Żywiczny zagajnik

#21
Powieki już dawno opadły, oddzielając Atenę od otaczającego ją świata. Nie zasnęła jeszcze, jednak jej umysł powoli zaczynał odpływać do krainy morfeusza. Nie czuła już chłodnego wiatru, który targał jej sierść, a woń żywicy wymieszała się z zapachem wyimaginowanego jelenia, którego zaraz miała gonić w swoim śnie. Czyżby już słyszała tętent jego kopyt, coraz bliżej i bliżej?
Nagle coś, jakieś gwałtowne uderzenie, wyrwało wilczycę z tego dziwnego stanu pomiędzy snem a jawą. Atena, wyraźnie skołowana, podskoczyła na równe nogi i zjeżyła brunatne futro na karku. Uniosła wargi, obnażając śnieżnobiałe kły, a z jej gardła zaczęło wydobywać się głośne warczenie. Jak to tak, śpiącego atakować? Wadera uznała, że najwyraźniej wcale nie słyszała kroków jelenia. Przeklęła w duchu za swoją nieostrożność. Zdecydowanie powinna bardziej uważać, zwłaszcza przebywając na nieznanych terenach.
Jej oblicze złagodniało nieco, gdy ujrzała sprawczynię zamieszania. Płowa, szczupła wadera leżała plackiem na ziemi i wyglądała na nie mniej zdezorientowaną od niej samej. Na miejscu gniewnego grymasu pojawił się przyjacielski uśmiech.
- Dokąd ci się tak spieszy, co? - Zapytała, bardziej z potrzeby nawiązania kontaktu, aniżeli z ciekawości.
Przekrzywiła lekko głowę w lewą stronę, przez co jej klapnięte uszko odrobinę się wyprostowało. Czekała na odpowiedź.

Żywiczny zagajnik

#22
Leżała na ziemi w łapami rozcapirzonymi na cztery strony świata. Przez dobre kilkanaście sekund zastanawiała się, co właściwie się stało i dlaczego ma wrażenie, że połamała sobie wszystkie kości. Usłyszała warczenie. Zerwała się i skuliła, odbiegając wcześniej kilka kroków. Warczenie ucichło. Ophelia podniosła lekko głowę, nadal utrzymując dość uległą pozycję. Gdy zauważyła zmianę wyrazu pyska nieznajomej, wyprostowała się.
- Nie chciałabyś wiedzieć... - odpowiedziała w końcu.
Otrzepała się z kurzu i ziemi, w której było całe jej futro.
- Przepraszam, że cię poturbowałam. Uciekałam i nie do końca zauważyłam kiedy mi się udało. Tak samo jak nie zauważyłam korzenia. A resztę już znasz - powiedziała i zaczęła machać łbem, starając się zrzucić z siebie kawałek gałęzi, która utkwiła jej na głowie.
W końcu poddała się i strzepnęła ją łapą. Zlustrowała waderę wzrokiem.
- Jesteś tu sama, prawda?
Usiadła dosyć niezgrabnie, ale trzeba było jej to wybaczyć przez wycieńczenie. Nie każdy wilk ucieka przez tyle czasu, by chwilę po odnalezieniu, jak się zdawało, oazy spokoju, uciekać po raz kolejny. Nie wiedziała właściwie dlaczego wydała z siebie tyle słów naraz. To było kompletnie do niej niepodobne. Chyba tak zareagowała na stres i wielomiesięczną samotność.
- Ophelia - powiedziała krótko.

Żywiczny zagajnik

#23
Czekoladowa skinęła głową na znak, że przejmuje przeprosiny. Nie mogła mieć nieznajomej za złe, że biegnąc nie zauważyła korzenia. Uśmiechnęła się krzywo na myśl o bolącym boku. Nie było to nic poważnego, najprawdopodobniej za jakieś piętnaście minut dyskomfort całkowicie zniknie. Zlustrowała wilczycę wzrokiem - teraz, kiedy stała, miała okazję się jej lepiej przyjrzeć.
- Tak, jestem sama. A w dodatku nie do do końca wiem, gdzie się znalazłam. Właściwie, to od dłuższego czasu błąkam się po nieznanych mi okolicach - wyznała.
Usiadła w ślad za rozmówczynią. Był to jeden z tych nielicznych momentów, gdy nieśmiałość nie próbowała ograniczyć jej zdolności komunikacji. Ciężko powiedzieć, czy było to spowodowane samotnością Ateny, czy też pozytywnym wrażeniem, jakie wywarła na niej nieznajoma - miała po prostu sympatyczne rysy pyska.
- Atena - przedstawiła się. - Miło poznać.
Zaczęła nerwowo przebierać łapami w miejscu. W końcu strzepnęła ruchem pyska wyimaginowany pyłek, który miał osiąść jej na kufie. Wciąż jednak nurtowała ją jedna, dość istotna dla jej zdrowia i życia sprawa. Nie mogła się nie zapytać.
- Przed czym uciekałaś? - Za tym pytaniem kryło się jeszcze drugie, niewypowiedziane: czy, cokolwiek to było, nadal stanowi zagrożenie?

Żywiczny zagajnik

#24
Kiedy wadera ponownie się odezwała, Ophelia pomachała przyjaźnie puchatym ogonem. Była samotnikiem, jak ona. I nie wyglądała jak wariatka. To duży plus. Rozejrzała się dookoła. Było tu raczej spokojnie, a w promieniu kilku kilometrów dało się jedynie wyczuć małe gryzonie czy lisy. Tylko one były przedstawicielkami gatunku. To dobrze. Może tym razem obejdzie się bez niespodziewanych ataków.
- Ciebie również. Wiesz, że jesteś pierwszą osobą, z którą faktycznie rozmawiam? Nie licząc zwykłego "dzień dobry", po którym od razu musiałam uciekać. Powiedzmy, że moje początki na tych terenach nie są zbytnio ciekawe...
Nieopodal, strzeliła jakaś gałąź. Ophelia momentalnie postawiła uszy na sztorc i zaczęła nasłuchiwać. Ponownie uruchomiła zmysł węchu. Fałszywy alarm, to tylko lis.
- Jakąś godzinę temu siedziałam sobie spokojnie pod wierzbami... Okazało się, że było tam kilka innych wilków. Podeszłam do nich, by kogoś poznać, ale... - urwała. Przełknęła ślinę - Na jednego z wilków coś się rzuciło. Nie wiem co to było. Uciekłam. Ale mam wrażenie, że to już koniec. Chyba nie będzie mnie śledzić. Może stare porachunki?

Żywiczny zagajnik

#25
Czekoladowy ogon zamiótł ziemię, przy okazji zbierając z niej różne ususzone fragmenty roślin. W miodowych oczach zatańczyły radosne iskierki. Słońce schowało się za szarymi obłokami, a okolicę spowił cień.
- Ja też od dłuższego czasu nie miałam okazji z nikim porozmawiać - stwierdziła krótko. Spróbowała ocieplić swoją wypowiedź szerokim uśmiechem, który odsłonił jej nadłamany kieł.
Kolejne słowa Ophelii zaniepokoiły waderę. Czuła, jak jej futro najeża się, a po kręgosłupie przeszedł dreszcz. Uspokoiła się nieco, gdy dostrzegła przesiadującego na gałęzi małego ptaszka o rudym brzuszku. Z pewnością odleciałby w sytuacji zagrożenia. Cokolwiek zaatakowało wspomnianego przez rozmówczynię wilka, najprawdopodobniej znajdowało się wystarczająco daleko stąd. Nawet jeśli owo "coś" podążało tropem Ophelii, najprawdopodobniej wilczyca zdążyła uzyskać przewagę czasową, podczas gdy stworzenie zajmowało się atakowaniem innego wilka. Mimo wszystko, nie mogła czuć się w stu procentach bezpieczna. Atena głośno wypuściła powietrze z płuc.
Wtem poczuła, jak coś małego i zimnego delikatnie uderza ją w nos. Chwilę później do jednej kropelki dołączyły kolejne, aż w końcu okolicę wypełnił szum deszczu. Atena nie miała ochoty moknąć.
- Hm, chyba w tej sytuacji rozsądnie byłoby poszukać jakiegoś schronienia - zaproponowała, wskazując nosem na niebo, źródło problemu.

Żywiczny zagajnik

#26
Ophelia spojrzała w górę. Niebo się zachmurzyło. Atena miała rację. Trzeba było się gdzieś ulokować.
- Dobry pomysł - powiedziała.
Wstała i podeszła do wadery.
- Właściwie... Jakie masz plany? Co teraz? Dawno odłączyłaś się od swoich? Ja już błąkam się bardzo długo... Zbyt długo. Chciałabym w końcu znaleźć jakiś kąt dla siebie. Jakąś stabilizację.
Po tych słowach ruszyła w głąb lasku, szukając miejsca bardziej osłoniętego przed deszczem.


(odpis fatalny, ale życie mnie nienawidzi)

Żywiczny zagajnik

#27
Atena ruszyła za Ophelią, miała jednak niemały problem, by dotrzymać jej kroku na swoich łapach, które były zdecydowanie krótsze od łap Płowej. Nie dała jednak po sobie poznać, że ma jakiekolwiek trudności z utrzymaniem szybkiego tempa marszu, nawet uśmiech nie znikał jej z pyszczka.
Miodowe oczęta obrzucały okolicę uważnym spojrzeniem, próbując odszukać jakieś bezpieczne schronienie. Czekoladowe futro powoli nasiąkało wodą, przez co stawało się ciężkie i zimne. Łapy zaczęły pokrywać się błotem. Atena nie pragnęła w tym momencie nic innego, jak tylko zaszyć się w jaskini i oczyścić futro językiem.
- Plany? - Zagadała w końcu. - Chcę odnaleźć magię. Prawdziwą. Włóczę się po świecie od paru miesięcy i jeszcze jej nie znalazłam. Ale mi się uda - oznajmiła, unosząc dumnie głowę. - A potem... Potem to się mogę ustabilizować. Wiesz, stado, partner, szczeniaki... A później już nic, tylko się zestarzeć - zakończyła, kładąc akcent na ostatnie zdanie.

Żywiczny zagajnik

#28
Deszcz stawał się naprawdę uciążliwy i nieprzyjemny. Mimo grubego podszerstka, przy powiewach wiatru mokra sierść dawała się we znaki. Ophelia otrzepała się, by pozbyć się chociaż odrobiny wody.
- Magię? - zapytała - Jaką magię?
Doszły do odrobinę starszego drzewa, z bardziej rozwiniętym systemem gałęzi. Też nie było idealnie; pod gałęziami i tak znaleźć można było odrobinę błota, ale było to na razie jedyne miejsce w pobliżu, które mogło je osłonić przed niesprzyjającą pogodą. Ophelia skuliła się pod gałęziami, zaczepiając się futrem o kilka niższych gałęzi.
- Czyli... Nie znasz tu nikogo? - powiedziała po chwili, nieco zawiedziona - Chciałabym poznać kogoś z watahy. Na pewno są tu jakieś. Muszą być, prawda?

Żywiczny zagajnik

#29
Otrzepała futro z wody, nim weszła pod gałęzie starego drzewa. Może nie było tam idealnie sucho, ale sierść wadery namokła już tak bardzo, że właściwie nie miało to dla niej większego znaczenia. Ważne, że już na nią tak nie kapało. Wyglądało na to, że "utknęły" tu na parę dobrych chwil, zanim ulewa minie.
Łepek ciemnofutrej przekrzywił się odrobinę, a spojrzenie miodowych oczu padło na rozmówczynię. Pytała o magię.
- Ech, no... - zmieszała się lekko. Jak ma wytłumaczyć coś, co wydawało się dla niej oczywiste? To trochę tak, jak próbować wyjaśnić, w jaki sposób nabrać powietrze do pyska. - Wiesz, magia. Czary. Umiejętność wpływania na rzeczywistość za pomocą własnej woli? Rzucania zaklęć? Wiesz chyba, o co mi chodzi?
Zdecydowała w końcu, że usiądzie na ziemi. Już i tak była w dużej mierze pokryta błotem.
- Nie, nie znam nikogo - odpowiedziała krótko na zadane przez Ophelię pytanie. -No, na pewno muszą być tu inne wilki. To niemożliwe, żebyśmy były tu same. Ale jak tak dalej będzie padać, to utkniemy tu na zawsze i nikogo nie znajdziemy - ostatnie zdanie wypowiedziała z dozą ironii w głosie. Nie podobało jej się, że tak siedzi pod tym drzewem, zamiast zwiedzać krainę, do której niedawno udało jej się dotrzeć. Miała poczucie, że marnuje cenny czas. Spojrzała na zachmurzone niebo, z nadzieją wypatrując choćby najmniejszego skrawka błękitu. Chciała już ruszać w dalszą podróż.

Żywiczny zagajnik

#30
Dreptała zadowolona, to się przewracając, to tarzając w trawie co jakiś czas. W połowie drogi zaczęła też zaczepiać opiekuna znudzona samotną zabawą. Biegała wkoło niego, czasami przeciskając się między jego łapami. Należałoby wspomnieć, że o ile wcześniej nie było to uciążliwe, to teraz waderka była już na tyle duża, że ledwo mieściła się między kończynami basiora.
W pewnym momencie przystanęła i zaczęła węszyć. Zapach był przyjemny i trochę znajomy, jednak nie potrafiła go nazwać. Kiedy wkroczyli między drzewa, zrobił się bardziej intensywny.
- Dlaczego drzewa tak pachną? - Lilka dalej próbowała przypomnieć sobie skąd kojarzy te woń. Zapach żywicy towarzyszył im właściwe przez większość czasu i waderka go kojarzyła, ale dopiero kiedy stał się tak intensywny zwróciła na niego uwagę.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron