Bór sosnowy

#21
Zadowolony z siebie, znalazł dogodne miejsce pod jednym z drzew, w lekkim wgłębieniu. Spojrzał po swoim ciele, z lekką irytacja. Taki słaby, taki żałosny... Głosy w głowie umilkły, jak gdyby obraziły się na niego, że nie podołał. O dziwo, z jednej strony go to radowało. Z drugiej, bez nich, czuł się samotny. Zarechotał gardłowo, unosząc łeb ku niebu. Przymknęła oczy wdychając powoli powietrze. Czuł ból. Pulsujący, dobywający się z ran. Wziął jedna z gałązek lawendy, oraz jeden tojad mocny. Zaczął opatrywać rany, powoli i starannie, rozmyślając jednocześnie, gdzie udać się dalej.
Wypadałoby też coś zjeść, gdyż wysiłek i walka jednak wzmagają apetyt. Miał tylko nadzieję, że kiedyś odpłaci tamtej waderze, najlepiej śmiercią. Ta myśl wywołała szaleńczy uśmiech na pysku basiora.
Po zakończeniu opatrywania ran i zlizania posoki z futra położył się na chwilę by odpocząć.

//Muuaji wykorzystuje Tojad Mocny x1, Lawenda x1.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Bór sosnowy

#22
Podążała przed siebie, z łbem zwieszonym nisko nad ziemią i ślepiami utkwionymi w podłożu, wypatrując jakichkolwiek śladów pozostawianych przez ranną łanię, skupiając się jedynie na jej znalezieniu. Była wręcz pewna, że zwierzę padło gdzieś niedaleko i odnalezienie go nie będzie problemem. Wizja łatwej zdobyczy kusiła, choć już wcześniej napełniła żołądek. Mogłaby schować gdzieś ową łanię, by móc się pożywić gdy następnym razem zgłodnieje. Znalezienie jakiejś jamy, mającej stanowić jej tymczasowe schronienie nie będzie na pewno trudne. Bardziej kłopotliwe byłoby zawleczenie tam jeleniego truchła i utrudnienie innym zwierzętom dostępu do mięsa, lecz i z tym jakoś by sobie poradziła. Zawsze mogła zamaskować jego zapach.
Jednakże nie wszystko szło zgodnie z planem.
Po jakimś czasie kompletnie zgubiła trop. Zaczęła krążyć po okolicy, przeszukując wszystkie zarośla, w nadziei na ujrzenie gdzieś jeleniego truchła, lecz na próżno. Z każdym krokiem nieświadomie oddalała się od miejsca, gdzie ostatnio widziała ślady krwi czy też kopyt roślinożercy i wkrótce znalazła się w zupełnie jej nieznanym iglastym lesie. Dopiero wówczas przystanęła, by rozejrzeć się dookoła. I wtedy dotarło do niej, że straciła okazję na łatwy łup.
Prychnęła, poirytowana, mamrocząc pod nosem wiązankę przekleństw. Niecierpliwym ruchem kopnęła jakiś kamyczek, który napatoczył jej się pod łapy. Obserwowała, jak toczy się po ściółce, aż uderzył w pobliskie drzewo. Wówczas dostrzegła coś za nim.
Inny wilk. Zresztą już jej znajomy. Ewidentnie ten sam, którego widziała w tamtej przełęczy, walczącego z trójką innych. Nie sposób go było pomylić z innym osobnikiem, ze względu na pióra i wzory na sierści.
Być może inny wilk odszedłby póki nie został zauważony. W końcu nie wiadomo jak samiec zareaguje na jej widok. Lecz Chmura tylko uśmiechnęła się zadziornie, przyglądając się basiorowi przez chwilę. To może być całkiem zabawne...
Ruszyła przed siebie, niby ignorując samca. Wydawać by się mogło, że nie zwracała na niego uwagi, szukając czegoś w leśnym runie. Jedynie od czasu do czasu rzucała w jego kierunku ukradkowe, krótkie spojrzenia, gdy przemykała między drzewami. Nawet kilkukrotnie się zatrzymywała, gdy natknęła się na kępki ziół. Wpierw w jej nozdrza uderzył zapach lawendy, więc nie zwlekając zbliżyła się do kępki i zerwała nieco. Następnie na swej drodze dostrzegła czosnek, który również postanowiła pozyskać. Na koniec ujrzała również cis, więc i kilka wówczas przystanęła, by ostrożnie zerwać kilka gałązek. Wydawała się być pochłonięta tymi czynnościami, jak i późniejszym skrupulatnym zaplątywaniem roślin we własną sierść, lecz uważny obserwator mógłby dostrzec niezauważalne napięcie mięśni pod brązową sierścią, wciąż splamioną niedźwiedzią posoką, jak i ukradkowe spojrzenia rzucane w kierunku białego. Czekała. Liczyła na kolejną ciekawą przygodę.

Bór sosnowy

#23
Wiatr przyjemnie muskał futro basiora. Pióra delikatnie kołysały się, a wszystko wokół zdawało się pozwolić basiorowi odpocząć, łącznie z bóstwami. Czuł jak jego ciało relaksuje się, odnawia swoje siły. Zioła zdecydowanie mu pomagały, jednak urażonej dumy tak szybko nie uzdrowi. Leżał tak sobie dłuższą chwilę, gdy jego nozdrza podrażniła niby znajomy zapach. Wilk? W dodatku chyba go kiedyś spotkał. Otworzył białe ślepia, które wydawały się dziwnie rozwarte. Wydał cichy jęk, zirytowany, że nie może chwili odpocząć. Czy w tej pieprzonej krainie, serio jest aż tyle wilków? Nagle dostrzegł ją. Chyba była na polanie. Doprawdy, to jakaś szopka? Może tamta szurnięta wadera była jej znajomą? Szurnięta.. i kto to mówi. Podniósł zad, rzucając znużone spojrzenie obcej.
NA CO CZEKASZ, ZAATAKUJ JĄ. Głosy nagle wybuchły, z taką siłą, że basior spuściła głowę, zaciskając oczy, a kły obnażyły się w grymasie bólu.-Nie, nie teraz..- odpowiedział bóstwom, dosyć głośno, tak, że Burzowa mogła spokojnie słyszeć słowa basiora. Ten nie myśląc zbytnio racjonalnie, otumaniony wrzaskami, które rozdarły się w jego głowię, idąc spokojnym dosyć krokiem, począł kierować się jak najdalej od wadery. ZABIJ JĄ TCHÓRZU. CHCEMY OFIARY. Zapomniałeś? To my cie trzymamy przy życiu! Żądamy zapłaty! Basior warknął przeciągle, oddychając ciężko. Rzucił się w bok, łapiąc mysz w pysk, która tam się akurat znajdowała. Kły przebiły delikatne ciałko, pozbawiając je życia. Wypluł truchełko na ziemię, przycisnął łapą, by ubrudzić choć trochę ją we krwi, po czym na ziemi nakreślił jakiś dziwny symbol. Poczuł ulgę, która rozlała się po jego umyśle, mięśniach. Głosy na chwilę ucichły, jednak wiedział, że mysz to marna zapłata i wrócą niedługo. Całość trwała mniej jak minutę.
Spojrzał białymi ślepiami na waderę, jego pysk wyrażał jednocześnie zdumienie, szok, smutek, strach... Tyle emocji naraz, tak mało możliwości na ich wyswobodzenie.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Bór sosnowy

#24
Oczekiwała jakiegokolwiek ruchu ze strony basiora, być może i ataku, lecz ten nie nastąpił. Owszem, zobaczył ją. Dostrzegła jego spojrzenie w swą stronę kątem oka, gdy ponownie nań dyskretnie zerknęła. Jednakże nie dała po sobie znać, że zauważyła cokolwiek. O nie, miała zamiar udawać ślepą, głuchą i głupią, pragnęła, by uwierzył, że naprawdę ma nad nią przewagę. W rzeczywistości przygotowywała się jednak do walki, jeżeli ten zapragnie się na nią rzucić. Jeśli to by nastąpiło, w mgnieniu oka porzuciłaby tę całą szopkę i sama zaatakowałaby, zadając kilka szybkich, precyzyjnych ciosów. Kąciki czarnych warg powędrowały w górę, gdy wyobraziła sobie zaskoczoną minę basiora. No dalej! Ruszże się! Zrób coś zabawnego!
Docierające do jej uszu mamrotanie samca lekko zbiło ją z tropu i zmusiło do spojrzenia bezpośrednio na niego. Zwracał się do niej? A może mówił do siebie? Gdy zlokalizowała białego, on już się oddalał. Bura prychnęła, jakby jego zachowanie wyraźnie ją poirytowało. Niewiele myśląc, nawet i postąpiła kilka kroków w jego stronę, a jej oblicze wykrzywił dziwny grymas, połączenie złości z kompletnym znudzeniem. Nie była do końca pewna, czego oczekiwała, lecz z całą pewnością nie tego, że odwróci się i postanowi odejść. Zawiodła się okropnie.
Lecz wtem stało się coś nieoczekiwanego. Basior skoczył znienacka w bok, najwyraźniej obierając sobie za cel coś, co kryło się w trawie. Dopiero po chwili zorientowała się, że tym czymś była mysz. Zatrzymała się wpół kroku i nawet nieco przekrzywiła łeb na bok, obserwując poczynania basiora. Szybko poprzednie emocje uleciały z samicy, zastąpione w mgnieniu oka przez zaciekawienie pomieszane poniekąd z niepokojem. To, że zwyczajne polowanie na gryzonie to nie było, dało się zauważyć już na pierwszy rzut oka. Samiec nawet nie pożarł zdobyczy. Bardziej przywodziło na myśl jakiś dziwny, niezrozumiały rytuał, którego sensu Burzowa nie mogła pojąć.
Może jednak nie jesteś taki nudny, przeszło jej przez myśl, gdy białooki znów na nią spojrzał. Na jego obliczu malował się niezwykle dziwny wyraz, dziwna mieszanina rozmaitych emocji, a w rozwartych szeroko ślepiach skrzyło się szaleństwo. Być może każdy rozsądny wilk teraz by się wycofał, lecz Chmura do takowych nie należała. Zamiast tego początkowy szok ustąpił miejsca kpiarskiemu, nieco zadziornemu uśmieszkowi.
- Ty tutaj polujesz na myszy, a gdybyś się rozejrzał to może znalazłbyś gdzieś w pobliżu truchło tej łani, którą tam wcześniej poraniłeś. Ślady wskazywały na to, że umknęła w tę stronę - rzuciła jakby nigdy nic, wzruszając krótko barkami. - Chociaż teraz odnoszę wrażenie, że bardziej niż na żarciu zależy ci na usianiu okolicy trupami - dodała, zerkając na martwą mysz leżącą w trawie.

Bór sosnowy

#25
-Poluję na myszy?- powtórzył bezpłciowo, patrząc na waderę, jakby przed sobą miał podrostka, mówiącego o dziwnych, niestworzonych rzeczach. Źrenice zmniejszyły się niebezpiecznie. Kto to, po co ona tu, kim jest, dlaczego tu jest, po co żyje, dla kogo żyje, chcemy ją, nie chcemy jej, zabij ją, oszczędź ją... Głosy wariowały, a wilk zdawał się popadać coraz bardziej w szaleństwo. Gdy Burzowa zakończyła swój wywodzik zaczął śmiać się chrapliwie i piskliwie jak hiena. Sierść na grzbiecie najeżyła się, a głowa pochyliła w stronę jego klatki piersiowej, zanosząc się dalej wesołymi spazmami.
Podniósł na nią białe, załzawione ślepia, a jego pysk wykrzywił się w nienaturalny uśmiech, obnażający długie kły. -Jesteś jak inni, nie rozumiesz i nie zrozumiesz. Ślepa na to co widoczne i głucha na hałas dookoła.- zarechotał, wbijając w nią spojrzenie. Nie pojmie twojej misji Muuaji. Jak wielu innych wcześniej. Jak wielu, wielu, wielu, wielu...
-Tak bardzo zależy ci na tamtej łani?- uniósł wyżej pysk, a lewe oko zaczęło lekko drgać na myśl o wydarzeniach z Przełęczy.- A gdzie twoi znajomi? Czy to nie byli twoi znajomi?- oblizał jęzorem pysk mrużąc ślepia. Mówił głośno, chaotycznie i szybko. Za dużo emocji nim targało.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Bór sosnowy

#26
Słysząc jego rechot i późniejsze słowa tylko parsknęła. Ironiczny uśmieszek nieco się poszerzył, a sama wadera postąpiła o kilka kroków do przodu, jeszcze bardziej zbliżając się do szaleńca. Wcale nie widziała w podobnym zachowaniu niczego nierozsądnego, czy też zwyczajnej głupoty. Dla niej całe życie było jedną wielką przygodą, wyzwaniem, którego ona nie bała się podjąć. Zatrzymała się, szczerząc zęby w uśmiechu i trąciła lekko łapą martwą mysz, na chwilę odwracając spojrzenie od samca i przyglądając się zarówno jej, jak i dziwnemu symbolowi na ziemi.
Prychnęła ponownie, ponownie na niego zerkając.
- Nie zrozumiem? Może i nie. Ale może i tak - mruknęła obojętnym tonem, znów wzruszając barkami. Znów spojrzała na martwą mysz, naraz czując dziwną ochotę, by rzucić się na nią i rozszarpać, rozrzucając jej wnętrzności po polanie. Powstrzymała się, jednakże z wyraźnym trudem. Ciężko wzdychając zasiadła nieopodal, przypatrując się znów białemu, gdy ten ponownie się odezwał.
- Kto powiedział, że aż tak mi na niej zależy? - prychnęła, wywracając oczami. - Jeśli jej nie znajdę, to trudno. Ale nie zawsze trafia się okazja na łatwy łup, nie sądzisz? A kiedy się pojawia to trzeba ją wykorzystać - urwała, a na jej obliczu znów zajaśniał nieco ironiczny uśmiech. Ów znacznie się poszerzył, gdy basior wspomniał o innych wilkach. - Mówisz o tamtej burej i tym małym samcu? Nie, to nie moi znajomi. Ja tylko tędy przechodziłam i skorzystałam z okazji. Każdy by tak zrobił.
Zamilkła na chwilę, wbijając wzrok prosto w jasne oczy samca, a nieco kpiący uśmiech nie znikał z jej lica. Wręcz przeciwnie, nawet i jeszcze się poszerzył.
- A tak właściwie to co tam zaszło w tej przełęczy? - zapytała, wyraźnie zainteresowana.

Bór sosnowy

#27
Gdy wadera ruszyła mysz, w jego oczach zaświdrował blask. NIE NIE NIE! -Zostaw, ona należy do nich, jej posoka należy do nich!-syknął ukazując długie kły, a pomiędzy nimi prześlizgnął się różowy jęzor. Położył wnet uszy do tyłu odwracając głowę gwałtownie, by ponownie spojrzeć na Burzową. -Gdybyś rozumiała, to byś nie tknęła jej, wtedy i do ciebie by mówili ci, których głosy skryte są w wietrze.- zarechotał hienowato, a pysk wykrzywił się w paskudnym, szerokim uśmiechu. Źrenice zmniejszyły się a ogon jak i uszy stanęły dęba. Czuł jak śmiesz odbija się echem w jego trzewiach, wtórowany przez setki głosów bóstw.
Gdy ta kontynuowała temat o sarnie, uśmiech zelżał, pozostawiając spokojny, kpiący uśmiech na kufie basiora. -Gdyby ci tak nie zależało, nie szłabyś za nią tyle. Gdyby była wystarczająco padnięta, już dawno byś ją odnalazła.- zastrzygł jednym uchem. - Chyba, że widok niedźwiedzia tak cie zaskoczył, że zapomniałaś jak tropić.- zarechotał paskudnie, niczym gad bagienny, a powieka zaczęła mu drgać. Zawiodłeś, sarna, zawiodłeś, powinna, powinna, sarna, być, tak, sarna, NASZA. Zatrzepał głową, by móc skupić się dalej na rozmowie.
Zmrużył oczy na wspomnienie o dwóch karykaturach, które go napadły w Przełęczy. - A nie widziałaś co sie zdarzyło? - zmarszczył nos, jakby poczuł jakiś okropny smród. - z resztą, nawet cię nie znam, by ci cokolwiek opowiadać. -wywrócił oczami, po czym wyminął waderę, kierując się na przód spokojnym krokiem. Rozdrażnienie rosło w jego duszy.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Bór sosnowy

#28
Posłała basiorowi złośliwy uśmieszek, gdy dostrzegła jak gwałtownie zareagował, kiedy dotknęła mysiego truchła. Przez chwilę miała ochotę złapać ją w pysk i umknąć, tylko po to, by zrobić samcowi na złość, lecz szybko odrzuciła ten pomysł, uznając, że był zwyczajnie zbyt dziecinny a jednocześnie jego realizacja nie przyniosłaby jej wystarczającej satysfakcji. Zwłaszcza, że była niemalże przekonana, iż zdołałaby mu bez problemu umknąć, a sam basior pewnie szybko zrezygnowałby z pościgu. Nie, to nie byłoby zbyt ciekawe.
Zastrzygła szybko uszami, słysząc jego dalsze słowa. Ona należy do nich. Gryzoń musiał więc stanowić ofiarę dla jakiś bóstw, które biały wyznawał. Choć jej wierzenia ograniczały się jedynie do przekonaniu, iż duchy jej przodków wciąż nad nią czuwają, podczas swej podróży niejednokrotnie spotykała się z rozmaitymi wilczymi zwyczajami i osobnikami oddającymi cześć rozmaitym bogom. Nigdy nie przywiązywała do tego większej wagi. Tym bardziej nie czyniła tego jej rodzima wataha. Bez skrupułów wkraczali na tereny uznawane za święte tak samo, jak przekraczali terytorium obcych stad.
- Nie znasz może przypadkiem takiej starej, szarej wadery o fiołkowych oczach? - wypaliła po chwili, przekrzywiając łeb na bok. Słowa białego skojarzyły jej się z tamtą samicą, która spotykając dwie nieznajome wilczyce od razu wspomniała o jakimś bóstwie. Choć tamta nie wydawała się aż tak obłąkana, ani nie składała ofiary z gryzoni, ich dziwne zachowanie było w sumie podobne. Burzowej więc przeszło przez myśl, że mogli wyznawać tę samą wiarę. Mogła się mylić, lecz skoro samiec mimo widocznego rozdrażnienia nadal odpowiadał na jej pytania zamiast odejść bądź zaatakować, postanowiła to wykorzystać, by dowiedzieć się choć trochę o krainie, do której przyszło jej przywędrować.
Wywróciła oczyma, słysząc jego odpowiedź, a kpiący uśmieszek nieco się poszerzył.
- Jak już powiedziałam - okazję na łatwy łup zawsze trzeba wykorzystać. Co zależy sprawdzić, czy gdzieś w pobliżu nie leży? - ponownie wzruszyła barkami, unosząc pysk, by spojrzeć w niebo, a na jej obliczu pojawił się wyraz znużenia. - Najwyraźniej się myliłam, trudno. A co do niedźwiedzia, to niby czemu miałby mnie zaskoczyć? Niedźwiedź, jak niedźwiedź. Przylazł, zdechł. Nic szczególnego.
Powiodła wzrokiem po okolicy, rozglądając się leniwie, jakby chciała wypatrzeć między drzewami czegoś interesującego. Słysząc słowa, które ponownie wydobyły się z jego pyska westchnęła ciężko i pokręciła głową, jakby z politowaniem.
- Oczywiście, że widziałam, co się tam stało, pytałam o okoliczności tego wydarzenia - odparła takim tonem, jakby tłumaczyła coś wyjątkowo nierozgarniętemu szczenięciu. - No nie wiem, czy naraziłeś się tej dwójce, dlatego się na ciebie rzucili, czy może zrobili to dla zabawy? W sumie im się nie dziwię, to było nawet zabawne - wyszczerzyła kły w złośliwym uśmieszku, wodząc wzrokiem za oddalającym się wilkiem. - Spotkaliśmy się już dwukrotnie, a teraz rozmawiamy, więc właściwie z widzenia się znamy - urwała, by podnieść się na łapy, po czym skłonić głowę w teatralnie przesadzonym geście. - Burzowa Chmura. I widzisz, teraz nawet znasz moje imię.
Wadera coraz bardziej się rozgadywała, a im więcej mówiła, tym bardziej czyniła to chaotycznie. Złośliwy uśmiech nie znikał jej z pyska, a w szarych oczach znów zajaśniał dziki błysk. W jej duszy również czaiło się szaleństwo, choć wciąż jeszcze drzemało gdzieś na jej dnie.

Bór sosnowy

#29
Złośliwość, ironia, złośliwość, ironia i krzywe poczucie humoru. Biło to od Burzowej na kilometr, jednak otumaniony ciągłymi wrzaskami w głowie nawet nie zwracał na to uwagi. Z resztą, po co miałby się przejmować tym? Nie zależało mu na szacunku innych wilków, na chwale, na władzy jak wielu innym. Żałosne szczeniaki, myślące tak bardzo o przyziemnych sprawach. Zawiesił spojrzenie gdzieś za waderą, jednak, gdy ona powiedziała o szarej waderze jego białe tęczówki skierowały się w jej ślepia. Źrenice zmniejszyły się maksymalnie, a z gardzieli wydobył się warkot, jakby Muaaji był opętany. Czyżby ona żyła? Ileż to wader stąpa po świecie o fiołkowych oczach. -Konkretniej. Jaka szara wadera o fiołkowych oczach?- jego pysk przybrał znudzony wyraz. Ach, Evri, jego ukochana. Gdyby wiedziała, co go zmusiło do tych wszystkich czynów.... Ale nie zrozumiałaby pewnie. Jak i inni.
-A jednak, zamiast łani, ociekającej posoką, która spokojnie pewnie gdzieś stara się przetrwać, wybrałaś rozmowę ze starym wilkiem.- uśmiechnął się delikatnie, a w jego głosie czuć było rozbawienie. Zacisnął jednak oczy, ukazując szable kłów. Setki głosów rozbrzmiewały w głowie, setki słów, tysiące wypowiadane w takim tempie, że biedny sam nie rozumiał co Bóstwa do niego krzyczą. Wysłuchiwał jednak dalej wadery, skupiając się na tym całkowicie. Przystanął i zmierzył ją wzrokiem. -Nic szczególnego. No pewnie, widać doświadczona wojowniczka z ciebie. -zarechotał i pokiwał głową wzdychając. Wysłuchał słów wadery, przyglądając się jej teatrzykowi. Zachowywała się jak zuchwały podrostek. Jeszcze wiele przed nią.
-Muuaji. - odburknął bezpłciowo. Zbliżył swój pysk do jej pyska. -Chcesz wiedzieć co tam zaszło? Powiem ci, że ja też bym się chętnie dowiedział. Bo nawet Oni tego nie rozumieja.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Bór sosnowy

#30
Reakcja basiora poniekąd potwierdziła, że znał tamtą szarą, nawet jeżeli próbował udawać, że jest inaczej. Dostrzegła to spojrzenie, usłyszała warkot. Ten ostatni jednakże wskazywał jednoznacznie na to, iż nie żywi wobec tamtej samicy serdecznych uczuć. Interesujące. Może jej pierwsze skojarzenie okazało się błędne.
Zmarszczyła brwi, zastanawiając się głęboko, starając przywołać w pamięci obraz tamtej wadery. Nie było to trudne. Mimo pozornego roztrzepania Chmura wciąż była spostrzegawcza, a jej pamięć rzadko kiedy ją zawodziła. Bez problemu wyłapywała i zapamiętywała drobne szczegóły, dlatego bez problemu przypomniała sobie, jak wyglądała tamta samica.
- Szara, w większości ciemnoszara, fiołkowe oczy, dość sporych rozmiarów. Kiedyś pewnie jej futro zdobiły malunki, bo dostrzegłam resztki różowego barwnika, ale najwyraźniej nie robiła tego od dawna, bo wzory były porządnie zatarte - mówiła, wpatrując się w samca. - Nie raczyła mi się przedstawić. Była zbyt zajęta wygłaszaniem mów o świętych lasach, bóstwach przywracającym wzrok ślepym i unikaniu karminowego wilka.
Umilkła na dobrą chwilę, ignorując ironiczne uwagi samca o niedźwiedziu. Nie był to pierwszy zwierz tego rodzaju jakiego widziała. Niejednokrotnie gdy podróżowała wraz ze swą dawną watahą natykali się na te zwierzęta, co często kończyło się walką bądź ucieczką. Oczywiście gdy poruszali się w mniejszej grupie, odłączając od reszty stada, nie ryzykowali potyczki z większym drapieżnikiem i nie wchodzili mu w drogę. Co innego, gdy cała wataha wkraczała na nowe tereny. Wówczas stanowili razem niszczycielską siłę, którą nie sposób było powstrzymać.
Po raz kolejny zdała sobie sprawę z tego, jak tęskni za swoim dawnym stadem. Byli grupą wilków podobnych jej samej, jedynymi, którzy mogliby ją zrozumieć. Lecz większość z nich już dawno odeszła, umierając z powodu tajemniczej choroby bądź uciekając.
Nie drgnęła, gdy ten się do niej zbliżył, nawet powstrzymała się przed mrugnięciem. Jedynie na wszelki wypadek niezauważalnie spięła mięśnie, gdyby ów zdecydował się na atak. Być może skrycie nawet na to liczyła. Gdy wypowiedział dwa kolejne zdania, zmusiła swoje wargi do wykrzywieniu się w kolejnym ironicznym uśmieszku.
- Szkoda - odparła krótko.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron