Jama pod powalonym drzewem

#71
Unik Ethnenn
Wynik rzutu: 10
Unik powodzi się.

Rzut na procent unikniętych obrażeń.
Wynik rzutu: 6
(6*10)+8= 68%
Ethnenn przyjmuje 3 punkty obrażeń. (pierwszy cios)
Ethnenn przyjmuje 7 punktów obrażeń. (drugi cios)
Ethnenn przyjmuje 2 punkty obrażeń. (krwawienie)


Atak Ethnenn
Brak możliwości użycia umiejętności Wściekłość. Aby użyć tej samej umiejętności w walce (o ile nie jest jednorazowa) należy odczekać 1 turę.
Wynik rzutu: 2+2
Ethnenn zadaje 4 punkty obrażeń.

Unik Burzowej Chmury
Wynik rzutu: 5
Unik nie powodzi się.
Burzowa Chmura przyjmuje 4 punkty obrażeń.

Atak Burzowej Chmury

Wynik rzutu: 7+1
Burzowa Chmura zadaje 8 punktów obrażeń.

Podsumowanie VI tury:
Ethnenn 64PŻ, 55E
Burzowa Chmura 48PŻ, 40E

Dzięki stanięciu na tylnych łapach żółtooka samica zdołała w pewnym stopniu uniknąć ciosu, przez co obrażenia jej pyska nie były aż tak dotkliwe. Krew, która wciąż spływała jej na oczy, sprawiła, że potencjalnie silny atak nie wyrządził większych szkód na ciele Burzowej Chmury, niemal całkowicie chybiając celu. Co więcej, bura z łatwością zdołała odepchnąć Ethnenn w stronę pobliskiego drzewa, z którym zderzenie na pewno nie będzie należało do najprzyjemniejszych.
E.

Jama pod powalonym drzewem

#72
Zęby Rudej szczęknęły boleśnie o siebie, podczas gdy zamiast pewnym ugryzieniem chwycić kark przeciwniczki, capnęła trochę skóry i sierści, które od razu sama pochwycona wydarła, szarpiąc się wściekle by odzyskać wolność. Niestety skutecznie. Ethnenn zamknęła na chwilę oczy, by poprzez mruganie pozbyć się posoki utrudniającej jej widzenie, gdy Bura wykorzystała okazję i uderzyła ją barkiem wytrącając z równowagi i lekko podrywając przód Eth w górę.
Żółtooka napięła mięśnie, starając się złapać jakikolwiek balans, drepcząc do tyłu na tylnych łapach, by jakimś cudem uniknąć rąbnięcia plecami o drzewo.
Pojedynek można było uznać za skończony. Może nie uzyskała przeprosin, Szarooka nie pokajała się ani odrobinę i Eth nie wgniatała jej właśnie w ziemię tak jakby chciała, ale co do określenia zwycięzcy, żadna ze stron raczej nie miała wątpliwości.
Jeśli Sezamowa chciała by kontynuować walkę to byłaby ona jednoznaczna z próbami zabicia wilczycy, a jak już ustaliła, tego nie mogła zrobić, a przynajmniej jeszcze nie.
Dziś musiało jej wystarczyć oblicze burej wilczycy. Tym razem brakło na nim dawnej pewności siebie i choć wadera daleka była od strachu, Eth doskonale widziała w jej spojrzeniu przeświadczenie o klęsce, która zdecydowanie była obcej nie w smak.
Patrząc w szare oczy, zdawała sobie sprawę, że właśnie funduje sobie śmiertelnego wroga i było to działanie całkowicie przeczące logice, ale zasady i honor były całym jej jestestwem i nie godziło się robić wyjątków.
Dlatego też nie atakowała ponownie, zamiast tego przyglądając się waderze czy aby na pewno straciła zapał do wszczynania burd. Gdy uznała, że najwyraźniej tak, otrzepała głowę z łaskoczącej ją, spływającej po nosie krwi i udała się lekkim i niespiesznym kłusem w stronę z której przybyła. Sylwetkę miała zrelaksowaną, jakby właśnie obudziła się z przyjemnej drzemki, a swobodna postawa u Rudej, dla każdego wilka bliższa była bucie i zadziorności, niezmiennie wyrażając się uniesionym ogonem i wysoko trzymanej głowie.
Nie przejęła się, że może Bura będzie próbowała ją zaatakować od tyłu. Było to raczej mało prawdopodobne, a nawet jeśli, dosłyszała by jej ruchy by się w porę obronić. Ran nie czuła, wciąż jeszcze "otępiała" od adrenaliny. Znając życie, odezwą się dopiero gdy trochę czasu upłynie, znikając w kniei.

Niestety los znów działał na przekór jej planom. Musiała wrócić po swoich śladach by zmylić potencjalnie zawistną wilczycę. Teraz, znacząc drogę krwią, sprowadziła by ją i jej ewentualnych towarzyszy wprost na ziemie swojej przyszłej rodziny.
Obca wadera pachniała dziwnie, jakby tylko sobą, a jednak i innymi wilkami, czyjąś obecnością i to bynajmniej nie podobało się Eth, która wolała być nadmiernie zapobiegliwa, niż nie dość ostrożna. Nawet jeśli miało to wydłużyć jej powrót o kolejne tygodnie. Dlatego też uznała, że najpierw przestanie krwawić, a potem zgubi ślad. Była myśliwym, wiedziała jak się tropi, doskonale więc potrafiła też zatrzeć własny trop.

Korzystając z okazji przebywania w lesie, zaczęła węszyć pośród drzew w poszukiwaniu ziół. Po chwili, choć przykryte śniegiem, udało jej się znaleźć miętę, a kilka kroków dalej rumianek, które ze swoją charakterystyczną "delikatnością" wygrzebała ze zmrożonego śniegu, rozkopując wszystko wokół. Wzdrygnęła się lekko, wciskając zmarznięte kłącza w sierść, które od razu poczęły ziębić skórę, w miejscu, gdzie jej dotykały. Ukrywszy znaleziska, kontynuowała trucht własnym tropem.

/ zt.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Jama pod powalonym drzewem

#73
Odepchnąwszy przeciwniczkę i wycofawszy się na bezpieczną odległość na chwilę zamarła, obserwując żółtooką uważnie. Wbijała w nią swe szare ślepia, śledząc każdy jej ruch, by być w stanie dostrzec w porę, jeżeli ta ponownie zapragnie zaatakować. W końcu nic nie wiadomo. Niektórym wystarczało zmuszenie wroga do odwrotu, inni woleli go uśmiercić.
Jednakże, obca samica poprzestała na mierzeniu jej krótką chwilę wzrokiem, po czym odwróciła się i odeszła w swoją stronę. Chmura nie była pewna, czy powinna odbierać to odwrócenie się do niej zadem jako wyjątkową nieostrożność ze strony wadery, czy też gest całkowitego zlekceważenia jej osoby. Przez ułamek sekundy miała ochotę rzucić się na nią od tyłu, lecz zdołała się powstrzymać. Jest osłabiona, nie będzie więc w stanie uderzyć wystarczająco szybko, aby ta nie była w stanie się obronić. Jeszcze nie czas.
Zamiast tego wyprostowała się więc, unosząc nieco łeb i obserwowała, jak znika między drzewami. Myśl o zemście uparcie powracała. Lecz jeszcze na nią nie pora. Jeżeli ta samica ma choć trochę rozumu, to teraz zapewne będzie starać się zatrzeć swe ślady. Jednakże nie będzie tego czynić przez cały czas. Burzowa zdążyła poznać jej zapach i była niemalże pewna, że go nie zapomni. Jeżeli kiedykolwiek znów go wyczuje, będzie w stanie ją wytropić.
Gdy przeciwniczka zniknęła zniknęła za drzewami, Chmura odwróciła wzrok, by rozejrzeć się dookoła. Niegdyś biały śnieg znaczyły teraz czerwone plamy, gdzieniegdzie walały się powyrywane kłaki, a okolica cuchnęła krwią na odległość. Burzowa zmarszczyła nieznacznie nos. Prędzej czy później ten odór zwabi tu padlinożerców bądź nawet i większe drapieżniki. Dlatego zdecydowanie nie powinna tu dłużej zostać. Musiała oddalić się, póki rany nie dają się jej jeszcze we znaki, po czym zatrzymać się gdzieś, gdzie mogłaby je opatrzyć i nieco odpocząć.
Fuknęła z irytacją, kierując swe kroki do jamy, nie mając najmniejszego zamiaru pozostawiać tu niedojedzone truchło zająca. Jednakże, nim zdążyła ponownie wczołgać się pod powalony pień, wyczuła znajomy zapach, choć w znacznej mierze przyćmiony wonią juchy. Niewiele myśląc zaczęła kopać w śniegu, by wreszcie dostać się do ukrytej pod jego powierzchnią, nieco zmarzniętej roślinności. Rozpoznawszy w zielonej kępce miętę, czym prędzej zerwała nieco, by zaraz pośpiesznie wpleść zioło w sierść.
Postanowiła, że jeszcze krótka chwila zwłoki nie zaszkodzi, a rozejrzeć się za leczniczymi roślinami się przyda. Zamiast czym prędzej wydostać z jamy niedokończony posiłek, zaczęła więc krążyć wokół, węsząc. W ten sposób odnalazła również rumianek, z którym postąpiła podobnie, jak wcześniej z miętą. Z pewnością i jedno i drugie się przyda, zwłaszcza, że powinna opatrzyć swe rany jak najszybciej.
W końcu, nie znalazłszy już niczego przydatnego, zawróciła, by ponownie wpełznąć do jamy, chwycić w zęby nadgryzionego zająca i szybko się wycofać. Obrzuciła pobojowisko jeszcze jednym spojrzeniem i ruszyła dalej.

//zt.

Jama pod powalonym drzewem

#74
Idąc wzdłuż udeptanej ścieżki, brązowy nie natrafił na nic wyjątkowo interesującego. Właściwie to... tym razem praktycznie nie zwracał uwagi na mijane otoczenie. Bez najmniejszego nawet cienia zainteresowania przechodził także obok ziół, co zdecydowanie nie było do niego podobne.
To niespodziewane spotkanie jakie przyszło mu nie tak dawno przeżyć obudziło stare, zakurzone wspomnienia - otworzyło na nowo rozdział, który od dawna uważał już za zamknięty. Podczas marszu, rozpamiętywał czasy, gdy podróżował jeszcze razem z Phelan i Yavem, oraz to co doprowadziło ostatecznie sprawy do takiego stanu, jaki dało się zaobserwować obecnie. Nigdy nie żałował tego co zrobił. A przynajmniej nie dopuszczał do siebie faktu, że w pewnym sensie tak właśnie jest. Jakakolwiek jednak nie okazałaby się prawda, uważał to za jedyne słuszne wyjście z sytuacji - w końcu wadera postawiła sprawę jasno. Nie miał najmniejszego zamiaru stawać jej na drodze do szczęścia. Od samego początku wiedziała jaki jest, dobrze znała jego przyzwyczajenia i usposobienie. Powinna wiedzieć jak to wszystko się skończy. Nie wspominając już o Yavie, ale to już inna, zdecydowanie bardziej drażliwa sprawa. Te nieco wyrwane z kontekstu strzępki chaotycznych myśli, które z pewnością nie powiedziałyby zbyt wiele komuś obcemu wprawiły basiora w jeszcze bardziej pochmurny nastrój.
Zapewne szedłby tak dalej bez większego celu, zatopiony we własnych wspomnieniach i rozmyślaniach gdyby do jego nosa nie dotarły, nieco zwietrzałe już, lecz jednak znajome wilcze wonie.
Ethnenn i Burzowa Chmura.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Jama pod powalonym drzewem

#75
Brązowy rozejrzał się uważnie po okolicy. Nie zauważył nawet, kiedy zboczył ze ścieżki. Znajdował się teraz gdzieś w środku lasu, a przed nim rozciągało się pobojowisko, które zostawiły po sobie dwie, znajome mu wadery - z każdą z nich miał już nawet okazję zapolować. W okolicy nadal dało się wyczuć zaschniętą krew, która polała się podczas starcia, lecz zdecydowanie nie była to krew żadnego roślinożercy. Naruszona ziemia także nie nosiła na sobie śladów kopyt, więc wykluczało to możliwość, że zwyczajnie obie wybrały się na łowy. Musiały wiec walczyć ze sobą nawzajem - do głowy nie przychodziło mu jednak nic co chociaż w najmniejszym stopniu pomogłoby rozszyfrować powód ich nieporozumienia - o ile oczywiście takowe w ogóle było. Mogły w końcu jedynie trenować... choć to z kolei wydawało mu się dość mało prawdopodobne.
Evrett przez chwilę badał okolicę, powoli otrząsając się z otępienia, które towarzyszyło mu przez ostatnie kilka godzin. W trakcie tych pobieżnych oględzin zebrał także miętę i rumianek, co samo w sobie bardzo przyczyniło się do poprawy humoru burego, który ostatecznie przysiadł przy powalonym drzewie, mogącym skutecznie służyć komuś za jamę. Był w stanie wywnioskować, że obie samice opuściły to miejsce żywe, rozchodząc się w dwa różne kierunki. Natrafił także na ślady po martwym zającu, lecz wątpił, że miał on jakiś istotny związek z tą sprawą.
Aktualnie nie posiadał żadnych konkretnych planów na najbliższe dni, a czuł, że musi się czymś zająć, bo w innym przypadku zwyczajnie zwariuje. Nie miał ochoty ciągle rozpamiętywać tych samych wydarzeń, lecz mimo to wszystkie te uciążliwe myśli ciągle powracały, nie dając mu ani chwili spokoju. To mogła być szansa aby chociaż na chwilę się od tego oderwać - postanowił więc podążyć za Ethnenn. Wybrał właśnie tą samicę ze względu na to, że czuł się za nią w pewnym stopniu odpowiedzialny - w końcu miała stać się w przyszłości częścią Przebłysku Jutra. Poza tym, obiecała mu jeszcze opowiedzieć pewną historię, więc chciał się upewnić, że będzie w stanie jeszcze kiedyś to zrobić.
//zt
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Jama pod powalonym drzewem

#76
Ostatkiem sił wczołgała się do wnętrza pnia i ułożyła przy jego ścianie. Bieg był wykanczający, a świadomość o niebezpieczeństwie jakie wziął na siebie jej opiekun, sprawiało, że Lilce chciało się wyć z rozpaczy. Nie wiedziała co to było za zwierze, ale nie było pokojowo nastawione. Waderka nawet nie opuszczała do siebie myśli, że Wrona mógłby zginąć. Znów zostałaby sama, wiedziała, że jakoś sobie poradzi, ale nie chciała znów zostać bez towarzysza. Bała się samotności jak niczego innego. Leżała tak i walczyła ze snem, oczekując przybycia samca. W końcu jednak przegrała ze zmęczeniem, a opadające powieki zakryły jej widok. Nie minęło wiele czasu, a Lilka pogrążyła się w krainie marzeń sennych.

Jama pod powalonym drzewem

#77
Biegła, od czasu do czasu nerwowo się odwracając. Uciekała przed czymś, bała się jak dziecko, próbowała ratować. Przed czym? Sama nie wiedziała. Gdy tylko udało jej się dostrzec ratunek w postaci powalonego drzewa, nie zastanawiała się ani chwili, wbiegła do jamy pod nim próbując złapać oddech. Gdy tylko się uspokoiła, przekrzywiła pysk w zamyśleniu. - W sumie to przed czym ja uciekałam? - wymamrotała, rozglądając się po schronieniu, które nie wydawało się ani opuszczona, ani zamieszkana. Ot, miejsce gdzie czasem ktoś przenocuje, pełno takich w krainie. Cis już miała wychodzić czy w kącie nory dostrzegła jakiś mały, puchaty kłębek. Na początku nie była pewna co zrobić, jednak ciekawość wygrała. W końcu kiedy ostatni raz była dzieckiem? Jedyne co mogło być niepokojące to znajomy zapach, jednak dla Burej nie było to nic wyjątkowego. Samica nie miała dobrej pamięci do zapachów, czy imion. Cud, że znała takie standardowe jak jeleń, zając, sarna, bo inaczej umarłaby z głodu. W chwilach gdy chodziło już o zapachy innych wilków, to zapewne Chudzina miałaby problem z rozpoznaniem własnej siostry, a co dopiero wilka, którego dawno temu spotkała.
Wtykając mokry nos w sierść szczenięcia, czekała aż to się obudzi. Jako maluch pewnie miała do zaproponowania dużo zabaw i rozrywek, a tego Cis brakowało. Pech chciał, że wadera nie była zbyt rozgarnięta, dlatego też nie czuła żadnej krępacji we wlepianiu ślepi w obcego dzieciaka, nie sądziła też, że ktoś może się jej wystraszyć.

Jama pod powalonym drzewem

#78
Była zmęczona, jej czujność podczas snu zniknęła, co nie zdarzało się często. Właściwe to chyba nigdy nie wyłączyła się do tego stopnia. To też wystraszyła się, gdy ktoś bez pardonu wsadził mokry nos w jej futro. Otworzyła szerokon oczy i wydając dźwięk, bliżej nieokreślony bo będący czymś między piskiem, wyciem a warknięciem, odskoczyła od wadery. Cofnęła się jeszcze kilka kroków i obdarzyła kły. To nie był Balor, wyglądała i pachniała inaczej. Lilka pierwszy raz od dawna nie czuła się bezpiecznie. Znów była sama, teraz już bardziej rozgarnięta, ale i tak sama. Nie wiedziała ile spała, ale na tyle długo by się wyspać, a Wrony dalej nie było. Czyżby ją zostawił? Nie. Waderka wiedziała, że by tego nie zrobił. Poznała go już trochę i mu ufała. Musi tu na niego czekać, tylko ten wilk. Po co ta wadera tu przylazła?

Jama pod powalonym drzewem

#79
Trzymając nos w sierści szczeniaka, ani przez moment jej nie przeszło przez głowę, że ten może się obudzić. Gdy tak się stało Cis podskoczyła, a że jama nie należała do najwyższych to samica uderzyła głową w sklepienie. Przeklinając pod nosem gładziła czubek łebka, od czasu do czasu kichając, bowiem sypiąca się ziemia podrażniła nos burej. - Aś mnie wystraszyła, dziewczyno! Prawie umarłam, a przecież jeszcze taka młoda i piękna jestem! - chichocząc rozsiadła się wygodnie na glebie i przechyliła pyska by przyjrzeć się młódce. - Co Ty tu sama robisz? Nie licząc tego, że mnie biedną straszysz. - wyszczerzyła żółte kły w uśmiechu mając nadzieję, że młoda poczuje się nieco śmielej, w końcu dzieliły teraz jedno schronienie, więc nie wypada się ze sobą kłócić, czyż nie?

Jama pod powalonym drzewem

#80
Zachowanie wadery zupełnie zabiło ją z tropu. Co za dziwny wilk. A może to ona i Balor byli dziwni? Przecież wcześniej nie spotkali za bardzo innych wilków. No i właściwe te dwa co widziała prócz Wrony, też były na swój sposób dziwne. No w każdym razie ta to chyba właśnie pobiła ich na głowę. Lilka aż przestała warczeć i usiadła. Dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę i szybko podniosła zad. Była gotowa do ucieczki czy obrony, jeśli zaszła by taka potrzeba.
- Jestem Lilith. - Mimo wszystko należy być uprzejmy. Prawda? Lil przechyliła łebek i poczekała na odpowiedź wadery. Chciała jeszcze zapytać co tu robi, ale szybko ugryzła się w język. No jak co? To samo co ty, szuka schronienia głupolu.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron