Jama pod powalonym drzewem

#51
Chmura leżała sobie w głębi jamy, oparta bokiem o jedną z drewnianych ścian i obgryzała spoczywającego między jej przednimi łapami zająca. W głowie samicy wciąż panował niemały chaos, myślami to wybiegała w przyszłość, zastanawiając się, co robić dalej, to cofała się ku przeszłości, wspominając zarówno ostatnie wydarzenia, jak i te odleglejsze, zanim jeszcze zawitała w tej dziwnej krainie. W głębi duszy cieszyła się, że postanowiła zatrzymać się tu na chwilę, by w spokoju się pożywić i zregenerować siły. Lecz była pewna, że nie zabawi tu zbyt długo. Nie przywykła do długiej bezczynności.
Wtem jej dotychczasowy spokój został przerwany przez niespodziewany rumor. Samica, do tej pory pogrążona w myślach odruchowo zerwała się na równe łapy, omal nie przyrżnąwszy przy tym łbem w sklepienie jamy. Zaklęła cicho pod nosem, obnażając kły w gniewnym grymasie i potrząsając nerwowo głową. Przez dłuższą chwilę nie za bardzo wiedziała, co się dzieje, skąd dobiega ów rumor i co jest jego źródłem. Z obecności intruza zdała sobie sprawę dopiero wówczas, gdy dostrzegła wilczą sylwetkę u wejścia do jej tymczasowej kryjówki. Zorientowanie się, że obcy wilk jest samicą zajęło jej kolejną chwilę.
Odruchowo warknęła, obnażając kły. Była wręcz pewna, że drugą samicę zwabiła woń świeżo upolowanej zwierzyny. Jednocześnie podążając śladem zapachu nieznajoma musiała także i zwietrzyć samą Burzową. Bura nie miała więc najmniejszych wątpliwości, iż intruz planował odebrać jej posiłek. Sama wielokrotnie spotkała się już z podobną sytuacją. Była zmuszona walczyć o własną zdobycz, lecz i również kilkukrotnie odgrywała rolę złodzieja. Wadera nie widziała w tym niczego dziwnego, ani też haniebnego - ot, zwykła kolej rzeczy. Przyczyna takiego przekonania była niezwykle prosta. Wychowywała się w prymitywnej, wędrownej watasze skupiającej się jedynie na tym, by przeżyć kolejny dzień. W takich warunkach nigdy nie wiadomo, co się zdarzy. Być może za jakiś czas nadejdzie czas głodu. W takich okolicznościach nikt nie będzie zastanawiał się, czy odbierając zdobycz innemu wilkowi postąpi słusznie. Jej dawna rodzina od samego początku przygotowywała szczenięta do przeżycia, a więc i podobnej walki o zwierzynę. Jeżeli trzeba było skraść komuś posiłek, nie można było się wahać. A jeżeli ktoś próbował odebrać go tobie, musiałeś się bronić.
Do tego właśnie gotowa była teraz bura samica. Postąpiła o krok do przodu, przesuwając truchło zająca tylną łapą za siebie, jednocześnie zniżając odrobinę łeb i unosząc ogon.
- Jeżeli przylazłaś tu licząc na łatwy posiłek, to lepiej się wynoś - burknęła nieprzyjaźnie, utkwiwszy srebrzyste ślepia w intruzie i kończąc swą wypowiedź kolejnym ostrzegawczym warknięciem. Jakaś niewielka część Burzowej nawet cieszyła się z takiego obrotu wydarzeń. W końcu w jej mniemaniu walka o zdobycz jest zdecydowanie ciekawsza niż monotonna podróż przez las. Jednakże ta myśl szybko zginęła gdzieś w odmętach jej umysłu. Skupiła się na sylwetce nieznajomej. Jeżeli nie zignoruje jej wyraźne ostrzeżenie, gotowa była wypaść czym prędzej z jamy i rzucić się na intruza.

Jama pod powalonym drzewem

#52
Zaglądała beztrosko w głąb drzewa, gdy dotarło do niej warczenie. Sprawnie zeskoczyła z kłody, odsuwając się od wejścia o kilka kroków, prostując dumnie ciało i lekko jeżąc sierść. Po ostatniej walce nie miała najmniejszego zaufania do swojego gatunku i gotowa była walczyć w każdej chwili, jeśli tylko dostrzegła by najmniejsze oznaki agresji.
Tak było teraz. Skoro usłyszała groźne warczenie, znaczyło, że rozmowy raczej nie będzie. Kiedyś zachowywała by się pogodnie starając załagodzić sytuacje. Uśmiechem starała by się uspokoić agresywnie nastawionego wilka. Nie tym razem jednak. Bardziej niż stała zmiana w charakterze wilczycy, było to tylko chwilowe załamanie ufności wobec innych i świata. Eth wciąż była łagodną i wesołą osobą, ale zdołowana ostatnim brakiem czujności, obiecała sobie, więcej nie popełnić takiego błędu.
Po chwili dostrzegła sylwetkę wyłaniającą się z cienia
- Nie chcę twojego marnego zająca. Gdybym chciała odebrać ci żarcie, to wierz mi już wywlekała bym twoje cielsko z tej jamy - odwarczała Ruda, której nerwy były ostatnio napięte do granic możliwości, by nie dać się podejść po raz drugi.
Utkwiła spojrzenie żółtych oczu w niewyraźnym zarysie, który dopiero zaczynał przypominać wilka, jednocześnie napinając mięśnie by być przygotowaną do pojedynku, gdyby tylko zaszła taka potrzeba.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Jama pod powalonym drzewem

#53
Burzowa ponownie obnażyła kły, kiedy nieznajoma zdecydowała się jej odwarknąć. Może i cofnęła się o kilka kroków, ale z jej postawy i tonu głosu bynajmniej nie wynikało, że zamierza po prostu jej odpuścić. Poniekąd odniosła wrażenie, że intruz może mówić prawdę - w końcu każdy normalny wilk pragnąc skraść komuś zdobycz nie narobiłby hałasu, unikał zauważenia i zamiast tracić czas na wypatrywanie przeciwnika zapewne niezwłocznie rzuciłby się do ataku choćby i na oślep. Jednakże Chmura nie byłaby sobą, gdyby przyznała się do swego błędu. Srebrnooka znana była z oślego wręcz uporu i dumy, nie było więc mowy, by zdobyła się na przeproszenie samicy. Inna sprawa, że nadal miała poważne wątpliwości, czy jej słowa rzeczywiście były prawdą, czy może wręcz przeciwnie.
Parsknęła pogardliwie.
- Masz mnie za głupią, czy co?! - odburknęła, łypiąc na drugą samicę spode łba. - Mam niby uwierzyć, że przyszłaś tu sobie pogawędzić? A może liczyłaś na to, że będę skłonna podzielić się żarciem z jakąś niezdarną sierotą, która nawet porządnie podkradać się nie umie? Jeżeli sądzisz, że wmówisz mi podobne bzdury to się grubo mylisz.
Podczas swej krótkiej, wysyczanej jadowitym tonem przemowy postąpiła o krok do przodu, wyraźnie spinając przy tym mięśnie i przygotowując się do ewentualnego skoku. Co prawda nieco tym ryzykowała, bowiem ułatwiała nieznajomej chwycenie jej i wyciągnięcie z tymczasowego schronienia, lecz nie dbała o to, chcąc bliżej przyjrzeć się samicy. Sylwetka drugiego wilka do tej pory wydawała się jedynie ciemną plamą na jasnym tle ośnieżonego lasu, teraz, gdy Chmura się zbliżyła a druga samica cofnęła o krok od wejścia, srebrnooka była w stanie ujrzeć więcej szczegółów. Przez chwilę milczała, przyglądając się jej bezczelnie. Zawiesiła na dłuższy moment wzrok na obroży, przypominającej jej te, które nosili towarzysze dwunogich istot, na jakich jej rodzima wataha natknęła się kilkakrotnie podczas swej tułaczki. Nieco ją to zaskoczyło, bowiem stojący przed nią osobnik ewidentnie był wilkiem, nie psem, lecz nie zawracała sobie teraz tym głowy. We łbie Burzowej krążyło bowiem milion innych myśli, skupiających się głównie wokół walki. Szczerze mówiąc obojętne jej było, czy przybyszka rzeczywiście planowała pozbawić jej posiłku, czy też nie. Z każdą chwilą coraz bardziej miała ochotę po prostu rzucić się na nią i zatopić kły w jej ciele. Nie była pewna, czy to dziwne pragnienie przelewania krwi miało swe źródło w odczuwanej od dłuższego czasu frustracji i nudzie, czy też wywołało to coś zgoła innego. Teraz nie miała ochoty się nad tym zastanawiać.

Jama pod powalonym drzewem

#54
Obserwowała burą waderę z rosnącym oburzeniem. Normalnie zignorowała by agresywne i niegrzeczne zachowanie samicy, ale ostatnio, przez taką naiwność, dała się zaskoczyć. Dzisiaj Ethnenn nie miała nastroju na bycie wyrozumiałą, a niemiła samica tylko pogłębiała ten stan.
- Nie muszę, sama doskonale się pchasz pod taką ocenę - odpowiedziała niskim i chłodnym tonem, trzymając dumnie uniesioną głowę i ogon, taksując wilczycę spojrzeniem żółtych ślepi. - Bynajmniej. Nie jesteś pępkiem świata, przyszłam się rozejrzeć, a przy okazji trafiłam na ciebie. Jeśli nie potrafisz używać głowy, to chociaż spróbuj nosa. Przyszłam z przeciwnej strony, nie po twoim tropie. Chyba, że uważasz, że w gęstym lesie można tropić górnym wiatrem a ja szlajam się po puszczy, czekając aż znajdę jakąś niedojdę z marnym szarakiem. Pytanie tylko brzmi, skoro tak świetnie tropię, to po co miała bym odbierać żałosne ochłapy komuś, ryzykując obrażenia, bo przecież jestem taka beznadziejna, że z zającem sobie bym rady nie dała, jak więc miała bym atakować wilka ? - irytacja Rudej osiągnęła szczyt, przez co wilczyca rozgadała się drwiąc z toku rozumowania nieznajomej. Przez całą długą wypowiedź uważnie śledziła każdy ruch wadery, analizowała jej ewentualne poczynania i układała własny plan. Szybko uznała, że raczej mało prawdopodobne by uniknęła konfrontacji, zresztą nie odwróci się plecami do tej jazgotliwej burej. Nauczyła się już, że wilkom nie można ufać. Po za tym po takiej litanii obelg, Eth wcale nie miała ochoty unikać zwady.
Długą chwilę, nie drgnęło nawet włókienko mięśnia sezamowej wilczycy, gdy wreszcie podjęła decyzję. Reszta rozegrała się w ułamkach sekund. Ethnenn spięła się do skoku i zamiast biec postanowiła pokonać dzielącą je odległość długim skokiem, w jednym ruchu dopadając przeciwniczki. Co prawda wciąż nie wiedziała, czy może zabijać wilki, musiała więc potraktować potyczkę inaczej niż polowanie, ale postanowiła nauczyć obcą moresu i szacunku do nieznajomych. Zębami chciała wykonać swój ulubiony atak na kark i w ten sposób, siłą lądowania, ze skoku wgnieść wilczycę w podłoże.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Jama pod powalonym drzewem

#55
Obelgi, jakimi została obrzucona nie robiły na niej wielkiego wrażenia. Odczuwała wręcz jakąś złośliwą, nieco dziecinną satysfakcję, słysząc chłodny ton samicy. Ewidentnie udało się jej ją zdenerwować, co dla Chmury najwyraźniej było sporym sukcesem. Odczekała, aż ta skończy swą tyradę, po czym parsknęła, jakby rozbawiona, szczerząc zęby w jadowitym uśmieszku.
- Nieważne, czy tropiłaś mnie przez pół lasu, czy wyczułaś przypadkiem gdzieś po drodze. Tak, czy owak postanowiłaś tu przyleźć i mi przeszkodzić, a potem jak ostatnia idiotka udajesz wielce oburzoną, że mi się to nie podoba. Każdy wilk, którego głowa nie służy jedynie dla ozdoby przepędzi natręta, który przypałęta się podczas posiłku. Nawet małe szczenięta to wiedzą. Co, matka uznała, że jesteś zbyt bezużyteczna, żeby nawet tego cię nauczyć? - urwała, uniósłszy jedną brew, po czym zerknęła wymownie na obrożę zdobiącą kark wilczycy. - Najwyraźniej tak, skoro postanowiła cię porzucić, pozwalając dwunogim bestiom, żeby zrobić z ciebie niewolnika. To w sumie smutne. Może nawet i bym ci współczuła, gdybyś nie była taką pyskatą kretynką. Teraz jedynie żałuję, że przypałętałaś się tutaj, zamiast wleźć na terytorium jakiejś watahy. Jest szansa, że by cię rozszarpali. A miło by było widzieć twoje flaki rozwleczone po leśnym runie.
Wyrzucała z siebie kolejne słowa, wpatrując się w nieznajomą wyzywająco. Jej wypowiedź była ewidentną prowokacją i bura nawet się z tym nie kryła. Nie był to pierwszy raz, kiedy bura wszczynała awantury z błahego powodu. Teraz jedyną różnicą był fakt, iż pragnienie rozlewu krwi było znacznie silniejsze. Być może Burzowa podświadomie zapragnęła wyładować na obcej dręczącą ją od dłuższego czasu frustrację odkąd ta znalazła się u wejścia tej jamy, a leżący za nią zając był jedynie do tego pretekstem.
Najwyraźniej jej prowokacja odniosła skutek, bowiem wkrótce ujrzała, jak samica odbija się od podłoża i skacze w jej stronę, zapewne planując przygnieść ją do podłoża. Znajdując się wciąż u wejścia do jamy, nie miała zbyt wiele możliwości zwykłego uskoczenia przed zębami przeciwniczki, a cofanie się z powrotem wgłąb swego tymczasowego schronienia niezbyt jej się uśmiechało. Zamiast tego rzuciła się więc szybko do przodu, padając przy tym płasko na ziemię. Liczyła na to, że atakująca samica zwyczajnie nad nią przeskoczy, a ona, prostując się w odpowiednim momencie będzie w stanie chwycić ją za tylną łapę. Wówczas zerwawszy się na równe nogi gwałtownymi szarpnięciami starałaby się uszkodzić kończynę, a przy odrobinie szczęścia również wytrącić samicę z równowagi. Jednakże jeżeli wykonałaby ów manewr zbyt późno i zderzyła w locie z samicą, niechybnie lądując na glebie, zapewne ograniczyłaby się do prób zranienia jej brzucha pazurami tylnych łap, licząc na to, że pozwoli jej to zrzucić z siebie wilczycę.

Jama pod powalonym drzewem

#56
Atak Ethnenn
Wynik rzutu: 6+2
Ethnenn zadaje 8 punktów obrażeń.

Unik Burzowej Chmury
Wynik rzutu: 8
Unik powodzi się.

Rzut na procent unikniętych obrażeń.
Wynik rzutu: 4
(4*10)+12=52%
Burzowa Chmura przyjmuje 4 punkty obrażeń.

Atak Burzowej Chmury
Wynik rzutu: 4+1
Burzowa Chmura zadaje 5 punktów obrażeń.

Podsumowanie I tury:
Ethnenn 110PŻ
Burzowa Chmura 96PŻ

Sprowokowana wadera wymierzyła swój cios w niemal idealny sposób i z pewnością dotkliwie poraniłaby burą wyznawczynię gdyby ta w porę się nie uchyliła. Ethnenn zdołała jedynie zahaczyć kłami o jej kark po czym poleciała dalej, wprost do ciemnej jamy. Nie było jeszcze jednak całkowicie przesądzone czy ostatecznie w niej wyląduje, bo szczęki Chmury zmierzały właśnie w stronę jej tylnej łapy i jeśli tylko zdołają się na niej skutecznie zacisnąć, w pewnym stopniu może to temu zapobiec.
E.

Jama pod powalonym drzewem

#57
Słowa o obroży i porzuceniu, nie uraziły Rudej w najmniejszym stopniu, w przeciwieństwie do bezpodstawnego posądzeniem o próbę kradzieży, dodajmy, iż wyjątkowo nieudolną oraz zwyczajnie niemiłe zachowanie, które niejednokrotnie było dla Ethnenn większą zbrodnią niż wszystkie inne zarzuty. W głowie wadery nie mieściło się jak można zupełnie bez powodu być opryskliwym. Nikt nie kazał być wszystkim radosnym, ale odrobina taktu i kultury powinna obowiązywać każdą myślącą istotę. To, plus pula doświadczeń z dzikiego życia, zadecydowały o rozpoczęciu walki.
Gdy kły wilczycy jedynie musnęły upatrzony kark, Eth już planowała kolejne działania. Nigdy więcej, nie da sobie narzucić stylu i tempa pojedynku, nigdy więcej nie pozwoli sobie na utratę głowy. Będzie działać tak jak zawsze czyniła, tak jak na Łowcę przystało, metodycznie i przemyślanie.
Jeszcze w locie wypluła kudły brązowej wilczycy, marszcząc nos i przygotowując się do kolejnego ciosu, jednocześnie starając się uniknąć kontry obcej samicy.
Podkuliła tylne łapy najbliżej brzucha, jak tylko dała radę, licząc, że kły atakującej ją wadery miną się wtedy z upatrzonym celem.
Ciało ustawiła tak, by lądując na przednich łapach, nie hamować a wykonać zwrot o 180 stopni nie tracąc cennej prędkości, a jednocześnie nie wpaść na pień zwalonego drzewa. Dodatkowo gdy będzie miała paszczę zwróconą w stronę napastniczki, miała zamiar odbić tylnymi łapami od kłody. Wtedy będzie próbować z rozpędem złapać zębami za grzbiet wadery i w taki sposób, swoją masą zbić ją z łap.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Jama pod powalonym drzewem

#58
Poczuła nieprzyjemne pieczenie, gdy zębiska przeciwniczki drasnęły jej kark, lecz zignorowała to. Wydawać by się mogło, że niemalże tego nie zauważyła, całkowicie skupiona na walce. Poniekąd było to prawdą, bowiem szybko z jej głowy zniknęły wszelkie inne myśli, które nie dotyczyły zranienia przeciwniczki. Nie zastanawiała się zbytnio, jak duże ma szanse na zwycięstwo, ani też na ucieczkę w razie gdyby została pokonana. Po prostu walczyła. By zranić, poczuć smak krwi na języku, wyładować na kimś wszelkie negatywne emocje.
Nie spuszczała szarych ślepi z przeciwniczki. Widząc, jak ta szykuje się do kolejnego skoku czym prędzej wykonała kolejny zwrot, chcąc tym samym uniemożliwić jej dosięgnięcie jej grzbietu. Odsunęła się przy tym nieco, by uniknąć zderzenia z rozpędzonym cielskiem wadery, co groziłoby utratą równowagi i upadkiem na ośnieżone podłoże. Gdyby jej plan i tym razem się udał, przeciwniczka wylądowałaby tuż obok, przez co bez większego problemu mogłaby dosięgnąć jej boku. Obrała sobie za cel wrażliwą na zranienie pachwinę wilczycy.

Jama pod powalonym drzewem

#59
Unik Ethnenn
Wynik rzutu: 4
Unik nie powodzi się.
Ethnenn przyjmuje 5 punktów obrażeń.

Atak Ethnenn
Wynik rzutu: 9+2
Ethnenn zadaje 11 punktów obrażeń.

Unik Burzowej Chmury
Wynik rzutu: 1
Unik nie powodzi się.

Atak Burzowej Chmury
Wynik rzutu: 1
Krytyczna porażka.
Atak nie powodzi się.

Podsumowanie II tury:
Ethnenn 105PŻ
Burzowa Chmura 85PŻ

Burzowa miała okazję posmakować krwi sączącej się z rany na łapie przeciwniczki, którą sama zadała jedynie przez chwilę, ponieważ sezamowa, upadając na ziemię szybko wyszarpnęła swoją własność. Nie minęła chwila a powalona wadera stała z powrotem na łapach i nie marnując ani chwili wgryzła się w grzbiet Chmury, a siła z jaką w nią uderzyła, oraz jej masa sprawiły, że tym razem to bura wylądowała na zaśnieżonym podłożu, nie będąc w stanie dosięgnąć przygniatającej jej żółtookiej w żaden sposób.
E.

Jama pod powalonym drzewem

#60
Mimo uniku nie udało jej się uniknąć zębów burej samicy. Napastniczka złapała kończynę mocniej, niż Eth by przypuszczała, wytrącając ją z równowagi, czego skutkiem był upadek Rudej w śnieg. Nie straciła jednak zimnej krwi, była w pełni skupiona i jeszcze całkiem nie upadła, a już modyfikowała plan ataku. Gdy tylko zetknęła się z ziemią, błyskawicznie odwinęła się w stronę samicy. Odbiła się z całych sił od podłoża i rąbnęła w wilczycę całą swoją masą, tym razem trafiając bezbłędnie. Szarookiej waderze, nie udało się umknąć, gdy szczęki Sezamowej zacisnęły się na jej grzbiecie.
Teraz Eth miała przewagę i chciała spróbować ją jak najlepiej wykorzystać.
Zaparła się pazurami tylnych łap o ziemię, przednimi odpychając się od podłoża, planując przenieść chwyt paszczy na wyższe partie grzbietu, na kark, albo chociaż okolice łopatek, by jeszcze skuteczniej przydusić przeciwniczkę do ziemi.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron