko celu, jaki mógłby zacząć spełniać, ale również rutyny, która pomogłaby mu odzyskać kontrolę. Ostatnio czuł, że powoli wymyka ona mu się spod łap, kiedy każdy dzień nie przynosił nic nowego, zaś przyszłość stała się niepewna. Budziło to w nim jedynie stare przyzwyczajenia, tiki nerwowe i agresję, którą osobiście uważał za degradującą. Nie mógł sobie pozwolić na zapuszczenie się na tyle, aby stracić kontrolę nad własnymi emocjami, to oznaczałoby jedynie przegraną. Ze sobą, a także jego ojcem. Rosły basior zdążył zostawić piętno na jego psychice, którą uważał za mało stabilną. Elan jednak starał się na każdym kroku udowadniać mu, że srogo się co do tego mylił.
Wyczuwając obecność drugiego wilka, Elan nieco zwolnił kroku, unosząc łeb wyżej i przyjmując bardziej wyniosłą postawę. Jego oczy błyszczały teraz w półmroku, gotowe wbić się zimno w drugiego basiora przy ich pierwszym spotkaniu. Żałował, że nie był w stanie czytać innym w myślach, jednak zawsze starał się określić ich charakter przy pomocy ich zachowania i mowy ciała. Jeżeli miał jakiś cel, starał się nieco dopasować, niczym kameleon, aby go osiągnąć. Nie zawsze był jednak w tym najlepszy, często nie będąc w stanie poświęcić swojej dumy.
✿everyone run here comes the reign✿

nobody has ever seen his face but fear his smile
I heard he'll drink your blood just for the taste, then laugh, and spit it out

Ciemny bór

#4
Usłyszał bicie serca innego wilka. Pewnie to był basior, przez nagły uskok tempa pompowania krwi. Ustał w miejscu, w głowie został otoczony pytaniami. Kto to może być? Czy jest godny zaufania? Czy jest ładny i czy ma skłonności do gwałtu? Te wszystkie pytania miały jakieś wytłumaczenie, lecz Galdar nadal nie chciał wiedzieć, czemu one się tutaj znajdują. Drgawki opętały jego prawą tylną łapę, sierść najeżyła się natychmiastowo. Czuł, jakby to, gdzie jest należy do niego i tylko do niego. Któż mógłby przyjść tutaj, w to ciemne miejsce? Ten zły deszcz pytań spadał na jego zmęczony życiem kark. Nie miał gdzie się ukryć przed napływem słów. Oczy w ogniu złości, zagryzał swój język, by nie zacząć przeklinać. Przestał czuć puls i się odwrócił. Rozglądał się za chowańcem. Zgarbił się, wąchając ziemię. Zauważył za to wiewiórkę. Uśmiechnął się dziwnie, po czym zaczął ją gonić niczym szczenię. Po kilku minutach ganiania, okrążania drzew uderzył się o pień raniąc sobie pysk.
- O rzesz Ty-ty brudny zwierzaku! - warknął głośno - Tysztyż,żeśtyżrechoszuburabakRAAAZSOBIEPORADZĘ! - zaczął wariować pod drzewem, wbijając pazury w korę. - Wracaj tu, ty futrzany pomiocie!
Zawsze go wkurzało, kiedy ktoś uciekał od przeznaczenia. Znowu usłyszał szelest. Przypomniał sobie o wilku, który gdzieś musi go obserwować. Na pewno nie jest tchórzem i nie ucieka od takiego bandyty! Usiadł pod krzakiem mamrocząc coś pod nosem i obserwując bacznie teren. Wstał na chwilę, ustał na kamieniu i rzekł cały się trzęsąc.
- Nie wiem kim jesteś, ani masz zamiary, lecz mam do Ciebie pytanie. - oznajmił niczym król - Więęęęc... uhh... kiedy planujesz zabrać się stąd w cholerę? - uśmiechnął się mało przyjaźnie rozglądając się po umarłych roślinach.
Usiadł na kamieniu powolnie. Wymamrotał to, jak bardzo nienawidzi intruzów, po czym przymknął brązowe oczyska. Może ten basior nie będzie, aż taki zły? Może nawet będzie chciał współpracować z tym rajtarem? Znowu natłok myśli. Wiesz, wreszcie odbudować watahę - to jest coś. Zaistnieć, znowu zabijać. Piękne widoki zdechłych braci. Galdar i Radgha'ar się bardzo różnili. Nigdy nie było wiadomo, z którym rozmawiasz. Z resztą, czasami Galdar nie wie jak się zachowywać. Obecnie szaleństwo, zaś kiedyś klasa. Wszystko się zmienia z każdym dniem, nieprawdaż? Zabójstwo było zabawą, póty zabójstwa nie przeistoczyły się w zakończenie tego, co posiadał jako jedyne. Lekko przysypiał, lecz nie mógł. Musiał pilnować czegoś, co nawet... czego on pilnuje? I po co? Teraz tak się zastanawiał, oblizując brudne kły.
The Devil and God,
They try to rip me apart,
Can someone come and help me,
'Cause I'm loosing my heart.



Ciemny bór

#5
Dostrzegł spomiędzy drzew drugiego basiora w momencie, kiedy ten przywalił o pień jednego z nich. Wargi Elana wykrzywiły się w kpiącym grymasie, kiedy teraz do jego uszu docierały sfrustrowane krzyki wilka. Ciekawe, jak widać natrafił na barwną postać, dokładnie ten typ, z którym często ciężko było mu dojść do porozumienia. Głównie przez jego naturę, młodszy basior nie należał do najmilszych przypadków i potrafił głośno wyrazić swoją opinię, jeżeli coś mu nie pasowało. Zazwyczaj zależało mu na wzajemnym szacunku, nie przyjaźni.
Nie spiesząc się, ruszył spokojnym krokiem w kierunku wilka, kryjąc się momentami wśród krzaków, dopóki nie znalazł się w jego zasięgu wzroku. Chłodno oceniając całą jego posturę, ostatecznie zatrzymał wzrok miodowych oczu na uśmiechu, który pozbawiony był ciepła. Zaraz go odwzajemnił, zatrzymując się kilka kroków przed starszym basiorem. Dalej miał wysoko uniesiony łeb, stroniąc się na razie od przyjmowania uległej postury. Na jego pysku nie było śladu kpiącego uśmieszku, jaki pojawił się na jego pysku na widok napadu złości drugiego wilka. Na razie Elan postanowił podejść neutralnie, aby ocenić sytuację.
- Nad tym jeszcze się zastanawiam, jednak z pewnością będzie to decyzja podjęta całkowicie z mojej woli - odpowiedział, nawiązując kontakt wzrokowy. - Na obecną chwilę nie posiadam złych zamiarów, nie sądzę więc, aby istniała jakakolwiek potrzeba wyganiania mnie z terenów niczyich, nie sądzisz?
✿everyone run here comes the reign✿

nobody has ever seen his face but fear his smile
I heard he'll drink your blood just for the taste, then laugh, and spit it out

Ciemny bór

#6
Słuchał uważnie wilka o bursztynowych oczach przekręcając łeb. Wyglądał... ciekawie. Ładnie, młodo, zadbanie. Zupełne przeciwieństwo Galdara i Radgha'ara. Bez złych zamiarów? Nie chce go zabić? Cóż za kpina! Przecież to stu procentowe kłamstwo! Warknął wysuwając pazury spod zlepionych błotem łap. Nagle usłyszał kluczowe słowo. Niczyich. Jego złość kipiała z oczysk. Nakręcał się coraz bardziej na walkę.
- Aż Ty-ty-ty kłamliwy chełku-tyłku! Jażtożtyćpokazać... Ci! Tak, pokażę Ci, że każda ziemia jest moja! - wrzasnął na młodzika ledwo co nie wskakując na niego.
Powstrzymał się od tego, może jednak nie był na tyle zły, by zasługiwać na śmierć. Śmierć z ręki byłego władcy potężnej watahy. Nadal czuł się dumnie z tego, że zaistniał na kilka lat. Wkuł oczy w cielsko białego wilczyska czy jakiegoś tam. Machał ogonem w tą i tamtą. Zauważył potencjał. Potencjał na syna, na brata. Dumny, przebiegły i pewny swojego. To, czego potrzebuje Galdar posiadał wilk przed nim. Wyszczerzył zęby radośnie przyglądając się basiorowi. Zeskoczył powolnie z kamienia, łapy powoli wędrowały na trawę.
- Piękne oczy. - wyszeptał zbliżając się dziwacznie do samca.
Pożądanie. To nim sterowało. Chciał otworzyć jego oczy, by ujrzał prawdę. Nawet mógłby specjalnie wyrwać gałki, by tylko pokazać to, co chce.

/sorry brak weny przepraszam
The Devil and God,
They try to rip me apart,
Can someone come and help me,
'Cause I'm loosing my heart.



Ciemny bór

#7
Przymrużył swoje oczy, nie podwijając ogona, ani nie kładąc po sobie uszu, kiedy usłyszał warkot dobiegający z klatki piersiowej starszego basiora. Wiedział, że wilk może w każdej chwili go zaatakować i - Elan nie zamierzał oszukiwać siebie - pokonać, wykorzystując swoją siłę. Nie okazał przed nim jednak strachu, chociaż chwilowo poczuł dreszcz, gdy ten nagle uniósł ton głosu. Poza niepokojem, odczuwał w tej chwili również i ekscytację. Bowiem poszukiwał kogoś, kogo siłę mógłby wykorzystać. Własne braki należało wypełniać mocnymi stronami innych, najpierw jednak musiałby zyskać kontrolę nad basiorem. Co, patrząc na poziom jego agresji, nie wyglądało jak łatwe zadanie.
Kim byłby jednak Elan, gdyby nie podejmował wyzwań?
- Każda ziemia jest twoja? - zapytał, nie mogąc powstrzymać tajemniczego uśmieszku, jaki pojawił się na jego pysku. - Wysokie ambicje. Mało rzeczywiste na ten moment, jednak godne podziwu.
Kiedy wilk zaczął się zbliżać, Elan nawet nie drgnął, utrzymując jego spojrzenie. W jego miodowych oczach błysnęło nawet zainteresowanie, jakby jedynie obserwował eksperyment.
- Czyżby moje oczy były przepustką do zostania na - tutaj zrobił krótką przerwę, jakby szukał odpowiedniego słowa - "twojej" ziemi?
✿everyone run here comes the reign✿

nobody has ever seen his face but fear his smile
I heard he'll drink your blood just for the taste, then laugh, and spit it out

Ciemny bór

#8
Lubił oschłość wilka przed sobą. Jakoś to go pociągało niezmiernie. Głupia ciekawość młodzieńca tylko go zachęcała do tworzenia większych kroków ku wygranej. Co było wygraną? Przekonanie przeciwnika do swoich racji, a miał ich niesamowicie dużo, wręcz nie do zliczenia. A to religia, a to cele. Dużo tego, dużo. Wyglądał trochę na podłego, przepełnionego sarkazmem. Ah, ten zapach 'wyższości' mógł wszędzie poczuć. Idealny kandydat na sojusznika. Nic go nie może złamać, nic przestraszyć na tyle, by podkulić ogon i spieprzać gdzie pieprz rosnąć ma. Przekręcając łeb znowu się zamyślił. O tym wszystkim, co mógłby mieć i podzielić z tym zasranym szkodnikiem. Pewnie on będzie za głupi, by zrozumieć byłe bogactwa zdechłego alfy. Tik, tak, tik i tok. Serducho chciało się wyrwać z klaty dorosłego, przez gardło ślina przestała przechodzić, zaczęła się wylewać potokiem z długiego, lekko zaokrąglonego pyska. Wszystko zblakło, tylko błysk oczu - to jedyna rzecz, którą mógł ujrzeć. Tak się zapatrzył, że stykał się już nosem z nieznajomym. Ten nowy... złapał go trzęsącego się przez jego sarkastyczne gadanie, serce mu się łamało, lecz nie było płaczu. Patyki i kamienie mogłyby połamać kości Galdara, lecz to, co wilk o miodowych oczach mówił zasilało płuca starucha. Uśmiech od końca, do końca, niczym kąciki ust rozerwane były. Karuzela, dla dwóch osób, której nikt nie zna. Czuł komfort, zimne powietrze czochrało jego futro. Odsunął się o krok.
- Kim jesteś, diable? - warknął zaciskając jego kły - Ślepiec, który nie ujrzał światła? Cholerny, kolejny kłamca?! - chciał się już wgryźć w jego szyję, ale się dziwacznie podtrzymał.
Ignorował cwaniackie gadanie młodzieńca, nienawidził takich. Widać to było w jego czarnych oczach od złości. Najeżone futro, kły na wierzchu i śmiech. Dziwny śmiech połączony z drgawkami. Chciał go zabić, pożywić swój nigdy nienasycony głód krwi. Znowu zatrzymał swój wzrok na jego gałkach, po czym się oblizał. Po chwili usłyszał jego zapytanie. Uśmiał się jak nigdy dotąd, ptaki odleciały pozostawiając po sobie kilka piór.
- Sugerujesz mi, że mam prawo je wyrwać. - rzekł, nawet to nie było pytanie. Położył łapę na pysku nieznajomego, po czym kontynuował - Jak mnie wkurzysz, oczywiście, że mogę to zrobić, są bardzo ładne i podobne do bursztynów. Ah, tak, bursztyny, jak ja kocham bursztyny, są bardzo nieprzyzwoite, nieprawdaż? Ten... swój kolor zawsze mnie do nich przyciągał. Do dzisiaj nie wiem dlaczego, zaś Kair wiedział. Nigdy nie pozwalałem mu dojść do głosu na ten temat, tajemnice czasami muszą zostać tajemnicami. Nawet te, których nie znasz. - rozgadał się szaleńczo, a głos przyśpieszał tylko z każdym słowem, że od pewnego zdania nie można było zrozumieć, co Galdar pieprzy pod nosem - Ah, Kair, fajny chłopaczek był. Wyrwałem jego kręgosłup po wszystkim i służył mi jako wieszak. Był bardzo pomocny w tej wersji, muszę przyznać. Próbował załatwić załatwiacza, a popatrz co z niego wyszło! Został wieszakiem wariata! - nagle poczuł się, jakby gadał z bratem. Nie wiadomo dlaczego.
Oblizał swe brudne kły ponownie, taki tik nerwowy, czy inne gówno. Wziął łapę z jego pyska, po czym usiadł.
- Czyyyli - wziął głęboki oddech. - oferta do wyrwania Ci oczu jest nadal aktualna i czy masz dużo do powiedzenia, bo nie lubię jak ktoś mi paraduje w moje I TYLKO MOJE zdania. Wiesz, niektórzy są za głupi by żyć i za tępi, by umrzeć! Może do takich należysz, co eleganciku? Nie, nie, nie. Najpierw Twoje imię, to wszystko. To pokaże mi czy jesteś godzien umrzeć z mej łapy, I TYLKO Z MEJ POJEBANEJ ŁAPY!
Szaleństwo, szaleństwo znowu go dopadło. Zawsze miał tak, kiedy poznał kogoś nowego, ale z czasem mu przechodzi i jest normalnym, zwyczajnym Galdarem. Czekaj, czekaj, czekaj... co to znaczyło być zwyczajnym w jego wykonaniu?
The Devil and God,
They try to rip me apart,
Can someone come and help me,
'Cause I'm loosing my heart.



Ciemny bór

#9
W oczach Elana pojawił się błysk zafascynowania, jakby oglądał przed sobą teatrzyk, a nie prawdziwą, żywą istotę. Nie spuszczał wzroku z drugiego wilka, zdając sobie sprawę z tego, że jego niestabilne zachowanie mogło skończyć się atakiem, jednak mimo to dalej igrał z ogniem. Nie było to rozsądne zagranie, szczególnie jak na basiora, który sprawiał się lepiej na polu stratega, niż wojownika. Jeden błąd i mógłby przypłacić niewzruszone spojrzenie i kpiący uśmieszek swoim własnym życiem. Było jednak w tym coś ekscytującego, sprawiało, że jego tętno przyspieszało, zaś źrenice rozszerzały. Adrenalina mieszała się w tej chwili z poirytowaniem, jakie odczuwał, tworząc mieszankę, która sprawiała, że nie tak łatwo było zachować całkowity spokój. Nie tracił jeszcze nad sobą kontroli, mierząc zimnym spojrzeniem wilka, kiedy słuchał kolejnej fali słów toczącej się z jego pyska.
- Nie stajesz się przypadkiem za bardzo zaborczy? - zapytał, mrużąc swoje oczy. - Akt wyrywania oczu i kręgosłupa brzmi wyjątkowo perwersyjnie, jednak jak na chwilę obecną wolałbym zachować zarówno moje życie, jak i zdolność widzenia. Ciężko w to uwierzyć, ale obie rzeczy mogą mi się jeszcze przydać, nieważne jak bardzo nakręca cię wizja pozbycia mnie któregokolwiek z nich.
Nie mógł jednak powstrzymać cichego, gardłowego warkotu, kiedy łapa starszego wilka znalazła się na jego pysku. "Powieka" Elana drgnęła nerwowo, zaś wargi wygięły się w grymasie wyrażającym obrzydzenie. Odczekał jednak cierpliwie, słuchając fali kolejnych słów, których momentami zupełnie nie mógł zrozumieć, dopóki ten jej nie zabrał, a następnie zamlaskał z niesmakiem.
- Elan - przedstawił się krótko, prostując się znowu. - Tylko z twej łapy? Oh, wybacz, nie zauważyłem, kiedy stałem się twoją własnością.
✿everyone run here comes the reign✿

nobody has ever seen his face but fear his smile
I heard he'll drink your blood just for the taste, then laugh, and spit it out

Ciemny bór

#10
Cóż za kpina! Twarz Galdara zagościł niesmak, obrzydzenie, złość. Nie, no, złość już była, zawsze będzie. Czy ten młodzieniec śmiał żartować sobie z Sir La Qshalor Generała Trzeciej Tabliczki Mnożenia z Podwójną Blizną?! Nagle. Tak, nagle zauważył drgawki w oku 'Elana'. Coś w nim pękło? Nie mógł się zdecydować jaką opcję wybrać za tą najbardziej realną. Może też miał niedobór witaminy C? Może też był złoczyńcą jak Galdar i nie radził sobie z rzeczami, które popełnił? Znowu myśli nie dawały spokoju, a nerwowy śmiech rozprzestrzenił się wokół roślin. Przekręcił oczami, które skierował wprost na młodziaka.
- A więc... uh... - zachwiał się chwilę, zapominając imienia dzieciaka. - Eden, uh... słuchaj!
Nagle ugryzł się w język, nie chciał być miłym dla nowo poznanego wilka. Był zbyt sarkastyczny, nie wydawał się osobą, której można zaufać. Typowy królewicz, ale jednego były władca był pewien - byłby dobrym sojusznikiem. Łatwo się nie poddaje.
- Mam pomysł! - zaśmiał się szaleńczo, wyginając łeb do góry, by zaczerpnąć duszącego powietrza.
Chwilę po tym się zastanowił. Czy pytanie się o walkę jeden versus jeden to dobry pomysł? Spojrzał się w mgłę kołyszącą się wokół patyków.
- Wydajesz się świetnym myślicielem oraz osobą, trudną do pokonania. - zaczął mu słodzić, jakby nigdy nic - Możemy się poznać, jestem Radgha'ar. Chcę... sojuszu. Jeżeli nie przyjmiesz mojej jakże pięknej i wspaniałej oferty, obiecuję... - przybliżył pysk do ucha Elana - ...rozerwę twoją klatkę piersiową i pożywię płucami, a odzieję się twoją czaszką na mym łbie. Ładnie byśmy wyglądali, nieprawdaż?
Głos niesamowicie się zmienił, był dzikszy mimo wszystkiego. Przyłożenie większej głośności na R oraz S. Dodatkowo... byśmy? Przecież, tutaj jest tylko jeden wilk, który mówi takie rzeczy, drugi powinien być martwy... ,,Jak chcesz watahy, musisz sobie na nią zapracować'' usłyszał w głowie pierwotny Galdar. Wsadził łapę w ramię niedawno poznanego, przekręcając dosyć spokojnie łbem.
The Devil and God,
They try to rip me apart,
Can someone come and help me,
'Cause I'm loosing my heart.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron