Jama pod powalonym drzewem

#31
Nie spał spokojnie. Całą noc, aż do świtu kręcił się po ciemku, pojękiwał czy drgał. W końcu wszystkie jego zmartwienia ostatnich dwudziestu czterech godzin znalazły ujście w jego snach, wywołując takie koszmary o jakich nigdy się nie podejrzewał. Kilkakrotnie budził się, siedział przez parę minut i znów wracał do snu. Ostatecznie, kiedy już świt nastał, Inaria postanowił już więcej nie zasypiać, w obawach przed powtórką z rozrywki. Po za tym, już odpoczął, miał się całkiem znośnie, chociaż przez to wiercenie się wyglądał trochę jakby go coś poturbowało. Obserwował przez przerwę między rudym wilkiem, a jamą świat, jaki powoli budził się z nocy, słuchał ptaków i generalnie - relaksował się, starając odpędzić resztki niedospania z oczu i wspomnień. Wciąż jeszcze nie potrafił myśleć o pozostawieniu własnego domu. Chciał w końcu to zrobić, chciał przeżywać też takie fajne przygody jak rudy wilk, ale obawiał się, że sam sobie na tym świecie nie poradzi.
Póki jednak rudy wilk się nie obudził, Inaria postanowił trochę wyczyścić swoje futro, tak jak wczoraj na to nie miał siły. Językiem wylizywał kolejne partie, niczym jakiś rasowy kocur, a wszystko po to by się trochę lepiej poczuć. Zresztą i tak specjalnie nie miał nic teraz do roboty. Po za tym, że zachciało mu się jeść i to konkretnie.
Przynajmniej umrę z głodu czysty, stwierdził w myślach, prychnąwszy pod nosem.

Jama pod powalonym drzewem

#32
Orion szedł za tropem członka watahy. Wilk o rudej sierści mógł być w tej chwili idealnym kandydatem na misję zwiadowczą, która mogła dać dużo informacji o jedynej watasze, o której był niedoinformowany. Nie miał problemu, żeby znaleźć Płomienia, chociaż musiał przyznać, że podróż z jednej skrajnej granicy krainy, do drugiej nie była lekka. W towarzystwie mieszańca zastał szczenię, jednak nie widząc w nim ani zagrożenia, ani członka watahy, zignorował go.
- Płomień, tak? Bardzo możliwe, że będziesz nadawał się na większą akcję. Potrzebuję jednak dowiedzieć się paru rzeczy od Ciebie, zanim Cię puszczę w zupełnie nieznaną mi watahę.
Podszedł bliżej i wlepił w niego swój wzrok.
- Jak długo znasz tego Lotara, co o nim sądzisz. Jakie było twoje doświadczenie kiedy przebywałeś razem z nim w watasze czy w czymkolwiek tam byliście. I czy jest świadomy twojej... kondycji.

Jama pod powalonym drzewem

#33
Płomień spał nieco dłużej niż podrostek, ale sen, który zawładnął jego ciałem, nie był mocny. Docierające z lasu kroki zdołały go zbudzić, nie pozwalając się zaskoczyć. Odruchowo uniósł łeb, nastawiając uszu i spoglądając w kierunku źródła odgłosów. Kolejno zwlekł się z podłoża, stając na równe łapy, jednocześnie przygotowując się do ewentualnej walki, Jego nozdrza rozpoznały jednak woń jednego z członków watahy, na co napięte mięśnie rozluźniły się, a najeżone futro na grzbiecie opadło. Dostrzegając wyłaniającego się spomiędzy zarośli Oriona, postąpił krok ku niemu i skinął pyskiem na powitanie. W ciszy wysłuchał tego, co miał mu do powiedzenia. - Moment. - Rzucił, gdy skończył mówić. - Odejdźmy nieco dalej. - Polecił, odchodząc wraz z popielatym na odpowiednią odległość. Nie chciał, by białofutry wysłuchiwał rozmowy na tematy stada, zwłaszcza dotyczącej "większej akcji". Na pewno wymagała poufności, a kilkumiesięczne szczenięta mają tendencję do niekontrolowanego zdradzania swoich, jak i cudzych sekretów.
- Niegdyś był przywódcą watahy, do której należałem. Co prawda, obaliła go Revirell, ale gdy ta zniknęła z niewiadomych przyczyn, ponownie dorwał się do władzy, prowadząc Wędrowców do zwycięstwa podczas wojny z Hordą. - Zaczął, wodząc dwukolorowymi soczewkami po licu rozmówcy. - Nie przyjaźniliśmy się, byłem ledwo podrostkiem, ale w watasze pełniłem funkcję obrońcy i chroniłem go podczas tego starcia. Znamy swoje imiona, rozpozna mnie. A co do jego charakteru... na pewno jest żądny władzy i zrobi wszystko, by jego grupa dominowała w krainie. W Axis tego nie doświadczył. – Zamyślił się.
- Kondycja? To ładne określenie na skurwysyna w mojej głowie? - Zapytał po chwili milczenia, posyłając niebieskookiemu kwaśny uśmiech. - Tak, jest świadomy mojej kondycji. - Odpowiedział sobie sam, z wyraźnym naciskiem na ostatnie słowo. W umyśle Płomienia zakotłowało się, zawrzało. - Cios poniżej pasa. – Wycharczał nieprzyjemnie, łypiąc na wilka srebrzystym okiem. – To ja wielokrotnie wyciągałem go z gówna, do którego radośnie nurkował, a teraz, kiedy wszystko jest w porządku, muszę wysłuchiwać obelg pod adresem mej osoby? – Spojrzał w kierunku legowiska, niby sprawdzając, co porabia Inaria. - A żeby było jasne – podjął ponownie – nie jestem niespełna rozumu. Chętnie opuściłbym to ciało, ale prawdopodobnie nie jest to już możliwe. Rozmowa na inną okazję. – Przeniósł spojrzenie na Oriona. - Co to za akcja?

Jama pod powalonym drzewem

#34
Był tak pochłonięty swoją dotychczasową czynnością, że zauważył obcą osobę dopiero kiedy było już w zasadzie za późno, żeby się schować. Toteż nie było dziwne, że zagłębił się w norze i z pozornie bezpiecznego miejsca słuchał jak tamten mówi. Wywnioskował, ze się znają, bo generalnie rudy wilk nie zachował się agresywanie, a na pewno wiedział wcześniej niż białas zauważył przybycie drugiego nieznajomego. Może są z rodziny?
Kiedy rudy wilk ruszył, Inaria z początku chciał podążyć za nim, bo czuł się w jego pobliżu bezpieczniej, ale zdołał pojąć z tych krótkich zdań na początku, że nie jest kimś, kto jest mile widziany. Wobec tego stał w "progu" jamy i po prostu czekał. Co miał zrobić? Nie miał zajęć. Ale potęgujące uczucie głodu dawało mu w kość. I już myślał, że zaraz z głodu to jego brzuch sam się zje. Ale dostrzegł coś ciekawego. Ryjówka. Małe to i głupie, więc pomyślał, że w jego przypadku się uda. Bo czemu miałoby się nie udać? Przecież jest wilkiem, kurczę, on polowanie ma we krwi! Skoro raz dorwał wiewiórkę sam to potrafi też ryjówkę.
Inaria przyczaił się przy podłożu, trochę z jamy wychodząc, a potem pogonił za gryzoniem, starając się robić to jak robiło rodzeństwo. No bo przecież nikt go jeszcze polować nie uczył, więc uczył się na błędach. Zagonić, złapać i zabić. A ryjówki są szybkie i sprytne.
Toteż szybko znikł spod jamy pomiędzy drzewami.

Jama pod powalonym drzewem

#35
Nie zareagował w wyraźny sposób na słowa Płomienia. Te jednak dały mu trochę więcej podłoża, do lepszego przygotowania do misji. Skoro był ambitny i zdążył zasmakować porażki jak i wygranej, z pewnością ma szanse na stworzenie silnej watahy. Tym bardziej przekonywało to, że potrzebują infiltracji i poznania ewentualnych słabości, szczególnie wiedząc, że Revirell ma z nim zatargi. Niestety oznaczało to start z przegranej pozycji, ale to nic, czego nie można naprawić.
- Będziesz musiał stracić zapach, najlepiej przybierz zapach krwi i postaraj się wyglądać najbardziej mizernie jak się da. Jeżeli zależy mu na członkach watahy, powinien przyjąć cię bez wahania. Jeżeli tego nie zrobi, już znamy jedną jego słabość, szczerze wątpię, żeby mógł cię o coś podejrzewać, chyba, że któryś z członków jego watahy widział cię w towarzystwie. Poznaj wszystkich członków, staraj się poznać strukturę wewnętrzną, dowiedz się dokładnie o ich planach. Nie wiem na razie na ile mogę Cię tam wysłać, więc spotkamy się za siedem dni i zdasz mi tyle ile wiesz. Jeżeli Lotar nie będzie nic podejrzewał zostaniesz tam i postaramy się wszystkiego dowiedzieć w jeden księżyc.
Orion przestał mówić i przyjrzał się uważnie wilkowi.
- Lepiej nie dawaj im powodów do podejrzeń. Jeżeli ten szczeniak - kiwnął głową w stronę gdzie jeszcze przed chwilą stał Inaria - to weź go ze sobą, powinieneś zgarnąć dodatkowe punkty w ich oczach. Kiedy będziesz gotów - ruszaj. Postaraj się to zrobić jeszcze dzisiaj.

Jama pod powalonym drzewem

#36
- Już zdążyłem zaśmierdnąć wilgotną ziemią, poocieram się nieco o korę drzew i - zerknął na odbiegającego spod okolic nory podrostka, który był wyraźnie zainteresowany jakimś drobnym żyjątkiem - zapoluję na coś. Nie wygląda, jakby ta pogoń miała mu się udać. - Skwitował, ponownie uwieszając dwukolorowe spojrzenie na licu popielatego. - W przeciągu jednego dnia nie uda mi się zmarnieć tak, jakbym to mógł uczynić w ciągu tygodnia, ale - ściszył głos, coby mieć całkowitą pewność, że słowa te nie dotrą do uszu szczenięcia. Co prawda, było to wątpliwe, gdyż ten odbiegł na sporą odległość, ale przezorności nigdy za wiele - jeśli mówisz, iż najlepszą porą na wprowadzenie twego planu w życie jest aktualnie trwająca doba... Niech będzie i tak. - Zakończył wypowiedź, delikatnie mrużąc powieki. Skinął pyskiem na znak, że zrozumiał wszystkie instrukcje i jest gotowy do działania.
Postanowił od razu wziąć się do pracy. Pierwszym etapem miało być polowanie na jedno z zamieszkujących te tereny zwierząt. Czym prędzej rozpoczął poszukiwanie czegoś, co nadałoby się do zjedzenia. Rozejrzał się po okolicy, wciągając w nozdrza unoszące się dookoła wonie, a wyłapawszy jedną, która go zainteresowała, spojrzał na oddalającego się białego. – Znalazłem coś lepszego. – Rzucił w kierunku Inarii, po czym ruszył za smakowitym zapachem. Usłyszawszy delikatny szelest liści, zwolnił, by zbliżyć się na odpowiednią odległość. Następnie wystrzelił niczym z procy, próbując dopaść długouchego.

Jama pod powalonym drzewem

#37
Kompletnie nie miał pojęcia od czym rozmawiają, bo był zajęty czymś innym - gonieniem za szczurem. Zresztą, nawet jeśli byłby w pobliżu to pewnie kazaliby mu odejść na moment. Tak jak matka czasem sobie życzyła, a w zasadzie - prawie zawsze - żeby Inaria jej nie przeszkadzał, bo ona sobie nie życzy jego obecności. Po za tym, był głodny, pieruńsko głodny, a nie mógł czekać na nich, aż skończą rozmawiać, pewnie na fascynujące tematy, a potem może ktoś z łaski go nakarmi. Nie, musiał radzić sobie sam. I ten mały, biały wilk był cholernie zdeterminowany by sobie samemu poradzić.
Biegł ile sił w łapach, a że miał jej całkiem sporo, w dodatku wypoczął, to zasuwał szybko. Wydawałoby się, ze coś tak małego jak ryjówka nie ma w ogóle szans, bo młodzik był już u celu, już sięgał łapami, ale coś mu przeszkodziło. Mianowicie - w momencie kiedy rudy wilk odezwał się, co chcąc nie chcąc Inaria usłyszał, białas wywalił się o korzeń, którego kompletnie wśród traw nie wychwycił. A kiedy było już po wszystkim to ani ryjówki, ani nic. Tylko silący się głód w brzuchu.
Wrócił, z oklapniętymi uszami, zły i smutny. A przede wszystkim, kurcze, głodny. Siadł an dupie przy wejściu i zastanawiał się co zrobić teraz.

Jama pod powalonym drzewem

#38
Wynik rzutu: 1

Próba schwytania zająca skończyła się, zanim tak naprawdę się rozpoczęła. Rzucone przez rudzielca słowa, niewątpliwie skierowane ku młodzikowi, zostały również usłyszane przez zamieszkujące pobliże jamy szaraki. Co więcej, hałas towarzyszący upadającemu Inarii wytrącił wilka z równowagi, zmuszając do oderwania wzroku od wypatrzonego okazu i zerknięcia w kierunku nieprzyjemnego dla białofutrego zajścia. Te dwa czynniki pozwoliły długouchym rozpoznać nadchodzące zagrożenie i w porę skryć się w swych norach.

Jama pod powalonym drzewem

#39
Fakt, iż nie udało mu się schwytać zająca, nie wpłynął w znaczący sposób na jego humor. Zdecydowanie bardziej zainteresowało go dość głośne zajście, mające miejsce nieopodal, najprawdopodobniej spowodowane przez gnającego Inarię. Mimowolnie powiódł dwukolorowym spojrzeniem po okolicy w poszukiwaniu źródła hałasu, by ostatecznie dostrzec wyłaniającego się spomiędzy zarośli podrostka. - Uciekła? - Zapytał, gdy ten doczłapał się do wejścia jamy i posadził zad na ziemi. Zbliżył się do smętnie siedzącego młodzieńca. Oblicze rudzielca ozdobił słaby uśmiech. – Wilk w twoim wieku powinien już umieć złapać coś do żarcia. – Dodał po chwili milczenia, którą poświęcił na przyjrzenie się stanowi białego. Zdając sobie sprawę, że wszystko z nim w porządku, kontynuował. – Zapoluj na zająca. – Polecił, wskazując nosem kierunek, w którym powinien się udać, by odnaleźć kryjówkę szaraków. – Inaczej zdechniesz z głodu. – Wyszczerzył zębiska, delikatnie mrużąc powieki.
Płomień, mimo wcześniejszej porażki, nie zamierzał się poddawać. W przeciwieństwie do strapionego towarzysza on chyżo ruszył przed siebie, zarzucając ogonem z nieco za długim włosiem, lecz w pobliżu nor wypatrzonego posiłku zwolnił. Przyległszy do pokrytej mchem gleby, bez pośpiechu sunął przed siebie. Uważnie przyglądał się wejściom do zajęczych nor, by w momencie, w którym jeden z mieszkańców wyłonił się na powierzchnię, rzucić w jego kierunku, ze szczękami przygotowanymi do zaciśnięcia się na ciele potencjalnej ofiary.

Jama pod powalonym drzewem

#40
- Jakbyś mnie nie rozproszył, to by nie uciekła
Ton jednoznacznie wskazywał, że za całą porażkę obwinia rudego wilka. Bo w zasadzie, gdyby ten się nie odezwał, Inaria nie straciłby rytmu i prawdopodobnie skutecznie by zapolował na tego wyrośniętego szczura. A tak, uwagę skupił na czymś innym, wywrócił się i z posiłku nici. Również to, jaką postawę białas przybrał wskazywało na to, że nie był zadowolony z dalszych wypowiedzi starszego, ale ze złości już powściągnął swój język i słowem się nie odezwał. Powiódł wzrokiem za jego poczynaniami, mając gdzieś w myślach, co on sobie wygłaszał. Głupek, rzucił pod nosem, kiedy ten był zdecydowanie dalej. Ale co racja to racja, nie zapowiadało się na to, by rudy wilk miał mu coś dać, wobec czego zdechnie z głodu najpewniej jeśli czegoś w najbliższym czasie nie zje. Tylko z tego jednego powodu żałował ucieczki.
Kultywując zasady wpajane mu przez krótki czas przez siostrę postanowił poszukać mimo wszystko czegoś, chociaż nie miał specjalnej ku temu ochoty. Postanowił wiec znów spróbować szczęścia. Nawet skorzystał z propozycji udania się do potencjalnych nor tych długouchych wegetarian. Kiedy był w pobliżu upewnił się, ze go nie czuć, tj. wytarzał się w ziemi i igłach wcześniej nim tam dotarł, a będąc w pobliżu, zwyczajnie zaległ na ziemi dość blisko jednej z nor i czekał cierpliwie aż coś stamtąd wyjdzie. Nie pamiętał jak pachnie zając, ale coś mu mówiło, że akurat stąd wyjdzie.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron