Żywiczny zagajnik

#11
Rozbrzmiewające z pyska samca imię, które od dawna nie zostało przez nikogo wypowiedziane, stanowiło źródło dziwacznego dreszczu, który przeszył drobne ciało. C'Antilane poczuła się wręcz nieswojo, zwłaszcza że Keiran użył jej miana dwukrotnie w niezwykle krótkim odstępie czasu. Nie miała mu tego za złe, w porównaniu ze złotofutrym, to ona stanowiła ewenement. Wpierw brak wsparcia rodziców, potem samotne tułaczki, podczas których nie miała z kim zamienić choć kilku zdań... Doszło do tego, że odpowiadała świergoczącym ptakom lub cichutko szumiącym roślinom. One nie zwracały się do niej per "C'Antilane". Wygrywały natomiast piękne, kojące melodyjki, a ona odwdzięczała im się tym samym. Prawdopodobnie ten okres w jej życiu sprawił, iż intonacja głosu oraz jego barwa uległy zmianie, przybierając bardziej śpiewny wydźwięk.
- Mi również, Keiranie. - Rzekła, odwzajemniając skinienie lekkim pokłonem, przy którym dygnęła całym ciałem. Po chwili wyprostowała się i posłała samcowi ciepłe spojrzenie. - Niestety. - Odparła na pytanie. - Jesteś pierwszym wilkiem, którego spotkałam od lat. - Dodała, nieco smutniej, a niewielki uśmiech zdobiący lico czarnej zbladł. Mimo przygnębionego tonu i wyraźnej zmiany na obliczu Melodii, szmaragdy wciąż radośnie połyskiwały. Bez wahania można było stwierdzić, że to one stanowią zwierciadło duszy wilczycy, gdyż w nich wyraźnie odbijały się wszelkie, odczuwane w danej chwili przez nią emocje. Nie ważne, co ukazywała mowa ciała - kamyczki nigdy nie oszukiwały, nie chciały nikogo zwieść, okłamać. Oszpecona w głębi serca odczuwała ogromną radość z tego spotkania. Potrzebowała go od dawna. - Zapewne i ty nie wiesz nic na ich temat? - Zaczęła po dłuższej chwili milczenia. Pozostawiając Słonecznikowi moment na odpowiedź, podjęła rozmowę ponownie. - Twoja tułaczka nie została przerwana przez skrzyżowanie się twej ścieżki z drogą, którą podążał inny wilk? - Zaciekawiła się, a w umyśle pojawiły się dość nieprzyjemne wspomnienia z jej własnych doświadczeń. Lekko spochmurniała.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Żywiczny zagajnik

#12
Keiran ponownie wpatrywał się w nią dłuższą chwilę, wyraźnie wręcz zafascynowany. Nigdy wcześniej nie spotkał wilka takiego, jak ona. I bynajmniej nie chodziło tu o jej oszpecone oblicze, lecz o jej zachowanie, ton głosu, sposób wypowiedzi. Co prawda Kei w swym życiu nie miał zbyt wielkiego kontaktu z przedstawicielami swego gatunku, wychowywany przez samotną wilczycę z dala od jakiejkolwiek watahy. Również po jej śmierci, kiedy postanowił ruszyć przed siebie w poszukiwaniu miejsca, gdzie mógłby się odnaleźć spotkał jedynie kilku samotników, z którymi jedynie wymienił kilka zdań, po czym rozchodzili się każdy w swoją stronę. Trzeba przyznać, że samotność mocno zaczęła ostatnio doskwierać Słonecznikowi, który generalnie dobrze czuł się w towarzystwie innych wilków. A teraz los postawił na jego drogę tę niezwykłą waderę. Keiran był mu za to wdzięczny i prawdopodobnie cieszył się z tego spotkania jeszcze bardziej, niż ona.
Słysząc jej kolejne słowa westchnął cicho. Naprawdę miał nadzieję, że Zapomniana zna te okolice i mogłaby mu powiedzieć coś więcej o miejscu, gdzie się znajduje. A z drugiej strony, poczuł nagłe ukłucie żalu, gdy dowiedział się, iż ona również dłuższy czas była sama. Posłał jej ciepły, pocieszający uśmiech, jakby chcąc zapewnić bez słów, że doskonale ją rozumie. Gdy zadała kolejne pytanie zbladł on nieco, a basior pokręcił głową. - Dopiero co tutaj przybyłem - oznajmił, na chwilę odrywając wzrok od wadery, by rozejrzeć się dookoła, strzygąc uszami. Jedyne, co zdołał usłyszeć to śpiew ptaków w koronach najbliższych drzew oraz kolejne pytanie, skłaniające go do ponownego skupienia swych jasnych soczewek na jej lśniących szmaragdach. - Nie widziałem żadnych wilków od dłuższego czasu - odparł, pochmurniejąc również na chwilę, lecz zaraz na jego obliczu zajaśniał ponownie wesoły uśmiech. -Przynajmniej aż do teraz.

Żywiczny zagajnik

#13
Cierpliwie wysłuchała wszystkiego, co dwulatek miał jej do powiedzenia. Nie przeszkadzała mu w żaden sposób. Nawet nie drgnęła, coby nie rozkojarzyć go lub rozdrażnić. Czekała. I z lubością wsłuchiwała się w każde wypowiedziane przez wilka słowo. Głos Świetlistego nie wyróżniał się na tle innych przedstawicieli ich gatunku, ale Melodia tak długo nie miała styczności z innymi pobratymcami, że wyrazy opuszczające pysk Keia pieszczotliwie zanurzały się w jej uszach. Stanowiły miłą odmianę dla zmęczonej jaźni. W odpowiedzi uśmiechnęła się.
Milczała pewien czas, pozwalając sobie na chwilę zastanowienia. Cisza nie niepokoiła jej, nie należała do osób muszących ciągle mówić. Lubiła czasem zanurzyć się w morzu myśli. Oblicze Zapomnianej uległo wyraźnej metamorfozie, gdy powróciła z "wyprawy". Stała się smutna.
- Powinniśmy... - Zaczęła cicho, niezwykle niepewnie, jakby wstydząc się. Nie wiedziała, czy ma prawo prosić dopiero co poznanego samca o coś takiego. Mimo iż Keiran zachowywał się niezwykle przyjaźnie względem jej osoby, obdarowywał wieloma szczerymi uśmiechami i posyłał przyjazne spojrzenia, nie miała prawa wymagać od niego poparcia pomysłu, który właśnie rozkwitł w delikatnym umyśle. Uszka przytuliły się do łba, a spojrzenie uciekło w bok. - Powinniśmy trzymać się razem. - Dopowiedziała nieco głośniej, ale z dużą dozą lęku przed odmową. Po pewnym czasie szmaragdy powróciły do rozmówcy, ale nie uczepiły się złotych soczewek. Wodziły po całym obliczu Słonecznika, niby nie chcąc napotkać połyskujących obręczy okalających ciemne źrenice basiora. - Przynajmniej do czasu, aż znajdziemy tu innych. - Zaświergotała smutno. Dopiero teraz oczęta dzielnie zerknęły w zwierciadła duszy biszkoptowego. - Może napotkamy jakąś watahę. Może nas przyjmą... - Wyszeptała z nadzieją, ale w wypowiedzi dało się również dosłyszeć pogrywającą gdzieś w oddali nutkę przerażenia.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Żywiczny zagajnik

#14
Keiran uważnie wpatrywał się w jej oblicze, dostrzegając zmieniające się emocje, tym razem idealnie widoczne. Wydawała się nagle posmutnieć, spochmurnieć... Jej mowa ciała jak i urywane strzępki zdań wydobywające się z jej pyska, by nigdy nie zostać dokończonymi wskazywały jednoznacznie, iż się waha, jest niepewna. Zerkała w bok, unikając jego wzroku, wyraźnie tocząc jakąś wewnętrzną walkę, nie mogąc się przełamać. Sam do końca jej zachowania nie rozumiał, przynajmniej dopóki nie zdobyła się wreszcie na odwagę by wypowiedzieć ostatnie zdanie. Wówczas porządnie już zaskoczony jej wcześniejszym zachowaniem Keiran rozpromienił się na nowo, serdeczny uśmiech zagościł na pysku a ogon zakołysał się na boki w radosnym tańcu. Oczywiście, nie miał nic przeciwko towarzystwu Zapomnianej, wręcz przeciwnie, cieszył się ze sposobności podróżowania w towarzystwie innego wilka. Nie do końca rozumiał, czego tak się obawiała. Ze względu na jego wrodzone przyjacielskie podejście do innych wilków, optymizm, a także poniekąd i brak doświadczenia po prostu nie rozumiał, dlaczego mogłaby w ogóle myśleć, że się nie zgodzi. - Sądzę, że to dobry pomysł. Razem jest raźniej i bezpieczniej. Z miłą chęcią będę ci towarzyszył - oznajmił wesoło.
Dostrzegł ten cień strachu, który przeleciał przez oblicze Melodii przez krótką chwilę i na chwilę jego uśmiech jakby nieco przyblakł, lecz tylko na chwilę. W chwilę później znów rozświetlił on pysk basiora, tym razem był on nie tylko wesoły, lecz również ciepły i dodający otuchy. Pragnął, by wadera poczuła się w jego towarzystwie choć odrobinę pewniej, bezpieczniej.

Żywiczny zagajnik

#15
- Zechciałbyś udać się ze mną na zwiad? Może kogoś napotkamy. - Zaświergotała niczym mały ptaszek, a szmaragdy spoglądały wprost w płynne złoto zamknięte w ślepiach samca. Spojrzenie wadery nie było nachalne, przytłaczające lub irytujące. W żaden sposób nie mogło wzbudzić w rozmówcy negatywnych emocji. Kryształki lekko połyskiwały, obdarzając Świetlistego pozytywnym blaskiem. Emanowały wdzięcznością wymieszaną z radością i nadzieją. - Chyba, że potrzebujesz jeszcze odpoczynku i wolałbyś pozostać w tym miejscu dłużej. Wtedy zaczekam tu wraz z tobą. - Dodała spokojnie, głosem cierpliwym, zapewniającym Keirana o prawdomówności jego właścicielki. W przypadku wybrania przez biszkoptowego drugiej opcji, Melodia nie miałaby problemu z zatrzymaniem się w pachnącym zagajniku.
Niczym nie zasugerowała towarzyszowi preferowanej przez nią odpowiedzi. Nie odwróciła się, wskazując kierunek, w którym udałaby się w poszukiwaniu innych przedstawicieli ich rasy, nie rozejrzała, nie położyła się na trawiastym dywanie. Pozostawała w tym samym miejscu, w tej samej pozycji, z tą samą miną zdobiącą pokiereszowane oblicze. Nawet uszy i ogon nie drgnęły.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Żywiczny zagajnik

#16
Z oblicza Keirana już od dobrych kilku minut nie znikał serdeczny uśmiech, a ogon bujał się wesoło. Stanowił teraz przeciwieństwo samej C'Antilane pozostającej niemalże nieruchomą. Słonecznik z pewnością nie był wilkiem, który lubi siedzieć dłużej w jednym miejscu. Wręcz przeciwnie, rozpierała go wręcz energia, zmuszając jego łapy do biegu. Już teraz miał ochotę popędzić w obojętnie którą stronę, nie mogąc się doczekać zwiedzenia innych części tej niezwykłej krainy, tak odmiennej od wszystkich, które dane mu było mijać po drodze. Jedynie świadomość, iż być może Zapomniana nie życzy sobie przemierzać drogi w takim pośpiechu. Mimo, iż rozpierała go energia, niemalże jeszcze szczenięca ciekawość i chęć działania, postanowił dostosować się do samej wadery. Dobre stosunki z innymi wilkami były dla owego młodego basiora priorytetem i nie chciał jej w żaden sposób urazić, czy zdenerwować. A być może bieganie dookoła, niczym chętny do zabawy szczeniak mogłoby być dla niej męczące.
- Właściwie, nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć inne części tej krainy, jak i spotkać inne wilki, więc myślę, że powinniśmy ruszyć - oznajmił, rozglądając się dookoła, jakby chcąc zdecydować, w którą stronę się udać. Zawiesił na chwilę wzrok na jakiejś sosence, zerknął w dół na opuszczoną mysią norkę, przez moment przyglądał się jakiemuś ptakowi siedzącego na gałęzi innego drzewka... Następnie począł węszyć w powietrzu, próbując wyłapać jakikolwiek ślad wilczej obecności, lecz wszechobecna woń żywicy pomieszana z zapachem ziół i drobnych gryzoni maskowała wszystko prócz zapachu samej Melodii. Wówczas skierował swe złote ślepia z powrotem na nią.
-Więc, w którą stronę ruszymy? - zapytał, przekrzywiając przy tym nieco łeb na bok.

Żywiczny zagajnik

#17
Usłyszawszy pytanie, powolnie omiotła okolicę szmaragdowym spojrzeniem. Zatrzymała wzrok na dłużej, gdy napotkała szlak, którym przybyła w te strony, lecz po krótkim zastanowieniu powróciła do rozglądania się. Przypomniała sobie, że podróżując po obrzeżach krainy, dostrzegła majaczące w oddali pasmo górskie, a tam gdzie góry tam znajdują się też groty, górskie potoki z krystaliczną wodą i łąki bogate w wielobarwne rośliny. Bezpieczne miejsce do osiedlenia się, otoczone z każdej strony zdradzieckimi ścieżkami, nie pozwalającymi nieproszonym gościom łatwo dostać się na zajęte tereny. Potrzebowała stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Tam mogła tego doświadczyć. - Przed siebie. - Zadecydowała, acz w delikatnym głosie nie można było dosłyszeć pewnej, zdeterminowanej, nie dając się pominąć nuty. Była to raczej propozycja, a Melodia oczekiwała od Keirana potwierdzenia, podjęcia wspólnej decyzji. Nigdy nie chciała nikomu niczego narzucać. Nigdy nie chciała nikogo urazić czy zranić. Nigdy nie sprawiało jej problemu dopasowanie się do innych.
Dając Słonecznikowi czas do namysłu, zadarła nieco pysk ku górze i zaczęła węszyć. Zakończywszy tę czynność, zerknęła na towarzysza. Jaśniejsze ślepie błysnęło. Gdy otrzymała odpowiedź, ruszyła przed siebie, pozostawiając dotychczasowe życie za sobą. Zwolniła kroku, by zrównać się z biszkoptowym. Wspólnie zniknęli w odmętach lasu.

/zt
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Żywiczny zagajnik

#18
Keiran dał swej towarzyszce chwilę na zastanowienie, rozejrzenie się dookoła i podjęcie ostatecznej decyzji. Podczas, gdy wilczyca badała teren, on stał niemalże nieruchomo, śledząc ją wzrokiem. Gdy padła jej propozycja, skinął łbem. - Ruszajmy więc - oznajmił po chwili, gdy czarnofutra ponownie nań zerknęła. Sam często stosował taktykę podążania przed siebie, ewentualnie w stronę słońca i najwyraźniej ona skutkowała, bowiem właśnie dzięki temu udało mu się dotrzeć w te okolice. Sam nie pragnął znaleźć niczego konkretnego, choć szczerze powiedziawszy również miło by było móc się gdzieś na dłużej zatrzymać. I znaleźć inne wilki, bowiem, jak wiadomo Słonecznik łaknął towarzystwa.
Zapomniana postanowiła wkrótce ruszyć z miejsca, więc szybko podążył za nią, by móc pokonać resztę drogi łapa w łapę. Dość spokojnym krokiem opuścił te tereny wraz z nią.

/zt

Żywiczny zagajnik

#19
Wilczyca zwinnie przemykała między drzewami. Zmęczone łapy nie pozwalały już na zachowanie stałego tempa, biegła w końcu od paru ładnych godzin. Zwolniła nieco, by lepiej przyjrzeć się okolicy. Niskie drzewa były młode, jednak wystarczająco wysokie, aby mogły w pewnym stopniu przysłaniać światło. Te promienie, którym udawało się przedrzeć przez gęstą sieć igieł, delikatnie muskały puszystą sierść Czekoladowej, sprawiając, że jej ciało pokryło się licznymi cętkami. Atena zatrzymała się, stwierdzając, iż miejsce to idealnie nadaje się na odpoczynek. Zrobiła głęboki wdech nosem, starając się uchwycić unoszące się wonie. Powietrze przyniosło jej intensywny zapach żywicy, wymieszany z ziołową nutą. Dało się również wyczuć, że chwilę wcześniej przechodził tędy lis.
Żadnych wilków. Kiedy ostatni raz miała okazję spotkać przedstawiciela własnego gatunku, porozmawiać z nim? Minęły już chyba dwa miesiące. Wyruszając w podróż, Atena nie podejrzewała, że tak bardzo będzie doskwierać jej samotność. Co prawda w czasie wędrówki kilkukrotnie natknęła się na niewielkie watahy, za każdym razem była jednak witana ostrzegawczym warczeniem. Wilczyca mimowolnie pisnęła, jak szczenię nawołujące matkę. Tak, bardzo brakowało jej rozmowy. Zaskoczyło ją, jak ważna jest dla niej potrzeba dzielenia się z innymi swoimi przeżyciami lub spostrzeżeniami.
Kiedy spośród traw wyłoniła się brązowa mysz o błyszczącym futerku, na pysku Ateny zagościł ciepły, przyjazny uśmiech. Nie była głodna.
- Cześć, przyjacielu - wypowiedziała te słowa ściszonym głosem, jak gdyby miało to pomóc gryzoniowi w odgadnięciu jej przyjaznych intencji.
Myszka jedynie postawiła uszka na sztorc, po czym pobiegła w stronę zarośli tak szybko, jak tylko było to możliwe na jej drobnych łapkach. Wilczyca westchnęła głośno. Znalazła kawałek gruntu porośnięty z lekka wysuszonym mchem i runęła na ziemię, by po chwili oprzeć łeb na przednich łapach.

Żywiczny zagajnik

#20
Przerażenie nie chciało z niej zejść. Nie wiedziała ile już tak biegła. Pamiętała jedynie, że mijała jakąś wodę. Gdy jej łapy wkroczyły pomiędzy drzewa iglaste, zwolniła, powoli opadając z sił. Przed jej oczami powoli pojawiały się mroczki.
Spokojnie, możesz przestać biec, jesteś już bezpieczna - mówił głos w jej głowie.
Łapy jednak nie chciały go słuchać. W końcu jednak, natknęły się na wystający korzeń i, bądź co bądź, musiały zwolnić, bo nie da się biec w locie. Ophelia z pełną gracją przewróciła się, przeturlała kawałek, aż z wielkim impetem grzmotnęła o coś... miękkiego?

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron