Bór sosnowy

#31
Podczas gdy Burzowa opisywała waderę, przez pysk Muuajiego przebiegały setki dziwnych emocji. Poprzez radość, przez zdziwienie, gniew, zaskoczenie i na smutku kończąc. Jednak wszystkie te miny, stany, nie trwały dłużej jak sekundę, by po zakończeniu tej fali powrócić do szaleńczego wyrazu. -Oczywiście, że ją znam. - oblizał łapczywie pysk a ogon lekko sie zakołysał, słysząc jak Bóstwa rechoczą wrednie, niczym tysiace ropuch w księżycową noc. -Ooh, znam ja bardzo dobrze. - zaśmiał się gardłowo, jednak gdy padła wzmianka o przywracaniu wzroku wryło go. Spojrzał na waderę jak na naiwne dziecko. - Przywracanie wzroku? To ciekawe. Dawno temu ją widziałaś?- w jego oczach widać było dziki błysk. Musi zapamiętać tą informację. Czyżby jednak przetrwała? Może nie była taką nędzną śmiertelniczką za jaką ją uważał wraz z głosami w głowie.
Przysiadł na zadzie przechylając mocno głowę w bok, spoglądając na Burzową. - Karminowy wilk? Oh, kiedyś słyszałem o podobnym bóstwie. Jego przeciwnik przybierał natomiast postać roślinożerców. -zarechotał ponownie, drwiąc z bożka, który przedstawiał zawsze ofiary drapieżników. To było takie... żałosne. -Ciekawe rzeczy, bardzo ciekawe. - zaśmiał się pogodnie, przeciągając. Jeżeli Evri gdzieś żyła, to kto wie co z jego szczeniętami. Może też przeżyły? Miał tylko nadzieję, że prędko ich nie spotka, o ile są gdzieś w tej krainie. Nie ma czasu teraz na naprawianie relacji rodzinnych. Ba, takowych już w sumie nie było i to z jego winy. Wiedział, że miał wszystko i to bóstwa nakazały mu to zniszczyć, a on posłuchał. Czasem rozmyślał, co by było, gdyby się postawił. Jednak wiedział, że głosy w jego głowie, to jedyne co mu pozostało.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Bór sosnowy

#32
Obserwowała uważnie wszelkie zmiany na obliczu basiora, analizując je dokładnie i odnotowując w pamięci. Różnorodność emocji uniemożliwiała jednak jednoznacznego określenia relacji jakie łączyły go z tamtą waderą. Jednak przynajmniej otrzymała jednoznaczne potwierdzenie, że zna samicę. Przez chwilę wpatrywała się w niego wyczekująco, jakby oczekiwała dokładniejszych wyjaśnień, lecz się nie doczekała. Westchnęła ciężko, kręcąc nieco pobłażliwie głową.
Wtem jednak samiec zainteresował się kolejnymi jej słowami. Sama uniosła brwi, widząc jego reakcję, po czym wzruszyła barkami.
- Dosyć dawno, niedługo po przybyciu do tej krainy - oznajmiła beztrosko. - Spotkałam ją w takim wilgotnym gaju, przy ścieżce wzdłuż której rosną świecące grzyby. Ale pachniała wrzosem, być może przybyła z jakiegoś wrzosowiska - odrzekła. Z łatwością zapamiętywała takie szczegóły, nawet mimo pozornego roztrzepania i niedojrzałości. A być może to właśnie ta cechująca ją nadmierna, niemalże szczenięca ciekawość przyczyniała się do tego, że niejednokrotnie dostrzegała szczegóły, jakie innym umykały?
Na chwilę zamilkła, jakby się nad czymś zastanawiając, po czym jej oblicze ponownie rozjaśnił uśmiech. Tym razem jednak był znacznie mniej złośliwy. - Jak chcesz mogę ci pokazać to miejsce - zaproponowała jakby nigdy nic, a ogon zakołysał się nieznacznie. Nie lubiła zbyt długo siedzieć w jednym miejscu, więc perspektywa podróży poprawiała jej nastrój.
Słysząc kolejne słowa samca wpierw uniosła łuki brwiowe w geście zdumienia, a następnie parsknęła. - Szczerze mówiąc to trudno mi sobie wyobrazić, by wilk dobrowolnie oddawał cześć bóstwu, które przyjmuje postać roślinożercy - mruknęła bardziej do siebie niż do samca, z wyraźnym rozbawieniem. Ze słów tamtej wadery oraz samego Muuaji wynikało, że to właśnie tego boga wyznawała tamta szara. Burzowej wizja wilka padającego do stóp jelenia, sarny, czy zająca wydawała się co najmniej niedorzeczna. Nie mogła pojąć, z jakiego powodu istota posiadająca nieograniczoną moc miałaby z własnej woli wcielić się w ofiarę.

Bór sosnowy

#33
-Trudno ci to sobie wyobrazić powiadasz? -spojrzał na nią pobłażliwie. -Niektórzy odmawiają spożywania mięsa dla bóstw, bratają sie z roślinożercami. Takie są fakty. Zaś drugi obóz... Morduje, składa ofiary, udowadnia, jaki powinien być porządek. - uśmiechnął się skwapliwie, kierując wzrok na ptaszynę, która przysiadła nad nimi, jakby przysłuchując się rozmowie dwóch drapieżników. -To kult tak stary, że najstarsze Wieszczki ci nie powiedzą kiedy powstał. - Oh, gdyby tylko dorwał Ve'nevri. Poraniłby ją, po czym wypytał o Bóstwo. Skoro rzekomo ją uleczono, to Drugi też musi być gdzieś niedaleko. Oni zawsze, według podań byli blisko. Są niczym przeciwstawne żywiły, jak Yin i Yang. Dwa przeciwieństwa, gdzie jedno nienawidzi drugiego, jednak nie może istnieć harmonia bez chaosu. Chaos wynika z braku harmonii, a harmonia z braku chaosu. Równowaga w świecie jest zachowana, dopóki obydwa bóstwa skupiają się na sobie.
Chór w jego głowie nabrzmial, rechocząc. ZNAJDŹ WILKA! Zacisnął oczy, walcząc chwile z wrzaskami.-Prowadź i tak nie ma co tutaj robić. -rzucił pusto zaszczycając waderę spojrzeniem.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Bór sosnowy

#34
Słuchała słów samca z zainteresowaniem podszytym rozbawieniem. Szare ślepia lśniły wesoło, a kąciki czarnych warg uniosły się ku górze, wyginając w lekkim, nieco ironicznym uśmiechu. Słowa basiora skwitowała rozbawionym prychnięciem, dając mu tym samym do zrozumienia, iż uważała ten kult za niedorzeczny. Trudno było jej uwierzyć, że ktokolwiek zrezygnowałby z jedzenia mięsa dla jakiegokolwiek bóstwa, co dla samicy było jednoznaczne ze skazaniem się na śmierć z głodu. Choć z drugiej strony podczas swej podróży, czy to z poprzednią watahą, czy samotnych, niejednokrotnie spotkała się z rozmaitymi dziwnymi zwyczajami i wierzeniami. Kto wie, być może gdzieś tam istniały wilki, które dla swego boga zdecydowały się całkowicie odrzucić swą naturę?
Powoli pokręciła łbem. - Wiem tylko tyle, że to wszystko jest cholernie dziwne i wbrew wilczej naturze - mruknęła po chwili. - Gdybym była zmuszona wybierać między tymi dwoma wybrałabym Wilka.
Zamilkła na dłuższą chwilę, wodząc wzrokiem po okolicy. Zatrzymała ślepia dłużej na ptaku siedzącym nieopodal. Być może basior sam wyznawał Wilka? Nie mogła być tego pewna, lecz mimo wszystko wydawał się być mu bardziej przychylny niż tamtemu pod postacią roślinożercy. Tamta mysz równie dobrze mogła być ofiarą właśnie dla niego.
Zanim zdążyła o to zapytać, basior ponownie zabrał głos, zwracając na siebie uwagę Chmury, która skierowała ku niemu swe szare oczy. Co jej szkodzi go tam zaprowadzić? I tak nie miała innych planów, a być może wyniknie z tego coś ciekawego. Wyszczerzyła kły w uśmiechu.
- Ruszajmy więc - poleciła, odwracając się zaraz i kierując przed siebie. Wciąż dobrze pamiętała drogę, nie musiała się więc obawiać, że zabłądzi. Ruszyła w sobie tylko znanym kierunku, od czasu do czasu odwracając się, by upewnić się, czy samiec nadal za nią podąża.

//zt.

Bór sosnowy

#35
-Wilka powiadasz. Zapamiętam. - mruknął, niby obojętnie. W tej krainie czuć było mocno aury bóstw, jednak odnalezienie jakiegokolwiek graniczyło z cudem. Prędzej one odnajdują ciebie. Westchnął, po czym podrapał się za uchem. Zauważył dłuższe piórko, leżące obok Burzowej. Zbliżył się, po czym chwycił je delikatnie pyskiem, by następnie wpleść w swoje futro.
Spojrzał na waderę z lekkim błyskiem zadowolenia w oku, po czym skinął głową. -prowadź.

//zt

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Bór sosnowy

#36
Nox na te tereny przywiódł zapach zwierzyny. Poruszała się bezszelestnie z nosem przy ziemi. Pokracznie stawała łapę za łapą starając się nie wywrócić na świeżym błocie. Teraz wyraźnie można było dostrzec, że wadera kuleje na prawą przednią łapę. Przełknęła głośno ślinę i oblizała pysk na myśl o posiłku. Nie jadła już od wielu tygodni, czego doskonałym świadectwem były odstające żebra i smętnie wystające kości miednicy. Zdarzało jej się w życiu głodować, ale chyba jeszcze nigdy tak nie wychudła. Zatrzymała się i zastrzygła uszami w stronę szeleszczących w oddali krzewów. Gwiazdy powiedziały jej, że na tych terenach w końcu uda jej się napełnić żołądek, a Nox ufała gwiazdom jak nikomu innemu. Przytknęła nos do ziemi i tęsknie zaciągnęła się zapachem ofiary. Gdyby tylko udało jej się znaleźć jakąś padlinę.
Nagle, w jednej chwili kierunek wiatru się zmienił i Nox z zaskoczeniem pojęła, że czuje nowy zapach - obcego wilka. Młody basior, samotnik - jak podpowiadał jej nos, nadciągał z północy. Jednak wadera długo stała na zawietrznej i zorientowała się, że będzie miała towarzystwo zdecydowanie zbyt późno na odwrót. Mlasnęła z niezadowoleniem, nie lubiła takich sytuacji. Broń boże nie miała w tym momencie ochoty, żeby ktoś jej sprzątnął obiad z przed nosa.
Stuliła i uszy i postanowiła cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń.

Bór sosnowy

#37
Dreptał nieśpiesznie przed siebie, pogwizdując wesoło. Naudir był w wyjątkowo dobrym nastroju i dlatego też - jak to na Naudira przystało - postanowił oznajmić to światu. Szedł, uśmiechając się i chichocząc cicho z tylko jemu znanych powodów. Dzień był piękny, choć odrobinę za gorący na jego gusta. Powinien wracać już do Fehu... ale nie miał na to większej ochoty. Szanował i podziwiał ciotkę, ale czasami bywała ona sztywna i nie znała się na żartach. Poza tym lubiła go ciągle ograniczać, a to była jedna z niewielu rzeczy która skutecznie psuła mu humor.
Wtem na horyzoncie zauważył jakiegoś wilka. Miał ogromną ochotę na warknięcie i rzucenie się na niego, tylko po to, by zaraz beztrosko oznajmić, że to tylko żart. Jednak kiedy zorientował się, że wadera jest jedną nogą w grobie, stwierdził, że swoje wspaniałe dowcipy lepiej odłożyć na później. Fehu kazała mu okazywać szacunek starszym, a doprowadzanie do zawałów serca z pewnością nie były przejawem grzeczności.
Przyśpieszył, pragnąć jak najszybciej dobiec do obcej. Zaraz jednak zmiarkował się, końcówkę drogi przebywając dostojnym marszem, nie przejmując się tym, że nagła zmiana tempa musiała wyglądać komicznie. Zaklął jeszcze cicho, gdy lawenda zaczęła wysuwać mu się zza ucha, musiał przystanąć i pomachać trochę łbem na wszystkie strony, by zioło wróciło na swoje miejsce, a gdy to zrobił, wyszczerzył się w uśmiechu. Nie chciał przecież, by stara się go przestraszyła!
- Dzień dobry, proszę pani! Nigdy nie widziałem kogoś tak starego! - oznajmił radośnie - Znaczy... ja nie mam na myśl nic złego, nic z tych rzeczy! - dopiero po chwili dotarło do niego znaczenie jego słów. - Czy pani potrzebuje pomocy? - zapytał wreszcie, starając się jakoś zamaskować poprzednią gafę.
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Bór sosnowy

#38
Nox na dzień dobry kłapnęła zębami, lecz widząc brak wrogości ze strony nieznajomego zaraz zreflektowała się i spusciła pokornie łeb. Zlustrowała basiora spokojnym spojrzeniem. Pachniał jeszcze szczenięciem, a wadera miała ostatnio wyjątkowo mało cierpliwości do szczeniąt. Stuliła uszy i zmarszczyła śmiesznie nos słysząc jego głośne ujadanie.
- Ciiii - sykneła w jego stronę, próbując go trochę uciszyć - spłoszysz mi obiad.
Oblizała pysk i ponownie przytknęła nos do ziemi zaciągając się zapachem stada. Szybko jednak wróciła wzrokiem do Naudira. Przyda jej się pomoc kogoś młodego i silnego. W swoich własnych rozmysleniach Nox mianowała się mózgiem operacji, skoro basior był taki chętny do pomocy.
- Tropimy stado - zarzadziła zwracając się w stronę młodziana. "Dobrze mu to zrobi" pomyślała. Basior wyglądał jakby miał zdecydowanie zbyt dużo energii.

Bór sosnowy

#39
Wkroczył pomiędzy drzewa. Wtedy tez do nosa basiora dotarła pierwsza złowieszcza nuta. Przyczyna zaniepokojenia przestała być tajemnicą wraz z nikłym podmuchem wiatru niosącego woń. Balor zjeżył się, a jego kroki stały się jeszcze ostrożniejsze i sztywniejsze. To, że czuł niedźwiedzia jeszcze nic nie znaczyło. Może uda im się uniknąć drapieżnika. W końcu najgorsze co można było zrobić, to panikować. Wziął kolejny wdech lokalizując miejsce zapachu. Wiatr jednak kluczył pośród drzew co i rusz zmieniając swój kierunek, ciężko więc było ustalić bezpieczną stronę, która byłaby wolna od większego od nich drapieżnika.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Bór sosnowy

#40
Szła koło basiora nadal go naśladując i nie będąc świadomą zagrożenia. Co jakiś czas zerkała na opiekuna i zastanawiała co on tak się dziwnie zachowuje. Nie próbowała jednak pytać, bo wyglądał na zdenerwowanego, a może zaniepokojonego... Waderka zaczęła węszyć, ale ona nie wyłapała niczego takiego. Może to jeszcze jej niedoświadczenie, a może fakt, że nigdy nie spotkała niedźwiedzia. Nie znała jego wyglądu i zapach, a już na pewno nie wiedziała jaki jest niebezpieczny.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron