Bór sosnowy

#41
Gdy tylko wiatr zmienił lekko kierunek wyjawił to co jeszcze chwilę temu było skryte przed wilczymi ślepiami. Mianowicie w niedaleko od Lilith i jej opiekuna bawiły się dwa małe niedźwiadki. Rozkoszne stworzenia nieświadome były zagrożenie. One nie. Nim Balor zdążył zareagować, rozwścieczona matka z rykiem i nie ukrywaną złością parła prosto na wilki by chronić swoje dzieci. Chcąc, nie chcąc Wrona był na przegranej pozycji, starcie z niedźwiedzią rodzicielką skończy się dla niego śmiercią, ba nawet to czy z ucieczki wyjdzie cało było wątpliwe. W najgorszej sytuacji jednak była Lilka, która ze względu na krótkie łapki nie była w stanie biec tak szybko jak jej opiekun. Jakie więc kroki podejmie Czarny? Poświęci się dla podopiecznej czy pokaże swoją czarną stronę porzucając szczenie, by ratować swój ogon?

Bór sosnowy

#42
Zamarł w bezruchu gdy zorientował się, że zamiast uniknąć zagrożenia, jak liczył, wpakowali się wprost na nie. Dwa małe niedźwiadki bawiły się w zaroślach tuż obok nich. Wściekła matka właśnie rozpoczęła interwencję. Oczywiście, że nie mógłby mieć szczęścia. Nie od dziś był przekonany, że los się na niego uwziął. Najwyraźniej fortuna czy też złośliwi bogowie uznali, że starczy pomyślności. W końcu przetrwali zimę bez komplikacji. Wilki które spotkali nie były bezpośrednim zagrożeniem. Dobra passa nie mogłaby trwać wiecznie. Przecież prosić by odrobiną szczęścia, gdy nos był bezużyteczny, ominęli niedźwiedzia, mając do dyspozycji cały las, to zbyt dużo. Musieli się wpakować wprost na miśka, a jakby tego było mało, koniecznie musiała to być matka z młodymi.
- Uciekaj - odezwał się do Lili. Widząc jak samiczka się ociąga, ryknął odsłaniając zęby - Wiej!
Nie było czasu na tłumaczenie. Ani na powtarzanie tego co kiedyś mówił. Jeżeli przeżyje, znajdzie młodą tak jak obiecał. Na ucieczkę we dwójkę nie mięli najmniejszych szans, a przynajmniej gdyby biegli oboje, szczeniak nie miałby szans na uniknięcie furii niedźwiedzicy.
Warknął wściekle i zamiast uciekać postanowił upewnić się, że to jego niedźwiedzica obierze na cel. Zjeżony zbliżył się do młodych, stając się bezpośrednim zagrożeniem w oczach samicy.
Osiągnął swój cel. Nie mniej Lili potrzebowała czasu by uciec i się ukryć, a niedźwiedzica motywacji by skupić się na nim, zamiast podążać śladem szczeniaka. O Balorze można było powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że łamał dane słowo. Obiecał, że będzie chronił Lilith, a to znaczyło, że wywiąże z obietnicy choćby za cenę własnego życia. Basiorowi nie można też było zarzucić tchórzostwa. Widząc skupienie drapieżnika na swojej osobie, zaatakował. Nie miał szans w pojedynkę. Nie liczył jednak na wygraną. Cel był jeden. Dać Lili dość fory, by zdążyła znaleźć się poza zasięgiem niedźwiedziej matki, która na rzecz długiego pościgu nie pozostawiłaby młodych. Zająć samicę dość długo a potem spróbować samemu umknąć.
Rzucił się w kierunku słabizny niedźwiedzicy, planując uprzykrzyć jej życie jak to tylko było możliwe. Może robił chwilowo za wabik, ale tanio skóry też nie chciał sprzedać. Poza tym ranna tez za pewne będzie mniej chętna do ścigania ich po lesie.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Bór sosnowy

#43
Nie wiedziała co się dzieje. Przed chwilą biegała sobie w koło i tarzała się w trawie. Było spokojnie i miło, a teraz... Balor na nią warczał i kazał uciekać. Zdezorientowana Lilka rozglądała się na boki i próbowała zrozumieć o co chodzi. W końcu jej wzrok padł na niedźwiedzice. Skuliła się i pisnęła. Ogarnąć się, musiała się ogarnąć. Usłyszała kolejne warkniecie i rzuciła się do ucieczki. Obejrzała się za siebie, Balor został. Nawróciła, ale zaraz znów wróciła do ucieczki. Kazał uciekać więc tak zrobi. Ufała mu, znajdzie ją, po zapachu... Albo inaczej, ale znajdzie. Teraz musi uciekać i się ukryć.
Nie wiedziała gdzie biegnie. Nie zwróciła do lasu, z którego przyszli. Tamta wielka mama była za blisko. Musiała zmienić kierunek.
Biegła tak bez przerwy, aż łapy nie odmówiły posłuszeństwa. Padła na pysk i spojrzała przed siebie. Musiała znaleźć schronienie, schować się. Kilka metrów od miejsca, w którym leżała, zobaczyła wielkie powalone drzewo. Jego wnętrze było puste i wyglądało prawie jak nora. Resztką sił uniosła się na bolących łapach i ruszyła w jego stronę. Poczeka tu na Balora, on ją znajdzie.
//zt

Bór sosnowy

#44
Walka nie zdążyła rozgorzeć na dobre, gdy Lilith opuściła niebezpieczne dla niej regiony. Basior skakał przez jakiś czas wokół niedźwiedzia, nie zadając ciosów jednocześnie starając się ich unikać, chociaż nie zawsze mu się to udawało. Wilk nie miał wielkich szans w starciu ze zwierzęciem tak dużym jak niedźwiedź, nie miał więc zamiaru polec na polu chwały. Jego jedynym celem było odwrócenie uwagi niedźwiedzicy. Gdy tylko upewnił się, że zyskał pełnię uwagi wielkiego drapieżnika, a waderka zapewne jest już daleko, sam rzucił się do ucieczki. Celowo nie ruszył od razu za waderką. Udał się więc w przeciwnym kierunku, planując ruszyć za Lili gdy tylko przestanie krwawić, a niedźwiedzica nie będzie podążała jego śladem.

// zt.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron