Jama pod powalonym drzewem

#81
Widząc chwilową konsternację szczenięcia, wadera wykorzystała moment i położyła łapę na czubku głowy towarzyszki. Siedząc tak przez chwilę przechylała się to w przód to w tył, analizując i porównując siebie do małej. - Ale Ty jesteś tycia! Wiesz kiedy ostatni raz widziałam szczeniaka? Jak sama nim byłam! - samica odskoczyła gwałtownie od Lilith, zgięła łapy po czym położyła się na plecy. Machając w powietrzu kończynami, udając, że biega, kontynuowała swój monolog. - Patrz, teraz jestem jak Ty. Ledwo odrastam od ziemi, ale to frustrujące! - śmiejąc się bez opamiętania, przekręciła chude cielsko na bok. Dłuższą chwilę przyglądała się postępowaniu szczeniaka, jej groźnej postawie i minie, jednak w żadnym wypadku nie pomagało to Cis się uspokoić. - Ale Ty się tak dziewczyno nie denerwuj, przecież Ci nic nie zrobię. Jakbym chciała to już dawno bym Cię zjadła, w końcu spałaś, więc szybka akcja oszczędziłaby mi Twojego skowytu i prób walki. A teraz? Teraz to mi się nieeeee chceeeee. - ziewnęła przedstawiając szereg kłów, szybko jednak zamknęła szczękę z głośnym kłapnięciem. - Lilith, Lilith, Lilith? Aaaa Lilith! A nie jednak nie. - zachichotała znów się szczerząc. - Mów mi Cis. - zerwała się gwałtownie na równe łapy, mało co nie uderzając łbem w sklepienie. - Skoro już się znamy to czas ruszać przed siebie, w nieznane. Co chcesz robić? Może zapolujemy? Nienienie. To może komuś podokuczamy? Nienienie. Och, wymyśl coś, bo ja nie mam pomysłu! - obróciła się tyłem do młódki by drażnić ją ogonem w okolicach pyska, nagle jednak przerwała i spojrzała pytająco na dzieciaka. - A właśnie. Pachniesz jakimś innym wilkiem, to Twój opiekun? Gdzie on jest?

Jama pod powalonym drzewem

#82
Wadera w sumie miała rację. Gdyby chciała ją zjeść to by to zrobiła we śnie. Ale wilki jedzą wilki? Przecież to paskudne, ona by nie chciała zjeść wilka. Czułaby się jakby jadła przyjaciela, albo rodzinę.
- Dziwna jesteś. - Waderka spojrzała na samicę gdy ta się przedstawiła. Była zabawna, ale jej zachowanie budziło w Lilce niepokój. Gdzie Wrona? Powinien już tu być. Niech przyjdzie.
- Wszystkim nowo poznanym to proponujesz? - Czas spędzony z opiekunem sprawił, że waderka była mniej ufna niż zwykłe szczenie. Może nadal chciała się bawić i nie dała się zmienić w ponurą wadere, ale też nie była całkiem beztroska. Sposób "wychowania" Balora był trochę dziwny, ale chyba dla Lilki dobry. Szybko dorosła, ale równocześnie pozostała szczenieciem. Dwa w jednym normalnie.
- Czekam na opiekuna. Zaatakowało nas... Taki... Takie duże brązowe zwierze. Chyba było złe i było.. - Waderka zadrżała wspominając wielkość stworzenia. - Wielkie było.
Lilka położyła uszy po sobie i się skuliła. Nie chciała nigdy więcej tego spotykać. Znów powróciły do niej myśli, że jej opiekun może nie żyć. Co jeśli to coś go rozszarpało, albo zmiażdżyło? Starała się jak mogła by powstrzymać cichy pisk, który próbował wydostać się z jej gardła na myśl o tym. Nie mogła pokazać słabości przed obcym wilkiem.

Jama pod powalonym drzewem

#83
Samica w żadnym wypadku nie rozumiała zachowania młódki. W końcu Lilith była jeszcze szczenięciem, powinna bawić się, dokazywać, być beztroska. A ona? Ciągle tylko ponuro siedziała i zachowywała się jak stara dewotka. Cis splunęła w bok z wielkim wyrzutem i rozczarowaniem. - Wolę być dziwna, niż nuuuudna! - by potwierdzić swoje słowa skinęła kilkakrotnie pyskiem, później w złośliwym geście wystawić bladoróżowy ozor. - Zazwyczaj szczeniaki są skore do zabawy, więc myślałam, że taka propozycja Cię zainteresuje. Ale nie to nie. Pójdę sama! - wyszczerzyła kły i już miała zmierzać do wyjścia, gdy usłyszała słowa młodej. - Duże zwierzę? To już pewnie Twój opiekun nie żyje, umarł w słusznej sprawie, więc nie ma co sobie głowy zawracać. Pewnie już dawno wącha kwiatki od spodu. Chociaż nie, bo nikt kto nie zakopał, więc na razie po prostu nie żyje. - wzruszyła beztrosko ramionami, wciąż się uśmiechając. Takie jest życie - jedni umierają, by Ci drudzy mogli żyć. Jeśli tego nie rozumiała to i jej mało życia zostało.
Cis nie miała wyczucia w takich, ani innych kwestiach, szczególnie jeśli chodziło o rozmowy z dzieciakami, więc dalej beztrosko kontynuowała. - A jak chcesz go pochować to licz się z tym, że będziesz musiała go szukać po caaaaałym lesie. I nie licz, że znajdziesz go w jednym kawałku. A no i musisz trochę odczekać zanim tam pójdziesz, bo zwierzyna wciąż może tam być. - choć z początku chciała wyjść, teraz czekała dając młodej wybór. Iść dalej i przeżyć, zostać tutaj i podzielić los opiekuna. Machając zawadiacko kitą, przyglądała się waderce. Jej ogon niczym zegar odliczał każdą kolejną sekundę. - Idziesz ze mną, czy skazujesz się na śmierć? Druga taka okazja, że kogoś spotkasz może się szybko nie trafić. - ziewnęła kierując się do wyjścia, mała tego nie widziała, ale oczy Cis błyszczały niepokojąco. Ona wcale się nie martwiła o szczenię, miała je gdzieś, jej propozycja i udawana troska była kwestią własnych pobudek. Samica potrzebowała rozrywki, towarzystwa, a nie wszechobecnej nudy, stąd jej propozycja, w innym wypadku nie marnowała by tyle czasu na jakąś sierotę.

Jama pod powalonym drzewem

#84
Zazwyczaj skore do zabawy... Ale chyba nie chodzą z obcymi. A może chodzą. Lilka nie wiedziała, w końcu jedynym szczeniakiem jakiego znała była ona sama.
Wadera nie miała wyczucia, ale Balor też nigdy nie owijał w bawełnę, choć on chociaż lepiej dobierał słowa. Lilka skuliła się i zapiszczała. I pochować? Tego nie rozumiała. Po co? Przecież jego już nie ma w tym ciele, to co mu za różnica. Z reszta nie mogła tak myśleć, on napewno żyje. Pewnie uciekł, ale musiał biec w innym kierunku i musi jej teraz szukać. Wiedziała, że może to długo potrwać, albo może jej wcale nie znaleźć.
Spojrzała na waderę i zaczęła obracać głową za jej ogonem. Machanie nim jakoś zawsze działało na Lil hipnotyzująco, aż miała ochotę go pochwycić.
- Idę. Nie chcę znów zostać sama. - Strach przed samotnością wygrał. Z resztą Balor z pewnością wolałby gdyby zadbała o siebie kiedy miała okazję. Nie pochwaliły takiego bezczynnego czekania. Waderka liczyła, że basior ją odnajdzie.
Podbiegła do Cis i rzuciła się na jej ogon. Nie mogła sobie tego odpuścić. Może nie wyglądała obecnie na szczęśliwego szczeniaka, ale chociaż nie tonęła w smutkach.
- A może Balor uciekł. Myślisz, że mógł? - Ona myślała, że tak. Nie raz ją ratował, teraz też, więc siebie też da radę.

Jama pod powalonym drzewem

#85
Wciąż stała tyłem do dzieciaka, z chwili na chwilę coraz bardziej tracąc cierpliwość. W końcu ileż można się zdecydować czy się idzie czy nie? Prawdę mówiąc bura szykowała się na kolejne pogadanki, wymyślając coraz to nowsze argumenty. To było jednak do niej bardzo niepodobne, więc skarciła się w głowie za te pomysły i zwróciła pysk w bok, by kątem oka widzieć szczenię. - Mądra decyzja, Lilith. Zadbam o to byś się nie nudziła. - ślina, która pokrywała żółte kły błysnęła dzięki pomocy nikłej wiązki światła, co nadało uśmiechowi Cis nieco przyjemniejszy wygląd. Największym jednak zaskoczeniem dla samicy, była próba zabawy szczeniaka z jej ogonem. Chichocząc pod nosem machała kitą jeszcze szybciej prowokując dzieciaka to włożenia w te wygłupy więcej siły. Jama jednak była zbyt ciasnym miejscem do zabawy, więc Chudzina wykorzystała moment nieuwagi Lilki, by zabrać ogon. - No proszę, jednak umiesz się bawić! - po tych słowach Cis trąciła kitą pyszczek samiczki i powoli zaczęła się przeciskać przez średniej wielkości otwór. Z tego co pamiętała jakoś łatwiej wchodziło się do środka, teraz wyjście z jamy było sporym problemem. Szczególnie, że Chudzina będąc w środku nie jadła nic co mogłoby spowodować gwałtowne przytycie. W akompaniamencie jęków i wzdychania udało się w końcu burej doczłapać na wierzch. Przez chwilę wadera w obawie, że opuściła schronienie niekompletna przyjrzała się każdemu kawałkowi ciała, zajmując tym samym czas, by czekanie na szczenię nie było zbyt nudne. Bo, rzecz jasna w mniemaniu Cis, Lilith również powinna mieć problem by wyjść.
Skupiona na sobie, prawie zignorowała pytanie towarzyszki, szybko jednak się poprawiła unosząc pysk znad swojego zadu i wlepiła ślepia w samiczkę. - Kto wie, może chciał Cię po prostu porzucić, a straszne, dzikie zwierze to była przykrywka? Wiesz, nas mama też porzuciła. Babka tłumaczyła to strachem przed odpowiedzialnością. Ale ja tam nie wiem. Po prostu się nie przejmuję i idę dalej. Ty też powinnaś. - zamiast wracać do pieczołowitego oglądania stanu swojego zadka, wilczyca zamyśliła się na moment, po czym dodała. - Jest też szansa, że faktycznie go spotkasz za jakiś czas. - po rzuceniu czegoś na wzór pocieszenia, Cis wstała z gleby i wolnym krokiem szła co jakiś czas zmieniając kierunek w celu zebrania ziół. Najpierw mięty, później rumianku. Regularnie też oglądając się za Lilith, coby jej nie zniknęła nagle. Zmiękłaś Cis. Wstydź się.

/zt. -> Czarnodrzew.

Jama pod powalonym drzewem

#86
Starania Cis nie poszły na marne, Lil tak była zaaferowana zabawą, że kilka razy rzucając się na ogon, przeturlała się kawałek, a raz prawie skoczyła samicy na zad. Brakowało jej towarzysza do zabaw, Balor nigdy nie chciał się z nią bawić, przez chwilę Fav się bawił, ale znikną szybciej niż się pojawił. Nic dziwnego więc, że gdy tylko waderka załapała, że Cis bardzo chętnie będzie się z nią bawić, na jej pysku pojawił się szeroki uśmiech.
- Oczywiście, że umiem. - Uniosła dumnie pysk i zaraz kichnęła, gdy kita samicy połaskotała ją w nos.
Ona nie miała takich problemów z wyjściem, była w końcu mniejsza. Co prawda pod koniec musiała się trochę natrudzić, by wyciągnąć zad ale ogólnie radziła sobie dużo lepiej. Nawet trochę ją bawiły starania samicy i jej oglądanie się, tak jakby miała coś zgubić po drodze. Po odpowiedzi na jej pytanie, waderka zmarszczyła nos.
- Mnie mama też zostawiła, ale on by tego nie zrobił. - Jeśli chodzi o Balora to Lil była pewna, że dotrzyma słowa. Na pewno nie zostawił jej z własnej woli, chciał ją ratować. Drugiej części wypowiedzi Cis, Lilka nie skomentowała. Jeśli Wrona przeżył, na pewno jej szuka, a w takim razie kiedyś muszą się spotkać. Gorzej jeśli leży tam martwy.
Szybko odrzuciła te myśli i ruszyła za Cis. Swoim zwyczajem, zaczęła biegać w kółko i czasem przebiegać jej pod brzuchem, czy między łapami. Balor zwykle nie reagował, ale co zrobi Cis? Lil już zdążyła zauważyć, że jest inna niż jej opiekun.

//Zt

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron