Jaskinia niedźwiedzicy

#1
Źródło: pixabay.com

Potężna, wielka jaskinia znajdująca się w środkowej części lasu. Niegdyś zamieszkiwana przez różnorakie zwierzęta, aczkolwiek teraz służy raczej za postój. W środku panują niższe niż na zewnątrz temperatury, przez co jest to idealne miejsce na spędzenie upalnych dni. Z góry jaskini spływa wartki strumyk wody, który pozwala zarówno napoić się spragnionym przybyszom, jak i orzeźwić. Strumyk ten osiada potem na dnie jaskini, jednak nie zalewa całego wnętrza. Najczęstszym gościem w tymże miejscu bywa wielka niedźwiedzica - przybyszu, lepiej miej oczy dookoła głowy.



Rośliny: pokrzywa, skrzyp
Zwierzęta: mysz, niedźwiedź, zając
Lokacja wymyślona przez Yoake.

Jaskinia niedźwiedzicy

#2
Chmura wędrowała przez las z nadgryzionym zającem w pysku, czując coraz większe zmęczenie. Teraz, gdy poziom adrenaliny już opadł, odniesione w walce rany coraz bardziej dawały jej się we znaki. Wiedziała, że musi znaleźć kolejną kryjówkę, gdzie będzie mogła je opatrzyć, dokończyć posiłek i nieco odpocząć, zanim ruszy w dalszą drogę.
Początkowo miała zamiar ruszyć w stronę gór, lecz w ostatniej chwili zmieniła zdanie, zamiast tego zagłębiając się dalej w las. Kluczyła między iglastymi drzewami, rozglądając się uważnie za miejscem, które mogłoby stać się dla niej kolejną tymczasową kryjówką. Wreszcie, po dłuższej chwili bezskutecznego błądzenia natrafiła na ziejącą w ziemi dziurę, która po bliższym zbadaniu okazała się wejściem do jaskini.
Bura zatrzymała się na chwilę, układając trzymane przez siebie truchło obok swych łap, po czym powęszyła chwilę w powietrzu, starając się wyczuć, czy wewnątrz nie czają się inne zwierzęta. Poczuła wiele zmieszanych ze sobą woni, w tym również niedźwiedzią, lecz były na tyle zwietrzałe, że uznała, iż nie ma powodów do zmartwień. Dlatego też niewiele myśląc na powrót chwyciła swego zająca i ostrożnie weszła wgłąb jaskini.
Wzdrygnęła się nieco, gdy dotknęła łapami zimnego kamienia, lecz uparcie szła dalej, by wreszcie zatrzymać się przy brzegu niedużego strumyka. Na powrót odłożyła swą zdobycz, by zaspokoić pragnienie, by w chwilę później znów chwycić swą zdobycz i wskoczyć na pobliską skałkę, gdzie ułożyła się wygodnie.
Ułożyła zająca przy swych łapach, po czym sięgnęła ku ziołom wplecionym w jej sierść, syknąwszy cicho, gdy podczas gwałtownego ruchu odczuła ból. Wydobyła swój zapas nagietka i lawendy, po czym zaczęła starannie przeżuwać zioła, błądząc szarymi ślepiami po ścianach jaskini. Krzywiła się przy tym nieco, czując gorzki smak. Nie była medykiem. W jej rodzimej watasze pełniła zazwyczaj funkcję myśliwego, lecz podstawową wiedzę o ziołach posiadała. Każde szczenię było uczone, jakie rośliny można wykorzystać do opatrzenia ran, czy wyleczenia choroby, a których nie ruszać. W końcu wśród wędrownych wilków liczy się przede wszystkim zaradność.
Skończywszy rzuć, starannie rozprowadziła zielonkawą papkę po zranionych miejscach, by następnie pochylić łeb i wrócić do ogryzania upolowanego wcześniej zająca. Na chwilę obecną nie dbała o oczyszczenie swej sierści z plam krwi.
Pożarłszy resztę mięsiwa, odsunęła pozostałe resztki na bok, po czym ułożyła łeb na łapach, przymykając ślepia.

//Burzowa Chmura zużywa nagietek x3, lawenda x3.

Jaskinia niedźwiedzicy

#3
Zmęczenie niedawną walką sprawiło, iż szarooka niezwykle szybko zapadła w sen. Nie należał on jednak do spokojnych. Wyczerpany umysł samicy wykreował bowiem szereg dziwnych, niepokojących wizji, zatruwając chwilę wypoczynku koszmarami. Dlatego też Burzowa nie spała zbyt długo; w pewnym momencie zerwała się na równe łapy, ciężko dysząc, jakby właśnie przebiegła długi dystans. Przytuliła uszy do głowy, najeżyła się i rozejrzała nerwowo dookoła, jakby była przekonana, że i tutaj ujrzy potwory ze swego snu.
Trwała w takiej pozycji jeszcze przez krótką chwilę, póki nie uświadomiła sobie, że po prostu dręczyły ją koszmary. Wówczas prychnęła, jakby z irytacją i otrząsnęła się gwałtownie. Nieczęsto miewała złe sny. Bądź też sny ogólnie. Zazwyczaj spała bowiem lekko, zawsze czujna, gotowa zerwać się na każdy najmniejszy szmer.
Uspokoiwszy się nieco, zeskoczyła ze skałki, na której do tej pory spoczywała, by ponownie zaspokoić pragnienie wodą z podziemnego strumyka. Pijąc, zerknęła mimowolnie na swe falujące lekko odbicie w krystalicznie czystej wodzie i wreszcie uświadomiła sobie, że jej futro posklejane jest mieszaniną zaschniętej krwi zajęczej i wilczej. Usiadła więc nieopodal i zaczęła je skrupulatnie wylizywać. Nie, żeby brud w jakimkolwiek stopniu jej przeszkadzał. Jednakże pokryty plamami juchy wilk zwraca większą uwagę niżby jej się to podobało. Przy czym miała na myśli zarówno przedstawicieli własnego gatunku, jak i inne zwierzęta.
Skończywszy toaletę podeszła z powrotem do strumienia i powoli zanurzyła w nim wpierw jedną łapę, później drugą. Dotknięcie zimnej wody wywołało u niej mimowolny dreszcz, lecz bynajmniej nie zniechęciło samicy. Nie chciała wchodzić głębiej, gdzie nurt podziemnej rzeczki był szybszy, a pływanie wymagałoby wysiłku. Zamiast tego odnalazła płyciznę i tam zaległa, by przetoczyć się kilkukrotnie przez grzbiet. Miała nadzieję, że wytarzanie się w wodzie wystarczy, by zmyć z siebie resztki brudu, jak również większość zapachów, jakimi przesiąknięta była jej sierść.
Zakończywszy kąpiel wyszła na brzeg, by otrząsnąć się kilkukrotnie, pozbywając się w ten sposób nadmiaru wody. Na chwilę ułożyła się ponownie na jakimś kamieniu, pozwalając futru na obeschnięcie. Odpoczywała tak kilka minut, zastanawiając się, gdzie udać się w następnej kolejności. Jednakże, jak zwykle zresztą, kiedy ma się do czynienia z Chmurą, z planowania nic nie wyszło i postanowiła po prostu ruszyć przed siebie.
Gdy przestała odczuwać chłód, wstała powoli, przeciągając się przy tym. Następnie, obrzuciwszy jaskinię jeszcze raz obojętnym wzrokiem, ruszyła powoli ku wyjściu. Tam pomyślała, że być może przydałoby się poszukać w okolicy nieco więcej ziół, jako, że niedawno zużyła spory zapas by opatrzyć swe rany. Dlatego też poczęła węszyć dookoła. Po chwili wyczuła znajomą woń i czym prędzej odkopała spod śniegu roślinę, w której rozpoznała nieco przymarznięty skrzyp. Zebrała nieco, po czym przystąpiła do dalszych poszukiwań. Odnalazłszy jeszcze pokrzywę, zerwała ją i czym prędzej wplotła swe zbiory w sierść. Upewniwszy się, że nie pogubi ich po drodze, ruszyła przed siebie lekkim truchtem.

//zt.

Jaskinia niedźwiedzicy

#4
Konkordia codziennie zaskakiwała go coraz to nowszymi terenami. Raz szedł prostą drogą prowadzącą na kraniec świata, a już chwilę później przedzierał się przez pagórki, chaszcze i inne dziwy. Samczyk nie ukrywał, że podobało mu się tutaj, czerpał przyjemność z tego świeżego powietrza. Powietrza niesplamionego brudnymi samcami, starym mięsem, czy butwiejącym drewnem. To było miejsce, które dawało mu to czego potrzebował.
Choć nie szukał konkretnego miejsca, to wiedział, że najwyższa pora na postój, chciał do końca wylizać rany, wypocząć no i może coś "upichcić". Jako, że walka z czarnym samcem była pełna krwi i brutalności, teraz potrzebował czegoś innego. Mieszanki? Idealny wybór. Delikatnie stąpając zagłębiał się w jaskini. Podziwiał nierówne ściany, zwisające kamienie w kształcie stożków, które zdawały się ledwo trzymać na tym sklepieniu. To było idealne miejsce! Dodatkowo, znajdował się tu strumyk, który mógł pomóc Favowi zmyć z siebie zaschniętą krew, jak i zgasić pragnienie.
Zaczął od napojenia się, w końcu nie będzie pił wody, w której chwilę wcześniej się kąpał, prawda? Gdy skończył zamoczył resztę ciała czując jak niemała ulga rozlewa się po jego ciele. To był doskonały wybór. Z błogim uśmiechem na pysku opuścił strumyk i dokończył kąpiel ozorem. Po zakończeniu kwestii związanej z higieną, przystąpił do tworzenia zielonej papki. Melisa, szałwia i aloes. Tylko to mu zostało i tylko to nadawało się do spożycia. Przynajmniej w formie mieszanki.
Jako, że w jaskini nie mógł narzekać na brak kamieni, postanowił rozetrzeć zioła, a nie mielić je kłami. Nie zwlekając począł rozcierać rośliny w nadziei, że te go nie zawiodą.
Obrazek

Jaskinia niedźwiedzicy

#5
Połączenie

Wynik rzutu: 9
ID rzutu: 484596

Powodzenie
Samiec nie tak dawno korzystał z właściwości tej mieszanki, dlatego to, że tak dobrze mu poszło z połączeniem składników zapewne nikogo nie dziwiło. Wystarczyło chwilę potrzeć kamieniami, a rośliny same z siebie zaczęły zyskiwać znajomy wygląd, który znacznie przybliżał wilka do ukończenia tworzenia i cieszenia się tym co za sobą niosło to połączenie.

Jaskinia niedźwiedzicy

#6
Choć jaskinia była pokaźnych rozmiarów samiec był pewny, że zapach ścieranych ziół unosi się po całym schronieniu. Woń stwarzała uczucie ulgi, które wręcz otula, skrywa przed światem w swoich ramionach dając każdemu jednemu stworzeniu długo wyczekiwane ukojenie. Rozmarzając się na moment, prawie zapomniał o tym po co tak naprawdę tu jest i, że to dopiero jest początek, do pełnego stworzenia potrzebował jeszcze kilka dobrych chwil. Wywijając kąciki warg w czymś na wzór uśmiechu, przyglądał się dokładnie tworzonej papce. Do głowy beżowego jak bumerang wracały wspomnienia z niedawno odbytej walki. W normalnych okolicznościach złość rozpierałaby go od środka powodując nawet histerię. A tym razem? Taaak, gdzieś w środku łaknął śmierci tej zasranej parki, ale zaś z drugiej strony cieszył się, że dane mu było ich spotkać i że tak to się skończyło. Sam nie wiedział czemu. Ot, po prostu. Kiwając pyskiem na boki wyrzucił z głowy niepotrzebne myśli oddając się mieszance. Chciał ją szybko skończyć, by móc trochę odpocząć i podjąć się kolejnej wyprawy.
Obrazek

Jaskinia niedźwiedzicy

#7
Rzut Favreel na tworzenie:
Wynik rzutu: 10
Eliksir zyskuje 10 PM.

Rzut mieszanki na odrzucenie:
Wynik rzutu: 3
Odrzucenie nie powodzi się.
Eliksir zyskuje 10PM.

Rzut mieszanki na tworzenie:
Wynik rzutu: 1
Atak nie powodzi się

Rzut na unik Favreel:
Wynik rzutu: Unik nie jest potrzebny.

Stan po I turze:
Mieszanka 10 PM (z wymaganych 5) - stworzona
Favreel 110 PŻ

Decyzja o stworzeniu mieszanki z pomocą kamieni, zamiast własnego pyska było najlepszym co samczyk mógł zrobić. Raz, że nie musiał się przejmować skaleczeniami jakich mógłby się nabawić, to w dodatku kamienie szybciej i mocniej rozdrobniły rośliny. Sprawiło to, że samiec nie będzie musiał się użerać, ani z kawałkami niedokładnie pogryzionego zielska, ani z niedobrym smakiem jaki początkowo towarzyszy tworzeniu. Teraz Favreel mógł przystąpić do spożycia mieszanki, w końcu ta była już gotowa.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron