Bór sosnowy

#11
Przestając oddychać, Płomień nie drgnął. Leżał skryty wśród wszędobylskich zarośli, wsłuchując się w bicie własnego serca, co ułatwiało mu odliczanie kolejnych sekund. Przydługie uszy nasłuchiwały, a nos węszył, na bieżąco oceniając sytuację. Zrozumiawszy, że niedźwiedź postanowił się oddalić, odczekał dziesięć uderzeń, po czym powoli wypuścił nagromadzone w płucach powietrze i skierował swe kroki ku norze. Wpierw przyklejony do podłoża, by stopniowo podnosić się i ostatecznie poruszać na w pełni wyprostowanych, czterech łapach. - Wyłaź, idziemy stąd. - Powiedział cicho, półgłosem, nie zaglądając nawet do kryjówki podrostka. W tonie wypowiedzi rudzielca słychać było stanowczość, a także subtelną groźbę. Nie miał zamiaru dać Inarii czasu do namysłu, gdyż w tej sytuacji nie posiadali przywileju do zmarnowania chociażby minuty. Wciąż istniało prawdopodobieństwo, iż wielki drapieżnik powróci i zaatakuje. - Chyba że mam cię wyciągnąć siłą, ale to nie będzie przyjemne. - Wymruczał gburowato, ukazując na moment szereg zębisk. Nie radował go fakt, iż musiał targować się z przypadkowym szczenięciem, które wyraźnie wykazywało brak chęci zaznajomienia się, nie mówiąc już o współpracy.
Dwukolorowe ślepia omiotły nerwowo okolicę, a następnie uwiesiły się na wystającym z dziury nosie.

Bór sosnowy

#12
- Co?
Wymsknęło mu się, kiedy wielki rudy wilk znów się odezwał. Nie powiedział o co mu chodzi, nie powiedział kim jest tylko od razu coś chciał. Jeśli myślał, że Inaria będzie na tyle głupi, by po prostu wyjść bez walki i się poddać, to był w błędzie. Białas zamierzał tutaj siedzieć i czekać, aż sobie pójdzie. Tym bardziej, że jednak dalej czuł zagrożenie, mimo, ze największe już sobie daleko dreptało w innym kierunku. Oczywiście, dalej nic o tym nie wiedział, ze tutaj był niedźwiedź, bo przecież skąd, jak siedział zagrzebany i nosa nie wyściubiał. Ale by miał do opowiadania rodzeństwu!
Zaraz, on przecież uciekł. Nie było mowy o tym, by w jakikolwiek sposób powrócił.
- Nie znam Cię, idź sobie!
Wykrzyczał, kuląc się pod ziemią. Serce mu waliło jak młot, i zdawałoby się, że zaraz z jego klatki piersiowej ucieknie. Stwierdzi, a co, nie będę się męczył w tak chuderlawym ciałku. I tak prawdopodobnie Inaria zejdzie na zawał, bo tak długotrwały stres i adrenalina, mogły mieć najwyżej tragiczne skutki.
- Nie dam się zjeść!
Krzyknął raz jeszcze, czekając w dalszym ciągu, aż rudowłosy sobie pójdzie i zostawi Inarię samego na pastwę losu.

Bór sosnowy

#13
- Nie krzycz. - Warknął, cały czas półgłosem. Ponownie w wypowiedzi Płomienia zatańczyła nutka groźby, do której tym razem dołączyła też irytacja. Westchnął, nie ruszając się na krok od nory. Początkowo krótka pauza wydłużała się, co nie sprzyjało rozluźnieniu się napiętej sytuacji. - Owszem, dasz, jeśli stąd nie wyjdziesz... - Wymruczał wreszcie, nieładnie i nieprzyjemnie, nieco zachrypniętym głosem, wykrzywiając wargi w demonicznym uśmiechu. Srebrne oko błysnęło, rozświetlając oblicze rudego. - Niedźwiedź wróci i znajdzie smakowitą niespodziankę. Mogę go nawet zawołać, jeśli oczywiście życzysz sobie, żeby twe męki skończyły się szybciej. - Zmiana intonacji i sposobu mówienia były zauważalne. Neutralny, acz poddenerwowany ton przeobraził się w niemiły, przeszywający, diabelski. Wilk zaczął bowiem wydłużać niektóre sylaby, przeciągając kluczowe słowa, nękając, mącąc, niepokojąc, mogąc tym samym wzbudzić dreszcze nawet u dorosłego osobnika. Bawił się. Nie miał zbyt wiele czasu, ale robił to.
Co prawda, lubował się w krwi, zwłaszcza pobratymców, ale nawet Surkh nijak się czuł na myśl, iż pozostawiłby podrostka na pewną śmierć. Nawet takiego nierozgarniętego, na jakiego wyglądał mu Inaria. Oczęta ponownie omiotły okolicę, a uszy stanęły na sztorc. Mimo przeprowadzanej z młodzieńcem "pogawędki" pozostawał czujny, w każdej chwili gotowy do wyciągnięcia go siłą i zmuszenia do ucieczki. - Decyzja?

Bór sosnowy

#14
Póki był w swojej kryjówce Inaria ani myślał o wyjściu. Czuł się tutaj zdecydowanie bezpiecznie i w zasadzie nie było takiej siły, co by go wyciągnęła. Dlatego sądził, że to gadanie nieznajomego było kompletnie bez sensu, bo niby jak miałby go stąd chwycić i wyciągnąć? No właśnie. Najlepiej jakby już sobie poszedł, nawet Inaria mimo upory w takiej sytuacji by zrozumiał, że nie ma co szukać zaczepki i by sobie poszedł. Oczywiście, jakby by był na miejscu nieznajomego.
- N..niedźwiedź?
Wspomnienie o niedźwiedziu sprawiło, ze go zimny dreszcze przeszedł po plecach. Ale, że jak? Tutaj? Gdzie? Przecież nic nie słyszał. Na pewno to jest jedna z jego sztuczek. A co jeśli faktycznie jest tutaj? W pojedynkę nie miał żadnych szans. Nawet jego rodzeństwo doczesne uciekało przed czymś takim, jeśli tylko go zobaczyło w oddali. Tak przynajmniej był ten rudy, był większy i łatwiej było go zauważyć, więc pewnie niedźwiedź pobiegłby za nim. Tak, zdecydowanie lepiej było tutaj nie zostawać, ale kompletnie nie chciał zaufać obcemu wilkowi.
Najpierw wyściubił łeb, cały. Dopiero jak się rozejrzał i upewnił, że tutaj nie ma w pobliżu ani niedźwiedzia ani niczego podobnego, wyszedł cały z ziemi. Umorusany nie miał już tak pięknej, śnieżnobiałej sierści, tylko jakąś plamiastą, brudną i prawie że całą brązową. Uląc uszy i trzymając ogon między nogami, patrzył się na nieznajomego, licząc na to, ze nie kłamał i że nie zamierza go zjeść.

Bór sosnowy

#15
Nie wykazywał żadnych oznak zniecierpliwienia, kiedy szczenię rozpoczęło długotrwały proces wydostawania się ze swojej kryjówki. W spokoju obserwował otoczenie, co umożliwiłoby mu szybką reakcję w razie zagrożenia. Niedźwiedź na pewno nie oddalił się na tyle daleko, by nie móc powrócić w te strony, więc należało mieć się na baczności i najlepiej opuścić to miejsce jak najszybciej.
Dostrzegając kątem oka, że biały, a raczej w tej konkretnej chwili szary, wygramolił się z dziury, zaszczycił go spojrzeniem. Dwukolorowe oczęta uważnie przyjrzały się podrostkowi, pobieżnie określając jego stan. Prezentowana przez niego postawa wywołała u ognistego długie, przepełnione rezygnacją westchnięcie. Nie obwiniał go za taką reakcję, częściowo powstrzymywany przez Shevayala nie miał zamiaru jej wyśmiewać, ale jednocześnie uważał ją za żałosną. Strach, tak popularny wśród śmiertelników, napawał Surkh'a, jak i każdego innego boga, obrzydzeniem. Mimo pogardy, istoty zamieszkujące nieboskłon nierzadko wykorzystywały typowe dla maluczkich rozterki, wątpliwości i wzburzenia, stanowiące broń, pozwalającą im wywalczyć chwałę. Zdawał sobie sprawę, iż nie mógł jej użyć… I to wywoływało u niego emocje typowe dla tych pieprzonych kundli, z którymi przyszło mu żyć. Okropieństwo.
Obręcze o szlachetnych barwach zgasły na moment, skryte pod powiekami, by za moment rozbłysnąć ze zdwojoną siłą. – Możesz już skończyć? – Zapytał niechętnie, mając na myśli zachowanie typowe dla zbitego psa. – Niezbyt podoba mi się perspektywa dłuższego przebywania w tym miejscu. Co więcej, nie mam też zbyt dużej ochoty na szarpaniny, więc byłoby miło, gdybyś dalej ze mną współpracował. – Mówił, spoglądając na podrostka z delikatną wyższością oraz znudzeniem. – Oczywiście – po tym słowie posłał mu brzydki uśmiech - nie wykluczam możliwości zabrania cię stąd siłą, a w razie sprzeciwu nie omieszkam z niej skorzystać. To samo tyczy się bezsensownych prób ucieczki. - Zrobił krótką przerwę. - Już zdecydowałeś?

Bór sosnowy

#16
A co było w tym dziwnego, że siedział taki podkulony? Wylazł do obcego wilka. Może gdzieś to zostało pominięte, ale Inaria nigdy nie widział obcych wilków. A odkąd uciekł, co mieściło się poza granicami Konkordii, tak nie widział w dalszym ciągu obcych. Nie był też skłonny do zmiany zachowania, ale musiał zachować pozory. Czego? Trudno powiedzieć, ale wieść o będącym w pobliżu niedźwiedziu dawała mu wiele do myślenia. Wolał się go mimo wszystko trzymać, póki nie będzie bezpieczniejszy. Potem się zastanowi co zrobić ze sobą.
Tylko, że on kompletnie nie miał pojęcia co zrobić. A ten najpewniej zabierze go tak daleko, że tym bardziej nie będzie wiedział jak wrócić. O ile zechce.
- Niech Ci będzie.
Wyprostował się, ale wzrok już przeniósł gdzieś indziej. Prawie dobrowolnie oddał się pod opiekę. Prawie, bo sytuacja go zmusiła. Normalnie by tak przecież nie postąpił. Ostatecznie, może nie będzie źle. Nie wyglądał na takiego, co by chciał mnie zjeść, pomyślał przymykając do połowy powieki. postanowił też się trochę otrzepać, kręcąc całym ciałem. No, teraz wyglądał trochę porządniej, jak z niego wyszło trochę tej ziemi.
Kichnął raz jeszcze, wyzbywając się resztek pyłu z nosa.

Bór sosnowy

#17
Najwyraźniej młodzik nie był aż taki głupi, jak na pierwszy rzut oka wyglądał. Potrafił samodzielnie wysnuć wnioski na podstawie kilku faktów, co niezwykle ułatwiało wspólną komunikację. Nawiązanie porozumienia pokrzepiło zmęczonego szczenięcym postrzeganiem świata Płomienia. – Świetnie. – Mruknął od niechcenia, posyłając białemu przelotne spojrzenie.
- Idziemy. - Jak do tej pory głos wydobywający się z pyska rudzielca był niezwykle nieprzyjemny, drażnił ucho i nie wzbudzał nawet w najmniejszym stopniu zaufania, tak teraz zabrzmiał całkowicie inaczej. Pozbawiony cierpkości, kąśliwości i gburowatości wydał się neutralny, normalny, a może nawet odrobinę przyjazny…? Co do ostatniego nie można było mieć całkowitej pewności, ale kontrastująca ze wcześniejszą intonacja na pewno stanowiła miłą odmianę.
Ognisty rozejrzał się po raz ostatni, chcąc rozeznać się w terenie, po czym ruszył w wybranym kierunku. Kilkukrotnie oglądał się za siebie, coby sprawdzić, czy Inaria podąża za nim. Nie robił tego z troski o jego dobro; po prostu nie miał ochoty ponieść porażki (a ucieczka bądź zagubienie podrostka by nią była), gdyż poświęcił za dużo czasu na przekomarzanie się z nim.

/zt

Bór sosnowy

#18
Posłusznie ruszył za nim, co chwila oglądając się za siebie, tak jakby niedźwiedź miał im deptać po piętach. Może przez to, momentami, trzymał się za blisko rudego nieznajomego. Wobec czego nie było nawet powodów do zmartwień, na pewno się nie zgubi (generalnie ciężko byłoby rudego wilk stracić z oczu).
W zasadzie całą drogę milczał jak grób, w myślach rozmyślając nad tym, cóż zrobi, kiedy będzie już bezpieczny. I tyko w myślach narzekał na swoje obolałe łapy.

zt.

Bór sosnowy

#19
Podczas gdy na dalszych rubieżach krainy rozgrywały się dziwne, podszyte magią wydarzenia, w sercach najgęstszych lasów również coś zaczęło się zmieniać. Powietrze dwa razy w miesiącu wypełniała słodka, delikatna woń, której źródła początkowo nie można było nigdzie dostrzec. Nic z resztą dziwnego - źródło zapachu kryło się wysoko, w miejscach, gdzie kończyły się pnie najstarszych drzew a zaczynały ich gałęzie. Zwyczajny wilk nie zdołałby się tam nigdy wdrapać, nie dosięgnęłoby go też żadne zwierzę za wyjątkiem tych, które potrafiły latać.
Właśnie tam, wysoko, pomiędzy nasadami gałęzi, na spękanych i omszałych pniach rosły delikatne plątaniny liści. Teraz ponownie wśród drobnych położonych kilka, kilkanaście metrów nad ziemią listków zawitały niewielkie pączuszki skrywające podobne do lilii kwiecie. Kwiatostany nie były jeszcze na tyle otwarte, aby zapach nabrać mógł pełni swojej mocy, ale wszystko wskazywało na to, że może się to stać całkiem niedługo.

Bór sosnowy

#20
Czuł ból, krew i upokorzenie. Co to za miejsce, skąd tu tyle wilków? Głosy w jego głowie były wściekłe, jednak ignorował je, idąc już spokojniej. Utykał na tylną łapę, która może i nie krwawiła na tyle mocno, by zagrażać jego życiu, ale na tyle odczuwalnie, że musiał coś z tym zrobić. Był uważny, czy nie pojawi się gdzieś blisko kolejny drapieżnik. Był zmęczony, jednak czułym węchem począł szukać czegokolwiek, co mogłoby mu pomóc. Chętnie położyłby się spać, powieki były coraz cięższe. Jednak szedł dalej. Poczuł znajomą mu woń lawendy. Jej właściwości, mogły być mu teraz pomocne, więc począł węszyć, kierując się do kępki gdzie rosła. Zerwał delikatnie kilka sztuk, zadowolony w pewnym stopniu. Począł teraz rozglądać się za miejscem, w którym mógłby odpocząć.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron