Jama pod powalonym drzewem

#41
Płomień
Wynik rzutu: 4

Inaria
Wynik rzutu: 5

Wilki, wszystkimi zmysłami skupione na wyłaniającej się ze schronienia ofiary, zapomniały o obecności towarzysza. Przeprowadzone niemalże w tej samej chwili ataki przez Płomienia i Inarię, w dodatku na tego samego osobnika, zakończyły się niepowodzeniem. Drapieżniki zderzyły się rozwartymi szczękami, wywołując niemałe zamieszanie, przez co zajączek czym prędzej skrył się w norze, najgłębiej jak się tylko dało. Niewielkie serduszko chciało wyskoczyć mu z piersi, to samo tyczyło się płuc, ale w najdalszym zakamarku jamki był bezpieczny.

Jama pod powalonym drzewem

#42
Mimo dostrzeżenia wypełniającej białego złości, nie przejął się jego reakcją. Doskonale rozumiał, że wiek szczenięcy ma to do siebie, że niektóre reakcje oraz zachowania są nieadekwatne do sytuacji, najczęściej przesadzone. Ognisty uśmiechnął się jedynie, po czym powrócił do przerwanej próby schwytania czegoś na obiad.
Kiedy wpadł na Inarię, a pożółkłe zębiska w wyniku zderzenia głośno zadzwoniły, wytrącając Płomienia z równowagi, szarak już zdążył zniknąć w swej jamie. Rudzielec potrząsnął łbem, wypluł delikatnie zabarwioną krwią ślinę, która wypełniała jego podniebienie, po czym obrzucił szczenię spojrzeniem. Dwukolorowe ślepia nie wyrażały żadnych emocji. Ich właściciel na moment zagłębił się w świecie myśli, podróżował pajęczą siateczką łączącą pewne fakty, z pozoru niepasujące, różniące się, niezależne, by ostatecznie przenieść szlachetne obręcze gdzieś w przestrzeń. Przez moment przyglądał się najbliższej okolicy w bezruchu, by kolejno wstać i wziąć haust powietrza. Nozdrza starały się wyłapać charakterystyczny dla zajęczych kryjówek zapach, oczywiście inny niźli ten dochodzący spod jego łap. Dla pewności postąpił kilka kroków przed siebie i zbliżył nos do ziemi, wdychając otaczające go wonie. Ostatecznie zlokalizował inne zbiorowisko wypatrzonego zwierzęcia, na co odwrócił się, ponownie uwieszając soczewki na Inarii. – Pójdę zapolować nieco dalej. – Oznajmij, coby młodzian miał pewność, że nie zostawia go na pastwę losu, a jedynie oddala się w celu zdobycia pożywienia. Jak powiedział, tak uczynił – cichutko, powoli, starając się nie zwracać na siebie uwagi, zbliżył się do położonej niedaleko nory, wokół której znajdowała się gromadka długouchych ssaków. Wypatrzywszy najdorodniejszą sztukę i uznawszy chwilę za odpowiednią, ruszył przed siebie, chcąc zatopić szczęki w ciele potencjalnego posiłku.

Jama pod powalonym drzewem

#43
Płomień
Wynik rzutu: 7

Zmiana miejsca łowów okazała się dobrym pomysłem - znajdujące się wiele metrów dalej szaraki nie zdawały sobie sprawy z tego, co przed chwilą przeżyli ich sąsiedzi. Z tego też względu nie czuły się w żaden sposób zagrożone - nawet nie drgnęły, gdy rudy wilk zbliżał się w ich kierunku. Nie były w stanie go wyczuć, gdyż delikatny wicher wiał z innego kierunku, niosąc jedynie wonie charakterystyczne dla lasu. Niektóre z nich spokojnie przemieszczały się w pobliżu nory, jednak wypatrzony przez Płomienia okaz pozostawał w bezruchu, prawdopodobnie odpoczywając. Fakt ten zaważył na sukcesie polowania - przeprowadzony znienacka atak był na tyle szybki, iż ospały ssak nie zdążył w odpowiedni sposób zareagować, tym samym zakańczając swój żywot.
Szkarłatna krew pociekła z bezwładnego ciała, brudząc pobliskie rośliny oraz futro rudego.

Jama pod powalonym drzewem

#44
/ następnym razem, jak szanowny MG postanowi wykonać akcję za moją postać to niech chociaż wyjaśni dlaczego. Nie to żeby coś, ale czytanie ze zrozumieniem kuleje. Inaria na nikogo się nie RZUCAŁ. Czekał grzecznie, jak trzeba to nawet wytłuszczę to w swoim poprzednim poście. I nie, nie czepiam się, dlatego, bo wiem, że każdy ma zły dzień, ale no cholera, przecież to widać jak wół.

- Idę umierać z głodu w samotności, jeśli pozwolisz
Całkiem zły z powodu niepowodzenia Inaria udał się z burczącym brzuchem z powrotem do nory. Nie miał ani ochoty ani sił na to, by dalej próbować zdobyć pożywienie. Jak już wrócił to wziął się za memłanie w gębie naderwanej trawy, co by zminimalizować poczucie głodu. Na razie skutkowało znakomicie, więc uspokojony chociaż na moment, odegnał w głowie prawdopodobieństwo jego rychłej śmierci. Chociaż sam nie wiedział - z głodu szybko się umiera, czy wolno?
Skończywszy wypluł zmieloną zieleninę na ziemię, a sam ułożył się dupą do wyjścia w najgłębszym i najciemniejszym miejscu nory. Krótko mówiąc, to był obrażony na cały świat za swoje drugie z kolei niepowodzenie i znów - nie z jego winy. Przecież gdyby nie było tam rudego wilka, to Inaria w spokoju dorwałby zająca i teraz siedziałby z gębą w krwi i żołądkiem pełnym mięsa.
Ach. Na samą myśl o wypełnionym żołądku aż ślinka mu pociekła, co z kolei spowodowało, że jeszcze bardziej się w sobie zamknął. Ani mu się śniło wychodzić. Jak już ma mieć znikome szanse, to chociaż w cichym i ciemnym miejscu.

Jama pod powalonym drzewem

#45
Słychać było nieprzyjemny chrzęst, gdy mocne szczęki Płomienia zacisnęły się na ciele szaraka, tym samym rozrywając delikatną tkankę oraz łamiąc drobne kości. Ze świeżych ran trysnął gorący karmin, brudząc zębiska, pysk oraz łapy samca. Z zadowoleniem wypluł bezwładnie wiszącą na jego kłach zdobycz, by kolejno oblizać wargi i przyjrzeć się upolowanemu okazowi. Dostrzeżony z oddali zając, na pierwszy rzut oka dorodniejszy od pozostałych, z bliska, ku radości ognistego, okazał się zdecydowanie większy. Tłuściutkie ciałko aż prosiło się o prędkie pożarcie, ale zasłyszana wypowiedź Inarii odwiodła go od tego pomysłu. Wilk odruchowo przekręcił łeb w kierunku, z którego docierał głos, lecz zanim skierował kroki ku jamie, pochwycił długouchego.
- Jeżeli tak szybko będziesz się poddawał, to naprawdę zdechniesz z głodu. – Skomentował, przystając u wejścia do kryjówki, wpierw ułożywszy martwe zwierzę na glebie. – Nikt nie będzie cię wiecznie niańczył. – Kontynuował z lekkim przekąsem, a oczęta wbiły się w siedzącego tyłem podrostka. - Jak byłem niewiele starszy od ciebie, wysłali mnie na wojnę. Myślisz, że miałem już wtedy wystarczające doświadczenie bojowe, by nie paść od pierwszego lepszego wojownika, którymi szczyciła się wroga wataha? – Zrobił krótką przerwę, zerkając na zakrwawione ścierwo leżące u jego łap. - Nie. Poturbowali mnie, ale dzięki temu, że tam byłem i część najeźdźców rzuciła się na gównianego podrostka zamiast na przywódcę stada, wygraliśmy. Pieprzony, nic nieznaczący w stadzie szczeniak przyczynił się do przechylenia szali zwycięstwa na korzyść małej grupy z pustyni, a tobie nie chce się polować, bo raz nie wyszło? Niedoczekanie.
Ponownie zacisnął szczęki na truchle, po czym zarzucił łbem i puścił, pozwalając zakrwawionemu szarakowi poszybować w głąb legowiska. Zatrzymał się on na grzbiecie młodego, a następnie zsunął na podłoże, pozostawiając na białym futrze szkarłatne ślady. - Jedz. – Wybąknął, nieznacznie oddalając się od jamy. – Byle szybko, bo nie chce mi się tu już sterczeć.

Jama pod powalonym drzewem

#46
Teraz to mu nie zależało ani na słowach rudego wilka, ani specjalnie na tym by znów wyjść polować. Miał dość. Dwa razy z rzędu przegrać to na raz za dużo jak na kogoś takiego jak Inaria. Rudy wilk mógł mówić dobrze. Wszystko pięknie i cudownie, tylko czy on miał świadomość, ze to nijak miało się do życia Inarii? Białas nigdy nie był w stanie zagrożenia życia, nigdy nie miał watahy, pierwszy raz widział innego wilka. Inaria żył w wręcz idyllicznym świecie, nudnym świecie, ale nigdy nie zaznał tam jakiejś niemocy. W dodatku wychowywany był przez rodzeństwo o ile można w ogóle tutaj mówić o wychowaniu. Dlatego też, słowa jego nie mu nie dawały, żadnego obrazu, do którego miałby dążyć, albo go przeskoczyć, jedynie tylko potęgowały żal w małym serduszku, bo jemu się nie powiodło.
Głupi rudy wilk, co on sobie wyobraża? Pomyślał i w tym mniej więcej momencie ŁUB. Efekt polowania rudego wilka spoczął na jego grzbiecie, a potem znalazł się na ziemi, jak tylko Inaria zdziwiony obrócił głowę. Dlaczego ty mi w ogóle pomagasz? Nie łatwiej zostawić? Nie musiałbym wtedy wysłuchiwać twoich narzekań, nikt nie kazał Cię mnie pilnować. Dlaczego zatem jeszcze mnie karmisz? Młody miał w głowie tyle tych pytań, że aż postanowił żadnego nie zadać w obawie przed tym potokiem, który wyleciałby mu z pyska.
Wahał się przed tknięciem zwierzyny, która nie była jego, ale ostatecznie zewsząd poobgryzał tak, by się najeść, a to co smaczniejsze zostawił. Wytargał resztę przed jamę, a sam stanął, oblizując pysk dookoła warg.
- Dziękuję
Nawet na niego nie spojrzał, tylko wyszedł całkiem, prostując jedną z łap, na której źle mu się usiadło i troszkę zdrętwiała. Jak się spodziewał, zaraz będzie coś w stylu, że czemu to wszystko zostawił, ale postanowił się takimi głupotami nie przejmować. Skoro rudy wilk jeszcze się go nie pozbył, to zapewne jeszcze ma wobec niego jakiś plan. Może chce go gdzieś odstawić? Jakiemuś innemu... stadu? W takim razie w czasie wędrówki może gdzieś się zrewanżuje za posiłek.

Jama pod powalonym drzewem

#47
Obserwując młodego, jedna z wilczych brwi Płomienia podjechała ku górze. Ogarnęło go delikatne zdziwienie, gdy ten bez zbędnych komentarzy, marudzenia i ujadania uczynił to, czego od niego oczekiwał. Był święcie przekonany, że Inaria nie oprze się przed wyrażeniem swojej, chociażby najmniejszej, opinii lub, co gorsza, będzie się ociągał. Białofutry nieznacznie zyskał w oczach ognistego, co zakomunikował nieznacznym uniesieniem kącików warg. Szybko jednak jego oblicze powróciło do neutralnego, gdyż podrostek wygramolił się z nory, targając ze sobą dziwacznie obgryzionego zająca. - Na pewno się najadłeś? - Zapytał, wodząc dwukolorowymi ślepiami po licu ozdobionym czarnymi paciorkami, po czym rzucił truchłu kolejne, tym razem krytyczne, spojrzenie. Zdał sobie sprawę z faktu, iż taki sposób "oporządzenia" zwierzyny musiał być celowy, bo kto o zdrowych zmysłach zostawiłby smakowite oraz bardzo pożywne narządy wewnętrzne, w zamian oblizując chude nóżki? Nie miał zamiaru karcić szczeniaka za to, co zrobił, bo i nie był to powód do udzielenia nagany. - Następnym razem się nie krępuj. - Zakomunikował, oczętami wskazując szaraka. Nachylił się, biorąc kilka kęsów, a następnie ruszył ku pobliskim drzewom i otarł się o nie kilkukrotnie. Podobnie postąpił z powalonym konarem, który tworzył ścianę dawnego legowiska mieszańca oraz gęstszymi zaroślami. - Chodźmy. - Skinął pyskiem, a następnie wskazał odpowiedni kierunek. Upewniwszy się, że Inariaulmar idzie, on również rozpoczął wędrówkę.

/zt -> Jama wśród korzeni drzew

Jama pod powalonym drzewem

#48
- Tak, najadłem. Wystarczy mi
Inaria był może nie syty, ale głodny też już nie i to mu w zupełności wystarczało. Po za tym, to nie była jego zdobycz i taką naukę wyciągnął z domu - jak już ci coś dają, to możesz troszkę, ale nie bierz wszystkiego. Jak sam polujesz to możesz zjeść lepsze i najwyżej podzielić się z innymi. W międzyczasie postanowił się otrzepać, żeby wyglądaj bardziej jak wilk, a nie kupa futra z ziemią. Nawet może gdzieś tam się liznął po boku.
Na kolejne zdanie rudego wilka tylko skinął głową, że rozumie i nie trzeba mu dwa razy powtarzać. W momencie kiedy ten jadł, białas drapał się tylną łapą za uchem. A wtedy też usłyszał kolejne polecenie, na co zdziwiony, zatrzymał się w dość dziwnej pozycji. Nastawiwszy zaciekawiony uszu wrócił do normalnego stania i w zasadzie bez stęknięcia ruszył za rudym wilkiem. Niby z jakiego powodu miałby zostać tutaj, gdy mógłby zwiedzić świat z kimś, kto nie dość, ze wybronił, to jeszcze nakarmił. A tutaj nie miał za bardzo czego szukać.
Na moment zatrzymał się jeszcze, rozejrzał starając się zapamiętać punkt wyjścia i dogonił krokiem rudego wilka.

zt.

Jama pod powalonym drzewem

#49
Ciszę panującą w ośnieżonym lesie zakłócał tylko szum wiatru hulającego gdzieś w koronach drzew i odgłos jej kroków. Bura wadera szła energicznie przed siebie, dźwigając w pysku świeżo upolowanego zająca. Szare ślepia wędrowały od jednego drzewa do drugiego, od czasu do czasu kierując się również w górę, ku niebu, które teraz miało identyczny jak one kolor. Ciężkie chmury zasnuwające nieboskłon groziły śnieżycą, jednocześnie przypominając Burzowej, że powinna jak najszybciej znaleźć jakieś schronienie. Z jakiegoś powodu niezmiernie ją to irytowało. Jakaś jej część miała ochotę wrócić na wydmy, które teraz, po spotkaniu z Wilkiem w jej oczach nie były jedynie jałowym pustkowiem pozbawionym wszelkiego życia. Miała wrażenie, że tylko wśród piasków byłaby w stanie poczuć się jak w domu. W każdym innym zakamarku krainy coś jej przeszkadzało. Jakieś dziwne, trudne do opisania, nieprzyjemne uczucie czaiło się na skraju świadomości, budząc niesmak i niechęć. Nie chciała jednak wracać na pustkowie z pustymi łapami. Wilk zażądał ofiary z wyznawców Jelenia, powinien więc ją otrzymać.
Z drugiej strony miała ochotę odnaleźć Muuajiego. Nie miała pojęcia, dokąd udał się basior, lecz była niemalże pewna, iż udałoby jej się go odszukać, gdyby się choć trochę postarała. Od tamtej pory łączyła go z nim dziwna więź, której nie potrafiła określić. Być może nie nazwałaby go przyjacielem, ale mimo to widziała w nim bratnią duszę, jedynego wilka, który jest w stanie ją zrozumieć.
Mimo to jednak podążała po prostu przed siebie, nie mogąc się zdecydować, co robić. W dodatku na nowo zaczęła doskwierać jej nuda.
Potrząsnęła gniewnie łbem, szarpiąc niecierpliwie trzymanym w pysku zającem, jakby miała ochotę wyżyć się na truchle szaraka. Rozprysnęła przy tym krople krwi po okolicy, znacząc nimi nieskalany dotąd, biały śnieg. Jej drogę znaczyły podobne plamy. Skapywały z rozszarpanego ciała jej ofiary jak i wciąż mokrego futra wilczycy. Od czasu do czasu natknąć się można było na większą kałużę, w miejscu, gdzie samica na chwilę odłożyła truchło, aby zjeść nieco śniegu celem zaspokojenia pragnienia. Gdyby ktoś się uparł z łatwością mógłby podążyć tym śladem i dotrzeć do kryjówki łowcy, lecz wadera niezbyt się tym przejmowała. Jeżeli komuś wpadnie na pomysł odebranie jej zdobyczy, będzie się bronić.
Tak właściwie to by była całkiem przyjemna odmiana. Zaczyna się tu robić nudno, przemknęło jej przez myśl.
Zwolniła, dostrzegłszy nieopodal zwalone drzewo. Zaciekawiona, podeszła bliżej, gdzie z zadowoleniem odkryła, że pień w środku jest pusty. Zerknęła jeszcze raz w niebo, gdzie kłębiły się ciemne chmury, rozejrzała wokół, po czym ułożywszy na chwilę swą zdobycz gdzieś z boku przystąpiła do oględzin potencjalnej kryjówki. Postąpiła kilka kroków w przód, wtykając głowę do jamy i węsząc. Wyczuła wilczą woń, lecz tak słabą i zwietrzałą, że bez trudu mogła stwierdzić, iż ktokolwiek tutaj niegdyś przebywał, nie odwiedzał tego miejsca od dobrych kilku miesięcy. Wycofała się więc pośpiesznie, z zadowoloną miną, jeszcze raz rozglądając się po okolicy. To miejsce było idealne, by w spokoju się pożywić i nieco odpocząć.
Zaspokoiła pragnienie śniegiem, po czym chwyciła swego zająca i wpełzła do jamy, odsuwając się od wejścia tak, by nie dosięgły jej chłodne podmuchy wiatru. Bez większego trudu ułożyła się wygodnie na spróchniałym drewnie, oblizała się zamaszyście i wgryzła się w brzuch zająca, pragnąc dobrać się do wnętrzności.

Jama pod powalonym drzewem

#50
Biegła przez zaspy, ciągnąc za sobą tuman białego kurzu, z żelaznym postanowieniem, że teraz już na pewno bez większych przeciwności i rozpraszania się dotrze do Złocistego lasu. Ile w końcu można się włóczyć. Oczywiście, że wciąż nie poznała całej krainy, ale będzie jeszcze czas na wycieczki. Z kolei przyszedł najwyższy moment by dać jakikolwiek znak życia i decyzji.
Galopowała czerpiąc z rajdu olbrzymią przyjemność, ponieważ jak większość psów czy szczeniaków kochała śnieg i zabawę w nim. Bynajmniej nie przeszkadzał waderze chłód czy mroźny wiatr i Ruda cieszyła się srogą aurą. Rany w większej mierze zagoiły się, dłużej już nie dokuczając Eth, dzięki czemu tym mocniej mogła się radować z gonitwy.
Ignorując bardziej ekonomiczne formy przemieszczania pędziła przez las, zwalniając gdy dopadało ją zmęczenie i wznawiając bieg po odpoczynku. W pewnym momencie, beztroski galop wilczycy przerwała niepokojąca woń nieznajomego. Ethnenn zwolniła nieznacznie, a widzą doskonały punkt obserwacyjny, wpadła z impetem na pień i węsząc podejrzliwie rozejrzała się po okolicy. Gdzieś czuła krew zająca i nieznanego wilka. Przeszła w stronę jednego z końców drzewa cały czas wietrząc i intensywnie wypatrując właściciela woni. Nie dostrzegła jednak żadnych śladów, przeszła więc po pniu w przeciwną stronę. Cały spacer czyniła z właściwą dla siebie "gracją i subtelnością" czyli czyniąc łomot bardziej podobny do podkutego konia niż stąpającego wilka. Oczywiście Sezamowa potrafiła poruszać się cicho i uważnie, ale czyniła to jedynie podczas polowania, przez całą resztę czasu zachowując się niefrasobliwie i mało uważnie.
Idąc w przeciwnym kierunku poczuła jak zapach się nasila, więc jeszcze przyspieszyła kroku. W końcu dostrzegła plamy krwi na śniegu, a trop stał się wyraźny i czytelny. Zupełnie nie nauczona poprzednim doświadczeniem, że ciekawość to często wada a nie cnota, która może prowadzić do kłopotów, przychyliła łeb, zapuszczając żurawia wgłąb naturalnie powstałej jamy, starając się coś wypatrzeć w ciemności.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron