Żywiczny zagajnik

#1
Źródło: Wikipedia


Niewielki zagajnik złożony z młodych, iglastych drzewek. Rośliny te są zdecydowanie niższe od reszty drzew w lesie, a co za tym idzie — młodsze. Miejsce to zyskało swoją nazwę dzięki unoszącej się tu woni żywicy, sączącej się z kory młodych drzewek. Na tym terenie można znaleźć różnorodne skarby w postaci owadów lub roślin zamkniętych przez setki lat w bursztynowych kamieniach, które połyskują w świetle. Nie mają one jednak żadnej wartości materialnej, znalazcy pozostaje jedynie poczucie zadowolenia z pięknego znaleziska.



Rośliny: cis, krwawnik, mniszek lekarski
Zwierzęta: kuna, lis, mysz, nornica

Żywiczny zagajnik

#2
Zza kępki młodych iglaków wyłoniła się dość masywna sylwetka basiora, jego gęste, złocistobrązowe futro połyskiwało lekko w przebijających się przez korony niewielkich drzewek cętkach światła. Keiran przystanął i zaczął węszyć. Jego nozdrza napełniła woń żywicy pomieszana z zapachem rozmaitych ziół oraz drobnych zwierząt, które najwyraźniej ukrywały się gdzieś pod iglakami. Zarówno obecność stanowiących idealną łatwą do zdobycia przekąskę gryzoni, jak i ziół go ucieszyła. Może i brakowało mu wrażliwości na magię i żaden byłby z niego szaman, lecz swego czasu Stokrotka nauczyła go co nieco o właściwości niektórych roślin. Przynajmniej na tyle, że wiedział, co pomoże w przypadku choroby, czy gdyby został ranny, a czego lepiej nie ruszać, bo skończy się to źle. Jego opiekunka nauczyła go, że zawsze przyda się mieć niektóre z tych ziół przy sobie. Więc, skoro już tu był, może powinien poszukać czegoś przydatnego...?
Rozejrzał się chwilę, uważnie nasłuchując, po czym powoli zniżył łeb i począł węszyć, starając się wyłapać znajomą woń jednego z występujących tu gatunków roślin. Wydawało mu się, że wyczuł znajomy zapach krwawnika, więc postanowił ruszyć w tę stronę. Znalezienie roślinki nie było takie proste, wszechobecny zapach żywicy nieco maskował pozostałe wonie, lecz jakiś czas później udało mu się odnaleźć niewielką kępkę. Uśmiechnął się do siebie, co nieomal sprawiało wrażenie, jakby posłał promienny uśmiech samej roślinie. W chwilę później począł delikatnie rozkopywać ziemię, aż wreszcie pochylił się jeszcze bardziej, uginając swe masywne łapy, by chwycić ostrożnie roślinkę i wyciągnąć z ziemi. Po zebraniu odrobiny krwawnika czym prędzej wplótł go sobie w dłuższą sierść na jego karku, wciąż z tą samą zadowoloną miną. Nawet zamerdał ogonem. No cóż, był pewien, że to mu się przyda na przyszłość.
Był tak zajęty ziołami, że na chwilę przestał zwracać uwagę na otoczenie, co było co najmniej ryzykowne, jeżeli znalazłby się tu ktoś do niego negatywnie nastawiony, lecz Keiran jak to Keiran - żył w świętym przekonaniu, iż niemalże każdy jest jego przyjacielem.

Żywiczny zagajnik

#3
Czarna sunęła wśród zarośli bezszelestnie, w stałym rytmie, zwinnie omijając wszelakie przeszkody. Delikatnie, z gracją śmigała pomiędzy drzewami, aczkolwiek jej krokom towarzyszyła duża doza pewności, zaufania do swych łap, umiejętności balansowania ciałem. Frunęła niczym głodna sokolica, zdeterminowana, z chłodnym spokojem kalkulując wszystko, co na swej drodze napotkała i napotkać miała. Łowy zachwiała wyróżniająca się na tle mieszaniny leśnych zapachów woń, mocno drażniąca wyczulone nozdrza. Zmusiła waderę do przystanięcia. Szmaragdowe spojrzenie powolnie omiotło okolicę, nos począł węszyć, a uszkodzone ucho drgnęło, by następnie wraz ze zdrowym powstać na sztorc, przybierając postać dwóch dużych, czułych radarów.
Po wykryciu osobnika, który wzbudził niepokój w czarnofutrej, skierowała ku niemu swoje delikatnie stąpające kończyny. Dostrzegłszy majaczące w oddali jasne futro, nie przerwała skradania, odważnie parła przed siebie. Zatrzymała się w odległości zmuszającej potencjalnego napastnika do wykonania kilku pokaźnych susów, zanim byłby w stanie dopaść zielonooką. Z cienia drzew, wśród których skryła się Zapomniana, wyróżniały się jedynie soczewki C'Antilane - wilgotne, połyskujące kamienie szlachetne, z czym jeden niby gorszej jakości, jaśniejszy, upośledzony... Badawczo przyglądały się poczynaniom basiora, nie odrywając się od niego ani na chwilę. - Dlaczego skróciłeś żywot tej rośliny? - Z pyska wilczycy wydobył się melodyjny głos, niczym aksamit pieszcząc uszy Słonecznika. Po tym pytaniu zapanowała głucha cisza.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Żywiczny zagajnik

#4
Wiatr musiał wiać w przeciwnym kierunku, skoro do nozdrzy Keirana nie dobiegła woń obcej wilczycy, z drugiej strony prawdopodobnie czyniąc jego samego doskonale wyczuwalnym ze sporej odległości. Poniekąd była to również i jego wina, że dał się tak podejść, skupiony na zbieraniu krwawnika przestał na chwilę zwracać uwagę na otoczenie. Było to bardzo nieroztropne z jego strony, lecz Słonecznik z reguły był strasznie roztrzepany. Całkiem prawdopodobne, że kiedyś wpędzi go to w poważne tarapaty.
Drgnął lekko, słysząc nagle głos gdzieś nieopodal i zastrzygł uszami, czym prędzej odwracając łeb w kierunku jego źródła. Czarna sierść wadery zlewała się poniekąd z rzucanym przez okoliczne iglaki cieniem i pierwsze, co Kei zauważył były jej oczy, lekko połyskujące w półmroku niczym zielone klejnoty, choć jeden wydawał się posiadać znacznie jaśniejszą i mniej intensywną barwę. W tym momencie wiatr zmienił kierunek i w jego nozdrza uderzyła woń wilczycy. Pachniała głównie lasem. Cień niskich, lecz gęstych drzew utrudniał dostrzeżenie blizny szpecącej oblicze Melodii, więc Kei skupił się chwilę na lustrowaniu jej smukłej sylwetki, zatrzymując się chwilę na nadszarpniętym uchu.
Odwrócił się do niej przodem, nie ruszając się z miejsca, przyjmując neutralną pozycję, ze spuszczonym swobodnie ogonem, choć w jego jasnożółtych ślepiach dało się dostrzec iskierki zaciekawienia. Dawno nie spotkał innego przedstawiciela swego gatunku, a przynajmniej dawno nie miał okazji z żadnym zamienić słowa. Od śmierci swej opiekunki widywał jedynie większe watahy, na których terytorium wolał się nie zapuszczać, nie chcąc zostać uznanym za intruza i przepędzonym. Przez moment zastanawiał się poważnie, czy tym razem nie wszedł na teren czarnofutrej, lecz szybko porzucił tę myśl. Owy las nie był naznaczony jej zapachem, więc raczej przypadkowo nie wtarabanił się na terytorium.
- To krwawnik. Przydaje się w przypadku krwotoków. Zawsze dobrze jest mieć niektóre z tych roślin przy sobie, na wszelki wypadek. Chociaż niektórych lepiej unikać - wyjaśnił, nieświadomie powtarzając słowa Stokrotki, które wypowiedziała, gdy po raz pierwszy opowiadała mu o leczniczych ziołach. W sekundę później na jego pysku zakwitł szczery, serdeczny uśmiech, a ogon lekko się poruszył. Przez tych kilka miesięcy spędzonych na podróży bardzo doskwierała mu samotność i teraz widok innego wilka, który na jego widok nie szczerzył kłów i nie próbował powyrywać kłaków napełniła go radość, widoczna teraz wyraźnie w lśniących ślepiach złotofutrego.

Żywiczny zagajnik

#5
Szmaragdowe oczęta spochmurniały, wypełniły się smutkiem. - Nie pytałam się, czym konkretnie jest roślina, którą skrzywdziłeś. - Melodia rozbrzmiała na nowo, mową dźwięczną, spokojną, w żadnym wypadku wrogą czy pretensjonalną. Dalej słodko świergotała niczym mały ptaszek, nie dając Słonecznikowi powodów do odczucia niechęci lub wrogości względem niej. Milcząc, wsłuchiwała się w szum wiatru i jakby oddając się jego rytmowi, zostając pochłonięta przez żywioł, ruszyła przed siebie. Kroczyła powoli, dostojnie, z wyprostowaną sylwetką. Z otchłani ciemności wyłoniło się delikatne lico, którego prawicę znaczyły liczne blizny, paskudne szramy, dodając tajemniczej postaci nutkę makabryczności. Jaśniejsze ślepie błysnęło, domagało się odpowiedzi. - Sam mówisz, że zrobiłeś to na wszelki wypadek. Nie potrzebujesz jej w tej chwili. - Zaczęła znowu, wykonując kolejny kroczek ku nieznajomemu. Rozejrzała się po okolicy powłóczystym spojrzeniem, zatrzymując dłużej na skrzydlatych śpiewakach skrytych wśród wielobarwnych koron, po czym ponownie skupiła się na rozmówcy. - Czemu zakończyłeś jej żywot już teraz? - Padło pytanie, a w dotychczas pozbawionym większych emocji wypowiedziach zatliła się iskierka boleści, żalu. Zielone kamyczki zniknęły pod wachlarzem rzęs, by po chwili powrócić, bardziej żywe. - Poczekałaby na ciebie. Chętnie pomogłaby w potrzebie. A teraz będzie jedynie dogorywać. - Ostatnie, cichutkie słowa zanikły, porwane przez mocniejszy podmuch.
Dostrzegając szczery uśmiech, który właśnie rozkwitł na pysku nieznajomego, zawahała się. W głębi serca odczuła delikatne ściśnięcie, małą szpileczkę wbijającą się w czuły punkt, jakby popychającą do uczynienia tego samego. Zderzone ze sobą sprzeczne odczucia parzyły, nie dawały wytchnienia. Mimo wszystko napięte ciało rozluźniło się, a ślepia zaśmiały.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Żywiczny zagajnik

#6
Wesołe iskierki rozświetlające zazwyczaj ślepia basiora nieco jakby przygasły, a uśmiech ustąpił miejsca minie jednocześnie zaskoczonej i nieco smętnej, gdy słuchał słów nieznajomej. Jednakże nie brzmiała, jakby miała do niego pretensje o zerwanie nieszczęsnego krwawnika, bardziej, jakby zasmucił ją los samej rośliny. Zaskoczyło to Keirana niebywale, pierwszy raz w swym dwuletnim życiu słyszał bowiem, iż ktoś przejmował się aż tak kilkoma sztukami jakiegoś ziela. Wszakże rośliny były darami natury, mającymi służyć istotom żywym, prawda? No cóż, Słonecznik nie miał zielonego pojęcia o świecie innym niż ten ziemski. Równowaga świata i strzegące jej siły, magia, przenikająca po części każdą żywą istotę, nawet jeżeli była ona tego nieświadoma... Wszystko to było dla niego czymś nieprawdopodobnym, znanym jedynie z opowieści swej opiekunki, które lubiła snuć zanim młody złotofutry zapadł w sen. Prawdopodobnie nawet, jeżeli basior domyślał się istnienia podobnych sił, nie potrafiłby ich nawet nazwać. - Ja... Nigdy nie myślałem o roślinach... W ten sposób... - wymamrotał nieco niepewnym tonem. Był to jeden z tych rzadkich momentów, gdy ton Świetlistego był całkowicie poważny, pozbawiony zwykłej wesołości. Posłał C'Antilane kolejny uśmiech, tym razem jednak niepewny, jakby przepraszający. Przy okazji przyjrzał się waderze dokładniej i jego wzrok zatrzymał się na chwilę na jej oszpeconej prawicy. Przez moment czuł przemożną ochotę zapytać, skąd ma tak paskudne blizny, lecz na szczęście zdołał ugryźć się w język.
Trzeba przyznać, iż wadera wzbudziła jego zainteresowanie. Wielu z powodu tych szpetnych szram mogłoby uznać ją za szpetną, lecz dla Keirana taką nie była. Poruszała się z niebywałym wdziękiem, jak gdyby tańczyła wśród traw, a jej podejście do świata było co najmniej ciekawe. Dziwne jak dla niego, ale interesujące.
- To, co mówisz, jest bardzo ciekawe - oznajmił po chwili, po czym powoli przysiadł, przechylając nieco łeb na bok, jakby oczekując na kontynuację. Przez moment mimo swoich rozmiarów i masywnej sylwetki przypominał bardziej zaciekawionego szczeniaka, niźli dorosłego wilka.

Żywiczny zagajnik

#7
- Wiem. – Melodia zagrała kilka pojedynczych nut, które szybko zniknęły wśród szumu tańczącego wiatru. Zdawała sobie sprawę, iż prezentowane przez nią poglądy mogły wydawać się dziwne dla większości przedstawicieli jej rasy. Nie chciałaby zostać skrzywdzona. Dlaczego miałaby chcieć kogoś bądź coś skrzywdzić?
- Nie ma być bardzo ciekawe. - Niby obruszyła się, lecz nie dało się tego usłyszeć w tonie wypowiadanych słów. Szmaragdowe oczko jednak zagrzmiało, zachmurzyło się, gniewnie ciskając błyskawicami. Dostrzegając rozluźnienie basiora, postąpiła kolejny krok ku niemu, ale nieświadomie zachowała wystarczający dystans, który w razie czego umożliwiłby jej ucieczkę w gęsty las. Wciąż pozostając wyprostowana, skłoniła się lekko, skrywając kryształki pod smolistymi rzęsami, by następnie unieść łeb i uczepić ślepia na złocistym. Szmaragdy zamigotały delikatnie, gdy ich właścicielka z zaciekawieniem obserwowała młodego basiora. Spojrzenie wodziło po jego obliczu, skrzętnie omiatając każdą możliwą przestrzeń, badając, próbując wyczytać zamiary, plany, marzenia.
- To, że ta roślina istnieje, nie oznacza, iż ktokolwiek ma prawo jej istnienie zakończyć. - Odparła śpiewnie, spoglądając tęsknie na połamaną, zaplątaną w jasnej sierści na karku roślinkę. Mrugnęła kilkukrotnie, by ponownie powrócić do jasnych obręczy okalających źrenice wilka. - Kim jesteś, że postanowiłeś nadać sobie to prawo? – Zapytała delikatnie, nieco ciszej.
Zdawała się nie dostrzec faktu, iż zmasakrowana część pyska zainteresowała Keirana. Z naciskiem na zdawała się. Będąc od kilku lat oszpecona, zdążyła przyzwyczaić się do wścibskich, ciekawskich, a nawet przerażonych spojrzeń, którym zawsze towarzyszyła lawina pytań lub krzyk. Wpierw raniło to świeżo okaleczoną waderę, ale z każdym kolejnym przypadkiem, dotykało ją to coraz mniej, aż przestała się tym przejmować. W głębi serca dziękowała Słonecznikowi, że skończyło się tylko na przelotnym spojrzeniu. Kąciki czarnych warg wykrzywiły się ku górze, a powstały, malusieńki uśmiech rozświetlił lico czarnulki.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Żywiczny zagajnik

#8
Słuchał jej melodyjnego głosu, a jego emocje zmieniały się, jak w kalejdoskopie, odbijając się dokładnie na pysku młodego wilka. Nie potrafił on zachować kamiennego oblicza, jak niektórzy starsi przedstawiciele gatunku. Wszystko, co w danym momencie odczuwał malowało się od razu na jego licu. Tak więc z początku wciąż okazywał wyraźne zainteresowanie, jednocześnie z nutką niezrozumienia, przechylając łeb w drugą stronę i uważnie jej słuchając, zapatrzony niczym w obrazek. Zaraz jednak dostrzegł gromy ciskane przez jej lśniące szmaragdy, więc jego pysk przyoblókł się w niepewną, nieco zmartwioną minę. Wszak nie miał zamiaru jej denerwować, wręcz przeciwnie. Zwłaszcza, że była pierwszym wilkiem od dłuższego czasu, z którym otwarcie rozmawiał. Jednocześnie jego złociste niczym słońce ślepia wyrażały jeszcze większe zdumienie, nie rozumiał bowiem, dlaczego tak się obruszyła. Niezmiennie cichy i łagodny ton głosu Zapomnianej dodatkowo utrudniał mu jednoznaczne określenie, czy rzeczywiście się na niego gniewa, ma do niego pretensje, czy naprawdę tak boleje nad losem tych roślin. A może tylko się z nim droczy i lada chwila wybuchnie śmiechem? Taką możliwość Słonecznik również rozważał. Z braku doświadczenia niełatwo mu było odczytać cokolwiek z drobnych, mało dostrzegalnych gestów wykonywanych przez jego rozmówczynię, z mowy jej ciała, czy choćby drobnych zmian w tonie jej głosu. Nie był również pewien, czy bardziej czuł się w obecności wadery niepewnie, czy też go ciekawiła, przyciągając do siebie swą niezwykłością.
Dosłyszawszy jej ostatnie pytanie na chwilę skulił uszy przybierając żałosną minę, dostrzegając jego pretensjonalny wydźwięk, jednocześnie kłócący się z tonem, jakim zostało zadane. Serce młodego basiora na chwilę ukłuła igła żalu, jakby i on na sekundę przejął się losem zerwanej rośliny. Nawet przygarbił się lekko, a pysk na chwilę powędrował nieco w stronę ziemi. Poczuł nagłą potrzebę odpowiedzenia na jej pytanie, choć nie do końca był pewien, jakiej odpowiedzi udzielić. Dlatego rozejrzał się na chwilę dookoła, jakby była ona ukryta gdzieś w cieniu iglaków. Przez chwilę skupił się na poruszającej się gałązce, którą właśnie opuścił ptak, potem na jakiejś niewielkiej dziurze w ziemi, zanim wreszcie wrócił spojrzeniem do Melodii. Wówczas dostrzegł na jej pysku ów lekki uśmiech, który momentalnie spowodował, iż jego ciało zalała fala ciepła, wylewająca się na jego oblicze w postaci kolejnego serdecznego przejawu radości. Wyprostował się ponownie, na nowo postawił uszy, a jego ogon nawet pacnął kilkakrotnie o leśne runo, świadcząc o powracającej wesołości. Radosne ogniki na nowo zagrały w złocistych ślepiach.
- Jestem... W sumie nikim ważnym. Zwą mnie Keiran - oznajmił po prostu, radośnie, może nieco naiwnie.

Żywiczny zagajnik

#9
Doskonale widziała na obliczu rozmówcy barwną mieszaninę emocji, które przeplatały się nawzajem, czasami kłócąc się, czasami współgrając. Rozumiała, że to ona stanowiła źródło burzy, która rozpętała się we wnętrzu brązowofutrego, ciskając wściekłymi błyskawicami wprost w niewinne serce. Zdobiący przez chwilę oszpecony pysk uśmiech, rozpłynął się, ustępując miejsca zmartwieniu. - Przepraszam. - Zaczęła szeptem, dość nieśmiało, jakby zażenowana własnym zachowaniem. Może nie powinna afiszować się ze swoimi poglądami. Poczuła ukłucie żalu, współczucia. Nos skierował się ku podłożu, a ślepia ponownie skryły za smoliście czarnymi wachlarzykami. - Nie chciałam cię zranić. - Dodała już głośniej, pewniej. Po chwili opuszczony pysk powrócił do swego naturalnego położenia, a szmaragdy posłały Keiranowi smutne spojrzenie.
- Każdy jest ważny. - Odparła na ostatnią wypowiedź samca. - Nie myśl tak o sobie. - Poleciła, obdarowując żółtookiego ciepłym uśmiechem. Uśmiechem pięknym po lewej stronie oblicza Melodii, a... szkaradnym, wręcz makabrycznym po prawej. Gdyby ktoś miał możliwość ujrzenia wpierw jedynie prawicy, a następnie lewicy pyska Zapomnianej, nigdy nie skojarzyłby, że tworzą jedną, spójną całość. Były tak bardzo niedopasowane do siebie, niczym puzzle, które powinny znaleźć się na dwóch różnych krańcach układanki, ale mimo wszystko bez nich nie udałoby się jej ukończyć.
- Ja... - Zawahała się. Tak dawno nie musiała przedstawiać się komukolwiek, że zaczęła wątpić w prawdziwość swego miana. Łatwiej było nazywać siebie Zapomnianą. Zapomnianą przez rodzinę, dom, siebie samą... A Melodia? Podczas wyczerpujących, samotnych podróży potrzebowała mieć w czymś oparcie, potrzebowała chociażby malusieńkiego ułamka radości, a to uczucie wywoływała w niej Melodia wyśpiewywana przez drobnych, skrzydlatych śpiewaków - jedynych towarzyszy hebanowej, którzy nigdy jej nie zawiedli, nie odeszli. To samo tyczyło się roślin. Ptaki oraz rośliny pozwoliły samicy zachować jasność umysłu, wyciągały z ciemnej otchłani, która czasem chciała ją pochłonąć do reszty. - C’Antilane. - Dokończyła po dłuższej przerwie, dość niepewnie.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Żywiczny zagajnik

#10
Oczy Keirana znów rozszerzyły się ze zdumieniem. Wszystkiego spodziewałby się bardziej od jej przeprosin. Zwłaszcza, że nie poczuł się ani na chwilę urażony, bardziej zaskoczony i porządnie zagubiony. Lecz przynajmniej pozwoliło mu to dojść do wniosku, iż wadera nie miała do niego o nic pretensji. Poczuł ulgę, która rozlała się na jego obliczu, zmieniając jego wyraz na spokojniejszy, a mięśnie ostatecznie się rozluźniły. Sam nie wiedział, czemu, ale zależało mu na dobrych stosunkach z Zapomnianą. W gruncie rzeczy była pierwszym wilkiem, jakiego tu spotkał. - Nie musisz przepraszać. Nic się nie stało - zapewnił, posyłając jej ciepły uśmiech, zapewniając tym samym, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Kolejne jej słowa tylko poprawiły mu nastrój i charakterystyczne dla jego żółtych niczym miniaturowe słońca ślepi wesołe iskierki rozgościły się w nich na dobre. Dawno nie słyszał od kogoś tak miłych słów, chyba ostatnim razem od swej opiekunki. Dlatego ponownie pozwolił sobie na zamerdanie ogonem. Jego puszysta kita zamiotła kilkakrotnie po podłożu, potrącając kilka niewielkich krzewinek. Nie przeszkadzała mu za bardzo owa oszpecona część jej pyska, chociaż wciąż poniekąd budziła ciekawość. Jednakże, z niejakim trudem, nadal powstrzymywał się od zadawania jej pytań na ten temat. Nie chciał jej urazić, a mógł być pewny, że z pewnością nie lubi ona opowiadać o okolicznościach powstania tych szpetnych blizn. Z pewnością w przeszłości musiało spotkać ją coś strasznego, skoro połowa jej oblicza została pokiereszowana w ten sposób. A raczej nikt nie lubi, kiedy o tragicznych wydarzeniach mu się przypomina.
- Miło mi cię poznać, C'Antilane - odparł, gdy się przedstawiła, skłoniwszy nieco łeb. Jej imię skojarzyło mu się z czymś zwiewnym, lekkim i pełnym wdzięku, jak szybujący ptak. Jego własne miała w sobie twardość skały. Zainteresował go nieco jej niepewny ton, co od razu odbiło się w jego słonecznych soczewkach, choć tym razem zmieniały się tylko one, bowiem z pyska nie znikał serdeczny uśmiech.
- Znasz może te ziemie, C'Antilane? - zapytał po chwili, rozglądając się krótko na prawo i lewo, by ponownie skupić wzrok na rozmówczyni. Miło by było się dowiedzieć, gdzie właściwie zawędrował, idąc praktycznie cały czas przed siebie bez wyraźnego celu.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron